
Weekend dobiegł już końca, już przeszedł do historii, rozpoczynamy nowy tydzień.
Podsumowanie:
Sobota była naprawdę bardzo przyjemnym dniem. Przede wszystkim dopisywała pogoda, nie było ani za gorąco, ani za zimno, tak więc na tarasie do bardzo późnych godzin (prawie że nocnych) można było sobie posiedzieć.
Wiecie jakie są jeszcze uroki imprezy na wsi?
Tym, że nikomu w niczym nie przeszkadza się, można może nawet głośno posłuchać muzy, można donośne rozmowy przeprowadzać, nikomu z sąsiadów to nie przeszkadza, bo nawet jeżeli do nich jakieś odgłosy dochodziły, nie były one tak męczące, czy denerwujące niż wtedy, gdyby taka impreza odbywała się w jakimś bloku. Wiadomo, dzisiejsze budynki cienkie ściany mają i na pewno taka impreza skończyłaby się interwencją policyjną.
Nie, nie żeby jakieś okropnie głośne ekscesy się odbywały, po prostu było tylko wszystkim bardzo wesoło. W każdym bądź razie zarówno goście i jak gospodarze z urodzinowej uroczystości byli zadowoleni.
Zresztą nie było to tylko jedno imprezowanie w tym dniu, za miedzą również odbywało się wesołe grillowanie, więc odgłosy wesołości się nakładały i zarazem niwelowały, więc nikt nikomu w niczym nie przeszkadzał w sumie nie wiadomo było, gdzie jest głośniejsza impreza.
Za to niedziela nieco nas rozczarowała, co prawda poranek był jeszcze na tyle ciepły, że mogliśmy zjeść śniadanie na tarasie, ale z czasem zaczęły napływać szare chmury i zerwał się dosyć silny i całkiem zimny wiatr, tak, że dalsze siedzenie na zewnątrz domu było raczej nie możliwe.
Fakt, nie byłam za bardzo przygotowana na tę chłodniejszą pogodę, więc jako pierwsza skryłam się pod dach, ale za mną zaczęła schodzić się dalsza część lekko podmarzniętej rodziny i obiad już jedliśmy w salonie.
Tak to jest, gdy człowiek zawierzy prognozom pogody 😦
A wczoraj wieczorem Magda odwiozła mnie już do Krakowa, więc ostatnią noc spędziłam już w swoim wygodnym łóżeczku.
Z przygód, które mnie jeszcze spotkały podczas mojego ostatniego pobytu ,był nieco nieprzyjemny incydent z małym pieskiem, bulterierem, który również był gościem.
Ja rozumiem, że jest to jeszcze mały i głupi szczeniak, ale trzeba przyznać, że zęby ma całkiem ostre, o czym się właśnie wczoraj przekonałam. Siedziałam sobie na kanapie, gdy Axel podszedł do mnie, dwoma łapkami wyskoczył na moje kolana, po czym ni stąd, ni zowąd chapsnął mnie swoimi ząbkami do krwi. Tak więc mam swoistą po urodzinową pamiątkę na mojej ręce, w postaci krwawej, mniej więcej 2 centymetrowej szramy na moim lewym przedramieniu.
A to dopiero huncwot z tego szczeniaka, strach pomyśleć co z niego wyrośnie.
Oczywiście rana została natychmiast przez Magdę zdezynfekowana, innej, lekarskiej interwencji na szczęście nie potrzebowałam, bo piesek dopiero co wyszedł ze swojej hodowli i był w związku z tym przebadany.
Zresztą takie małe szczeniaki i tak nie szczepi się przeciwko wściekliźnie, mają antyciała wyssane z mlekiem matki.
Tak więc moje otoczenie i moi pacjenci mogą czuć się bezpiecznie, na pewno się nie wścieknę.
No chyba, że znów posłucham, co mówiła Jego Wysokość na Konwencji Pisu, albo jak interpretują tę jego przemowę jego prominentni działacze, ale to już jest inny rodzaj wścieklizny, nie zagrażający innym, szczególnie tym poprawnie myślącym.
Staram się jednak nie słuchać i nie czytać tych bzdur, bo szkoda moich nerwów.
Wściekać też mogę się na opozycję, która wyraźnie bardzo nieudolnie ustawia zamki na piasku i łopatkami nawzajem się okłada i to niestety na trzy miesiące przed wyborami. Czarno to widzę, bo Pis bardzo mocno zwarł swoje szeregi i….trudno mi to powiedzieć, ale niestety jak na razie już są zwycięzcami, przynajmniej takimi się czują, a opozycja wydaje się, z tym faktem już też się pogodziła.
A czas szybko leci, znów za trzy miesiące powiem TIME IS OVER ?
Tylko tym razem dosyć tragicznie to dla Polski się skończy.
Noc niestety też była raczej chłodna, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu (nie licząc jednej burzy w trakcie nocy) zamknęłam wczoraj okno w pokoju, zostawiłam tylko uchylone okienko w kuchni, nie mam ochoty żadnego kataru się nabawić.
Zresztą przez kilka kolejnych dni ma być nieco chłodniej, ale już pod koniec tygodnia najprawdopodobniej znów powrócą 30 stopniowe upały.
Ha, znów będziemy mieć powody do narzekania…….
W każdym razie ten poniedziałek do super ciepłych dni raczej nie będzie należał.
Ale nie traćmy nadziei, przynajmniej na troszkę słonka w dniu dzisiejszym i w każdym następnym dniu tego tygodnia.
Powodzenia na dzisiaj i na cały tydzień.