Leniwa dzisiaj  jestem po niezbyt szczęśliwie przespanej nocy  i dlatego  zamiast sama pisać swój tekst, skopiuję artykuł z Newsweeka o bociankach, które  już za parę dni do nas powrócą.

Wiem, że jedna moja Koleżanka czytająca ten blog też bardzo bocianki lubi, (serdecznie Cię pozdrawiam Aniu) , a sam artykuł jest na tyle ciekawy, że na pewno i innych zainteresuje.
Tym bardziej, ze niektóre bocianie tajemnice są w nich brutalnie obnażone i teraz okazuje się, że te wspaniałe ptaki nie do końca są takie nieskazitelne, jak nam zawsze starali się o nich mówić.

 No cóż, samo życie, ludzie też wcale w sumie wspaniali nie są,
Jednak jest różnica pomiędzy  zwierzęciem, a człowiekiem, ten pierwszy kieruje się głównie instynktem, a człowiek…….powinien kierować się rozumem, ale  jak samo życie pokazuje, wcale tak dobrze do końca nie jest.

Właśnie teraz, kiedy pierwsze samce wracają z Afryki i przygotowują się do sezonu lęgowego, toczą bój o gniazda. Są przy tym niezwykle agresywne. Wbrew utartym przekonaniom wcale nie przylatują do gniazd, które wcześniej same zbudowały. Krążą po okolicy i wybierają najlepsze miejsce na lęgowisko, a więc bezpieczne, ciepłe i obfitujące w pożywienie, czyli blisko łąk i pól. Jeśli bocianowi spodoba się gniazdo, które wcześniej zajął już inny samiec, nie zawaha się go zaatakować. – Z powietrza nieoczekiwanie rzuca się na rywala. Bije go skrzydłami, rani ostrym jak szabla dziobem i pazurami. Ciosy zadaje tak długo, aż konkurent ucieknie – mówi Adam Zbyryt z Północnopodlaskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Im młodszy i silniejszy bocian, tym chętniej wdaje się w bójkę o gniazdo. Wyjątkowo agresywne są osobniki, które przyszły na świat w Afryce i po raz pierwszy przylatują do nas na lęg. Mają bowiem do wyboru: budować gniazdo albo siłą zająć cudze. – Wybierają zwykle to drugie, bo zlepianie nowego gniazda trwa nieraz nawet cały sezon. Jeśli zatem zaczną je budować wiosną, szczególnie tak późną jak tegoroczna, mogą nie zdążyć założyć rodziny – mówi prof. Leszek Jerzak z Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Niekiedy samce są tak zdeterminowane, że atakują gniazda, w których osiedlone pary już mają jaja albo nawet pisklęta. Podczas nalotu napastnicy brutalnie wyrzucają młode.

Gdy samiec zdobędzie gniazdo, zaczyna je reperować, a potem czeka na samicę. Jednak wcale nie marzy o powrocie partnerki z ubiegłego roku. Chętnie przyjmuje każdą, która go zechce. Samice jednak są wybredne i wyrachowane. Preferują stare gniazda, nawet kilkudziesięcioletnie. Lęgowisko powinno być ciepłe: dobrze nasłonecznione albo np. umieszczone blisko komina, a przede wszystkim ulokowane w bogatej w pożywienie okolicy. Gdy samica uzna przygotowane przez samca miejsce za wystarczająco komfortowe, zaakceptuje partnera.

Jeśli gniazdo wyjątkowo przypadnie jej do gustu, samica gotowa jest się o nie bić. Bez wahania zaatakuje i wypędzi dotychczasową lokatorkę. Samiec nie wtrąca się w damskie walki, czeka na wynik pojedynku. Bez sprzeciwu akceptuje nową partnerkę. Zupełnie jakby zdawał sobie sprawę, że sam nie będąc lojalny w związku, nie może liczyć na wierność. – Bociany mają bowiem skłonność do zdrad – mówi prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Najczęściej dochodzi do nich w tzw. bocianich wioskach, gdzie na niewielkiej przestrzeni znajduje się wiele gniazd. Kiedy samiec oddala się na polowanie, samicę odwiedzają konkurenci z sąsiednich lęgowisk. – Biada jednak kochankom, jeśli gospodarz wcześniej wróci z polowania. Zdradzony może wówczas zadziobać zarówno samicę, jak i jej partnera. Trzeba jednak przyznać, że najczęściej ofiarą pada partner – opowiada prof. Tryjanowski. Gospodarz wspaniałomyślnie darowuje życie niewiernej samicy. Robi to jednak z czystego egoizmu. Gdyby ją zadziobał, do końca sezonu lęgowego mógłby pozostać sam w gnieździe.

Bociany bywają okrutne także wobec piskląt. – Jeśli młode nie są tak ruchliwe czy krzykliwe jak rodzeństwo, nie ożywiają się na widok rodziców przez kilka dni, to ci je zjadają, a starsze wyrzucają z gniazda. Są bowiem zbyt duże, by można je było połknąć – mówi prof. Jerzak. – Bociani rodzice zachowują się w ten sposób, gdy wyczują, że pod koniec sezonu niektóre młode nie będą wystarczająco silne, aby wybrać się w podróż do Afryki. Skoro nie mają szansy na przeżycie, to nie ma sensu angażować się w dokarmianie i wychowywanie potomstwa.

 Bociany pozbywają się piskląt także wtedy, gdy w okolicy brakuje pożywienia. – Wykonanie wyroku bierze na siebie matka. Pozbywa się najstarszych i najbardziej żarłocznych synów (bo u bocianów pierwsze wykluwają się z jaj przeważnie samce). Pozostałe maluchy samica karmi mięsem zabitych braci – mówi prof. Tryjanowski, którego pracę na temat płci bocianich piskląt opublikowano w piśmie „Journal of Ornithology”. W ten brutalny sposób bociany troszczą się o to, aby spośród wyklutych piskląt przeżyło jak najwięcej samic. – Ich liczebność i kondycja ma bowiem kluczow znaczenie   dla przetrwania gatunku – mówi prof. Jerzak. – Wszak to one znoszą i wysiadują jaja. W gniazdach są głową rodziny. Samce, choć niezbędne do reprodukcji, wydają się całkowicie podporządkowane samicom.

Jesienią bociany znowu stają się bezwzględne wobec najsłabszych i najmłodszych dzieci. Jeśli uznają, że jedno z potomstwa nie jest gotowe, aby wyruszyć w podróż do ciepłych krajów, nie wahają się go opuścić. Mimo że młode pozostawione na zimę nie mają prawie żadnych szans na przetrwanie.

