I znów ten spisek !!!! KARAMBA!!!!!

I znów ta niedobra Unia zemściła się na biednym Pisie i tym razem bat spadł na Beatę Szydło, która nie została wybrana na Przewodniczącą do spraw Zatrudnienia i spraw społecznych w Europarlamencie.
Kiedyś Beata przegrała 27:1, teraz przegrała 27:21. czyli można rzec, że liczba 27 jest dla niej feralna. Ta liczba to dla niej prawdziwe przekleństwo! Ciekawa jestem, jakie kwiaty dla Beaty Jarosław zamówił w kwiaciarni i czy już zostały one jej dostarczone? Powinna dostać na przykład 27 kujących róż, dowolnego koloru, ale za to z wielkimi kolcami.
Matko, kogo myśmy do tej Unii wysłali ???????
I jakim cudem taka miernota dostała pół miliona głosów od wyborców?
Czy im teraz nie jest po prostu wstyd, że na nią zagłosowali?
No i oczywiście już została wdrożona machina spiskowa, bo przecież żaden pisior nie widzi swojej winy, a tu po prostu pogarda Beaty dla Unii, w postaci usuwania unijnych flag, została ukarana pogardą, buta i arogancja też została ukarana, niech wreszcie pisowcy sobie to uświadomią. Bo to, że Waszczykowski dostał jakąś tam posadę wice przewodniczącego nie wiele znaczy, chociaż TVP i w czasopiśmie „W Polityce” już się wprost rozpływają, jakie to ważne stanowisko otrzymali.
Niestety, kiedyś dostał po nosie Krasnodębski, teraz Szydło, to tylko pokazuje, jak Unia traktuje pisowskich europosłów, jako zło konieczne, ale nie wiele znaczące i na pewno nie mające nic do powiedzenia, a tym bardziej do stanowienia o czymkolwiek, żadne ich decyzje nie będą przez Unię brane pod uwagę.
Nie będę ukrywała, że ta wiadomość mnie wprost ucieszyła, ba, nawet uradowała.
Sprawiedliwości stało się zadość, buta, arogancja, polityczne chamstwo zostało ukarane.
Tym bardziej cieszą mnie wszystkie dobre stanowiska, które dostały w Unii działacze PO – pokazuje to jednoznacznie kto pany, a kto chamy (z wyższej półki)
Przepraszam, ale musiałam dzisiaj trochę politycznie się wypowiedzieć, gdzieś upust mojej radości dać przecież musiałam, a to jest też przecież bardzo ważna wiadomość dla Polski, która niestety co raz bardziej spychana jest na margines, oczywiście dzięki dobrej zmianie.
Dobra zmiana może działać tylko w Polsce, bo tu można wszystko Polakom wmówić, nawet to, że nie ma żadnych kłopotów ze szkolnictwem, że reforma oświaty nie przyniosła żadnych problemów, a jeżeli dzieci się nie dostały do szkół to wina… tym razem samorządowców, którzy źle przeprowadzali nabory i nieodpowiednio przygotowały szkoły do zbyt wielkiego tłoku młodzieży, który to natłok powstał zresztą dzięki kumulacji dwóch roczników gimnazjum i szkól podstawowych na wskutek deformy oświaty pani Zalewskiej, ale o tym Pis nie che oczywiście gadać.
Nie rozumiem, może samorządowcy powinni byli namioty koło szkół rozłożyć, żeby te dzieci mogły na poduszkach przyniesionych z własnych domów usiąść i czerpać wiedzę podobnie, jak na przykład dzieci afrykańskie, które aż takich luksusów w postaci nowoczesnych szkół nie potrzebują.
Będzie jedna nauczycielka, która za jednym zamachem od razu trzy klasy uczniów będzie uczyła i wszystko będzie w porządku. Pani Zalewska uzna, że dobrze spełniła swój obowiązek.
W Unii na dobrą zmianę nijak nikt nabrać się nie chce, oni w „gadane” Pinokia, Kaczora, czy Adriana nie wierzą !!!!!
Gdzie szukacie dziury w całym?

KARAMBA!!! nie czepiajcie się już dobrej zmiany, bo tak świetnie jak teraz nigdy dotąd w Polsce nie było.
Dodrukowują pieniądze, żeby dać dzieciom te mało w sumie wartościowe, bez pokrycia papierki, pomagają nierobom leżeć na lewym boku, zamykają oddziały szpitalne, żeby ludzie niepotrzebnie nie zawracali głowy, zresztą i tak nie ma po co leczyć, skoro ostatnio zabrakło lekarstw…….
Apteki zaczynają świecić pustkami, jak ongiś, za dobrych, słusznych czasów świeciły pustkami sklepy mięsne i nie tylko.
Wtedy ówczesny rząd wpadł na fantastyczny pomysł zakupów deficytowych towarów na kartki.
Czy pan minister zdrowia wprowadzi kartki na lekarstwa?
Wszak z lekarstw zrobił się teraz towar wybitnie deficytowy.
Co prawda na przykład mieszkaniec Rzeszowa może zawsze wskoczyć do pociągu byle jakiego i ściskając w ręku kamień zielony, jechać po lekarstwo na przykład do Szczecina, czy do Białegostoku, tylko, czy tam to lekarstwo na pewno na niego będzie czekało?????
Dalej ciemna maso będziecie klaskać w łapki Pisowi i chwalić „dobrą zmianę”?
W następnej kolejce przyjdą kartki na żywność, nie będzie co jeść, nie będzie jak się leczyć……… zostaną w ręku papierki, udające 500 plus.
Pora umierać……

Program TRUMNA PLUS pomału już jest włączona w wyborczy program PIS.
I słusznie, po co utrzymywać darmozjadów – emerytów i chore osoby, które są obciążeniem tylko dla Prawdziwych Polaków .
Zabierają tylko chleb (i pietruszkę) tym, którzy .chcą takiej własnie Polski, jaka jest teraz.
Tylko że……….. trumna też jest teraz o wiele droższa, niż kiedyś.
Ba, nawet zwyczajne deski, z których można zbić trumienkę, też są w cenie.
W folię zawinąć nieboszczyka nie można, bo to jest nie ekologicznie, pozostają tylko stare gazety, też niezbyt tanie ostatnio, niestety.
Tak więc nawet po śmierci pozostaje problem, co z takim osobnikiem zrobić.

