poniedzielne remanenty.

 

Jadąc wczoraj do Magdy do Modlnicy wstąpiliśmy  „na chwilkę”  do niedawno otwartej Galerii Bronowice.
No cóż, budowla wielka, ogromniasta. Wszystko zaczęło się od parkowania w podziemiu Galerii, Trzeba tylko dobrze  zapamiętać miejsce, na którym się zatrzymaliśmy, bo powierzchnia podziemnego garażu obejmuje całą olbrzymią  powierzchnię Galerii. Magda znalazła miejsce na parkingu poznaczonego kolorem niebieskim  z liczba 7 D. łatwe to było do zapamiętania, bo kolor podobny był do mego swetra, w którym byłam, D wiadomo z czym się kojarzy, a siódemka jest przecież cyfrą szczęścia, więc całość  była dobra do szybkiego zakodowania w pamięci.
Po wejściu do Galerii spotkałyśmy labirynt korytarzy pełnych wind i ruchomych schodów, dla kogoś, kto tam znalazł się po raz pierwszy mogło to się skończyć lekkim zawrotem głowy. Ale tym razem nie zajmowałyśmy się żadnymi większymi czy małymi sklepikami, chociaż przyznam miałam taką pokusę wstąpienia np do sklepu C&A, ale poszukałyśmy wejścia do Auchan, w którym miałyśmy dokonać  i zlany potem, a w środku hali oczywiście nie ma ławeczek do odpoczywania, bo jak słusznie Magda mówi, sklep nie jest do rozsiadania się, tylko do szybkiego kupowania i do zrobienia miejsca na zakupy innym. A że starszy człowiek jest zmęczony i chciałby na moment chwilkę odpocząć ? tego jakoś nikt nie bierze pod uwagę, jak już wlazłeś na tą salę, to cierp ciało jakieś chciało. A tu pokus wiele, na początku częstowali makaronem z brokułem, fakt, porcyjka niewielka, ale spróbować można dla wzmożenia potrzebnej do zwiedzania energii, Towar pięknie rozłożony, wabi kolorami i zapachami, osobiście zafascynowały mnie półki pełne pachnącej herbaty i przeróżnych pachnących przypraw oraz wielu rodzajów kawy. Obok na półeczkach leżały przeróżne czekoladki na wagę, aż mnie kusiło jedną buchnąć, ale jakoś się opanowałam. Za to przed stoiskiem pełnym wypieków przemaszerowałyśmy chyba ze dwa razy tam i z powrotem, nie mogąc się zdecydować na wybór odpowiedniego ciastka czy leguminy, w końcu Magda wybrała ciasto maślane, które okazało się bardzo dobrym  dodatkiem  do poobiedniej herbatki, Jeszcze odwiedziłyśmy stoisko z owocami i ustawiłyśmy się do bardzo długiej kolejki do kasy, jeden z klientów przed nami miał kosz wypchany aż po brzegi, chyba już prawie cały sklep wykupił, więc gdy uświadomiłam sobie, jak długo trzeba będzie stać w tej kolejce zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo, więc wpadłam na bardzo dobry pomysł i Magdę pozostawiłam w kolejce, a sama opuściłam tą halę przez wyjście dla klientów bez zakupów, na szczęście