Nie dość, że bociany zachowują się jak wyrodni rodzice, to w dodatku nie umieją utrzymać porządku we własnym domu. Ich gniazdo przypomina wielki śmietnik. – Można w nim znaleźć niemal wszystko: papiery, starą bieliznę, rajstopy, pampersy, nylonowe sznurki. Wszystkie te śmieci wymieszane są z resztkami rozkładającego się pokarmu i wymiocinami piskląt – opowiada prof. Tryjanowski. Brudne i cuchnące gniazdo jest prawdziwą bombą mikrobiologiczną. Bociany, które żywią się nawet nadpsutą padliną, mają wyjątkowo silny układ odpornościowy. Drobnoustroje w gnieździe im więc nie zaszkodzą.

Zwykło się sądzić, że skoro bociany zakładają gniazda na domach czy stodołach, powinny być towarzyskie. Nic bardziej mylnego! Nie dają się oswoić ani nie pozwalają się do siebie zbliżyć. Pojawiający się człowiek zawsze oznacza niebezpieczeństwo. Dlatego nawet jeśli mamy dobre intencje i na przykład chcemy pomóc boćkowi, który złamał skrzydło, powinniśmy zachować ostrożność. Ptak nie zna zamiarów człowieka. Czuje się osaczany. Broni się. – Zagrożony celuje dziobem prosto w oko – ostrzega prof. Leszek Jerzak.

Celowanie w oczy wroga to reakcja typowa dla drapieżników, a bocian właśnie do tej grupy należy. Z wielką wprawą poluje na niewielkie ssaki i gryzonie – myszy, nornice, krety, nawet małe zające i jeże, zjada też pisklęta gnieżdżących się na ziemi ptaków. Widok dostojnie stąpającego po łące boćka, który łapie żaby, nie oddaje zatem prawdziwej natury tego ptaka.

Bociany zjadają wprawdzie własne pisklęta i małe zwierzęta, ale za to – jak przekonywali nas kiedyś rodzice i dziadkowie – przynoszą nam dzieci. Trudno dziś ustalić, na jakiej podstawie wymyślono tę sympatyczną bajkę. Historia mówi bowiem coś zupełnie innego. Około 18 tysięcy lat temu bociany porywały i pożerały ludzkie niemowlęta – twierdzi Hanneke Meijer ze Smithsonian National Museum of Natural History w Waszyngtonie. Przebadała ona szczątki prehistorycznych krewnych bocianów odnalezione na indonezyjskiej wyspie Flores, którą zamieszkiwały też hominidy.

Uczona ustaliła, że ptaki były ogromne. Rozpiętość ich skrzydeł dochodziła do 2,5-3 m, podczas gdy przodkowie człowieka, hominidzi, mieli najwyżej metr wysokości. Prawdopodobnie ptaki nie były jednak w stanie zagrozić dorosłym, za to bez trudu mogły porwać i pożreć ludzkie dziecko.

O bocianach trudno więc powiedzieć coś dobrego. Poza tym, że zapowiadają wiosnę.
No właśnie, zapowiadają nam wiosnę, na którą wszyscy z utęsknieniem czekamy, a pogoda ostatnio różne figle nam płata.
Ale ja zgadzam się nawet na ten niewielki deszczyk, bo może przez niego wkrótce rzeczywiście się zazieleni nam ten  świat.
A co jeszcze ciekawego dzieje się na tym świecie?
 Przemoc zawsze człowieka przeraża.
Okazuje się, że jest ona nie tylko w świecie zwierząt wszechobecna.
Dzisiaj doszły bardzo wstrząsające  wiadomości z Nowej Zelandii, gdzie dokonano zamachów w kilku meczetach, pełnych modlących się ludzi. I znów tragedia dla rodzin zmarłych tragicznie osób i dla  wielu rannych, spośród których losy walki o życie wciąż trwają.
Ardern przekazała, że cztery osoby, umieszczone w areszcie, mają ekstremistyczne poglądy, ale nie figurują w policyjnych kartotekach. Szefowa rządu podkreśliła, że Nowa Zelandia została zaatakowana, ponieważ – jak to ujęła – „reprezentuje różnorodność”.
Niestety tak jest, gdy jedna osoba koniecznie chce narzucać swoją wolę innym, bowiem granica pomiędzy religijnym fanatyzmem, a  najgorszym instynktem mordowania jest bardzo płytka i tak łatwa dla niektórych do przekroczenia.
Ale jak już pisałam, instynkty mordercze w świecie zwierząt związane są z ich behawioryzmem, warunkami, w którym przychodzi im żyć, człowiek prócz tych wszystkich zachowań ma przede wszystkim rozum, który jak widać nie zawsze zgodnie z ludzkim podejściem do świata działa, niestety są ludzie, którzy zatracają prawdziwie ludzkie instynkty, a wtedy do głosu dochodzą w nich te własnie najbardziej krwiożercze, zabójcze instynkty, powiązane później z tragedią innych ludzi.
Powinniśmy jednak odróżniać i odsuwać ze swojego otoczenia ludzi złych, próbować nie ulegać ich sugestiom, nakazom, bo inaczej świat całkowicie zatopi się w ruinie. Zginie dobro, a zło będzie wszechmocną cechą ludzi, którzy już nie będą normalnymi HOMO SAPIENS, to będą tylko roboty, ślepo wykonujące cudze rozkazy , pozbawione całkowicie ludzkich odruchów człowieczeństwa.
Pamiętajcie o tym, bo zło może zrodzić się z małego ziarenka źle wybranej życiowej opcji.
Mam nadzieję, że wiele osób rozumie to, o czym pomyślałam pisząc te słowa, nie będę się więc powtarzać.
Mądrej głowie dość po słowie – tak mówi znane porzekadło, interpretację moich słów pozostawiam każdemu do własnego rozpatrywania.

A ponieważ dzisiaj jest piątek, życzę Wszystkim miłego i spokojnego piątku i wspaniałego całego  weekendu.
WIOSNA IDZIE !!!!!!!

