deszcz też może być piękny??????

nawet w poniedziałek. Wystarczy sobie tylko włączyć kolorową wyobraźnię i już na duszy raźniej się robi.
Więc ja dzisiaj tym pięknym obrazkiem deszczową pogodę Wam osładzam, życząc jednak miłego poniedziałku.
Obrazek był naprawdę piękny, znów Ambra go zjadła 😦
Musi wystarczyć Wam dzisiaj wyobraźnia.
O!! pokazał się nowy obrazek, ciekawe czy znów zniknie, czy się jednak utrzyma ????
Ach ta nieznośna strona WordPress. psikusy tylko robi 😦

Wczorajszą niedzielę spędziłam, w domu, nie wychodziłam nigdzie, bo nie mogę tej mojej „zdrewniałej” nogi nadwyrężać, poczekam na lepszy czas, gdy znów spacerki będą mnie cieszyć. Teraz jednak chodzę tyle, ile mogę, to znaczy do nieodległego sklepu, na dalsze wypady niestety znów muszę korzystać z taksówek. Ale mam nadzieję, że ten czas niedowładu moich nóg się w końcu skończy Co jest ciekawe, w domu ( no i w pracy) moje nogi normalnie funkcjonują, tylko przy nieco większych odległościach, a takie są wtedy gdy muszę je używać na ulicy. zaczynają mi dokuczać.
Oglądałam wczoraj na Facebooku zdjęcia zamieszczane przez Alinkę z Kudowy i…przyznam, żal mi było, że mnie tam nie ma. Jak miło patrzyło się ma miejsca, którymi niedawno jeszcze spacerowałam. Prócz Alinki widziałam jeszcze zamieszczane zdjęcia z Kudowy przez 2 czy 3 osoby, akurat wszystkich tam teraz poniosło ?
No cóż, trzeba przyznać, że Kudowa jest śliczna, rację miała Ulka, że będę z łezką w oczach ją wspominała, tylko niestety nie miałam możliwości korzystać z pełni spacerów, bo właśnie w Kudowie dopadły mnie poważne kłopoty z poruszaniem się, myślałam, że skoro jestem w sanatorium kuracje mi pomogą, niestety, przepisane zabiegi nie okazały się wystarczająco skuteczne. Właściwie najlepszym zabiegiem było to ćwiczenie z zastosowaniem obciążeń mięśni ud na specjalnym fotelu, widać było, że pan mgr rehabilitacji bardzo sumiennie podszedł do moich dolegliwości, inne zabiegi to raczej wielkich efektów mi nie przyniosły, a może ja po prostu ich nie doceniam??? Ale jak na razie kręgosłup nadal boli, nogi drętwieją, barki i kolana również bolą prawie tak jak poprzednio….
Tak więc zastanawiam się, czy ten mój cały pobyt w Kudowie miał jakiś sens? Miałby, ale może gdyby te zabiegi były bardziej intensywne, lepiej dobrane cała moja terapia sanatoryjna byłaby korzystniejsza?
Po prostu nie wierzę w to, żeby jakieś prądy magnetyczne czy nawet laser naprawdę pomagały. Dlatego teraz bardzo liczę na to, że bardzo intensywna terapia pana Bartka postawi mnie na nogi. Pewnie, że moje zmiany nie pozwolą na całkowite wyleczenie, ale przynajmniej żebym chociaż mogła normalnie chodzić…..
Na pewno jednak skorzystałam na tym, że zmieniłam klimat, że odpoczęłam od Krakowa i jego problemów, odłożyłam na bok wszystkie zmartwienia i wszystkie złe myśli, przez co się na pewno wyciszyłam. Mimo, że miałam za sobą kilka słabo przespanych nocy, gdy ten ból i wyłamywanie nóg i stóp budziły mnie w środku nocy, jednak w sumie ten wyjazd był dla mnie dobry, chociaż niestety nie w pełni wykorzystany.
Prawda jest taka: z moimi licznymi dolegliwościami niestety nadaję się na indywidualną terapię, którą niestety NFZ nie jest w stanie zapewnić, musiałabym sama opłacić sobie odpowiednio dobrane i perfekcyjnie wykonywane zabiegi m a to niestety związane jest ze sporym wydatkiem.
Chociaż… też nie jest tak do końca, na przykład pani Alina była na pełnopłatnym turnusie, a zabiegi też raczej nie zawsze były należycie wykonane, bo co może pomóc 10 – cio minutowy masaż kręgosłupa, który de facto okazał się tylko lekkim jego głaskaniem a nie prawdziwym masażem????
Dlatego zastanawiam się, jaki jest sens znów załatwić sobie turnus tym razem rehabilitacyjny, gdy znów dadzą mi tylko prądy i okłady???
A może znów powinnam pojechać na przykład za rok na te prywatne wczasy zdrowotne do Mszany, gdzie (trzeba to przyznać) była bardzo fachowa rehabilitacja, no cóż, prywatny ośrodek to i podejście do pacjentów inne, Tam miałam prawdziwa rehabilitację – zabiegi i rano i popołudniu……. ćwiczenia, masaże, podwieszki, gimnastyka, wszystko jak należy.
Ale mam na razie jeszcze przynajmniej rok czasu na podjęcie takiej decyzji, teraz muszę pomóc sobie zabiegami tu w Krakowie, tak, by nie kolidowały one z moja pracą, bo bez pracy niestety nie będę miała funduszy na dalsze leczenie.
Wczoraj miałam miła wizytę Maćka, który przyjechał do mnie tym razem solo, bez dziewczyn, na rowerze. Trzeba przyznać, że zmiana trybu życia Maćka, przejście z jazdy samochodem na jazdę rowerem bardzo korzystnie wpłynęła na jego kondycję i jego wygląd, bardzo zdecydowanie stracił sporo kilogramów – no cóż ja niestety w tym temacie nie mogę go naśladować 🙂
Owszem, były czasy, gdy jeździłam na rowerze, ale wtedy byłam piękna, młoda i zdrowa i nie ma nawet mowy o podjęciu przeze mnie takiego wyzwania, zresztą jakbym wyglądała na takim rowerze????
Najwyżej co mogłabym sobie pojeździć na rowerze stacjonarnym, ale takowego niestety nie mam. Co prawda w pobliżu mojej pracy jest siłownia i tam na pewno są takie rowerki, ale nie będę się na starość wygłupiać i na siłownię chodzić, to dobre dla młodzieży i osób w odpowiednim wieku, a nie dla babci – prababci 🙂
Chyba wszyscy tam obecni pękli by ze śmiechu widząc moje sportowe „wyczyny”
Trzeba byc jednak realistką i nie można pozwalać sobie na to, do czego już niestety nie pasuję – pesel już nie ten…… kondycja już nie ta…….

