Dzień tragiczny, nie tylko dla Jezusa, który poddał się woli Ojca i pozwolił się dać ukrzyżować. To dzień tragiczny dla nas wszystkich, gdyż w tym dniu myślimy o śmierci, o samounicestwieniu, na zawsze?
Jednak On przynosi nam dzisiaj nadzieję na życie wieczne, na zmartwychwstanie, podobnie jak i On zmartwychwstał, ale już nie dla żywych, ale dla Boga.
Jezus umarł jako człowiek, jakim jest każdy z nas, pełnym obaw przed zadawanym mu cierpieniem, przed poniżeniem, przed bólem nie tylko fizycznym, ale też i wielkim bólem psychicznym, gdyż zdawał sobie sprawę, że musi pożegnać się z tymi wszystkimi, których umiłował, przede wszystkich ze swoją ukochaną Matką. Czuł Jej ból, Jej cierpienie i udrękę, przez którą ona teraz musi przejść. I chociaż wiedział, wierzył głęboko w to, że te wszystkie straszne, złe godziny będą mu tam w Niebie wynagrodzone, jednak powaga tych ostatnich sromotnych dla Niego spędzonych chwil tu na ziemi była dla Niego bardzo trudna.
O tym właśnie mówi dzisiejsza Ewangelia, o miłości, o przebaczeniu o trosce o innych, aby w chwili, gdy staje się przed trudną sytuacją, nie myśleć tylko o sobie i swoich kłopotach, aby stłamsić w sobie to straszne ego, które na co dzień przecież w każdym człowieku tkwi i zwrócić się z miłością do tych, z którymi na co dzień wciąż jeszcze przebywamy zanim pozostawimy ich samotnie. Tak zawsze mamy mało czasu, ciągle gdzieś spieszymy, czasami odkładając ważne rodzinne dysputy na potem. A potem może zabraknąć już czasu, to właśnie teraz i tutaj jesteś komuś potrzebny.
Jezus był wspaniałym synem, na pewno bezgranicznie kochał swoją Matkę, chociaż bardzo często stawał przed wyborem : Matka, albo to, do czego został powołany.
A Ona cierpliwa była, wyrozumiała i zawsze Mu wybaczała, że może czasami nie może poświęcać Jej całej swojej uwagi, ale pełnia wiary pozwalała Jej ten czas przeżyć bez większych obaw aż do czasu, gdy przyszło Jej pożegnać się z ukochanym Synem, wystawionym teraz na wielką męczarnię, zakończoną śmiercią.
I teraz Ona stoi pod Krzyżem, na którym umiera Jej syn i cierpi wraz z Nim, jako Matka, której los własnego dziecka strasznej próbie poddany został.
Ale i teraz godzi się na może dla zwykłego człowieka niezbyt zrozumiałe Boskie wyroki, wie, że dzieje się coś naprawdę wielkiego, coś, co kiedy będzie zbawieniem dla wszystkich ludzi. Ale stoi i płacze, a my płaczemy wraz z Nią, właśnie dzisiaj, w Wielki Piątek, zwracając już swoje oczy w stronę Wielkiej Niedzieli, dnia Zmartwychwstania, dnia radości i uśmiechów, a przede wszystkim dni miłości, która została nam okazana.
Pamiętajmy dzisiaj szczególnie o tym wszystkim , o czym piszę, bo to nie są tylko puste słowa, one naprawdę płyną z głębi mojego serca.
Bo chociaż jestem człowiekiem marnym, zawsze mam szansę wstąpienia na tę lepszą drogę i naprawić to, co złego, najbliższym i innym ludziom wyrządziłam.