Z  tym blogiem na blox. pl. już od kilku dni jest nie tak jak  potrzeba.Nie, żebym narzekała, ale…
Teraz trzeba klikać po kilka razy i to w różnych dziwnych miejscach, żebym do własnego blogu mogła się dobrać.
 Oczywiście nagminnie się zdarza, że wpisywane słowa znikają i muszę co dwa zdania wpis zatwierdzać, żebym potem za dużo pisania od początku nie miała.
Nie cierpię tego, bo w momencie, gdy piszę, zaczynam się rozwijać i każdy ERROR wybija mnie z tematu, który potem trudno powtórzyć tymi samymi słowami, muszę przypominać sobie, co też mądrego już napisałam. A to już jednak nie jest to samo.
Mam nadzieję że moi przemili  Czytelnicy takiego kłopotu z wejściem na blox  nie mają i patrząc na licznik wejść na mój blog, nadal chętnie go odwiedzają.
I oby tak było nadal w tym moim nowym już blogu, który piszę równolegle do obecnego, żeby żadne zaległości w nim nie powstały.
Oczywiście zdjęć z poprzednich wpisów niestety nie udało mi się w nowym blogu zamieścić, trudno, będziecie Kochani musieli zadowalać się tymi nowymi.
A do jego zgonu niestety coraz bliżej niestety, nad czym nieustannie ubolewam, bo co to znaczy przyzwyczajenie.
Wszak omalże 15 lat blogowania na blox.pl ( w czerwcu minęło by właśnie te 15 lat) daje powody do czucia się u siebie.
Mam nadzieję, że w tym nowym blogu też się rozgoszczę, na razie przyznam, że czuje się w nim troszkę obco i ciągle się uczę, jak się po nim poruszać.
Ale skoro pan prezydent może ciągle się uczyć, dlaczego nie miałabym i ja tego robić? Podobno na naukę nigdy nie jest za późno.

Pisałam Wam wczoraj, że według ostatniego sondażu w wyborach do Europarlamentu Koalicja wygrywa z Pisem? Ale to już było wczoraj, dzisiejszy sondaż jest całkiem odwrotny.
Nie mówiłam, że to bajeczki dla grzecznych dzieci?
Ale nikt zdziwiony być nie powinien, każdy z nas zna przecież  bajkę o starszym kawalerze, który mieszka z kotem


czasami życie jest bajką, a czasami bajka jest życiem………

I co gorsze, wciąż w Polce jest ponad 30 procent Polaków, którzy  w te bajki wierzą.
No proszę, niby dorośli ludzie, a zachowują się jak dzieci.
W sumie dziecko też tylko patrzy jak brać, a nie jak cokolwiek z siebie dawać….. 
To takie proste:  daj, bo mi się należy.

W czwartek spotkają się dwa fronty atmosferyczne, ten jeszcze chłodny, a za nim napływa ten nieco cieplejszy. Niestety to spotkanie odbije się deszczową pogodą.
A może to i dobrze, bo szybciej świat się nam zazieleni, bo  skoro w  tę niedzielę ma być ponad 20 stopni, a następne dni też zapowiadają się nico cieplejsze…. 
Byleby tylko jakiejś chmurze śniegowej nie przywidziało się, by jeszcze powrócić i nieco nam pobielić pola i łąki. 
Nie, zdecydowanie limit na śnieg w tym sezonie został  już wyczerpany, na następny będziemy czekać w listopadzie.

A na razie życzę miłego czwartku, może gdy  ten cieplejszy deszczyk pokropi, podrumienimy jeszcze troszkę w górę???
A może wiosenny deszczyk ożywi też nasze głowy i zaczniemy wreszcie  rozsądnie myśleć o przyszłości Polski?

OBY!!!!! 

środowy podarunek

Dla Uleczki w środę jak zawsze róża.
Róża i pozdrowienia z wietrznego Krakowa,w którym wiosna jednak wciąż z resztkami zimy przegrywa.
Ale będzie dobrze Uleczku, jeszcze chwilkę jednak trzeba poczeka, cierpliwości.

Zresztą od wczoraj mój humorek i moje zdrowie troszkę podupadają. 
Być może jestem podatna na  pogodę, na te ciągłe jej zawirowania.
Wczoraj czekałam na autobus 164 ponad pół godziwy i zdążyłam porządnie zmarznąć, dałam się uwieść świecącemu słonku, wydawało mi się, że jest cieplej i zmieniłam zimową kurtkę na przejściowy płaszczyk. Dzisiaj trochę sobie kicham.
A może też i troszkę na wizyty w szpitalu. O polityce nie wspomnę, bo … nie chce się nią znów denerwować. denerwować.
Dzisiaj nowy sondaż, w którym Koalicja wygrywa z Pisem, za dwa dni będzie pewno inaczej, w zależności, które stronnictwo je ogłosi.
Takie sondaże to jedna wielka bujda i nie należy wcale nimi się przejmować.
Najlepszym sondażem będą … same wybory.
Nie, nie oznacza to, że mnie takie wizyty w szpitalu  męczą, ale gdy patrzę na tych biednych chorych ludzi, sama czuje się troszkę bardziej chora. i jakaś przygaszona.
Pamiętam, że gdy jeszcze pracowałam w szpitalu i już po swoim dyżurze wychodziłam do domu, zawsze sobie myślałam, jak to dobrze, że ja do tego domu, w przeciwieństwie do tych biedaków chorych mogę sobie iść.
Co prawda sama potem kilkakrotnie  szpitalu leżałam, ale jednaj, co wolność w domu, to nasze. 
Wiem że mój blog uważnie czyta mój chory VIP, ale tak jak mu zawsze mówię, tak i u napiszę : Kaziu, trzymaj się, i myśl pozytywnie, wszystko będzie dobrze, czego Tobie życzę ja i pewnie wielu moich Czytelników również.

W najbliższym czasie  zapowiadają mi się  same miłe wizyty, w tę sobotę jestem zaproszona na urodziny do naszej Polci, w następny piątek jest spotkanie byłych pracowników szpitala kolejowego.
No proszę, murów już z tego szpitala  dawno nie ma , pozostał tam tylko pusty plac, ale ludzie  kiedyś tam pracujący chcą się jeszcze spotkać, powspominać.
Tylko nie wiem, czy akurat ja mam na to ochotę, ale mam jeszcze tydzień do zastanowienia się.

O pogodzie też dzisiaj już napisałam, optymistyczna nie jest, niestety, chociaż na ten weekend, a w szczególnie na niedzielę, zapowiadają iście wiosenną, a można i powiedzieć, że omalże letnią pogodę z temperaturą ponad 20 stopni.
No i o z tego, skoro już na następny dzień znów ma się ona diametralnie zmienić i temperatura poleci nawet kilkanaście stopni w dól.Taka huśtawka temperatur wcale dla organizmu nie jest wskazana, szczególnie w tym pozimowym, więc mniej odpornym dla człowieka czasie.

Ale głowa do góry,nadejdą cieplejsze dni. Należy tylko myśleć pozytywnie.


