Wracałam wczoraj popołudniu z pracy autobusem linii 164. Gdy wsiadałam tłok był olbrzymi, trudno było znaleźć stojące miejsce, już o siedzącym nie wspominając. Podeszłam sobie do kącika z barierką, bo w taki sposób jest mi się najlepiej utrzymać na nogach, gdy autobus szarpie niemiłosiernie na boki, w przód i w tył. Dwoma rękami łatwiej poddaje się człowiek balansowaniu autobusem, chociaż przyznam, że zawsze mam z tym kłopoty, dosyć trudno jest mi na tych moich niepewnych nogach utrzymać równowagę, zwłaszcza, gdy dodatkowo jeszcze w głowie ma się kołowrotek. Ale nie o tym rzecz.
Tuż obok, na siedzeniu rozsiała się młoda, zgrabna dziewczyna, miała pewnie około 20 lat. Oczywiście nie wykonała żadnego gestu w celu ustąpienia mi miejsca, chociaż na pewno widziała, jak mną autobus miota. Zmierzyła mnie raz krótko okiem, a potem pilnie wypatrywała czegoś przez okno, kompletnie mnie ignorując. Zrobiło mi się przykro. Przypominałam sobie, że gdy byłam w jej wieku nigdy nie pozwalałam sobie na lekceważenie starszej osoby, zawsze miejsca jej ustępowałam. No cóż, pomyślałam, może jest zmęczona (w tym wieku??), może też ma jakiś niedowład nóg, nie czepiaj się Ewka. Ale nie, dziewczyna miała całkiem zgrabne i zdrowe nogi, które z nudów omalże co nie wywaliła na barierki. Na szczęście na następnym przystanku inna młoda osoba, ale wyraźnie bardziej dojrzalsza, poprosiła, bym sobie usiadła, co oczywiście z radością uczyniłam, trochę ze względu na pogodę stopy mi dokuczały. Dojechałam pod Cracovię, miałam wprawdzie w planie odpuszczenie tej dziewczynie jakiś uwag, ale nie, jednak nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i po prostu jej powiedziałam: „kiedyś też będziesz stara, też będzie ci niewygodnie jechać na stojąco, też będą bolały cię nogi, ale napotkasz w autobusie młodą, zdrową, siedzącą dziewczynę, która też cię zignoruje i nie ustąpi ci miejsca, też będzie udawać, że cię nie widzi. I życzę ci tego, bo jesteś za młodą osobą na to, żebyś wykazywała się takim strasznym brakiem empatii dla innych. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, nie wiem, czy chciała ze mną polemizować, a zresztą ja i tak musiałam już wysiadać. W każdym razie minę miała całkiem ogłupiałą, jakby mało rozumiejącą, czego właściwie od niej chcę.
Nie wiem, czy dobrze, czy źle zrobiłam, że zwróciłam jej uwagę, ale ktoś jednak tę młodzież pewnych życiowych zasad nauczać powinien. Skoro nie robią tego rodzice, rodzina, nauczyciele, niech usłyszą głos innych dorosłych, jak powinno się w życiu postępować. Zrobiłam jej tę uwagę całkiem dyskretnie, cichym głosem, zwróciłam się prosto do jej osoby, tak, że nikt w autobusie nie słyszał pomstującej baby „ach ta dzisiejsza młodzież, za moich czasów”….itd.
Bo faktycznie „za moich czasów” byłoby to nie do pomyślenia, żeby starsi stali, a młodzi rozsiadali się na siedzeniach, albo jeszcze gorzej, tak jak kiedyś mnie to spotkało, gdy na siedzeniu leżały siatki z zakupami, a młoda dziewczyna na moją prośbę, że chcę usiąść odpowiedziała mi bezczelnie „przecież nie będę siatek kładła na podłodze”. No nie, wystarczy tylko je potrzymać wtedy w rekach,( ja też tak robię, gdy ktoś stoi, biorę siatki do ręki i udostępniam siedzenie, obojętnie, czy jest to starsza, czy nie, osoba), bo miejsce w autobusie nie jest „towarowe”, a jednak „osobowe”, już nie wspominając, że było to miejsce przeznaczone dla inwalidy, a ja wtedy akurat miałam ważną kartę inwalidy grupy II z powodów zaburzeń ruchowych.