nie zatrzymywana przez nikogo mogłam dotrzeć do najbliższego krzesełka i chwilę odsapnąć. No chwilę, jak chwilę, można rzecz nawet dość spory czas Magda spędziła w tym zaduchu kolejkowym, podczas gdy ja podglądałam sobie różnych ludzi łażących tam i z powrotem. Widziałam też przygodę pewnej młodej dziewczyny, która nijak nie mogła wejść na halę przez bramkę bezpieczeństwa, ile razy tam wchodziła, bramka brzęczała, aż pan pilnujący bezpieczeństwa zaczął się tą klientka interesować. Nie pomogło odłożenie torebki na bok, ani wypatroszenie kieszeni, bramka brzęczała i brzęczała, widać  owa dziewczyna miała jakąś część metalową w swoim ubraniu.Na szczęście pan z ochrony dokładnie zbadał ją poza bramką specjalnym wykrywaczem metali i w końcu jakoś udało się jej wejść do środka. A gdy tak siedziałam i patrzyłam i patrzyłam od razu przyszła mi taka okropna myśl: ta pani na pewno jest terrorystką, która zaraz gdzieś rzuci bombę i będzie duży, straszny wybuch. Jeszcze bardziej zdenerwowałam się, gdy uświadomiłam sobie, że nawet nie mam przy sobie telefonu komórkowego, bo jadąc do Modlnicy tak się spieszyłam, że o komórce zapomniałam i pozostawiłam w domu.
I co ja teraz zrobię, gdy ta bomba rzeczywiście wybuchnie – panikowałam, ani nie dowiem się, co z Magdą, ani nikogo z rodziny nie będę mogła zawiadomić, bo nawet gdyby ktoś zechciałby pożyczyć mi telefon, abym sobie zatelefonowała, akurat wszystkie numery wywietrzały mi z głowy. Na szczęście okazało się, że to tylko wymysł mojej bujnej wyobraźni, więc spokojnie czekałam, aż Magda po zakupach odnajdzie mnie siedząca na tym krzesełku. Odnalazła mnie bez trudu, albowiem patrzyła, w którą udaje się stronę i tam mnie poszukała.
Teraz czekał nas tylko powrót do samochodu.Byłam tak zmęczona tym zaduchem ( mimo, że odpoczywałam przecież na krześle, tylko nie wiem czemu nie zdjęłam nawet płaszcza), że chciałam jak najszybciej wejść do jakiejkolwiek widny, która nas do podziemia zwiezie. Ale to nie takie łatwe. musiałyśmy odnaleźć te drzwi, którymi wchodziłyśmy do hali, bo inaczej potem miałybyśmy kłopot w podziemiu z odnalezieniem naszego autka.
Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie i wreszcie mogłam zasiąść radośnie na przednim siedzeniu.
Chciałam oglądać galerię, to oglądałam, drugi raz tak szybko się tam nie wybiorę, no może w lecie, zaopatrzona w wodę do picia i do polewania rozgrzanej głowy.
W każdym razie taka Galeria nie jest dobra do robienia zakupów typu 10 jajek, mleko i kilogram cukru, na takie zakupy naprawdę warto wybrać się do o wiele mniejszego sklepu, jest wtedy i szybciej i na pewno mniej męcząco.