Miłej środy dla Wszystkich, a w szczególności dla dzisiejszych Solenizantek Bożenek i Krystyn, POMYŚLNOŚCI 
 

ach ta służba zdrowia

Wczoraj mój VIP wylądował w szpitalu.
Niestety wcale nie potraktowali go tam jak Vipa, bo musiał odsiedzieć na SOR – ze swoje 9 godzin, zanim na oddział kardiologiczny go przyjęli.
Na całe szczęście nie był sam, była z nim jego bratanica, ale powiedzcie mi, jak można tyle godzin ciężko chorego, ledwie oddychającego człowieka trzymać na korytarzu, skoro od razu powiedzieli mu, że będzie przyjęty na kardiologię Owszem, robili mu kilka razy w między czasie EKG i pobierali krew do badania, ale przecież wszystkie te badania można było zrobić już podczas jego leżenia.
A tu ledwie oddychający, z wodą w płucach człowiek, musi się tyle godzin męczyć, żeby dostać wreszcie łóżko, na którym może odpocząć.
No mam wątpliwości, czy przez takie długie oczekiwanie w koszmarnych warunkach, miał się poczuć lepiej?, mniej chory?
A wszystko to przez co najmniej dziwne procedury, panujące na SOR-ze, tylko ja się pytam, gdzie w tym wszystkim jest empatia dla chorego człowieka?
I chociaż sama jestem pracownikiem Służby Zdrowia, muszę stwierdzić, że cała ta służba jest o du…ę rozbić
Pewnie, że nie można wszystkich medycznych  pracowników od czci i wiary odżegnywać, ale……..
Szpitale wyraźnie nie zdają swojego egzaminu i chociaż nie wiem co by powiedział nowy pan minister zdrowia, wcale nie jest w tej materii dobra zmiana.
I teraz bardzo żałuję, że gdy Kaziu był u mnie w niedzielę i już źle się poczuł,  nie wezwałam karetki pogotowia, pewnie byłby szybciej przez to  do szpitala przyjęty, bo jakoś znów dziwne procedury uznają, że pacjent przywieziony z miasta karetką jest przyjmowany poza kolejnością, czyli o wiele szybciej, niż ten, który przyszedł na własnych, nawet bardzo słabych nogach, więc może sobie  na korytarzu czekać i dogorywać. 
No tak, ale zasugerowałam się tym, że nazajutrz miał on zamówioną wizytę u kardiologa, na którą zresztą też czekał ponad dwa tygodnie, tylko, że pomiędzy jego ostatnią wizytą u internisty w przychodni, a tą wizytą u kardiologa, stan zdrowia  się wyraźnie pogorszył.
Myślę zresztą, że internista z przychodni też pokpił sprawę, bo  mimo, że sam stwierdził : pan jest bardzo chory, jednak  skierowania do szpitala nie wystawił, kazał czekać na wizytę kardiologiczną.
No i lecz się tu człowieku w naszej Kochanej Ojczyźnie, gdzie służba zdrowia rządzi nieudolny minister i jeszcze mniej udolna  instytucja nazywana Narodowym Funduszem Zdrowia.
Jaki fundusz zdrowia ?- pytam, powinni nazywać się Funduszem Wielkiej Umieralności, zwłaszcza osób starszych, na których pewnie nie warto już wydawać pieniędzy, mimo, że oni te ciągle się ze swoich biednych emerytur opłacają.
A jaki jest stan naszej służby zdrowia, najlepiej chyba określa ten powyższy mój obrazek. Wszędzie tylko limity na leczenie, brak łóżek, które są likwidowane tylko dlatego, że jest coraz mniej personelu medycznego, brak pieniędzy na leki dla chorych…. jednym słowem polski koszmar, polskie medyczne piekiełko.
Polska jest dobra dla ludzi młodych, zdrowych, silnych, ludzie słabsi, chorowici, a już na pewno staruszkowie powinni zrobić państwu łaskę i szybko umierać, by nie potrzebnie  nie zajmować miejsca innym i nie trwonić na nich pieniędzy które można na przykład wydać na następne spotkania integracyjne pracowników NFZ….jakie to smutne i jakie to prawdziwe .
Ale tak niestety jest, dopiero co niedawno można było przeczytać, jak wspaniale pracownicy któregoś oddziału NFZ zabawiali się na takim integracyjnym spotkaniu, oczywiście za jakie pieniądze? za pieniądze podatników, czyli za pieniądze twoje, moje i tych umierających na korytarzach starszych pacjentów.
Musiałam dzisiaj zamieścić ten tekst, bo przyznam, że jestem zbulwersowana  takim traktowaniem chorych  ludzi, zbulwersowana  tą panująca znieczulicą i niemocą pozornie dobrej zmiany.
Nie można powiedzieć, że za poprzedniej rządzącej ekipy było wspaniale, ale chyba tak źle, jak jest obecnie nie było nigdy, a wiem to na pewni, wszak sama przecież ponad 20 lat pracowałam własnie w szpitalu.
A teraz tylko takie prawdziwe VIP-y jak Jarosław Kaczyński mają prawo do godnego chorowania, niestety. Jego na oddziale hołubią. omalże na rękach noszą, pielęgniarki i lekarzy ma na skinienie małym palcem….. jednym słowem, ma chyba w tym szpitalu lepiej, niż u siebie w domu, bo wszyscy tylko koło niego skaczą i rąbek nieba mu przychylają. Ale nie każdy może być VIP-em Kaczyńskim.
No cóż, ja jednak zdecydowanie wolę swojego własnego VIP-a, chociaż nie koniecznie leżącego w szpitalu.
Ale dzisiaj na pewno go w tym szpitalu  odwiedzę i to nie tylko dlatego, że  podczas gdy ja leżałam w szpitalu Kazik też mnie codziennie odwiedzał.
Wszak ponad 40 – letnia znajomość do czegoś zobowiązuje.

A zima jeszcze nie do końca odpuściła, wczoraj w Krakowie  w okolicach padał śnieg, a jak widziałam na zdjęciu zamieszczonym przez Jacka na Facebooku, cała Modlnica zatopiona była w śniegowej powale, nawet zastanawiałam się, czy to na pewno Modlnica, czy może Zakopane?
Ale to już chyba ostatnie zimowe podrygi zimowe. Wiosna naprawdę jest już tuż, tuż, ja to już „czuję w kościach „

Miłego wtorku

Pensjonat po różą


Życie kręci się, 
Czasem tchu aż mi brak, 
Dziś już sama wiem, 
Że nie warto wciąż tak gnać.

