Start w mój nowy dzisiejszy wpis w blogu.
Ale to może także być i start w odliczaniu dniu do Świąt Wielkanocnych, albowiem jutro mamy już Palmową Niedzielę.
To oznacza, że zaczyna się ruch w domu, przedświąteczne porządki, zakupy, a potem ta krzątanina w kuchni.
Jak to dobrze, że jeszcze na razie nie zamknęli nam marketów, co nam niestety niechybnie grozi, ale przecież w niedzielę nie siedzi się non stop tylko w kościele, jest czas i na modlitwę i na spacer i na większe zakupy, na które w tygodniu nie wszyscy mają czasu. Przynajmniej ja tak myślę, a Wy?
No ale i dzisiaj i jutro wszelkie większe i mniejsze markety będą dokładnie oblężone, bo to najwyższa pora zaopatrzyć spiżarnie i lodówki w potrzebne wiktuały.
Spiżarnie, właśnie, teraz w blokach nie ma miejsca na taki wspaniały domowy zakątek, gdzie śmiało można było chować różne domowe zapasy od mąki i cukru począwszy, po mleka, śmietany i inne dobroci, a w okresie przedświątecznym różne łakocie, bakalie no i upieczone wcześniej baby i ciasta.
No i zawsze był złożony tam stos kartofli, które w zimnym pomieszczeniu świetnie się trzymały i nie „kwitły”, inne jarzynki i pachnące jabłuszka, a dziadkowie trzymali tam też gąsiory z winem, które w lecie wraz z żoną, lub sami przygotowywali z owoców. Ach, co to były za czasy, gdy nawet prawdziwa, gęsta śmietana, robiona z prawdziwego, nie UHT-ego mleka była wspaniała i pachnące, a te sercowate gomółki pysznego białego sera…aż się rozmarzyłam.
Bo tak naprawdę to wszystkie te obecne mleka, czy białe sery to tylko erzac, który pełen chemii zastępuje te naprawdę zdrowe produkty. Musiałby człowiek mieć prawdziwe gospodarstwo z kurkami, świnkami i krówkami, żeby móc się naprawdę zdrowo i ekologicznie odżywiać. A gdzie znajdziesz na to miejsce? Nawet nie każdy mieszka poza miastem i własne zdrowe jarzynki może sobie uprawiać, idzie więc do sklepu po „gotowce”
No ale w czasach dzisiejszych nie ma już spiżarni, no chyba, że jeszcze zachowały się one w dawno budowanych domach, dzisiaj królują wszędzie tylko lodówki. czasami lepiej, czasami gorzej zaopatrzone. Nie tak dawno popularne były jeszcze zamrażarki, gdzie w czasach kryzysu lądowały na gorsze czasy mięsne wiktuały. Kupowało się wtedy pół krowy, czy pół świni, ćwiartkowało i mięso leżało sobie spokojnie w takiej zamrażarce nawet pół roku, czasami dłużej.
O właśnie, gdy „zdobywało się” na przykład szynkę na święta, oczywiście całą, a nie w plasterkach, jak dzisiaj ją się sprzedaje, to wraz ze schabem, czy karczkiem czekała aż do świątecznych dni, bo przed świętami co prawda „rzucali” jakieś tam szynki, czy mięsiwo, ale przy tak dużym popycie i przy tak mizernych dostawach można było jej być pozbawionym. Cóż wtedy nawet i śmiertelna mortadela mogła na świątecznym stole szynkę zastępować, takie to były czasy i oby nigdy nie wróciły, chociaż przyznam, że tego się obawiam przy rabunkowo prowadzonej dzisiaj gospodarce.
Przy okazji przypomniała mi się taka rodzinna anegdotka, gdy raz spytałam moją siostrę, co zrobi z zamrażarką, gdy przyjdą już takie czasy, że nie trzeba będzie robić żadnych zapasów mięsnych, bo wszystko będzie można kupić od ręki. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i odburknęła: i tak będę miała zapasy z mięsa w zamrażarce.
No fakt, te czasy przyszły, że nie trzeba nic w większych ilościach zamrażać bo wszystko można na bieżąco w dowolnej ilości kupić, tym bardziej, że takie mięso jest jednak mniej smaczne niż mięso świeże.
Kiedyś pamiętam poszłam do domu mojego brata, gdzie brat z bratową przygotowywali poćwiartowaną świnkę właśnie do zamrażania i pamiętam zdziwienie mojej suni Tiny, która nagle stanęła pośród rozłożonego mięsiwa, była taka zdumiona ilością tych dobroci, że nawet nie odważyła się chapnąć ani kawałeczka mięsa, bo nawet nie wiedziała od czego by można było zacząć. Na szczęście w porę zorientowaliśmy, że jest ktoś chętny na mięsną konsumpcję i intruza zaciągnęliśmy do drugiego pokoju.
Ale za to jakie wspomnienia pozostały……….
No to wspominajmy te dobre, czy złe czasy, według, indywidualnego wyboru, ba każde dni, które minęły, miały swoje i dobre i złe strony,ale właśnie, one już minęły, a ważne są dni wg Marka Grechuty te, których jeszcze nie znamy……. I co one nam ciekawego przyniosą?
Miłej soboty wszystkim życzę, tym bardziej, że coraz bardziej robi się słonecznie i ciepło i coraz bardziej wokoło jest zielono.
Można więc sobie zaśpiewać radośnie….zielono mi……