Niestety ważność takiej karty już mi się skończyła, a ja wciąż nie mogę się zmobilizować, aby znów stanąć przed Komisją Inwalidzką, do tego potrzeba znów zebrać całą masę badań. Ale w końcu muszę to zrobić, bo rzeczywiście inwalidką jestem. Co prawda nie ma z tego żadnych korzyści finansowych, z wyjątkiem może tej jednej, że Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne finansuje w 100 procentach darmowe przejazdy tramwajami i autobusami . Zawsze to jest oszczędność rzędu 138 zł na kwartał. No i dzięki takiej karcie mogę parkować na miejscach przeznaczonych dla inwalidów (tych z kopertą) i mam darmową strefę koło domu, gdybym miała swoje auto. Co prawda go nie mam, ale gdybym pojechała na przykład na zakupy z Magdą, czy kimś innym, a na parkingu dostępne byłyby tylko miejsca dla inwalidów, mogła by się Magda, czy inny kierowca tam zatrzymać, bez obaw, że zapłaci mandat.
Zresztą pewne znalazłabym i jeszcze kilka innych przywilejów dotyczących osób z taką karta, ale o czym tu teraz mówić, skoro wybieram się to załatwić już od trzech – czterech lat, a niektóre badania, które wcześniej zrobiłam straciły już pewnie aktualność. Chociaż wiadomo, że zmiany deformacyjne nigdy się nie cofają, raczej tylko z wiekiem się pogłębiają.
Wczoraj Ulka posłała mi kilka promyczków do Krakowa, ale te niestety gdzieś po drodze utknęły, może ktoś inny je wyłapał i wykorzystał?
U nas był wczoraj dzień wręcz o h y d n y , cały dzień siąpił deszcz, większy,albo mniejszy, albo była mżawka i przez to było całkiem chłodno.
Pewnie ja, ten zmarzlak, któremu ciągle jest zimno, nie wyjdę z mojego brązowego, ciepłego golfa szybciutko, może dopiero gdzieś około maja-czerwca zmienię go na bluzeczkę?
Oczywiście, wiadomo, że nie noszę go non stop, zaraz po przyjściu do domu go zdejmuję, podobnie jak i „wyjściowe”spodnie i przebieram się w cieplejsze domowe ciuchy i co 2-3 dni go piorę, aby pachniał świeżością. Ale go lubię i już. Niestety dzisiaj zapowiada się podobnie deszczowy dzionek, muszę koniecznie wypić dzisiaj Nimesil, by jakoś do pracy, a potem do domu szczęśliwie dojechać.
Dzisiaj muszę być w pracy bardzo wcześnie, bo otwieram przychodnię i zastępuję Jadzię, która pojechała sobie po świeży, górski oddech, w rejestracji, trochę jej nie zazdroszczę, bo pogoda spacerowa raczej nie panuje, a w deszczu spacery nie są zbyt miłe. W związku z tym musiałam dzisiaj bardzo wcześnie wstać, ale na szczęście o godzinie 6 rano już robi się całkiem prawie jasno. Fakt, gdy dzień jest deszczowy niezbyt przyjemnie się wstaje z ciepłego łóżeczka, ale skoro jest taki mus……..
Ale na szczęście jutro jest sobota, więc sobie odeśpię ten poranny dzisiejszy zryw do pracy.
Dobrego piątku Kochani, dobrego weekendu życzę. W najgorszym wypadku zawsze zamiast spacerków można się położyć, troszkę podrzemać, oglądnąć dobry film, czy przeczytać dobrą książkę. Przynajmniej przez weekend człowiek nie musi się nigdzie spieszyć.
Ale tak na wszelki wypadek bądźcie czujni, Diabeł nie śpi, tak wczoraj powiedział na miesięcznicy Jarosław, a ja mu wierzę.
Ostatnio tego diabła podobno widzieli, jak hasał po Krakowskim Przedmieściu :-)

