Wesołego Śmigusa- Dyngusa

 

Oj sporo się dzisiaj wody poleje, sporo. Więc lepiej dzisiaj na siebie uważajcie, bo to przecież Lany Poniedziałek, czyli Śmigus Dyngus,
Można bez oporu polewać zimną wodą, gorze gdy się samemu mokrym pozostanie, ale co robić, tradycja, to tradycja, takie jej prawo.

Pierwszy dzień Świąt minął mi w całkiem miłej  atmosferze. Najpierw rodzinnie z Magdy Najbliższymi podzieliliśmy się jajeczkiem i zasiedliśmy do suto zastawionego stołu. Czego to na nim nie było i jajeczka i 3 rodzaje szyneczki, trzy pasztety, każdy inny: drobiowy, z dzika i oczywiście robiony przeze mnie pasztet warzywny z kuskus. Były też sałatki  i ciasta przeróżne, w sam raz to wszystko, czego mi jeść nie wolno. Ale było wesoło i to się najbardziej liczyło.
Po pysznym obiadku (ale sosik z borowików mnie kusił, trochę nim mięsko polałam, ale bez kapeluszy grzybów, które obficie w nim pływały) była chwila wytchnienia dla ciała i duszy. Oczywiście byłyśmy z Magdą, z  Jackiem i z Jasiem na cmentarzu u mojej siostry, gdzie zapaliłyśmy jej światła i pozostawiłyśmy  piękne żółte żonkile.
Po godzinie 17-stej byłam z wizytą u Maćka i jego żony w domu, oczywiście były też i Dziewczyny: Wika i Daria, która na święta z Zabrza przyjechała, oraz prze wesoły pies, a właściwie sunia,  Syberia, po prostu kawał czorta w psiej skórze, ile w niej energii, ile chęci do zabawy.
Co prawda trafiłam na obiadek, więc tak dla towarzystwa zjadłam kawałeczek piersi z kaczusi, chociaż wiedziałam, że jej właściwie jeść nie powinnam, toteż wyłuskałam  z niej tylko kawałeczek najchudszego mięska, no a potem trudno oprzeć się było kawałkowi sernika Eli, czy ciasta z białą czekoladą też jej roboty. Były pyszne!!!!!
Brzuszek potem odpowiednio i poburczał aż do późnej nocy, na szczęście rewolucji nie dokonał, widać, że też ze mną zawarł świąteczny pakt o nieagresji 🙂
Wracając późnym wieczorem od Maćka do Magdy domu podziwiałam pięknie zagwieżdzone niebo, które zapowiadało na dzisiaj przepiękną pogodę.
I rzeczywiście od samego rana cudnie słonko świeci ( a według wcześniejszych prognoz przedświątecznych dzisiaj miało padać), ale na trawnikach widać jeszcze jednak szron. Mam nadzieję, że troszkę się jednak ociepli, bo przecież muszę trochę czasu na tarasiku spędzić. Jeszcze nie jest tu bardzo zielono, ale już widać pąki na magnolii i na mniejszych krzewach. lada dzień wszystko pięknie i wiosennie wybuja. Następnym razem, gdy przyjadę na któryś weekend, będzie na pewno już  pięknie, a  wiosna pokaże się w całej swojej krasie.
Pozostanę tu  najpewniej do jutra rana i razem z Magdą pojedziemy stąd na Żabiniec i dopiero stamtąd wrócę do siebie do domu.
Ale wszystko wygląda na to, że jednak pożegnam się z zimową kurtką do jesieni??? Oby, chociaż nadchodzi kwiecień – plecień, co przeplata trochę zimy, trochę lata. Jeszcze różnie to może z tą pogodą być…………
Życzę miłego jeszcze świętowania, bo jutro powiemy : święta, święta i po świętach.
Ale to dopiero jutro.
Miłego Śmigusa –  Dyngusa