ach ci listonosze……

.. czyli coś wesołego w poniedziałkowy pochmurny poranek…..

….aby poniedziałek jakoś minął przepłynął, a  cały tydzień był całkiem wesoły.

Od razu mówię, nic do listonoszy nie mam, zresztą mój rejon raczej obsługuje listonoszka, którą i tak mało co widzę, bo listy zawsze zostawia mi w skrzynce pocztowej. 
No właśnie, od 2 tygodni nareszcie mamy normalną skrzynkę, bo dotąd były tylko takie półki, lekko zdezelowane zresztą,  całkiem odkryte i każdy mógł stamtąd zabrać sobie to, co chciał.
Każdy kto mnie odwiedzał bardzo się dziwował, że takie niby skrzynki w XXI wieku jeszcze funkcjonują, ale widać właścicielka została zobligowana do zmiany tej relikwii pocztowej i mamy całkiem normalne teraz już skrzynki na listy. Dzięki temu musiałam sobie dokupić breloczek na klucze, bo dotychczas miałam tylko jeden klucz chowany w takim malutkim pokrowcu, teraz mam puchatą kulkę z dwoma kluczami, jedną od drzwi wejściowych, drugą od skrzynki pocztowej. Ta zmiana wyszła mi na dobre, bo teraz o wiele łatwiej w swojej przepaścistej torebce klucze znajduje, ale i tak nauczyłam się, że zawsze kładę je do jednej z kieszonek torebki, wtedy nie muszę wyjmować całej zawartości torebki  i  nerwowo szukać zagubionego małego pokrowca, który zawsze gdzieś na samym dnie mi się zawieruszał. (Która kobieta nie zna tego problemu…….)

A  co do poczty….. to pamiętam, że gdy jeszcze mieszkałam na Smoleńsk, przez lata przychodził zawsze ten sam listonosz. Niby fajny był, ale trzeba przyznać, że był lekko frywolny, co wcale mi, jako młodej panience się to nie podobało, a to mnie gdzieś uszczypnął, a to poklepał, niby na żarty, ale…….
Chyba potem poszedł  wreszcie na emeryturę, a jego miejsce przyszedł już całkiem „normalny”, ale bardzo sympatyczny młody człowiek, którego już obawiać się nie musiałam, wreszcie kiedyś przestałam być młoda panienką ha, ha, ha
No a potem ja już odeszłam ze Smoleńsk, już minęło od tej chwili dwa i pół roku, a  pewnie pan listonosz tam pozostał i nadal listy roznosi.
Czyli jednak malutkie ździebko prawdy  w tych plotkach o listonoszach pozostaje, ale co się dziwić, nachodzi się cały dzień chłopina z tymi pełnymi ciężkimi od listów torbami, to jakąś rozrywkę, przyjemność też musi mieć 🙂
Oczywiście żartuję, ale to przyjemnie, gdy przychodzi do domu ktoś sympatyczny i z uśmiechem podaje liścik, czy wezwanie.
Wtedy nawet wezwanie do sądu, czy wezwanie do zapłaty nie wygląda tak beznadziejnie…….

Niedziela przebiegła mi całkiem normalnie, jak to niedziela. Niestety „mój” serial oglądany na IPLI „Tango z Aniołem już się definitywnie skończył i…..czuję wielki niedosyt, bo właściwie trudno powiedzieć dlaczego pozostawili tyle niedomówień, wprowadzając nowe wątki i ich nie kontynuując dalej.
Nie można liczyć na dalszy ciąg tego serialu, bowiem tworzony on był w latach 2005 – 2008 i łączy on ze sobą różne gatunki od telenoweli i melodramatu, przez sensację po thriller połączony z historiami spiskowymi i Science Fiction.  Czyli dla każdego coś miłego, szkoda tylko, że ten serial w tak naprawdę doskonałej obsadzie nie był całkowicie dokończony.
Serial opowiada historię siedmiu kobiet, których najbliżsi mężczyźni zginęli w tajemniczym wybuchu w centrum handlowym we Wrocławiu. Początkowo załamane, zaczynają się nawzajem wspierać i podejmują prywatne śledztwo w celu odkrycia kulis śmierci mężczyzn. Dochodzą do wniosku, że eksplozja i ofiary nie były przypadkowe. Oczywiście w trakcie tej akcji poznają inne osoby w pewnym stopniu zamieszane w  tę tajemniczą historię, uczą się całkiem nowych relacji w nowej odsłonie życia i znajdują w sobie całkiem nowe „ja”, o którym do tej pory nie mieli pojęcia, czyli odkrywają swoją całkiem nową  osobowość.
Polecam do oglądania  tego serial, chociaż pewnie każdy oglądający również będzie miał na końcu pewien niedosyt i pytanie „co dalej”??? 
Ale później trzeba  chyba uruchomić swoja własną fantazję, samemu dopisać dalszy ciąg scenariusza.

A popołudniu miałam miłych gości Elżbietę i Maćka, z którymi przy kawce i herbatce miło się rozmawiało.

Wieczór spędziłam przy telewizorze, dokładnie oglądałam wieczorny program Big Brother- Arena, który całkiem mi się już nie spodobał.
Ta pierwsze edycja Big Brothera była o wiele ciekawsza, więcej i zabawniej się tam działo, tutaj jest  całkiem drętwo i zdecydowanie grupa nie jest tak zgrana jak ta sprzed laty.  I oczywiście bardzo brakuje perlistego śmiechu Manueli , który osładzał każdy dawny  program Big Brothera.
A już nowy, damski głos Wielkiego Brata zupełnie mnie denerwuje, uważam, że taka zmiana osoby Wielkiego Brata była całkiem głupia i niepotrzebna.
Ale przecież zawsze mogę po prostu Big Brothera nie oglądać, prawda?????

A jaki poniedziałek dzisiaj nam wstał? Dziwny, raz jest słonko, raz ponuro, zapowiadają deszcze (niespokojne???), tak więc na dwoje babka wróżyła.
Ale nie poddawajmy się tak łatwo, nawet jeżeli te kilka najbliższych dni nie będą najpiękniejsze, niebawem wszystko się a lepsze zmieni i wreszcie przyjdzie czas na spacery i na ławeczkę w Parku i na wystawianie naszych buź do słonka

Miłego poniedziałku i Wspaniałego tygodnia wszystkim życzę.

A Marysiom obchodzącym dzisiaj Imieniny życzę samych pomyślności

P.S. Czy zauważyliście, że dzisiaj ani słowa o polityce nie napisałam, bo…
Pewnie niektórzy będą zawiedzeni dzisiejszym wpisem, trudno i darmo. Wciąż darmo!!!!!
Ale przynajmniej punkt będzie dodany 🙂

A u mnie w kamienicy na górze wciąż coś wiercą…..

już są!!!!!!! – znaczy wiosna !!!!!

