Naprawdę przyszła do mnie wiosna

Zapukała cichutko do drzwi i wręczyła mi bukiecik pączków żonkili.
Od razu wsadziłam je do wody, ustawiłam na stole i cieszyłam się, że tak miły gość do mnie zawitał.
Oczywiście tym miłym gościem był V.I.P., który wczoraj postanowił zrobić mi wiosenną niespodziankę, prawda, że to takie miłe?

Może nie powinnam pisać o papierosach, bo w końcu nie ma się czym chwalić, że je palę, ale chcę się podzielić pewną ciekawostką związaną z papierosami Vogi niebieskie z clickiem. Otóż można takiego papierosa palić w dwóch wersjach, tej podstawowej, z zapachem nikotyny, a jeżeli taka wersja się znudzi, wystarczy tylko nacisnąć zaznaczone na filtrze zgrubienie w postaci kropki i już mamy całkiem inny zapach papierosa, taki leśny, całkiem nawet przyjemny. Na początku miałam trudności z tym naciskaniem, bo to trzeba dokładnie trafić w tą grubszą kropkę, ale teraz już się przyzwyczaiłam i palę pół papierosa w wersji oryginalnej, a pół w wersji leśnej. Ot taki gadżet wymyślili, chociaż właściwie to powinni wymyślić taki smak, który by człowieka od papierosa odrażał.Tylko wtedy nie zarobili by na takiej produkcji i firma by upadła. Ciekawe, co by zrobili wtedy palacze, gdyby wszystkie monopole tytoniowe nagle padły, pewnie z musu trzeba by się oduczyć palenia? Muszę wysłać stosowną petycję do obecnego rządu, żeby wprowadzić prohibicję i na alkohol i na nikotynę.
Przecież ich zadaniem jest uszczęśliwianie wszystkich Polaków, więc może i ta ustawa by łatwo przeszła, nawet całej nocy na jej ustaleniu, a potem na podpisaniu przez PADa by nie było potrzeba.

Wczoraj w Krakowie odbył się wiosenny półmaraton Marzanny, w którym to maratonie oczywiście brał udział mój bratanek Łukasz. Nie znam dokładnie wyników wczorajszego biegu, ale widziałam zdjęcie Łukasza trzymającego puchar. Gratulacje Łukasz, wiem, że zawsze Rodzina może być z Ciebie dumna.
Dzisiaj zaczynamy ostatni przedświąteczny już tydzień, rozłożony pomiędzy pracą, a wzmożonymi robotami domowymi:  wiosenne porządki, świąteczne zakupy…. będzie teraz przez ten tydzień się działo, oj będzie.
Ale potem znów wszyscy domownicy i zaproszeni goście znajda czas, by usiąść wreszcie wspólnie za stołem i bez codziennego  pośpiechu wspólnie pobiesiadować sobie i porozmawiać. Znów będzie okazja poznać tę spójność rodzinną, na którą na co dzień zawsze brakuje czasu.

Szkoda tylko, że ta wiosna nie przyniosła nam jak na razie sporo słoneczka, przynajmniej w Krakowie jest dosyć ponuro, może się to zmieni?
Ula niestety jest za daleko, żeby do Krakowa takie wesołe promyczki podesłać mogła.
Dzisiaj mam zmianę popołudniową, jak to zwykle w poniedziałki bywa, więc mam jeszcze trochę czasu dla siebie.
Życzę przyjemnego poniedziałku, chociaż wiem z praktyki, jak trudno po weekendzie znów się zmobilizować, jedyną pociechą jest to, że ten następny weekend będzie nieco dłuższy.

Pierwszy dzień wiosny

Ta wyczekiwana, wypatrywana Pani Wiosna nareszcie do nas przyszła.
Witaj man miło Królowo – Wiosno i zostań z nami na długi, ciepły czas. Ciesz nasze oczy pięknie rozkwitającą przyrodą, napełnij nasze uszy pięknym śpiewem ptaków i ogrzej nasze zmarznięte ciała ciepłem słonecznych promyków słonka.

5.4.3.2.1……start

Start w mój nowy dzisiejszy wpis w blogu.
Ale to może także być i start w odliczaniu dniu do Świąt Wielkanocnych, albowiem jutro mamy już Palmową Niedzielę.
To oznacza, że zaczyna się ruch w domu, przedświąteczne porządki, zakupy, a potem ta krzątanina w kuchni.
Jak to dobrze, że jeszcze na razie nie zamknęli nam marketów, co nam niestety niechybnie grozi, ale przecież w niedzielę nie siedzi się non stop tylko w kościele, jest czas i na modlitwę i na spacer i na większe zakupy, na które w tygodniu nie wszyscy mają czasu. Przynajmniej ja tak myślę, a Wy?
No ale i dzisiaj i jutro wszelkie większe i mniejsze markety będą dokładnie oblężone, bo to najwyższa pora zaopatrzyć spiżarnie i lodówki w potrzebne wiktuały.
Spiżarnie, właśnie, teraz w blokach nie ma miejsca na taki wspaniały domowy zakątek, gdzie śmiało można było chować różne domowe zapasy od mąki i cukru począwszy, po mleka, śmietany i inne dobroci, a w okresie przedświątecznym różne łakocie, bakalie no i upieczone wcześniej baby i ciasta.
No i zawsze był złożony tam stos kartofli, które w zimnym pomieszczeniu świetnie się trzymały i nie „kwitły”, inne jarzynki i pachnące jabłuszka, a dziadkowie trzymali tam też gąsiory z winem, które w lecie wraz z żoną, lub sami przygotowywali z owoców. Ach, co to były za czasy, gdy nawet prawdziwa, gęsta  śmietana, robiona z prawdziwego, nie UHT-ego mleka była wspaniała i pachnące, a te sercowate gomółki pysznego białego sera…aż się rozmarzyłam.
Bo tak naprawdę to wszystkie te obecne mleka, czy białe sery to tylko erzac, który pełen chemii zastępuje te naprawdę zdrowe produkty. Musiałby człowiek mieć prawdziwe gospodarstwo z kurkami, świnkami i krówkami, żeby móc się naprawdę zdrowo i ekologicznie odżywiać. A gdzie znajdziesz na to miejsce? Nawet nie każdy mieszka poza miastem i własne zdrowe jarzynki może sobie uprawiać, idzie więc do sklepu po „gotowce”