Mimo deszczowej pogody życzę Wszystkim spokoju i miłych chwil na dzisiejszy dzionek i sporo udanych godzin całego nadchodzącego tygodnia.

jest niedziela

Zamiast dzisiejszego mojego komentarza zamieszczam ten piękny widoczek.
Niech jeszcze w naszych sercach wciąż lato trwa….
Ale trzeba być w prawdzie, nie jest zimno, dzisiaj w krakowie 20 stopni Celsjusza, chociaż słonka niestety na niebie nie widać.
I tak pewnie pozostanie już na długi czas.
A ja cóż, wczoraj przeczytałam swój wynik z TK kręgosłupa i przyznaję, włosy na głowie mi stanęły, ile tam jest zmian. ale wciąż mam dobre myśli, mam nadzieję, że przynajmniej trochę pan Bartek mi pomoże. Pewnie, że nie zlikwiduje wszystkich moich deformacji, one sobie już urosły i są, ale trzeba usprawnić szkielet mięśniowy, który będzie podporą do dalszego życia, a tu masaże, a potem ćwiczenia mogą pomóc. Na razie wciąż jestem na Apapie, ale na razie sama nie chcę przeprowadzać żadnych ćwiczeń, żeby sobie więcej nie zaszkodzić, tu potrzebna fachowa pomoc, odpowiednio dobrane do mojej sytuacji ćwiczenia.
I to tyle na ten temat na dzisiaj, ciąg dalszy nastąpi w miarę przybywania nowych zdarzeń.
A na dzisiaj spokoju i miłych chwil, pewnie w związku z nienajlepsze pogodą bez spacerów, ale dzisiaj trzeba nabrać sił na cały następny tydzień, który już stoi za oknem
Wszystkiego dobrego

nareszcie sobota

Nawet nie przypuszczałam, że z taką niecierpliwością będę czekała na sobotę.
Za mną pracowity i bardzo nerwowy tydzień – trudno jednak szybko przestawić się na normalny tok działania. zwłaszcza po tak długim lenistwie, ale tak trzeba, to tylko dobrze na moje zdrowie i na moją psychikę zadziała. Gdyby jeszcze nie ten ból, który uprzykrza mi życie……….
Obawiam się, że nawet pan Bartek nie wiele mi pomoże, bo gdy zobaczyłam wczoraj swoje TK kręgosłupa lędźwiowego, aż z wrażenia włosy mi na głowie stanęły, wcale się nie dziwię, że przy takich zmianach mam takie dolegliwości.
Ale nie uprzedzajmy faktów, rehabilitacja tak, czy tak jest po prostu konieczna i już psychicznie na nią jestem nastawiona wierząc, że chociaż trochę pomoże.
Dzisiaj Magda spytała mnie, czemu tak długo śpisz i śpisz – odpowiedź jest prosta, bo po prostu wtedy nic nie boli.
Ale nie można przecież przespać całego życia, trzeba się za niego zabierać i dlatego zarówno moja praca. jak i rehabilitacja u pana Bartka w tym bardzo mi pomoże. Jeszcze na szczęście są środki medyczne, które mi trochę pomagają – zwyczajny APAP okazuje się na razie dla mnie zbawienny – 2 tabletki rano, dwie tabletki wieczór i jakoś egzystuję. Tylko lepiej by było, żeby ta egzystencja nie była tylko jakaś tam, a normalna, radosna. Tylko niestety na razie do radości wciąż mi jest bardzo daleko…..
Ale będzie lepiej, głęboko w to wierzę.
Na razie przed nami sobota i niedziela. może pogoda będzie na tyle łaskawa, że pozwoli chociaż chwilkę w Parku posiedzieć???
Jeden z ważniejszych dobrych następstw mojego odpoczynku w Kudowie jest to, że całkowicie odizolowałam się od polityki, całkowicie nie interesuje mnie to co kto i dlaczego w polityce nowego wymyślił, oby ten stan pozostał we mnie na dłużej, bo naprawdę niepotrzebnie jeszcze niedawno w spory polityczne się zaangażowałam na tyle, że całkowicie opanowały one mój umysł i wprowadzały mnie w okropne nerwy – teraz przynajmniej mam spokój – widać odpoczynek dobrze mi zrobił i wcale nie chciałabym już do tego wracać, niech się dzieje, co chce i tak ja na to nie mam żadnego wpływu!
A wiec życzę Wszystkim miłej soboty i przyjemnego weekendu i dobrego odpoczynku przed wyzwaniami nowego tygodnia.