U Magdy jak zwykle było bardzo sympatycznie.
Po pysznym obiadku, a potem po podwieczorku oglądaliśmy odznaczanie złotym medalem najpierw bezkonkurencyjnego Kamila:

A w niedługim czasie potem  naszego rewelacyjnego panczenistę Zbigniewa Bródkę


Trzeba przyznać, że oba chłopaki były bardzo wzruszone, gdy pięknie odegrano im mazurka Dąbrowskiego, a ich wzruszenie również i mi się udzieliło.
Potem niestety musiałam wrócić już do domu, oczywiście odwieziona zostałam przez moją Kochaną Magdusię, która dba, by Cioci nic złego się nie stało 🙂

Dzisiaj pogodnie rozpoczął się nam tydzień, słonko świeci od samego poranka i ciepło za oknem, aż żal, że podobno zima ma znów na trochę do nas powrócić.
Wieczorem znów czekają na  nas sportowe emocje, ciekawa jestem, jak polska ekipa da sobie dzisiaj radę w skokach drużynowych, medal będzie? i jeżeli tak, to jakiego koloru, czyżby złota?, ee, to chyba za piękne, by było możliwe, ale…..

Ale poziomu cukru na wszelki wypadek dzisiaj dokonałam, robię sobie dzisiaj urlop od kłucia !!!

podwójnie złota sobota

No i stało się, mieliśmy wczoraj złoto, nawet dwa złote medale.
Najpierw niespodziankę zrobił nam Zbigniew Bródka osiągając najlepszy wynik w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 1500 m

Co prawda wygrał z Holendrem tylko o 1/3000 sekundy, ale złoto to on dostał, Holender był wręcz zrozpaczony, ale elegancki Zbigniew przeprosił go za swój złoty medal, mówiąc sorry, ale to tylko sport – czyżby pobierał nauki grzeczności od pewnej przedstawicielki polskiej polityki? ha ha
No, ale taki jest sport, każdy startuje po to, by być najlepszym, niestety tylko jednej osobie się to udaje. Brawo panie Zbyszku!!!

Wieczorem loty narciarskie wzbudzały palpitację naszych serc, wiadomo, startował złoty Kamil Stoch


No i pofrunął Kamil po następny swój złoty medal, chociaż na „ogonie” narty siedział mu Japończyk Kasai, który też wczoraj miał swój wspaniały dzień,
mimo swojego już nieco starszego, jak na ten sport wieku. W Końcu okazało się, że za całokształt wczorajszych lotów złoto otrzymał nasz Kamilek!
Brawo!!!!!!
Pierwszego jego lotu przyznaję, nie oglądałam, nie chciałam się zbytnio denerwować, podejrzałam tylko wynik lotu na internetowej gazecie, drugiego lotu też miałam nie oglądać, bo stress był okropny, aż rozbolał mnie brzuch, ale jakoś się przemogłam. No i o mało co nie „zaziajałam” jego lotu, nawet sam Kamil nie był z niego tak bardzo zadowolony jak z poprzedniego, trzeba było jeszcze chwilę odczekać na ostateczny wynik ( Japończyk wciąż siedział mu na tej narcie), ale na szczęście los przyniósł szczęście naszemu Kamilkowi i nam, dumnym Polakom, na szczęście i ból brzucha też mi wtedy minął i odetchnęłam z wielką ulgą.
Nie sądziłam nawet, że będę taką fanką Olimpiady, ale zastrzegam, tylko wtedy, gdy udział w jakiejś dyscyplinie biorą Polacy.
Bo Polaków w Soczi interesuje tylko jeden medal – ZŁOTO !!!!

Polacy z wczorajszego dnia byli tak bardzo zadowoleni, że te występy naszych mistrzów wprost przyćmiły ” wielkie wydarzenie” jakim był Kongres PIS -u.
Ciekawostka, nie po raz pierwszy tak bywa, że gdy Jarosław chce zabłyszczeć na forum Polski i już, już ma wszystko przygotowane   na błysk, nagle jest jakieś inne, bardziej znaczące wydarzenie, które całkowicie zajmie polskie umysły i serca, a Jarkowe lampiony nieco ( albo całkowicie) przygasają.
Czy to nie jest aby jakiś znak z nieba?????

Dzisiaj zapowiada się piękna, słoneczna niedziela, więc wybieram się w odwiedziny do Rodziny, na pewno już cała Modlnica cieszy się z tego powodu!
Ale nie będę taka samolubna i wszystkim miłej niedzieli życzę, dużo słońca, pogody ducha i ….wiosennego dnia

dziś wieczór……

I znów czeka nas  wiele sportowych emocji, dzisiaj skacze nasz złoty Kamil. Nic nie piszę, nie chcę zapeszać, ale życzę mu….co najmniej złota 🙂

