Połajanka

 

 

Wracałam wczoraj popołudniu z pracy autobusem linii 164. Gdy wsiadałam tłok był olbrzymi, trudno było znaleźć stojące miejsce, już o siedzącym nie wspominając. Podeszłam sobie do kącika z barierką, bo w taki sposób jest mi się najlepiej utrzymać na nogach, gdy autobus szarpie niemiłosiernie na boki, w przód i w tył. Dwoma rękami  łatwiej poddaje się człowiek balansowaniu autobusem, chociaż przyznam, że zawsze mam z tym kłopoty, dosyć trudno jest mi na tych moich niepewnych nogach utrzymać równowagę, zwłaszcza, gdy dodatkowo jeszcze w głowie ma się kołowrotek. Ale nie o tym rzecz.
Tuż obok, na siedzeniu rozsiała się młoda, zgrabna dziewczyna, miała pewnie około 20 lat. Oczywiście nie wykonała żadnego gestu w celu ustąpienia mi miejsca, chociaż na pewno widziała, jak mną autobus miota. Zmierzyła mnie raz krótko okiem, a potem pilnie wypatrywała czegoś przez okno, kompletnie mnie ignorując. Zrobiło mi się przykro. Przypominałam sobie, że gdy byłam w jej wieku nigdy nie pozwalałam sobie na lekceważenie starszej osoby, zawsze miejsca  jej ustępowałam. No cóż, pomyślałam, może jest zmęczona (w tym wieku??), może też ma jakiś niedowład nóg, nie czepiaj się Ewka. Ale nie, dziewczyna miała całkiem zgrabne i zdrowe nogi, które z nudów omalże co nie wywaliła  na barierki. Na szczęście na następnym przystanku inna młoda osoba, ale wyraźnie bardziej dojrzalsza, poprosiła, bym sobie usiadła, co oczywiście z radością uczyniłam, trochę ze względu na pogodę stopy mi dokuczały. Dojechałam pod Cracovię, miałam wprawdzie w planie odpuszczenie tej dziewczynie jakiś uwag, ale nie, jednak nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i po prostu jej powiedziałam: „kiedyś też będziesz stara, też będzie ci niewygodnie jechać na stojąco, też  będą bolały cię nogi, ale napotkasz  w autobusie młodą, zdrową, siedzącą dziewczynę, która też cię zignoruje i nie ustąpi ci miejsca, też będzie udawać, że cię nie widzi. I życzę ci tego, bo jesteś za młodą osobą na to, żebyś wykazywała się takim strasznym brakiem empatii dla innych. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, nie wiem, czy chciała ze mną polemizować, a zresztą ja i tak musiałam już wysiadać. W każdym razie minę miała całkiem ogłupiałą, jakby mało rozumiejącą, czego właściwie od niej chcę.
Nie wiem, czy dobrze, czy źle zrobiłam, że zwróciłam jej uwagę, ale ktoś jednak tę młodzież pewnych życiowych zasad nauczać powinien. Skoro nie robią tego rodzice, rodzina, nauczyciele, niech usłyszą głos innych dorosłych, jak powinno się w życiu postępować. Zrobiłam jej tę uwagę całkiem dyskretnie, cichym głosem,  zwróciłam się prosto do jej osoby, tak, że nikt w autobusie nie słyszał pomstującej baby „ach ta dzisiejsza młodzież, za moich czasów”….itd.
Bo faktycznie „za moich czasów” byłoby to nie do pomyślenia, żeby starsi stali, a młodzi rozsiadali się na siedzeniach, albo jeszcze gorzej, tak jak kiedyś mnie to spotkało, gdy na siedzeniu leżały siatki z zakupami, a młoda dziewczyna na moją prośbę, że chcę usiąść odpowiedziała mi bezczelnie „przecież nie będę siatek kładła na podłodze”. No nie, wystarczy tylko je potrzymać wtedy w rekach,( ja też tak robię, gdy ktoś stoi, biorę siatki do ręki i udostępniam siedzenie, obojętnie, czy jest to starsza, czy nie, osoba), bo miejsce w autobusie nie jest „towarowe”, a jednak „osobowe”, już nie wspominając, że było to miejsce przeznaczone dla inwalidy, a ja wtedy akurat miałam ważną kartę inwalidy grupy II z powodów zaburzeń ruchowych.
Niestety ważność takiej karty już mi się skończyła, a ja wciąż nie mogę się zmobilizować, aby znów stanąć przed Komisją Inwalidzką, do tego potrzeba znów zebrać całą masę badań. Ale w końcu muszę to zrobić, bo rzeczywiście inwalidką jestem. Co prawda nie ma z tego żadnych korzyści finansowych, z wyjątkiem może tej jednej, że Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne finansuje w 100 procentach darmowe przejazdy tramwajami i autobusami . Zawsze to jest oszczędność rzędu 138 zł na kwartał. No i dzięki takiej karcie mogę parkować na miejscach przeznaczonych dla inwalidów (tych z kopertą) i mam darmową strefę koło domu, gdybym miała swoje auto. Co prawda go nie mam, ale gdybym pojechała na przykład na zakupy z Magdą, czy kimś innym, a na parkingu dostępne byłyby tylko miejsca dla inwalidów, mogła by się Magda, czy inny kierowca tam zatrzymać, bez obaw, że zapłaci mandat.
Zresztą pewne znalazłabym i jeszcze kilka innych przywilejów dotyczących osób z taką karta, ale o czym tu teraz mówić, skoro wybieram się to załatwić już od trzech – czterech lat, a niektóre badania, które wcześniej zrobiłam straciły już pewnie aktualność. Chociaż wiadomo, że zmiany deformacyjne nigdy się nie cofają, raczej tylko z wiekiem się pogłębiają.

Wczoraj Ulka posłała mi kilka promyczków do Krakowa, ale te niestety gdzieś po drodze utknęły, może ktoś inny je wyłapał i wykorzystał?
U nas był wczoraj dzień wręcz  o h y d n y , cały dzień siąpił deszcz, większy,albo mniejszy, albo była  mżawka i przez to było całkiem chłodno.
Pewnie ja, ten zmarzlak,  któremu ciągle jest zimno, nie wyjdę z mojego brązowego, ciepłego golfa szybciutko, może dopiero gdzieś około maja-czerwca zmienię go na bluzeczkę?
Oczywiście, wiadomo, że nie noszę go non stop, zaraz po przyjściu do domu go zdejmuję, podobnie jak i „wyjściowe”spodnie i przebieram się w cieplejsze domowe ciuchy i co 2-3 dni go piorę, aby pachniał świeżością.  Ale go lubię i już. Niestety dzisiaj zapowiada się podobnie deszczowy dzionek, muszę koniecznie wypić dzisiaj Nimesil, by jakoś do pracy, a potem do domu  szczęśliwie dojechać.

Dzisiaj  muszę być w pracy bardzo wcześnie, bo otwieram przychodnię i zastępuję Jadzię, która pojechała sobie po świeży, górski oddech,  w rejestracji, trochę jej nie zazdroszczę, bo pogoda spacerowa raczej nie panuje, a w deszczu spacery nie są zbyt miłe. W związku z tym musiałam dzisiaj bardzo wcześnie wstać, ale na szczęście o godzinie 6 rano już robi się całkiem prawie jasno. Fakt, gdy dzień jest deszczowy niezbyt przyjemnie się wstaje z ciepłego łóżeczka, ale skoro jest taki mus……..
Ale na szczęście jutro jest sobota, więc sobie odeśpię ten poranny dzisiejszy zryw do pracy.