Prawie bohaterka

Jednak „połamało” mnie nieźle. Te wszystkie okłady borowinowe właściwie wcale mi nie pomogły, bo nieznośny ból w kręgosłupie i to drętwienie nóg wcale mi nie przeszło. Niestety. Ale wczoraj postanowiłam sie przełamać, i wracałam z pracy już autobusem, a nie jak ostatnio, w obie strony taksówką.
Wszyscy mi w około tłumaczą, że tylko ruch i tylko spacery mi pomogą, wiec spróbowałam i…guzik prawda. Co ktoś, kto nie czuje w danym momencie bólu tak jak ja go odczuwałam, wie na ten temat?
Z Przychodni do przystanku autobusowego jest spory kawałek, może nie dla kogoś. kto nie ma takich kłopotów z chodzeniem jak ja, dla mnie to było prawie bohaterstwo.
Niestety po drodze „spotkałam” tylko jedna ławeczkę, na której mogłam sobie przysiąść na chwilkę (wtedy ból ustępuje i mogę iść dalej), potem tylko na moment przystawałam i odczekwiałam falę bólową i szłam, a właściwie to człapałam dalej. W każdym bądź razie do przystanku doszłam, ba, nawet po drodze wstapiłam do Biedronki, żeby kupić sobie arbuza (coś ostatnio bardzo się w nim rozsmakowałam), ale nogi moje były już całkowicie „drewniane” w dodatku z kornikami, które to drewno nieznośnie podgryzały. Czyli ucisk kręgosłupa przeszedł w następną fazę, czyli mrowienie i nieznośny paraliż, który powodował, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Coś okropnego, nie życzę nikomu takiego uczucia, W dodatku jeszcze złość mnie dopadała na tę nieznośną sytuację, byłam wściekła na siebie, że robi się ze mnie już całkowita kaleka i nic na to nie mogę poradzić. Wyglądałam jak pogarbiona, stara babcia, która ledwie włóczy nogami – KOSZMAR !!!!!!
Ejże, naprawdę nic nie można poradzić?????
Otóż od nowego tygodnia zaczynam prawdziwą rehabilitację, nie jakieś tam prądy i błota na plecy kładzione, nie jakieś tam poklepywanie, udajace masaż (zresztą nawet takiego klepania też w Kudowie mi nie dali), ale Maciek umówił mnie na profesjonalne zabiegi przeprowadzone metodą techniki masażu tkanek głębokich, czyli wiem już, że bardzo bolesny, ale bardzo skuteczny.
Wiem, że bardzo pomógł Elżbiecie, gdy ją RWA dorwała, pomógł Maćkowi z jego kłopotmi z kręgosłupem szyjnym, a zresztą przeczytałam mnóstwo bardzo pochlebnych komentarzy na stronie pana Bartka, gdzie chwalili go za bardzo wysoki profesjonalizm i za serdeczne podejście do pacjenta, którego traktuje z wielkim zrozumieniem, tłumacząc mu wszystkie swoje przeprowadzane zabiegi.
Niestety takie masaże ponoszą za sobą spore konsekwencje finansowe (NFZ takich zabiegów nie refunduje), a ponieważ będę tych masaży potrzebowała co najmniej 10, więc musiałam dzisiaj zaciagnąć w PKO następna pożyczkę, ale czego dla zdrowia sie nie robi………..
Co prawda bardzo naiwnie postawiłam wczoraj za całe 4 zł Lotto (ale zainwestowałam w siebie co?), ale oczywiście ledwie trafiłam po jednym numerku w każdym z dwóch losowań (bo to było Lotto plus) – do żadnych gier liczbowych niestety szczęścia nie mam, muszę więc liczyć na inne rozwiazania. Zresztą i tak mam zaciągniety jeszcze spory kredyt, więc te 2000 zł w jedną czy w drugą stronę nie wielką różnicę robi, no chyba tylko tyle, że przez 2 lata będe więcej o te 112 zł spłacała co miesięczna ratę.
Trudno – ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE !!!!
Nie mogę przecież już na zawsze położyć się do łóżka – jeszcze tyle mam w życiu do zrobienia, jeszcze tyle chcę świata zobaczyć…….
Mam tylko taką nadzieję, że te masaże pozwolą mi jakoś te następne 2 lata bez bólu przeżyć i to na tyle, że będe mogła juz spokojnie autobusem a nie taksówką do pracy i wszędzie indziej jeździć, bo co prawda jest to Uber, czyli jedna z najtańszych taksówkowych korporacji, jednak dzienna podróż do pracy i spowrotem przekłądała się na kwotę 25 zł , czyli całkiem niemało – miesięcznie wynosi to około 400 zł.
Jeszcze przedwczoraj byłam tą całą sytuacją zrozpaczona. ale powiedziałam sobie : „Ewa, nie daj się złamać chorobie” i zaczęłam działać.
No i tu nawiążę do mojego poprzednego wpisu, czyli do mojego zobowiązania, o którym nie chciałam jeszcze wspominać, ale ono bardzo ściśle wiąże się z moją terapią, ba, nawet jest nieodzowną jej częścią, mianowicie koniecznie musze zgubić conajmniej 20 kilogramów wagi.
To też nie jest wcale łatwe, bo przeciez już drugiej operacji bariatrycznej mi nie zrobią, zresztą raczej znajac późniejsze jej perturbacje żołądkowo – jelitowe , bym się jej już nie poddała, a więc muszę sama tę decyzję innego sposobu tracenia wagi nie tylko podjąć, ale i zastosować. W internecie jest mnóstwo ofert cudownych środków na odchudzanie, w które oczywiście nie wierzę, ale natrafiłam na link Specjalisty Zdrowego Żywienia – pana Artura Topolskiego, który dla mnie przygotuje indywidualną dietę, uwzględniając moje choroby, moje preferencje żywieniowe itp. Muszę spróbować stosować sie do jego diety, bo z tego co czytałam, osiągał dobre rezultaty z prowadzonymi przez siebie pacjentami (tak, tak, pacjentami, bo to jest także i terapia zdrowotna).
Pewnie, że mogłabym sama sobie układać oszczędny jadłospis (zresztą ostatio tak czynię), ale nie jestem do końca przeświadczona, czy byłaby to wystarczająca w moim przypadku dieta, by osiągnać założony cel, muszę zdać się na poradę profesjonalnego specjalisty od spraw żywieniowych.
Jestem dobrej myśli, wiem, że to może za mało, ale jak na początek wystarczy, po otrzymaniu diety przechodzę do walki.
Bardzo Was proszę -trzymajcie za mnie kciuki, by oba moje wyzwaniam czyli i dieta i leczenie masażami przyniosło odpowiedni skutek, bo inaczej niestety czeka mnie smutny żywot uwięzienia w łożku boleści i niestety zdanie sie na czyjąś pomoc, a tego właśnie bardzo sie boję, nie chcę być od nikogo uzależniona i nie chcę nikogo swoja osobą obarczać.
Wiem, że mogę liczyć i na Magdę, na Maćka i Darkę, ale co innego jest dorywcza pomoc, a co innego stała pomoc przy niepełnosprawnej osobie.
Brrr, nawet nie chcę o tym myśleć – tak nie może być!!!!!
Wiem, wiem, sama jestem sobie winna, że pozwoliłam mojej wadze z powrotem sporo „podskoczyć”, co własnie spowodowało między innymi moje dzisiejsze kłopoty z kręgosłupem, ale do tego dołożyły się jeszcze wydatne wielostawowe zmiany zwyrodnieniowe, a także i ten nieszczęsny okres pandemii koronowirusa, który na kilka miesięcy uziemnił mnie w domu, a wrodzone lenistwo spowodowało, że nie przeprowadzałam w tym czasie przynajmniej jakichś ćwiczeń gimnastycznych.
Ja to wszystko doskonale wiem i mogę tylko powiedzieć „MEA CULPA”, ale to byłoby za mało, teraz trzeba zacząć działać, póki jeszcze nie jest za późno, póki jeszcze trochę czasu mi pozostało!!!!!
A czemu o tym piszę? wiem, może to jest dla kogoś nudny wpis, ale już kiedyś sobie przyrzekłam szczerosć w moim blogu, chociazby nawet była ona dla mnie bolesna, czy wstydliwa.
Po prostu szczerze w moim blogu piszę o tym wszystkim, co się u mnie dzieje, co czuję, co myślę.
Nie będe Was już dłużej dzisiaj swoją osobą zanudzać (znów Kaziu powie, ojej, jaki okropnie długi był ten dzisiejszy Twój wpis), więc na dzisiejszy, podobno słoneczny przez cały dzień czas, życzę Wam wiele radości i zero smutków, kłopotów i nerwów.
Czyli jednym słowem : dobrego piątku, fajnego weekendu początku 🙂

