….. oczywiście nie może się obejść bez różyczek dla Ulki. To nie ważne, że Jej dzisiaj tutaj nie ma, że wojażuje gdzieś po świecie, ale niebawem wróci i pozbiera swoje róże do flakonu i będzie jej miło, że to one Ją właśnie powitają.
Ja i różyczki czekamy na Ciebie Ulu, a jak na razie życzymy Ci wspaniałej podróży, pełnej wspaniałych wrażeń, którymi na pewno potem z nami się podzielisz.
No a teraz z innej beczki: przeczytałam w necie wczoraj artykuł, do którego link poniżej załączam o zdrowotnym działaniu kaszy jaglanej. Sławny doktor Ksiądz Klimuszko poleca nawet specjalną, 10-cio dniową dietę oczyszczającą i odtruwającą właśnie opartą na bazie kaszy jaglanej i dodanych do tego różnych jarzyn, ale bez użycia ostrych przypraw. Dopuszcza też wersję na słodko, czyli kaszę jaglana z suszonymi morelami, z rodzynkami. Do tej diety wskazane jest picie kompotu z moreli i brzoskwiń surowych, lub suszonych, a wieczorem przed snem poleca do picia sok z cytryny z łyżeczką oliwy z oliwek.
Zresztą poczytajcie o tym sami, bo warto to wiedzieć. Po naciśnięciu tego linka, trzeba jeszcze potem koniecznie dodatkowo nacisnąć wiadomość poniżej szukaj
To tyle o tej diecie ciekawego mogłam napisać, myślę, że znajdę jakiegoś chętnego poplecznika do stosowania tej diety. Teraz, szczególnie przed przyjściem wiosny byłoby to wskazane, a potem dla przypomnienia można raz jeszcze ją zastosować, będzie akurat dobry ku temu czas, po świątecznym przejedzeniu wypadałoby nieco kiszeczki przeczyścić, prawda?
Obiecałam w poprzednim wpisie, że gdy tylko dostanę ten prezent – jajeczko od Elżuni, zaraz go uwidocznię w Blogu.
No i oto ono w całej okazałości, cacuszko!!!
To oznacza, że byłam wczoraj w gościnie u Eli, tyle razy się tam wybierałam, wreszcie jakoś udało mi się dojechać, chociaż przyznam, że pogoda wczoraj była tak okropna, tzw „pod zdechłym Azorkiem”, padał deszcz ze śniegiem na zmianę z drobniutkim śnieżkiem, wiało nieprzyjemnie i tak ogólnie było mokro, nawet miałam przez moment taki zamiar, żeby nie jechać na ten drugi koniec Krakowa, ale w końcu udało mi się pokonać lenistwo i jakoś się zmobilizowałam do tej podróży. I tu tylko wspomnę pewną hecę, która mnie spotkała, otóż po wyjściu z domu zauważyłam że na ul. Retoryka, czyli w miejscu tego feralnego ze snu o wypadku stała sobie…niebieska nyska, wypisz wymaluj, jak ta w moim śnie. O ty wstrętna, pomyślałam sobie, to ty byłaś sprawcą tego mojego niemiłego sennego wydarzenia, już ja ci pokażę, a potem sama ze siebie w głos się roześmiałam. Ale powinnam trochę swoje fobie jednak ograniczać, najpierw był lęk przed upadkiem na ulicy, teraz lęk przed potrąceniem przez auto……… Ale z drugiej strony cóż mi innego pozostało, jak nie uważać na siebie?
Zresztą i tak przy takiej pogodzie jaka była wczoraj trochę się mi niedobrze chodzi, mam nogi jakby więcej ociężałe, no i wracając już po ciemku też musiałam baczniej chodnik obserwować, niż za dnia, po prostu trochę gorzej wtedy widzę. Oj, prawda w tym jest, że pesel robi pewne spustoszenia w organizmie, zawsze coś nie końca dobrze funkcjonuje..
Ale i tak się nie poddaję i chwała mi za to, uparcie maszeruję przed siebie, pomału bo pomału, ale zawsze przed siebie. Jakie to jednak miłe uczucie móc poruszać się po mieście innymi środkami komunikacji, niż taksówki. No i o ile taniej.
Ela wykazała niesamowite empatię w stosunku do mnie, pilnowała telefonicznie moją drogę, aby dokładnie mi powiedzieć, kiedy mam wysiadać. Fakt, byłam tam po raz pierwszy i teren był dla mnie całkiem nieznany. Ale dzięki Jej telefonicznemu prowadzeniu mojej trasy trafiłam do niej bez trudu i nawet udało mi się w marę dobrze wydrapać na to prawie „podniebne” mieszkanie. Jednak winda w kamienicy, czy w bloku to bardzo dobry wynalazek . Ciekawe, kto wymyślił, że można budować wysokie bloki bez tak wygodnego urządzenia!.
Zostałam przez Elę poczęstowana wspaniałą, mięciusieńką bitką wołową, naprawdę sama rozpływała się w ustach. Posiedziałam u niej nieco ponad 2 godziny, ale już zaczynała się szarówka, w takie ponure dni jak wczorajszy, zmierzch szybciej zapada. Ale zdążyłam sobie oczywiście po drodze jeszcze zakupić kupon Lotto, zwabiła mnie kumulacja siedmiu milionów i…….oczywiście skończyło się na tym, że to był całkiem zbyteczny wydatek rzędu na szczęście tylko 4 złotych.
W dwóch losowaniach tylko jedna cyferkę dobrze obstawiłam, ja to naprawdę jestem anty szczęściara!!
Dzisiaj obudziło mnie piękne słoneczko za oknem, zgodnie nawet z prognozą, którą ogłosili, ale temperatura nie jest jakaś super zadowalająca, a, rano było tylko plus jeden stopnia Celsjusza, może gdy słonko dłużej poświeci, zrobi się ciut cieplej, ale prawdziwie wiosenna temperatura to jeszcze nie jest.
Za to obudziłam się z zapchanym katarem nosem, z drapaniem w gardle i z głową nadętą jak balon, iście przeziębienie mnie jakieś łapie, pewno i wczorajszy dzień do tego się przyczynił, chociaż byłam przecież cieplutko ubrana!!. No masz, choroba na same prawie święta??? – zgroza!!!
Muszę szybciutko zażyć aspirynkę i rutinoskorbin, żeby mnie ta „cholera” szybko opuściła. A kysz grypa, a kysz przeziębienie!!!!!!
Życzę wszystkim przemiłej i słonecznej środy, miłych chwil spędzonych w tym pięknie słonecznym dniu, a z Ulką jestem myślami gdzieś tam daleko, daleko, na wycieczce 🙂