Pensjonat Pod Różą, 
Bo tu można kochać, tu można żyć 
Uciekam przed burzą. 
Zielone cienie, błękitne sny. 
Pensjonat Pod Różą, 
Gdzie w każdym szczęścia kropelka lśni, 

w tobie też………


Wczorajsza niedziela była dla mnie bardzo ważnym dniem w moim życiu.
W pewnym sensie przewartościowałam pewne moje poglądy na życie, tak, jakbym znów od nowa  zrozumiała, co w życiu jest najważniejsze.
Nie była to niedziela an nie niemiła, ani miła, ot niby zwyczajna, a jednak….. wiele zdarzeń z tamtego dnia pozwoliło mi raz jeszcze nad sensem mojego życia się zastanowić.
Nie będę się tu w szczegóły teraz wdawała, ale prawdą jest, że życie się tak kręci, że czasami tchu brakuje i warto na chwilę przystanąć i się zastanowić, przestać gnać przed siebie, albo przeciwnie, przestać zatracać się w swoich zupełnie niepotrzebnych nieraz problemach i ruszyć z posad.
Każdy  z nas ma swój Pensjonat po różą, w którym tyle każdego dnia się dzieje, co prawda  nie zawsze po naszych marzeniach, po naszych oczekiwaniach, ale należy się z losem pogodzić i nie koniecznie  brać go takim jakim jest, ale brać to życie każdego dnia za bry, równocześnie próbując z siebie wydobyć to, co w nas najlepsze.
Bo to każdy potrafi, tylko nie każdy rozumie, że w każdym z nas tkwi to dobro, które schowane gdzieś na dnie duszy może zaistnieć i…..w każdym tkwi ta kropelka szczęścia, chociaż nie każdy to do końca pojmuje.

Pewnie że jestem teraz pod dużym wrażeniem tego serialu, który z przyjemnością kolejny raz oglądam i co ciekawe, zawsze coś w nim innego, nowego wynajduję
Coś, co śmiało mogę  i porównać do swojej sytuacji i znaleźć różne aspekty, które dotąd gdzieś na dnie duszy  się ukrywały…….. albo wyglądały całkiem inaczej, niż dotąd je spostrzegałam.

Po ostatnich dniach sporych wichur nadchodzi teraz czas wiosenny.
Wichury te  przyniosły wielu Polakom  olbrzymie straty w postaci zrujnowanych wielu domostw, powywracanych drzew.
W polityce też teraz czas wichur nadszedł, teraz już trudno rozpoznać, gdzie ta prawda i to dobro tkwi, coraz trudniej go odnaleźć, gdzieś w pogmatwanych politycznych hasłach się poukrywało. 
Ale wszystkie wichury z czasem przeminą i te klimatyczne i te polityczne i nawet te, które nieraz w naszych rodzinach się rodzą.
Trzeba tyko wiele cierpliwości i roztropności w rozwiązywaniu wszystkich tych problemów, a to już zależy tylko wyłącznie od nas samych.
Tym nieco filozoficznym i osobiście retrospekcyjnym wpisem życzę wszelakiej pomyślności na dzisiaj i na cały następujący tydzień 

Uwaga, śmieciarka jedzie

Całkiem pożyteczna strona powstała ostatnio na krakowskim Facebooku – uwaga! śmieciarka jedzie.Ludzie wyswatają przed dom niepotrzebne już im sprzęty , oczywiście ich stan bywa różny, ale może akurat komuś jeszcze na coś się przydadzą?
Wystarczy tylko wejść na stronę na Facebooku własnie Uwaga, śmieciarka jedzie i już tam można coś ciekawego dla siebie znaleźć.
Pewnie nie dowiedziałabym się o takiej akcji, gdyby wczoraj nie zatelefonowała do mnie moja koleżanka Ania, która spytała, czy tam w pobliżu mojego domu był wystawiony jakiś sprzęt, który przydałby się dla naszego kolegi, któremu w czasie pożaru spaliły się wszystkie meble.
Rzeczywiście, gdy szłam wczoraj w południe do sklepu zauważyłam przed dwoma różnymi kamienicami powystawiany jakiś sprzęt, wtedy jeszcze do głowy mi nie przyszło jakie może być jego przeznaczenie.
Co prawda ja nie poszłam po te krzesła dla Krzysztofa, chyba bym się wstydziła targać je przez ulicę do siebie do domu, bo jakby to wyglądało, starsza pani z dwoma krzesłami na ramionach?,  ale jeżeli ktoś miał jakiś pojazd, którym mógłby te meble przewieźć,  na pewno ktoś się z tego mógł ucieszyć.
W każdym bądź razie akcja bardzo pożyteczna i chwalebna, trzeba ja pochwalić.

Znacie takie powiedzenie” piździ jak w Kielcach na dworcu?
Taka okropna wichura przeszła wczoraj nie tylko nad Krakowem, ale i nad całą Polską. Duło na całego!!!!
Nie mogłam wczoraj nawet zasnąć, bo ten wiatr tak okropnie wył…….
Co się z tą pogodą dzieje, skąd takie zawirowania w naszej Polsce, co najmniej, jakbyśmy już w USA byli.Trzeba przyznać, że odpowiednie służby stanęły na wysokości zadania i wszyscy abonenci sieci komórkowej dostał wczoraj odpowiednie ostrzeżenie przed wichurą.Nawet przestrzegali, aby bez potrzeby nie wychodzić na ulice.
I faktycznie, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś podczas takiej zawieruchy dał sobie rade z tym niesamowitym prądem  powietrza, które na pewno wywracało i poniewierało człowiekiem bez możliwości obrony.
Dzisiaj na szczęście wichura nieco opadła, ale  tak  zdążyła w Polsce narobić niesamowite szkody.
A swoja drogą, ciekawe, skąd się wzięło to powiedzenie; „Piździ jak na dworcu w Kielcach”Otó rozmawiałam wczoraj z byłym mieszkańcem  Kielc, który mi wytłumaczył, że dawny dworzec  kolejowy w Kielcach zbudowany był prawie w szczerym polu,  zawsze panowały tam  często niesamowite przeciągi .
Ot taka regionalna ciekawostka.
Dzisiaj niedziela, niby słoneczna, niby wiosenna, ale niestety  chłodniejsza, niż poprzednie dni.
Spodziewam się dzisiaj gościa, więc muszę przerwać już mój wpis i zakrzątnąć się troszkę w kuchni.
Dzisiaj w moim menu zapiekany  makaron z piersią z kurczaka, z jabłkiem, na podkładzie pomidorowym i polany sosem serowym. 
Ciekawa jestem, jak i się ta potrawa dzisiaj uda, pomysł na nią jest mój własny.

Życzę miłej i spokojnej niedzieli, bez wichur, zawieruch i innych perturbacji.

najlepsze są niespodziewane spotkania

Poszłam sobie w południe na zakupy, a po nich poszłam do Parku, żeby sprawdzić, czy gdzieś już spotkam pierwsze oznaki wiosny.