moje nowe zobowiązanie

A jakie??? – to na razie tajemnica, przyjdzie czas, że wszystko w blogu wytłumaczę, na razie nie chce niczego zapeszać, bo a nuż się nie uda???
Co prawda staram się, by jednak to zobowiązanie przeprowadzić, nawet na nim się dosyć wydatnie zafiksowałam, ale życie czasem płata figle.
No dobra, na razie o tym cicho sza……. poczekajmy cierpliwie.
Ale tak właściwie mówiąc, ten mój pobyt w sanatorium nieco zmienił moje poglądy na niektóre tematy, a to wcale nie świadczy (jak już pisałam, że mnie ocenili), że jestem psychiczna, nawet wręcz przeciwnie, znormalniałam.
Na ile zapału mi starczy?? Fakt, teraz jestem wypoczęta i bardzo wyciszona, to zasługa braku internetu i braku czasu na oglądanie TVP – wolałam sobie siedzieć w Parku na świeżym powietrzu, niż w budynku przy laptopie (zresztą i tak były kłopoty z dostępem do internetu), czy przed telewizyjnym odbiornikiem, w którym prócz filmów (byle jakich zresztą) sporo polityki było, nareszcie przez trzy tygodnie od niej odpoczęłam i chyba stałam się przez to mniej nerwowa. Tak po prawdzie, o to, co się działo przez ten czas mogłam tylko przeczytać na Facebooku, który (czasami) „łapałam” na IPhonie, ale starałam się nie zagłębiać w tematy tam zamieszczane, traktowałam te treści tylko jako krótkie informacje. I bardzo dobrze mi to zrobiło. I tak „zasłynęłam” z tego, że ciągle na telefonie siedzę, ale to głównie przez Pokemony, które tam bardzo chętnie przychodziły. Zresztą gdy ktoś dosiadł się do ławki, na której siedziałam zawsze chowałam telefon do torebki i oddawałam się miłym rozmowom, tylko w czasie, gdy nikogo nie było akurat koło mnie sięgałam po telefon.
A co najważniejsze, bardzo się tam wysypiałam, już o 22 leżałam w łóżku, czasami jakiś film nawet w TV szedł, ale najczęściej gasiłam telewizor, przewracałam się na lewy bok i już po chwili zasypiałam. To bardzo dobre przyzwyczajenie, bo co prawda zdarzało mi się w nocy budzić, ale zaraz spałam dalej i teraz też staram się nieco wcześniej niż przed wyjazdem do Kudowy gasić światło i spać. Bo sen przed godziną 23 jest podobno najbardziej wartościowy i najsilniejszy, przynosi prawdziwy wypoczynek i pełne odstresowanie się – naprawdę .
Ale to już było i nie wróci więcej, a może znów jednak wróci?
Póki co, sama muszę o siebie zadbać, co już pomału własnie uskuteczniam.
Niestety pogoda ostatnio nie jest łaskawa dla mojego kręgosłupa, ale z tym też walczę, przynajmniej próbuję, no i czekam na prawdziwą rehabilitację.
A dzisiaj cóż, trzeba do pracy wyruszyć ( bez pracy nie ma przecież kołaczy) i cieszyć się z życia takiego, jakim jest, nawet przez pryzmat nieznośnego bólu kręgosłupa, kiedyś przecież i on przeminie…….

Czuć niestety już jesień – poranki są bardzo chłodne, ale podobno w miarę upływu godzin temperatura ma się nieco podnieść.
A MNIE JEST SZKODA LATA……. TYCH PIĘKNYCH LETNICH DZIONKÓW…….
Pozostały tylko wspomnienia, którymi będę się teraz karmiła każdego dnia, gdy jakiś smutek na moim nosie usiądzie.
Miałaś rację Uleczku, teraz mi żal tych kudowskich widoków……….. może kiedyś tam powrócę???? ACH TE PALMY !!!!!
Póki co muszę tkwić w krakowskich klimatach, co raz bardziej już jesiennych, ale i ta bywa piękna, byle było słonecznie i w miarę ciepło.
Życzę przyjemnego czwartku.

Tatku mój Kochany !!!