Ale się dzisiaj poznęcałam nad tą „dobrą zmianą” i jedyne słuszną partią,oferująca Prawdziwym Polakom „Prawdziwy Eden”.
Ale czy ktokolwiek z moich Czytelników, tak z ręką na sercu, powie, że przesadziłam, że nie mam racji?????
No chyba, że zapląta się tu przez przypadek jakiś pisior, ale ostatnio nawet moja adwersarka w politycznej potyczce zamilkła, nie wiem, może już pomału przyznała mi rację?

Dzisiaj mamy już czwartek.
Przede mną znów weekend, ale tym razem nie będzie on wyjazdowy.
Zresztą pogoda na weekend nie zapowiada się aż tak cudownie.
Za to ciekawa jestem, czy w tę niedzielę w moim Parku odbędzie się już tym razem, podobnie jak w poprzednim roku, wielki rodzinny piknik na trawie? Wszak już mamy lipiec!!!!
Na razie nie znalazłam żadnego komunikatu w Gazecie Krakowskiej na ten temat, czyżby w tym roku zapomnieli o tych pięknych letnich, rodzinnych niedzielach????
Poprzednia niedziela mieściła się jeszcze w miesiącu czerwcu, ale teraz…..
Zresztą już od kilku lat, jeszcze przed remontem Parku, była taka tradycja niedzielnych śniadań na trawie. Było kilka stoisk, gdzie można było kupić sobie jakieś pieczywo, jakieś sałatki, a potem usiąść na trawce, czy na ławce i cieszyć się latem
Ostatnio do Parku nawet wózek z lodami, czy wózek z kawą nie przyjeżdża jak ongiś, nie tylko w dzień powszedni, jak dotychczas, ale nawet w niedzielę ich nie widać.
A spacerowiczów jest wielu, chętnie by sobie wypili wodę, , czy kawkę i polizali lody.
Czyżby się taka sprzedaż przestawała opłacać?
A już pisałam kiedyś, że Park ma tyle niewykorzystanych miejsc, śmiało niewielką budkę z kawą, ciastkami i lodami można by było postawić, chociażby koło tych niewykorzystywanych ławeczek, stojących trochę na uboczu Parku.
Czemu nikt o tym nie pomyśli????? Pewnie to też nie byłaby jakaś wielka inwestycja, a zarobek na pewno by ją pokrył.
Co to za rekreacja, skoro nie można w Parku nawet wody mineralnej sobie kupić, o innych smakołykach nie wspominając.

No. już dosyć tej pisaniny na dzisiaj !
Życzę przyjemnego czwartku.
U nas chłodno deszczyk czasem kropi, a pomyśleć, że tak niedawno za oknem temperatura była dwa razy wyższa!!!!
Ale i słonko czasami też się pokazuje, nie będzie może tak źle.

WARTO

Cala prawda w tych kilku słowach zawarta niech będzie i dla Ciebie i dla mnie mottem tego pięknego dnia, jakim jest dla nas Uleczko każda kolejna środa.
Bo nic więcej dodawać już nie trzeba, kiedyś, przed kilkoma, a może już nawet kilkunastoma laty połączyła nas internetowa Przyjaźń i chociaż dzieli nas dość spora liczba kilometrów, nasza Przyjaźń trwa nadal i będzie trwała aż do końca naszego świata, a może i dłużej????
I zawsze, niezmiennie odliczana będzie kolejnymi różami, które w moim blogu dla Ciebie będą Uleczko zamieszczane.
Życzę Ci samych pięknych letnich chwil, w których będziesz mogła spełniać swoje marzenia i w których będziesz pamiętała, że gdzieś tam daleko od Ciebie jest wierna Przyjaciółka, która teraz do Ciebie się uśmiecha.

Nie chcę psuć dzisiejszej środy Uleczce polityką, więc ten temat przemilczę.

Najgorsze jest to, że prognoza pogody aż do końca lipca nie jest wcale porywająca, zapowiada się typowo polskie, chłodnawe lato.
Może i dobrze, bo zawsze lepiej jest zdjąć nawet z siebie jakiś sweterek i w bluzce z krótkim rękawkiem pozostać, niż znów w tym własnym sosie się dusić?
A po parku zawsze pochodzić sobie można, byleby tylko deszcz nie padał.
Oczywiście bez pieska, ale co tam, przynajmniej nie muszę się schylać, aby zbierać pozostałości po pieseczku.
A jak widzę, ludzie jednak pilnują porządku w parku i po swoich pieseczkach sprzątają. I bardzo dobrze, bo to naprawdę przykre jest, gdy przejdziesz się trawnikiem i nagle w coś niezbyt miłego wdepniesz.
Teraz jest takie nastawienie na sprzątanie po pieskach, że w zoologicznych sklepach można kupić specjalne torebki, które w ty celu się używa.
Ja na wszelki wypadek miałam przygotowane niewielkie woreczki, ale na szczęście nie muszę z nich teraz korzystać.
Ale kto wie? może jednak Pepa w końcu po całkowitym wyleczeniu u mnie wyląduje?
Tylko niestety ból tego lewego kolana znów powrócił, a tak miałam przez dłuższy czas spokój z tym kolankiem, już nawet naiwnie pomyślałam sobie, że kolano samo się wyleczyło.
Oj, nie ma tak łatwo, w pewnym wieku zawsze coś tam boleć musi, jak nie nóżka, to rączka……..

Dzisiejszy dzień rozpoczął się słoneczkiem, jest raczej chłodny, a to przez nieprzyjemnie wiejący wietrzyk, ale może na późno popołudniowy niedługi spacerek po parku jednak się skuszę.
Musze wygimnastykować przecież to moje kolano no i Pokemony tam na mnie czekają…

Życzę przyjemnej środy i wielu pozytywnych zdarzeń na dzisiaj.

