
Oczywiście żart, zawsze po niedzieli przychodzi poniedziałek.
Zresztą jakże nudny byłby świat, gdyby składał się z samych niedziel.
Ale ten kotek wyraźnie zdenerwowany jest coś dzisiaj.
Ja nie, bo wczorajsza niedziela była bardzo miła i jeszcze milej się skończyła, niż przewidywałam.
Oczywiscie, że zaraz po godzinie pierwszej po południu znalazłam się w moim Parku. Ale tam luda było, gwar jak nie wiem co, potem nawet muzyczka w Parku zaczęła rozbrzmiewać (przyznam, że dla mnie za głośna, nieco mnie denerwowała, ale byłam od niej w dość wielkim oddaleniu)
No i znów spotkałam jakąś panią, tym razem młodą, z dzieciaczkiem na ręku, prawie rówieśnikiem Zelduni, która bardzo miło się ze mną przywitała i wdała w rozmowę.
Wynikało, że ona świetnie wie, w przeciwieństwie do mnie, z kim rozmawia.
No i prowadź tu rozmowę, skoro nie wiesz kto zacz.
Podejrzewam, że musiała to być pielęgniarka ze Szpitala, w którym byłam kiedyś operowana, bo jakoś właśnie o tę operację mnie wypytywała.
Ale czyżby mnie tak świetnie pamiętała? Pewnie tak, skoro na pożegnanie powiedziała mi: do widzenia pani Ewo.
Mhm, ile jeszcze spotkam takich osób, którzy mnie znają, a ja nie mam pojęcia z kim rozmawiam??????
Pewnie każdy z Was miał taką sytuację i wiecie, że czuje się wtedy pewien dyskomfort psychiczny. Tylko, że ostatnimi czasy coś za często mi się to zdarza. Na szczęście tym razem nie usłyszałam krytyki dotyczącej mojego wychowania.
Muszę koniecznie opracować jakąś swoją metodę zachowywania się w takiej sytuacji, przynajmniej na tyle, bym nie czuła się niewygodnie.
Wszak o wiele wygodniej rozmawia się z osobą całkiem nieznajomą, niż z kimś, kto Cię zna, kogo ty niby znasz, a nie wiesz kto to jest.
Oczywiście był w Parku wczoraj bardzo urozmaicony catering, tylko za kieszenie trzeba się było trzymać, żeby zbyt dużo pieniędzy nie wydać. Nawet mi się udało, bo zamówiłam sobie kanapkę japońską onigiri , czyli ryż z łososiem, zjadłam też (przyznaję się bez bicia) porcję lodów, lemoniadę miałam swoją własną, zrobioną w domu, z wody i z cytryny, przelaną tylko do butelki, więc za dużo pieniędzy wczoraj nie wydałam.
Trochę po Parku połaziłam, trochę na ławkach posiedziałam (musiałam je kilkakrotnie zmieniać w poszukiwaniu cienia) i oczywiście miałam spotkania z Pokemonami, a jakże.
W pewnym momencie do mnie i do siedzącej obok pani podeszła jakaś pani, która jak się okazało, wykorzystywała ten tłum ludzi do celów kampani politycznej, była przedstawicielką pewnego krakowskiego polityka, zresztą ongiś prezydenta naszego grodu i do ulotki, którą całkiem nie nachalnie rozdawała, dokładała pęczek zielonej pietruszki.
No cóż pietruszkę wzięłam, ale wcale nie zamierzałam szybko z nią do domu wracać, więc nieco mi podwiędła, ale już po powrocie nawet trochę ją reanimowałam, może do sałatki albo do zupy jeszcze się nada.
Ale każda okazja do propagowania politycznych poglądów jak widać jest dobra.
Zresztą co do tej pietruszki, to okazało się, że jest to raczej pasternak, nie pietruszka (rzeczywiście mało pachniała), a poza tym teraz pietruszka jak wiemy jest teraz w cenie, może stąd ten pomysł do użycia w zareklamowaniu się polityka zrodził???
Czyli jednym słowem było jak w tym powiedzeniu: figa z makiem, z pasternakiem, z tym, że nie było ani figi ani maku, pozostał sam pasternak Czyli……. politycy oszukują, nihil novi sub sole. Ale od bidy i pasternak można do zupy dodać.
A że tego słońca był zbyt wiele, więc w pewnym momencie musiałam skryć się do cienia i tam mnie odnalazła Rodzinka, czyli Ela, Darka i Maciek
Jeszcze chwilę posiedzieliśmy w Parku, ale potem wróciliśm do mjego domu, gdzie z Maćkiem uraczyliśmy się pyszną kawą, a Ela i Daria wolały jednak poczęstować się wodą mineralną z cytryną. Szkoda, że nie miałam jeszcze mięty, bo napój byłby jeszcze bardziej pyszny, a pasternak (czy pietruszka) stanowczo do tego się nie nadawała, chociaz też. jest w kolorze zielonym 🙂
A gdy goście już poszli poczułam pewne znużenie całym tym dniem, no cóż, temperatura oscylowała w okolicy 30 stopni, ale w ogóle nie było żadnego wiaterku, ani jeden listek nie zadrżał nawet na drzewie.
Zresztą i na dzisiaj też spore upały zapowiadają, znów nam gorąco znad Sahary powiewa.
Ale jednak mogę na pewno powiedzieć jedno : to była bardzo udana niedziela.
A jaki będzie ten tydzień?
Zapowiadają, że burzowy, pełen wyładowań atmosferycznych, politycznych pewnie też, bo co rusz coś nowego i to niezbyt pochlebnego o pisowskich prominentach się dowiadujemy. Ale już kiedyś ustaliłam, im wolno, im się po prostu to należy, bo są z górnej półki.
No dobra, zostawmy przynajmniej przy poniedziałku, polityków i politykę w spokoju i rozpocznijmy radośnie nowy tydzień.
No to na dzisiejszy gorący bardzo poniedziałek i na calutki tydzień same uśmiechy i radosne pozdrowienia przesyłam.