No ale w czasach dzisiejszych nie ma już spiżarni, no chyba, że jeszcze zachowały się one w dawno budowanych domach, dzisiaj królują wszędzie tylko lodówki. czasami lepiej, czasami gorzej zaopatrzone. Nie tak dawno popularne były jeszcze zamrażarki, gdzie w czasach kryzysu lądowały na gorsze czasy mięsne wiktuały. Kupowało się wtedy pół krowy, czy pół świni, ćwiartkowało i mięso leżało sobie spokojnie w takiej zamrażarce nawet pół roku, czasami dłużej.
O właśnie, gdy „zdobywało się” na przykład szynkę na święta, oczywiście całą, a nie w plasterkach, jak dzisiaj ją się sprzedaje, to wraz ze schabem, czy karczkiem czekała aż do świątecznych dni, bo przed świętami co prawda „rzucali” jakieś tam szynki, czy mięsiwo, ale przy tak dużym popycie i przy tak mizernych dostawach można było jej być pozbawionym. Cóż wtedy nawet  i śmiertelna mortadela mogła na świątecznym stole szynkę zastępować, takie to były czasy i oby nigdy nie wróciły, chociaż przyznam, że tego się obawiam przy rabunkowo prowadzonej dzisiaj gospodarce.
Przy okazji przypomniała mi się taka rodzinna anegdotka, gdy raz spytałam moją siostrę, co zrobi z zamrażarką, gdy przyjdą już takie czasy, że nie trzeba będzie robić żadnych zapasów mięsnych, bo wszystko będzie można kupić od ręki. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i odburknęła: i tak będę miała zapasy z mięsa w zamrażarce.
No fakt, te czasy przyszły, że nie trzeba nic w większych ilościach zamrażać bo wszystko można na bieżąco w dowolnej ilości kupić, tym bardziej, że takie mięso jest jednak mniej smaczne niż mięso świeże.
Kiedyś pamiętam poszłam do domu mojego brata, gdzie brat z bratową przygotowywali poćwiartowaną świnkę właśnie do zamrażania i pamiętam zdziwienie mojej suni Tiny, która nagle stanęła pośród rozłożonego mięsiwa, była taka zdumiona ilością tych dobroci, że nawet nie odważyła się chapnąć ani kawałeczka mięsa, bo nawet nie wiedziała od czego by można było zacząć. Na szczęście w porę zorientowaliśmy, że jest ktoś  chętny na mięsną konsumpcję i intruza zaciągnęliśmy do drugiego pokoju.
Ale za to jakie wspomnienia pozostały……….
No to wspominajmy te dobre, czy złe czasy, według, indywidualnego wyboru, ba każde dni, które minęły, miały swoje i dobre i złe strony,ale właśnie, one już minęły, a ważne są dni wg Marka Grechuty te, których jeszcze nie znamy……. I co one nam ciekawego przyniosą?
Miłej soboty wszystkim życzę, tym bardziej, że coraz bardziej robi się słonecznie i ciepło i coraz bardziej wokoło jest zielono.
Można więc sobie zaśpiewać radośnie….zielono mi……

no i…..

 

 

 

 No i…… mamy piątek. Jaki to miły dzień tygodnia, prawda? 