zmiana planów

Plany mają to do siebie, że trudno przewidzieć, że los spłata figla i owe plany nagle się zmieniają.
Przez tydzień miała zamieszkać u mnie Pepa. Cieszyłam się nawet, bo bardzo lubię tę sunię, ona również uwielbia u mnie sobie troszkę pomieszkać, no i te spacerki po Parku są dla niej zawsze atrakcją.
Wszystko już było przygotowane na przyjście Pepy, jej łóżeczko wymoszczone czekało już na nią w moim pokoju a tu……..
Tym czasem jakiś ropień jej się w prawym oczku zrobił i konieczne jest intensywne jego leczenie, czyli 6 razy dziennie zakraplanie oka i podawanie jeszcze do niego maści. A oo już niestety jest problemem, nawet wielkim problemem.
Wczoraj Zojka była z nią u weta, potem przyjechały na chwilkę do mnie, aby sprawdzić, jak by to leczenie oczka miało wyglądać. Mówię Wam, koszmar, Pepa gryzła nas po rękach, warczała groźnie i za nic nie poddawała się zabiegowi. Nawet smakołyki w postaci paluszków i szynki nie zadziałały. To znaczy szyneczkę chętnie zjadła, ale oczka zakropić sobie nie dała. Za to jej ząbki były już wyszczerzone, a pyszczek Pepy mówił ‚”tylko spróbuj się do mnie z tym zakraplaczem zbliżyć, popamiętasz”
W takim bądź razie Zojka musiała zrezygnować ze swoich zaplanowanych wakacji i postanowiła pozostać w Krakowie, aż do wyleczenia Pepuni oczka, a nie wiadomo, jak to długo będzie trwać.
Zojka na YouTubie puściła filmik z poradą , jak zakropić oko pieskowi, nota bene na filmiku też był buldożek, wypisz wymaluj jak nasza Pepa, ale jakiś taki spokojny, nie wyczyniał wcale takich brewerii jak Pepa i pozwalał sobie prawie bez żadnych protestów to oko zakropić.
No cóż, są psy i pieski, a Pepa jest kawałkiem wriatuńci, która za nic sobie nie pozwoli na żadne zabiegi.
Martwię się tylko, co dalej z nią będzie, żeby tylko nie straciła tego oka, bo dosyć poważnie ta choroba wygląda.
Biedna Pepunia……….. 😦
Tak więc na razie nadal sama będę po Parku spacerowała, łapiąc te nieznośne Pokemony.
Chociaż pogoda teraz już zdecydowanie się zepsuła, jest całkiem chłodno i kto wie, czy nawet dzisiaj deszcz nie spadnie?
Ale cały czas słoneczko nam świecić przecież nie może !!!!
Byleby te deszcz na dłużej się nam nie rozpanoszył.
Na poprawienie humorku zamieszczę w takim razie kawał:
(coś o polityce w moim blogu być musi przecież 🙂


Życzę przyjemnego wtorku

Time is over

Weekend dobiegł już końca, już przeszedł do historii, rozpoczynamy nowy tydzień.
Podsumowanie:
Sobota była naprawdę bardzo przyjemnym dniem. Przede wszystkim dopisywała pogoda, nie było ani za gorąco, ani za zimno, tak więc na tarasie do bardzo późnych godzin (prawie że nocnych) można było sobie posiedzieć.
Wiecie jakie są jeszcze uroki imprezy na wsi?
Tym, że nikomu w niczym nie przeszkadza się, można może nawet głośno posłuchać muzy, można donośne rozmowy przeprowadzać, nikomu z sąsiadów to nie przeszkadza, bo nawet jeżeli do nich jakieś odgłosy dochodziły, nie były one tak męczące, czy denerwujące niż wtedy, gdyby taka impreza odbywała się w jakimś bloku. Wiadomo, dzisiejsze budynki cienkie ściany mają i na pewno taka impreza skończyłaby się interwencją policyjną.
Nie, nie żeby jakieś okropnie głośne ekscesy się odbywały, po prostu było tylko wszystkim bardzo wesoło. W każdym bądź razie zarówno goście i jak gospodarze z urodzinowej uroczystości byli zadowoleni.
Zresztą nie było to tylko jedno imprezowanie w tym dniu, za miedzą również odbywało się wesołe grillowanie, więc odgłosy wesołości się nakładały i zarazem niwelowały, więc nikt nikomu w niczym nie przeszkadzał w sumie nie wiadomo było, gdzie jest głośniejsza impreza.
Za to niedziela nieco nas rozczarowała, co prawda poranek był jeszcze na tyle ciepły, że mogliśmy zjeść śniadanie na tarasie, ale z czasem zaczęły napływać szare chmury i zerwał się dosyć silny i całkiem zimny wiatr, tak, że dalsze siedzenie na zewnątrz domu było raczej nie możliwe.
Fakt, nie byłam za bardzo przygotowana na tę chłodniejszą pogodę, więc jako pierwsza skryłam się pod dach, ale za mną zaczęła schodzić się dalsza część lekko podmarzniętej rodziny i obiad już jedliśmy w salonie.
Tak to jest, gdy człowiek zawierzy prognozom pogody 😦

A wczoraj wieczorem Magda odwiozła mnie już do Krakowa, więc ostatnią noc spędziłam już w swoim wygodnym łóżeczku.
Z przygód, które mnie jeszcze spotkały podczas mojego ostatniego pobytu ,był nieco nieprzyjemny incydent z małym pieskiem, bulterierem, który również był gościem.
Ja rozumiem, że jest to jeszcze mały i głupi szczeniak, ale trzeba przyznać, że zęby ma całkiem ostre, o czym się właśnie wczoraj przekonałam. Siedziałam sobie na kanapie, gdy Axel podszedł do mnie, dwoma łapkami wyskoczył na moje kolana, po czym ni stąd, ni zowąd chapsnął mnie swoimi ząbkami do krwi. Tak więc mam swoistą po urodzinową pamiątkę na mojej ręce, w postaci krwawej, mniej więcej 2 centymetrowej szramy na moim lewym przedramieniu.
A to dopiero huncwot z tego szczeniaka, strach pomyśleć co z niego wyrośnie.
Oczywiście rana została natychmiast przez Magdę zdezynfekowana, innej, lekarskiej interwencji na szczęście nie potrzebowałam, bo piesek dopiero co wyszedł ze swojej hodowli i był w związku z tym przebadany.
Zresztą takie małe szczeniaki i tak nie szczepi się przeciwko wściekliźnie, mają antyciała wyssane z mlekiem matki.
Tak więc moje otoczenie i moi pacjenci mogą czuć się bezpiecznie, na pewno się nie wścieknę.
No chyba, że znów posłucham, co mówiła Jego Wysokość na Konwencji Pisu, albo jak interpretują tę jego przemowę jego prominentni działacze, ale to już jest inny rodzaj wścieklizny, nie zagrażający innym, szczególnie tym poprawnie myślącym.
Staram się jednak nie słuchać i nie czytać tych bzdur, bo szkoda moich nerwów.
Wściekać też mogę się na opozycję, która wyraźnie bardzo nieudolnie ustawia zamki na piasku i łopatkami nawzajem się okłada i to niestety na trzy miesiące przed wyborami. Czarno to widzę, bo Pis bardzo mocno zwarł swoje szeregi i….trudno mi to powiedzieć, ale niestety jak na razie już są zwycięzcami, przynajmniej takimi się czują, a opozycja wydaje się, z tym faktem już też się pogodziła.
A czas szybko leci, znów za trzy miesiące powiem TIME IS OVER ?
Tylko tym razem dosyć tragicznie to dla Polski się skończy.