2 września 1974 roku był najsmutniejszym dniem w moim życiu. Musiałam pożegnać się z moim ukochanym Tatą, który był dla mnie wszystkim: Najlepszym Ojcem, Przyjacielem, Życiowym Doradcą, Doskonałym Wzorcem, jak należy żyć, jakie ideały wyznawać, w sumie Najukochańszym, Najdroższym Człowiekiem na tym świecie.
Właśnie owego wrześniowego poranka świat mój całkowicie się zawalił, ale myślę, że mój Tata czuwał nade mną, bym mogła znów powstać i nadal walczyć o każdy dzień, który był dla mnie wtedy bardzo trudnym czasem, bo prócz straty Taty, musiałam jeszcze borykać się z poważną chorobą mojej Kochanej Siostry, która długie miesiące musiała spędzać w szpitalu, pozostawiając pod moją opieką dwoje małych dzieci : Marcina i Magdę.
Musiałam sobie radzić, bo prócz mojej pracy zawodowej musiałam oddawać się codziennym zapewnieniem spokoju i ładu dla Jej dzieci, zastępować im Mamę i myślę, że mój Tata bardzo mi wtedy z góry w tym pomagał.
Minęło długie 46 lat od tej tragicznej dla mnie daty, ale wciąż w moich uszach, w moim sercu brzmią słowa – przesłania, które mój Tata we mnie wpajał i jestem naprawdę bardzo dumna z Tego, że właśnie byłam Jego córką, miałam tak mądrą Osobę obok siebie, szkoda tylko, że ten czas był taki krótki – mój Tata odszedł w wieku zaledwie 68 lat, mógł jeszcze tyle dobra dla Rodziny i dla Ludzi zrobić, mogłabym jeszcze dłużej cieszyć się Jego obecnością, doznawać tej niebywałej dobroci, którą tak szczerze rozdawał nie tylko mnie, ale i innym.
Niestety, Jego serce nie przetrwało trzeciego już w tym samym roku ataku i zgasło, przestało bić…..
Pamiętam, gdy przyszedł wczesnym porankiem do mojego pokoju i powiedział : „Ewa, to już koniec, ja już nie będę żyć” – straciłam wtedy głowę, nie wiedziałam, co mam robić, wezwałam mojego Brata, który próbował Tatę ratować, niestety nawet fachowa pomoc Brata, a potem lekarzy z wezwanego Pogotowia Ratunkowego, czy szpitala, do której Tata został przewieziony nie zapobiegła katastrofie – Tata odszedł.
Tatulku mój Kochany! Nigdy nie pogodziłam się z taką stratą, zawsze było i nadal jest mi Ciebie brak, zwłaszcza gdy muszę podejmować jakąś decyzję.
Pamiętam, że gdy skończyłam 18 lat powiedziałam do Ciebie: „teraz już jestem pełnoletnia i mogę sama o sobie decydować”. I pamiętam Twoją mądrą odpowiedzi: ” oj dziecko moje Kochane, jeszcze nie raz będziesz wspominała czas, gdy nie musiałaś o niczym decydować” I to jest prawda, bo może nie tyle czyjaś decyzja, ale dobra rada kogoś bliskiego bardzo w życiu pomaga, bo nikt nie jest Alfą i Omegą, która jest nieomylna i posiada wszelaką wiedzę, a poza tym zawsze ktoś, kto widzi sprawę z innej perspektywy potrafi celniej ją określić.
Mam nadzieję, że jednak istnieje to życie po życiu i wtedy znów z moimi Rodzicami i z moim Rodzeństwem będę mogła się spotkać i znów razem wszyscy będziemy szczęśliwi.

Dzień 2 września kojarzy mi się jeszcze z jednym wydarzeniem, otóż właśnie 2 września cztery lata temu przeprowadziłam się na ulicę Szymanowskiego. Już cztery lata, mój Boże, a wydaje mi się, e to było jakiś miesiąc temu, no może rok temu…..
To też był dla mnie bardzo stresujący dzień, na szczęście miałam koło siebie Magdę, która nie tylko pomagała przy przeprowadzce, ale co najważniejsze podtrzymywała mnie na duchu, dodawała otuchy i dawała nadzieję na lepsze życie. I tak było, od tego dnia moje życie całkiem się przewartościowało i teraz po prostu nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać gdzie indziej, po prostu bardzo kocham moje mieszkanko, zwłaszcza po ostatnim remoncie stało się bardzo komfortowe, oczywiście duża ilość zieleni w moim mieszkaniu dodaje mu szczególnego uroku, a obecność Parku w pobliżu dodaje jeszcze radość mieszkania w tej pięknej okolicy Krakowa.
Co prawda trzy pierwsze dni po przeprowadzce spędziłam u Magdy w Modlnicy, trzeba było mieć czas na uporządkowanie nowego gniazdka po przeprowadzce, ale już 5 września spędziłam pierwszy dzień i pierwszą noc na nowym miejscu i…tak pozostało do dzisiaj.
I oby tak pozostało na dłużej ……

Nie, nie zapomniałam wcale o dzisiejszej środzie Uleczko, ale wspomnienia o moim Tacie tak mnie wciągnęło, musiałam przecież w pierwszej kolejności o NIM wspomnieć.

Więc teraz środową różę z serdecznymi z nieco jesiennego Krakowa Tobie Uleczko posyłam, mając nadzieję, że ona tu przetrwa, nie zginie tak jak te poprzednie tutaj zamieszczane, nie będzie tego nieznośnego PSTRYK i róża nagle się zdematerializuje. Ale nawet gdyby tak się stało, to doskonale Uleczku wiesz, że ta piękna róża dla Ciebie zawsze gdzieś w internetowej przestrzeni dla Ciebie istnieje, podobnie jak zawsze istnieją też o moje serdeczności Tobie przesyłane. Wszystkiego co najlepsze Uleczku na tej niestety już jesienny czas.

Dzisiaj następna środa w jesiennej oprawie. Niestety lato odeszło chyba już na dobre………. czyli możemy zaśpiewać już sobie : żegnaj lato na rok……
Ale jednak trzeba przyznać, że to było niezwykle udane dla mnie lato, uwieńczone wspaniałym odpoczynkiem w pięknej Kudowie w naprawdę w przepięknym letnim klimacie, co było niejako nagrodą za te kilka poprzednich letnich dni spędzanych w miejskim, niezbyt zdrowym krakowskim klimacie. Po prostu tego lata miałam naprawdę szczęście i takie pozostanie w moim sercu, bo kto to wie, kiedy znów będę mogła znów letni czas poza Krakowem spędzać.
Życzę Wszystkim dobrego nastroju na dzisiaj i nadziei, że słoneczko jeszcze do nas zawita, jeszcze nam na niebie zajaśnieje.

wrzesień właśnie się rozpoczął

I dzisiaj witam Was w tym na nowo rozpoczynającym się miesiącu nie typowo – filiżanką pysznej herbatki 🙂