Rzeczywiście w tym roku boćki bardzo się spieszyły do prokreacji i już wczoraj w Przygodzickim gnieździe się spotkały i od razu do aktów miłosnych przystąpiły 
Znaczy w tym roku wcześniej doczekamy się małych bocianiątek, bo mam nadzieję, ze nawet zapowiadane ostatnio zawirowania pogodowe nie przeszkodzą im w tworzeniu nowej gałęzi bocianiego rodu.
Zazwyczaj bociany przylatują około 30-31 marca, czasami nawet w pierwszych dniach kwietnia, widać teraz dobre prądy i pomyślne wieści z Polski  je przyniosły i tym samym nam zwiastują piękną i szybką wiosnę.
A może bocianki tak bardzo się spieszą z tymi dzieciakami, bo usłyszały, że Jaruś obiecał 500 plus na każde dziecko?
No to uważajcie teraz kochane panie, a szczególnie młode dziewczyny, bo skoro akurat jest taka wspaniała  koniunktura, że bociany już grasują, a Jarek chętnie pieniądze na dzieciaczki rozdaje, może okazać się, ze w każdym domostwie zacznie się teraz donośne i radosne  dziecinne kwilenie i nareszcie zwiększy się w Polsce przyrost demokratyczny.
Czyli jednym słowem mamy za co dziękować i bociankom i Jarusiowi, bo teraz będzie w Polsce naprawdę wspaniale.
W każdym kątku będzie po dzieciątku, a pieniądze niby złota lawa na nasze konta z nieba spływać będą, a marzenia pewnego bezdzietnego starszego, ale zwyczajnego posła wreszcie się ziszczą, nareszcie będzie mógł piastować obce dzieci, oczywiście w swoim umyśle tylko, bo na realne piastowanie jest już stanowczo za stary i jest przy tym zbyt wielkim egoistą żeby coś dobrego dla innych zrobić, jeżeli nie widzi w tym własnego interesu.
A jaki to interes obce dzieci? To nie jemu przecież do kieszeni wpłynie 500 zł.

Zresztą po co dzieciaczkom taki złośliwy dziadek?? żadnego pożytku z niego nie ma, nie przytuli, bajki nie opowie………
On i tak zdecydowanie więcej woli koty niż dzieci. 
Tylko, że….bociany kotów nie przynoszą……..

Wczoraj był naprawdę cieplutki i  słoneczny  dzionek, aż miło było pospacerować sobie wczoraj ździebko. Niestety nie był to spacer po Parku, bowiem musiałam najpierw iść na małe zakupy, a potem musiałam pojechać na krakowskie Azory, aby odwiedzić wciąż chorego, ale na szczęście już zdrowiejącego VIP-a. Siedzieliśmy więc przy pysznej kawusi ( o przepraszam, przy kawusi siedziałam ja, ViP popijał rajską  kawkę i…wyłącznym telewizorze, bo rzeczywiście w sobotnie popołudnie program TVP jest byle jaki, same powtórki,przeplatane propaganda, szkoda na to czasu. 
Za to o Kaziu włączył Radio – Pogoda i słuchaliśmy samych starych przebojów z lat naszej wspaniałej młodości i wspominaliśmy tamte czasy.
To były naprawdę wspaniałe czasy, a i przeboje wtedy były jakieś takie inne, nie takie, jak teraz „łubu – dubu” , ale każda melodia wprost sama wpadała do ucha i chętnie potem ją się odtwarzało.
Właściwie można by rzec, że co powstał nowy utwór, od razu stawał się szlagierem,chętnie przez wszystkich, młodych i starych  śpiewany.
A wieczorem czekała mnie jeszcze jedna, dosyć mała niespodzianka, bo Kasia przyniosła mi nową prognozę na rachunki za prąd i teraz pierwsza rata wynosi tylko 56 zł, a  cztery  następne  są „tylko” po 183 zł. Pisze „tylko”, bo przez ostatnie miesiące płaciłam za prąd ponad 450 zł

Nie, to nie oznacza wcale, że prąd potaniał, takie płatności wynikają z prognozowania przez Tauron moich wydatków,  zadatkowo brali mi sumę 450 zł, którą zamrażali na swoim koncie, pewnie im się te sumy procentowały, w przeciwności do tych, którzy już na własnych kontach już tych pieniędzy nie mieli, bo musieli wpłacić własnie Tauonowi. 
No bo pomyślcie sami, gdybym co miesiąc płaciła tylko 180, a nie 450 ( czyi tyle, ile praktycznie rzeczywiście na ogrzewanie wydawałam), ile pieniędzy pozostawało by do rewaloryzacji na moim, a nie na Tauronu koncie?
Jest to jawne złodziejstwo, ale niestety inne firmy dostarczające prąd niestety są również, jeżeli nie mona powiedzieć, że nawet bardziej niesumienni.
Nie ma więc o czym nawet pisać, trzeba zacisnąć zęby ( i pasa też) i ……….płacić.
Tylko strach pomyśleć, co nowego wymyślą w następnym, jesiennym, czyli już grzewczym sezonie, zwłaszcza, że po wyborach i po wygranej (niestety tak myślę) PISU prąd podskoczy w górę c najmniej o 200 procent. Gdzieś straty będą sobie musieli przecież odbić, a najlepiej to zrobić na kieszeniach polskiej tłuszczy, by na podwyżki i nagrody dla przyszłego rządu się znalazły, przecież wtedy też będzie im się to należało!!!!!

I to tyle na niedzielny poranek moich spostrzeżeń i żalów.
Czekam, aż słoneczko się pokaże, może rzeczywiście mój Park na chwilkę chociaż dzisiaj odwiedzę, może będzie już coś ciekawego do  sfotografowania.????

Życzę przyjemnej niedzieli i nie martwcie się, że zapowiadają kilka następnych chłodniejszych, nawet z opadami deszczu i śniegu dni.
Skoro już bociany przyleciały, znaczy, że wiosna już w pełni.
I tego się trzymajmy.

jasna0, niedziela, 24 marca 2019

Uwaga!!!!! Uwaga!!!!!