Dobrego piątku Kochani, dobrego weekendu życzę. W najgorszym wypadku zawsze zamiast spacerków można się położyć, troszkę podrzemać, oglądnąć dobry film, czy przeczytać dobrą książkę. Przynajmniej przez weekend człowiek nie musi się nigdzie spieszyć.
Ale tak na wszelki wypadek bądźcie czujni, Diabeł nie śpi, tak wczoraj powiedział na miesięcznicy Jarosław, a ja mu wierzę.
Ostatnio tego diabła podobno  widzieli, jak  hasał po   Krakowskim Przedmieściu :-)

 

 

 

raz na wesoło

 

Czytałam ostatnio na Face fajny dowcip : W nocy obudził mnie szmer, poszłam sprawdzić co się dzieje, a tu zobaczyłam włamywacza, który szukał u mnie pieniędzy. Ubrałam się i zaczęłam ich szukać razem z nim 🙂
No to ja też postanowiłam poszukać pieniędzy, mimo, że żaden włamywacz mi nie zagrażał.
Ale jakoś dziwnym trafem moje konto podejrzanie pustoszało.
Poprzeglądałam kilka stron i nagle zdziwiłam się, dlaczego jest tak sporo moich przelewów z  mojego konta na konto Orange. Weszłam w to moje zlecenie stałe i zdumiałam się. Gdy zgłosiłam na moim komputerze (samowolnie i bez przymusu)  owe zlecenie, zamiast zaznaczyć rubryczkę  „dokonaj wpłaty raz na miesiąc”, ja zaznaczyłam „raz na tydzień”. No i do kogo mieć teraz mam pretensję, oczywiście do samej siebie, za moje gapiostwo, bo Bank PKO BP tylko wypełniał polecenia, zgodnie z moją wolą. Skąd miał wiedzieć, że to tylko pomyłka, skąd miał wiedzieć jakie zobowiązania finansowe mam wobec Orange.
Ale za to firma Orange doskonale o tym wiedziała, że  na moim koncie jest nadpłata i wcale nie była skora mnie o tym poinformować. Gdyby było odwrotnie, gdybym to ja była im winna pieniądze, natychmiast by mnie monitowali, ale nadpłata ich już nie interesuje.
No to zadzwoniłam sobie wczoraj do Orangu z prośbą sprawdzenia mojego aktualnego konta i dopiero wtedy pani wyraziła zdziwienie, że na moim koncie jest nadpłata, bagatelka, tylko ponad 700 zł. Niby nic złego się nie stało, bo te pieniądze mi nie przepadną, będą co miesiąc pobierane z mojej nadpłaty, a najwcześniejszy rachunek zapłacę dopiero za jakieś 7- 8 miesięcy. Ale nie jest to do końca w porządku, bo firma powinna mnie była poinformować, że coś jest nie tak z moimi wpłatami, a  nie dopiero na moją interwencję. Ale jaka firma, taka i jej solidność, przecież dla nich to lepiej, gdy mogą obracać dodatkowymi pieniędzmi.
Oczywiście od razu wycofałam to zlecenie  i bardzo dobrze, bo już następne moje 98 zł wpłynęło by za kilka dni na ich konto. Czyli resumując, zamiast płacić 98 zł miesięcznie, ja płaciłam czterokrotnie więcej!!! Jak to dobrze, że w końcu się połapałam i zmieniłam stosowną usługę.

Po nieprzespanej poprzedniej nocy (w sumie spałam tylko od 8.30 – do 11.30 rano) myślałam, że wczoraj spokojnie sobie zasnę a tu znów guzik. Tym razem znów brzuszek dał o sobie znać i znów miałam wieczorno – nocne przebieżki do toalety. Naprawdę staram się już bardzo pilnować tej diety, nie mam pojęcia, czemu tak znów się działo, może zaszkodził mi tym razem barszcz ukraiński, chociaż był gotowany tylko na piersi z kurczaka? Zjadłam też kilka sezamków, które powinny być właściwie nie obciążające jelita, bo są suche, niezbyt słodkie, ale może właśnie sezam  tam zawarty ma działania drażniące? Zaiste, okropnie „nadwrażliwy” jest ten mój brzuch i koniecznie od czasu do czasu musi mi przypomnieć, kto tutaj rządzi. Na szczęście dzisiaj wszystko znów się uspokoiło i mogłam powrócić do moich ukochanych grzanek. Widać jedynym „ciastkiem”, którym mogę raczyć moje brzusio są suchary!!! Ot, doczekałam czasów…..
Ale rocznica tego wydarzenia, które podjęłam w związku z moja nadwagą, już niebawem się zbliża, jeszcze tylko pozostał do niego  jeden miesiąc no i oczywiście widać tego efekty. Rodzina i znajomi mówią mi „Ewa już nie chudnij”, ale to naprawdę nie tylko zależy ode mnie, to mój brzuch decyduje, co mam jeść i w jakiej ilości, a że te ilości nie są wielkie, bo takie nie mogą być, więc sobie nadal pomalutku chudnę. Może jednak całkiem nie zniknę? Teraz już kupuję ubrania w  rozmiarze 44, Boże, a kiedyś była to 58-60, kolosalna zmiana!!!

A co tam panie w polityce? Ano rząd mocno  i uparcie  trzyma  się swoich antydemokratycznych zasad i ostatnio uznał, że posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego było nie legalne, w związku z tym, nie może ogłosić jego wyroku. Boże drogi, od kiedy  i w jakim  państwie rząd decyduje o trybie pracy Trybunału Konstytucyjnego?   Stwierdzam z wielkim smutkiem : Polska stacza się na dno w coraz szybszym tempie, już zaczynamy być na marginesie Europy, a jeżeli nadal Naczelnik będzie taki uparty w swoich autorytatywnych postanowieniach, wkrótce znajdziemy się poza Europą, gdzieś w niebycie Ghany, czy innego afrykańskiego małego państewka i nikt wtedy w razie zagrożenia nam nie pomoże, sami będziemy się borykać z własnymi  kłopotami, od ekonomicznych po obronne włącznie. Dobrze, że coraz więcej ludzi w Polsce widzi to zagrożenie, może jest jeszcze czas, aby to zmienić??

Życzę przyjemnego czwartku, chociaż znów jest ponuro za oknem. Wczoraj zwróciłam się do Ulki z prośbą o podesłanie kilku chociaż promyczków do Krakowa i to zadziałało, popołudnie na krótko, bo na krótko, ale słonko się pokazało. Może i dzisiaj Ulu też troszkę słonka „rzucisz” do Krakowa??
Dobrego dnia

Radosny dzień, środowy dzień

I już wszystko wiadomo, dzisiaj mam następne spotkanie na blogu z moją Ulką 🙂  Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam Ulu i jeszcze dzisiaj odwiedzisz mój blog, dopiero za tydzień Ciebie nie będzie? Ale to nie jest ważne, bo i tak róża za tydzień, dwa, trzy i zawsze w środy na Ciebie będzie czekała. Róża wraz z pięknymi pozdrowieniami z Krakowa.
Tak więc i dzisiaj posyłam Ci promienny uśmiech z Krakowa, chociaż wcale tak promiennie za oknem nie jest. Ale liczę, że i dzisiaj jakiś promyczek gdzieś tam się zza chmurki zakradnie, a może to właśnie Ty mi podeślesz dzisiaj kawałek tego upragnionego słoneczka? W każdym bądź razie, życzę Ci przyjemnego dnia i wspaniałych wojaży. A swoja drogą to jaka z Ciebie  niespokojna dusza, ciągle gdzieś Ciebie nosi i nosi. I bardzo dobrze, skoro masz na to zdrowie, siłę i ochotę, to trzeba korzystać z takich przyjemności, póki się da. Całuski Uluś dla Ciebie

Właściwie to dobrze, że dzisiaj jest środa, bo wczoraj miałam całkiem niemiłą wizytę w jednym z urzędów i przyznam, że wyszłam stamtąd nieco zdołowana, aż bolała mnie cały dzień głowa no i noc miałam znów do tyłu. Czasami bywają kłopoty, z którymi dosyć trudno sobie poradzić, nawet mój wrodzony optymizm niewiele tu pomoże. ale zmusza mnie to do nieco przewartościowania mojego życia, a już z góry wiedziałam, że kiedyś przed takim dylematem stanę.
Nie będę się tu rozpisywała w szczegółach, ale na pewno przyszedł na mnie czas wielu przemyśleń. Od czasu do czasu jednak trzeba sobie czymś głowę zakłopotać. Potem może być…albo lepiej, albo gorzej, w zależności jakie wnioski z tego wyciągnę i jak je będę potem stosowała w praktyce.
No właśnie wyciągnąć wnioski jest bardzo łatwo, gorzej ze wdrożeniem je w życie…….