No i były, malutkie, ledwo widoczne zielone i żółte pączusie, ale widać, że wiosna tuż tuż.
Zatelefonowałam do Kazia, by się podzielić z nim  tą radosną  wiadomości, prosto z „naszej” ławeczki w parku, a tu patrze, idzie taki śliczny czarny buldożek francuski. Już miałam powiedzieć Kaziowi, że taki podobny do Peppy, a tu patrzę,  a to rzeczywiście Peppa w swojej buldożej osobie, wraz z Tomkiem po Parku spacerują.
Bardzo obydwie się ucieszyłyśmy, oczywiście Pepka mnie poznała, a jakże być inaczej mogło. Chwilę popieściłam się ze sunią, porozmawiałam z Tomkiem i każdy poszedł we własną stronę, tym bardziej, że już leciutki deszczyk zaczął siąpić.
Ale muszę przyznać, że takiego miłego spotkania wcale się nie spodziewałam.

Pewnie gdyby Tomek był sam z Peppą, zaprosiłabym ich na kawę do siebie, ale akurat Tomek szedł z kolegą też z pieskiem.
Ale zaprosiłam ich (szczególnie Peppę) na inny termin.

Za to jutro będę miała bardzo ważnego Gościa – VIP-a na ….no powiedzmy nie na obiadu, bi tai musi składać się z zupki, drugiego dania i z deseru, ale to będzie powiedzmy taka nieduża przekąska obiadowa.
A co podam? Oczywiście to  chwilowo tajemnica.
Wczoraj miałam też pracowity piątek. Co prawda raz aparat zrobić koniecznie chciał mi psikusa i napisał na ekranie złowróżebne słowo ERROR, ale wcale się tym nie przejęłam, nacisnęłam tylko odpowiedni guziczek i już głupoty aparatowi wyparowały z…… komputerowej jego głowy.Spisywał się należycie.
No i patrzcie, wczoraj  prawdziwie ciepła wiosna jeszcze była, chociaż przyznać trzeba, że wiatr trochę targał naszymi włosami, dzisiaj rano słonko mnie powitało, a teraz deszczyk kropi, podobno nawet możliwy jest też przelotny, drobny śnieg. Zima jak widać łatwo odpuścić nie chce.
Ale my się łatwo nie poddamy, nawet zmieniłam już kurtkę zimowa na kurtkę przejściową, chyba już najwyższa pora na to.
Życzę przyjemnego sobotniego popołudnia i wieczoru.

jasna0, sobota, 09 marca 2019

…….. czyli ŚWIĘTO WSZYSTKICH KOBIET.

To troszkę historii związanej z tym dniem ( nie za dużo, by nie zanudzać)


Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie  Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.

Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. Zapoczątkowane zostały one przez Socjalistyczną Partię Ameryki.
 8 marca 1908 roku na ulicach Nowego Jorku odbył się marsz 15 tys. pracownic zakładów odzieżowych (upamiętniających z kolei podobny marsz z 1857 roku), domagających się praw politycznych i ekonomicznych dla kobiet. Zainspirowane tym marszem pracownice zakładów odzieżowych (głównie imigrantki) podjęły trzymiesięczny strajk zimą na przełomie 1909 i 1910 roku przeciwko wyzyskującym je właścicielom fabryk
W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. W konferencji udział wzięło ponad 100 uczestniczek z 17 krajów, w tym trzy kobiety po raz pierwszy wybrane do Parlamentu Fińskiego. Ustanowienie Dnia Kobiet zostało przyjęte w drodze anonimowego głosowania, bez ustalania dokładnej daty jego obchodów

19 marca 1911 roku po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii. Domagano się prawa kobiet do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw kobiet do pracy i szkoleń zawodowych oraz zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy. 

W Polsce to święto popularne było głownie w okresie PRL – kobietom rozdawano goździki, parę pończoch (potem rajtek), które musiały własnym podpisem potwierdzić ( co to za prezent, który muszę zaksięgować!!!), wszystkie kobiety uśmiechał się od ucha do ucha, po czym radośnie pędziły do domu, aby obiad mężowi ugotować i dzieci utulić. Ot taki dzień jak każdy, ale w pewnym sensie i świąteczny.

W dzisiejszych czasach może mniej patetycznie obchodzi się to święto, ot, obdarowuje się najbliższa sercu kobietą tulipanem, czy różą  (goździki chyba wyszły z mody?), czasami zaprosi się koleżankę ze studiów  na kawę czy na lampkę wina, albo raczej kufel piwa, bo teraz wśród młodzieży raczej piwo jest w modzie.
Ale jednak zawsze miło jest otrzymać jakieś życzenia w tym dni od kogoś bliskiego.
Ja dzisiaj dostałam już i mejlowa życzenia i życzenia  również dotarły do mnie droga esemesową , które tak pięknie zabrzmiały:

„Kobieto , puchu marny, ty jesteś jak zdrowie, ile Cię cenić trzeba ten tyko się dowie, kto Cię poznał….”

I jak tu się nie ucieszyć, takimi życzeniami, czuje się doceniona i dowartościowana,  pięknie za te życzenia dziękuję.

Wczorajszy dzionek minął bez większych przygód.  Co prawda aparat koniecznie chciał mi spłatać figla i dwukrotnie okazał mi złowrogie słowo ERROR, ale pouczona przez pana Mirka, w jaki sposób  te usterkę należy usnąć, dałam sobie z nim radę, aparat się poddał i działał już do końca dnia bez zarzutu.
Niech sobie wie ten aparat, że to nie on, a ja rządzę nim na Żabińcu. 
Żartuję, ale  najważniejsze, że wreszcie ruszyliśmy  z badaniami, dzisiaj będzie kontynuacja.
Przyznam, że wróciłam wczoraj lekko zmęczona, bo po takiej wielkiej przerwie, przesiedziałam wczoraj w pracy od 9 rano aż do 5 popołudniu, ale warto było, bo znów czułam się potrzebna.

Od wczoraj wszyscy żyją porwaniem w Białymstoku małej Amelki  i jej mamy, przyzna, że myślałam, że już je do dzisiaj odnajdą, niestety ślady ich  urywają się,  chyba zbyt dobrze to porwanie było przygotowane.
Ale mam nadzieje, że ani tej małej, ślicznej dziewczynce, ani jej mamie nie stanie się nic złego.



AMELKO WRÓĆ !!!!



Wczorajszy dzień te był ważnym dniem dla Gdańska, wreszcie Rada Miasta podjęła decyzję o pozbawienie podejrzanego o pedofilię księdza Jankowskiego tytułu Honorowego Obywatel Miasta Gdańska, zmienili nazwę skweru, na którym stał jego pomnik, który już dzisiaj, też po decyzji radnych, został zdemontowany.