Dzisiaj doczekamy się podobno prawdziwej wiosny, bo temperatura ma osiągnąć zawrotną jak dotąd skalę aż 20 stopni pana Celsjusza.
Pewnie nie w całej Polsce, ale w większej jej części będzie dzisiaj naprawdę wiosennie.
Cenię go za to i kapelusz z głowy przed nim zdejmuję, bo uwielbiam ciepełko, ale nie  takie tropikalne, tylko nasze, polskie, całkiem na przyzwoitym poziomie.
Jeżeli chodzi o temperaturę to mam ostatnio całkiem stresowe przeżycia z nią związane.
W czwartek była u mnie Renia i niestety nieopatrznie włączyła w tym samym czasie odkurzacz i pralkę, oczywiście zaraz bezpieczniki wyłączyły prąd i  w związku z tym trzeba było ponownie włączyć bezpieczniki.
Niestety u mnie jest dosyć słabe zabezpieczanie elektryczności w mieszkaniu i nie można na raz dwóch urządzeń elektrycznych włączyć, natychmiast wywala stopki.  Renia o tym też wie, ale czasami można się przecież zapomnieć, mi się to też zdarza.
Tak też było i w miniony czwartek
Niestety nie sprawdziłam zegara, gdy Renia powtórnie włączyła bezpieczniki, a okazało się, że prócz dostępu do  prądu  włączyła również i  przełącznik ogrzewania zarówno w kuchni, jak i w pokoju na najwyższy, trzeci stopień . Dziwne tylko, że od raz się nie zorientowałam i wczoraj w środku nocy musiałam wstawać i wietrzyć mieszkanie, bo zrobiło mi się nie tylko bardzo gorąco , ale i bardzo duszno, nie miałam czym oddychać.
Dzisiaj rano, gdy spojrzałam na termometr, pokazywał on w pokoju temperaturę 27 stopni i wtedy własnie do głowy przyszło mi sprawdzić zegar elektryczności w przedpokoju. i rzeczywiście, był on nastawiony tak,  jakby były największe mrozy za oknem.
No tak wszystkie przełączniki były wzniesione do góry, dlatego było u mnie  tak  gorąco jak w piekle.
No to mam mały przedsmak piekielnej przyszłości, z tym, że tam dodatkowo jeszcze wrząca smoła w dooopkę podgrzewa. Okropieństwo
To może jednak warto sporządnieć troszkę, bo w niebie jest spokojniej, może są i przeciągi (też ich nie lubię), ale nie trzeba się tak pocić z gorąca.

No to od dzisiaj już wchodzę na drogę cnoty i zaczynam od dobrych uczynków, albowiem w piśmie pisze: chorego nawiedzać.
Dzisiaj idę więc z wizytą do wciąż chorego jeszcze trochę  Kazia, na szczęście już nie w szpitalu, a w jego domku.
Zawsze to przyjemniej w milutkim  mieszkanku posiedzieć, niż w szpitalnej sali przy akompaniamencie buczącej aparatury.
Tak więc sobota  zapowiada mi się całkiem sympatycznie.

Na koniec jeszcze sobie ponarzekam na Agorę, tak jak dzisiaj dają w kość, przechodzi ludzkie pojęcie , jeszcze dotąd nie było aż tak źle. Co jedno zdanie trzeba zatwierdzać, inaczej cały wpis po prostu niknie.
Zamiast na koniec jeszcze uprzyjemnić ostatnie chwile na tym blogu, zupełnie się już nie starają  o swoich blogerów, mają ich totalnie w nosie.
Nie ładnie AGORO, nie ładnie, nie zostawiacie po sobie miłych wspomnień, a przecież tyle lat współpracy obie strony do czegoś zobowiązuje.
Głęboko się też zastanawiam, czy nie złamać przyrzeczenia i już teraz nie przenieść się całkowicie na mój nowy blog
Skoro AGORA jest dla mnie tak nieżyczliwa????? Niech stracą możliwość zamieszczania wpisów najlepszej blogerki na tej stronie.
No, może z tym epitetem „najlepszej” nieco przesadziłam, ale fakt, wciąż mam sporą tutaj popularność w poczytności mojego blogu i  mam wielu Przyjaciół mnie odwiedzających.
Mam nadzieję, że podobnie będzie na moim nowym blogu.
Na razie jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, ale…. gdy Agora przez najbliższe dni znów będzie mi płatała takie figle na moim blogu, śmiertelnie na nich się obrażę i pójdę sobie gdzie indziej, jak to kiedyś mawiał mój Tata, pójdę do innego dziada 🙂

Dzisiaj w Gazecie Krakowskiej przeczytałam o planach na przyszłość Krakowskich Plant
Rzeczywiście, jest t specyficzny da Krakowa teren zieleni, okalający  Kraków z każdej strony, niestety troszkę zaniedbany.
A przecież tak mało ciągle tej zieleni w Krakowie mamy, powstają wciąż nowe blokowiska, kosztem skwerków, zieleńców.
Plany zagospodarowania Krakowskich plant są bardzo szlachetne, mają powstać tu ogrody angielskie, francuskie, czy japońskie, są nawet plany sprowadzenia większej ilości zwierząt, które zamieszkałyby w tym zielonym ogrodzie, na przykład zająców, czy wiewiórek, bo niestety jak dotąd największą ilością cieszą się tutaj krakowskie szczury, które mają się całkiem dobrze, chociaż  powiedziałam, że  nie są  raczej mile widzianymi zwierzątkami.
Na obszarze plant są dwa trzy trzy jeziorka, po których ongiś pływały piękne łabędzie, niestety zostały one brutalni zabite przez zwyczajnych bandziorów, teraz pływać tam będą tylko kolorowe kaczuszki, no chyba że rzeczywiście wprowadzą w życie etat dla plantowego, który miałby pieczę nad tym całym terenem, oczywiście wspomagany musiałby być kamerkami i dodatkową możliwością monitowania w połączeniu ze Służbami Miejskimi, niestety w Krakowie chuliganeria jest trudna do opanowania. Nawet gdy złapią takiego chuligana, na ogół jest to jakiś męt, którego trud jest ujarzmić.
A może dobrze by było, taki złapany na niszczeniu przyrody chuligan przymusowo wdrożony był do prac naprawczych i przymuszany był do pracy w takim własnie terenie, jakimi są Planty? Może gdyby zobaczył, że ktoś inny chce zniszczyć jego pracę, którą włożył w naprawiane mienie, czy w podsadzone własnoręcznie kwiatki, czy trawniki, wreszcie zrozumiałby, dlaczego należy dbać o dobro wszystkich Krakowian i przede wszystkim niczego nie niszczyć.?
Nic by go tak nie denerwowało, jak bezsilność, z jaką by się musiał spotykać gdy ktoś niszczy to, co on sam stworzył.
Daję taki wniosek pod rozwagę Służb Miejskich, nie tylko zresztą w Krakowie, bo wandalizm niestety w Polsce jest bardzo powszechny i wydawałoby się prawie trudny do zwalczenia.
A takie przymusowe prace byłyby najbardziej wychowawczą karą dla niszczycieli mienia.

