A ja do końca miałam nadzieję, że jednak chłopczyk żyje. Patrzę na jego zdjęcie, śliczny chłopczyk, prawdziwy Aniołek, niestety właśnie powiększył grono Aniołków w niebie i z niebieskiej chmurki patrzy teraz na swoja zrozpaczoną Mamę, która zalewa się łzami i na pewno zadaje sobie pytanie:”czy mogłam temu nieszczęściu zapobiec”???? Trudno nam wyrokować, bo z tego co wiemy, sytuacja w tej rodzinie nie była klarowna, tylko szkoda, że za to zapłaciło niewinne dziecko. Dziecko, przed którym świat dopiero się otwierał i na pewno wiele radosnych momentów mogło go w życiu spotkać. Żegnaj mały Dawidku, nie byo Ci długo dane cieszyć się dzieciństwem, chociaż ze zdjęć widać, że byłeś dzieckiem radosnym, wesołym, nawet psotnym. Czuwaj z tej chmurki nad swoją Mamą, bo teraz Jej świat się całkowicie zawalił i na pewno będzie potrzebowała pocieszenia , które spłynie na Nią od Ciebie. I wybacz jednak swojemu Ojcu, że taki straszny los Ci zgotował. On teraz jest gdzieś niedaleko od Ciebie, chociaż zgodnie z nasza wiarą na pewn odbiera zasłużona karę, a tylko Ty możesz pomóc mu tę wieczną karę przetrwać. My tu na ziemskim padole nie znamy praw, które rządzą tym innym światem, Ty już te prawa poznałeś. Ale na pewno tamten świat jest wolny od nienawiści i od zemsty, przepełniony jest dobrocią, miłością i przebaczeniem, ale na pewno jest sprawiedliwy. I właśnie dlatego sądzę, że teraz już naprawdę będziesz szczęśliwy.
Sobota chociaż ze smutnymi wiadomościami) była pogodnym dniem. Posiedziałam sobie chwilę w Parku po rozmawiałam z panią, która skończyła niedawno 89 lat, wspaniała kobieta, umysł jasny, żadnych oznak starczej demencji, jedyne na co mogła narzekać, to nogi, które ją bolą, ale i tak sobie często do Parku Krakowskiego albo do Parku Jordana chodzi na spacerki, aby samej w domu nie siedzieć. Czyli świat dużo starszej kobiety nie musi być aż taki straszny, może to dla mnie jakieś pocieszenie było, daje sobie znakomicie, mimo sędziwego wieku w życiu radę. Co prawda nie siedziała tak jak ja stale na telefonie (nawet nie wiem, czy posiada komórkę), nie gra oczywiście w Pokemony, ale i tak wydawała się całkiem szczęśliwa. Nie można być stale nieszczęśliwym i rozpatrywać swoje wszystkie bolączki, nieprawdaż? Dzielna Kobieta!!!!!
NIECH ŻYJĄ STARUSZKI I STARUSZKOWIE !!!!!!
Witam Wszystkich w niedzielę. Zapowiada się całkiem przyjemny, ale niezbyt słoneczny dzień. Wczoraj niewiele ludzi mój Park odwiedzało nie wiem, pewnie dlatego, że to wakacje?? Mam nadzieję, że dzisiaj w moim Parku będzie weselej. Już widzę porozkładane jakieś namioty. W zeszłą niedzielę deszcz zepsuł tę całą plenerową przyjemność. Boję się, czy dzisiaj nie będzie powtórki z rozrywki. Niebo jest dosyć zachmurzone, ale spokojnie, jest dopiero 9 rano.Może jednak słonko się przekona, że dzisiaj warto zaświecić? Miłej niedzieli.
Przyjęcie w zamku Głos kasztelańskiego herolda, który odczytywał na placu obwieszczenie, obudził wieś położoną u podnóża zamku. „Nasz umiłowany pan zaprasza wszystkich swoich dobrych i wiernych poddanych do udziału w przyjęciu, wydanym z okazji swoich urodzin. Każdy otrzyma miłą niespodziankę. Pan prosi jednak wszystkich o małą przysługę: osoby, które wezmą udział w przyjęciu, niech przyniosą ze sobą trochę wody, aby uzupełnić kończące się rezerwy zamkowe… Herold powtórzył kilkakrotnie to obwieszczenie, potem odwrócił się i pod eskortą powrócił do zamku. We wsi w przeróżny sposób komentowano zaproszenie. – Oh! To zawsze ten sam tyran! Ma wystarczająco wielu służących, by uzupełnić zbiornik… Ja zaniosę szklankę wody i to wystarczy! – Ależ nie! Był zawsze dobry i szczodry! Ja przyniosę baryłkę! – A ja… naparstek wody – Ja beczkę! Rano, w dniu przyjęcia, można było zobaczyć dziwny orszak zdążający do zamku. Niektórzy pchali wysiłkiem potężne beczki lub nieśli, sapiąc, wielkie wiadra pełne wody. Inni, wyśmiewając się z współtowarzyszy drogi, nieśli małe karafki albo szklanki na tacy. Orszak ten wszedł na podwórzec zamkowy. Każdy opróżniał swój pojemnik w dużym basenie, ustawiał go w kącie i podążał do sali bankietowej. Pieczyste dania i napoje, tańce i śpiewy przeplatały się bez przerwy. Wreszcie pod wieczór pan zamku podziękował wszystkim w uprzejmych słowach na przybycie i powrócił do swych apartamentów. – A przyrzeczona niespodzianka? – szemrali niektórzy niezadowoleni i rozczarowani. Innych przepełniała radość: – Nasz pan zorganizował dla nas wspaniałą uroczystość! – mówili. Każdy przed powrotem do domu udał się po swój pojemnik. Dał się słyszeć krzyki, które gwałtownie się nasilały. Były to okrzyki radości i złości. Pojemniki zostały napełnione aż po brzegi złotymi monetami!