Wczoraj byłam zbyt zdenerwowana, żeby jeszcze na dodatek stresować się polityką, a w sumie jest czym. Niestety prezes, PAD i premier „idą w zaparte” i nadal nie chcą dojść do konsensusu z Trybunałem Konstytucyjnym, stawiając wszystko ja jednej szali, będzie tak, jak chce Kaczyński, albo…..
No właśnie to „albo” może okazać się dla nich fatalne w skutkach, bo wyraźnie już przesadzają. Widać też, jak bardo boją się ruchu społecznego KOD, bo coraz gorszymi epitetami ich obrzucają, niczym błotem. A wiadomo, jak ktoś się kogoś boi, to najlepiej jest go zaatakować.
Nie wiem, jak długo ta niepewność polityczna jeszcze będzie trwała, ale niestety widzę coraz smutniejszy jej koniec. Jak dotąd w Polsce zawsze obywało się bez krwawych rozrachunków, w jakiś sposób można było dojść z władzą do porozumienia, ale jeżeli ta nie chce ustąpić ani na milimetr….. będzie raczej bardzo ciężko.
Jak na razie pani premier odmówiła opublikowania wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który według niej jest niezgodny z konstytucją, którą ona właśnie sama łamie, nie publikując wyroku. To jest takie polityczne qui pro quo, o którym pani premier przynajmniej powinna wiedzieć, skoro chce piastować  swój urząd.
Ale ona udaje oczywiście, że tego problemu nie ma, bowiem musi ślepo wykonywać rozkazy prezesa, który już czuje się nad naczelnikiem państwa.
I jednak o polityce wspomniałam, ale inaczej się nie da, nie można na siłę z Polaków robić durni. Może jest część, która w takie bujdy jeszcze wierzy, ale większość Polaków ma całkiem dobre i prawidłowe rozeznanie w polityce i nie daje sobie wmawiać ciemnoty. Między innymi i ja do takich osób należę.
Tylko jeżeli w ramach sankcji Unia przykręci rządowi kurek i kasa budżetu państwa stanie się pusta, nie będzie pieniędzy na pokrycie wyborczych obiecanek, już nawet ci najbardziej gorliwi i wierni  do tej pory wyborcy PISU od nich się odwrócą i zaczną się  liczne żądania, którym rząd nie będzie mógł sprostać.
Ale o tym już wielokrotnie pisałam.
Trudno powiedzieć, że należę do KOD-u, bo ze względów chorobowych nie biorę udziału w manifestacjach, ale na pewno jestem ich zwolenniczką i na pewno nikt na siłę mnie nie zmuszał do takiej decyzji, podjęłam ją całkiem świadomie i dobrowolnie. I obraża mnie prezes i pozostali funkcjonariusze rządowi i partyjni swoimi  ohydnymi pomówieniami i obelgami, które i w pewnym sensie mnie dotyczą. Nie zgadzam się na nie, chcę żyć w wolnej Polsce, bez inwigilowania, bez obelg, którymi będę obrzucana, zgodnie z moimi zasadni życia, a nie z tymi, które ktoś mi na siłę narzuca.
I nikt i nic mnie nie zmusi do zmiany mojej decyzji. I dopóki będzie tak jak jest, będę głośno o tym mówiła i pisała w swoim blogu, no chyba, że jednak go zlikwidują, skoro pisowska policja ma tolerować w internecie  tylko jedną słuszna rację, a inną, niezgodną z linią partii  likwidować.
Boże, jakich czasów znów się doczekaliśmy! A było tak już dobrze, już cieszyliśmy się wolnym słowem, a tu nieodpowiedzialna część społeczeństwa zadecydowała, że ma być inaczej.
A przestrzegałam……….. wiedziałam, co nas czeka………. ale może nie przypuszczałam nawet, że aż taki drastyczny obrót pisowska polityka obierze??

Ale co tam polityka, co tam smutki i troski, skoro wstał nowy dzień i w dodatku jest to środa.
Mimo wszystko co dobre i złe, życzę Wam przyjemnego dzionka. Żeby był o wiele lepszy, niż dzień wczorajszy!!!!!

Dzień Kobiet

Kobiety – emancypantki wywalczyły sobie nowe prawa, w tym prawo do pracy, do samostanowienia o swoich losach, do nauki i przede wszystkim do szacunku.
Prawa te zostały ustanowione w 1910 roku i od tej pory kobiety poszły w świat, uczyły się, kończyły studia, były znanymi wynalazcami, nie raz piastowały wysokie państwowe urzędy. Cieszyły się podziwem i szacunkiem w świecie, gdzie dotąd dla nich miejsca nie było.
Teraz niestety są tacy, którzy znów chcą na siłę wsadzić kobiety w kołowrót szarzyzny, uznając, że ich miejsce jest w domu, przy garach, że nadają się one  tylko do rodzenia dzieci i do opieki nad nimi. Odbierają tym samym  im te prawa, które tak dzielnie kobiety sobie kiedyś wywalczyły.
Owszem, dawniej to mężczyźni pracowali, zarabiając na utrzymanie całego domu, teraz warunki ekonomiczne bardzo się zmieniły i kobiety są podporą domowego budżetu, już nie wspominając w tym miejscu o szeroko rozbudowanych ambicjach kobiet, które nie odnajdują swojego życia, będąc uwięzionymi tylko w domowych pieleszach. One też chcą czynnie uczestniczyć w życiu ogółu, co wcale nie oznacza, że tym samym zaniedbują swój dom, swoje dzieci.
500 zł nie wystarcza na to, by dom był szczęśliwy i dostatni, potrzeba czegoś więcej, a tu właśnie państwo ma ogromne możliwości w zapewnieniu dzieciom nauki i opieki w przedszkolu, czy w szkole. Wtedy na pewno będzie można powiedzieć, że państwo rzeczywiście dba o rodziny. Nie poprzez dawanie ochłapów, rodzinnej jałmużny, której i tak nie wiadomo, na jak długo starczy, ale poprzez zainwestowanie w placówki, zapewniające dzieciom dobry rozwój.
Bo jak może być szczęśliwa rodzina, gdy obecna w nim kobieta czuje się niespełniona, przeznaczona  tylko do roli służącej i opiekunki? A gdzie jest miejsce na jej marzenia, na jej duchowy rozwój, który będzie miał olbrzymi wpływ na całą rodzinę? Zresztą szczęście jest pojęciem względnym, dla niektórych kobiet będzie to rozwijanie swoich życiowych możliwości, dla innych rola opiekunki domowego ogniska, ale dajmy im szansę wyboru, nie narzucajmy sztywnych kanonów poprzez osoby, które koniecznie chcą zastosować w praktyce swój punkt widzenia na powyższe problemy.
Wszystkim Kobietom w dniu Ich święta życzę mądrego i szczęśliwego rozwiązywania wszystkich domowych i nie tylko domowych problemów. Życzę by czuły się spełnione w tym, co czynią, by były kochane i szanowane przez mężczyzn, nie tylko w tym dniu 8 marca, ale przez wszystkie  następne dni całego roku.