Życzę Wszystkim naprawdę wspaniałej i słonecznej sobory i wielu miłych spacerków w nareszcie prawdziwie wiosennej odsłonie

obyś cudze dzieci uczył

I co tu robić, gdy nic wokoło ciekawego się nie dzieje/

Wiosna człapie i człapie z powolna i jakoś doczłapać się nie może.
Ba, nawet dzisiaj przeczytałam, że i opady śniegu nas jeszcze czekają……
No tak, w marcu jak w garncu, wszystkiego po trochę, białego śniegu, chociaż go nawet ostatnio nie widziałam, na szczęście oczywiście i trochę zielonego, które pokazuje się na drzewkach, nawet w parku, gdzie na łące bardzo nieśmiało malutkie krokusiki porastają. 
Ale jeszcze są tak małe, że nawet trudno było mi je sfotografować, aby je tu umieścić.
Ale gdy te zapowiadany śnieg pójdzie sobie już  precz, na pewno łąka w parku będzie taka piękna, że jej zdjęcie tutaj pokażę.
W każdym razie wczoraj udało mi się nieco podmarznąć, więc dzisiaj już katarek mnie w nosie wierci, a szczęście, niewielki.

No to temat pogoda na dzisiaj mamy już z głowy.

Teraz pozostaje temat polityka, a w niej to, co najbardziej teraz jest jej interesującą  tematyką, czyli szkolnictwo.
Czytałam dzisiaj list jakiejś pewnie pisówy, która dziwiła się nauczycielom, że śmią upominać się o swoje pieniądze.
Od razu wypomniała im długie, dwumiesięczne wakacje, ferie i skrócony czas tygodniowej pracy.
Chociaż do końca nie jest to prawdą. Co prawda owszem, wakacje trwają dwa miesiące, ale są to głównie wakacje dla dzieci, najczęściej ciało pedagogiczne w tym czasie ma rożne dyżury w budynku szkolnym, więc wcale na dwumiesięczne wakacje nie wyjeżdżają, pół z nich przepracowują, co oznacza, że mają urlopy podobne w długości do przeciętnych pracowników, z wyjątkiem na przykład posłów, którzy nie wiadomo czemu mają własnie przedłużone urlopy.  Zresztą skąd na takie wakacje nauczyciele  by wzięli pieniądze, skoro rzeczywiście sporo nie zarabiają.
Można się zgodzić, że nauczyciele nie wiele czasu w szkole spędzają, ale gdyby tak porównać ich pracę w szkole z pracą któregoś z urzędzików, może różnica wyszła by na plus dla nauczycieli, ale…..Przecież każdego wieczoru musi przygotować się do lekcji na następnych dni, musi być przygotowana, nawet w większym stopniu niż uczniowie, bo musi wiedzieć, jaką wiedzę, jakie wiadomości ma tym uczniakom nazajutrz sprzedać,
Prócz tego musi sprawdzać zadania domowe i klasówki, które napisały dzieciaki, a tam tak często od przeróżnych bzdur się roi, że naprawdę trzeba mieć bardzo świeży umysł i niesamowitą uwagę, żeby niczego nie przegapić i nie zwariować.
Poza tym taki nauczyciel stale narażony jest na różne stresy, które ich  dopadają : primo od uczniów, którzy szczególnie w pewnym wieku aniołkami nie są (każdy wychowujący dziecko w tym weku to wie, a co dopiero, gdy nagle ma się około 30 takich dzieci na raz), secundo od dyrektora, który ciągle ma jakieś często wyimaginowane pretensje o wszystko do nauczyciela no i również takie stresy dopadają biednego nauczyciela ze strony rodziców dziecka, którego uważają za geniusza, tylko to nauczyciel na niego się uparł.
Wiem, na pewno odezwie się tu wiele głosów twierdzących, ze inne osoby na przykład lekarze, inżynierowie i inni na przykład politycy też mają bardzo stresującą i odpowiedzialną pracę, ale..
Ale nikt im tej ważności nie odbiera, a tu wszyscy w obliczu zagracającego strajku robią rwetes „Huzia na Józia”, zupełnie nie wczuwając się w losy tych, którzy teraz walczą o swój byt. 
Bo trudno jest być dobrym pracownikiem, gdy życie takiego człowieka jest na granicy przetrwania, a nie normalnych materialnych warunków.
Nie, nie mam nikogo z rodziny, a nawet nikogo z bliskich znajomych  w szkolnictwie, ale potrafię się wczuć w ich beznadziejna sytuację, gdy odżegnywani są od czci i od wiary, uważając, że ciąży na nich obowiązek, wiec nie mają wcale żadnego statusu o dopinanie się wioch normalnych praw.
Pani minister Anna Zalewska na pewno nie musi martwic  się, jak ma przeżyć za niecałe 2 tysiące miesięcznie, siedzi za biurkiem i wymyśla nowe fantasmagorie, które potem siłą przy pomoc swojej partii pod tytułem PIS wprowadza w życie. 
Takie traktowanie pracowników oświaty jest karygodne i całym sercem popieram ich walkę o swoją przyszłość.
Bo to on rozbudzają świadomość, te polityczną też w naszych dzieciach, oni pokazuje pierwsze ścieżki, którymi później młodzież kroczyć będzie i nasz kraj tymi ścieżkami prowadzić.
Było kiedyś takie przekleństwo : „obyś cudze dzieci uczył”, nie miało to wcale żadnej chwały,ani dobrobytu nauczającym przynosić, wręcz przeciwnie, brzmiało jako życzenie ” oby ci się źle działo w życiu
Nie   życzmy  więc tego wcale tym, którzy taką pracę wykonywać muszą,zrobili to kiedyś z własnego wyboru, z powołania przecież. 
Bądźmy z nimi całym naszym sercem  w tych trudnych dla nich chwilach, niech czują nasze poparcie i wyrazy szacunku dla ich pracy 

Miłego piątku

a jednak….wiosna

już dzisiaj, 21 marca  zapukała do naszych okien na pewno.

co prawda nie za bardzo ją czuć, ale…. już przynajmniej zaczyna ją widać, przynajmniej na niektórych krzewach i drzewkach
Przyznam, że lekko mnie ta wiosna rozczarowała, bo miało być słonecznie, miało być ciepło,  tu pochmurnie i całkiem chłodnawo.
Ale pocieszam się, że to tylko kwestia paru dni i……. będzie akuratno  🙂

I znów dzisiaj nie mam za bardzo o czym pisać.

