To jest wgląd na ul. Retoryka w Krakowie na zdj.1911roku. Zainteresowało mnie to zdjęcie, bo ową kamienicę tzw.Dom Egipski, wybudowany w roku 1983- 1986 jest usytuowana na rogu ul. Smoleńsk i Retoryka i od obydwóch stron są do niej bramy wejściowe, widzę na co dzień. Zbudowano ją na plecenie Józefa Kuleszy, właściciela zakładu kamieniarsko-rzeźbiarskiego przy krakowskim Cmentarzu Rakowickim, a zaprojektował go nieznany z imienia inżynier K. Lachnik.
Na przełomie lat 20. i 30. XX wieku budynek przebudowano na styl modernistyczny i większość zdobień zniknęła. Do tej pory zachowały się drewniane drzwi wejściowe z motywem łodyg lotosu i papirusu oraz opatrzone „ureuszami” dyski słoneczne i kilka detali wewnątrz budynku.
W roku 1898 urodził się w niej pisarz historyczny Karol Bunsch, a jego ojciec , profesor Szkoły Przemysłowej miał tan swoją pracownię i swoje mieszkanie.
Ulica Retoryka biegnie przez teren dawnej posiadłości, nazywanej Ossolińszczyzna bądź Retoryka. Na początku XVII wieku stał tu dwór; w połowie tego stulecia
Ossolińscy założyli tu jurdykę Retoryka, zniesioną w 1801 roku. 13 września Retoryka spalili Szwedzi.
Ulica wytyczona w 1833 na zachodnim brzegu rzeki Rudawy, obecna nazwa od 1890 Zabudowę rozpoczęto ok. 1887, pierwotnie na prawym brzegu rzeki. Lewy brzeg zajmowały początkowo stare, parterowe domy stojące bezpośrednio nad brzegiem rzeki, zasypanej na tym odcinku w latach1910-1912. Na miejscu zasklepionego koryta powstała zadrzewiona aleja rozdzielająca dwa trakty ulicy.
To tylko taki ciekawy rzut historyczny owego miejsca, dzisiaj z mojego oka spoglądam na ten dom na przeciwko, już całkiem unowocześniony, bez tego wspaniałego architektonicznego wis-usu, ale nadal jednak wspaniałego, spoglądam na te alejki niewielkich plantek, po których teraz spacerują ludzie i biegają pieski i podziwiam, że kiedyś tędy płynęła sobie po prostu rzeczka, a tam gdzie są mury po lewej i prawej jej stronie rzeczki, są teraz uliczne chodniki.
Gdy popatrzysz w górę tego zdjęci zobaczysz miejsce, gdzie dzisiaj znajduje się plac Kossaka ze słynnym dworkiem malarzy z tej rodziny, zresztą ten dom już całkiem podupadł w swoim wyrazie, niestety nie ma wciąż pieniędzy na jego renowację, chociaż rodzina Kossaków tak bardzo zasłużona była dla polskiego malarstwa. A potem, po lewej stronie owego przyszłego placu, znajduje się ul Zwierzyniecka, którą dochodzi się do ul Powiśle prowadzącą prosto na zamek królewski Wawel. Od ul Zwierzynieckiej przez Wisłę przerzucony został most, nazwany od dzielnicy, do której prowadzi Mostem Dębnickim. Ma on też swoją ciekawą historię, jak zresztą każde ze starszych miejsc Krakowa.
W latach 1887-1888w miejscu dzisiejszego mostu Dębnickiego wybudowano trój-przęsłowy most o konstrukcji kratowej na potrzeby powstającej wówczas kolei obwodowej. Oprócz torowiska, posiadał on także przejazd dla ruchu kołowego oraz chodnik dla pieszych.
W roku 1911 kolej obwodową zlikwidowano, a z mostu usunięto torowisko.
Most (podobnie jak inne mosty Krakowa) został wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie w styczniu1945r., w wyniku czego został przeznaczony do rozbiórki. Odbudowano go w dzisiejszym kształcie w roku1951według projektu Władysława Borusiewicza, Zbigniewa Wzorka i Stefana Serafina.
W1998 r. most poddano generalnemu remontowi, wyłączając go całkowicie z ruchu. Remontowany obiekt zastąpił składany most wojskowy Lajkonik który zlokalizowano tuż obok, a po zakończeniu prac remontowych zdemontowano.
Ten sam Dom Egipski od strony ul. Smoleńsk, zdjęcie nieco późniejsze.
