Magda uwielbia róże

Cały ogród MAGDY tonie w różach.
Uwielbiam chodzić po Jej ogrodzie i napawać swoje zmysły wspaniałymi ich widokami i zapachami.
Ale nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być dla Niej jeszcze więcej róż.
A dzisiaj jest szczególny dla Niej dzień, więc z tej okazji również ofiarowuję jej piękną różę, wraz z Urodzinowymi życzeniami: spełnienia marzeń, a przede wszystkim tego jednego, w tej chwili dla Niej najważniejszego : dużo, dużo zdrowia i pokonania wszystkich kłopotów, które Ją ostatnio dopadły.
Magdusiu! Wiesz, jak bardzo Ciebie kocham, jesteś dla mnie naprawdę bardzo ważną osobą w życiu, powierniczką moich zmartwień i kłopotów, ale wiem, że zawsze na Ciebie mogę liczyć, zawsze dodajesz mi blasku nadziei, gdy na mnie jakaś chwila zwątpienia nadejdzie.
A to jest przecież takie ważne, gdy wiesz, że nie jesteś w tym zagmatwanym życiu całkowicie sama.
I chciałabym, żebyś wiedziała, że całym moim sercem jestem z Tobą, zarówno w tych dobrych, jak i gorszych chwilach.
Dlatego nie będę dzisiaj niczego więcej pisała w moim blogu, chciałabym, by on dzisiaj był Tobie w całości poświęcony, bo w pełni na to zasługujesz.
Mam nadzieję, że Twoje następne Urodziny będą weselsze, bo nawet gdy czasami jakieś ciemne chmury na nas nadciągają w końcu i one kiedyś przemijają i znów słonko radości znów promienieje nad naszymi głowami.
Niech to słonko zaświeci dla Ciebie jak najszybciej.

nie ma jak nocne kupowanie!!!!!

I to w dodatku w nocy z niedzieli na poniedziałek – sama przyjemność!!!!
Położyłam się wczoraj jak zwykle późnym wieczorem na swoim tapczaniku i……… nagle powiedziałam sobie DOŚĆ!!! nie będę się już więcej maltretowała.
Najwyższa pora ten stary, mocno już wysłużony materac oddać do lamusa.
Fakt , po blisko 30 letnim używaniu niestety z materaca zrobiła się już twarda deska.
Co prawda podobno dla kręgosłupa spanie na desce jest nawet pro zdrowotne, ale wszystko jednak ma swój umiar.
Co prawda nie jestem księżniczką, której ziarno grochu w spaniu przeszkadza, ale trudno zasnąć, gdy na okolicach pośladków i kręgosłupa robią się już odgnioty i odleżyny.
Wstałam zatem z łóżeczka, a była to godzina druga w nocy i zaczęłam buszować po internecie, dziwne, bo przecież już wielokrotnie do takich zakupów się przymierzałam, ale wczoraj czara się przelała.
No i znalazłam całkiem niezły egzemplarz, całkiem nie drogi, piankowy, z dostawą do domu cena wyniosła około 220 złotych. I co najważniejsze już w czwartek będzie materac u mnie w domu.
Czyli jeszcze przede mną dwie nieco ciężej przespane noce, wczoraj na materacu ułożyłam sobie starą kołdrę i koc, żeby jako tako miękko pod moja szanowną pupą było i nic mnie nigdzie nie uwierało, a potem….HULAJ DUSZA, PIEKŁA NIE MA !!!!!!
Już jestem umówiona z Renią, która pomoże mi się pozbyć starego materaca, jeszcze będę musiała sprawę załatwić z MPK, żeby ten nietypowy rupieć wywiózł na śmietnisko, mam nadzieję, że mi się to uda.

Zastanawiam się tylko, po co tyle czasu niepotrzebnie się męczyłam, dlaczego za mną tyle nieprzespanych nocy, skoro okazało się, że wcale nie jest to aż taki wielki problem z wymianą materaca, wystarczy zamówić, zapłacić, a materac przywiozą mi pod same drzwi.
Poprzedni materac kupowałam w jakimś sklepie, bo wtedy takich luksusów z możliwością zakupu przez internet nie było, nawet dokładnie nie pamiętam, gdzie go kupowałam, pamiętam, że wtedy sporo za taki materac zapłaciłam, bo był jakiś udziwniony, z trzema warstwami (w tym z warstwą trawy morskiej i warstwą kokosu), dwustronny, trzeba przyznać, że swoje już odsłużył.
Ten materac jest bez jakichś tam specjalnych warstw, jest piankowy i na tyle nie drogi, że po kilku latach bez żadnych psychicznych obciążeń będę zamienić go mogła na nowy egzemplarz.