Teraz na  Ipli oglądam serial Tango z Aniołem. Stary niby serial, ale jakoś do tej chwili umknął mojej uwadze.
Jest on trochę z gatunku kryminalnego,   dość niesamowity, bo zahaczający o tematy magii,  związane przede wszystkim z osobą wróżki -psycholog-tarocistki.  która zarzuca sobie, że mimo, że mimo że, potrafi przepowiedzieć przyszłość innym. nie potrafiła przewidzieć jej i zapobiec niebezpieczeństwu zagrażającego własnemu   synowi , który ginie wskutek zamachu dokonanego w centrum handlowym. Razem z nim ginie jeszcze 5 innych mężczyzn, pozornie sobie całkiem obcych,   a jednak w przedziwny sposób ze sobą losowo  powiązanych .
Zresztą cały serial składa się z  przedziwnych faktów, które czasami nawet trudno wytłumaczyć.
Już wiem, że zagadki tego  serialu nie będą jednak do końca wyjaśnione,  albowiem po 40 odcinkach gwałtownie się serial  kończy i nikt z reżyserów nie podjął wytłumaczenia dalszego ciągu wydarzeń, nie mniej przyznam, że treść bardzo mnie wciągnęła i z przyjemnością serial oglądam, szczególnie, że jest  w nim bardzo dobra obsada aktorska. 
Ciekawa jednak jestem, dlaczego raptownie zaniechali kręcenia dalszych losów tych bohaterów, najpewniej zabrakło już funduszy na dalsze odcinki, a może i reżyserom,  a szczególnie scenarzystom, podobnie jak mi dzisiaj, zabrakło weny na pisanie dalszego ciągu wydarzeń?????
Jedno jest pewne, życie jest pełne poplątanych ze sobą nici naszych losów i żaden nawet najbardziej twórczy scenarzysta nie jest w stanie napisać takiego scenariusza, które pisze nam nasze życie.

A u mnie w kamienicy wciąż trwają jakieś dziwne remonty, od rana młotki i wiertła idą w uch, już mnie od tego huku głowa rozbolała.
Jak to dobrze, że zaraz będę do pracy wychodziła, dłużej bym już w nim przy takim harmiderze nie wytrzymała.



Mam nadzieję, że zbliżający się weekend przyniesie nieco wydatniejsze ocieplenie, tak marzę posiedzieć sobie w ciepełku słoneczka na parkowej ławeczce…

Róża ????

a czy ta nie jest przepiękna?
Dwubarwna,  pełna ekspresji, oczywiście, że specjalnie dla Uli była gdzieś tam w przestrzeni internetowej zamieszczona.
Ale ja ją odnalazłam i tutaj umieściłam, aby Uleczka mogła łatwiej po nią sięgnąć.
W pięknym penerze umieszczona, złotym łanem  i motylem otoczona….
Nawet te chmury, które mogłyby wydawać się w pierwszym momencie że są  groźne, nie mogą zepsuć piękna tego obrazu, bo i one są słońcem skąpane
Uleczku serdecznie Ciebie pozdrawiam i słoneczne całuski z Krakowa posyłam

A teraz wspaniała wiadomość i dla Uleczki i dla nas Wszystkich.
Dzisiaj po godz 22 nadejdzie astronomiczna wiosna.
Ta prawdziwa, kalendarzowa pojawi się już jutro i będzie trwała do 21 czerwca, gdy pora roku zmieni się na czas letni.
Nareszcie!!!!!!
Precz bałwany wszelakie, już nie pora na Was, możecie sobie odpłynąć do zimnych krajów i tam przezimować.
Na razie temperatury wciąż oscylują w okolicach 10 -15 stopni Celsjusza, ale nadchodzi prawdziwie wiosenne, wyższe już temperatury, owionie nas cieplejszy podmuch wiosny.
My czekamy na bociany i  inne wesoło  świergocące ptaszki, na zielone listki, które już się pokazują na drzewach, na bazie, które będą nam zwiastowały Wielkanocne święta, które już u nas za miesiąc zagoszczą.
Przepełniona wiosennym optymizmem nawet nie staram się myśleć o sprawach złych, które wokoło się dzieją, po co sobie taki wiosenny wręcz humorek psuć?
V.I.P.  jest już w domowych pieleszach, więc i wizyty w szpitalu mi odpadają, zawsze jednak milej odwiedzić kogoś w jego własnym domku, a nie w ponurych szpitalnych murach.
Najważniejsze, że już dobrze się czuje, serce mu już nie dolega, a ja muszę teraz tak się tym serduszkiem zaopiekować, by już nigdy więcej mu nie za szwankowało 🙂

I to by było tyle na ten środowy mój wpis, przyznam, że dzisiaj wena twórcza jakoś mnie opuściła.
Nie szkodzi, przyjdzie i na nią pora, powróci….

Życzę milutkiej środy

jest! jest!!!! już jest!!!!!!

ONA….WIOSNA…

Ta wyśniona, wymarzona.
Przynajmniej przeze mnie!!!!!

Wczoraj idąc do pracy wypatrywałam jej w moim Parku.
Już widać jej zalążki, już rosną malutkie roślinki, ale jeszcze nie bardzo do fotografowania się nadają, nikną wciąż jeszcze  w ziemi.
Ale przechodziłam przez skwerek niedaleko już mojej przychodni i…..zamarłam.
Sami zobaczcie, nie mogłam tych malutkich listków nie sfotografować.
Zdjęcie jest lekko poruszone, ale to nieznośny  wczoraj miotał tymi malutkimi listeczkami, a niewielki deszczyk je lekko rosił. Pewnie po takiej ,za dwa, trzy dni będą jeszcze bardziej wiosennie wokoło..
Ale wyraźnie robi się już zielono, miód na moje serce.

A chce się żyć !!!!!!

