
oczywiście różyczki dla Uleczki.
Witaj w nasz ukochamy dzień tygodnia, w środę Uleczko.
Rzeczywiście szybko ten czas ucieka, chyba nawet co raz szybciej, dopiero co się obudziłam a tu….środa 🙂
Serdecznie Cię Uleczko pozdrawiam i życzę Ci, by wszystkie lipcowe dni, nie tylko środy były dla Ciebie miłe i radosne.
Wczoraj miałam bardzo przyjemne popołudnie, pełne samych niespodzianek.
Najpierw zatelefonował VIP zaprosił mnie jak zwykle do Parku Krakowskiego.
A gdy już tam usiedliśmy na ławeczkę zadzwonił telefon, tym razem Magda dopytywała się, gdzie jestem i po usłyszeniu wiadomości, że w Parku powiedziała krótka, to ja tam zaraz będę.
No i przyjechali w trójkę: Magda, Jacek i Abra.
Jak już pisałam chyba, Abra na ostatniej wystawę otrzymała złoty medal, ale pan sędzia stwierdził, że jednak jest ona troszkę za mało otwarta na nowe znajomości z innymi psami i z ludźmi.
Potrzebna jej taka resocjalizacja, kontakt z psami, z ludźmi z miastem, aby poczuła się bardziej pewna siebie.
Dlatego właśnie Magda i Jacek przyprowadzili ją do Parku gdzie zawsze jest sporo piesków.
Akurat wczoraj nie był to najlepszy dzień, bo mimo, że troszkę tych piesków się po parku kręciło, niestety najczęściej na smyczy i nie było tych szalonych zabaw, które nieraz na polanie oglądałam, a szkoda.
Może następnym razem Abra trafi na takie wspaniałe psie towarzystwo?
Pamiętam, że przed laty, gdy miałam jeszcze Tinę, codziennie chodziłam z nią na długie spacery alb do Parku Jordana, bo wtedy jeszcze można tam było spuszczając pieski ze smyczy, albo na Błonia, gdzie zawsze mieliśmy swoje donorowe „ludzko – psie” towarzystwo.
Pieski świetnie się znały, lubiły, więc zabawom i psich harów nie było końca, A i wśród właścicieli rodziły się przyjaźnie owocujące późnij na długie lata.
Fajna jest taka psa ferajna, sporo miłych chwil wśród nich spędziłam ongiś.
Dlatego chciałabym, żeby i Abra spotkała takich fajnych kolesi do wspólnej zabawy.
No i te wystawy, które na nią czekają……
Oj, najeździłam się kiedyś z Tiną na wystawy, najeździłam, całą Polskę z nią wystawowo zwiedzałam, a rezultatem tego był piękny sznur medali, które na wystawach zdobywała.
Gdy tylko rano Tina widziała, że biorę jej sznur medali i chowam go do torby podróżnej, już wiedziała: jedziemy na wystawę, do piesków, po FUN. Bardzo to lubiła.
Ja też lubiłam takie wystawowe eskapady i chociaż wracałam z nich nie raz bardzo zmęczona, bo jednak wstawałam nad ranem, pędziłam z psem do pociągu, potem podróż, cały dzień na wystawie no i czekał nas jeszcze powrót do domu, jednak zawsze byłam z takiej wycieczki bardzo zadowolona, zwłaszcza, gdy na Tiny szyi zawisł następny złoty medal.
Teraz trochę się dziwię, skąd miałam tyle siły na takie wypady,, ale to była po prostu….młodość.
Teraz, na te starsze lata jest przynajmniej co wspominać 🙂
Pogoda (przynajmniej u mnie w Krakowie) dzisiaj jest całkiem przyjemna, nie pada, jest słonko i jest fajne, rześkie powietrze, nareszcie nie ma duchoty, jest czym oddychać.
Nawet zastanawiałam się, czy nie podesłać do Poznania trokęchę tych słonecznych promyczków, ale okazuje się, że u Uleczki też słonko świeci.
Gorzej mają za to ci, którzy nad morzem teraz mokną w deszczu i zamiast na plaży muszą siedzieć w swoich domkach.
Ale może i ten deszcz będzie tylko przelotny i na spacery pełne jodu pozwoli niefortunnym wczasowiczom?
Życzę bardzo przyjemnej środy, w odpoczynku od kanikuły, ale z radosnym słoneczkiem i radosnymi godzinami.