Czyli parafrazując słowa piosenki mogę powiedzieć „OD RANA (OD PONIEDZIAŁKU) MAM DOBRY HUMOR”
A skoro poniedziałek jest udany, na pewno będzie taki i cały bieżący tydzień.
Tym bardziej, że w polityce, po niedzielnym występie Donalda Tuska, niezły zamęt się zrobił, nareszcie ktoś odważył się obnażyć wszystkie Pisie przekręty i…..Kaczyński już na serio zaczyna się bać, już nie czuje się na tyle bezpieczny i bezczelny, że może bezkarnie poużywać sobie jak dotąd na opozycji, ale i przy tym robi kardynalne błędy, jak chociażby ten, gdy ogłosił pozorną oczywiście walkę z nepotyzmem w swojej partii, czyli tym samym przyznał się do tego, że zezwalał na te i na inne nieprawości, niestety wielokrotnie stojący z zasadami Konstytucji w sprzeczności.
A miało być tak pięknie: pokora, umiar i praca, a co po tym zostało? ….POPIOŁY!!!!!!
POLITYCZNE CHAMSTWO, ZŁODZIEJSTWO, LICZNE OSZUSTWA, NIEBYWAŁY NEPOTYZM, AROGANCJA……. sporo jeszcze by można było wymieniać……..
Ciąg dalszy politycznej sagi teraz trwać będzie, co prawda niektórzy zarzucają Tuskowi, że znów wzniecił wojnę polsko – polską, ale niestety inaczej się nie da pokonać tej szkodliwej dla Polski formacji i pozostałe opozycyjne partie teraz musza się do tej walki dołączyć, a nie zwalczać Tuska, bo tym przynoszą krzywdę Polski, czyli umacniają tylko dalszą, na razie wciąż wysoką pozycję Pisu.
Najważniejsze jednak, że oni nareszcie zaczęli się bać i o to przynajmniej na razie chodzi, a co będzie potem ? okaże się to po obaleniu tego rządu.
Mam nadzieję, że tak jak kiedyś Trzaskowski odwiedzał wszystkie zakątki Polski i tłumaczył ludziom, czemu mamy mieć prawo do powiedzenia DOŚĆ, tak i teraz Tusk w swoim Tusko – busie objedzie Polskę po to, by wreszcie otworzyć oczy tym, którym ciągle mgła oczy przesłania. A jeszcze wiele osób w pisią propagandę Kurwizji wierzy niestety,
Tylko perswazją można cokolwiek ludziom wytłumaczyć i oby Tuskowi się to udało, a pozostałe partie wniosły też swój wkład w to wielkie prawdziwie patriotyczne przedsięwzięcie.

BO NAPRAWDĘ JEST O CO ZAWALCZYĆ – a teraz jest naprawdę wspaniały na to czas.

Tak jak pisałam, dzisiaj mamy udany poniedziałek (bo mam nadzieję, że nie tylko dla mnie jest on piękny i promienny, niech cały tydzień tez taki pozostanie.

politczne przepdpołudnie

Ranek spędziłam politycznie, więc dzisiaj mój wpis jest znów opóźniony.
Najpierw oglądałam Kawę na ławę, potem Lożę prasową, prowadzoną przez panią Jaszcz, a potem z wielką przyjemnością brałam udział w półtoragodzinnej konferencji prasowej Donalda Tuska.
I muszę przyznać jedno: NA PEWNO DONALD TUSK jest prawdziwym Mężem Stanu, politykiem wielkiego, europejskiego kalibru.
Dla niego ZŁO oznacza zło w całości, a nie tylko w kawałeczku, który mu akurat pasuje, tak jak to właśnie wcześniej wydukał Kaczyński: będziemy dążyć do sanacji partii i zwalczać nepotyzm, ale……. tylko tam, gdzie nie dotyczy on swoich prominentów, ci są świętymi krowami pod opiekę przez Kaczyńskiego wzięci.
Właściwie trudno odgadnąć, kogo by w takim razie ta sanacja miała dotyczyć, bo „Rodzina na Swoim” to było hasło wymyślne własnie przez samego Kaczyńskiego, a ci, którzy są już u koryta nadal pod łaskawym błogosławieństwem samego Wielkiego Wodza, nadal tam pozostaną.
Tak wygląda sprawiedliwość według Pisu : swoich wziąć w wieczną opiekę, by im włos z głów nie spadł, innych niszczyć i zgnoić.
I takiemu zjawisku własnie Tusk wypowiedział wojnę.
Nie zresztą tylko to jedno nie podoba się Tuskowi , nepotyzm to tylko malutkie przewinienie tej bezczelnie okradającej nas partii , okłamywanie i indoktrynacja społeczeństwa, w tym głównie młodzieży i wiele innych jeszcze poważnych przewinień powoduje, że ta partia z demokratycznej stała się jak najbardziej partią autorytarną, a w dodatku jeszcze zawarła dziwny sojusz z bardzo prawicowo radykalnymi partiami np. z Francji czy Włoch, których zadanie jest zwalczanie Unii i sympatyzowanie z samym Putinem.
Strach pomyśleć, jaki koniec może czekać naszą Polskę przy tak lekkomyślnie, a nawet szkodliwie prowadzonej zagranicznej polityce. Stracimy suwerenność, a autorem naszej tragedii będzie Jarosław Kaczyński i jego Wesoła Ferajna. Czy mamy na to pozwolić????? Już raz Braci Rosjan z Polski się pozbywaliśmy, miałaby się znów niechlubna historia powtórzyć????
I mimo, że Tusk nie wiedzieć czemu ciągle nadal jest krytykowany, co ciekawe również i przez współ-opozycjonistów, nie można mu racji jednak nie przyznać.
Zresztą trudno, żeby w ciągu dwóch dni przedstawił wzniosły program całkowitej prawdziwej sanacji Polski i jej powrót na łono Europy, są rzeczy, które musi ustalić z innymi i musi na opracowanie tego mieć troszkę czasu, by nie wyszła taka sama bylejakość jak jest w przypadku PIS. Oni szybko coś tam ustalają, a potem okazuje się, że to co przeprowadzili zupełnie kupy się nie trzyma.
Dlatego dajmy trochę czasu Tuskowi, wykażmy się cierpliwością, bo coś wydaje mi się, że Tusk całą walkę z Pisem i z tą polska wszech degrengoladą chce osiągnąć nie tylko przy pomocy PO, ale również w kooperacji z innymi opozycyjnymi partiami, którzy chcą również Polskę na dobre tory z powrotem sprowadzić.
I Oby im się to udało.