Dzisiaj po walentynkowa sobota przypomina mi słowa znanego ongiś sławnego  przeboju „Kochać”
Zadumałam się nad tymi słowami, bo taki tekst wysłałam w karteczce do swojego Walentego i odpisał mi, że mam raję, że to są słowa warte do zastanowienia się nad nimi.
A czemu dzisiaj?, bo już święto minęło, zgasły jupitery.słoneczna rzeczywistość zagląda do okna, a miłość pozostaje przez cały czas, przecież nie ma dla niej zarezerwowanego tylko jednego dnia, prawda?
A zresztą miłość ma wiele wymiarów, dla tych, którzy w nią nie wierzą proponuję zaglądniecie do blogu : http://dawidekspalek.blogspot.com/
Nie wiem, może już wspominałam o tym blogu pełnym miłości rodziców do swojego bardzo chorego dziecka?
Dawidek urodził się w 22 tygodniu życia bez oznak do życia, dzięki ofiarności lekarzy został do tego życia przywrócony, a potem dzięki pomocy wielu cioć i wujków ( jak o nich pisze w swoim blogu Dawidek, oczywiście pisze rękami jego Mamy), a przede wszystkim dzięki znakomitej, pełnej miłości opiece jego wspaniałych Rodziców dziecko wciąż żyje i nadrabia wszystkie straty, które na wskutek choroby odniósł. Dziecko codziennie poddawane jest odpowiednim ćwiczeniom i fizycznym i psychicznym ( na przykład słucha bajek, czy piosenek, muzyki), dzięki temu z małej roślinki przestawia się na małego chłopczyka, któremu życie potrafi przynosić małe zwycięstwa. A to przecież takie ważne dla tego biednego schorowanego dzieciaczka.
Do tego ten blog pisany jest w bardzo przyjaznym dla czytelnika stylu, autorka oznacza się  tzw” lekką ręką”, nieco rozrzewnia,  ale przynosi też i chwile radości i uśmiechu. Szczerze ten blog polecam.

No proszę, nie Walentynki, a świeci słonko! zapowiada się bardzo przyjemna sobota.
Pewno nie dla wszystkich, bo część Małopolan powraca już po feriach do domu, koniec tego dobrego, czas do szkół ( i pracy) powrócić 😦
„Moje” dzieciaczki – domownicy  czyli Mia, Zojka i Pola też dzisiaj powracają z Zawoi, znów dom się zaludni i znów rozpocznie się ten gwar………. cisza ma swoje dobre strony, ale po pewnym czasie i ona potrafi się znudzić.

Przyjemnego dnia dla wszystkich.

Be My Walentaine

Moi kochani! Dzisiaj Wam wszystkim składam w dniu św Walentego moje najlepsze życzenia : wszystkiego dobrego, wiele szczęścia i dni pełnych miłosnych i przyjaznych uniesień, niech Wam słonko zawsze świeci wesoło i mocno, a każdy dzień był tak piękny w Waszych sercach jak dzień dzisiejszy, co prawda niezbyt słoneczny, a może to tylko na razie????.
I dla wszystkich przesyłam piękną czerwoną różę – symbol miłości


Niech ta Miłość ogarnia Was nie tylko dzisiaj, ale przez wszystkie dni roku.

A ja już dostałam dzisiaj rano piękną pocztówkę Walentynkową od mojego Walentego, a w niej prócz życzeń taka optymistyczna wiosenna piosenka Haliny Kunickiej : Niech no tylko zakwitną jabłonie.
Ano, niechby już kwitły te jabłonie, jakoś radośniej wtedy na duszy i śpiewać się chce i kochać się chce……..

Do niedawna miałam taką dziwną porę budzenia się: godz 3.30 w nocy, a teraz z kolei już któryś kolejny raz budzę się o 9.30, pewnie, że to lepsze, wszak przynajmniej wyspana jestem.

No to raz jeszcze dużo szczęśliwych dni dzisiaj, jutro, pojutrze i zawsze

znowu złoto


Brawo Justynka, czy trzeba nam coś więcej?
Jasne jeszcze co najmniej jednego medalu  Tak przynajmniej mówił nasz premier.
Więc może jeszcze narciarscy skoczkowie nas zaskoczą, a może jeszcze ktoś inny………
Miło znów będzie słuchać Mazurka Dąbrowskiego w Soczi.

Dzisiaj miałam jakieś kłopoty z otwarciem niektórych stron np. Onetu, czy Newsweeku, coś się widocznie ” na linii” działo,
bo nie chciały także otwierać się nawet i na laptopie.
Niby już jest lepiej, ale i tak jeszcze nie wszystkie strony są czynne, może to wina mojego routera, bo dopiero po jego resetowaniu zaczęły jako
tako działać, ale daleko im do doskonałości.
Dobrze, że przynajmniej blog jest czynny, bo mogę przynajmniej w nim swój wpis dzisiejszy, radosny zamieścić.

