Święconka

Koniec żalu i rozpaczy, dzisiaj nadchodzi czas radości. Każdy (no prawie każdy) bierze swój koszyczek pełen jajeczek i innych dobroci, oczywiście królować w nim musi baranek, kurczaczek i wielkanocna baba i idzie do kościoła, bu poświęcić wszystkie zawarte w nim produkty, które potem znajdą się na Wielkanocnym stole.

Błogosławieństwo żywności zgodnie z tradycją sięga VII wieku; z chlebem i jajkami odnotowane od XII wieku. I właśnie około XII wieku zwyczaj ten przywędrował do Polski. Potwierdzają to źródła z przełomu XIII i XIV wieku.
Obrzęd ujednoliciła reforma potrydencka w 1614 (w Polsce obowiązująca od roku 1631, wg rytuału piotrkowskiego).
Dawno temu pokarmy święcono w domach. Należało poświęcić to wszystko, co miało zostać spożyte podczas śniadania wielkanocnego, dlatego przygotowywano ogromne kosze z jedzeniem. W późniejszym czasie pokarmy święcono na powietrzu, pod krzyżami lub na placach. W XVIII wieku święcenie przeniesiono do świątyń.

Błogosławienie/święcenie potraw w tradycyjnej formie przetrwało do dnia dzisiejszego w południowej Austrii, na terytorium Słowenii oraz południowych Niemczech i, oczywiście, w Polsce oraz wśród emigrantów, którzy chętnie kultywują stare tradycje…

Początkowo święcono tylko chlebową figurkę baranka. Potem dodawano kolejno ser, masło, ryby, olej, pokarmy mięsne, ciasto i wino. Zestaw pokarmów zmieniał się, ograniczano ich ilość, aż pozostało tylko siedem:

  • chleb – symbolizuje Ciało Chrystusa,
  • jajko – odradzające się życie,
  • sól – oczyszczenie, samo sedno istnienia i prawdy,
  • ser – symbol zawartej przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody,
  • chrzan – siła i tężyzna fizyczna,
  • wędliny – miały zapewnić zdrowie i dostatek oraz płodność,
  • ciasto – symbol umiejętności i doskonałości.
Koszyczek, przykryty białą serwetką i ozdobiony bukszpanem, symbolizuje radość którą trzeba się dzielić. Dawny zwyczaj (praktykowany na wsi) nakazywał powracającym ze święconym obejście domu trzy razy, zgodnie ze wskazówkami zegara, co miało wypędzić złe moce z gospodarstwa.

Wczoraj u nas w domu było bardzo gwarno, bo już tradycją stało się to, że w Wielki Piątek przychodzą znajomi Moniki z dziećmi a także  i rodzina, by wspólnie pomalować wielkanocne pisanki. A potem wspaniałe, kolorowe leżą sobie w koszyku i cieszą nasze oczy.

Najstarsze pisanki pochodzą z terenów sumeryjskiej Mezopotamii. Zwyczaj malowania jajek znany był w czasach cesarstwa rzymskiego, wspominają o nim Owidiusz, Pliniusz Młodszy i Juwenalis. Na ziemiach polskich najstarsze pisanki, pochodzące z końca X wieku, odnaleziono podczas wykopalisk archeologicznych w pozostałościach grodu na opolskiej wyspie Ostrówek. Wzór rysowano na nich roztopionym woskiem, a następnie wkładano je do barwnika – łupin cebuli lub ochry, które nadawały im brunatnoczerwoną barwę. W procesie  chrystianizacji pisankę włączono do elementów symboliki wielkanocnej. Obecnie pisanki wykonuje się przed Wielkanocą. Mają symbolizować rodzącą się do życia przyrodę, a w chrześcijaństwie dodatkowo nadzieję wynikającą z wiary w zmartwychwstanie Chrystusa.

A dzisiaj, zaraz rano, jadę do Modlnicy, by tam wraz z Magdą i jej Najbliższymi obchodzić w bardzo kameralnym, rodzinnym gronie nadchodzące Święta Wielkiej Nocy. Nie będzie dziecinnej wrzawy i pisków, no chyba, że troszkę popiskiwania rozlegną się  w drugim dniu świąt, w Śmigusa Dyngusa, gdy będziemy ulegać tradycji i polewać się wodą. Ale wszyscy wiedzą, że Ciotka Ewa takiego polewania nie lubi, więc mam taką nadzieję, że to oblewanie będzie bardzo symboliczne.
Ale na wszelki wypadek w Poniedziałek Wielkanocny nie wystawię głowy poza nasz dom, bo wiadomo jak to jest na wsi, tam ta tradycja jest mocno zakorzeniona i można na prawdę zaliczyć niezłą kąpiel w zimnej wodzie. Ale o to będę dopiero się martwić za dwa dni.
Na razie, póki co, będę dzisiaj  przygotowywała swoją wersję sałatki jarzynowej bez majonezu i oczywiście będę piekła warzywny pasztet z kuskus. A to wszystko dla zdrowotności, aby zbytnio nie obciążać mojego biednego, chorego brzusia. Nie chcę z nim być w tym świątecznym okresie na bakier.

Zaczynam się więc zbierać do „podróży” – raptem 20-30 minut drogi, ale jednak troszkę ciuszków do przebrania trzeba wziąć ze sobą.
Życzę wszystkim przyjemnego dnia, wesołej i obfitej święconki i przede wszystkim słonecznej pogody i dobrej  już radosnej Wielkiej Soboty