Noc niestety też była raczej chłodna, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu (nie licząc jednej burzy w trakcie nocy) zamknęłam wczoraj okno w pokoju, zostawiłam tylko uchylone okienko w kuchni, nie mam ochoty żadnego kataru się nabawić.
Zresztą przez kilka kolejnych dni ma być nieco chłodniej, ale już pod koniec tygodnia najprawdopodobniej znów powrócą 30 stopniowe upały.
Ha, znów będziemy mieć powody do narzekania…….
W każdym razie ten poniedziałek do super ciepłych dni raczej nie będzie należał.
Ale nie traćmy nadziei, przynajmniej na troszkę słonka w dniu dzisiejszym i w każdym następnym dniu tego tygodnia.
Powodzenia na dzisiaj i na cały tydzień.

i oto niedziela

Dzień po bardzo miłej imprezie urodzinowej. Naprawdę było wspaniale, najlepszy dowód, że goście siedzieli bardzo długo na tarasie, pięknie przez Magdę i Jacka na ten dzień przygotowany. Było smacznie i wesoło, cykady cykały, a nawet komary jakoś wcale nie dokuczały, omijały nas z daleka.
W każdym bądź razie poszłam spać grubo po pierwszej godzinie i…całkiem wspaniale mi się spało, chociaż przeważnie w Modlnicy mam kłopoty ze spaniem, tym razem sen wspaniale mi służył.
Poranek wstał nieco chłodniejszy, niż wczorajszy dzień, jest lekki wiaterek, ale i tak zamierzam niedzielę na tarasie spędzić, nigdy dosyć dotleniania.

Życzę przyjemnej niedzieli, a ja się idę oddawać błogiemu odpoczynkowi na tak zwanym łonie natury, w pięknym różanym ogrodzie, co widać na powyższym zdjęciu

po prostu M A G D A

Dziś są mojej Kochanej Magdy urodziny
i to właśnie z tej oto przyczyny
życzenia Jej dzisiaj serdeczne składam
i rymy dla Niej tu piękne układam.
Żyj nam Magdusiu wesoło i radośnie
w tej osiemnastej Twego życia wiośnie,
niech każdy dzień Ci miłe niespodzianki plecie
w domu, w pracy w ogrodzie i w Twych marzeń świecie.
Niech nikt Ci nie dokucza, nie przynosi troski,
bo zasługujesz na to, by los był dla Ciebie boski.
Kochaj i bądź kochana przez dnie, wieczory i noce,
niech nad Tobą czuwają tylko same dobre moce.
I pamiętaj, że w każdy dzień, czy to w słoneczny czy w ulewę
zawsze masz koło siebie Kochającą Cię ciocię Ewę


No to nadszedł właśnie ten sobotni, wesoły dzionek, gdy będziemy świętowali urodziny Magdy w Modlnicy,
Wczoraj z tej okazji nawet przygotowałam specjalną urodzinową sałatkę, szarlotki co prawda sama nie upiekłam, ale za to wykorzystałam tę wspaniałą cukiernię, w której pieką naprawdę pyszne ciasta, moja wcale nie byłaby lepsza.
Musiałam przecież jakoś osłodzić te „badyle”, które na razie udają róże, więc taki, mały słodki dodatek do urodzinowego prezentu nie zawadzi.
Mam nadzieję, że pogoda dzisiaj dopisze, bo cała impreza ma odbywać się na tarasie i ani deszcz, ani żaden wiaterek nie może nam w imprezowaniu przeszkodzić..
Swoją drogą, jakaś kapryśna ostatnio jest ta pogoda, wczoraj najpierw było słonecznie, potem nagle się zachmurzyło, tak, że nawet miałam obawy, czy deszcz nie spadnie, ale nagle zerwał się nawet spory wiaterek, który wszystkie złe, szare chmury z nieba przegonił i znów słonko pojawiło się na horyzoncie.
Tak więc miałam okazję wczoraj znów na spacerek, na którym mogłam zrobić zdjęcia napotkanym po drodze kwiatkom, a potem nawet razem z VIP-em mogliśmy sobie posiedzieć sobie na naszej ulubionej ławeczce w Parku.
Mamy taką jedną, szczególną, upatrzoną ławeczkę w kółku, koło klombu i przyznam, że gdy widzę, że jest ona zajęta już przez kogoś innego, jestem niepocieszona. Siadam wtedy na ławce na przeciwko i posyłam „złe spojrzenia” w tamtą stronę do momentu, gdy ktoś tam siedzi, a potem wreszcie wstaje i odchodzi , (czyżby mój bazyliszkowy wzrok tak działał skutecznie?) i gdy tylko ławeczka się zwalnia, natychmiast tam się przenoszę. Ot, takie moje dziwactwo. Każdy jakieś swoje dziwactwo mieć może, nieprawdaż?????
Oczywiście moja wizyta w Parku nie ogranicza się tylko do siedzenia na tej jednej ławce, bo jest jeszcze kilka innych ławek w pobliżu pokemonowych wież, już rozpoznałam całą topografię w tym kierunku i wiem, gdzie należy usiąść, żeby połapać więcej kulek, potrzebnych do zbijania Pokemonów i gdzie są miejsca, gdzie Pokemony chętnie przychodzą, czy gdzie są Gymy, na których można stoczyć walki. Więc jeżeli akurat jestem nastawiona na pokemonowe połowy, siadam na odpowiednich ławkach. Ale wtedy muszę samotnie spędzać czas w Parku, by nikt mi nie przeszkadzał, zresztą przy VIP-ie nie mogę nawet na moment zaglądnąć do mojej komórki, bo on się wtedy okropnie na mnie denerwuje, twierdzi, że bez komórki żyć nie mogę, trochę prawdy w tym jest ale………
A ta „moja ławeczka” jest miejscem dla mnie sentymentalnym, szczególnym. I pewnie dlatego wściekam się, gdy jest ona zajęta.
Zawsze wtedy przypomina się Jastarnia, plaża i grajdołek, z którego wypraszało się intruza, mówiąc grzecznie, przepraszam, ale to jest mój grajdołek.
Tu niestety takiej regułki powtarzać nie mogę, muszę czekać cierpliwie, aż będę tam sobie mogła usiąść.