Miłego czwartku dla wszystkich, bo pewnie i wszystkich taka złota wiadomość na pewno ucieszy.

i już środa !!!

Ulu Kochana, nawet nie wiesz, jak nie mogłam się doczekać tej środy żeby zadedykować Ci ten piękny, wiosenny bukiet
Sama wiosna, prawda????
Co prawda wczoraj troszkę popadało, ale były i też małe momenty ze słonkiem, mam nadzieję, że ta zła zima już nie powróci!
Całuski piękne Ulu Ci posyłam, właśnie takie wiosenne, bo ta nasza ukochana pora już tuż tuż, czuję ją już w kościach.
To znaczy wczoraj musiałam akurat zażyć swój nieodzowny Nimesil, ale fakt, że bardzo długo bez niego się nawet ostatnio obywałam, więc pewnie na niego pora przyszła.

Wczoraj przeżywaliśmy niezwykły dzień, z zadawanym pytaniem :wyjdzie czy nie wyjdzie na wolność  pan T ( teraz już nie można nazywać go całym nazwiskiem, tylko inicjałem, albowiem, nie jest już osobą osadzoną) Niestety, sprawiedliwości nie stało się zadość i opuścił niczym panisko mury więzienne w otoczeniu eskorty policyjnej, która rozjechała się w dwie przeciwne  strony świata, aby zmylić ewentualną pogoń.
Pewnie czuł się jak zaszczuta zwierzyna i dobrze mu tak, bo na to w pełni zasługuje.
Nie udały się ( niestety) żadne podchody w wykonaniu władz więzienia, prokuratorzy musieli jednak przestrzegać litery prawa, nie mogli pod żadnym pozorem zatrzymać go jeszcze przynajmniej do następnej rozprawy, czyli do 3 marca. Prawo jest niestety także przestrzegane, jeżeli chodzi o wielokrotnego zabójcę – sadystę. Błąd polityków najpierw gdy  bezmyślnie wprowadzili amnestię dla zabójców, a potem wielu ministrów sprawiedliwości, którzy zlekceważyli swoje powinności i zajmowali się wszystkim, tylko nie tą sprawą doprowadziła, że scenariusz wczorajszego dnia był taki, a nie inny. A mógł być inny, gdyby na czas, podobnie jak w kilku innych krajach zachodnich wprowadzili specjalny aneks dla tak zwanych bestii.
A jeszcze raz przeczytałam gdzieś w którymś brukowcu dokładnie historię tych biednych dzieciaczków, omamionych przez tego zboczeńca, ich cierpienia, a zarazem perfidię w działaniu tego mordercy i włos na głowie mi się zjeżył i w sercu trwogę poczułam, jak bardzo musiały być te dzieciaczki przerażone i bezsilne.
Przynajmniej teraz PiS i Solidarna Polska mają nowe hasła do walki o europejskie fotele, co już i pan Kurski i pan Hofman skrupulatnie zaczynają wykorzystywać.
Że też nigdy takimi impulsami pozytywnymi nie potrafią zawalczyć, zawsze muszą jakieś negatywy opanować i wsiadać na nie jak na wyborczego konika.

No ale już dosyć o wczorajszej akcji pisania, dzisiaj to już dzisiaj, środa, przypominam.
Za oknem regularny deszcz fantastycznie usypia, spałam aż do 9.30, niesamowite, dawno już tak smacznie mi się nie spało.
Szkoda, że akurat ten deszcz pada, ale i tak pocieszeniem jest to, że to nie śnieg, nie będzie ślizgawicy przynajmniej.

Życzę miłej środy wszystkim i smacznej kawusi, bo na taką pogodę kawusia jest akuratna

Ustawka???