A teraz mała zmiana tematu, czyli jak najbardziej dietetyczny obiad, który na dzisiaj sobie przygotowałam:

3 obrane młode ziemniaki, kostka z mintaja lekko posolona, posypana delikatnie czosnkiem i czerwoną papryką, pomidor, pokrojony koperek i troszeczkę Ramy.
Potrzebny będzie do tego garnek do gotowania na parze.
Ziemniaki obrać i wrzucić do dolnej części garnka, do gotowanej wody . Na sitku ułożyć rozmrożonego mintaja ( ja miałam kostkę, lekko posolić, posypać czosnkiem, odrobiną czerwonej papryki, na wierzch dodać łyżeczkę masła, posypać pokrojonym koperkiem i na wierzch rozłożyć pokrojonego w kostkę pomidora, zakryć pokrywką i gotować całość (czyli i ziemniaki i rybę) na jednym palniku około 25-30 minut.
Ugotowane ziemniaczki przelać przez sitko, posmarować płatkami Ramy obok umieścić rybę w pomidorach Smacznego.

A ponieważ dzisiaj mamy niedzielę, dodatkowo byl jeszcze deserek, truskawki leciusieńko cukrem posypane i polane gęstym jogurtem.
I kto mi teraz powie, że nie jem dietetycznie?

Miłej dalszej części niedzieli.

a więc to dzisiaj….

Dzisiaj, w sobotę 3 Lipca rozegra się batalia o dalsze losy PO, a tym samym o dalsze losy Polski.
Nie ukrywam, jestem pełna nadziei, że wszystko pójdzie po dobrej stronie mocy, czyli najpierw wewnętrzną potyczkę wygra Donald Tusk i powróci tym samym na fotel Przywódcy, mam nadzieję, że nie spowoduje to jednak jakichś niesmaków i fermentów w całym tym zgrupowaniu. Wierzę, że Trzaskowski po prostu nie obrazi się, nie weźmie swoich zabawek i nie zniknie, bo to tylko świadczyłoby, że jest politycznie niedojrzały, a to wszystko, o czym mówił podczas swojej kampanii prezydenckiej, a czym zachwycił wielka część Polaków, to była tylko zwyczajna ściema, taka mowa trawa, która jest przecież charakterystyczna i zarezerwowana jest tylko dla pisowskich polityków, bo oni na takiej trawie starali się budować swoja „wielkość”
Zawsze traktowałam Rafała jako bardzo dojrzałego człowieka, pewnego swoich słów i myślę, że teraz powinien jednak jeszcze poczekać na swoją wielką siłę, bo teraz rozgrywki są naprawdę bardzo wielkiego kalibru, chodzi o dobro Polski, a tu liczę, że Donald Tusk przy poparciu swoich współ partyjnych kolegów potrafi sprytnie sprawę rozegrać i pokonać po raz kolejny zresztą, Kaczyńskiego.
Ten ostatni wciąż jeszcze stara się pokazać, że lekceważy sobie to co się teraz dzieje na politycznej stronie, ale znając go doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że boi się takiego scenariusza, że powrót Tuska, wzmocnionego silnym poparciem wielu Polaków może dla niego oznaczać nie tylko utratę władzy, ale przede wszystkim grozi mu odpowiedzialność karna za wszystkie przekręty, które wraz ze swoimi ziomkami podczas swoich rządów – nierządów uczynił.
Tak, tak, ambicje pana Budki (który z tym się akurat już pogodził) i pana Trzaskowskiego musi teraz zostać odsunięte na bok. I mam nadzieję, że Rafał Trzaskowski to tez już zrozumiał. Nie można tego rozliczać w formie porażki Trzaskowskiego, to tylko jego wieli i mądry krok, który kiedyś, może już w całkiem niedalekiej przyszłości zaprocentuje osiągnięciem miejsca, o które teraz próbował zawalczyć. Najwidoczniej jeszcze nie nadszedł ten moment, a pod czujną kuratelą Tuska, który na razie rządzi, ale przecież kiedyś musi ustąpić może jeszcze wiele się nauczyć

DZISIAJ DONALD – JUTRO RAFAŁ – oto jest moja maksyma na dzisiaj.

I wierzę, że dzisiejsza sobota będzie początkiem nowej drogi dla Polski, powrotu do normalności, do Europy do pewności jutra.

DONALD TUSK POWRÓCIŁ NA FOTEL PRZYWÓDCY PO !!!!

I to tyle politycznie na dzisiaj, mam nadzieję, że nie będę czuła zawodu i czekam na pełen tryumf nad złem, nienawiścią i nad marazmem, który nas teraz dosiadł.

