Święta, święta i po świętach

 

Niby frazes, ale jakże prawdziwy. Niestety, zawsze to co dobre to szybko się kończy.
Wszystko było dobre? Pewnie tak, no może prócz obżarstwa, któremu czasami ja też ulegałam, ale w małych ilościach, bo mój stróż – brzuch cały czas czuwał.
Tak więc pewno przez święta nie zagraża mi nadmiar kilogramów.
Ale za to trzeba powiedzieć, że pogoda nam dopisała, chyba po raz pierwszy od dawna nie było Świąt Wielkanocnych ze śniegiem, jak bywało w poprzednich latach, mimo, że właściwie w tym roku Wielkanoc była dużej  wcześniej w porównaniu z minionymi świętami.
No i zrobiła nam niespodziankę, jaką radosną niespodziankę. W Wielką Sobotę było jeszcze zimno, musiałam nosić jeszcze kurtkę zimową. Także w Wielką Niedzielę też jeszcze rano wiał chłodny wiaterek, potem niebo się wypogodziło, nasłoneczniło. Wczoraj też rano w Modlnicy był przymrozek, ale z każdą godziną było coraz cieplej.Słonko mocno świeciło, nawet udało mi się zrobić piękne zdjęcie zachodzącego słoneczka, które nawet dosyć długo utrzymywało się na nieboskłonie i dopiero o godz.18.30 zaczęło schylać się ku horyzontowi, co udokumentowałam zdjęciem w moim blogu powyżej.

A zapomniałam we wczorajszym moim blogu dodać, że w Wielką Niedzielę  przykicał do mnie Wielkanocny Zajączek, znaczy to, że jednak dobra ze mnie kobieta 🙂 Przykicał do domu Maćków i poprosił, by go oddali w dobre ręce Cioci Ewy. Oczywiście zaraz go przygarnęłam, będzie ozdabiać mój pokój.

A co robiłam wczoraj? Znów rodzinnie spędzaliśmy ten drugi dzień. Nawet udało mi się w sprytny sposób zapobiec oblaniu mnie wodą, bo naprawiłam pistolet wodny Jasia, który był okropnie zawiedziony, że ta nowa zabawka nie działa i potem, po mojej naprawie,  nie odważył się mnie już polać. Tylko parę kropel spadło na mnie z rąk Jacka, tak na szczęście, by mi się wiodło przez następny rok. Zresztą nie obyło się bez małego wypadku przy polewaniu, podłoga w przedpokoju była śliska i biedna Kamila upadła i uderzyła  nosem i buzią o posadzkę, więc automatycznie zabawa była już przerwana.
Późnym popołudniem przyszli do nas goście, moja siostrzenica, a kuzynka Magdy – Basia z mężem i z Matyldą i Leonem.
Siedzieliśmy kilka godzin  i wesoło sobie rozmawialiśmy, popijając Martini ( to panie) i pyszny jarzębiak (to panowie). Tylko biedna Basia jako przyszły kierowca musiała obejść się ze smakiem. Korzystając z naprawdę fajnej pogody chłopcy rozgrywali sobie mecze na trawie. Nawet Jasiek mi zaproponował, bym przystąpiła do nich i też piłkę sobie pokopała, ale jakoś nie dałam się jakoś  przekonać.  No ale nazajutrz wstawał już nowy dzień, więc goście musieli zbierać się do domu, a i gospodarze też pomału do snu się układać. Tylko oczywiście ja, nocny Marek jak zwykle dłużej pozostawałam na stanowisku.

Wczoraj dotarła do nas bardzo smutna wiadomość : zmarł ksiądz Jan Kaczkowski. Miał zaledwie 39 lat. Zajmował się głównie posługą kapłańską najpierw dla trudnej młodzieży, potem dla osób umierających, dawał im nadzieję, trwał przy nich i przeprowadzał przez granicę życia i  śmierci. Dzięki Jego pomocy zostało wybudowane Hospicjum w Pucku, którego został dyrektorem. Do końca był bardzo aktywnym człowiekiem, mimo, że beznadziejna choroba – glejak mózgu, rozwijała się w zastraszającym tempie. Nie poddał się jej, walczył do końca, niestety w dniu wczorajszym został przez ten nowotwór  pokonany.
Ostatnie miesiące Jego życia były bardzo pracowite, wiedząc, że Jego życie zbliża się ku końcowi, starał się wykorzystać z pożytkiem każdą daną mu godzinę życia, nie pokazywał swojego strachu przed śmiercią, tym swoim optymizmem starał się zarażać wszystkie chore osoby, pięknie opowiadając im o Bogu, o życiu tu na ziemi i tam na tym drugim lepszym świecie, do którego wszyscy dążymy.
To był naprawdę wspaniały Człowiek, wspaniały Kapłan, oddany swojej wierze, którą  w dobrym kierunku rozwijał, służył Ludziom i Bogu, szkoda tylko, że tak szybko od nas odszedł.
Niejeden Ksiądz powinien brać przykład z Jego osoby.
Odpoczywaj w spokoju Księże Janie, po trudach i cierpieniach tego świata zasłużyłeś sobie na wiekuiste szczęście u boku Najlepszego z Ojców.
Pozostaniesz w naszej pamięci jako wzór Dobrego Człowieka, Wspaniałego  Kapłana, jako posłańca , który niósł swoją osobą dobroć, pomoc i dobrą nadzieję

 

A ponieważ nieubłaganie już jest wtorek, święta stały się przeszłością, wracamy nieco rozleniwiani do swoich codziennych obowiązków.
Życzę wszystkim przyjemnej pracy i przyjemnego dnia. Sporo słonka, a nawet jeżeli gdzieniegdzie nawet pokropi, to dla budzącej się z zimowego snu przyrody będzie tylko pożytkiem, szybciej zrobi się najpierw zielono, a potem i kolorowo. I o to chodzi, bo wreszcie i nasze oczy nasycą się wiosenną aurą.