 

Wszystko, co jest podejrzane bulwersuje nasze polskie społeczeństwo.
Dzisiaj na wokandzie Polski sprawa Trynkiewcza.
Media ( aby godziwie zarobić, a temat jest mocno chodliwy) rozhuśtały sprawę aż do maksimum możliwości, wzbudzając pośród ludzi gniew ze  strachem zmieszany.  Najpierw lud wrzeszczał głośno: sami dokonamy wyroku, trzeba go zlinczować, a potem nagle cała „sympatia” obróciła się w kierunku mordercy, broniąc jego prawo do wolności po odsiedzeniu wyroku.
Wyobraźmy sobie to więzienie, gdzie już od świtu czają się wszystkie medialne siły, pod więzieniem stoją już wozy transmisyjne wszystkich możliwych stacji telewizyjnych, masę reporterów radiowych i pewnie jeszcze do tego dojdzie na pewno cała masa gapiów, Wystarczy jedna iskra, jedno słowo „zabić” i lud rzuci się do gardła Trynkiewicza,nie wiem, czy ktokolwiek by go wtedy obronił.
A więc trzeba było coś wymyślić, by wyjście na wolność Trynkiewicza nie było takie spektakularne, nie koniecznie odbywało się w blasku fleszów.
Taka jest moja teoria: oczywiście, że sprawa rzekomego  znalezienia w celi Mariusza jakichkolwiek  podejrzanych rysunków, fotografii, a nawet części szczątków ludzkich jest bardzo grubymi nićmi cięta prowokacją. Ale jest to jedyna możliwość, aby ochronić tego człowieka przed linczem, o czym prawdopodobnie sam zainteresowany świetnie wie. Dla niego to wyjście w takiej rozbuchanej przez media rzeczywistości  byłoby całkowicie niebezpieczne.
Nie wiem, czy mam rację, ale to wszystko co najmniej dziwnie wygląda, wcale się nie zdziwię, że uśpią czujność mediów i Trynkiewicz zgodnie z prawem wyjdzie po cichu na wolność. Wszak minister i  cała dyrekcja więzienia zapowiedzieli mediom, że wyjście Trynkiewicza  jest dobrze przygotowana………..
Pewnie, że  mój scenariusz jest trochę dziwny, ale całkiem możliwy.
I niech nikt nie pomyśli, że bronię tego mordercy, jest to dla mnie osoba ohydna, wzbudzająca u mnie i wstręt i gniew, ale skoro już tak się, stało, że 24 lata temu ktoś zamienił jego wyrok śmierci na 25 lat odsiadki i ten czas nadszedł, w majestacie prawa jest człowiekiem ( niestety) wolnym, bo takie mamy prawo, które kiedyś ktoś źle opracował.

A za oknem deszcz, deszcz, deszcz, ale ciepło, wiosna za oknem stoi?
Dobrego wtorku

MAMY Z Ł O T O !!!!

 

I to jest bardzo dobra dzisiejsza moja wiadomość, chociaż wszyscy już od wczoraj wiemy, że Kamil Stoch skoczył wczoraj na złotą odległość.
Jak miło podaje się taką wiadomość w poniedziałek rano, od razu cały tydzień wydaje się nam promienny.
Chociaż dzisiejszy dzień wstał ponury i mglisty teraz już słonko opanowało niebo, a o chyba wszystko zasługa tego złotego medalu.