Nie wiem, jaka będzie dla mnie ta sobota, pewnie nie łatwa, bo za mną kolejna nieprzespana noc.
Położyłam się spać niby normalnie, jeszcze przed godziną jedenastą w nocy, ale niestety skurcze moich nóg mnie przebudziły i nie pozwoliły zasnąć.
Cóż, musiałam wstać z łóżka, troszkę pochodziłam pomieszkaniu, ale niestety, gdy próbowałam się położyć, skurcz nóg powrócił.
Co było robić, zapaliłam górne światło włączyłam komputer i zabrałam się za posianie mojego blogu, nawet „poetycka wena” mnie dopadła, stąd te wierszowane życzenia dla Magdy.
No cóż, teraz jest godzina piąta rano, czyli sobotni blog zamieścić już mogę 🙂
Może jednak uda mi się jeszcze na chwilkę chociaż zdrzemnąć, żebym nie wyglądała na tej dzisiejszej imprezce jak wymoczek????
Wszystkim życzę bardzo mile spędzonej soboty, a dzisiejszym imprezowiczom, który też mój blog czytają życzę udanej zabawy.

czy…..

Tak się zastanawiam, że skoro Westerplatte zostało już włączone do rządowych dóbr, to czy nie będzie teraz kolej na Warszawę, a potem na Kraków????
Tylko jest dylemat, gdzie jego Wysokość Wódz zechce zamieszkać: w Zamku Królewskim w Warszawie, a może lepiej na Wawelu?????, bo przecież śp. braciszka będzie miał wtedy pod rękę, no i będzie mógł sobie przygotować ” mieszkanko” na wieczność na Wawelskim Wzgórzu. No bo tak ważna dla Polski Persona nie może gdzie indziej niż na królewskim Wawelu spoczywać. Potem tylko pomnik, a raczej dwa pomniki na Dziedzińcu postawią, kto wie, może nawet Kościuszkę z Wawelu wywalą, bo co tam jakiś tam Kościuszko dla Polski zrobił?
Warszawa ma swojego Bazyliszka, my w Krakowie będziemy mieli dwa Kaczory.
Większość pisowska w Sejmie jest tak znaczna, że przegłosowanie obu decyzji będzie tylko kwestią jednej, dwóch sesji, pisowski Senat oczywiście potwierdzi tę ustawę, a najznakomitszy prezydent – długopis wszystko podpisze, nie ważne, że lewą ręką, wszystkie jego podpisy są przecież „prawo” mocne.
A potem tylko sięgnąć mogą po Tatry, a pewnie i po Bałtyk i już cała Polska będzie pisowską własnością.
Ale czasów doczekaliśmy się………
Co tam, ja do Zakopanego raczej nie jeżdżę, nad morze mam za daleko, więc niech chociaż pisiory się cieszą swoja własnością.
PRZECIEŻ IM SIĘ TO N A L E Ż Y

Dzisiaj piątek, weekendu początek.
Coś znów nam się pogoda nieco kisi, ale wczoraj do południa było też tak chłodnawo, a popołudnie okazało się już całkiem miłe i słoneczne, tak więc po pracy nawet chwilkę w swoim parku na łapaniu Pokemonów spędziłam.
Nie za dużo tych potworków połapałam, bo akurat zepsuła mi się ładowarka do iPhone, kaprawa jakaś była, już po 2 miesiącach przewód ładowarki się wykrzywił i nie chciał lądować telefonu.
Ale tak to jest, gdy się kupuje byle jaki, tani produkt na Allegro, już zamówiłam sobie nową ładowarkę, mam nadzieję, że tym razem bardziej stabilną.
Zresztą od poniedziałku będę jeszcze więcej w Parku czasu spędzała, bo przychodzi do mnie w gościnę na dni kilka Pepunia.
Nawet jej łóżeczko od roku czeka schowane u mnie w szafce, czyli wiadomo było, że wakacje sunia spędzi u Ciotki Ewy,.
Przynajmniej mój krokomierz w iPhonie będzie teraz bardziej wykorzystywany, tylko muszę zamówić śliczną pogodę, bo ani ja ani Peppa deszczu nie lubimy.
Ale to dopiero w przyszłym tygodniu, na razie przede mną weekend spędzony w Modlnicy i …urodzinowa balanga Magdy na mnie czeka.
Świat potrafi być czasami piękny, zwłaszcza, gdy się odsuwa od siebie politykę.
Wczorajsza wizyta pana Mirka w przychodni była bardzo owocna, aparat zachowywał się tak jak ostatnio, czyli wykazywał wszystkie dostępne mu błędy, niczego przed panem Mirkiem nie ukrywał, dzięki temu naprawa aparatu będzie dla tego fachowca wiele łatwiejsza, bo obserwował ją w czasie jego pracy, a nie wyrywkowo tylko, jak dotychczas.
Ale znów okazało się, że główną przyczyną błędów pokładowego komputera zamontowanego w aparacie jest jego przegrzewanie, więc konieczne jest założenie klimatyzacji w pomieszczeniu, w którym aparat pracuje, co oczywiście znów pan Mirek w Dyrekcji zmonitował.
Bez odpowiedniej temperatury aparat będzie się niestety przegrzewał i nie będzie mógł bezawaryjnie pracować.
W każdym bądź razie udało nam się wczoraj przeprowadzić wszystkie badania, chociaż niewielkie awarie następowały i były przez pana Mirka szybko usuwane. Reszta należy już do decyzji Dyrekcji i do umiejętności pana Mirka.