Trochę się wczoraj przeliczyłam z szacowaniem temperatury na dworze, po prostu normalnie zmarzłam. Nie wiem, może rzeczywiście stałam się ostatnio zimo – ludkiem? Po przyjściu do domu wskoczyłam pod ciepły kocyk, który i tak całkowicie nie ochronił mnie przed zimnem, trzęsłam się jak galareta, zęby wprost mi szczękały, mimo wypitej gorącej herbaty. Nie wiem, czy nie łamie mnie jakieś przeziębienie (mam nadzieję, że nie grypa), bo boli mnie brzuch, bolą wszystkie kostki, boli też i głowa i w dodatku kicham na cały świat.
Dlatego wczoraj, zaraz po ciepłej kąpieli wskoczyłam do łóżeczka i sobie zasnęłam. A najchętniej i dzisiaj z tego łóżeczka bym nie wychodziła. Ale na pewno ubiorę dzisiaj ciepły sweterek, nie ma co jeszcze szaleć z tym wyletnianiem się, jeszcze na to nie przyszła stosowna pora.
Ale może to złe wczorajsze samopoczucie było tylko chwilowe, bo gdy się już wyspałam, o wiele lepiej się czuję, chociaż wydaje mi się, że katar mnie jednak nie ominie.
Ale katar to przecież nie choroba, chociaż potrafi bardzo dokuczyć.
No cóż, mamy rzeczywistość taką, jak mamy, przynajmniej nie będę musiała, jak ongiś bywało podpisywać w pracy obowiązkowej rubryczki, że dostałam na Dzień Kobiet parę pończoch i jednego tulipana. Dziwne to wtedy czasy bywały, teraz mam wrażenie, że wracają one z powrotem, zaczynają być podobnie absurdalne jak ongiś, chociaż wtedy mieliśmy socjalizm, a teraz mamy pisizm, który wiele się od poprzedniego stanu nie różni, też mi mówią, co mam robić, w kogo wierzyć, komu ufać, kogo wielbić, a kogo nienawidzić.
Mam nadzieję, że tak jak udało mi się tamten zły okres przeczekać to i teraz uda mi się poczekać na normalne czasy w Polsce, miejmy nadzieję, że jest to tylko czas przejściowy, tylko niestety paranormalny. Wszystko mija, PIS też wreszcie kiedyś przeminie. Ale co nerwów człowiekowi napsuje, to jego.
Ale dzisiaj jest czas świąteczny, więc nie ma po co się denerwować, dzisiaj trzeba pomyśleć o samych przyjemnych sprawach, nie o polityce i być kochanym, wielbionym.
Miłego dnia moje Kobietki, Miłego dnia Panowie i pamiętajcie, żeby te wasze drugie połowy kochać zawsze, a nie tylko dzisiaj!!!

ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent…..

 

Oczywiście, że żartowałam. Ale fakt, że poczytność mojego blogu ostatnio wzrosła jest dla mnie zadziwiający. Wczoraj też miałam sporo wejść na mój blog, bo aż 191, czyli zdecydowanie mniej, niż poprzedniego dnia, ale zdecydowanie więcej, niż zazwyczaj.
Pewnie wkrótce liczebność gości spadnie, bo przecież nie można stale pisać tylko o polityce, to już staje się nudne, bo co właściwie miałabym pisać, skoro nic nowego się nie dzieje.
Nawet media w koło Macieju piszą o wypadku PAD-a,  wczoraj została zablokowana autostrada, gdyż milimetr po milimetrze było badane miejsce przejazdu jego auta.
Uważam to za grubą przesadę, bo przecież w sumie nic nikomu złego się nie stało, nikt nie zaznał nawet małej rysy na swoim ciele, a problem rozdmuchują prawie tak samo, jak katastrofę samolotową pod Smoleńskiej. Niech im będzie, przyczyną wypadku znów pewnie była jakaś nie do kończona niedoróbka Borowców, czy to w złym przygotowaniu auta do podróży, czy to może i nadmierna prędkość, którą kierowca rozwinął, ale wiadomo Pis uwielbia afery, szuka wszędzie jakiejś teorii spiskowej, więc zamiast zostawić ten szczegół w spokoju, nadal go rozkręca. Ale przynajmniej znów mają temat zastępczy, czyli przykrycie afery z Komisją Wenecką, czy niepochlebne, wręcz krytyczne słowa, płynące wprost z Białego Domu. I tak się ta ich polityka kręci, zamiast zajmować się ważnymi problemami, które zresztą mają na własne życzenie i nie potrafią się z nich teraz wyplątać, zajmują się zbyt dokładnie rzeczami mniej istotnymi dla państwa, chociaż tu przyznałabym rację, że ochrona najważniejszych osób w państwie powinna być dobrze zaopatrzona, ale cóż, wiadomo, to jest polska bylejakość, która jest charakterystyczna  nie tylko dla obecnego rządu, ale i dla rządów poprzedników. Byle jak, byle taniej, a gdy coś złego się stanie podnoszą larum na cały głos, po czym sprawa opada, aż do następnego zaistnienia podobnego faktu.Ale żeby od razu szukać w tym zamachowego spisku????
To tyle o polityce na dzisiaj. NUDA!!!

Wczoraj była dla mnie bardzo miła niedziela. Po południu przyszedł do mnie V.I.P. z bukietem ślicznych, wiosennych żonkili i złożył mi serdeczne życzenia z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet. Tak, ten dzień nastąpi już jutro, ale ponieważ jest to dzień pracy, Kaziu zadecydował, że już w niedzielę ten świąteczny bukiecik mi ofiaruje. Byłam bardzo wzruszona, ale trzeba przyznać, że On zawsze pamięta o wszystkich świątecznych dniach, o Dniu Kobiet również i zawsze z tej okazji dostaję od niego życzenia i kwiatki. A zresztą, kto powiedział, że Dzień Kobiet musi być 8 marca? W każdym dniu można przecież bukiecik Kobiecie ofiarowywać, prawda?
Posiedzieliśmy  sobie 3 godzinki, wypiliśmy kawusię i coś tam pooglądaliśmy na telewizjonie. Ale naprawdę były to bardzo  sympatyczne godziny.
Jakoś ostatnio mam szczęście do odwiedzin, w sobotę przyszedł do mnie z wizytą ….kot Szprot Julki.


Fajnie to wyglądało, bo Szprot najpierw nieśmiało zaglądnął do mnie do pokoju, jakby się chciał spytać „czy można”, a potem majestatycznym krokiem, z ogonem uniesionym wysoko do góry wszedł do środka, dokładnie penetrując każdy kąt, każdy zakamarek, by potem rozłożyć się w całej okazałości na stole i spoglądać, co też ja ciekawego robię. Potem usiadł koło mnie na kanapie, trochę się po przymilał, poprzytulał i tak słodko miauczał. Co prawda Pepa troszkę go przeganiała, pewnie była zazdrosna, bo to zwykle to ona do mnie przychodzi w odwiedziny, a tu nagle jakaś przybłęda kręci się po pokoju Ciotki Ewy, ale kot niewiele z niej sobie robił, najwyżej co poprzemieszczał się kilka razy na wyższe partie meble i spoglądał na nią z góry, jakby mówiąc  z pogardą „no i co mi zrobisz?”
Tak więc można powiedzieć, że weekend miałam całkiem urozmaicony, przynajmniej nie trawiłam go na bezmyślnym spaniu i oglądaniu filmów. Ale wszystko co dobre się kończy, dzisiaj mamy już poniedziałek, normalny, zwyczajny i w dodatku znów bury dzień. Ale cóż robić, trzeba z rzeczywistością się godzić i oczekiwać nie tylko wiosny, ale też dużymi krokami nadchodzących Świąt Wielkanocnych. To już całkiem niedługo, jeszcze tylko niespełna trzy tygodnie, jeszcze tylko 19 dni.
A czy już się chwaliłam. że mam na tę okazję nową sukienkę? Całkiem ładna, popielata, sweterkowa….
I pewno się przyda, bo niestety prognozy pogody nie są zbyt optymistyczne na te świąteczne dni, może podobno spaść nawet  wtedy i śnieg. Zresztą nic dziwnego w tym nie widać, bowiem ostatnio przeważnie Święta Wielkanocne są w śniegu (w przeciwieństwie do prawie wiosennych Świąt Bożego Narodzenia), ot pogoda po protu miesza nam pojęcia, Święta Bożego Narodzenia – powinna być zima, Święta Wielkanocne – powinna być wiosna, a tu wszystko na opak. Podobnie zresztą jak i wszystko inne ostatnio w Polsce na opak bywa.
Z ciekawostek dodam jeszcze tylko, że właśnie mija osiemdziesiąta rocznica budowy kolejki Na Kasprowy Wierch.