Przyznam, że wyszłam wczoraj z domu  dużo wcześniej, niż planowałam, a to z powodu przeczytanego w Gazecie Krakowskiej artykułu o rozszerzeniu remontu ulic opodal mojego domu. Byłam przerażona, gdy przeczytałam,że z powodu rozszerzenia tego remontu tworzą się ogromne korki, w którym stoją nie tylko auta, ale także i autobusy.
Na szczęście Aleje są wciąż jeszcze przejezdne, być może, że po interwencji władz Krakowa, bo rano podobno i tam było spore zamieszanie, szczególnie w rejonie skrzyżowania Alei Słowackiego  z ulicą Karmelicką i Królewską. Ale jeszcze wszystko przed nami, bo tuż po Wielkanocy niestety Aleje w tym rejonie będą zwężone do jednego pasa i pewnie wtedy będę musiała wychodzić co najmniej 2 godziny przed czasem, żeby na odpowiednia. godzinę trafić.
I ani taksówki, ani Taxify, które teraz od kilku dni nazywa się BOLD, nie pomogą.
Nie wyobrażam wprost sobie tego, jak to będzie wyglądało, bo przecież Aleje są jedną z najgłówniejszych arterii Krakowa, wiodących z południa na północ miasta, bardzo często są i tak  bardzo silnie zakorkowane, zwłaszcza między 7 a 8 rano a potem około 16 popołudniu , gdy ludzie po pracy do domu wracają, a jeszcze gdy zwężą każdą nitkę Alei, będzie tam prawdziwy Armageddon. No ale remont trzeba dokończyć i będziemy z nim jeszcze dobrych kilka miesięcy się męczyć.
Najgorsze jest to, ze teraz przymierzają się do remontu innej głównej ulicy, ulicy  Krakowskiej, który tez ma trwać kilka miesięcy i dojazd do Krakowskiego  Kazimierza będzie bardzo mocno również będzie bardzo mocno utrudniony.
Można tylko współczuć mieszkańcom tej dzielnicy, bo mieszkańcy Bronowic już trochę do rozkopanej ulicy Królewskiej i w związku z tym z licznymi utrudnieniami w objazdach zdążyli się przyzwyczaić, ale i tak wczorajszy dzień dla mieszkańców Bronowic okazał się koszmarem, zastępcze  autobusy stały w bardzo długich  korkach, więc wiele osób ratowało się drogą per pedes.
No ale też nie każdy może pokonywać takie dystanse,spacerując na przykład obładowany zakupami.
Więc są dwa wyjścia, albo używać musisz własnego auta, co też nie jest całkiem dobrym rozwiązaniem, bo dojazd przez objazdy i przez korki staje się naprawdę wielkim problemem, albo….siedzisz w domu i czekasz do września, gdy ten cały bałagan się skończy.
No chyba, że jednak w Magistracie znajda się jacyś mędrcy, którzy coś ciekawego i zdecydowanie pomocnego dla mieszkańców wymyślą. 
Bo niestety u nas w Polsce jest tak, że ktoś wymyśla remont w jakimś  terenie miasta (a najlepiej od razu w kilku miejscach na raz, by jeszcze bardziej wszystko zaplątać), a potem dopiero się wymyśla metody, w jaki sposób ewentualnie zabezpieczać ruch mieszkańcom.
Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w Krakowie przystąpią do zmian w  najbardziej chyba newralgicznym miejscu Krakowa, czyli w rejonie Nowego Kleparza, To akurat jest miejsce, które jak najbardziej nadaje się na wprowadzenie tam nowoczesnych zmian, bezkolizyjnej jazdy, ale zarazem jest  to chyba jeden z najbardziej ruchliwych terenów, oczywiście tamtędy przechodzi główna arteria Aleje, ale nie tylko , naprawdę jest to splot wielkich i małych ulic, które są bardzo obciążone sporym  ruchem.  Chyba ten, kto kiedyś plac Nowy Kleparz budował nie przypuszczał, że w niedługim czasie będzie tam panował prawdziwy komunikacyjny nieład.
Już wiele razy przymierano się do tego remontu, jednak daje się ten problem jest zbyt kłopotliwy,  w ostatniej chwili problem znów upada i jest odstawiany do lamusa..
Ale niestety przyjdzie kiedyś pewnie i czas na poczciwy Krakowski Kleparz, bo coraz większy ruch w tym rejonie i niesamowite wręcz korki sprawiają, że przejazd tamtędy robi się  czasami naprawdę kłopotliwy, a czasami i wręcz niemożliwy. 
Zresztą we wczorajszym wydaniu Gazety Krakowskiej również zamieszczona była wzmianka o  kłopotach  komunikacyjnych, panujących w tym rejonie.
Byleby tylko Unia nas nie odrzuciła, bo  gdy nas zablokuje i nie wyasygnuje dla Polski pieniędzy, może być krucho z remontami  i to nie tylko w Krakowie, ale w całej  Polsce.
A niestety obecna polityka powoduje to, że Unia ma sporo zastrzeżeń, głównie własnie finansowych.
Czyli łatwo nie będzie, ale gdy już to wszystko wyremontują i będzie ślicznie i wygodnie….zaczną jakiś nowy remont, gdzieś znów zrujnują jakąś ulicę i pokrzyżują spokojne życie części mieszkańców Krakowa. I tak już  będzie chyba zawsze…….  Już drogowcy o to na pewno się postarają.
Ale trzeba być dobrej myśli, wszystko co złe kiedyś się kończy.
Pamiętam, jak niecierpliwie  czekałam na koniec remontu mojego Parku, jak tęsknie przez okno wyglądałam,  pilnie obserwując, co oni w tym parku wyczyniają.
No i co? Park mamy już pięknie odrestaurowany, teraz jest remont ulic w pobliżu parku i znów nowy w związku z tym zamęt koło mojego miejsca zamieszkania powstał ,  ale ………… 
Bedze dobrze!!!!.

Szczególnie, że od rana słoneczko już pięknie na niebie świeci, temperatura rośnie z godziny na godzinę, a VIP dzisiaj opuszcza mury szpitalne, by dalszemu leczeniu poddać się już w domowych pieleszach, pod czują pieką lekarza pierwszego kontaktu. 
Przynajmniej te okropne codzienne kroplówki będą mu opuszczone.

Optymistycznie więc spoglądam na ten wtorkowy dzionek, a  pełnię mojego optymizmu i dobrych, pozytywnych myśli przelewam tutaj, na moim blogu, dla Wszystkich przemiłych moich Czytelników.
Wspaniałego, pełnego wiosny wtorku życzę.

no i co?