Sprawa nie jest łatwa, albowiem  ten ksiądz już nie żyje, więc trudno przeprowadzać sądownie jego oskarżenia, jednakowoż zbyt dużo jest świadków, który dawali świadectwo przeciwko jego postawie. Dlatego też takie decyzje, które  wczoraj były  podjęte, a dzisiaj już wykonane. jest słuszna.
 Pomnik Księdza Jankowskiego zginął z przestrzeni Gdańska, już nie soi na bezimiennym teraz już skwerze.
Szczególnie, że ta decyzja jest słuszna z decyzją o wyciąganiu konsekwencji wobec pedofilów, wydaną przez papieża Franciszka.
Dziwne tylko, że jeszcze ta grupa ludzi, która przywłaszcza sobie nazwę „Solidarność” jeszcze dwa dni temu składała kwiaty i modliła się pod pomnikiem tej kontrowersyjnej osoby.
Czyżby słowo „SOLIDARNOŚĆ” nie obligowało do przestrzegana pewnego etosu lat osiemdziesiątych?
Co prawda Ksiądz Jankowski również w tamtych czasach odgrywał ważną rolę w walce z komunizmem, ale był to człowiek posiadający dwa oblicza, niestety to drugie oblicze nie postrzega go jako człowieka szlachetnego.
I o tym należy pamiętać.

Dzisiaj mamy już piątek, czyli dzień przed weekendowy.
Zapowiada się dzisiaj piękny słoneczny i ciepły dzionek i bardzo dobrze, bo w takie święto, jak Dzień Kobiet, słonko powinno świecić od rana do samego wieczora.
Co prawda jeszcze nas straszą, że nieco chłodniejsze dni mogą do nas na krótką  chwilkę powróci, ale ja wiem, że to już prawie, że wiosna.
Z wielką uwagą oglądam drzewka koło mnie rosnące i czekam na to piękne kwiecie w moim Parku.

Życzę przyjemnego, słonecznego i cieplutkiego piątku z miłym oczekiwaniem na weekend.



różne pory wstawania

Dzisiaj wstałam ciemna prawie nocą bo przed godziną szóstą rano.
Trochę przesadzam, już się jednak rozjaśniało za oknem.
Jednak sporo dnia nam rano też już przybyło.  i nieco później już robi się ciemno, później już zapalają się lampy zmierzchowe w moim parku.
Dzisiaj znów rozpoczynamy dzień od testów radiologicznych, tak  więc przed 9 rano muszę być już na posterunku.
A rano tyle roboty jest  do zrobienia.
Mam nadzieję, że tym razem dokończymy już te testy i będę mogła powrócić do normalnej już pracy na moim aparacie.
A dzisiaj rano sobie odpuszczam wszelaką domowa krzątaninę , zrobię tylko tyle, co muszę, no i oczywiście muszę napisać wpis w blogu.
Ale sami musicie przyznać, że nie jest to dobra pora do  jakiekolwiek twórczości, wiec ograniczam się tylko dzisiaj do pozdrowień i do życzeń mile spędzonego czwartku.
Mimo, że trochę  wieje, trochę może padać deszczyk.
A niech sobie popada,szybciej nam się świat zazieleni.
Mam nadzieję, że zostanę przez Was dzisiaj rozgrzeszona za mój króciutki wpis?
Jutro się poprawię 🙂 
No to idę sobie popracować 

środa x 2, róża x 2

Kolejna środa, tak niewiele ich tutaj nam Uleczku  pozostało….
Ale…..Na szczęście jest ten  mój drugi blog, gdzie też róże będą dla Ciebie umieszczane.
Na razie w obu moich blogach zamieszczane są takie same obrazki i takie sam wpisy, a robię tak, aby potem ich  znów nie przenosić, gdy blox.pl w ostateczności padnie, chociaż przyznaję, że cały czas liczę na jakiś cud, na niespodziankę, która nam w ostatniej chwili Agora sprawi.
Może jestem i naiwna, ale nadzieja zawsze umiera ostatnia.
Ale za to masz teraz jedną, jedyną i niepowtarzalną okazję, czytać mój blog w dwóch różnych miejscach.
No i co z tego, że tekst jest  w nich taki sam?
W ten sposób mogę i podesłać Ci podwójne pozdrowienia i całuski z Krakowa, czyli sprawiam Ci tym (mam nadzieje) podwójną radość.
Przesyłam Ci więc   w tę naszą magiczną  środę dubeltowe życzenia powodzenia i szczęścia w nadchodzący już wiosenny czas, czy słyszysz, jak puka ona  już do Twoich okien????


Dawno nic nie było o polityce, więc jakiś niewielki wtręt w tym temacie  zrobię,  zresztą na wyraźną prośbę jednego ważnego mojego Czytelnika, który potrafi mi powiedzieć, eee, dzisiejszy wpis był nudny, po nic o polityce nie wspomniałaś.
No tak, jedni uważają, że moje wpisy bez polityk są ciekawsze, inni są przeciwnego zdania, jak tu wszystkim dogodzić?
Muszę jednym słowem  znaleźć jakiś „złoty środek”, więc pozwólcie, że od czasu do czasu jednak kilka moich politycznych spostrzeżeń umieszczę, zawsze można je przecież w czytaniu ominąć, nieprawdaż????

 „Parlament Europejski to walka o portfele Polaków i dlatego wysyłamy tam taką znakomitą drużynę, aby walczyli tam o nasze interesy” powiedział wczoraj w Polsat New premier Mateusz Morawiecki.