Życzę przyjemnego piątku, dobrego odpoczynku od upałów i od pracy, byśmy nowy tydzień mogli z nowymi siłami radośnie rozpocząć.

za niedługo weekend

Chyba nam się lato troszkę popsuło?
No masz, było gorąco – narzekałam, zrobiło się chłodniej- też narzekam.
Ale wczoraj popołudniu w Parku było nawet całkiem znośnie. Co prawda miałam ubrane spodnie i na bluzkę zarzucony sweterek, ale powiewał lekki wiaterek i czasami, zwłaszcza pod wieczór, robiło się nawet całkiem chłodno.
Nic to, tym razem nie uciekałam od słoneczka, nawet miło, gdy nieco przygrzewało w plecy, siedziałam na ławce i łapałam te Pokemony, bo tym razem samotnie czas w moim Parku spędzałam, nikt nie przyszedł, nikt nie przyjechał…..
Ale wcale się nie nudziłam, miałam jeszcze do dyspozycji gazetę „Dworskie życie”, które sobie od deski do deski, pomiędzy łapaniem tych nieznośnych Pokemonów, poczytałam.
Lubię tę gazetę, są tam różne ciekawostki z życia wyższych sfer, z dworu Królowej Elżbiety ale także i innych królewskich rodzin, Można sobie poczytać, pooglądać piękne obrazki, można sobie pomarzyć…..
Ale nie tylko to mnie wczoraj ucieszyło.
Największą frajdę przyniosła mi wczorajsza wiadomość, że pani premier Ewa Kopacz została wybrana na stanowisko Wice Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.
Na to stanowisko również startował z ramienia Pisu Zdzisław Krasnodębski, ale już w pierwszym głosowaniu odpadł, nie dostał odpowiedniej ilości głosów nawet w drugim głosowaniu, wybrano na jego miejsce kogoś innego :-).
Dobrze mu tak, był zbyt pewny siebie.
Dwa dni temu Obatel powiedział, że nikt, kto źle Polsce życzy, nie dostanie się na wysokie unijne stanowisko, a przecież według Pisu, Ewa Kopacz jest wrogiem Polski, (totalna opozycja przecież) ciekawe, co teraz mądrego Obatel w tej sytuacji wymyśli?
Mam wrażenie, że unijni parlamentarzyści celowo tym wyborem na nosie Pisowi zagrali i bardzo dobrze, bo znów pan premier M., który tak bardzo się chwalił swoim „zwycięstwem”, które objawiało się zablokowaniem na funkcję Przewodniczącego Unii pana Timmermansa, chyba też boleśnie odczuł wczorajsza porażkę, zresztą co ciekawe, poparł Niemkę, która w dodatku opowiada się za LGBT i małżeństwem i adopcją wśród tych ludzi, w dodatku również jest za utrzymaniem metody In vitro, czyli akuratnie jest to dokładnie przeciwne temu, co Morawiecki jako premier uznaje.
Chyba jednak nie najlepszą passę maja Pisowcy w Europarlamencie, chociaż tak się chwalili, że wybrali bardzo silną drużynę, która jest w stanie wiele zdziałać dla Europy, dostali mocno po nosie.
Tylko czy Europa będzie chciała posłuchać ich porad?. Jak na razie tego nie widać…… na razie zablokowali wybór Holendra na ważne stanowisko, ale przecież to nie tylko ich „zasługa”, zadziałał głownie głos sprzeciwu włoskich polityków, Pis dołożył do tego tylko maluteńką cegiełeczkę,która może przeważyła, ale nie tak do końca, bo pan Timmermans pozostał Vice Przewodniczącym , więc nadal ma moc działania, może nadal sprzeciwiać się niegodziwościom pewnych partii, które nie chcą przestrzegać ogólnie przyjętych zasad.
Tak więc zwycięstwo Morawieckiego, którym tak się chwali on i wszyscy pisowcy, jest zdecydowanie Pyrrusowym zwycięstwem.
Pisowcy zapominają, że w Europarlamencie są normalnie myślący ludzie, nie ma ciemnego luda, który by na pisowskie sztuczki dał się nabrać.
Tam sprawa jest jasna: macie przestrzegać prawa, które w Unii obowiązuje, inaczej będziecie ponosić tego konsekwencje.
I to tyle moich dzisiejszych wywodów na temat polityki, ale na pewno na tym nie pozostanę, jeszcze do tematu nie raz powrócę.

Dzisiaj USA obchodzi swoje święto Independence Day – Dzień Niepodległości, obchodzone na pamiątkę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych od Wielkiej Brytanii, co miało miejsce w 1776 roku.
Jest to dzień bardzo ważny dla każdego Amerykanina, oczywiście 4 lipca jest dniem wolnym od pracy i w tym dniu odbywają się w każdym amerykańskim mieście liczne parady, koncerty i festyny.
Amerykanie naprawdę potrafią cieszyć się ze swojej niepodległości, w przeciwieństwie do tego święta odbywającego się w Polsce, nie ma żadnych zamieszek, zadym, nie ma politycznych demonstracji, dla Amerykanów jest to FUN, radość. Powinniśmy brać przykład z Amerykanów, chociaż i u nich jest dość duży podział polityczny, ale w tym dniu nie wykorzystują tego podziału dla swoich partykularnych interesów, wtedy wszyscy Amerykanie jednoczą się we wspólnym radosnym święcie.
Czy przyjdzie taki dzień, że 11 Listopada też będzie dla nas dniem prawdziwej radości????? Bez podziałów, bez demonstracji, bez wrogich haseł?????
Jeżeli Ktokolwiek zza Wielkiej Wody czyta mój blog, życzę mu dzisiaj dużo radości i wspaniałego świętowania Dnia Niepodległości.

A my dzisiaj i jutro jeszcze mamy dzień pracy, ale weekend zbliża się co raz większymi krokami.
Ten weekend będzie dla mnie i części mojej Rodziny bardzo ważny, będziemy świętować urodziny Magdy.
Mój prezent od Magdy już „moczy się” we wiaderku u Magdy w domu, są to pędy krzaków róż pnących, w kolorze zielonym i dwukolorowym, żółto – bordowym i zanim zostaną posadzone w Magdzinym ogródku muszą przejść tę swoista kurację.
Na razie śmiejemy się z Magdą, że dostała ode mnie na urodziny badyle, mam nadzieję, że w przyszłości, pewnie dopiero za rok, wyrosną z nich piękne róże, przecież dałam je Magdzie z całego mojego szczerego serca, muszą pięknie się rozwinąć, zresztą były zamawiane w renomowanej Hodowli Róż.
Musimy z Magdą teraz wykazać bardzo dużą cierpliwość, by za rok móc się radować z tego różanego piękna.