No i……  stanęłam wczoraj na wadze i….oniemiałam. Jednak ta waga Moniki nie kłamie, na tej wadze, na której zazwyczaj się ważę też już ważę tylko 77 kg, czyli od operacji schudłam 47 kilogramów, od początku procesu odchudzaniu aż 58 kg, bardzo dużo, prawie drugie tyle, co moja obecna waga.
Ale ciekawe, od ostatniego mojego pobytu na Klinice Endokrynologicznej schudłam aż 7 kg, a przecież nie było to wcale tak dawno, bo jakieś nie całe 2 miesiące temu.
Widocznie dieta złożona z jedzonka gotowanego na parze wyraźnie służy mojemu procesowi zwalczania wagi. Nie wiem, jak długo jeszcze uda mi się chudnąć, najważniejsze tylko, żebym nie przytyła z powrotem, ale to raczej nie możliwe, bo mój brzuch dobrze stoi na straży diety, nie odpuszcza, gdy jest trochę za duża porcja. W każdym bądź razie moje wyliczone  BMI oznacza już nie otyłość, a nadwagę. No, ale jeżeli jeszcze schudnę „tylko” te 11 kg będę miała wagę prawidłową.
Ale by to była heca, co??
Wcale nic specjalnego nie czynię, po prostu nauczyłam się inaczej niż dotychczas jeść i co ciekawe, wcale mnie nie ciągnie do żadnych tłustych potraw, nawet, kiedy przechodzę koło stoisk z kebabami, frytkami, czy hot dogami muszę zatykać nos, bo takie jedzenie mi po prostu śmierdzi, zwłaszcza ten zapach wrzącego oleju doprowadza mnie do mdłości. Co do słodyczy, to czasami mam jakieś takie ciągotki, ale jeżeli już zjem kawałek czegoś słodkiego, np tortu czy domowego ciasta, to w naprawdę  bardzo malutkiej ilości, więcej mój żołądek nie przyjmuje, woła dosyć, veto, już mi takiego jedzenia nie dawaj.
Zresztą co jakiś czas smaki mi się zmieniają i jak jeszcze niedawno lubiłam kisiele, teraz do nich wcale zbytnio mnie nie ciągnie. Po jabłku zresztą też niezbyt szczególnie się czuję, za to wczoraj w ramach eksperymentu schrupałam surową marchewkę i….. zobaczę dopiero dzisiaj jaki tego będzie skutek.
Ale raczej nie powinnam jeść ani surowej marchewki, ani surowego jabłka. Na razie mam etap, że moim przysmakiem jest grzanka cienko posmarowana Ramą.
Wczoraj Zojka ściągała mi stare hybrydy z paznokci i zakładała nowe, znów co najmniej  2 tygodnie będę miała ładne paznokietki. Z tymi hybrydami to jest troszkę roboty, zaczynając od  zdejmowania starego lakieru, co wcale nie jest łatwe, bo trzeba każdy paznokieć osobno zawinąć w gazik, zamoczony w zmywaczu koniecznie z acetonem, a następnie we folię aluminiową i trzymać takie „srebrne szpony” około 10 minut. Wyglądałam z tymi acetonowymi okładami jak wampir Nosferatu. Po upływie 10 minut  trzeba wziąć patyczek i delikatnie zdrapywać stary lakier, co wcale nie jest aż takie łatwe, ale dopiero wtedy można zabrać się do zakładania nowych hybryd: oczywiście trzeba najpierw przypiłować paznokcie, potem specjalnym pilnikiem wypolerować
płytkę paznokcia i dokładnie zmyć specjalnym płynie. Potem daje się na paznokieć podkład i trzyma się w specjalnie do tego przeznaczonym osuszaczu, pod lampką, najpierw jedna ręka, potem druga ręka, na końcu dwa kciuki. Gdy lampki już zgasną można kłaść pierwsza warstwę lakieru, podobnie jak poprzednio, najpierw jedna ręka, potem druga, każdą osobno się wsadza pod lampkę, na koniec kciuki. Po wysuszeniu w podobny sposób kładzie się drugą warstwę lakieru, znów suszy i na to na koniec daje się utrwalacz i znów łapki wędrują kolejno pod lampkę. Na koniec raz jeszcze przemywa się każdy paznokieć tyn samym płynie, co na początku, aby usunąć ewentualne zabrudzenia, nie naruszając oczywiście lakieru. Tak więc jak widać, roboty przy tym kosmetycznym zabiegu jest sporo, ale za to jaki efekt…….
Tym razem Zojka wybrała mi kolor ciemno fioletowy, śliwkowy i bardzo mi się spodobał.
Pewnie, że można jeszcze powymyślać na takich paznokciach różne wzory, można posypać złotkiem, czy też tak, jak niektóre panie robią, można malować co drugi paznokieć w innym kolorze, ale ja wcale nie chcę żadnych takich udziwnień, wystarczy mi taki kolor, jaki mam. Takie „wynalazki” są dobre raczej tylko dla młodych  dziewczyn, a nie dla statecznych  pań w słusznym wieku.
Chociaż cholewka, wcale nie czuję, że tyle tych lat już mam, ciągle się czuję duszą taka młoda…..
Żeby tak zawsze można być młodym, pięknym, zdrowym i do tego mądrym i mieć zawsze wspaniały humor…..

Wczorajszy dzień był tak pięknie wiosenny, była nareszcie ciepło, słoneczko grzało, ptaszki wesoło świergoliły, aż miło było z domu wychodzić.
Dzisiejszy dzionek zapowiadają podobny, niech więc będzie też śliczny i ciepły.
A że to w końcu jest piąteczek, dołączam też  śliczne wiosenne zdjęcie  kwiatuszków 

MIŁEGO PIĄTKU KOCHANI!!!!!!!

News dnia

Wielki, milionowy  marsz poparcia.
Bez komentarza!!!!!!

Nareszcie pogoda się nam zreflektowała i zrozumiała, że to już za 3 dni wiosna będzie królowała nam na co dzień.
Z wielką radością pójdziemy topić Marzannę, niech zła zima wreszcie idzie sobie do morza.
Co prawa na pewno jeszcze czasami zima będzie miała na odchodnym sypnąć lekkim śnieżkiem, ale to są jej ostatnie podrygi.
Stanowczo od niej się odwracamy, niech spokojnie sobie poczeka a listopadowo- grudniowe dni.
NY CHCEMY JUŻ WIOSNĘ!!!!! A kto chce jeździć na nartach musi w Alpy pojechać, tam zima wciąż jeszcze trwa!!!
Po tej przedwczorajszej szarudze i po wczorajszym nieco ponurym , ale łamanym od czasu do czasu dniu, dzisiejszy wydaje się wprost cudowny, aż znów się chce żyć!!!
Wczoraj z Magdą snułyśmy już wielkanocne plany, bo to najwyższa ku temu pora, tym razem jednak nie wyjeżdżamy nigdzie daleko  za Kraków, będziemy je spędzać w Modlnicy. Mam nadzieję, że w niedzielny wielkanocny poranek nie obudzi mnie, jak zeszłego roku, śnieg……
Dzisiaj rano, tak z ciekawości zmierzyłam sobie kurtkę dżinsowa, w którą jeszcze całkiem niedawno jeszcze się nie dopinałam, no i….wiadomo, leży, jak na mnie uszyta. Czyli jednym słowem nadal pomału tracę te kilogramy (dzisiaj mam zaplanowane ważenie się), mimo, że wcale aż tak usilnie do tego nie ciągnę.
Co prawda od pewnego czasu moje kłopoty z brzuchem nieco się uspokoiły, ale……od czasu do czasu mam taki dzień, w którym bardzo często muszę odwiedzać toaletę , ale potem  znów mam  kilka dni spokoju . Widać raz na jakiś czas kiszki same od siebie muszą się przeczyścić. Tak zresztą było i podczas  wczorajszego wieczora, aż do 3 w nocy. Niestety, muszę się do tego przyzwyczaić i muszę to zaakceptować. Ale przynajmniej znam przyczynę moich perturbacji i już wszelakie pomyły o chorobie nowotworowej, której jednym z objawów są właśnie biegunki, porzuciłam.
No a poza tym nic ciekawego nie dzieje się wokół mnie, wszystko jest takie same, nawet polityka też się wybitnie jakoś  nie zmienia, chociaż nawet nie tylko Unia, ale i Waszyngton mają wielkie zastrzeżenia dla dzisiejszych polskich władz, czego mieliśmy wczoraj aż dwa przykłady: po pierwsze Komisja Budżetowa PE źle oceniła i nie przyjęła kandydatury Europosła PIS Janusza Wojciechowskiego, którego uznali za niewiarygodnego  i stronniczego. Spory afront spotkał też i prezydenta Dudę, któremu prezydent USA Barack Obama odmówił prywatnej audiencji podczas IV szczytu Bezpieczeństwa Narodowego. Ciekawe, czy te dwa fakty dadzą Kaczyńskiemu coś do myślenia, chociaz ten już ogłosił, że Wojciechowski, mimo świetnego przygotowania  nie dostał  oczywiście należnego mu stanowiska przez złośliwe i negatywne głosowania Europosła Róży Thun i Julii Piterę Tak to jest, gdy nie widzi się, lub ręcz udaje się, że nie widzi własnych błędów i ogarniętym jest się do tego wizją spisków i układów. Ale Kaczyński już jest za stary, by się zmienił, jest niereformowalny!!!
Miało nie być o polityce, ale tak jakoś sam się temat mi narzucił.