Na pewno był to nie lada wyczyn, bo cały budulec robotnicy na taczkach musieli wnieść na sam szczyt, ale jakoś im to się udało. Wtedy może był ten lepszy sort robotników 🙂 Do dzisiaj korzystamy z dobrodziejstw tego przedsięwzięcia, chociaż kolejka wielokrotnie przeżywała od tego czasu swoje całkowite renowacje, no i przede wszystkim, dzisiejsze wagoniki są całkiem inne, takie bardziej nowoczesne. Ja byłam na Kasprowym tylko raz i więcej na pewno tam nie pojadę, mam całkiem złe wspomnienia z takiej przejażdżki, jako, że cierpię na lęk przestrzeni. Co prawda widoki są śliczne, ale moment, gdy kolejka mija kolejny słup i przy każdym takim uskoku jest odczucie, że lecimy w przepaść, była dla mnie przerażająca. Dziękuję,  więcej nie skorzystam.

Życzę wszystkim miłego poniedziałku i dobrego, bez złych przygód całego tygodnia.

Szok

 

Nie wiem, czemu mam to zawdzięczać, ale wczoraj przeżyłam szok, gdy zobaczyłam rekordową wręcz liczbę odsłonięć w moim blogu. Do północy miałam wczoraj aż 287 wejść na mój blog, jeszcze nigdy dotąd tak wiele ich nie miałam.
Czyżby wczorajszy temat, poruszany u mnie moim wpisem był tego powodem? A może powinnam się już zacząć bać, że taka popularność może mi jednak w jaki sposób zaszkodzić? Na razie nie zostałam jeszcze przez CBA obudzona o 6 rano, ale……wszystko jest możliwe
Ewa, nie pękaj, swoich poglądów politycznych i tak zmieniać nie będę, bo jestem w nich dosyć silnie „obstalowana”, a także nie będę się napuszać swoją „popularnością”, bo przecież nie zawsze w moim blogu o polityce wspominam, chociaż na co dzień bardzo mnie ona denerwuje.
Wiem tylko, to znaczy mam takie przeczucie, że jednak rząd Kaczyńskiego będzie zmuszony sobie nieco odpuścić. Bo co prawda skrytykował już Komisję Wenecką i przyznał, że nie będzie się wcale stosował do jej rozliczeń, ale ma teraz nowy problem w postaci niezadowolenia z rozwoju sytuacji w Polsce, wyrażone przez rząd USA, który kategorycznie opowiada się za rozwiązaniem problemu TK, uznanie przez prezydenta nominacji 3 wybranych przez PO sędziów i zakończenie procesu destabilizacji TK. Teraz jednak Kaczyński ma problem, bo za kilka miesięcy w Polsce ma odbyć się szczyt NATO, na który nasz prezydent ma bardo wielkie gospodarskie  aspiracje, tym czasem przy uporze Kaczyńskiego ten zjazd może w Warszawie się nie odbyć, a już na pewno nie będzie rozpatrywana sprawa zwiększenia pakietów wojskowych NATO w naszym kraju. Czyli jednym  słowem, Kaczyński został postawiony pod mur, albo, albo. Niestety ktoś musi uzmysłowić temu panu, że Polska jest suwerenna, ale jednak nie całkowicie niezależna od innych państw i jego dziwny upór może przynieść państwu tylko wielkie szkody.
Na pewno  Kaczyński nie ma monopolu na polityczną mądrość, dobry taktyk wie bowiem, w jaki sposób prowadzić politykę, aby swoje pomysły mądrze  zrównoważać kompromisami z innymi państwami, szczególnie, gdy liczymy na ich pomoc. A w tej chwili dla nas bezpieczeństwo państwa w postaci rozłożenia dodatkowych jednostek NATO jest sprawą najważniejszą, nie licząc już, że na lata 2014- 2016 dostaliśmy od Unii (którą on niestety nie do końca uznaje) 82, 5 miliarda Euro. Nie można panie Kaczyński tylko brać, trzeba z siebie też i coś dać, I to nie jest wcale uległość, to nie jest klękanie na kolana, jak to wódz pisu określa, to jest po prostu mądra polityka!!!!
W każdym bądź razie, jak na razie obecny rząd zdecydowanie działa na szkodę Polski. Szkoda, że te 30 procent „zaczadziałych” zwolenników pisu tego nie widzi i uparcie ten rząd popiera.

Dzisiaj mamy niedzielę, zapowiada się ona piękna i może nawet słoneczna, chociaż niebo nadal pokryte jest chmurami, trzeba poczekać, aż słonko przez nie się przebije.
Co prawda przyznam, że mało ostatnio oglądam telewizję, wolę oglądać jakieś seriale na IPLI, ale dzisiaj wieczorem rozpoczyna się nowy serial prawiący  o życiu i twórczości ikony przedwojennego kina, Eugeniusza Bodo. Była to zaiste bardzo barwna osoba, aczkolwiek owiewana wieloma tajemnicami, bardzo ciekawa jestem, jak zostanie pokazana przez ten serial.
Ostatnio a IPLI odnalazłam serial „To nie jest koniec świata” w świetnej obsadzie, między innymi występuje tam prześliczna Karolina Gorczyca, której towarzyszy Krystian Wieczorek, ale także i tacy znani aktorzy jak Dorota Pomykała, Magdalena Lamparska, Artur Dziurman, czy Paweł Królikowski.
Serial ten puszczany był kiedyś na Polsacie, opowiada o losach byłego piłkarza, a potem piłkarskiego menadżera,  który po serii niepowodzeń trafia do Białej Podlaskiej, gdzie odnajduje swoją  nową wielką miłość, powodującą całkowitą zmianę w  sposobie jego myślenia i podejścia do życiu, które zostaje całkowicie teraz przewartościowane , odkrywa w nim nowe pasje, nowe zadania, nowe priorytety.
Naprawdę warto sobie ten serial oglądnąć, jest bardzo ciepły i wzruszająco pogodny, czasami z delikatnie dobranymi komicznymi akcentami.