Jak na razie jednak dzisiaj mamy czwartek, za oknem słonko, a ja niestety wstałam lewą nogą, nic mi się od rana nie podoba.
Muszę się jakoś ogarnąć, bo przede mną dzień pracy. Dzisiaj ma przyjść pan Mirek, aby przy pracy zobaczyć ten mój aparat, który niestety znów te Error mi wywala, bo przy przeglądzie robionym przez niego żadnej usterki nie pokazuje. Może w trakcie pracy dopiero pan Mirek zobaczy, co tak naprawdę aparatowi dolega i go uzdrowi???
Dlatego dzisiaj zaprosiłam pana Mirka do wspólnej pracy, bo naprawdę denerwujące jest to, gdy w czasie badania muszę kilkakrotnie wyłączać i potem włączać z powrotem aparat. I ja się denerwuję i doktor, nie mówiąc o pacjencie, który nie wie, co właściwie się dzieje, czemu jego badanie jest robione na raty.
Ot, takie „humory” ostatnio mi ten aparat rtg pokazuje , widać i jemu wysokie temperatury nie służą, a niestety obiecanej klimatyzacji nie założono.
Nie szkodzi, do zimy wszak już nie daleko, wtedy klima nie będzie potrzebna 🙂

Życzę przyjemnego czwartku, dobrej i miłej pogody i przede wszystkim dobrego humoru na cały dzionek.

na środowy poranek

oczywiście różyczki dla Uleczki.

Witaj w nasz ukochamy dzień tygodnia, w środę Uleczko.
Rzeczywiście szybko ten czas ucieka, chyba nawet co raz szybciej, dopiero co się obudziłam a tu….środa 🙂
Serdecznie Cię Uleczko pozdrawiam i życzę Ci, by wszystkie lipcowe dni, nie tylko środy były dla Ciebie miłe i radosne.

Wczoraj miałam bardzo przyjemne popołudnie, pełne samych niespodzianek.
Najpierw zatelefonował VIP zaprosił mnie jak zwykle do Parku Krakowskiego.
A gdy już tam usiedliśmy na ławeczkę zadzwonił telefon, tym razem Magda dopytywała się, gdzie jestem i po usłyszeniu wiadomości, że w Parku powiedziała krótka, to ja tam zaraz będę.
No i przyjechali w trójkę: Magda, Jacek i Abra.
Jak już pisałam chyba, Abra na ostatniej wystawę otrzymała złoty medal, ale pan sędzia stwierdził, że jednak jest ona troszkę za mało otwarta na nowe znajomości z innymi psami i z ludźmi.
Potrzebna jej taka resocjalizacja, kontakt z psami, z ludźmi z miastem, aby poczuła się bardziej pewna siebie.
Dlatego właśnie Magda i Jacek przyprowadzili ją do Parku gdzie zawsze jest sporo piesków.
Akurat wczoraj nie był to najlepszy dzień, bo mimo, że troszkę tych piesków się po parku kręciło, niestety najczęściej na smyczy i nie było tych szalonych zabaw, które nieraz na polanie oglądałam, a szkoda.
Może następnym razem Abra trafi na takie wspaniałe psie towarzystwo?
Pamiętam, że przed laty, gdy miałam jeszcze Tinę, codziennie chodziłam z nią na długie spacery alb do Parku Jordana, bo wtedy jeszcze można tam było spuszczając pieski ze smyczy, albo na Błonia, gdzie zawsze mieliśmy swoje donorowe „ludzko – psie” towarzystwo.
Pieski świetnie się znały, lubiły, więc zabawom i psich harów nie było końca, A i wśród właścicieli rodziły się przyjaźnie owocujące późnij na długie lata.
Fajna jest taka psa ferajna, sporo miłych chwil wśród nich spędziłam ongiś.
Dlatego chciałabym, żeby i Abra spotkała takich fajnych kolesi do wspólnej zabawy.
No i te wystawy, które na nią czekają……
Oj, najeździłam się kiedyś z Tiną na wystawy, najeździłam, całą Polskę z nią wystawowo zwiedzałam, a rezultatem tego był piękny sznur medali, które na wystawach zdobywała.
Gdy tylko rano Tina widziała, że biorę jej sznur medali i chowam go do torby podróżnej, już wiedziała: jedziemy na wystawę, do piesków, po FUN. Bardzo to lubiła.
Ja też lubiłam takie wystawowe eskapady i chociaż wracałam z nich nie raz bardzo zmęczona, bo jednak wstawałam nad ranem, pędziłam z psem do pociągu, potem podróż, cały dzień na wystawie no i czekał nas jeszcze powrót do domu, jednak zawsze byłam z takiej wycieczki bardzo zadowolona, zwłaszcza, gdy na Tiny szyi zawisł następny złoty medal.
Teraz trochę się dziwię, skąd miałam tyle siły na takie wypady,, ale to była po prostu….młodość.
Teraz, na te starsze lata jest przynajmniej co wspominać 🙂
Pogoda (przynajmniej u mnie w Krakowie) dzisiaj jest całkiem przyjemna, nie pada, jest słonko i jest fajne, rześkie powietrze, nareszcie nie ma duchoty, jest czym oddychać.
Nawet zastanawiałam się, czy nie podesłać do Poznania trokęchę tych słonecznych promyczków, ale okazuje się, że u Uleczki też słonko świeci.
Gorzej mają za to ci, którzy nad morzem teraz mokną w deszczu i zamiast na plaży muszą siedzieć w swoich domkach.
Ale może i ten deszcz będzie tylko przelotny i na spacery pełne jodu pozwoli niefortunnym wczasowiczom?

Życzę bardzo przyjemnej środy, w odpoczynku od kanikuły, ale z radosnym słoneczkiem i radosnymi godzinami.