„Ach! Gdybym przyniósł więcej wody…”
A TERAZ PYTAM KAŻDEGO Z OSOBNA: ILE WODY PRZYNIÓSŁBYŚ TY NA TO PRZYJĘCIE? Z tego wynika, że chytrość w życiu nie popłaca. Pewnie, że trudno rozdawać na prawo i na lewo wszystkie dobro, które posiadamy, ale co innego rozdawać, a co innego dzielić się. My teraz niestety jesteśmy niejako przymuszeni przez nasz rząd do dawania, dotyczy to również to tych, którzy naprawdę sami niewiele mają. Ale przypuszczam, że każdy z nas, gdyby zobaczył na swojej drodze naprawdę biedne dziecko, biedna osobę, chętniej by do własnej kiesy sięgnął, niż wtedy, gdy staje się to przymusem. I wtedy nie miałby poczucia, że daje, wiedziałby natomiast, że dzieli się z tymi, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują. Ktoś powiedziałby, że to mała różnica? Nieprawda, to jest olbrzymia różnica, bo dawanie nie zawsze jest etyczne, szczególnie, gdy dostają (i biorą) osoby takiej pomocy nie wymagający. Może z jednej strony dobrze, że mamy państwo socjalne, które dba (??) o interesy ludzi, ale wszyscy wiemy, że nie jest to tak do końca prawda, że rządzący dbają przede wszystkim o siebie, o swoje następne rządy kupując przeróżnymi datkami wyborców. Zresztą Żelazna Dama czyli premier Anglii, pani Margaret Thatcher powiedziała kiedyś wyraźnie: Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy. A człowiek łasy na pieniądze, myśli sobie: dają, to biorę, nie sprzeciwia się temu, że jest to nie etyczne, że jest to też i głupie, bo na przykład te pieniądze, które dostaje dziecko z naprawdę bogatej rodziny byłoby o wiele lepiej spożytkowane, gdyby tym biedniejszy tę sumę dołożyć do życia. A w tej chwili to rozdawnictwo jest tylko przyczyną patologii, wiele osób, które naprawdę mogłoby pracować, zaniechało jej, gdyż żyją z pieniędzy z 500 plus, z przeróżnych pomocy społecznych z MOPSU, z darmowych darów w postaci jedzenia, ubrań, czy innych. Kiedyś, za czasów komuny mówiło się: „czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy”. I co? ludzie nie szanowali swojej pracy, pracowali nieefektywnie, byle jak, też wtedy było to wyrazem jakieś naszej patologii, tym bardziej, że gdy te same osoby wyjeżdżały na zagraniczne kontrakty, okazywali się wspaniałym i sumiennymi pracownikami, świetnymi fachowcami. Ten czas minął, przyszły potem czasy, gdy pracę trzeba było szanować, sumiennie wykonywać, bo w łatwy sposób można było znaleźć się na zielonej trawce. I nikt wtedy nie przejmował się, za co wyżywić swoją rodzinę, chcesz ży, musisz na to zapracować. A teraz znów jak w kalejdoskopie czasy się zmieniły i znów okazało się, że praca wcale nie jest dla niektórych osób najważniejszym celem życia, że można w łatwy i tani sposób w życiu się urządzić, co prawda czyimś kosztem, ale te osoby wcale z tego powodu żadnego dyskomfortu psychicznego nie czują, wręcz przeciwnie, odnosi się wrażenie, że wręcz kpią sobie z osób traktujących siebie i swoją rodzinę poważnie, czyli zarabiając na nich, uważają ich za naiwniaków. Jakie to przykre, że partia, która na swoich ustach niesie hasło sprawiedliwość, wynaturza najbardziej człowiecze odruchy, a czyni to tylko i wyłącznie z partykularnych powodów. Jakie to niesprawiedliwe w swoim ludzkim wymiarze. Trzeba pomagać ludziom i jestem pełna uznania dla tych prywatnych osób, które to czynią, dla specjalnie powołanych różnych fundacji, które nastawione są na pomoc, ale najważniejsze jest w tym to, że robią to dobrowolnie, nie czekając na żadne napływające z tego profity. I ciągle mam taką nadzieję, że doczekamy się normalnych czasów, gdy znów powrócimy do tych naprawdę ważnych wartości, które będą przestrzegane przez rząd, przez społeczeństwo, przez nas wszystkich A przyrzeczona nagroda? Trzeba na nią poczekać, bo w Piśmie świętym wyraźnie napisane jest Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6,38). Tylko……… zawsze odnoszę wrażenie, że Pis, które nazywa siebie partią katolicką, niewiele z tą wiarą ma wspólnego, oni po prostu ją tylko wykorzystują dla własnych celów. sprytnie nią manewrując, wprowadzając ludzi w błąd. W taki bądź razie zadam takie pytanie: czy oni nie boją się Bożej bojaźni?? Nie, nie bo przecież nie są to ludzie wierzący, są tylko uporozatorzy wiary katoliciej. Ale każdy układa swoje życie według swoich zasad, z tym, że one powinny być zgodne z zasadami innych ludzi, albo przynajmniej potrafić je tolerować, a za wszystkie niegodziwości, które ten ktoś popełnia, kiedyś sam odpowie.
Wstała ładna, słoneczna sobota. Podobno nie tylko ona, ale cały weekend ma być pogodny, tylko niestety zapowiadają też i burze. Ale taką pore roku akurat mamy, burze są przecież często przerywnikami naszej polskiej, letniej aury. Życzę wiele radości na dzisiaj dla wszystkich i naprawdę mile spędzonego dnia
………a zaraze wiele się dzieje. Całkowicie poległy nadzieje na zwycięstwo opozycji w następnych wyborach. Po prostu opozycja, jeżeli można w ogóle powiedzieć, że taka zaistniała, nie potrafiła się dogadać. Każdy wziął swoje wiaderko, swoje łopatki i poszedł do swojej piaskownicy. Polacy pozostali sami, rzuceni na pastwę losu, a racze na pastwę pisiej autokracji. Niedawno pisałam, że może to i dobrze, że Pis znów będzie musiał borykać się z kłopotami ekonomicznymi, które sam wprowadził w Polsce, dzisiaj jestem jednak innego zdania : ŹLE SIĘ DZIEJE W PAŃSTWIE POLSKIM!!!!! Jest, powiedziałabym nawet, bardzo tragiczna sytuacja, partia rządząca jest coraz bardziej pewna siebie, coraz bardziej butna, wręcz arogancka z wielką nutą kpiarskiego podejścia do przeciwnika, niestety mają rację, opozycja nic nie robi, by cokolwiek w Polsce zmienić. Niemoc jakaś na wszystkie inne stronnictwa opadła A ja powtarzam za Czepcem z Wesela:
A, jak myślę, ze panowie Duza by juz mogli mieć, Ino oni nie chcom chcieć!
Czy tak, czy siak, do wyborów jednak trzeba iść, bo jeżeli każdy z nas powie, „a po co? nic to nie zmieni”, dajemy tylko jeszcze większą szansę, jeszcze większą przewagę autokratycznej partii Pis, która wtedy, przy znacznej przewadze, będzie z Polski mogła urządzić prywatny folwark pana K.
