
Czas zasuwa jak oszalały,jeszcze trochę i już po wakacjach będzie.
Właściwie cała wczorajsza niedziela była taka nieatrakcyjna, nie wakacyjna. Grzmiało i lało jak z cebra, że te Aniołki umiaru z ta kąpielą w świętą niedzielę w Niebie nie mają 😦
Tak więc moje wczorajsze plany na spędzenie miłej niedzieli w Parku spaliły na panewce. A wydaje mi się, że nawet kilka namiotów cateringowych tam było, cóż skoro chętnych raczej do korzystania z nich nie było.
Nawet dzieci wczoraj na swoim placyku zabaw trudno było dojrzeć. To znaczy, gdy słoneczko na chwilkę wyszło zza chmur, na placu jakieś dzieciaczki się pokazywały nawet, ale szybciutko zamykały przed kolejnym nadciągającym deszczem, a takich deszczowych powrotów było wczoraj kilka, nawet i grzmiało dość porządnie, z tym, że prawdziwa burza była chyba gdzieś poza Krakowem.
No to co ciekawego wczoraj robiłam?
Ano ugotowałam sobie porządny, niedzielny obiad, taki z kotletem, co prawda nie schabowym,, ale z piersi z kurczaka i z fasolką szparagową i ziemniaczkami i go zjadłam (oj chyba mój brzuszek jednak nie za bardzo fasolkę lubi?), a potem oglądałam… nie, nie TV, bo po pierwsze w niedzielę trudno jakis fajny filmik znaleźć, fajny, to znaczy taki, który by mi odpowiadał, a po drugie ta ściana deszczu niestety deformowała obraz z satelity i tylko w nerwy mnie wprowadzał fakt, że obraz co chwilke zanikał.
No to puściłam sobie filmy na komputerze, na CDA, najpierw jeden ze starszych filmów „Zakochać się” z Robertem De Niro i z moją ulubioną aktorką Meryl Streep, potem jakis filmik o psie owczarku o wdzięcznym imieniu Łapa, który mimo, że urodził się psem z wadą kończyny , po przebytej dysplazji, stał się psem ratownikiem.
A na koniec oglądnęłam sobie taką wdzięczną komedię produkcji szwedzkiej, z naszą śliczną Izabellą Scorupco , z pięknymi widokami nie tylko ze Sztokholmu, ale i z małej uroczej rybackiej wioski, do której para bohaterów wraz ze swoimi dziećmi wyjechała.
No i tak jako ta niedziela całkiem szybko i nawet miło mi zleciała, potem można było jeszcze oglądać „Śpiewające fortepiany”, bo na szczęście antena się „uspokoiła’ i już całkiem poprawnie programy odbIerała i obowiązkowe było oczywiście oglądanie „Szkła Kontaktowego” – przynajmniej kawałek tej prawdziwej polityki, nie fałszowanej, wybielanej, moŻna było sobie oglądnąć i do niej się ustosunkowywać.
Ale zbyt wiele czasu na takie polityczne rozmyślania nie miałam, bo poczułam się bardzo senna i gdy tylko wskoczyłam do łóżeczka…tak, tak, sen prawie natychmiast odpłynął. I znów pół nocy musiałam walczyć z tym krótkim, przerywanym snem, więc obudziłam się całkiem niewyspana i w dodatku zła, bo jakaś straszna afera, pyskówka mi się śniła nad samym ranem, w której brałam udział i chyba ten zły humor ze snu przeniósł się do teraźniejszości.
Ale muszę swoją złość opanować, zresztą myślę że poranna kawka mi już w tym pomogła, bo za oknem wstał całkiem słoneczny dzionek, co prawda na razie jeszcze chłodny, ale z czasem temperatura ma znów się podnieść, może po pracy chociaż na chwilę usiądę w Parku?
Mam dzisiaj też taki przemyślenie dotyczące ostatnich wydarzeń : nie wierzę, żeby ojciec Dawidka, którego podobno bardzo kochał, potrafił go zamordować. Mam takie przeczucie, że ten facet zamieszał się w jakieś sprawy mafijne, może był szantażowany i pewnie musiał odda swojego syna, tym bardziej, że to dziecko jest podwójnej narodowości, polsko – rosyjskiej, czy ukraińskiej, nie wiem dokładnie, bo co chwilę inaczej o tym piszą.
Może właśnie z powodu tego rozstania z dzieckiem zrozpaczony popełnił samobójstwo? No tak, wtedy dziecko by żyło, tylko jaki jest jego dalszy los?, czy nie dzieje mu się krzywda?
Chciałabym żeby ta cała sprawa przynajmniej dla tego dziecka pomyślnie się skończyła
Miłego poniedziałku i całkiem miłego i pogodnego letniego tygodnia