niestety polegliśmy w walce ze smogiem

A za ten fakt możemy „podziękować” naszemu panu premierowi Mateuszowi , który zerwał rozmowy z Unią odnośnie przydzielanych Polsce dotacji na ten cel.
Chodzi mianowicie o to, że Komisja Unijna chciała, aby fundusze na zakup nowych pieców był przydzielany każdej gminie, która sama decydowałaby o ich parcelowaniu, tym czasem nasz premier powiedział NIE, te pieniądze mają być rozdzielane centralnie, przechodzić prze rząd który będzie decydował dalej, co z nimi robić.
SKANDAL : znów rząd chciał położyć ręce na nasze pieniądze, dysponować nimi, pewnie dlatego, żeby potem znów móc na nich bazować przy wyborach i obiecywać kolejne gruszki na wierzbach naiwnym Polakom.
Oczywiście Komisja Europejska na taki szwindel pisowskiego rządu nie wyraziła zgody i 36 miliardów złotych przeszło nam koło nosa, gdyż Unia zerwała dalsze rozmowy.
No to co zyskaliśmy dzięki naszemu premierowi???
Będziemy mieć 500 zł na każde dziecko, które w prezencie dostaje też porcję smogu na dzień dobry.
A Polacy oczywiście nadal klaszczą w łapki.
Co tam jakiś smog, co tam, że nasze dzieci i wnuki kiedyś przeklinać będą te czasy, gdy spłacać będą nasze (czyli Kacze) długi, że ludzie będą zapadali na choroby nowotworowe i potem będą musieli umierać, bo środki na leczenia onkologiczne są bardzo w Polsce okrojone??????
To nie ważne, grunt, że dzisiaj dostaną 500 zł plus, które natychmiast przy tej szalejącej drożyźnie i tak wydadzą, ale skoro Morawiecki powiedział, że im się należy, to znaczy im się należy i już, nawet jeżeli rodziców naprawdę dobrze zarabiających stać na utrzymanie dziecka i tak rękę po kacze „pińcet” wyciągną

Już jeden z trolli dzisiaj na Facebooku zamieścił post:
Polacy dziękują Morawieckiemu za 500 plus na każde dziecko, PO nic nam nie dało.
Takich trolli niestety jest co raz więcej na Facebooku Za każdy taki post dostają pieniądze, więc pisać sobie mogą, przecież jest to dodatkowy zarobek, a to, że niechlubnie, niegodziwie zarobiony, że jest z założenia fałszywy, nic dla niektórych osób (bo trudno nazwać ich ludźmi, skoro na niekorzyść innych działają),niestety nie znaczy.
Niestety, zawsze pośród Polaków były takie osoby, które tylko patrzyły jak się czyimś kosztem nachapać i tak jest teraz.
Nie jesteśmy wcale krajem nowoczesnym, jesteśmy zaściankowi, jesteśmy chytrym, a przede wszystkim szalenie głupim i krótkowzrocznym narodem, nie widzącym, jaka przyszłość wkrótce nas, nasze dzieci, nasze wnuki czeka.
Jestem wściekła na te ustawę, nie dlatego, żebym komuś zazdrościła, że dostał pieniądze, które ja nie dostanę. Nie o to wcale chodzi.
Ja tych pieniędzy nie dostanę, ale wydam w moich podatkach, w co raz większych opłatach, chociaż też ich niewiele mam. Ale i tak wyrwą mi je z kieszeni, co najwyżej obiecają mi, że jeżeli zagłosuję na Pis, dadzą mi łaskawie jałmużnę w postaci trzynastki, która i tak jest przecież z moich między innymi pieniędzy utworzona.
A co to jest innego niż kupczenie wyborami??? Wstrętne, karygodne, jednak niektórym Polakom wciąż taka polityka odpowiada.
Jesteśmy krajem do cna moralnie zepsutym, upadłym, bo jeżeli ktoś weżnie czyjeś pieniądze, tylko dlatego, że „mu się należy”, jest dla mnie nikim.
W dawnych czasach rodzice mieli po kilka czasami i kilkanaścioro dzieci, im nikt nie pomagał, musieli ciężko pracować, aby taką rodzinę samodzielnie utrzymać, nie wyciągali rąk po czyjeś pieniądze!!!!
I wiele takich dzieci z biedniejszych rodzin wyrosło na porządnych, uczciwych ludzi, nauczyli się pracować, szanować rodzinę, pieniądze, szanować inne osoby.
Rozumiem, że należy pomagać tym rodzinom, którzy naprawdę cierpią biedę, nie mają za co ubrać czy nakarmić swoich dzieci, ale ta pomoc powinna rozdawana być w sposób adekwatny dla danej rodziny, a nie w formie głupiego, bezmyślnego rozdawnictwa, w dodatku tylko dlatego, żeby kupić sobie tym polityczne oparcie.
Kupczenie rozdawnictwem jest wstrętne, karygodne i warte potępienia i obecnie rządząca władza świetnie z tego sobie zdaje sprawę, ale wie również, że w tym kupczeniu władzą jest skuteczna, bo świetnie rozeznała nastroje Polaków, dla których pieniądze, a nie jakiś narodowe idee są najważniejsze
Tylko po co ja to wszystko piszę???
Przecież wiem, że Ci, którzy to czytają myślą podobnie jak ja i też ich wkurza ta bezmyślność Polaków i ta buta i arogancja władzy.
Ale nie można pisać tylko o pogodzie, o przyrodzie, o wspomnieniach, chociaż te są akurat przeważnie miłe, bo to co się dzieje dookoła nas naprawdę przeraża i poraża.
Wiecie czego naprawdę nienawidzę? Gdy ktoś na siłę chce ze mnie zrobić
i d i o t ę , a niestety taka jest ta nasza obecna władza, nie dość, że na okłamuje, jeszcze chce całkowicie nas zniewolić metodą kija i marchewki, gdzie marchewką jest każde kolejne rozdawane (pamiętaj, z Twoich pieniędzy!!!) pięćset plus, a kijem nakazy i zakazy, które coraz śmielej , co raz bezczelniej nam narzucają, a będzie jeszcze gorzej, niestety jeszcze raz powtarzam, jeżeli pozwolimy Pisowi wygrać, stracimy resztę naszego polskiego człowieczeństwa, osobistej wolności, a nad nami codziennie będzie kaczy bat wisiał.
Popatrzcie tylko na tę roześmianą, fałszywą gębę Wielkiego Wodza, nie widzicie jak on strasznie z nas wszystkich sobie kpi????????
BYLE DO PAŹDZIERNIKA!!!!!! POWODZENIA!!!!

Wczoraj wieczorem nad Krakowem przeszła spora wichura, nawet groziło burzą, ale ta przeszła gdzie bokiem.
W każdym bądź razie, musiałam zamknąć balkon i okna, żeby wiatr okien mi nie wyłamał, więc już o trzeciej w nocy miałam pobudkę, zaduch nie dawał mi spać, musiałam wstać, otwierać okna, balkon, włączyć wiatraczek i dopiero przed szóstą rano jeszcze na dwie godzinki sobie zasnęłam.
Dzisiaj nie ma co prawda wielkiego słońca, jak wczoraj, ale i tak jest dosyć duszno, więc moje samopoczucie nie jest dzisiaj najlepsze.
Może lody grejpfrutowe mi pomogą?
Ale i tak życzę wszystkim udanego wtorku.