Tu mi się przypomniało takie zapytanie: Czym Jezus różni się od Kaczyńskiego? Ano tym, że Pan Jezus pasał owieczki, a Kaczyński pasie same barany !!!!!! I to barany, które same bez żadnego sprzeciwu idą prosto na rzeź. Jest takie polskie przysłowie „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” No to my ścielimy naszą Polskę, tylko wciąż trzeba pamiętać, że nie robimy tego tylko dla siebie, że nad nami wisi wielkie zobowiązanie wobec naszych dzieci, naszych wnuków, następnych naszych potomków, którzy na pewno takiej Polski nie będą chcieli. Tyle lat marzyliśmy o tym, żeby nareszcie być w Europie i kiedy nareszcie, po wielu trudach wielu mądrych ludzi nam się to udało, przyszedł jeden mały człowiek, który powiedział NIE!!!! Polska będzie taka, taką jaką ja chcę, czyli zaściankowa, poddaną jednostce, anty europejską, W imię czego mamy teraz niszczyć to, co zbudowaliśmy przez trudne lata ewolucji naszej polskiej rzeczywistości, dlaczego ramy Europy znów mają nam się zatrzasnąć przed nosem????? Źle się stało, że ta opozycja tak bardzo musiała się rozdrobnić i nie potrafi znaleźć wspólnego zdania , ale przed nami jeszcze ponad dwa miesiące naprawde wielkiej mobilizacji, bo to MY WYBORCY musimy spowodować, aby jednak nie dopuścić do straszliwej katastrofy, która czeka nas po wyborze Pisu do następnej, nie daj panie Boże, kompletnej samowładzy.
Czasami jednak zdarzają się w tym naszym dziwnym świecie rzeczy wręcz cudowne. Pewnie każdy z Was już czytał lub słyszał ostatnią historię o zakochanym psie, który samotnie, bez swojej pani, wsiadł w Rzeszowie do pociągu relacji Rzeszów – Gdynia, aby spotkać się ze swoją wielką psią miłością, która przebywała nad morzem. Piesek akurat niedawno wrócił z wakacji, które spędził w Gdyni, tam poznał śliczną suczkę, w której się zakochał i nagle za nią zatęsknił tak bardzo, że postanowił sam wybrać się w daleką podróż do swojej ukochanej. Chyba by mu się to nawet udało, bo dojechał nawet tym pociągiem do Krakowa, ale współpasażerowie pociągu zainteresowali się kręcącym się samotnie po pociągu psem i zainterweniowali u kolejarzy z myślą, że pies zgubił się jakiemuś pasażerowi. Gdy prawda wyszła na jaw, piesek szczęśliwie powrócił do swojej właścicielki do Rzeszowa, pewnie nadal tęskni za swoją śliczną wybranką, może już nawet planuje następną taką ucieczkę???? Bo miłość to cygańskie dziecię, jak widać nawet naszym braciom mniejszym nie obca, jakie to wzruszające. Chyba każdy z nas pamięta śliczny film Disneya „Zakochany kundel”, jak widać nie tylko w bajce takie rzeczy się zdarzają. Zresztą w latach 50 tych poprzedniego wieku była znana historia psa Lampo, który uwielbiał jeździć koleją, na podstawie tej prawdziwej historii powstała znana opowieść „O psie, który jeździł koleją” Teraz mamy polską wersję tych obydwóch bajek. Jaka to przyjemna wiadomość, w tym naszym świecie niezbyt ciekawych zdarzeń, miłość ma specjalne miejsce w naszej i również zwierzęcej rzeczywistości. WZRUSZAJĄCE !!! Co prawda historia psa Lampo kończy się tragicznie, ginie potrącony przez pociąg, podczas gdy ratuje bawiące się beztrosko na torach małe dziecko, ale los naszego polskiego pieska jednak skończy się szczęśliwie, przynajmniej z punktu widzenia nas ludzi, bo piesek……na pewno nadal tęskni…… A wystarczyło tylko piesku cicho pod siedzeniem siedzieć, a nie kręcić się po pociągu, dojechałbyś wtedy do celu swojej wędrówki, do swojej ukochanej 🙂 A swoją drogą ciekawe jest to, skąd piesek wiedział, do którego pociągu wsiąść?Przecież tyle pociągów w różne strony jadących zatrzymuje się na stacji Rzeszów, on wsiadł do tego właściwego !!!!
ZAKOCHANY KUNDEL
Mam nadzieję że dzisiejszy piątek okaże się dniem miłym i szczęśliwym, szczególnie dla tych, którzy teraz sobie jadą gdzieś tam w świat na motorze. Dobrego weekendu
Co prawda dzisiaj wstał słoneczny czwartek, za to ja, całkiem jestem niewyspana, bo w nocy znów mi ten lewy bark dokuczał i kilkakrotnie mnie budził, Chyba jednak wstałam lewą nogą, a tej prawej nogi wciąż znaleźć nie mogę.
Więc nie silę się dzisiaj na żadne długie blogowe wpisy, bo pewnie same bzdury bym popisała. Tak bywa, czasami jestem na NIE, mam nadzieję, że mi to przejdzie, bo po pierwsze za niedługo idę do pracy i muszę tam mieć humor „opanowany”, a poza tym spodziewam się późnym popołudniem gości, mają na rowerach do mnie przyjechać Magda z Jackiem, Fajna sprawa z takimi rowerami, od samej Modlnicy, aż pod prawie mój dom są ścieżki rowerowe, wiec spokojnie i bezpecznie będa sobie mogli pobicyklować, co zresztą ostatnio jest nawet w modzie, coraz więcej ludzi przesiada się z samochodów na rowery. O wiele zdrowsze, tylko…. trzeba się trochę namęczyć, ale za to na pewno świetnie można zgubić zbędne kilogramy. Ale teraz jest też wprowadzono nowość w rowerach, są rowery z elektrycznym wspomaganiem, którym można sobie dopomóc, gdy człowiek już jest pedałowaniem lekko zmęczony, lub gdy jest jakieś większe wzniesienie przed nami, które trzeba pokonać. Jest to taka pośrednia forma pomiędzy normalnym rowerem, a skuterem, z tym, że na pewno bardziej ekologiczna, bo nie używa się do nich olejów napędowych, więc nie niszczy się środowiska, a przecież ekologia jest ostatnio wielkim wyzwaniem dla mieszkańców naszej planety. Zresztą w krajach skandynawskich poruszanie się na rowerach jest modne od wielu, wielu już lat, gdy słowo ekologia nie było jeszcze w modzie. Tam w każdym domu stoi kilka rowerów, na które Skandynawowie wsiadają, aby dojechać na przykład do pracy, czy na uczelnię. Teraz kolej na Polskę. Ale jedno jest pewne: ja na pewno takiego roweru sobie nie kupię. Nawet gdyby miał podwójne turbo doładowywanie. Kiedyś, w młodości co prawda na rowerze jeździłam, ale kiedy to było……… Teraz pewnie nie lada sensację bym na ulicach Krakowa wzbudzała: korpulentna babcia na rowerze hi hi hi
Dobra pozostawiam więc Wszystkim pyszną kawusię na miłe rozpoczęcie dnia i życze dobrego humoru i trochę słonka i ciepełka.