No i smutna wiadomość z ostatniej chwili : zmarł następny wspaniały aktor, Marian Kociniak, niezastąpiony  Franek Dolan z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, ale także z wyśmienitych ról w innych filmach i serialach, a przede wszystkim z teatralnej sceny, na której z taką pasją i oddaniem występował.
CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI [*]

a ponieważ dzisiaj mamy środę…..

 

….. oczywiście nie może się obejść bez różyczek dla Ulki. To nie ważne, że Jej dzisiaj tutaj nie ma, że wojażuje gdzieś po świecie, ale niebawem wróci i pozbiera swoje róże do flakonu i będzie jej miło, że to one Ją właśnie powitają.
Ja i różyczki czekamy na Ciebie Ulu, a jak na razie życzymy Ci wspaniałej podróży, pełnej wspaniałych wrażeń, którymi na pewno potem z nami się podzielisz.

No a teraz z innej beczki: przeczytałam w necie wczoraj artykuł, do którego link poniżej załączam o zdrowotnym działaniu kaszy jaglanej. Sławny doktor Ksiądz Klimuszko poleca nawet specjalną, 10-cio dniową dietę oczyszczającą  i odtruwającą właśnie opartą na bazie kaszy jaglanej i dodanych do tego różnych  jarzyn, ale bez użycia ostrych przypraw. Dopuszcza też wersję na słodko, czyli kaszę jaglana z suszonymi morelami, z rodzynkami. Do tej diety wskazane jest picie kompotu z moreli i brzoskwiń surowych, lub suszonych, a wieczorem przed snem  poleca do picia sok z cytryny z łyżeczką oliwy z oliwek.

Zresztą poczytajcie o tym sami, bo warto to wiedzieć. Po naciśnięciu tego linka, trzeba jeszcze potem koniecznie dodatkowo nacisnąć wiadomość poniżej szukaj

https://ostropestplamistyblog.wordpress.com/2016/03/14/kuracja-z-kaszy-jaglanej-wedlug-ojca-klimuszko/

 To tyle o tej diecie ciekawego mogłam napisać, myślę, że znajdę jakiegoś chętnego poplecznika do stosowania tej diety. Teraz, szczególnie przed przyjściem wiosny byłoby to wskazane, a potem dla przypomnienia można raz jeszcze ją zastosować, będzie akurat dobry ku temu czas, po świątecznym przejedzeniu wypadałoby nieco kiszeczki przeczyścić, prawda?

 

