Bromelia

Bromeliowate, ananasowate, zapylcowate – rodzina roślin jednoliściennych. Należy tu około 1,7 tys. gatunków skupionych w 55–57 rodzajów. Niemal wszystkie, z jednym tylko wyjątkiem, występują w Ameryce Południowej i Północnej, głównie w strefie tropikalnej.

Tyle z Wikipedii, a teraz coś ode mnie:

Mój kwiatek tropików nie potrzebował, chociaż i taka pogoda była na początku lipca w Polsce, po prost sobie zakwitł i już

Bardzo dziwny to jest kwiatek. Nie pamiętam, od kiedy go mam, ba, nawet nie pamiętam od kogo go dostałam, skąd znalazł się w mnie domu, w każdym bądź razie, na pewno jeszcze miałam go, gdy mieszkałam na Smoleńsk
Ale nigdy mi nie zakwitał.
Dopiero rok temu, w lipcu, po raz pierwszy zauważyłam, że wyrósł na nim piękny kwiat, różowy, o bardzo charakterystycznych ostrych twardych jak tekturki, kujących płatkach.
Na początku lipca tego roku, czyli przed kilkoma dniami we wspomnieniach na Facebooku znalazłam zdjęcie tego mojego kwiatka i wtedy uwiadomiłam sobie, że to już teraz znów mamy miesiąc lipiec, podeszłam do okna i……. tak, jest, znów mi pięknie zakwitł.
Znów uradował moje oczy.
Szybko znalazłam najpierw w Googlach, a potem we Wikipedii wszystkie wiadomości o tym kwiatku, okazuje się, że jest on z rodziny ananasowców i charakterystyczne jest to, że zakwita tylko jeden raz w roku.
Zupełnie jak ten kwiat w piosence Alibabek „Kwiat jednej nocy” z tym, że mój kwiat kwitnie o wiele dłużej, niż jedną noc i nie jest biały, a pięknie różowo – łososiowy.
Tak mało, a cieszy.
Ale ja kocham wszystkie kwiaty, zresztą to widać na moich stronach Facebook-owych , gdzie bardzo często zamieszczam swoje zdjęcia.
Po prostu nie umiem przejść koło kwiatków, żeby nie zrobić im pięknej fotki, która potem na mojej stronie umieszczam.
Mam nawet aparat fotograficzny, ale przyznam, że jest on dosyć ciężki, a mój aparat w telefonie też bardzo ładne zdjęcia robi, akurat mi to wystarcza.
Pogodę mamy latoś dosyć kapryśną , wczoraj, gdy wychodziłam do pracy było całkiem chłodno, więc nawet cieplejszą bluzkę i letnia kurteczkę włożyłam, ale potem nagle zrobiło się dosyć gorąco. Szybko wróciłam do domu, przebrałam bluzkę i…….tak, tak, oczywiście poszłam na pokemonowe łowy do Parku.
Po wcześniejszym deszczyku nie było już śladu, słoneczko wyszło zza chmur i ładnie przyświecało, chociaż tę letnią harmonię nieco chłodny wietrzyk zaburzał. Ale jeszcze dwie godziny w Parku na świeżym powietrzu sobie spędziłam, trzeba zrobić jakieś zapasy tlenowe na długie, jesienne dnie, tym bardziej, że o dziwo, w Krakowie ostatnio bardzo wyraźnie poprawiła się jakość powietrza i co prawda nie jest doskonała, bo taki raczej nigdy w Krakowie nie będzie, ale jest przynajmniej dobra, czyli dopuszczalna na spacery,
Od wczoraj śledzę losy małego, pięcioletniego Dawidka, który zaginął w dosyć tajemniczych okolicznościach. Wiadomo tylko, że był pod opieką ojca, który popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg, po dziecku niestety ślad zaginął.
Bardzo dziwna sprawa: dlaczego ojciec, który podjął taki desperacki krok, nie zadbał wcześniej o bezpieczeństwo swojego syna, mógł go przecież przed tym strasznym krokiem odprowadzić synka do matki.
Byłby to skrajny egoizm tego człowieka, ale trudno go osądzać, gdy już nie żyje, żal tylko dziecka. Co się z nim stało? Czy go porwano (jest problem z jego podwójnym obywatelstwem rosyjsko – polskim), czy jakaś mafia się nim zainteresowała i dlatego ojciec zginął?, gdzie ten maluch przebywa, czy w ogóle żyje?
Trzymam mocno kciuki za szczęśliwe odnalezienie się Dawidka, chociaż może być różnie, wszak to już trzecia doba mija, odkąd go szukają……

No to coś na osłodę tego piątku, taki krakowski kawał:

Życzę Wszystkim mile spędzonego słonecznego poątku