Oczywiście, przecież jest dzisiaj środa, kolejna środa Uleczku słoneczne pozdrowienia z Krakowa ślę, prosto z pokemonowej ławeczki,. Nie wiem, czy jesteś u Magdy, czy w domu, ale wiem, że moje róże i tak do Ciebie dotrą. Róża to taki piękny i wdzięczny kwiat, nieprawdaż? Ale Ty na inne kwiaty nie zasługujesz, na pewno nie na taki, jak zamieściłam wczoraj dla niejakiej Beaty Sz. Co prawda na ogół róże też kolce mają, ale te ode mnie są bez kolczaste, takie specjalnie dla Ciebie wybierane. Całuski.
A co poza tym?
Zrobię tylko jeden maluteńki wyjąteczek i jedną, ale tylko jedną wiadomość polityczną podam do wiadomości, chociaż pewnie już to słyszeliście?
Otóż pani Merkel zatelefonowała do pana Morawieckiego z …przeprosinami za nieudane głosowanie nad kandydaturą Beaty Sz. Dobry kawał co? A tę wiadomość przekazał wszystkim sam Wielki Wódz. A jemu należy wierzyć (????)
Wczoraj było raczej chłodno, ale tak na siłę po Parku z Pokemonami pod pachę pochodzić można było sobie. Chwilkę nawet sobie połaziłam, bo czekałam, aż dwa jajeczka w tej grze mi się wyklują. Po prostu w w inkubatorze umieszcza się jajeczko i trzeba przejść pewien dystans 2, 5, lub 10 km, żeby z jajeczka wykluł się Pokemon. Oczywiście na to trzeba trochę czasu strawić, no chyba, że ktoś akurat takie dystanse w jeden dzień pokonuje. A u mnie akurat kończył się etap i pięcio i dziesięciokilometrowy, więc doczekałam się dwóch nowych Pokemonów, oczywiście poza tymi, które jeszcze akurat wczoraj złapałam. To tylko moje takie małe wyjaśnienie zamieściłam, o co z tym wykluwaniem Pokemonów chodzi. Jednym słowem, po bardzo długiej przerwie, spowodowanej pewnym zniechęceniem do tej gry, znów złapałam wenę do gry, zobaczymy, kiedy znów mi się ona znudzi. Ale póki jest ciepło i mogę po Parku pochodzić, mogę ten czas na taki akurat mój FUN poświęcić, nikomu chyba nie szkodzi, a że ktoś patrzy na mnie dziwnie? A niech sobie patrzy, co mi tam 🙂 To problem tego kogoś, a nie mój przecież.
Spotkała mnie wczoraj dziwna nieco przygoda. Usiadłam na ławce, a tu do mnie podchodzi jakaś kobieta i jowialnie mnie wita, cholewka myślę kto to jest? Musiałam mieć chyba niezbyt mądrą minę (jak ja nie cierpię tego, gdy nie wiem, z kim rozmawiam), więc pani grzecznie się przedstawiła, po czym zdziwiona, że ją nie poznaję (znów moja mina była niepewna) wyjaśniła mi, że pracuje w rejestracji w naszej przychodni. No to w tym momencie całkowicie broda opadła mi na ścieżkę, w jakiej naszej przychodni?, myślę sobie intensywnie i nadal czuję się, jakbym była w jakimś śnie, bo nijak ją skojarzyć z żadną znaną mi przychodnią nie mogłam. Tu pani chyba się na mnie zdenerwowała, bo co prawda powiedziała mi chyba nawet do widzenia, ale dodała jeszcze bardziej dziwne słowa :”trochę kultury”. Nie wiem, okazałam się niekulturalna, bo nie wiedziałam kim ta pani jest?? A może dlatego wykazałam się brakiem kultury, bo też się jej nie przedstawiłam? Ale skoro podeszła do mnie i tak serdecznie ramiona nawet rozłożyła, uznałam, że pewnie wie, kim jestem, więc po co przedstawiać się jej miałam? Cóż, bywa, może po prostu mnie z kimś pomyliła, tylko po co ten niepotrzebny dodatek z jej ust padl, nie wiem. Na wszelki wypadek za telefonowałam do Maćka i spytałam, czy zna taką panią, bo może ona w jego przychodni pracuje, ale okazało się, że i on nikogo takiego nie zna. Za telefonowałam też do naszej Ani, która zna wszystkich pracowników pracujących w kilku naszych przychodniach, ale też nie skojarzyła sobie z nikim tego imienia i tego nazwiska. W sumie dziwna sprawa i pewnie jeszcze bym sobie głowę dłużej frapowała, starając sobie przypomnieć o jaką to przychodnię tej pani chodziło, ale na szczęście do parku przyszedł V.I.P i zajęłam się ciekawszymi sprawami, niż nieznajoma mi pani, czy Pokemony. Po prostu razem bardzo miło spędziliśmy czas w Parku, ale coraz bardziej dotkliwy chłód przegonił nas wreszcie do domu. A środa wstała nawet słoneczna, chociaż nieco chmurzasta i jeszcze raczej chłodna. Pewnie to wina tego księżyca, który wczoraj dał się zaćmić. Wyszłam nawet wieczorem na balkon, ale niestety u nas niebo dokładnie przesłonięte było przez gęste chmury, tym razem nie udało mi się podziwiać tego cudownego zjawiska, jakim jest zaćmienie księżyca. Pozostały mi tylko zdjęcia i filmiki na internecie do oglądania, to musiało mi wystarczyć. Od razu przypomniał mi się film „Faraon” i czasy, gdy zaćmienie księżyca traktowano jako Bożą karę za grzechy. My mamy teraz własne, współczesne kary za nasze grzechy ale o tym nie będe pisała, bo znów zapachniało by to polityką, więc po co się dręczyć? Będzie jak będzie, a my mamy teraz LATO, FUN. Jesień przyniesie nam niestety ochłodzenie, nie tylko w pogodzie, ale w naszej politycznej rzeczywistości i chociaż na pewno podczas wyborów zrobi się dość gorąco, potem będzie niestety wiało politycznym mrozem i zgrozą. Bo Polacy raczej znów postawią na …. tak, jednak na PIS, bo opozycja zamiast się jednoczyć zawzięcie się zwalcza. Przynajmniej będzie potem na co ponarzekać, Polacy wprost to uwielbiają. Ale teraz jeszcze o tym nie myślmy, teraz się należy cieszyć, bo…….lato przecież wciąż trwa. Do jesieni jeszcze mamy trochę czasu……… Należy zatem na ciepełko, które podobno już, już do nas nadciąga, jeszcze momencik poczekać i …….. Jedni prorokują hiszpańskie, gorące lato, inni znów nas afrykańskimi tropikami straszą……. niedaleka przyszłość pokaże
Hej, POKEMONY!!!!!! dzisiaj też pójdę z Wami chwilę powalczyć, miejcie się na baczności. Cieplutkiej środy życzę, słonka i samych miłych chwil.