No dobrze, wiadomo, że pierwszy dzień września kojarzy nam się z bardzo smutną dla Polski rocznicą wybuchu strasznej wojny, która pochłonęła miliony niewinnych ludzi, a spowodowana była nienawiścią człowieka do człowieka, chęcią zniszczenia innych tylko po to, by zajaśnieć na firmamencie polityki, by mieć fałszywe przeświadczenie swojej wyższości nad innymi. Tak niestety rodził się w 1939 roku faszyzm, który zaowocował tragicznymi skutkami, niesprawiedliwą eliminacją człowieczeństwa.
A gdy już po kilku krwawych latach został stłumiony, wydawał się już na zawsze, okazało się, że przyszedł następny smutny i ciężki okres dla Polski i dla wielu innych krajów w naszym europejskim rejonie – komunizm. Podczas jego trwania też gnębiono ludzi, zabijano dla jakiejś fix idei rzekomej wyższości, znów powstała lepsza kasta, która przemocą uzurpowała sobie prawo do wszechwładzy nad innymi. Przeczekaliśmy ten okres, nie było łatwo, ale zrodził się wreszcie w Polsce ruch , który stanął w obronie ludzi pozbawionych swoich podstawowych praw do egzystencji.
Tak właśnie 40 lat temu powstała Solidarność, która przyniosła wolność nie tylko Polsce, ale i innych, zniewolonych podobnie jak my komunizmem krajach.
Polska wtedy stała się w obliczu świata wzorcem rodzącej się demokracji, niestety, okazało się, że jednak zbyt słabej, aby przetrwać następną zawieruchę, jaka teraz panuje w Polsce. Wstyd mi za tych wszystkich pseudo działaczy obecnej Solidarności, którzy skumali się z obecną skorumpowaną władzą i potępiają najważniejszych Bohaterów tamtych lat, gdy naprawdę wśród ludzi tworzących wtedy ten wspaniały ruch wyzwoleńczych panowała prawdziwa, nieudawana nić porozumienia, wielka wspólnota troski o naszą Polskę, mimo niejednokrotnie całkowicie przeciwnych poglądów – oni po prostu wiedzieli, że tylko wspólna idea i wspólna walka może doprowadzić do zwycięstwa.
A dzisiejsza Solidarność gumką wymazuje Człowieka, który był, jest i zawsze będzie bohaterem 1980 – tym Bohaterem jest niewątpliwie LECH WAŁĘSA.
Nie można zmienić historii, ona po prostu była, to były fakty o których nie możemy zapominać i nikt nie ma prawy do jej zawłaszczania.
A teraz znów historia powróciła na stare tory, znów jest w Polsce pseudo elita, która sobie rości prawo do tego, by siłą, nałożonym reżimem, narzucać innym swoją wolę. Nie możemy z tym się godzić i właśnie dzisiejszy dzień, 1 września, powinien nam wszystkim przypomnieć, jak skończyła się przemoc siłą narzucana innym przez ludzi czujących się nie wiadomo czemu lepszymi od innych.
I tu trzeba przytoczyć mocne słowa byłego więźnia obozu koncentracyjnego Mariana Turskiego : „Auschwitz nie spadło z nieba” jako przestrogę „Polacy obudźcie się, póki jeszcze nie jest za późno, nie dajmy się nów zniewolić”.
JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, KIEDY MY ŻYJEMY!!!!!
WOLNA I W PEŁNI DEMOKRATYCZNA POLSKA – NASZA OJCZYZNA, gościnna bez wyjątku dla Każdego Polaka, bez względu na wyznanie, czy polityczne opcje, bez względu na to, jaką opcję seksualną reprezentujemy. ONA JEST NASZA!!!!!

1 września to też pierwszy dzień szkoły dla wielu uczniów, którzy po bardzo długiej przerwie znów powrócą do szkolnych ław. Tylko wciąż nie wiadomo, czy dzisiejszy stan sanitarny szkół jest na tyle stabilny, że ten wirus z koroną znów nie przyjmie bardziej agresywnej formy. Oby nie. Wiele dzieciaków nawet cieszy się na ten powrót do szkolnej rzeczywistości, znów życie wśród młodzieży będzie rozkwitać, byleby tylko odbywało się to z dobrze zachowanym umiarem i nie zaowocowało nowymi, licznymi zachorowaniami.

A ja,cóż, po pobycie w Sanatorium zabrałam się poważnie za siebie. Oczywiście nadal staram się przestrzegać diety cukrzycowej, czyli lekko strawnej (przyznaję od czasu do czasu zgrzeszyłam, bo na lody się niestety złakomiłam – po cholerę zrobili mi tę lodziarnię tuż pod nosem mojej przychodni???), wczoraj zrobiłam sobie tomografię komputerową mojego kręgosłupa, wynik za kilka dni – ale już wiem, że są tam ogromne zmiany zwyrodnieniowe – oczywiście muszę iść na dalszą rehabilitację, ale tym razem niestety pełnopłatną, a dzisiaj rano wypiłam całą butlę wody mineralnej, bo zaraz idę na badanie krwi i muszę przed tym badaniem porządnie się nawodnić, żeby znów moja krew nie skrzepła w próbówkach i nie dało się jej przez to zbadać.
A potem wizyta u lekarza I-szego kontaktu, u chirurga no i kilka wizyt u rehabilitanta, któremu może uda się chociaż trochę ten nienośny, nawet budzący mnie w nocy ból uśmierzyć. Bo nie ma to, jak porządny masaż, tylko nie wiem, czemu mi go w sanatorium nie przydzielono?
Pewnie z oszczędności, a może masaże też, podobnie jak i kawa, tylko dla V,I,P.,-ów były zastrzeżone???
Dobrego wtorku życzę, mimo, że pogoda nas raczej nie rozpieszcza, deszczem nas przywitała, ale najważniejsze jest nasze pozytywne nastawienie, uśmiech i serdeczność dla innych – o tego wszystkiego na dzisiaj Wam życzę.
A ja już zmykam do tych „SKORPIONKÓW” 🙂

Księżniczka Zelda

W Zacnym Grodzie Krakowie mieszkała sobie piękna i mądra Księżniczka Zelda, którą uwielbiała cała Rodzina, a Jej Cioteczna Prababcia Ewa tak zakochała się w tej ślicznej małej Dziewczynce, że zawsze z wielką niecierpliwością czekała na Jej odwiedziny.
A tak jeszcze niedawno ta Kruszynka była taka mała jak Orzeszek i gdy wtedy z Jej Mamą odwiedziłyśmy Plac Zabaw w Parku Krakowskim umieszczonym, Cioteczna Prababcia nie mogła się doczekać chwili. gdy Księżniczka podrośnie na tyle, żeby sama już tam po tym placu biegać sobie mogła. Szeptała Jej wtedy do uszka : Zelduniu Kochana, gdy jeszcze trochę urośniesz przyjdziemy tu razem się pobawić. Czas szybko płynie i oto wczoraj właśnie nastąpiła ta chwila, gdy Księżniczka Zelda mogła sobie po placu z huśtawkami, z piaskownicą, fajnymi pagórkami i i ze zjeżdżalniami używać do woli. Ale to fajna zabawa była, a Cioteczna Prababcia tylko z aparatem w telefonie umieszczonym biegała po placu i robiła Ślicznej i Kochanej Dziewczynce zdjęcia i cieszyła się, że wreszcie jej marzenie się spełniło.
Tak, wczoraj była niezwykle udana niedziela. Spędziłam w Parku mnóstwo czasu, przyszłam gdzieś około 13.30 a wyszłam , gdy zmrok już się robił i parkowe latarnie pomału się zapalały.
Co prawda kilka pierwszych godzin spędziłam samotnie na ławeczce, czekając, aż najpierw przyjdzie Kaziu, a potem moja Rodzinka.
Coś wspomniałam o czasie? no proszę, tak siedząc z Kaziem na tej samej ławeczce jak przed miesiącem, tuż przed moim wyjazdem do Kudowy, wspominaliśmy, jak ten czas szybko minął, zupełnie, jakbyśmy tu siedzieli wczoraj. Ale to dobrze, że wyjazd już za mną, zawsze we dwójkę z zaprzyjaźnioną osobą jest raźniej, Co prawda nie mogłam przy Kaziu łapać Pokemonów, bo On bardzo się denerwuje, gdy jestem w Jego obecności zajęta telefonem a nie nim, ale co tam Pokemony, nie ważne, niech sobie fruwają w tej nierealnej rzeczywistości, ważne jest tu i teraz z Przyjacielem, a nie z jakimiś Potworkami.
No ale późne popołudnie, a już właściwie pod wieczór należał zdecydowanie do Księżniczki, dlatego Kaziu cichutko się wycofał z Parku.
Każda Mama, każda Babcia i Prababcia (w tym ta Cioteczna też) twierdzi, że ich dziecko jest najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie. Ale tak jest rzeczywiście – Zelda ma w sobie tyle dziecięcego uroku…..
Moja Kochana Maleńka Kruszynka – Zeldunia !!!!!!