Jaka będzie dzisiaj pogoda?
Ano różnie może być, najgorsze są ciągłe te atmosferyczne zagrożenia w postaci lejów i trąb powietrznych, ostatnie takie zagrażały wczoraj w okolicach Nowego Targu, ale tak właściwie cała Polska może być zagrożona, tym bardziej, że te dziwne zjawiska atmosferyczne nadciągają niespodziewanie i od razu w bardzo groźnym wymiarze.
Trzeba być zatem czujnym, ale trzeba cieszyć się każdym słonecznym promykiem i wolną spokojną chwilą

Dlatego życzę miłej soboty

piątek, piąteczek, piątunio……

Niestety chłopaki nie dogadały się.
Chodzi mi o niekończące się rozmowy Tusk – Trzaskowski, każdy z nich ma swoje powody do stawania w szranki.
Trzaskowski to młody w rezultacie narybek, który poczuł siłę, poczuł, że już jest gotowy do podjęcia zdecydowanych kroków, tak jak ongiś Tusk, który własnie w podobnym wieku i w podobnym stylu wszedł na orbitę PO.
Za Tuskiem przemawia wielkie doświadczenie na politycznej arenie, nie tylko w kraju, ale (nawet powiedziałabym głównie) na zagranicznych polach, bo piastował bardzo wysokie stanowisko w Unii i był osoba, z którą bardzo się liczono. Wiele tych doświadczeń mógłby przenieść na nasze własne poletko, tylko, czy Trzaskowski na to mu pozwoli.
Sprawa jeszcze nie jest przesądzona, wciąż liczę na mądrość obu panów, bo razem naprawdę mogliby wiele zdziałać

Zostawmy to na razie, sami muszą dojść do ładu, byleby tylko dostać.

Wczoraj dostałam wiadomość, że i Matylda już swój ostatni lekarski zdała, czyli oficjalnie jest LEKARZEM!!
Wiedziałam, że tak będzie, dlatego dwa czy trzy dni temu wspólny dla naszych Pań Doktorek blog zamieściłam.
Ale dzisiaj mówię : Brawo Matylda!!!!. już oficjalnie mogę się do Ciebie zwracać Pani Doktor.
Gratuluję wytrwałości i stawiania czoła różnym przeciwnościom i mam nadzieję, że i Ty i Darka dzielnie będziecie powielać dzieła Waszych Dziadków, Darka – Babci Ani, a Ty Babci Zosi i Dziadka Krzysztofa.
Na pewno moje Rodzeństwo dumnie teraz na Wa z niebios spoglądają i do Was się uśmiechają.
SĄ NASTĘPCY, którzy godnie będą lekarskie tradycje piastować i dalej przekazywać !!!!!

Dzisiaj piątek, początek weekendu Co prawda nie zapowiada się on nam jakoś wystrzałowo, ale może na razie dosyć tej kanikuły, trzeba od niej odpocząć.
Byleby tylko te deszcze nie powodowały takich strat, jak np ostatnio w Szczecinie.
Trochę popadać sobie może, ale żeby od razu potop nam serwować???????
Jakoś nie widzę wokoło siebie żadnego Noego , który by bezpiecznie nas na swoją Arkę zaprosił.
Czyżby Niebiosa karały nas za naszą głupotę, brak ekologicznej wyobraźni, za wszystkie niecne postępki ludności planety Ziemia????

Miłego odpoczynku na te dwa i pół dnia życzę

ROZPOCZYNAMY MIESIĄC LIPIEC

Pierwszy miesiąc prawdziwych wakacji, miesiąc nadziei na zmiany.
Już za dwa dni za stołem zasiądą ważni politycy Tusk. Trzaskowski i Budka i będą się zastanawiać, jak dalej poprowadzić losy przynajmniej tej części opozycji.
Reszta opozycji albo się dostosuje, albo …okaże się, że nie są wcale zainteresowani dalszymi poczynaniami obecnego rządu Pisu, wolą własne interesy nad dobro kraju przełożyć.
A sprawa jest bardzo ważna, bo jak widać, Pis zaczyna pomału zatracać się w swojej coraz bardziej wielkiej głupocie, każdy kolejny ich krok to przysłowiowy gwóźdź do ich trumny.
Nie, to wcale nie znaczy, że inni polityczni opozycjoniście mają ustąpić pierwszeństwa KO, ale powinni teraz szukać tego consensusu z tymi, którzy już jednak mają o wiele większe doświadczenia w politycznym świecie i dokładać swoje cegiełki do wielkiej wspólnej gry.
Bo teraz nie jest czas na konkurs o palmę pierwszeństwa w walce o władzę i nie jest czas na uparte stroszenie piórek.
Przyznam, że wierzę w Tuska i wierzę, że przy wydatnej pomocy pozostałych politycznych grup i silnego ich poparcia potrafi Polskę naprawić. Ale nie sam, niestety musi mieć silne poparcie swoich współ koalicjantów.
Jednym z najważniejszych teraz punktów tego programu jest całkowite odsunięcie od władzy szkodników, którzy nadal, mimo, że wisi nad nimi miecz Damoklesa, jeszcze niszczą Polskę.
Każda kłótnia w Rodzinie PO może niestety przynieść tylko niedobre skutki , dlatego te nadchodzące dwa dni Konwentu PO może bardzo zaważyć na dalszych losach Polski,
A czy Zgrupowanie Polska 2050 Szymona Hołowni ma jeszcze jakieś możliwości w odgrywaniu pierwszych skrzypiec w polityce? Osobiście uważam, że na razie jeszcze nie, na przeszkodzie stoi głównie brak politycznego doświadczenia, ale ścisła ich współpraca z KO może zaowocować naprawdę pozytywnymi zmianami.
Podobnie i Lewica nie bardzo powinna stawać okoniem, jak widać, samotnie nie wiele mają do powiedzenia, ale każde doświadczenie, każdy ich pozytywny krok może być przyczynkiem do zmian, pozwalających na powrót Polski na tory Europy.
Bo nie wiemy jaką jeszcze cierpliwością będzie nas Unia obdarzała, kiedy w końcu na te wszystkie zaczepki Pisu odpowie gniewnym DOSYĆ!!!!! i pozostawi nas na swoim marginesie, a wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębami.