Kolejne „zwycięstwo” naszej byłej premier w Unii: po raz drugi nie została wybrana na Przewodniczącą Komisji Zatrudnienia i spraw społecznych w Unii. Tym razem przerżnęła jeszcze mocniej, poprzednio było 21 głosów przeciwnych, w drugim głosowaniu zebrała aż 34 głosów przeciwnych. Chyba o czymś to świadczy, Unia nie chce kogoś, kto kiedyś Unią gardził. Ciekawa jestem, czy jeszcze raz spróbuje startować do tych wyborów na to stanowisko, wszak do trzech razy sztuka. Chociaż chodzą już słuchy że na to stanowisko ostrzy sobie też zęby Elżbieta Rafalska. No to życzę powodzenia w przegrywaniu tej drugiej pani też, nie radzę jej zdobyć tego stanowiska , bo Beata ją wtedy ze złości zje na surowo. Jeszcze raz pisowskich wyborców pytam: na kogo oddało te pół miliona Polaków głos, na nieudacznika politycznego, przynoszącego Polsce tylko wstyd?????? Nie, nie jestem wcale złośliwa (no może troszeczkę !), ale zawsze po takiej „wygranej” Beata obsypywana była kwiatami, więc nie chciałam być gorsza i też jej bukiet „gratulacyjnych” kwiatów niniejszym wręczam 🙂 A „Prawdziwych Polaków” zapraszam nadal do głosowania na nieudaczników, wszak Polska zmierza żwawym krokiem ku przepaści, co ma się w najbliższym czasie męczyć opozycja, w jaki sposób to wszystko odkręcić? Gdy Polska już całkowicie na pysk upadnie, wtedy dopiero przyjdzie nowa władza, która będzie wszystko od samego początku układała, bo u się nie da już nic odkręcić, mury o prostu znów runą…… Historia lubi się powtarzać: Kazimierz Wielki na przykład zastał Polskę drewnianą, a zostawił ją murowaną. Teraz Kaczyński i spółka zostawią Polskę zrujnowaną, następna ekipa rządowa (już nie pisia) będzie budować nam demokrację i Polskę od początku. Przynajmniej taką mam nadzieję 🙂 I to jest moja ostatnia polityczna konkluzja na dzień dzisiejszy.
A jaki był dzień wczorajszy? No właśnie, zapomniałam wczoraj napisać, dobrze, że Koleżanka Anna mi przypomniała, że w sobotę była 609 rocznica Bitwy pod Grunwaldem. Co prawda prawdziwa Bitwa odbywała się w dniu 15 lipca, ale widać organizatorom wygodniej było przełożyć to widowisko na dzień wcześniejszy. Oczywiście tradycyjnie w tym dniu, pod Grunwald przyjechało ponad 1000 rekonstruktorów z Polski i innych krajów, przebranych w stroje polskich i litewskich wojów, oraz w komże charakterystyczne dla rycerzy Zakonu Krzyżaków i stoczyli oni walkę, która trwała ponad godzinę, a przyglądało jej się ponad 30 tysięcy osób. I tym razem niespodzianki nie było, bitwę wygrały wojska polsko – litewskie . Pamiętam, że kiedyś, gdy jeszcze grałam w Plemiona, poznałam na plemiennym czacie kolegę, który każdego roku brał udział w tych grunwaldzkich potyczkach, nawet namawiał mnie, abym i ja również tam pojechała i czynnie brała udział w tej inscenizacji. Miałam grać tam niewiastę, która przebrana w strój mieszczki miałam pilnować dobra rycerzy, podczas gdy oni boje staczali. Niestety nie skorzystałam wtedy z zaproszenia, może trochę żałuję, bo miałabym na pewno teraz fajne wspomnienia, ale przyznam, że jednak trochę się przestraszyłam tego wyzwania, nie wiem, czy dałabym fizycznie radę podołać tym rycerskim trudom, na przykład spać na drabiniasty wozie????? Za to wczoraj staczałem oczywiście boje z moimi Pokemonami, pogoda była tym razem odpowiednia, nie było ani za gorąco, ani za zimno, deszcz, ani burza też nie straszyły,więc szybciutko z pracy się ewakuowałam i zdążyłam jeszcze dwie godziny w Parku z moimi potworkami bardzo efektywnie czas spędzić. Przynajmniej nie musiałam przebierać się w żadne szaty, moje własne do tych potyczek wystarczały. Jedyne, co mi dokuczało, to było pragnienie, no cóż, zmów zwiedzona niewielkim upałem, zapomniałam o wodzie mineralnej. A gdy wróciłam już do domu, odebrałam ze skrzynku ulotkę Radnego Miasta Krakowa z odezwą : Nie bądź obojętny, działaj. KRAKÓW BEZ PLASTIKU!!! Zawierała ona zalecenia, w jaki sposób, dla dobra Mieszkańców, można zwalczać plastikowe odpady, bo czas rozkładu plastiku, który zalegając w morzach i oceanach i tworząc wyspy wielokrotnie większe od Polski, trwa kilkaset lat. A te zalecenia to korzystanie z kubków wielokrotnego użytku, a nie jednorazowych, plastikowych, to też używane bawełnianych siatek, a nie jednorazówek, nie używanie jednorazowych sztućców i talerzyków (a takie to wygodne przecież), nieużywanie słomek do picia, pakowanie jedzenia do własnych, naturalnych pojemników, a także zalecane jest używanie odzieży z materiałów naturalnych, zabawek z naturalnych materiałów, czy kosmetyków bez sztucznych składników. Przyzam, że trochę mnie zaskoczyła ta ulotka, ale w duchu przyznałam rację, trzeba jednak ludzi uświadamiać, jak bardzo ważne dla nas jest dbanie o naszą planetę. I dalej radny pisze, że nie tylko jest już przygotowywany projekt tej uchwały „Kraków bez plastiku”, ale przez przez odpowiednie działania już wdrażany jest on w Urzędzie Miasta Krakowa i tą ulotką zaprasza on też wszystkich mieszkańców naszego grodu do włączania się do walki z plastikiem i szkodliwymi śmieciami. Tylko czy nie jest to głos wołającego na puszczy???? Chociaż…….. kiedyś wydawało się, że ze segregacja śmieci też jest problemem nie do pokonania, a jednak w pewnym dużym zakresie udało się przeprowadzić tę akcję i ludzie jednak śmieci na ogół ( z małymi wyjątkami) segregują. Wszystko zależy od świadomości ludzi, jaki mamy wpływ na to, żeby nasza Planeta przetrwała, nie została całkowicie zniszczona.