Dzisiaj kończymy już miesiąc sierpień. kto by pomyślał, to ostatni dzień wakacji. Pamiętam jeszcze z moich szkolnych czasów (a bardzo dawno to temu było) zawsze w ten ostatni dzień szłyśmy z koleżankami na długi spacer, a potem na lody, żeby radośnie skończyć wakacje – następny dzień już był zapracowany, szkolny….
Nasze dzieci też mają powody do smutku (a może i do radości z powodu towarzyskich spotkań ludzi w swoim wieku), bo po bardzo długim czasie jutro szkolne budynki zapełnią. A jak to będzie z tą epidemią? Nie wiadomo, nikt tego tak do końca właściwie nie wie, nosić maski, czy nie nosić, a jak ze spotkaniami na przerwach, na boisku, w świetlicy?
Życie samo przyniesie rozwiązania, oby pomyślne!!!! Wszak już nas straszą jesiennymi zakażeniami zarówno grypowymi jak i korona wirusowymi. Na pewno trzeba nadal uważać.
A propo’s maseczek: gdy robiłyśmy w czeskim markecie z Darką i Wiką zakupy tylko my nosiłyśmy maseczki, tam ani klienci, ani obsługa sklepu wcale nie zasłaniali ust i nosa. Nawet się śmiałam, że od razu widać, że z Polski przyjechałyśmy, bo jako jedyni przestrzegałyśmy epidemiologicznych rygorów. Czyżby w Czechach takie nakazy nie istniały???
Czesi nie boją się COVID -19???

Dzisiaj ważna data – 40 lat temu – 31 sierpnia 1980 Lech Wałęsa z wielkim wzruszeniem ogłosił wszystkim strajkującym w Stoczni Gdańskiej i wszystkim Polakom:
Mamy  Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”.
Wielki dzień, wielka radość w Polsce i w Europie, bo to był początek upadku Komuny. Świat wtedy zmienił się całkowicie, nie tylko zresztą w Polsce, my daliśmy początek nowej, nie komunistycznej rzeczywistości!!!
I muszę koniecznie podkreślić : TO LECH WAŁĘSA BYŁ PRZYWÓDCĄ TEGO WIELKIEGO RUCHU – nie wolno pozwalać teraz, po 40 latach, gumką wymazywać tę prawdę i zmieniać Bohatera tamtych lat na całkiem innego, niewiele wtedy znaczącego Lecha Kaczyńskiego.
Coby Jarosław nie chciał teraz głosić: był tylko JEDEN WIELKI LECH – LECH WAŁĘSA!!!!!
Na potwierdzenie mych slow zamieszczam wyjątek z Wikipedii:
20 sierpnia 64 intelektualistów wystosowało do władz apel o podjęcie rozmów z MKS: „Apelujemy do władz politycznych i do strajkujących robotników, aby była to droga rozmów, droga kompromisu” – napisali. Dwóch z nich – Bronisław Geremek Tadeusz Mazowiecki, którzy przywieźli apel do Stoczni Gdańskiej – weszło w skład utworzonej przy MKS komisji ekspertów. Tworzyli ją też: Bogdan Cywiński, Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński, Jadwiga Staniszkis i Andrzej Wielowieyski.

Prezydium MKS tworzyli: Lech Wałęsa, dwóch wiceprzewodniczących Andrzej Kołodziej i Bogdan Lis oraz Lech Bądkowski, Wojciech Gruszewski, Andrzej Gwiazda, Stefan Izdebski, Jerzy Kwiecik, Zdzisław Kobyliński, Henryka Krzywonos, Stefan Lewandowski, Alina Pienkowska, Józef Przybylski, Jerzy Sikorski, Lech Sobieszek, Tadeusz Stanny, Anna Walentynowicz i Florian Wiśniewski.

Czy ktokolwiek z Was widzi tu nazwisko Kaczyński????????
Historii nie da się zmienić, ona po prostu była taka, jaka była i nikt ciemnoty Polakom niech nie wciska !!!!!!!
BYŁ TYLKO JEDEN WAŻNY LECH I BYŁ NIM LECH WAŁĘSA – koniec.Kropka.