Życzę wszystkim miłej i spokojnej niedzieli i dobrego odpoczynku, może pogoda pozwoli na miłe niedzielne spacery???

sobota, piąta rano

 

I znów nie mogę spać. To znaczy zasnęłam wczoraj całkiem smacznie i to dosyć szybko, jak na mnie, pewnie było około 23, ale widać starczy mi te 6 godzin snu, bo już przed piątą otworzyłam oczy i…sen sobie odfrunął.
No nic, pomyślałam sobie, pora rozpocząć sobotni dzień. Oczywiście od przeglądania Face Booka. A czego tam na nim nie było, począwszy od awantury, która odbyła się wczoraj na Podlasiu, gdy kandydatka na senatora Podlasia Anna Maria Anders, pod pozorem otwarcia muzeum jej ojca urządziła wraz z pisem regularny wiec przedwyborczy. Nie spodobało się to mieszkańcom Suwałk, więc ostro zaprotestowali, tym bardziej, gdy pani Anders, która chce być senatorem wypowiedziała te słowa: „Podlasie jest regularnie pomijane przy przydzielaniu środków unijnych. Najlepiej widać to w Katowicach, samym sercu Podlasia”.
Czy aby pani senator in spe nie zbłaźniła się nieco? Pis chce na siłę wykorzystać dobre nazwisko do swoich celów, ale……….. nie zawsze im to jak widać to na dobre wychodzi.
Wczoraj prezydent Duda miał „groźny” wypadek na jednej z polskich autostrad, po prostu pękła opona i samochód znalazł się w rowie, fakt, nie doszło do żadnej kolizji, dzięki wielkich umiejętności kierowcy samochodu, ale oczywiście w głowie ministra Błaszczaka już powstała hipoteza zamachowa i w związku z tym ma być powołana komisja śledcza, dlaczego opona została uszkodzona. A  przyczyna tego faktu może być przecież całkiem prozaiczna, może po prostu był jakiś ostry kamień na drodze, na który samochód najechał i przedziurawił oponę? Za to już widziałam w związku z tym fajnego mema „Duda, ofiara pękniętej gumy” ha,ha, ale ludziska są dożarte, tak kpić z samego najjaśniejszego prezydenta?
Jeszcze wiele ciekawych rzeczy można przeczytać w necie, między innymi o tym, jak niezadowolony z miażdżącej Pis oceny przez Komisję Wenecką Kaczyński po prostu ją dyskredytuje, pisząc o jej nikłych wartościach, podczas, gdy każdy wniosek owej komisji jest w Europie brany jako ważny głos doradczy, z którym należy się liczyć. Ale już wiadomość o tym, że Krzysztof Wyszkowski składa zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o zdradzie stanu przez Donalda Tuska chyba wręcz poraża.
 Co prawda można się było tego spodziewać, że Kaczyński będzie się chciał odegrać na Tusku za wszystkie swoje domniemane krzywdy, ale naprawdę ma on tylu popleczników – idiotów, którzy gotowi są na całkowite ośmieszenie i  odsunięcie Polski od Europy? Stajemy się przecież coraz mniej wiarygodni.
I niech tu poskromiona nadal uważa, że wszystko co Pis robi jest w porządku, widać nie zależy jej na Polsce, tak jak nie zależy na niej całkowicie Jarusiowi, byle do przodu, nawet po trupach, nawet wystawiając się na ośmieszenie. Czu ja naprawdę jestem uczulona na Pis i wymyślam jakieś kłamstwa, które mają ich dyskredytować? Wiem, że zdecydowana większość Polaków myśli podobnie, jak i ja, wszak tego ciemnego luda jest tylko około 30 procent. Na razie wierzą Pisowi, ale już emeryci zbuntowali się głośno krzycząc, to skandal, że rząd asygnuje w termy Rydzyka, czy w inne kościelne inwestycje, podczas gdy emeryci dostali tylko 1 zł podwyżki.
Rzeczywiście, to jest skandal, może te babcie moherki wreszcie zobaczą, jak bardzo z nich ich guru kpi???
Kiedyś mówiło się: „obyś dożył ciekawych czasów” Dziękuję, nie chcę takich przeżyć, już je raz w życiu przerabiałam, ale tamte były mało znaczącym szczegółem przy tych, które teraz się dzieją. Nie jestem wegetarianką, nie jeżdżę na rowerze, nigdy, przenigdy nie byłam komunistką (nawet odmówiłam  kiedyś zapisania się do ZMS), a zostałam przypisana do grupy gorszego sortu tylko dlatego, że nie zgadzam się z wizją państwa wg Kaczyńskiego. Gdy ktoś komuś narzuca sposób myślenia, sposób rozwiązywania swoich życiowych spraw to nie jest już demokracja, to już jest totalitaryzm!!!!!.
I niech mnie nawet zamkną w tym areszcie wydobywczym, ale zdania nie zmienię. I to nie dlatego, że jestem wyznawcą innej partii, teraz już sama nie wiem, za jaką partią bym optowała, ale na pewno nie byłby to ani PIS, ani Kukiz 15.
I znów politycznie rozpoczęłam dzień, ale jak tu się nie denerwować, czytając te wszystkie polskie newsy. Niestety ostatnio podobno poparcie Pisu (wg Ibrisu) znów nieco wzrosło, ale to i tak ciągle jest tylko około 32 procent Polaków, którzy chcą wierzyć, że Kaczyński sprawi im raj na ziemi. Otóż nie sprawi, a ich upadek będzie niestety dla tych Polaków bardzo bolesny…. a i rozczarowanie bardzo gorzkie.

No poranne obowiązki już wypełnione, Face book zaliczony, blog napisany, lekarstwa zażyte (znów te 8 tabletek na raz wrrr), mogę powiedzieć, że dla mnie sobota już trwa.
Szkoda tylko, że znów taka jakaś ponura, co odczuwam niestety głównie przez ból głowy, ale kawa jednak ostatnio mi znów nie służy, będę musiała jakoś bez niej się obejść. Może późniejsza drzemka nieco mi pomoże?
Życzę przyjemnego dnia

Imieninowo

Dzisiaj Kazimierze i Kazimiery obchodzą dzień swojego Imienia. I im dzisiaj składam najlepsze z tej okazji życzenia.
Ale dla mnie najważniejszy dzisiaj jest oczywiście V.I.P., który też ten dzień imienin  właśnie  dzisiaj świętuje.
Czego mam Ci w dniu Imienin Kaziu życzyć? Na pewno jak zwykle zdrowia i pomyślności, mało kłopotów i zmartwień a dużo uśmiechu.
I życzę Ci, aby nadchodząca wiosna przyniosła Ci wiele radości i słońca, aby każdy dzień był promienny, bezchmurny, bezproblemowy.
I chciałam, żebyś wiedział, że nie zważając  na to, co się nieraz dzieje, zawsze myślami jestem przy Tobie.
I to nie są banalne, puste tylko  słowa. Ale czasami życie układa się nam jak w dziwnym kalejdoskopie i trudno nieraz własne przeciwności zwalczyć.
I to jest właśnie moje imieninowe przesłanie dla Ciebie.
Nie jestem pewna, czy zaglądniesz dzisiaj do mojego blogu, bo czasami zdarza się, że go nie czytasz, ale gdybyś jednak zabłądził pod  moją strzechę wiedz, że tu zawsze jestem i właśnie dzisiaj przesyłam Ci tutaj moje życzenia. Od Ciebie zależy, jak je potraktujesz i co z nimi zrobisz.  

Wczoraj miałam dosyć pracowity dzień, ale z wielką przyjemnością poszłam sobie z pracy spokojnie, spacerkiem do przystanku autobusowego.
Ptaszki tak pięknie już świergoliły, znaczy, że i one wiosnę czują. Mimo, że było już po godzinie 17-stej, było w miarę jasno i radośnie, a dwa moje drzewka na podwórku, przez które przechodziłam, coraz bardziej stają się zielone.
I chociaż czuć jeszcze było chłód, co prawda nieco mniejszy, niż poprzedniego dnia, ale najważniejsze, że nie padał ani śnieg, ani deszcz i było w miarę przyjemnie. Ale przyznam, że świergot tych ptaszków całkowicie mnie rozczulił, wzięłam to za dobry znak.