Znów mamy poniedziałek. 
Kolejny początek nowego tygodnia, nowych wyzwań, czegoś, co się zacznie, a może nie skończy….
Ale zawsze w poniedziałek człowiek wstaje z nadzieją, że ten tydzień będzie lepszy, przyniesie więcej radości niż przeszły.
Chociaż końcówka zeszłego tygodnia nie była wcale zła.
Zwłaszcza niedziela okazała się dniem pięknie wiosennym, radującym nasze serca.
Co prawda nie miałam zbyt wiele czasu na spacerki, bowiem musiałam chorego nawiedzić w szpitalu  chwilę czasu z nim tam spędzić, ale nie narzekam, zawsze przecież obowiązek jakiś spełniłam.
Jak to było? głodnego nakarmić, spragnionych napoić, chorych nawiedzać????
Więc nakarmiłam mojego chorego mandarynkami, napoiłam pysznym soczkiem i dość sporo przy nim posiedziałam, aby towarzystwa mu dopełnić .
Bo właściwie w takim szpitalu dość smutno jest, szczególnie, że Kazik leży na sali kardiologicznej, więc nie ma na niej dostępu do telewizora, na co podobno nawet nie narzeka, bo twierdzi, że przynajmniej oczy od tego ciągłego migotania mu odpoczną.
W sumie laptop mógłby mieć przy sobie, bo nawet w szpitalu jest ogólny dostęp do WiFi, ale od tego też trzeba czasami odpocząć.
Zresztą to już nie potrwa wcale długo, bo według ostatnich wieści, już jutro na szczęście wychodzi do dom, czyli można powiedzieć, że VIP mi ozdrowiał 🙂
A co do diety szpitalnej…to trzeba powiedzieć, że nie była ona wcale taka zła, jak się na ogół pisze o podłym karmieniu chorych.
Kazik sobie chwalił pyszne obiadki ( no pewnie, że nie takie wspaniałe jak moje, ale też mu smakowały), a i śniadania i kolacje bardzo często w szynkę były  zaopatrzone, ba, nawet pomidorka dawali do szyneczki. 
A swoją drogą, wczoraj tak właśnie z Kaziem rozmawialiśmy o tym, że właściwie każdy chory powinien ponosić jakąś niewielką opłatę za wyżywienie w szpitalu. Przecież każdy i tak codziennie musi wydawać pieniądze na jedzenie, niby dlaczego tu  koszt wyżywienia pomniejszać ma koszt leczenia pacjenta? Zostałoby wtedy więcej pieniędzy na leki, a wiemy, że szpitale bardzo narzekają na brak na to funduszy.
Oczywiście koszty wyżywienia nie musiałyby być wielkie, dla tych najbiedniejszych nawet darmowe, dla innych według obliczeń ponoszonych kosztów, dla tych którzy chcą zjeść bardziej ekskluzywnie, stawka mogłaby być większa….
Ja wiem, że Polacy przyzwyczaili się, że służba zdrowia jest w Polsce za darmo, co wcale nie do końca jest prawdą.
Na przykład każdy jadący do sanatorium musi zapłacić za część hotelową i jakoś wydaje się to całkiem oczywiste.
Gdyby każdy płacił za swój pobyt w szpitalu 10- 15 zł, na pewno warunki szpitalne bardzo by się poprawiły, a na pewno taką sumę codziennie na jedzenie  i tak wydawać każdy  przecież musi.
Pomyślcie, ile pieniędzy, które mogłyby być wydawane stricte na leczenie, zaoszczędziłby taki  szpital.
Może piszę herezje, nie wiem, ale wydaje mi się, że to też byłoby słuszne, zresztą podobnie, gdyby każdy za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu też płacił jakąś symboliczną kwotę. Może mniej byłoby wtedy tych namolnych pacjentów, którzy codziennie z nudów muszą odwiedzać lekarza, odbierając tym możliwość wizyty naprawdę chorego człowieka???
No dobrze, powie ktoś, że przecież ze składek zdrowotnych opłacamy swoje leczenie, ale to też do końca prawdą nie jest. Wszyscy wiemy, że gros tych pieniędzy jest po prostu marnotrawione przez różne instytucje pośredniczące w naszym leczeniu, jak na przykład NFZ czy ZUS, a rozdział tych pieniędzy, które pozostają też do końca nie jest należycie rozliczany. 
Wszyscy narzekamy na Służbę Zdrowia, ale jej zły stan spowodowany jest wieloletnimi zaniedbaniami wadliwie prowadzoną zdrowotną polityką.
Część pieniędzy zjada ministerstw zdrowia, które utrzymuje całą masę urzędników, począwszy od ministra, wiceministrów, sekretarzy i nie wiadomo kogo jeszcze, a pensje są tak całkiem nie małe, podobnie jest też i z Narodowym Funduszem Zdrowia.
A gdyby tak oddać cały proces lecznictwa w odpowiedzialne ręce jakiegoś Managera, który przy pomocy jednego, najwyżej dwóch urzędników sprawował by pieczę nad naszymi funduszami i dobrze nimi rozporządzał? Ile pieniędzy można by wtedy było zaoszczędzić?????? Oczywiście natychmiast  miałoby to wpływ na lepszą jakość leczenia, zarówno w lecznicach zamkniętych, jak i w przychodniach, nie mówiąc, że znalazłyby się też wtedy fundusze dla nie dowartościowanych materialnie ich pracowników, szczególnie pielęgniarek, których praca jest naprawdę bardzo odpowiedzialna, a niestety wciąż niedoceniana. 
Ech, to tylko takie moje mrzonki, ale dopóki Służba Zdrowia nie będzie naprawdę porządnie zreformowana, my wszyscy chorzy będziemy niestety ponosić złe konsekwencje niedokładnego leczenia.
I to wcale nie dlatego, że mamy złych lekarzy, czy złe pielęgniarki i inny personel medyczny, po prostu służba zdrowia popadła w jakiś marazm, z którym naprawdę trudno walczyć nawet wspaniałemu personelowi.
I myślę, że wszyscy czytający te moje słowa akurat ze mną się zgodzą.

Nowy tydzień, nowe zadania, nowe zmartwienia, a może radości.
Życzę, by ten tydzień minął wszystkim jednak przyjemnie, bo przecież już nawet zielone pąki na drzewach się pokazują………

Lovely sunday

A taka własnie się dzisiaj nam zapowiada.

Nareszcie. Słonko od samego  wczesnego poranka pięknie przyświeca, za chwilę będzie nas także i miło ogrzewało.

WIOSNA moi Kochani WIOSNA!!!!!

A co nowego w polityce?
W dzisiaj podanym najnowszym sondażu największym zaufaniem Polków cieszą się: Andrzej Duda i tuż za nim Mateusz Morawiecki.
Więc o ile ten sondaż jest prawdziwy, bo nie wiadomo, kto go zrobił i ile pieniędzy za niego otrzymał, Polacy zachowują się jak dzieci:
nie dość, że lubią słuchać bajek, to uwielbiają palce w ogień wkładać, bo nuż akurat wcale się ogniem nie poparzą?
Takie polityczne zabawy mogą być jednak bardzo niebezpieczne. 
Ludzie, czy to naprawdę się dzieje??????

SZOK     prawdziwy SZOK   


Czemu ciemnogród ma decydować za resztę w miarę, bo bardziej lub nieco mniej ale jednak rozgarniętych Polaków?
I dokąd ta huśtawka trwać będzie????

ALE BYŚMY TYLKO ZDROWI BYLI.  

Na umyśle też.