Trzymajmy więc kciuki za najbliższe dni, bo powtarzam jest szansa, skoro już nawet w szeregach Pisu bunt powstał, trzeba to sprytnie wykorzystać.

Niestety pogoda jest ostatnio bardzo humorzasta, przerażające są te burze, tornada, ulewy, które zalewają nasze miasta.
Wczoraj Szczecin, dzisiaj……… nic nie wiadomo, przyroda jest bardzo w swoim gniewie nieprzewidywalna.
Wczoraj miałam bardzo zły dzień, chyba się czymś strułam, mimo, że staram się jeść rzeczy bardzo lekkie i cały dzień musiałam niestety przeleżeć, nie udało mi się, mimo dobrej pogody do Parku zaglądnąć.
Może dzisiaj troszkę sytuacja się poprawi, chociaż nad Krakowem wciąż ciężkie chmury zawisły.

A jednak życzę przyjemnego czwartku

Na górze róże, a na dole perełeczki dla Kochanej mej Uleczki

I jeszcze motylek niewielki tam fruwa,

świadcząc, że Ewelinka pamięta i nad świętowaniem środy czuwa.

Ot, znów Kalwaryjskie rymy do mnie się przyczepiły,
ale myślę, że to będzie dla Uleczki czas miły,
gdy wierszowane pozdrowienia ode mnie odczyta,
chociaż ze mnie aż taki nie jest erudyta.
Ale gdy czas romantyzmu jakoś mnie napada
mój umysł sam szybciutko wiersze wtedy składa
I chociaż ni Mickiewiczem, ni Słowackim nie będę
ale dziś tymi rymami uśmiech Uli zdobędę.
Bo przecież o to własnie w środę każdą chodzi
By Uleczce tej ważny dzień tygodnia osłodzić
Mam nadzieję, że i dzisiaj rymy me się udały
I Ulka będzie miała ten środowy dzionek wspaniały
Więc całuskami dzisiejsze pozdrowienia zamykam
i po prostu po angielsku cichutko z mego blogu znikam.

Czy wiecie, że już czerwiec praktycznie mamy za sobą?
Dzisiaj ostatni dzień tego miesiąca, od jutra zaczynają się…wakacje.
No tak, co prawda zawsze rok szkolny kończył się pod koniec czerwca, ale jakoś własnie od miesiąca lipca zaczynało się odliczać wakacyjny czas.
I odliczały go nie tylko dzieci, ale także i ich rodzice, snując wspaniałe wakacyjne plany.
A potem przychodzi sierpień i sianokosy (ach uwielbiam ten zapach świeżo skoszonej trawy), a potem, a tam, co się będziemy zastanawiać nad wrześniowymi powrotami. I one mają pewny swój urok, ale na razie śpiewajmy:

NIECH ŻYJĄ WAKACJE, NIECH ŻYJE POLE I LAS
I NIEBO I SŁOŃCE, SWOBODNY WOLNY CZAS


Szkoda tylko, że w tym roku żaden ekscytujący wyjazd mnie w te wakacje nie czeka, no chyba, że….do Parku Krakowskiego, ale i tam może być miło.
Łąką kwietna jest, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, drzewa szumią i lekkim wiatrem otulają, tylko, że niestety Aleje są zbyt blisko i te chmury złego smogu jednak poprzez gałązki się przeciskają, już nie mówiąc o huku samochodów.
Ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
Zawsze pozostają mi jeszcze kamerki internetowe, gdzie mogę sobie polskie morze, czy Park Zdrojowy w Kudowie podziwiać. Co prawda to jest tylko erzac, ale…… czasami mi się wydaje, że tam rzeczywiście jestem.
No to miłej środy życzę, dzisiaj bez polityki, bo ona jest po prostu beeeee.
Ciągle jeszcze jednak mam nadzieję, że mądre posunięcia opozycji pod kierownictwem Tuska trochę, a może całkowicie zamieni ten marazm w coś naprawdę nowego, i wreszcie sensownego dla naszego kraju.

POWODZENIA!!!!

no i już po studiach…….

Wczoraj Daria, a za kilka dni Matylda zakończonymi studiami zasilają medyczne zaplecze naszej Służby Zdrowia.
A dopiero co „zdawałam” razem z nimi maturę, dopiero co śledziłam wyniki przyjęć na studia, jakby to było wczoraj.
A tu już minęło 6 długich lat od tamtej chwili.
Czego mam życzyć obu naszym „nowo narodzonym” Paniom Doktorkom?
Chyba najpiękniej życzenia napisał na stronie Facebooka Darii Jej Tata, pozwól Maćku, że je tutaj przytoczę, bo one wyrażają to wszystko, co teraz i ja czuję, do moich Dziewczyn się teraz zwracając :

Niech te wszystkie lata Twojej determinacji, poświęcenia, nauki,stresów, zwalczonych przeciwności i braku snu zaowocują spełniającą się w szybkim tempie, wymarzoną przez Ciebie karierą.