Obiecałam w poprzednim wpisie, że gdy tylko dostanę ten prezent – jajeczko od Elżuni, zaraz go uwidocznię w Blogu.
No i oto ono w  całej okazałości, cacuszko!!!
To oznacza, że byłam wczoraj w gościnie u Eli, tyle razy się tam wybierałam, wreszcie jakoś udało mi się dojechać, chociaż przyznam, że pogoda wczoraj była tak okropna, tzw „pod zdechłym Azorkiem”, padał deszcz ze śniegiem na zmianę z drobniutkim śnieżkiem, wiało nieprzyjemnie i tak ogólnie było mokro, nawet miałam przez moment taki zamiar, żeby nie jechać na ten drugi koniec Krakowa, ale w końcu udało mi się pokonać lenistwo i jakoś się zmobilizowałam do tej podróży. I tu tylko wspomnę pewną hecę, która mnie spotkała, otóż po wyjściu z domu zauważyłam że na ul. Retoryka, czyli  w miejscu tego feralnego ze snu o wypadku stała sobie…niebieska nyska, wypisz wymaluj, jak ta w moim śnie. O ty wstrętna, pomyślałam sobie, to ty byłaś sprawcą tego mojego niemiłego sennego wydarzenia, już ja ci pokażę, a potem sama ze siebie w głos się roześmiałam. Ale powinnam trochę swoje fobie jednak ograniczać, najpierw był lęk przed upadkiem na ulicy, teraz lęk przed potrąceniem przez auto……… Ale z drugiej strony cóż mi innego pozostało, jak nie uważać na siebie?
Zresztą i tak przy takiej pogodzie jaka była wczoraj trochę się mi niedobrze chodzi, mam nogi jakby więcej ociężałe, no i wracając już po ciemku też musiałam baczniej chodnik obserwować, niż za dnia, po prostu trochę gorzej wtedy widzę. Oj, prawda w tym jest, że pesel robi pewne spustoszenia w organizmie, zawsze coś nie końca dobrze funkcjonuje..
Ale i tak się nie poddaję i chwała mi za to, uparcie maszeruję przed siebie, pomału bo pomału, ale zawsze przed siebie. Jakie to jednak miłe uczucie móc poruszać się po mieście innymi środkami komunikacji, niż taksówki. No i o ile taniej.
Ela wykazała niesamowite empatię w stosunku do mnie, pilnowała telefonicznie moją drogę, aby dokładnie mi powiedzieć, kiedy mam wysiadać. Fakt, byłam tam po raz pierwszy i teren był dla mnie całkiem nieznany. Ale dzięki Jej telefonicznemu  prowadzeniu mojej trasy trafiłam do niej bez trudu i nawet udało mi się w marę dobrze wydrapać na to prawie „podniebne” mieszkanie. Jednak winda w kamienicy, czy w bloku to bardzo dobry wynalazek . Ciekawe, kto wymyślił, że można budować wysokie bloki bez tak wygodnego urządzenia!.
Zostałam przez Elę poczęstowana wspaniałą, mięciusieńką bitką wołową, naprawdę sama rozpływała się w ustach. Posiedziałam u niej nieco ponad 2 godziny, ale już zaczynała się szarówka, w takie ponure dni jak wczorajszy, zmierzch szybciej zapada. Ale zdążyłam sobie oczywiście po drodze jeszcze zakupić kupon Lotto, zwabiła mnie kumulacja siedmiu milionów i…….oczywiście skończyło się na tym, że to był całkiem zbyteczny wydatek rzędu na szczęście tylko 4 złotych.
W dwóch losowaniach tylko jedna cyferkę dobrze obstawiłam, ja to naprawdę jestem anty szczęściara!!
Dzisiaj obudziło mnie piękne słoneczko za oknem, zgodnie nawet z prognozą, którą ogłosili, ale temperatura nie jest jakaś super zadowalająca, a, rano było tylko plus jeden stopnia Celsjusza, może gdy słonko dłużej poświeci, zrobi się ciut cieplej, ale prawdziwie wiosenna temperatura to jeszcze nie jest.
Za to obudziłam się z zapchanym katarem nosem, z drapaniem w gardle i z głową nadętą jak balon, iście przeziębienie mnie jakieś łapie, pewno i wczorajszy dzień do tego się przyczynił, chociaż byłam przecież cieplutko ubrana!!. No masz, choroba na same prawie święta??? – zgroza!!!
Muszę szybciutko zażyć aspirynkę i rutinoskorbin, żeby mnie ta „cholera” szybko opuściła. A kysz grypa, a kysz przeziębienie!!!!!!

Życzę wszystkim przemiłej i słonecznej środy, miłych chwil spędzonych w tym pięknie słonecznym dniu, a z Ulką jestem myślami gdzieś tam daleko, daleko, na wycieczce 🙂

 

 

 

 

 

w odwiedziny

 

Na dzisiaj plany mam dosyć bogate, najpierw oczywiście ten najważniejszy punkt programu czyli poranna praca, a potem jadę w odwiedziny do Eli, koleżanki, z którą byłam ostatnio w szpitalu.
specjalizuje  się Ona w kulingu, czyli w robieniu różnych pięknych ozdóbek z odpowiednio złożonych kolorowych papierków. To wymaga dużego skupienia, cierpliwości i precyzji, których to cech niestety nie posiadam, więc nawet nie myślę o robieniu czegoś tak ładnego.
Ale wiem, że wiele moich koleżanek z Face Booka, jak np Ewa,  Stasia, czy Wandzia też się  wyrobem takich ozdób parają, a potem pokazują swoje dzieła na swoich stronach.  Może i chciałabym też pochwalić się swoimi dziełami, cóż, skoro  zdecydowanie zabrakło mi talentu w tym kierunku?
 Ten zajączek na górze to jeszcze nie dzieło Eli, ale wiem, że w prezencie Ela przygotowała mi jajeczko Wielkanocne do koszyczka, jak tylko go otrzymam, zaraz nim się tutaj pochwalę.
Już wczoraj  przygotowałam sobie kolorowe papierki, które wiozę Jej w prezencie, żeby o nich nie zapomnieć od razu spakowałam je wieczorem  do torebki.
To będzie bardzo daleka podróż, bo Ela mieszka na drugim końcu Krakowa, jeszcze za Prokocimiem, prawie już niedaleko Wieliczki. Będę więc musiała jechać do niej dwoma autobusami, a z przystanku, na którym wysiądę (ostatni przed pętlą) jest już podobno niedaleko. Najgorsze jest to, że mieszka Ona w bloku na czwartym piętrze, oczywiście blok jest bez windy i będę musiała spindrać się bardzo wysoko po nieskończonej ilości schodów. A wejście po schodach to są dla moich kolan naprawdę prawdziwe „schody”!!!. Ale mam nadzieję, że jakoś je pokonam, no chyba, że spotkam jakiegoś księcia, który to piórko Ewusię na własnych rękach wniesie na samą górę, hi, hi. Czasami cuda się zdarzają, ale raczej na ten cud akurat nie mogę na pewno liczyć!!! Na całe szczęście powrót do domu będzie o wiele łatwiejszy, bo już nie będę musiała się przesiadać,  już tylko jednym autobusem dojadę w pobliże mojego domu.