Dzisiaj odbywa się już ostatnia rozprawa w w sprawie wychodzącego jutro na wolność wielokrotnego zabójcy, Trynkiewicza.
Właściwie można mu tylko współczuć, bo chyba nigdzie nie czuł się tak bezpiecznie jak za kratkami. Jutro rozpocznie swoją wolność i…no właśnie, co on właściwie będzie robił?
Do pracy na pewno go nigdzie nie przyjmą, ba, nawet chleba nie będzie mógł sobie iść kupić, bo zewsząd lincz mu grozi, do kitu z taką wolnością, która dopiero dla niego będzie niewolą. W dodatku cały czas będzie inwigilowany przez liczna rzeszę policjantów. Nie, nie znaczy to, że bronię tego mordercę, wręcz przeciwnie, uważam, że karę, jak dostał była za mała do jego czynów i nawet gdy znieśli karę śmierci powinien dostać dożywocie, a nie 25 lat.
Ale prze 25 lat nikt nie potrafił naprawić tego okropnego błędu, który został podjęty przez rząd kontraktowy dotyczący amnestii nawet największych zabójców, teraz my, naród płacimy tego koszty. Cały czas jest zagrożenie, że ten człowiek znów nieostrzeżenie uderzy i zabiję jakieś bezbronne dziecko, może i chociażby dlatego, że sam nie da sobie rady na wolności, będzie chciał wracać tam, gdzie czuje się bezpiecznie, wręcz swojsko, czyli do więzienia?
Nie rozumiem, czemu nikomu nie przychodzi na myśl taki scenariusz . Ale prawo jest prawem, jeżeli człowiek zakończył odsiadywanie swojej kary, nie można mu nadal  pozostać więźniem, nawet jeżeli nie jest do nowej sytuacji odpowiednio przygotowany. No to jakie jest wyjście? A może powinno powstać takie specyficzne miejsce odosobnienia, w którym ludzie przystosowani byliby do normalnego życia, mieli swoje mieszkanie, o które sami musieliby zadbać, swoje stanowisko pracy, za które dostawaliby odpowiednią zapłatę oczywiście byliby równocześnie izolowani od życia normalnego Byłoby to wspaniałe rozwiązanie nie tylko dla zagrożonego społeczeństwa jak i dla samego skazanego, którego życie, przynajmniej przez kilka pierwszych lat byłoby łatwiejsze.  Kontakt z innymi ludźmi o  podobnych problemach, kontakt np ze zwierzętami ( hodowla np koni, psów czy innych zwierząt gospodarskich) i życie podobne  w swoich warunkach do życia normalnego byłoby najlepsza rolą wychowawczą dla takich osób. Byliby w tzw warunkach szczególnego odosobnienia, a jednak nie uwięzieni.
Ot tak sobie wymyśliłam…….

Miłego poniedziałku, miłego tygodnia.

niedziela

 

 

I znów nie mam o czym pisać, bo wszystkie płyty ą już całkowicie zgrane i w dodatku nudne.
Mówię i o prasie i o TV, jak się czepią jakiegoś tematu, to nie popuszczają

Na koniec okazuje się, że to, że Trynkiewicz wychodzi na wolność to jest oczywiście wina Tuska, jak by zresztą miało być inaczej?
A to, że od czasu uchwalenia tej niechlubnej ustawy o amnestii dla morderców, którą poparli  prawie wszyscy ówcześni politycy z różnych opcji politycznych minęło 25 lat i wielu ministrów sprawiedliwości miało okazję naprawić ten błąd.
Nikt nic w tym kierunku nie zrobił, nic nie naprawił, więc trzeba kozła ofiarnego znaleźć, no i jest  nim Tusk. Tusk już nie tylko za to co się dzieje w polityce, ale i za pogodę i za bandytów jest winny, wcale się nie dziwię, że powiedział ostatnio, że jest mu niedobrze gdy widzi, jak politycy na każdej większej sprawie chcą na silę się wybić na europejskie fotele. Nieważne, jakiego kalibru nawet moralnego jest ta sprawa, wsiadają na ten konik i huzia na parlament Europejski gnają
Ohydna jest ta polityka, taka byle jaka i bardzo płytka. Czy takich posłów w Polsce potrzebujemy?
Wszyscy, powtarzam wszyscy są mocni tylko w gębach, bo łatwo prawić frazesy, z których od razu zdają sobie sprawę ,że się nie rozlicza, bo już po wyborach nie będa musieli.
SP ustami Beaty Kempy walczy o wejście na  europejskie salony walką z gender. Sama powołała odpowiedni komitet, w którym sama sobie przydzieliła rolę Przewodniczącej komisji i teraz wszystkich poucza, nawet ostatnio w tej sprawie napisała list do pani premierowej a potem do anerykańskiej aktorki Maryli Streep.
Ciekawe, czy ta ostatnia odpowie jej tak jak na to Beata  zasługuje, czyli zlekceważy?
Dość, miałam nie pisać o polityce, tak tylko mi się wymsknęło.