W tych słowach zawarte jest to wszystko, co obie dzielne Dziewczyny przez te 6 lat spotykało.
Na pewno wiele nocy obie nie przespały, ślęcząc nad medycznymi książkami i zagłębiając się w meandry łacińskich nazw, poznawania ludzkiego ciała, które mimo sporego rozwoju medycyny, wciąż są pewnego rodzaju zagadką i szukaniem ciekawych przypadków i ich rozwiązań.
Pewnie, to wszystko była teoria, teraz czeka przed Nimi jeszcze trudniejszy czas wprowadzenia w życie tych wszystkich zapamiętanych mądrości, co jest chyba jeszcze bardziej trudne, bo spotkają się w końcu z dniem, gdy będą musiały podejmować pewne decyzje, na początku nieśmiało, jeszcze nie całkiem samodzielnie, pod kontrolą bardziej doświadczonych lekarzy, ale tylko w ten sposób mogą rozwijać swoje aspiracje, rozwijać swoją karierę, by stać się potem osobą w pełni odpowiedzialną za nasze zdrowie i życie.

Moje Kochane Dziewczyny!!!

Za Wami wspaniały czas studenckiej swawoli, bo prócz nauki obracałyście się w świecie swoich kolegów, przyjaciół, razem przeżywałyście niepokoje egzaminów, jak i pewną wspólnotę, która Was na te 6 lat połączyła, czyli czas nauki i czas wspólnej, jakże wolnej od codziennych trosk zabawy, beztroskich spotkań, wypraw, zwierzeń…… jednym słowem czas akademickiej codzienności.
Ten okres własnie odchodzi.
Wpadacie teraz w rutynę życia, w pracę, dom, w codzienność, dzień po dniu już podobnie, aż już po….czas emerytalnego odpoczynku.
Ale takie jest życie.
I ja i Wasi Rodzice też kiedyś byliśmy młodzi, radośni, beztroscy, nawet nie wiadomo, kiedy zaczęliśmy wsiąkać w to normalne życie
Ale niech nigdy nie zabraknie w Was tej młodzieńczej radości , spontaniczności, apetytu na życie, do którego teraz byłyście przyzwyczajone.
Pewnie powiecie, że zwracam się do Was słowami Starej Ciotki Ewy, bo to prawda, bo mam jako seniorka takie prawo tak własnie do Was przemawiać, bo kiedyś czas młodości i jej ideały po prostu przemijają, ale trzeba w sobie pielęgnować te wspomnienia, które już są przeszłością i umieć przekładać je na obecną sytuację, nie zatracając tego, co jeszcze dobrego po przeszłości w Was pozostało.
Bądźcie szczęśliwe rozwijając dalej swoje lekarskie pasje, dalej rozgryzając tajniki ludzkiego życia, może któraś z Was (a może i obie) osiągniecie wyżyny Medycznych Nauk odkrywając coś, czym zadziwicie świat………
Ale pozostańcie dla mnie i dla naszej Rodziny nadal naszymi Ukochanymi Dziewczynami, Darką i Matysią, z których już dzisiaj jesteśmy dumni, że pokonałyście wiele przeszkód, by ukończyć te jakże trudne studia medyczne, a przed którymi własnie teraz rozwija się świat ciekawych medycznych zagadek życia.

Własnie u nas trwa lato, czas radości i czas niespodzianek, niech ta dzisiejsza letnia aura przełoży się na wspaniałą letnią porę dla naszych Kochanych Abiturientek.
NIECH WASZE LATO TRWA WIECZNIE !!!!!


Dobry żart Tynfa wart :-)