A tak właściwie to nic specjalnego się wczoraj nie działo, jak to w poniedziałki bywa.
Może tylko tyle, że wreszcie wczoraj nam pięknie słoneczko zaświeciło i to wcale nie tylko na chwilkę, ale świeciło pięknie przez cały dzień, co nie oznacza wcale, że było ciepło, o nie, wiaterek, co prawda nie duży, ale był jednak chłodnawy i kto się wczoraj wyletnił, patrząc tylko za okno, a nie na termometr, to chyba się lekko rozczarował. Na szczęście ja oczom nie dowierzam i konsultuję się w sprawie temperatury za oknem z termometrem, więc zawiedziona raczej nie byłam, wciąż jednak z ciepłych swetrów jakoś wyjść nie potrafię, ale co to jest tylko te 7 – 8 stopni ciepła?
Jakoś szczęśliwie udało mi się wczoraj  dojść do i z pracy, bez żadnych zbędnych przygód, ale wczorajszy sen tak mocno sobie zapamiętałam, że przy każdym przekroczeniu ulicy powtarzałam sobie :  „uważaj na niebieską nyskę, uważaj na niebieską nyskę”, na szczęście jakoś ona na horyzoncie mi się nie pokazywała.

O polityce nie chce mi się pisać, tylko wspomnę, że na 10 kwietnia PIS przygotowuje milionowy, albo nawet dwumilionowy marsz poparcia dla rządu. Znów tych biednych ludzi będą z nawet najdalszych zakamarków Polski  ściągać siłą do stolicy tylko po to, aby pokazać, że ich manifestacja jest góra nad tą KODOwską. Ciekawe, ile będą płacić „od łebka” swoim zwolennikom i czy potem nakarmią ich w podzięce wojskową grochówką. Już Macierewicz, jako szef MON-u powinien się o to postarać!!!!
A swoją drogą, po raz któryś katastrofa smoleńska będzie wykorzystywana do niecnych partyjnych planów, to nie ładnie, nie wiem, czy by się tym „poległym” jak to mówi o nich  Macierewicz spodobało się, że ich śmierć jest mottem istnienia partii Pis? Pamiętajmy, tam zginęli nie tylko pisowcy, tam zginęło mnóstwo osób nie związanych w żaden sposób z tą partią. Ale nic na to nie poradzimy.
Można tylko się cieszyć, że wszystkie akcje protestacyjne, które dotąd  przeprowadzał i będzie jeszcze nadal przeprowadzać KOD są całkiem spontaniczne, ludzie z własnej i nieprzymuszonej woli spotykają się, by pokazać rządowi, że źle w Polsce się dzieje, że Polacy nie zgadzają się na taką „dobrą zmianę”, którą im PIS zafundował, a ta „wspaniała” akcja PISU będzie po prostu wymuszeniem na części społeczeństwa udziału w demonstracji, zupełnie, jak za dawnych PRL-owskich czasów, na przykład przymusowy był udział w pierwszomajowych pochodach, czy wymuszana była, szczególnie na młodzieży, obecność przy powitaniach oficjeli  przyjeżdżających do nas z zaprzyjaźnionego Związku Radzieckiego. No może część osób, tych najbardziej fanatycznych  rzeczywiście weźmie udział w tej manifestacji z powodów „potrzeby ducha” i troski o życie wieczne, jak im to tłumaczy Ojciec Rydzyk bo tylko ci, co popierają PIS do nieba się dostaną i żywot wieczny w Raju prowadzić będą, a reszta pójdzie na potępienie wieczne, do  ognia piekielnego, gdzie będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów.  A właśnie ta reszta  zmuszanych do brania udziału w marszu poparcia z różnych innych, nie religijnych, a często i socjalnych powodów,   to będą po prostu ofiary  pisizmu. Czy więc jestem w błędzie porównując tamte i te czasy????? Kiedyś też wiele osób popierało jedną słuszną partię PZPR, wcale do końca do niej przekonana. Analogia więc sama  na myśl nam się narzuca …………
Wczoraj w TVP Info „naczelnik” państwa, czyli szeregowy poseł Kaczyński, wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie żadnych ustępstw w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, który to właśnie Trybunał, na czele z prezesem Rzeplińskim …..złamał Konstytucję na jakimś tam spotkaniu przy kawie i ciasteczkach, bo trudno to nazwać było sesją Trybunału  (oczywiście wg Kaczyńskiego i Spółki z OO) Według szeregowego posła Kaczyńskiego to wcale nie Pis, teraz łamie Konstytucje i stawia się przeciwko racji stanu  Polski, to ci niedobrzy, podstępni sędziowie z Trybunału, kierowani złymi intencjami, podburzani przez bankierów, KOD i wrogie siły anty polskie, a nawet i przez ….diabła, o czym niedawno wspominał na Krakowskim Przedmieściu podczas obchodów następnej katastrofy smoleńskiej.  Czyli jednym słowem mamy sytuację patową :  Kaczyński kontra Polacy, Kaczyński kontra cały świat.
Do czego to doprowadzi?…………….

A miała nie być poruszana sprawa polityki…….

A dzisiaj? Dzisiaj znów jest i ponuro i chłodno, jakoś nie zanosi się, by słonko wyjrzało zza grubych, ponurych chmur. A noże zrobi nam jednak dzisiaj miłego psikusa i zaświeci chociaż troszeczkę???
Miłego wtorku Kochani, wiosna coraz bliżej, Święta Wielkanocne też, jeszcze tylko nie całe 2 tygodnie!

odliczanie



 

Drugi odcinek serialu „Bodo” był może ciut ciekawszy, ale w sumie nudnawy i za długi, śmiało można by z tego odcinka pół scen wyrzucić.
Ale cóż może być ciekawego w czyjejś biografii? Młody Królikowski gra może i nawet nieźle, chociaż nieco niemrawo, poczekam, aż zastąpi go w następnych odcinkach inny aktor   Tomasz Schuchardt, może ożywi trochę akcje odcinków. Przyznam, że nie znam tego aktora, pewnie to też jakaś „nowość” jak ongiś właśnie Bodo, a potem wielu innych młodych, którym jednak udało się zaistnieć w aktorstwie.
Ogólnie mówiąc nie jestem wcale zachwycona tym serialem, może zbyt wielką reklamę mu zrobili i stąd to moje rozczarowanie, może tylko chwilowe?

