czwartkowe poranne rozważania

 

 

Obudziłam się dzisiaj znów około 4 rano i wzięło mnie na filozoficzne rozważania. Zastanawiałam się, jak to jest, młodzi ludzie się poznają, świata poza sobą nie widzą, wydaje się, że będą taką wspaniałą parą, wspólnie kroczącą przez życie aż do końca wspólnych dni. A tu niestety coraz częściej okazuje się, że to guzik prawda.
Ślub był owszem piękny i okazały, był szampan, toasty i wspaniały tort weselny, łzy i uśmiechy i spoglądanie na tę drugą osobą w oczekiwaniu na to, co niebawem ma się zdarzyć. No a potem przychodzi już całkiem prozaiczna rzeczywistość. Fakt, niektórzy potrafią wspólnie pokonywać bariery i mimo wszystko, mimo nieporozumień, znajdują nadal tę wspólną ścieżkę. Ale ostatnio coraz więcej małżeństw niestety się rozpada. Jakie tego są przyczyny? Różne, czasami ekonomiczne, czasami wywołuje ten rozpad tzw niezgodność charakterów, chociaż wydawałoby się, że kiedyś, gdy powiedzieli sobie to sakramentalne słowo TAK nic nie zapowiadało późniejszego braku zrozumienia, porozumienia. I zawsze ktoś wychodzi z tej decyzji okaleczony. Przede wszystkim dzieci, zwłaszcza te małe, które przybierają sobie do głowy  jakże niedorzeczną myśl, że to one właśnie są powodem rozwodu rodziców, może były niezbyt grzeczne, za mało kochały rodziców, nie słuchały ich porad….. Usiłują często jeszcze w jakiś chytry sposób pogodzić rodziców, wymyślając różne podstępy, na ogół nie prowadzące do pozytywnej zmiany. Żal jest takich dzieci, bo nagle z błogiego dzieciństwa, z tych słodkich wspólnych chwil z rodzicami zostają wrzuceni na głęboką wodę i muszą uczyć się lawirować, w jaki sposób żyć, by nie skrzywdzić żadnego z rodziców.
Starsze dzieci nie mają już takich problemów, już wiedzą, że żaden z rodziców nie jest ideałem, że też jest obarczony pewnego rodzaju wadami, ale jednak też nie do końca z taką decyzją rodziców się godzą, a wręcz zaistniała sytuacja bardzo często pozostawia piętno na ich późniejszym życiu, na ich późniejszych relacjach damsko – męskich, ale nie tylko, często czują się zagubieni, nie mogą nawiązać pozytywnych relacji z innymi ludźmi, zamykają się w sobie i prowadzą specyficzny, swój własny sposób na życie, w oddali od innych. A może boją się, że gdy oni staną przed podobnym problemem, jak ongiś rodzice, nie będą sobie potrafili też z tymi problemami poradzić? Dlatego wchodzą we własną skorupę, często wypuszczając kolce z ostrzeżeniem, uważaj, nie dotykaj, chociaz tak prawdę powiedziawszy właśnie czekają na jakąś pomocnie wyciągniętą ku nim rękę.
A także i ta druga osoba, która nagle zostaje sama, szczególnie gdy przelewa się na jej głowę masę problemów, które do tej pory we dwójkę były rozwiązywane, gubi się w życiu, staje się do innych nieufna, a co najgorsze bardzo często robi się z niej zgorzkniała osoba.
Najczęściej ten problem dotyczy kobiet, bo to one jednak zawsze są bardziej wrażliwe, bardziej odczuwają krzywdę, o to one najczęściej zostają porzucone.
Pewnie, że są przypadki, gdy kobieta odchodzi i pozostawia mężczyźnie dzieci i dom na głowie. Chyba jest wtedy jeszcze gorze, bowiem kobieta w naturze ma to, że potrafi się bardziej zmobilizować, chociaz nawet okupywane jest to wielką rozpaczą, mężczyźni z reguły są miej pragmatyczni i natłok codzienności w domu niestety potrafi ich przytłaczać.
A jaki jest wniosek z tych moich rozważań? Otóż na pewno nikt, który staje na ślubnym kobiercu nie zakłada z góry, że ich małżeństwo jest tylko chwilowe.  Wtedy każdy z nich ma założone „różowe okulary” i optymistycznie patrzy na wspólną przyszłość, mimo, że często już z daleka widać pewne rozbieżności.
Ale panujący optymizm pozwala uwierzyć, że z nimi będzie inaczej, że dadzą sobie radę. Życie jednak z każdym dniem rozwiewa ten optymizm, coraz mniej jest wspólnoty pomiędzy takimi małżonkami, coraz mniej wspólnie rozmawiają,  coraz mniej mają wspólnych zainteresowań, wspólnych radości, coraz częściej warczą na siebie, szukając zawsze winy w tej drugiej osobie. Czy można temu zapobiec? Odpowiedzi można szukać już w decyzji, jaką podejmują decydując się na wspólną drogę. Czy do końca jesteś pewna, pewny, że ta druga osoba, którą tak praktycznie nie całkiem do końca znasz jest twoim przeznaczeniem, jest osobą, na którą zawsze będziesz móc liczyć i się nie zawiedziesz? A nawet jeżeli będą chwile, które was nawet na krótki moment rozdzielą, potrafisz wybaczyć i potrafisz poszukać kompromisu?
Zauroczenie miłosne trwa krótko, powinna potem pozostać prawdziwa przyjaźń między małżonkami, oparta na dobrych wspomnieniach, na chwilach wspólnego szczęścia, na cieszeniu się tym, co w życiu się ma, a nie na szukaniu odmian, które niestety najczęściej jawią się tylko ułudą.
Może dlatego jest tak mało tych wspaniałych, wiekowych małżeństw, które rozczulają człowieka, gdy na nich się patrzy.
Dawniej świat tak się nie spieszył, nie było też tej ciągłej walki o przetrwanie, jak teraz, może dlatego te dawne małżeństwa były takie bardziej stałe, niż te dzisiejsze???? Na pewno inaczej spostrzegamy świat, niż patrzyły na niego nasze babcie, nasi dziadkowie, którzy wydawali się bardziej odpowiedzialni, niż dzisiejsi ludzie, a może to jednak było lepsze, a może ktoś uzna, że teraz jest ciekawiej, że dawniej ich życie bywało nudne…
 To wszystko zależy od tego, jak ktoś pojmuje sens i wartości życia. A to pozostawiam do indywidualnego już rozważania.
A może te moje dzisiejsze indagacje są tylko przemyśleniami starej panny, nie pojmującej  sensu małżeństwa? Kto wie…..

Dzisiaj mamy już czwartek I jak to właśnie we czwartki bywa idę do pracy na popołudniową zmianę, już wiem, że mam rozpisane kilka badań, więc będzie to dzień pracowity!
Dzisiaj mija równy tydzień od mojego feralnego upadku, muszę zatem być bardzo ostrożna, by się znów jakas przygoda do mnie nie przyplątała.
Słowo o pogodzie? Jest do niczego, zimno i ponuro, okropnie ostatnio marznę, chyba nie mogę doczekać się już tego zbawiennego wpływu radosnego, wiosennego słoneczka.
Aha, odebrałam wczoraj paczkę z moją nową sukienką sweterkową, będę miała jak znalazł nową kreację na święta. Martwi mnie tylko, że sukienka jest dosyć krótka, nie jestem zwyczajna chodzić w sukienkach przed kolano, chyba jestem na to za bardzo wiekowa???????

Życzę miłego czwartku.