Wszak na niej będą żyły jeszcze nasze następne pokolenia, nasi potomkowie…………. A dzisiaj wtorek, cóż, niech nam się jakoś święci 🙂 Pytanie: jaka dzisiaj będzie pogoda?????
Czas zasuwa jak oszalały,jeszcze trochę i już po wakacjach będzie. Właściwie cała wczorajsza niedziela była taka nieatrakcyjna, nie wakacyjna. Grzmiało i lało jak z cebra, że te Aniołki umiaru z ta kąpielą w świętą niedzielę w Niebie nie mają 😦 Tak więc moje wczorajsze plany na spędzenie miłej niedzieli w Parku spaliły na panewce. A wydaje mi się, że nawet kilka namiotów cateringowych tam było, cóż skoro chętnych raczej do korzystania z nich nie było. Nawet dzieci wczoraj na swoim placyku zabaw trudno było dojrzeć. To znaczy, gdy słoneczko na chwilkę wyszło zza chmur, na placu jakieś dzieciaczki się pokazywały nawet, ale szybciutko zamykały przed kolejnym nadciągającym deszczem, a takich deszczowych powrotów było wczoraj kilka, nawet i grzmiało dość porządnie, z tym, że prawdziwa burza była chyba gdzieś poza Krakowem. No to co ciekawego wczoraj robiłam? Ano ugotowałam sobie porządny, niedzielny obiad, taki z kotletem, co prawda nie schabowym,, ale z piersi z kurczaka i z fasolką szparagową i ziemniaczkami i go zjadłam (oj chyba mój brzuszek jednak nie za bardzo fasolkę lubi?), a potem oglądałam… nie, nie TV, bo po pierwsze w niedzielę trudno jakis fajny filmik znaleźć, fajny, to znaczy taki, który by mi odpowiadał, a po drugie ta ściana deszczu niestety deformowała obraz z satelity i tylko w nerwy mnie wprowadzał fakt, że obraz co chwilke zanikał. No to puściłam sobie filmy na komputerze, na CDA, najpierw jeden ze starszych filmów „Zakochać się” z Robertem De Niro i z moją ulubioną aktorką Meryl Streep, potem jakis filmik o psie owczarku o wdzięcznym imieniu Łapa, który mimo, że urodził się psem z wadą kończyny , po przebytej dysplazji, stał się psem ratownikiem. A na koniec oglądnęłam sobie taką wdzięczną komedię produkcji szwedzkiej, z naszą śliczną Izabellą Scorupco , z pięknymi widokami nie tylko ze Sztokholmu, ale i z małej uroczej rybackiej wioski, do której para bohaterów wraz ze swoimi dziećmi wyjechała. No i tak jako ta niedziela całkiem szybko i nawet miło mi zleciała, potem można było jeszcze oglądać „Śpiewające fortepiany”, bo na szczęście antena się „uspokoiła’ i już całkiem poprawnie programy odbIerała i obowiązkowe było oczywiście oglądanie „Szkła Kontaktowego” – przynajmniej kawałek tej prawdziwej polityki, nie fałszowanej, wybielanej, moŻna było sobie oglądnąć i do niej się ustosunkowywać. Ale zbyt wiele czasu na takie polityczne rozmyślania nie miałam, bo poczułam się bardzo senna i gdy tylko wskoczyłam do łóżeczka…tak, tak, sen prawie natychmiast odpłynął. I znów pół nocy musiałam walczyć z tym krótkim, przerywanym snem, więc obudziłam się całkiem niewyspana i w dodatku zła, bo jakaś straszna afera, pyskówka mi się śniła nad samym ranem, w której brałam udział i chyba ten zły humor ze snu przeniósł się do teraźniejszości. Ale muszę swoją złość opanować, zresztą myślę że poranna kawka mi już w tym pomogła, bo za oknem wstał całkiem słoneczny dzionek, co prawda na razie jeszcze chłodny, ale z czasem temperatura ma znów się podnieść, może po pracy chociaż na chwilę usiądę w Parku? Mam dzisiaj też taki przemyślenie dotyczące ostatnich wydarzeń : nie wierzę, żeby ojciec Dawidka, którego podobno bardzo kochał, potrafił go zamordować. Mam takie przeczucie, że ten facet zamieszał się w jakieś sprawy mafijne, może był szantażowany i pewnie musiał odda swojego syna, tym bardziej, że to dziecko jest podwójnej narodowości, polsko – rosyjskiej, czy ukraińskiej, nie wiem dokładnie, bo co chwilę inaczej o tym piszą. Może właśnie z powodu tego rozstania z dzieckiem zrozpaczony popełnił samobójstwo? No tak, wtedy dziecko by żyło, tylko jaki jest jego dalszy los?, czy nie dzieje mu się krzywda? Chciałabym żeby ta cała sprawa przynajmniej dla tego dziecka pomyślnie się skończyła
Miłego poniedziałku i całkiem miłego i pogodnego letniego tygodnia
Traditional symbols of Spain in the form of a map.
Nadciąga do nas wyż XANDRA Prosto z Hiszpanii do nas przybędzie i znów przyniesie nam bardzo wysokie temperatury. Ale spokojnie, poczujemy się jak w Hiszpanii. Po co wydawać pieniądze na jakieś wypady na Majorkę, skoro Hiszpania sama do nas przybędzie?