A do wiosny tylko jeszcze sześć dni, sześć bardzo długich dni, tak to zwykle bywa, gdy na coś się czeka, gdy niecierpliwie czegoś się wyczekuje.

Ale niech no tylko przyjdzie  O  N  A  –  W  I  O  S  N  A  !!!  I powiem jej wtedy słowami piosenki: wiosna, wiosna, wiosna, ach to TY !!!!

Muszę teraz szczególnie uważać na ulicy, bo nad ranem śniło mi się, że na pasach potrąciła mnie niebieska nyska. Musiałam się zmobilizować, bo mimo, że porządnie oberwałam w bok, udało mi się uciec na pobocze przed następny nadjeżdżającym szybko autem. Czyżby ten sen miał być proroczy, nie daj Panie Boże? Kiedyś, śniło mi się, że się wywaliłam na ulicy i potem tak niestety się stało. Niby auta uważają  na przejściach na przechodniów i się zatrzymują, ale zawsze jakiś wariat znaleźć się może, któremu tak się będzie spieszyło, ze pogoni tych nieznośnych przechodniów na pasach. Właściwie to mam tylko dwa takie przejścia bez świateł, jedno koło mnie na ul Piłsudskiego, drugie w drodze powrotnej, gdy muszę przejść na drugą stronę ul. Prądnickiej do przystanku. Obie ulice są niestety bardzo ruchliwe, więc zawsze takie niebezpieczeństwo grozi. Na szczęście w drodze powrotnej, już koło domu mam przejście ze światłami, tam człowiek jest pewniejszy, chociaż jak pisałam, zawsze jakiś nadgorliwy lub pijany kierowca może zagrozić bezpieczeństwu. Uczona mnie kiedyś, w dawnych latach, że trzeba najpierw popatrzeć w prawo, potem w lewo, znów w prawo i pomału, ale stanowczo przechodzić. Po ulicy Piłsudskiego dodatkowo jeszcze jeździ tramwaj, ten niestety nigdy nie zatrzyma się w ostatniej chwili, więc ostrożność jest tym bardziej wskazana.
I powiem sobie tak, jak w tym kawale: Babciu, na zebry, na zebry, a babcia na to, panie, nie na zebry, ja już mam emeryturę 🙂

Nie wiem, czy ten sen, czy trochę niedomagania brzuszne nie pozwoliły mi wcześnie rano wstawać, dlatego ten blok pisze już dosyć późno, zaraz będę do pracy wychodziła. A tu niespodzianka, za oknem milutko, w miarę cieplutko i słonko nawet świeci…….
Zawsze jest nadzieja, że to jednak będzie dobry dzień i nawet moja nieco skołowana głowa przestanie mi dokuczać.

No to miłego poniedziałku życzę, bo jaki poniedziałek, taki i podobno cały tydzień nastąpi. Dużo słoneczka!!
P.S.cieszę się, że Ula, która dzisiaj wyjechała na wycieczkę będzie miała ładną chociaż pogodę, czego Jej życzę z całego serca!
BON VOYAGE ULU!!!!!!

niedziela z życzeniami

Dla wszystkich Krystynek i Bożenek najlepsze życzenia imieninowe, by zawsze były radosne, uśmiechnięte i szczęśliwe, jak te kwiaty na moim blogu.
Krystyna i Bożena to bardzo popularne imię, wiem, że na pewno któraś z dzisiejszych Solenizantek dzisiaj mnie tu odwiedzi, niech będzie Jej miło, że i o Niej pamiętam!!!

Ostatnio muszę przyznać, że całkiem dobrze się wysypiam, wstaję dosyć późno, bo około dziewiątej, dobrze, że to były dni wolne od pracy, ale jutro też mogę pospać trochę dłużej, bo idę dopiero na popołudniową zmianę, kiedyś chyba trzeba odespać te wszystkie zaległości, tym bardziej, że łzawa pogoda za oknem spaniu sprzyja. Może też i dlatego, że znów postanowiłam wyłączyć się trochę z polityki, zbyt wiele nerwów jednak ona mnie kosztuje.
Wiem, że wczoraj odbył się następny marsz protestacyjny, tym razem organizowany przez partię Nowoczesna, ale dołączyli do niej również działacze KOD-u, PO i  Zjednoczonej Lewicy. Nie oglądałam oczywiście TVN (bo w TVP pokazują podobno jak zwykle tylko puste ulice), wiem tylko tyle, ile zdołałam zobaczyć na Face Booku. Naprawdę szkoda mi mojego zdrowia rujnować (a po co ja tak się tym przejmuję?), tak nic jak na razie się nie zmieni.
Za to wczoraj ugotowałam sobie, oczywiście według własnego pomysłu, dietetyczny gulasz: pocięłam na kawałki pierś z kurczaka, marchewkę pokroiłam w talarki i to wszystko udusiłam w garnku do gotowania na parze, a więc bez grama tłuszczu. Chociaż  pierś z kurczaka jest sama od siebie chudym mięsem, ale na  gotowana parze nabrała troszkę jędrności, nie była wcale sucha. Gdy mięsko i marchewka  były już miękkie przełożyłam je do rondelka, nie dodawałam żadnego tłuszczu tylko dodałam pokrojone pomidory z puszki z  sosikiem w niej zawartym no i oczywiście przyprawy według smaku, czyli sól, czerwona mielona papryka i czosnek Knorra, wszystko to zagotowałam i na końcu zabieliłam 2 łyżkami jogurtu greckiego (jest fajniejszy, niż normalny, bo jest bardziej gęsty. Naprawdę danie było pyszne, do tego ugotowałam sobie kaszę jaglaną, która też jest delikatna i ma prozdrowotne działanie.
Oczywiście porcja jest spora i będę miała jeszcze mięsko co najmniej na 2 obiady. A więc reasumując nie drogo, a bardzo zdrowo i smacznie i o to przecież w mojej diecie chodzi, żeby chociaz troszkę ją urozmaicić.
Na dzień dzisiejszy też nie mam żadnych specjalnych planów, najchętniej bym znów z domku nie wychodziła, takim się już ostatnio domatorem zrobiłam.
Ale niech no tylko słonko wychyli się zza chmur, niech no tylko ta wiosna nadejdzie, już przecież blisko, już przecież tylko tydzień zimy nam pozostał.
I coraz bardziej zielono obi się wokoło, już listki na drzewach są coraz bardziej zielone, co raz większe…… Tylko ciągle ta temperatura powietrza jest taka niska…..
No to byle do wiosny!!!!!
Miłej niedzieli życzę.