Poniedziałek, zaczynam nawet dosyć słoneczny dzionek i niech tak pozostanie przez cały dzionek, a może i tydzień

Wszelakiego dobra na dzisiaj i na cały tydzień dla Wszystkich życzę

Ach ta pogoda……

W Warszawie ponoć pada….jak to dobrze, że nie jestem już w Kudowej, bo tam pochmurno i całkiem zimno, tylko 17 stopni C, deszczyk też kropi – przynajmniej tak pokazuje prognoza pogody w moim Iphonie. No cóż, nie każdy ma szeleścicie mieć szanse spędzenia sanatoryjnego czasu w pięknych i wręcz cieplarnianych okolicznościach pogody – ja to naprawdę jestem szczęściara. A jeszcze próbowałam narzekać, w dodatku chyba dosyć wydatnie, skoro mi w karcie wypisu z Sanatorium zaznaczyli załamanie psychiczne. No cóż, pojechał normalny człowiek do sanatorium, tam napotkał na kłopoty w postaci wspindrania się na 4 piętro i olbrzymie, jak na chore nogi, kilometry do zbawczych zabiegów i to kilka razy dziennie, więc każdy mógł się psychicznie załamać, prawda? Nawet chciałam już wracać do Krakowa, tylko wtedy kazaliby mi wrócić sanatorium około 800 zł za niewykorzystany turnus. Nie rozumiem czemu, bo przecież na jedzeniu by zaoszczędzili, na zabiegach też, bo je anulowano i nie musieliby za nie płacić, to czemu miałabym aż tyle zwracać? Jestem wolnym człowiekiem i mam prawo wypisać się na własne żądanie za niekorzystnie zapewnionych warunków przywracania zdrowia, nie? Gdyby to był np szpital, nikt by mi nie kazał wracać pieniędzy, gdybym chciała się z niego wypisać, własnie na własne żądanie, a tu………. Przecież Sanatorium to nie jest więzienie, na które zostałam skazana i skoro nie zapewnili mi odpowiednich warunków do egzystencji, uwzględniając moją chorobę i powiązane z tym kłopoty z chodzeniem, nie powinni mnie straszyć okropnymi konsekwencjami. No dobra, dzięki Darce i Olce podjęłam na drugi dzień inną decyzję, ale tylko dlatego, że mi zaproponowali lepsze warunki. Nie osądźcie mnie źle, ja nie jestem kapryśna (no, może trochę), ale naprawdę to łażenie tam i z powrotem, gdy w kręgosłupie tkwił „drąg”, a nogi odmawiały posłuszeństwa, było dla mnie wręcz tragiczne, kto ma kłopoty z nogami i z kręgosłupem mnie zrozumie.
Taka zresztą była pani Kierownik z Zameczka, która naprawdę zrozumiała, że takie spacery są ponad moją siłę i pomogła mi pozałatwiać przenosiny, w których sama uczestniczyła zresztą. Chwała jej za to, czasami nawet wśród medycznego personelu są po prostu DOBRZY LUDZIE!!!!
A tu masz, pan doktor potraktował mnie notatką o moich psychicznych kłopotach – jak ja teraz taki wpis przedstawię mojemu lekarzowi I – szego kontaktu?????? Na całe szczęście pani doktór Marysia mnie zna od lat i chyba wie, że raczej jestem normalna, a nie jakaś zdziwaczała i kapryśna starucha. A może jednak się ostatnio zmieniłam?
E, nie jest tak źle, co prawda stałam się osobą dosyć znaną i co ciekawe, głównie wśród kuracjuszy właśnie z Kogi, z której uciekłam po 2 dniach, kogo z Kogi w Parku spotykałam podchodzili do mnie, serdecznie się witali, chwilę porozmawiali……. w sumie cieszyli się, że udało mi się tak swoje kłopoty zażegnać. Szczególnie polubiłam pewne małżeństwo spod Poznania – pani Małgosia i pan Andrzej (chyba Poznań to dobry dla mnie kierunek, co Ulu???). którzy zawsze miło ze mną dłużej na ławeczce rozmawiali, a w ostatnim dniu nawet mnie szukali po całym Parku by raz jeszcze ze mną się pożegnać. Heca z tym pożegnaniem była, bo co prawda pana Andrzeja rzeczywiście rano, w dniu wyjazdu spotkałam i zdążyłam się pożegnać, niestety pani Małgosia daremnie mnie szukała, nie mogłyśmy na siebie trafić. No a jak to sie skończyło? Gdy przyjechały po mnie dziewczyny pojechałyśmy najpierw na obiad, a potem do Czech, aby w sklepie kupić te prezentowe piwa dla Magdy i dla Macka, a tu, w tym olbrzymim markecie w Czechach na kogo się natknęłam….. oczywiście na Małgosię i Andrzeja, którzy też na zakupy przyjechali 🙂 Śmiałam się potem do Małgosi, że szukała mnie rano w Parku Zdrojowym, a spotkała chwilę potem…w Czechach. Ale obiecałam panu Andrzejowi, że pozdrowię od niego Króla Zygmunta na Waweli i to zrobiłam 🙂
Ot takie jeszcze wspomnienia z Kudowy, pewnie nie raz jeszcze do nich powrócę.
Wczoraj odwiedziłam Park Krakowski, jest śliczny, niestety trochę zaniedbany, a zamiast palm szumiały nade mną stare poczciwe drzewa. Siedziałam na ławeczce i oglądałam sobie zdjęcia, które robiłam w Kudowej, porównywałam i……. cóż mój Park też jest śliczny i już. Co prawda nie taki kolorowy jak ten Zdrojowy w Kudowie, ale za to cichy, bez tej ciągłej wrzawy. Np o ciuchcia po nim nie jeździ……
Dzisiaj umówiłam się z Xawrem Dianą i z Zeldą w Parku, może burza nam nie przeszkodzi, bo już dostałam co prawda alert pogodowy o możliwościach występowania popołudniu burzy w moim rejonie, ale…na razie niebo jest piękne, a słonko mocno świeci, jak ongiś w Kudowie.
Miłego niedzielnego popołudnia

nie mogę się przyzwyczaić, że…

…że trzeba pisać blog rano – odwykłam chyba q tym sanatorium.
Rano robiłam zakupy a potem oczywiście poszłam do swojego ukochanego Parku, gdzie spędziłam z Pokemonami bardzo miłe kilka godzin.
A już potem wróciłam do domku i zrobiłam sobie w słusznej sanatoryjnej godzinie, czyli o 17 -stej kolacyjkę.
Bardzo smakowały mi w sanatorium te ich sałatki, wiec sobie jedną taką a’la Kudowa zrobiłam, ale urozmaiciłam po swojemu:
Zieloną sałatę porwałam na mniejsze kawałki, wkroiłam pokrojonego pomidora i pokrojonego w kostkę arbuza, to wszystko pokropiłam oliwką,posypałam czosneczku. obok położyłam łyżkę białego serka typu Almette, do tego wzięłam kromkę ciemnego chleba, lekko margaryną posmarowanego, z plastrem wędlinki no i oczywiście herbatka. Nie, nie żebym się okropnie odchudzała, ale trzeba się przystosować do diety NDŻ , by mój biedny kręgosłup nieco odciążyć. Jak myślicie, ile czasu na takiej diecie wytrzymam??? Pozdrawiam