I jeszcze jedna niespodzianka, która mnie zaskoczyła, otóż na Ipli znów znalazłam nowy odcinek „Klanu” Tak już pozostanie, czy to tylko chwilowa decyzja TVP i Ipli pospołu, bo podobne zawirowania były ostatnio też z innym serialem na Ipli, mianowicie nie został wyeksmitowany ostatni odcinek serialu ” M jak miłość”, nie mówiąc już o odcinkach premierowych, za które ponoszę oczywiście dodatkową opłatę. Zupełnie nie rozumiem, o co tu chodzi w tej całej sprawie, ale mam nadzieję, że wkrótce się wszystko wyjaśni. Pisałam kiedyś do dystrybucji Ipli  w związku z tym zażalenie, ale dostałam tylko lakoniczną odpowiedź, że właśnie starają się walczyć z trudnościami technicznymi, które przeszkadzają w emitowaniu nowych odcinków i niebawem wszystko wróci do normy. To niebawem bardzo długo jakoś trwało, przypuszczam, że było więcej głosów niezadowolenia, więcej pretensji, nie tylko z mojej strony.
Ale co ciekawe, odcinki Klanu nie były też emitowane w Vod Onet, ani na stronach TVP, może uznali, że skoro „Klan” już się kończy, nie warto sobie nim głowy zawracać? Ale z tego co wiem, było wiele głosów sprzeciwu wobec planu likwidowania serialu „Klan”, może jednak TVP uszanuje to życzenie telewidzów i zgodzi się na kontynuację losów rodziny Lubiczów?
Ale co w takim razie dzieje się ze serialem „M jak miłość”, czyżby też miał ulec kasacji? Co prawda na razie nikt nigdzie o tym  nie wspominał, ale przez analogię można by było wyciągnąć takie wnioski.
Tylko raz jeszcze pytam, czy Telewizja jest dla telewidzów, czy telewidzowie są dla telewizji? Dlaczego przywraca się przebrzmiałe już przebrzmiałe, telewizyjne starocie, a wyrzuca się seriale, które cieszą się dosyć sporą oglądalnością. Chyba nie zależy TVP na dużym spadku oglądalności?, co już nastąpiło, jako, że ilość widzów oglądających Wiadomości TVP gwałtownie spadła, za to wzrosła liczba oglądających Fakty w TVN, ta druga jest teraz większa od tej pierwszej.
Jednak wiele osób nie zgadza się z jedynie słuszną tendencyjnością przekazywaną w rzekomo obiektywnych Wiadomościach, nie są jednak do końca one obiektywne, podobnie zresztą inne programy informacyjne, zawarte we wszystkich stacjach podległych TVP. Przecież już zdarzyło się tak, że prowadzący Wiadomości dziennikarz  TVP  Krzysztof Ziemiec podał informację, że dokumenty w spawie Lecha Wałęsy zostały poddane grafologicznej  ocenie i uznane jako prawdziwe, ale okazało się, że jednak żaden grafolog  tych dokumentów jeszcze nie oglądał, nie badał i niestety pan Ziemiec musiał,  nieudolnie zresztą, prostować kaczkę dziennikarską, którą wypuścił. Zresztą i  TVP 3 przekłamywała fakty, pokazując ostatnią demonstrację KODu jako mała garstkę uczestników (filmowała głównie puste ulice, którymi pochód protestacyjny już dawno przeszedł), tym czasem TVN i inne stacje pokazywali prawdziwy obraz z tej demonstracji, tłumy, które przechodziły ulicami Warszawy dawały pełne poparcie Lechowi Wałęsie, a wyrażały swoją dezaprobatę wobec obecnie  rządzących. TVP z założenia Pisu miała być obiektywna, tym czasem po prostu okłamuje społeczeństwo, pokazując tylko to, co nie daje prawdziwego, złego obrazu rządzącej ekipy. Panie Kurski,  Polacy to nie cały ciemny lud i nie  kupi pana lizusowskiej propagandy, nie można na siłę zrobić ze wszystkich Polaków naiwnych głupków.

 

Wiecie, że dzisiaj mamy już piątek? A jak piątek, to oczywiście weekendu początek. Życzę Wam, by był udany, cudowny, słoneczny, wiosenny.
Przynajmniej takie prognozy pogody na te kilka dni nam zapowiadają.
Jak na razie jest w Krakowie dosyć ponuro, mgliście, ale wierzę, że uda się słonku przebić poprzez ten gruby mur chmur i nam dzisiaj zaświeci.
Dobrego dnia.

czwartkowe poranne rozważania

 

 

Obudziłam się dzisiaj znów około 4 rano i wzięło mnie na filozoficzne rozważania. Zastanawiałam się, jak to jest, młodzi ludzie się poznają, świata poza sobą nie widzą, wydaje się, że będą taką wspaniałą parą, wspólnie kroczącą przez życie aż do końca wspólnych dni. A tu niestety coraz częściej okazuje się, że to guzik prawda.
Ślub był owszem piękny i okazały, był szampan, toasty i wspaniały tort weselny, łzy i uśmiechy i spoglądanie na tę drugą osobą w oczekiwaniu na to, co niebawem ma się zdarzyć. No a potem przychodzi już całkiem prozaiczna rzeczywistość. Fakt, niektórzy potrafią wspólnie pokonywać bariery i mimo wszystko, mimo nieporozumień, znajdują nadal tę wspólną ścieżkę. Ale ostatnio coraz więcej małżeństw niestety się rozpada. Jakie tego są przyczyny? Różne, czasami ekonomiczne, czasami wywołuje ten rozpad tzw niezgodność charakterów, chociaż wydawałoby się, że kiedyś, gdy powiedzieli sobie to sakramentalne słowo TAK nic nie zapowiadało późniejszego braku zrozumienia, porozumienia. I zawsze ktoś wychodzi z tej decyzji okaleczony. Przede wszystkim dzieci, zwłaszcza te małe, które przybierają sobie do głowy  jakże niedorzeczną myśl, że to one właśnie są powodem rozwodu rodziców, może były niezbyt grzeczne, za mało kochały rodziców, nie słuchały ich porad….. Usiłują często jeszcze w jakiś chytry sposób pogodzić rodziców, wymyślając różne podstępy, na ogół nie prowadzące do pozytywnej zmiany. Żal jest takich dzieci, bo nagle z błogiego dzieciństwa, z tych słodkich wspólnych chwil z rodzicami zostają wrzuceni na głęboką wodę i muszą uczyć się lawirować, w jaki sposób żyć, by nie skrzywdzić żadnego z rodziców.
Starsze dzieci nie mają już takich problemów, już wiedzą, że żaden z rodziców nie jest ideałem, że też jest obarczony pewnego rodzaju wadami, ale jednak też nie do końca z taką decyzją rodziców się godzą, a wręcz zaistniała sytuacja bardzo często pozostawia piętno na ich późniejszym życiu, na ich późniejszych relacjach damsko – męskich, ale nie tylko, często czują się zagubieni, nie mogą nawiązać pozytywnych relacji z innymi ludźmi, zamykają się w sobie i prowadzą specyficzny, swój własny sposób na życie, w oddali od innych. A może boją się, że gdy oni staną przed podobnym problemem, jak ongiś rodzice, nie będą sobie potrafili też z tymi problemami poradzić? Dlatego wchodzą we własną skorupę, często wypuszczając kolce z ostrzeżeniem, uważaj, nie dotykaj, chociaz tak prawdę powiedziawszy właśnie czekają na jakąś pomocnie wyciągniętą ku nim rękę.
A także i ta druga osoba, która nagle zostaje sama, szczególnie gdy przelewa się na jej głowę masę problemów, które do tej pory we dwójkę były rozwiązywane, gubi się w życiu, staje się do innych nieufna, a co najgorsze bardzo często robi się z niej zgorzkniała osoba.
Najczęściej ten problem dotyczy kobiet, bo to one jednak zawsze są bardziej wrażliwe, bardziej odczuwają krzywdę, o to one najczęściej zostają porzucone.
Pewnie, że są przypadki, gdy kobieta odchodzi i pozostawia mężczyźnie dzieci i dom na głowie. Chyba jest wtedy jeszcze gorze, bowiem kobieta w naturze ma to, że potrafi się bardziej zmobilizować, chociaz nawet okupywane jest to wielką rozpaczą, mężczyźni z reguły są miej pragmatyczni i natłok codzienności w domu niestety potrafi ich przytłaczać.
A jaki jest wniosek z tych moich rozważań? Otóż na pewno nikt, który staje na ślubnym kobiercu nie zakłada z góry, że ich małżeństwo jest tylko chwilowe.  Wtedy każdy z nich ma założone „różowe okulary” i optymistycznie patrzy na wspólną przyszłość, mimo, że często już z daleka widać pewne rozbieżności.
Ale panujący optymizm pozwala uwierzyć, że z nimi będzie inaczej, że dadzą sobie radę. Życie jednak z każdym dniem rozwiewa ten optymizm, coraz mniej jest wspólnoty pomiędzy takimi małżonkami, coraz mniej wspólnie rozmawiają,  coraz mniej mają wspólnych zainteresowań, wspólnych radości, coraz częściej warczą na siebie, szukając zawsze winy w tej drugiej osobie. Czy można temu zapobiec? Odpowiedzi można szukać już w decyzji, jaką podejmują decydując się na wspólną drogę. Czy do końca jesteś pewna, pewny, że ta druga osoba, którą tak praktycznie nie całkiem do końca znasz jest twoim przeznaczeniem, jest osobą, na którą zawsze będziesz móc liczyć i się nie zawiedziesz? A nawet jeżeli będą chwile, które was nawet na krótki moment rozdzielą, potrafisz wybaczyć i potrafisz poszukać kompromisu?
Zauroczenie miłosne trwa krótko, powinna potem pozostać prawdziwa przyjaźń między małżonkami, oparta na dobrych wspomnieniach, na chwilach wspólnego szczęścia, na cieszeniu się tym, co w życiu się ma, a nie na szukaniu odmian, które niestety najczęściej jawią się tylko ułudą.
Może dlatego jest tak mało tych wspaniałych, wiekowych małżeństw, które rozczulają człowieka, gdy na nich się patrzy.
Dawniej świat tak się nie spieszył, nie było też tej ciągłej walki o przetrwanie, jak teraz, może dlatego te dawne małżeństwa były takie bardziej stałe, niż te dzisiejsze???? Na pewno inaczej spostrzegamy świat, niż patrzyły na niego nasze babcie, nasi dziadkowie, którzy wydawali się bardziej odpowiedzialni, niż dzisiejsi ludzie, a może to jednak było lepsze, a może ktoś uzna, że teraz jest ciekawiej, że dawniej ich życie bywało nudne…
 To wszystko zależy od tego, jak ktoś pojmuje sens i wartości życia. A to pozostawiam do indywidualnego już rozważania.
A może te moje dzisiejsze indagacje są tylko przemyśleniami starej panny, nie pojmującej  sensu małżeństwa? Kto wie…..