Termometry w końcu pokażą temperaturę, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w samym środku lata. Razem z Xandrą przywędrują jednak burze i gwałtowne i porywiste podmuchy wiatru. Możemy spodziewać się ulewnego deszczu, a nawet gradu. Nie wiem, jak długo ona ma zamiar u nas przebywać, ale po tych kilku dniach ochłodzenia lekkie ocieplenie by się przydało, byleby nie takie, jakie mieliśmy pod koniec czerwca, bo temperatury powyżej 34 stopni, przynajmniej dla mnie, są nie do przyjęcia. A deszcze? A niech sobie trochę popadają, najlepiej nocą, wtedy wreszcie ziemia się nawilży, trawniki stracą ten swój żółty odcień spalonej trawy, no i moja Magda będzie nareszcie szczęśliwa, że nie musi 2 razy dziennie podlewać swojego ogródka, samo się podleje. A ja sobie kupie dużego, czerwonego i dojrzałego arbuza, usiądę na moim balkoniku i … no wlasnie, niestety widok z mojego balkonu nie jest wcale ciekawy, przed nosem mam pojemniki na śmieci (no i te bzykające, nieznośne muchy), ogródek też jest raczej zaniedbany, nie ma kto o niego zadbać, a nieco dalej mam przed sobą już sąsiedni blok. Z Hiszpanią raczej nie ma to nic wspólnego. Zawsze jednak można zamknąć oczy i sobie pomarzyć…… Ale zawsze w odwodzie mam swój ukochany Park, tam jest bardzo przyjemnie i wciąż zielono, bo jednak trzeba przyznać, że ogrodnicy bardzo o niego dbają, nawadniają, śmieci zbierają, da się wytrzymać, bo jak już pisałam i właściciele psów też o trawniki raczej dbają i zbierają nieczystości po swoich czworonogach. Ale ta prognoza jest jeszcze dzisiaj raczej nieaktualna, szaro jakoś, nawet troche grzmi, a w Parku wydaje mi się już jakieś dwa namioty postawiono, wiadomo, lipcowa niedziela. Pewne po burzy pójdę sprawdzić, czy rzeczywiście Kraków świętuje w Parku niedzielę podobnie jak w zeszłym roku. Wczoraj po południu też troszkę po Parku pobaraszkowałam , ale nagle zrobiło się szaro i szybciutko do domu zwiałam, całe szczęście, nie długo potem spora ulewa park spowiła. Oj, dzisiaj jednak też na piękny długi spacer raczej się nie zanosi. Burza coraz silniej i bardziej zdecydowanie nadciąga. Nie lubię burz, ba, nawet jej się boję, bo to jedna nieujarzmione\a przemoc niebios, nie ma po co się narażać. Na pewno oglądnę sobie „Kawę na ławę”, a potem „Lożę prasową” ( jeżeli satelita przez burze się nie zawiesi), oczywiście na TVN 24, bo wiele ciekawego wczoraj się działo, po pierwsze Kaczyński ogłosił już jedynki do list wyborczych, mio, że wybory oficjalnie jeszcze nie zostały ogłoszone, więc nie wiem, czy w ogóle nie jest to niezgodne z prawem, ale Pisowi, a szczególnie Kaczyńskiemu wszystko wolno, on zawsze jest ponad prawem, wiadomo, najwyższa półka Polski. Po drugie nareszcie PO ustami Schetyny ogłosił program wyborczy, właściwie też nie całkiem zgodny z prawem, ale jednak wszyscy na ten program czekali. Ciekawa jestem tylko, czy udało się Schetynie przekonać Polaków, na pewno tych pro PO-wców tak, inn i tak nie mają do tego dostępu, bo jedna słuszna telewizja na pewno tego programu na wszelki wypadek nie ogłosi, mógłby zaszkodzić posowi przecież, bo jest całkiem rozsądny i logiczny, chociaz i tak niejaki Horała skrytykował, że Schetyna gruszki na wierzbie obiecuje, co najmniej tak, jakby to wcześniej nie tylko gruszek, ale już prawdziwych gruch nie obiecywał PIS. Ale czy funkcjonariusz Pisu może cos innego powiedzieć? Bałby się karzącej ręki Wielkiego Wodza. Dobra, zostawmy politykę, niech każdy sam rozmyśli, co lepsze jest dla Polski. A ja życzę przyjemnej jednak niedzieli i dobrego odpoczynku. Wszak burza nie będzie trwała cały dzień, kiedyś słonko musi się pokazać.
Dzisiaj Francja ma swoje święto, 14 lipca 1789 roku została zburzona Bastylia, co było początkiem Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Więc VIVe la France !!!!
……. i znalazłam, na łące. Chociaż i na niebie ono te nawet przyświecało. Taki piękny, cieplutki słoneczny kolor miała ta lilia, rosnąca na kwietnej łączce w parku.Jakoś dotąd jej nie spostrzegłam w tej całej plątaninie różnych kolorów, dopiero wczoraj ją dojrzałam i natychmiast sfotografowałam. To był znów bardzo miło spędzony popołudniowy piątek w parku. Pieski wesoło po trawce biegały, niektóre nawet atakowały przechodzących ludzi, więc psio – ludzka afera wybuchła, każdy bronił swoich racji, ale faktem jest, że jeżeli psa puszcza się już luźno ze smyczy, należy na niego mieć baczenie, a nie beztrosko zabawiać się rozmową z innym właścicielem psa. Znam takie przypadki z autopsji, bo moja Tna też nie wszystkich ludzi lubiła, ale nie pozwoliłam jej na atakowanie innych. Chociaż czasami też byłam bezsilna, bo widok psa jadącego w bagażniku rowerowym zawsze doprowadzał ją do wściekłości, pies ma cztery nogi i powinien chodzić, biegać, a nie jeździć na rowerze. Fakt, czasami ona wcześniej niż ja taką anomalię dojrzała i afera wtedy była niezła, nie powiem, ale przynajmniej nie pyskowałam do właściciela psa i roweru, potulnie przepraszałam. Tymczasem wczorajsza paniusia – właścicielka dwóch piesków atakujących ludzi zareagowała całkiem niepoprawnie, niepotrzebnie wdając się w pyskówkę. Bałam się, że skończy się to interwencją Straży Miejskiej, bo takie sugestie padały z ust poszkodowanych, ale na szczęście po skończonej głośnej i niepotrzebnej aferze paniusia wzięła pieski i obrażona poszła w stronę domu. A co ja o tym sądzę? Rzeczywiście jest odpowiedni artykuł, który mówi, że w miejscu publicznym (a takim a pewno jest park) psy powinny być prowadzone na smycz, ale jeżelu już w oklicy nie ma ludzi, można na chwilkę psa ze smyczy zwolnić, ale przede wszystkim trzeba go pilnować , by nikogo nie atakował, nie straszył szczekaniem, zwłaszcza, gdy tak jak wczoraj zaatakowane zostało małe dziecko, które psa się przestraszyło.