Ostatnio krakowskie Media podawały, że nastąpi zmiana nazwy Krakowskiego Parku im Marka Grechuty na Krakowski Park Ciotki Ewy !!!!!!!!
No bo skoro jestem stałą bywalczynią Parku…. co prawda na pewno nie jedną taką jedyną, ale za to niepowtarzalną, nieprawdaż?????
Wczorajsze popołudnie spędziłam oczywiście w moim ukochanym Parku.
Musiałam sprawdzić, czy kaczuszki już się do niego nareszcie wprowadziły.
Jaką wielką radość mi one sprawiły, chociaż nie było ich wiele, ot taki malutkie stadko, widać, że to była Kacza mama ze swoimi Kaczkami, które posłusznie za nią ślad w ślad pływały. Pewnie Tata Kaczor, jak to z Kaczorami bywa, poszedł gdzieś dumać w samotności i swoją własną strategię przeprowadzał.
Oczywiście musiałam jeszcze zwiedzić parkową łączkę, ot tak wpół dziko na niej sobie kwiatki rosną i przynajmniej dają namiastkę tego, co poza murami wielkich miast można na tak zwanym łonie natury zobaczyć.
Nawet dosyć sporo ludzi było wczoraj w Parku, szczególnie gwarno było na Placu Zabaw, gdzie dzieciaczki szalały sobie z rozkoszą po wszystkich podwieszonych mostkach, po rurach no i oczywiście z lubością taplały się w piachu z wodą zmieszaną, robiąc wspaniałe baby, podobne do tych powstających na polskich plażach.
Pogoda była zmienna, niby świeciło słoneczko i wtedy było bardzo przyjemnie, szczególnie, gdy lekki wiaterek powiewał, czasami jednak słoneczko za chmury się kryło, wiaterek się nasilał i wcale nie by już taki przyjemnie ciepły.
Były nawet momenty, że było mi raczej chłodno w tej mojej lekkiej sukieneczce.
Ale wytrwałam w Parku prawie do godziny 19 i zdążyłam oglądnąć sobie Fakty i Fakty po Faktach, chociaż właściwie zawsze temat jest ten sam- polityka i jej ostatnie poczynania. Zaczyna to już po prostu mnie nudzić.
Za to bardzo ciekawe było wczoraj (zresztą przedwczoraj też) Szkło Kontaktowe, które gościło nad naszym polskim Bałtykiem, dokładnie w Darłowie.
Transmisja prowadzona była z tarasu hotelu, z pięknym widokiem na granatowe morze, współgrające z granatem bezchmurnego nieba. Wczoraj gośćmi Szkła Kontaktowego była Kasia Kasia (którą uwielbiam, szczególnie za jej bardzo mądre polityczne riposty) i też lubiany przeze mnie Grzegorz Markowski .
Ta audycja była bardzo ciekawa, bo prowadzona była z udziałem mieszkańców Darłowa i pewnie też z urlopowiczami tam przebywającymi, ale także podłączone były (jak zwykle zresztą) rozmowy z telewidzami.
Niby jest to program polityczny, ale z lekkim przymrużeniem oka prowadzony, przez to jest nie tylko zjadliwy, ale i przez wielu Polaków bardzo lubiany.
Czasami wydawało mi się, że słyszę ten szum morza, a do moich nozdrzy dopadają smakowite zapachy z przyrządzanych na wizji przez kulinarnych mistrzów pysznych potraw.
I jakie to jest własnie fantastyczne, że dzięki tym nowoczesnym wynalazkom, jakim jest telewizja, czy internet w tak łatwy sposób można (prawie że) przenieść się o setki kilometry u nas i być na drugim końcu Polski, wciąż siedząc wygodnie we własnym fotelu.
Jednego dnia Darłowo, na drugi dzień Kudowa Zdrój, którą ciągle podglądam na kamerce ( jednak chyba za Kudową tęsknię) i czasami przypomina mi się wtedy taka scena z polskiego filmu „Smacznego telewizorku” gdy dwaj główni bohaterowie zostali wciągnięci przez media do miejsc, które własnie chwilkę wcześniej na ekranie oglądali.
Żeby tez jakaś tajemna chwila chociaż na moment wciągnęła mnie przez tę oglądną kamerkę i nagle wylądowałabym wtedy na Deptaku przez Pijalnią w Kudowie Zdroju.
Ale życie niestety to nie fikcja, nie ma takich tajemnych sił (no chyba, żeby ktoś wynalazł wehikuł czasu), więc póki co muszę zadowalać się oglądaniem mojej ulubionej Kudowej w kamerce, a potem iść do Krakowskiego parku imienia Ciotki Ewy i zadowalać się rodzimym też pięknym widokiem.
Może i dzisiaj pogoda na to mi pozwoli?
A pomyśleć, że kiedyś ludzi zadziwiały aeroplany …………
Dzisiaj mamy poniedziałek, wiec życzę Wszystkim wiele radości na dzisiaj i na nowy tydzień, szczególnie, że za cztery dni przywitamy już miesiąc LIPIEC 🙂