A tu zdjęcie tej samej ulicy Retoryka z 1931roki już po zakopaniu kanałów, wybrukowana, przygotowana do plantacji Jest kolosalna różnica prawda?
W górnym lewym rogu znów widok na Kamienicę Egipską, na przeciwko której stoi już wybudowana kamienica, w której mieszkam.
To bardzo fajne uczucie, gdy jest możliwość cofnąć się w przeszłość i zobaczyć znajome na co dzień miejsca w czasie, gdy mnie jeszcze nie było na tym świecie.
A tak w ogóle wczorajszy dzień był dla mnie bardzo ciekawy. Zacznę od tego, że idąc do pracy podwórkami zapaliłam sobie papieroska. W pewnym momencie minęło mnie dwoje uczniaków, tak na oko mający około 10 lat. Jeden z nich wrócił się do mnie z uwagą: pani pali papierosy, więc wkrótce strzeli pani w kalendarz. Nawet się nie zdenerwowałam, stanęłam tylko i pomyślałam, że ten chłopak raczej nie chciał mi dokuczyć, on tylko wyraził swój pogląd, skądinąd pewnie i słuszny. No patrz Ewa, pomyślałam, on młody i mądry, ty stara i taka głupia, po co te świństwa właściwie palisz? Tylko czy to zdarzenie wystarczy na to, by to pozytywnie zmienić? Ciemno to widzę, już tyle podchodów w tym kierunku uczyniłam…..
Wczoraj w pracy miałam aż dwa przypadki dziwnych zbiegów okoliczności, związanych z datą urodzeń pacjentek.
Pierwsza moja pacjentka miała dokładnie ten sam dzień i miesiąc urodzin, co ja, czyli 22 kwietnia, z tym, że ona była młodsza ode mnie aż o 40 lat.
No fajnie, pomyślałam sobie, Włodzimierz Iljicz Lenin urodził się równo 80 lat przede mną, a ta pacjenta równe 40 lat później niż ja, czyli wynika z tego, że to była połowa tego, co dzieliło mnie wiekowo z Wielkim Wodzem. Dziwne, prawda? Powiedziałam jej o tym oczywiście, a ona uśmiechnęła się i powiedziała, to znaczy za jeden miesiąc i jeden dzień obie będziemy obchodziły swoje urodziny. Zgadza się, ale pomyślałam, że chętnie z nią datami jednak bym się zamieniła 🙂
Inna pacjentka też miała nietypową datę urodzin, mianowicie urodziła się 29 lutego. Czyli obchodzi pani urodziny co 4 lata, uśmiechnęłam się do niej, a ona mi odpowiedziała: tak właśnie było i w tym roku (mamy rok przestępny przecież), ale koleżanki z tej okazji nie omieszkały przy tym „wypomnieć” mi mojego wieku.
Tak niestety bywam pomyślałam, zresztą to też była całkiem jeszcze młoda dziewczyna, więc nie miała powodów do obaw o swój wiek. Gdybym ja tyle miała…..
Właściwie to już nic ciekawego w drodze powrotnej i później w domu się nie wydarzyło, o czym mogłabym wspominać. O nie, może tylko tak trochę się w autobusie rozweseliłam, gdy siedząc na przeciwko rozmawiającej przez telefon pani nagle Usłyszałam jej głos, do kogoś wołający : A gdzie jest ciotka??? Jak to gdzie?, pomyślałam, przecież siedzi na przeciwko Ciebie, Kobieto. Bo w całej mojej rodzinie właśnie wszyscy o mnie mówią Ciotka, może to niezbyt elegancki zwrot, ale się nie czepiam, tak się przyjęło i już tak pozostanie. Mówią w rodzinie Ciotka i już wszyscy wiedzą o kogo chodzi 🙂
Chyba to, że jednak wczorajszy dzień był raczej chłodny, z nieprzyjemnie wiejącym wietrzykiem, tak, że muszę przyznać, że idąc do pracy wcale mi to jakoś bardzo nie przeszkadzało, za to wracając z niej późnym popołudniem po prostu zmarzłam.
Coś ten początek wiosny jest z nami na bakier. Dzisiaj znów łzawo i znów całkiem zimno, jest najwyżej około 3 stopni Celsjusza, potem ma podobno nieco temperatura o kilka stopni podskoczyć do góry, ale czy się rozpogodzi??? Wątpię.
A jednak miłego wtorku życzę.