A dzisiaj już nie ma słoneczka, niebo zaciągniętą szarą smugą chmur płacze. Pewnie Park dzisiaj będzie dostępny tylko dla piesków, chociaż wydaje mi się, że i one nie lubią wcale padającego deszczu. Na dzisiaj więc zarzucam spacerowanie, muszę znaleźć sobie jakieś inne zajęcie, może jakiś filmik na CDA?. Dzisiaj mamy 13 lipca, dla mnie ten dzień kojarzy się z pewnym wydarzeniem z dnia o tej samej dacie przed laty, zawsze o tym dniu pamiętać będę, chociaż wspomnienia do miłych raczej nie należą. Politycznie dzisiaj zamilczę, chociaż jeżeli ktoś koniecznie chce coś ciekawego przeczytać, polecam artykuł prof Hartmana w Polityce – nic dodac, nic ująć https://hartman.blog.polityka.pl/2019/07/12/zegnaj-demokracjo-zegnaj-tusku/?sso_username&sso_error_type=incorrect_password&fbclid=IwAR3i-lLQFt8_1BIDGDsPc-rGZRcPz54UkRXeiq56BribB_bZ6WqYGU1dcqU Zupełnie, jakbym to ja napisała…………. Niestety nadal nie odnaleziono małego Dawidka, mam wrażenie, że to dziecko po prostu nie żyje, obym się myliła!!!
Mimo nie najlepszej pogody życzę spokojnej i miło spędzonej soboty, może jutro będzie troszkę lepiej, chociaż też opady deszczowe zapowiadają?? No cóż weekend weekendowi nie podobny. POWODZENIA
Bromeliowate, ananasowate, zapylcowate – rodzina roślin jednoliściennych. Należy tu około 1,7 tys. gatunków skupionych w 55–57 rodzajów. Niemal wszystkie, z jednym tylko wyjątkiem, występują w Ameryce Południowej i Północnej, głównie w strefie tropikalnej.
Tyle z Wikipedii, a teraz coś ode mnie:
Mój kwiatek tropików nie potrzebował, chociaż i taka pogoda była na początku lipca w Polsce, po prost sobie zakwitł i już
Bardzo dziwny to jest kwiatek. Nie pamiętam, od kiedy go mam, ba, nawet nie pamiętam od kogo go dostałam, skąd znalazł się w mnie domu, w każdym bądź razie, na pewno jeszcze miałam go, gdy mieszkałam na Smoleńsk Ale nigdy mi nie zakwitał. Dopiero rok temu, w lipcu, po raz pierwszy zauważyłam, że wyrósł na nim piękny kwiat, różowy, o bardzo charakterystycznych ostrych twardych jak tekturki, kujących płatkach. Na początku lipca tego roku, czyli przed kilkoma dniami we wspomnieniach na Facebooku znalazłam zdjęcie tego mojego kwiatka i wtedy uwiadomiłam sobie, że to już teraz znów mamy miesiąc lipiec, podeszłam do okna i……. tak, jest, znów mi pięknie zakwitł. Znów uradował moje oczy. Szybko znalazłam najpierw w Googlach, a potem we Wikipedii wszystkie wiadomości o tym kwiatku, okazuje się, że jest on z rodziny ananasowców i charakterystyczne jest to, że zakwita tylko jeden raz w roku. Zupełnie jak ten kwiat w piosence Alibabek „Kwiat jednej nocy” z tym, że mój kwiat kwitnie o wiele dłużej, niż jedną noc i nie jest biały, a pięknie różowo – łososiowy. Tak mało, a cieszy. Ale ja kocham wszystkie kwiaty, zresztą to widać na moich stronach Facebook-owych , gdzie bardzo często zamieszczam swoje zdjęcia. Po prostu nie umiem przejść koło kwiatków, żeby nie zrobić im pięknej fotki, która potem na mojej stronie umieszczam. Mam nawet aparat fotograficzny, ale przyznam, że jest on dosyć ciężki, a mój aparat w telefonie też bardzo ładne zdjęcia robi, akurat mi to wystarcza. Pogodę mamy latoś dosyć kapryśną , wczoraj, gdy wychodziłam do pracy było całkiem chłodno, więc nawet cieplejszą bluzkę i letnia kurteczkę włożyłam, ale potem nagle zrobiło się dosyć gorąco. Szybko wróciłam do domu, przebrałam bluzkę i…….tak, tak, oczywiście poszłam na pokemonowe łowy do Parku. Po wcześniejszym deszczyku nie było już śladu, słoneczko wyszło zza chmur i ładnie przyświecało, chociaż tę letnią harmonię nieco chłodny wietrzyk zaburzał. Ale jeszcze dwie godziny w Parku na świeżym powietrzu sobie spędziłam, trzeba zrobić jakieś zapasy tlenowe na długie, jesienne dnie, tym bardziej, że o dziwo, w Krakowie ostatnio bardzo wyraźnie poprawiła się jakość powietrza i co prawda nie jest doskonała, bo taki raczej nigdy w Krakowie nie będzie, ale jest przynajmniej dobra, czyli dopuszczalna na spacery, Od wczoraj śledzę losy małego, pięcioletniego Dawidka, który zaginął w dosyć tajemniczych okolicznościach. Wiadomo tylko, że był pod opieką ojca, który popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg, po dziecku niestety ślad zaginął. Bardzo dziwna sprawa: dlaczego ojciec, który podjął taki desperacki krok, nie zadbał wcześniej o bezpieczeństwo swojego syna, mógł go przecież przed tym strasznym krokiem odprowadzić synka do matki. Byłby to skrajny egoizm tego człowieka, ale trudno go osądzać, gdy już nie żyje, żal tylko dziecka. Co się z nim stało? Czy go porwano (jest problem z jego podwójnym obywatelstwem rosyjsko – polskim), czy jakaś mafia się nim zainteresowała i dlatego ojciec zginął?, gdzie ten maluch przebywa, czy w ogóle żyje? Trzymam mocno kciuki za szczęśliwe odnalezienie się Dawidka, chociaż może być różnie, wszak to już trzecia doba mija, odkąd go szukają……
No to coś na osłodę tego piątku, taki krakowski kawał:
Życzę Wszystkim mile spędzonego słonecznego poątku