Za oknem piękna wiosenna pogoda, jest niebywale ciepło jak na lutowa pogodę, świeci słonko. Tylko niestety zielonego koloru jeszcze nie widać, na szczęście tego białego też.
Gdzieś tam przeczytałam, że zima już do nas nie powróci, oby.
Czyżby już wiosna na dobre do naszych drzwi zapukała???
Miłej niedzieli.

Olimpiadę czas zacząć

Flagę Polski niósł 36 – letni bobsleista  Dawid Kupczyk.

Otwarcie Olimpiady w Soczi  było bardzo ciekawe i pięknie przygotowane, wspaniałe były popisy rosyjskich baletmistrzów, pokazujących losy Rosji od czasów caratu, aż po chwilę obecną, ba nawet wychodziło w przeszłość ewentualnego lądowania na Marsie, bowiem Rosjanie mają taką wizję, że jako pierwsi zaludnią tą planetę, a Valentina Tierieszkowa wprost marzy, aby właśnie a Marsie dokończyć swojego żywota.
Wiadomo, rosyjski balet jest  najwspanialszy na świecie . Scenarzystą i reżyserem przedstawienia „Sny o Rosji” był Konstantin Erst,  znany dyrektor kanału Chanel One, spektakl trwał trzy godziny.  I choć było kilka wpadek, między innymi nie otwarło się jedno koło olimpijskie, pozostało nadal gwiazdką impreza była przygotowana z wielkim rozmachem. Oczywiście prezydent  Vladimir Putin  ogłosił wszystkim, że 22 zimowe igrzyska olimpijskie zostały otwarte.
Oczywiście wszyscy czekali na zapalenie znicza olimpijskiego, ogień olimpijski  w sztafecie mistrzów został wprowadzony na stadion, aby potem opuścić ten obiekt i został doprowadzony wprost do znicza olimpijskiego umieszczonego w samym centrum miasteczka olimpijskiego i wśród pięknej iluminacji został na końcu zapalony – naprawdę piękne było to widowisko, aczkolwiek smutne w swoim wyrazie, nie było tej radości, porywu młodości charakterystycznej dla tego typu imprezy. No i nie było to też widowisko  przekazem dla całego świata, pokazywało raczej wielkość Rosji, ale takiej interpretacji można było się po Rosjanach spodziewać – wielki ukłon w kierunku prezydenta -” cara” Putina.
Teraz z niecierpliwością czekamy na występy naszej reprezentacji i na  trójkolorowe medale, ale  najwięcej nas chyba jednak interesują  te złote nieprawdaż???
Przed nami 16 dni olimpijskich zmagań i 16 dni oczekiwania na medale, aczkolwiek smutna wiadomość: Justyna Kowalczyk jest silnie kontuzjowana i nieciekawie wyglądają prognozy jej startu i ewentualne zwycięstwa w biegach narciarskich, ale nie traćmy nadziei, wszystko w rękach, a raczej w nogach Justyny
Zaczynamy od dzisiaj……

A my, jako niesportowcy też możemy miło ten słoneczny sobotni dzień spędzić na…. no właśnie, pewnie jak nie na nartach, to chociaż na spacerkach?
Wiosnę już czuć przez kości, tylko czy po drodze zima znów przeszkodzi? – oby nie. Ale jeszcze jakieś półtora miesiąca i Ona…WIOSNA  przyjdzie, na pewno!

Znów jest jakiś nalot na Jurka Owsiaka Jakiś bloger MatkaKurka czy coś takiego ( specjalnie nie pisze ktoś taki) tak wkurzył Jurka, że ten pozwał go o obrazę do Sądu.
JURKU NIE DAWAJ SIĘ, JESTEŚMY Z TOBĄ, BO WSPANIAŁĄ ROBOTĘ ROBISZ!!!!
A zawistnikom, którzy tylko potrafią pierdzieć w stołek i pluć jadem mówimy  Won!!!!