I po ptakach

 

Wczorajsza Komisja Wenecka wydała już swoją decyzję, którą zresztą można było łatwo przewidzieć, że niestety w Polsce doszło do łamania Konstytucji.
Ale cóż z tego, skoro rząd, a szczególnie Jarosław, wiedzą wszystko lepiej, najlepiej na świecie znają się na prawie i w związku z tym decyzji weneckiej nie uznają.
Niech tam sobie będzie, jaka jest, mówią, ale my wcale nie musimy do niej się stosować. Są bardzo pewni siebie, bo po ostatnich sondażach CBOS-u ich notowania wręcz rosną, co jest ciekawym dosyć zjawiskiem. Ogólnie można powiedzieć, że jest w Polsce spore niezadowolenie z powodu rządów Pisu, a tu nagle okazuje się, że sondaż mówi wręcz coś przeciwnego. Bardzo ciekawe jest to zjawisko, bo albo sondażownia po prostu kłamie (czy tak trudno sobie kupić dobre wyniki, skoro przecież i tak ma się wszystkie media w rękach), albo…przepraszam, ja tu czegoś nie rozumiem, niepewne 500 zł na drugie i następne dziecko to jest apogeum tego, co mogliśmy osiągnąć? A gdzie reszta socjalnych obietnic, o których nawet teraz się nie wspomina, może kiedyś…. to jedna melodia tego rządu. A gdzie w tym wszystkim są prawa zwyczajnego człowieka do własnych decyzji, do życia według własnych, a nie narzuconych idei. A w końcu  gdzie jest miejsce tych wszystkich, odrzuconych, niegodnych przyjmowania imienia Polaków, tzw ludzi gorszego sortu? I dlaczego sortowanie ludzi na tych dobrych, czy tych złych ma następować według tego, czy ktoś wierzy, czy nie wierzy w PIS?
A gdzie się podziała opozycja? Niby jest, ale dopóki nie scalą się w jednym kierunku, dopóki będą się niepotrzebnie między sobą zwalczali, pokazując, która partia jest ważniejsza, dopóty będziemy mieć rządy bezprawia, aż po możliwość wprowadzenia dyktatury. Nikt za nas tych spraw nie załatwi, ani Komisja Wenecka, ani Rada Europa, ani rząd waszyngtoński, musimy sami wiedzieć, jakie dla Polski jest najlepsze wyjście z tego impasu i odpowiednio i mądrze w tym kierunku dryfować. Nic nie jest niemożliwe, co właśnie udowodniłam nam partia Pisu. Wydawałoby się, że niemożliwością będzie objęcie przez nich władzy i właśnie skutki zaniedbań przez butę i arogancję jednej władzy doprowadziły do objęcia rządów przez partię jeszcze bardziej arogancką, jeszcze bardziej bezczelną. Czy tego właśnie Polacy chcieliście, głosując, czy w ogóle nie glosując w zeszłorocznych wyborach jesiennych?
Chcieliście to macie, skumbrię w tomacie, skumbrię w tomacie BUM!

Ale ponura i zimna dzisiaj sobota, aż głowy z domu nie chce się wychylić, a tu mam zaplanowaną wizytę u mojej koleżanki, z którą leżałam w szpitalu.
Nie wiem, czy się z tej obietnicy nie wymigam, bo i fizycznie nie czuje się najlepiej, najchętniej posiedziałabym sobie dzisiaj w domku.
A po za tym nic nowego w ogródkach działkowych się nie dzieje, chociaż przechodząc obok działek widzę, że już zaczyna się tam lekki ruch, już ludzie zaczynają wiosenne sprzątanie, przygotowują swoje działki do wiosennych zasiewów. Pewnie, że na to jeszcze trochę trzeba będzie poczekać, tym bardziej, że i pogoda nie jest sprzyjająca takim porządkom, ale wkrótce znów zrobi się na działkach ślicznie i kolorowo, już nie mogę się doczekać, aż zacznę jeździć na kawusię do Modlnicy 🙂
Teraz najwyżej co mogę sobie poleżeć, podrzemać i pomarzyć o tych pięknych dniach, które nas czekają.
A jest na co czekać  i Święta Wielkanocne i wiosenna potem aura, a ja jeszcze dodatkowo za miesiąc i dwa dni będę obchodziła pierwszą rocznicę mojej operacji. Bardzo ten czas szybko minął, ale cieszę się, że mam to już zdecydowanie za sobą. Rok temu, o tej porze miałam przecież tyle wątpliwości….
Życzę przyjemnej soboty.