Właśnie dzisiaj przeczytałam artykuł, który pokazywał kilka charakterystycznych cech dla osób objętych chorobą Alzheimera.
W teście porównywane były zachowania typowe dla osób starszych, którym czasami brakuje słów, brakuje pamięci, ale jest  typowym zachowaniem dla pewnego wieku, jest przemijające, po pewnej chwili te wiadomości znów „wskakują” do naszego mózgu, a podobnym zachowaniem dla ludzi objętym Alzheimerem, gdy niestety niektóre wiadomości z mózgu są już całkowicie zresetowane i nie ma możliwości ich odtworzenia.
Mój dzisiejszy test wypadł na szczęście pomyślnie, chociaż bywam nie raz trochę roztargniona. Zależy to akurat od kondycji psychicznej  w danym dniu, gdy człowiek jest nieco podenerwowany, zmęczony, niektóre wiadomości z mózg na chwilę ulatują. Ważne jest jednak by znów w odpowiednim momencie wróciły na swoje miejsce. 
A nasz mózg to taki olbrzymi komputer, które niektóre wiadomości już nam na co dzień nie całkiem potrzebne, wrzuca do  pliku  „zapomniane”, ale one ciągle tam jeszcze są, można je przywołać w potrzebnym dla  nas czasie.
Przecież na komputerze też nie mamy zawsze otwartych wszystkich okienek, powstał by na pulpicie wtedy olbrzymi bałagan, sztuka tylko je potem odszukać.
Ale póki człowiek jest samodzielny, potrafi sam zadbać o swoją codzienność, o te rutynowe, dzienne czynności, jak sprzątanie, gotowanie, praca, czy nawet utrzymywanie towarzyskiego życia w realu, cy na komputerze, nie jest jeszcze źle.
Dla osób starszych ważna jest jednak codzienna higiena umysłu, zaznaczona przez czytanie książek, pracy, rozmowy z ludźmi, szukanie ciekawych dla siebie zajęć, dla niektórych jest to uprawa działek, dla innych rozwiązywanie krzyżówek i szarad, ale po prosu cały czas musi się oś ciekawego koło nas dziać i musimy brać w tym czynny udział, wtedy na długie lata pozostaniemy zdrowi i szczęśliwi, bo całkowita apatia i zagłębianie się w swoich problemach, a co gorsze zatracanie się w swojej chorobie, może przynieść  dla człowieka starszego straszne skutki.
Cały czas mam w pamięci mojego byłego sąsiada, pana Ludwika, który po otrzymaniu wiadomości, że choruje na raka odbytu, natychmiast się poddał i mimo, że miał wielką szansę może nie na całkowite wyleczenie, ale na pewno na podleczenie zdrowia i spędzenie jeszcze kilku lat na tym świecie, zdecydował, że zaniecha dalszego leczenia. Po wyjściu w miarę dobrym stanie  ze szpitala, cale dnie spędzał otulony kocem na fotelu, był apatyczny, nie jadł, nie rozmawiał nawet ze swoją żoną którą bardzo kochał i w ciągu 2 tygodni niestety zmarł.
Czyli zmarł na własne życzenie, bo nie widział sensu w dalszym życiu, w podjęciu walki z chorobą, mimo, że miał na to szansę.
Niestety sporo osób, szczególnie w wieku starszym, zachowuje się podobnie, czuje się już nikomu niepotrzebnym, traci chęć życia, często nie czując już żadnej więzi rodzinnej zatraca się w sobie i pomału zanika.
Jakże ważne jest wtedy aby najbliższa rodzina zaopiekowała się taką osobą, okazała tę swoją dla tej osoby miłość, a dzieci szacunek  i oddanie, mimo, że niewiele czasu na to nie raz im na to pozostaje.
A starsza osoba tak niewiele potrzebuje…….. wystarczy uśmiech, dobre słowo, czy przytulenie. Pamiętajmy o tym, pamiętajmy o swoich Babciach i Dziadkach nie tylko raz do roku w dniu ich święta, oni na to czekają przez cały rok.
Bo potem niestety następują te smutne chwile, gdy już nie można się cofnąć, gdy przeszłość zamienia się w smutek, pustkę,  czas pędzi na przód, a na naszych ustach wyrasta pytanie, a pamiętasz………….??????
A my, osoby już w wieku starszym, ale wciąż jeszcze udzielającym się na co dzień pamiętajmy, że nasza codzienna aktywność jest potrzebna nam nie tylko teraz, w ty momencie, ale ona procentuje i na nasze późniejsze lata.

Dlatego dzisiaj, w tym pięknym, słonecznym świątecznym  dniu zapraszam Wszystkich na długi spacer, na wesoło i wiosennie już spędzony niedzielny dzień.

MILUTKIEJ NIEDZIELI

P.S.  a niestety ten blog zamieszczany  w blox.pl co raz trudniej pisać, Agora już chyba całkowicie krzyżyk na naszych wpisach położyła, nie dba o to, by można było bezbłędnie wpisów dokonywać, nawet pod sam koniec ich opieki nad naszymi blogami, nie wykazuje w naszym kierunku żadnej empatii i nie  przejmuje się coraz liczniej występującymi błędami.
Jakie to smutne…………..
Jak to dobrze, że mam dostęp do mojego nowego blogu  https://jasna0ster.home.blog/ , ale póki co, jeszcze tutaj też trwam, aż do samego jego końca 

Świat, a raczej Polska do góry nogami na głowie stoi, Polacy klaszczą wesoło w łapki i oczekują 500 plus, czy 11000 zł, kt ore juzteraz  zamieniło się w niecałe 88 zł i….cieszą się, cieszą się, oczekują cudu. który nie nadejdzie.

POLACY, OPAMIĘTAJCIE SIĘ, NAJWYŻSZA NA TO PORA !!!!

potem będzie jeszcze gorzej…………

A dzisiaj wstała nieco dziwna sobota, ni to słoneczna, ni pochmurna, wcale nie za ciepła,  ot taka byle jaka.
Przedwiośnie zawsze mnie męczy, działa na mnie deprymująco, ale obecne jeszcze bardziej, przyznam, że nie cierpię wizyt w szpitalu.
Nie skarżę się, że chodzę tam omalże codziennie, tak jest prawidłowo, tak być powinno. I nie mam wcale żadnych zastrzeżeń co do leżącego tam chorego VIP-a, ale sam budynek, te sale szpitalne  wyprowadzają mnie z psychicznej równowagi.
Jak to różnie  można szpital spostrzegać. Co innego, gdy się w takim budynku pracuje i jest się w nim tylko przez kilka godzin, co innego, gdy tam leżysz jako chory człowiek, a jeszcze co innego, gdy przychodzisz w odwiedziny, co prawda wiadomo  że za chwilę już pójdziesz  do domu, ale jednak czujesz pewne znużenie i zmęczenie tą szpitalną atmosferą, tymi białymi salami, jękami chorych,  ogólnym harmiderem, który zawsze tam panuje.
Więc życzę Wam Wszystkim sporo zdrowia, abyście nie musieli poddawać się szpitalnemu reżimowi, ani Wy, ani Wasi  najbliżsi, bo świat w domowych pieleszach jest jednak o wiele piękniejszy i weselszy.
BYLEBYŚMY TYLKO ZDROWI BYLI!!!