Miłego dnia, jakim jest niedziela

A właściwie miłego pół dnia, chociaż wciąż jest on na szczęście długi.
Szkoda tylko, że pogoda jest taka nieco kapryśna, raz słonko świeci, raz się chmurzy. jakby burza nadejść miała….
Jestem Wam winna, (albo nie, jak ktoś nie chce, niech nie czyta), co też ciekawego TK o moim brzuszku powiedziało.
Wczoraj o tym nie pisałam, chociaż badanie w piątek sobie robiłam, ale musiałam wiele spraw odnośnie mojej przyszłości przemyśleć, przekalkulować.
Otóż najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zachorowałam na chorobę typową dla alkoholików, wcale alkoholu nie lubiąc i nie pijąc.
Właściwie to nigdy nie miałam zbytniego pociągu do wódki, a teraz nawet i do wina ( piwa nigdy nie tolerowałam i nie mogłam zrozumieć, co ludzie dobrego w piwku widzą, gorzkie to, niedobre, brrr), zawsze starałam się stronić od ludzi pijących (a kilku takich na swojej drodze i owszem, spotkałam), dlatego teraz czuję się przez los oszukana, tak oszukana, bo dlaczego niby mnie, niepijącą, taka marskość wątroby dopadła???
Pewnie, święta nie byłam, a to raczej chodzi o nieprzestrzeganie diety, chociaż od czasu operacji fast foody też mnie raczej nie interesują.
Ktoś powie: jadłaś tłusto, Czy ja wiem, czy tłusto, mięso raczej jem sporadycznie, smażone przez siebie, a nie kupne kotlety mielone od czasu do czasu, schabowego już nie pamiętam kiedy wsuwałam. Ostatnio najczęściej jadałam kurczaka i to też albo gotowaną nóżkę z zupą, albo pieczonego w piekarniku, ale w torebkach do pieczenia, albo we folii, w tzw kąpieli wodnej, czyli pakowałam mięso do worka, dodawałam na smak jakichś przypraw, lekko go kropiłam wodą, wstawiałam do brytfanki, wypełnionej wodą, którą uzupełniałam, by mięso się nie przypalało. Tak też piekłam i inne mięsa np schab czy cielęcinę i zapewniam, że są smaczne, a przez tą kąpiel wodną nie wysuszają się.
No to skąd się biorą te moje zapasy tłuszczu na wątrobie (i nie tylko), przecież nie z niejedzenia. Widać porcje były za duże, pewno też i mało ruchu, a nawet ostatnio i słodycze ograniczyłam, po prostu mi nie smakują.
Całkiem możliwe, że jest to pozostałość po tej operacji bariatrycznej, a może nawet jakiegoś wirusa typu A czy C moja wątroba podczas zabiegu tego czy poprzednich podłapała, o czym nawet nie wiedziałam i rozpoczął się proces niszczenia wątroby.
Miałam wiele symptomów tej choroby, chociażby ten świąd całego ciała, czy wieczne zmęczenie i nadmierna senność, no i te ciągłe bóle brzucha, trochę, przyznam, to zlekceważyłam.
Ale przysięgam ; NA PEWNO ALKOHOLU NIE PIŁAM, więc to nie jest proces poalkoholowy!!!
Tylko dlaczego wszyscy tak podejrzanie jak na alkoholiczkę na mnie patrzą, jakbym gdzieś po cichu smoliła tę wódę, a w dodatku sama tak się czuję i jeszcze do tego tłumaczę z tego, czego nie zrobiłam!!!!
I TO JEST BARDZO NIESPRAWIEDLIWE !!!
Pal licho, stało się, mleko już się rozlało, teraz trzeba przystąpić do czynów.
Przeglądnęłam wszystkie możliwe fora internetowe tyczące chorobom wątroby, sposobom jej leczenia, no a przede wszystkim diety!!!
Znalazłam tez kilka dietetyków, którzy ewentualnie pomogli by ustawić dietę, ale po co, skoro mogę zrobić to sama, na tzw czuja.
Ogólne zasady znam, wiem, czego mi nie wolno jeść, co mam ograniczać, a co jest dozwolone i na podstawie tego sama sobie dietę ustawiam, zobaczy,y tylko z jakim skutkiem, gdy poczuję, że nie dam radę sama uporać się z tym problemem, sięgnę po pomoc doświadczonego dietetyka, chociaż wiem, że i on nic mądrzejszego nie wymyśli.
To ja sama muszę podjąć decyzję o swojej diecie, nikt tego za mnie nie zrobi!!!!
Ogólna zasada to jedzenie 5 razy dziennie w niewielkich porcjach, ale za to urozmaicone.
Teraz jest dobra na to pora, bo nowych jarzynek jest sporo na rynku, chociaż wcale nie przepadam za jarzynkami, no i jednak niektórych, mimo, że to tylko jarzyna, nie mogę jeść.
Najbardziej brak będzie mi tych serków pleśniowych typu VALBON, w których się rozsmakowałam (zresztą mam to chyba po moim Tacie który też takie „śmierdzące” serki uwielbiał), ale trzeba je będzie zastąpić poczciwym białym serkiem, trudno, czasami w życiu trzeba pocierpieć.
Dzisiaj miałam pyszny obiadek (mam nadzieję, że dietetyczny) 2 niewielkie ziemniaczki z koperkiem i do tego gotowaną na parze kulkę z mielonej szynki, a jako jarzynkę pomidorka, oczywiście dodatkiem też był i koperek, jako, że go nawet lubię i wcale mi nie szkodzi, a przynajmniej jakiś smak potrawie nadaje.
Zresztą tych kulek ugotowałam sobie kilka na zapas, tak więc mam zapewniony obiad jeszcze na jakieś 3-4 dni.
No i całkiem ten obiadek mi nie tylko smakował, ale i wystarczył, teraz jeszcze zażyję popołudniową porcję lekarstw i do wieczora mam spokój. A podwieczorek? mam jakiś serek waniliowy, może zrobię go sobie z galaretką bo te też jeść wolno.
No bo cała dieta polega przecież nie niejedzeniu niczego, tylko na mądrym jedzeniu tego, co jest dopuszczalne.
No, skoro to wiem, to po co mi dietetyk? Mój własny smak najlepiej mi podpowie, co jeść mi wolno, co lubię a nie szkodzi…….
W internecie reklamuje się dietetyk pan Topolski. Kiedyś nawet kupiłam od niego taką dietę, ale była ona taka udziwniona, bogata w dania, które wcale mi nie pasowały, wolę zjeść coś prostego, a nie jakieś wymyślane fantasmagorie.
Jak to zawsze Kazik mówi: najlepiej posłuchać swojego brzuszka, bo on najlepiej podpowie, na co ma akurat ochotę.
Jest to prawda, tylko jeszcze do tego trzeba podłączyć trochę umiaru i spora dozę rozumu, a wszystko będzie O.K .
No to dieta wdrożona, leczenie też, teraz czekam na skutki, chociaż na pewno szybko one nie nastąpią.
Potrzebna mi będzie pewnie jakaś wizyta u gastrologa, który ewentualnie będzie kierował moimi krokami.
Nie wiem tylko, czy zgodzę się na biopsję wątroby, bo taka mi grozi, ale tę może właśnie tylko gastrolog zlecić, bo to jedyny sposób, żeby zobaczyć, czy jakiś wirusik nie zamieszkał w mojej wątrobie i ją niszczy.
A z tego co przeczytałam, biopsję można zrobić tylko w warunkach szpitalnych, a nie ambulatoryjnych i niestety jest to zabieg inwazyjny, czyli bolesny.
Póki jednak wpadnę w szpona specjalisty od wątroby muszę sama zacząć leczenie , żeby jej jeszcze bardziej nie pogrążać i dać jej trochę wytchnienia.
Jestem dobrej myśli, a co będzie….zobaczymy.

Na niedzielę życzę wiele powodzeń i wiele fajnych godzin i letniego wytchnienia.