Wierzycie w to??? bo ja zdecydowanie nie !!!!!
Na pewno będą pilnować tam głownie  swoich własnych interesów, czyli portfeli, bo trzeba przyznać, że taka posada w Unii jest  pieniężnie nęcąca, no i przyszłość w postaci większej emerytury zapewni.
No tak, można właściwie powiedzieć o każdym kandydacie, nie tylko z tej partii, że również i ich względy materialne ciągną.
Ale…… na pewno, znając mentalność ludzi tej partii,  idą tam, by wykonać zadanie swojego wodza, aby pomóc innym antyunijnym partiom  innych państw pomóc rozwalić Unię od wewnątrz, albowiem niestety powstało wiele antyunijnych stronnictw na  nie tylko polskiej prawicy, którym obecna Unia zupełnie się nie podoba. Niestety, ich głównym zadaniem jest dostać się do Unii tylko po to, by Unia przestała działać.
Tyko niestety niektórzy z tych antyunijnych rozrabiaczy nie rozumieją, że jest to działanie w interesie Putina i Trumpa,  bo łatwej wtedy będzie im własny program, własny porządek  w świecie przeprowadzić, gdy unijna jedność się całkowicie rozleci.
Szkoda, że pisowcy tego nie rozumieją, że działają na szkodę własnego kraju, który znów będzie bezbronny i łatwo podatny na obce wpływy.
 Skoro coś mi się nie podoba, wcale tam bym się nie pchała, ale  akurat ich misja rozwałki może się nie udać i co wtedy?
Czyli można powiedzieć, jadą robić tam obciach Polsce.
Wydawało by się, że już większego jaki dotąd udało im się zamętu i wstydu Polsce nie da się zrobić, ale to nie pisowcy, oni przecież potrafią, zresztą stale tego od nowa się uczą, jak jeszcze mogliby swojemu Wielkiemu Guru dogodzić który wydaje się ma wyraźnie wschodnie, putinowskie poglądy.
A wzorce mogą czerpać zarówno z przeszłości Związku Radzieckiego, gdy Wieki Stalin był niepokonanym autokratą, jak i wzorując się na autokracie made in Korea Północna. Zresztą oglądając niektóre  transmisje z pisowskich Zjazdów można stwierdzić, że podobieństwo jest niekłamane.
Również jest też i teoria, zresztą całkiem prawdopodobna, że wielu posłów z pisu zdaje sobie sprawę z tego, że rządy ich partii pomału upadają, prawdopodobne jest to, ze nie będą już mogli wodzić Polskę dłużej za nos, a w dodatku wielu z nich obawia się konsekwencji prawnych wynikających z nagminnego łamania Konstytucji i zasad prawa , które na pewno  poniosą , gdy rząd Kaczyńskiego zrobi UP. 
Kuriozum w tej partii jest pani Zalewska, która narobiła w polskiej oświacie taki miszmasz, że przez długie lata jej następcy nie będą mogli wszystkiego wyprostować, a ona zupełnie spokojnie po demolce, której dokonała, przenosi się jak gdyby nigdy nic do Unii.
Ponieważ ma dobre miejsce na liście wyborców, pewnie pisowscy wybory – oszołomy ją wybiorą i uda się jej wymknąć z rąk odpowiedzialności, będzie chronił ją niestety europejski immunitet. Ale jedyna nadzieja w tym, że w Unijnym Parlamencie nie będzie już miała takiej siły przebicia do demolowania życia innym. 
Ale do wyborów, tych unijnych i tych parlamentarnych mamy jeszcze trochę. czasu, jeszcze fantastycznie rozbudowanej pisiej propagandzie uda się niestety  niektórych Polaków na bezdroża wyprowadzić .
No cóż, teraz matki dostaną 500 plus na każde dziecko, emeryci 1100 zł dodatkowej emerytury ( już obliczyłam, wychodzi to około 3 zł  dziennie więcej), a potem…. a potem będzie płacz i zgrzytanie zębów, już wszystkich Polków, nawet tych, którym się dzisiaj wydaje, że będą żyli w Polsce mlekiem i  miodem płynącej. Długi, które powstaną z tej „wspaniałej reformy”  będą nasze prawnuki jeszcze spłacać, wątpię że będą chwalić wtedy dobrą zmianę, która im pieniądze z kieszeni wyciągać będą.
Dopiero po wyborach Pis znów odkryje swoje dobrze zakamuflowane teraz oblicze zła.
Ale czy Polak mądry po szkodzie?
Jak to się mówi? kto nie słucha ojca, matki, psiej skóry słucha, a ja dodam, kto nie słucha mądrych ludzi i na pis zagłosuje  sobie i całej Polsce gehennę na następne długie  lat szykuje.

I to na tyle mój dzisiejszy polityczny głos.
Pozostaje mi tylko pytanie, czy i kiedy Polacy czegokolwiek się nauczą????? 
Przynajmniej powinien zadziałać jaki instynkt samozachowawczy, niestety nadal  wśród Polaków tego nie widać!!!!!!

MEMENTO MORI   – czyli dzisiaj mamy  ŚRODĘ POPIELCOWĄ.

Koniec karnawału, koniec zabaw i uciech wszelakich, od dzisiaj następuje 40 dni postu i pokuty.
I znów ten post nie jest teraz przestrzegany tak restrykcyjnie, jak ongiś bywało, gdy potrawy mięsne można było jeść tylko raz w tygodniu, w niedzielę, w pozostałe dni podawano potrawy postne. Za  to gdy następował pierwszy dzień ŚWIĄT WIELKANOCNYCH  stoły pękały od wszelakich dobroci, które na nie wjeżdżały, a wygłodzeni i wyposzczeni ludzie dawali upust swoim żądzom obżarstwa i opilstwa.
W czasach dzisiejszych, ścisły post obowiązuje tylko własnie w Środę Popielcowa i w Wielki Piątek, gdy obowiązuje nie tylko wstrzemięźliwość od potraw mięsnych, ale także jest to post ilościowy, powinno  się jeść tylko 3 razy za dnia, z tym, że tylko w tym  jeden raz do syta.
Oczywiście głównym „bohaterem stołu” tego dnia jest śledzik. 
Pamiętam, że u mnie w domu właśnie w Środę Popielcową i w Wielki Piątek na obiad podawane były ziemniaki gotowane w mundurach i do tego podawany był  śledź w śmietanie z cebulką.
Śledzik  to pyszna rybka, ale niestety nie na każdy żołądek, jednak dzisiaj chyba malutki kawałek jej uszczknę, własnie zaraz wybieram się do sklepu.
Mam nadzieję, że bardzo w moim zwariowanym żołądku potem on nie narozrabia.
Oczywiście do niego ugotuję sobie 2 ziemniaczki, obowiązkowo  w mundurkach – rodzinnej tradycji stanie się zadość.
Z racji wieku  jestem co prawda zwolniona ze ścisłego postu, jednak postaram się dzisiaj nie przejadać.
Ale na pewno wszelakie słodkości i inne łakocie, które czasami (niestety) podjadam dzisiaj na pewno ograniczę do zera.
A tak swoją drogą dziwne, że akurat ryba jawi się potrawą  postną, przecież to też pewnego rodzaju mięso………
A może to wynika z tego, że jak wiemy z Biblii Pan Jezus wraz z innymi rybakami własnie łowili a potem pożywiali się właśnie rybami?
Nie, nie mam nic przeciwko wszelakim rybkom (nawet przeciwko śledziom), jest to zdrowe mięso i nawet przyznam, że bardzo go lubię.

Za oknem prawdziwa wiosna. Wieczorem padał znów deszczyk, ale dzisiaj wstał pięknie słoneczny poranek.Tylko patrzeć, aż pierwsze pączki na drzewach się pojawią.
A w górach szaleje Halny, pewno stąd w Krakowie taka wysoka jak na tę porę temperatura, 

No to, mimo, że to jest dzień zadumy, nad tym, co nas kiedyś w przyszłości czeka, życzę, by minął on w dosyć cieplej i miłej atmosferze.