Dzisiaj mamy już czwartek I jak to właśnie we czwartki bywa idę do pracy na popołudniową zmianę, już wiem, że mam rozpisane kilka badań, więc będzie to dzień pracowity!
Dzisiaj mija równy tydzień od mojego feralnego upadku, muszę zatem być bardzo ostrożna, by się znów jakas przygoda do mnie nie przyplątała.
Słowo o pogodzie? Jest do niczego, zimno i ponuro, okropnie ostatnio marznę, chyba nie mogę doczekać się już tego zbawiennego wpływu radosnego, wiosennego słoneczka.
Aha, odebrałam wczoraj paczkę z moją nową sukienką sweterkową, będę miała jak znalazł nową kreację na święta. Martwi mnie tylko, że sukienka jest dosyć krótka, nie jestem zwyczajna chodzić w sukienkach przed kolano, chyba jestem na to za bardzo wiekowa???????

Życzę miłego czwartku.

HURRAA Znów mamy kolejną środę :-)

A skoro dzisiaj mamy środę, to nie tylko oznacza to, że mamy już pół tygodnia za sobą, nie tylko to, że jeszcze 2 dni do weekendu, ale najważniejsze jest to, że dzisiaj znów tutaj z Ulką się spotykamy w tym naszym wspólnym dniu i znów wymienimy swoje myśli, ja we wpisie, a Ulka w komentarzu.
Bo tak właśnie jest w każdą środę, już od dłuższego czasu, nawet nie pamiętam, kiedy te zwyczaj wprowadziłyśmy, ale obie wiemy, że środa to dla nas szczególny dzień.
To tradycyjnie Uleczku pozdrawiam Cię serdecznie z Krakowa i całuski słodkie do Poznania dla Ciebie posyłam.
No i oczywiście jest i tradycyjna róża dla Ciebie, tym razem upodobniła się ona do pogody, jaka ostatnio w Polsce panuje, kapryśna i załzawiona, ale przecież i tak taka śliczna.
Niech mówią co chcą, że to dzień lizusostwa( bo są tacy, co tak twierdzą), ale ja uznaję inaczej, to jest nasze  święto i nikt nam tego nie odbierze, tak długo, dopóki mój blog będzie trwał i jeszcze nie tylko jeden dzień dłużej.

Nie mam na dzisiaj żadnej myśli przewodniej, nie będę się więc wymądrzać, dodam  tylko, że stanęłam wczoraj na wadze i znów się zadziwiłam, jest mniej mniej niż 80 kg. Brawo, tego się po tobie Ewciu nie spodziewałam.
Że też muszę zawsze przejmować się tym, co ktoś o mnie mówi. Zarzucili mi, że stawiam siebie na czele wszystkich problemów, które koło mnie się toczą.
Nie prawda, ja tylko się cieszę, że osiągam to, co kiedyś wydawało mi się nie możliwe. Ale zajmuję się też  problemami najbliższych, problemami kraju, nawet narażając się na krytykę. Naprawdę nie jestem samolubkiem!!!. To nie tak! Takie zarzucanie mi egocentryzmu trochę mnie jednak boli.

Pogoda nadal do niczego, wczoraj padał deszcz, a potem nawet deszcz ze śniegiem i co najważniejsze było całkiem wręcz zimno. Pewnie ta wilgoć w powietrzu to odczucie chłodu jeszcze  to odczucie potęgowało. A dzisiaj… podobnie, jest jednym słowem mokro i ohydnie. Ale podobno już od jutra ma być całkiem diametralna zmiana, życzę sobie, by tak było, bo ja już wysiadam, mam dosyć tej pseudo zimy. Nic na to nie poradzę, że jestem takim zmarzluchem.
Ja chcę już wiosny!!!!

 No i jeszcze jedna wiadomość, która mnie bardzo ucieszyła, mianowicie 1 marca Sąd Rejonowy dla miasta stołecznego Warszawy wpisał Komitet Obrony Demokracji do rejestru Krajowego Rejestru Sądowego, tym samym dając mu legalność wszelakiej jego działalności.
Trochę poczułam się, jak wtedy, w sierpniu 1980 roku, gdy Powstały Niezależne Samorządne Związki Zawodowe Solidarność. Też nie była to partia, ale organizacja, która odegrała olbrzymią rolę w walce o demokracje, oby ta sytuacja sprzed 35 lat znów się teraz powtórzyła. Niech Polska znów wróci na tory pełnej demokracji, bez żadnych wypaczeń i zawirowań.

Życzę wszystkim dobrego dnia, mimo nie najlepszej pogody, bo jak już nie raz pisałam, najważniejsza jest pogoda ducha!!!
No i byle do wiosny!!!!