POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO, POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO



0:3
Koniec
Kolumbia
Po prostu nasze chłopaki zrobiły sobie fajną wycieczkę do Rosji.
Jeszcze pobawią się troszkę   z Japońcami  i wreszcie udadzą się na „zasłużone” wakacje .

Miałam co prawda nie oglądać tego meczu, ale ciekawość zwyciężyła.
No bo w końcu to czy wygramy, czy przegramy nie zależało ode mnie, ale od piłkarzy, nieprawdaż???
Niezbyt się przygotowała nasza drużyna do tak ważnych rozgrywek, niestety kondycyjnie byli beznadziejni, grali nie starannie, nie było krycia i co najważniejsze mało było celnych podań.
Byliśmy bardzo słabą drużyną i bardzo dobrze powiedział jeden z komentatorów, że nikt po nas płakać nie będzie.
Lewy był wczoraj wręcz załamany, wcale mu się nie dziwię, ale trudno jedną gwiazda wygrać mecz, gdy wiadomo, że to własnie on będzie najbardziej pilnowany przez przeciwników, którzy nie pozwolą mu na jakieś brawurowe akcje.
Ale……… w zespole Kolumbii tez było parę gwiazd i im jakoś udawało się przedostać do bramki przez zasieki naszych obrońców.
Chyba naszym zabrakło prędkości i odwagi, tego polotu, który kiedyś cechował naszą srebrną drużynę w sławetnym mundialu w 1974 roku.
Ale jak to śpiewała wtedy nasza reprezentacja :

„po zielonej trawie piłka goni, albo my wygramy, albo oni,
albo będzie dobrze, albo będzie źle, piłka jest okrągłą, a bramki są dwie”

Wtedy było dobrze, a teraz…….. szkoda gadać, nawet gorzej niż źle!!!!

PO PROSTU   ŻENADA  !!!!!!
Najlepiej naszym chłopakom jednak wychodzi branie udziału w reklamach!!!!
I tyle mam do powiedzenia na temat udziału biało – czerwonych w Mundialu 2018 !!!!!

A dla poprawy post meczowego humorku puściłam sobie nieco później  na YouTube  własnie tę sławną piosenkę  z pamiątkowego Mundialu i pooglądałam sobie prawdziwe bramki prawdziwych polskich piłkarzy (gdzie te czasy???) i…. od razu nieco lżej mi się na sercu zrobiło, mogłam się już ze spokojniejszą głową położyć się spać.

Dobra, emocje mundialowe już za nami, możemy śmiało rozpoczynać nowy tydzień.
Co prawda Ci, którzy jeszcze posiadają piłkarską wenę w sobie, pewnie w czwartek pooglądają sobie honorowy mecz z Japonią, ale….

Ten weekend należał do bardzo chłodnych i deszczowych, zgodnie zresztą z zapowiedzią. Przynajmniej raz porządnie udało się komuś przewidzieć pogodę.
Ale żeby w Tatrach śnieg spadł w czerwcu????????? To już chyba szok.
Ale nasza Polska jest tak nieprzewidywalna,  tak, że już nic nie powinno nas zadziwić, ani  polityka, ani pogoda, ani piłka nożna.

Na razie Kraków powitał poniedziałek słonkiem i lekkim chłodem. Ale po tych 3 dniach deszczu i zimnicy nie może być przecież inaczej.
Nie jest źle, w każdym bądź razie wierzmy, że idzie ku lepszemu, czego Wszystkim na dzisiaj i na nowy tydzień życzę.

a to niedziela ponura jakaś taka

 

 

I o czym tu pisać w ponury, niedzielny i piekielnie chłodny niedzielny poranek?
Chyba jednak o tym, że znów tęsknie za ciepełkiem. Ja, zmarluch numer jeden, ubrana w gruby sweter, niczym w zimie…..
Ale taka będzie i pewnie ta niedziela, jak i wczorajszy ponury dzień, chociaż   czasami wydaje się, że troszkę się przejaśnia.
Za oknem cisza, nie ma dzieciaczków w parku. Co prawda jakieś „niedobitki” wczoraj na huśtawkach się huśtały, ale to nie to, co kilka dni temu, gdy radosny szczebiot unosił się od samego rana, aż do wieczora……… Aż moja  głowa z tych pisków puchła.
I co tu robić, nawet spacerować nie bardzo się chce po parku……..Chyba tylko wypada czekać do godziny 20.00, gdy nasza drużyna na mundialowe boisko wyskoczy.
A….zapomniałam, przecież ja nie będę oglądała tego meczu, nie będę pecha przynosiła naszym zawodnikom. Może tym razem im się uda wygrać, bo nie wiem, czy remis przyniósł by jakieś korzyści.
W każdym bądź razie, sporo piwka w wielu polskich domach dzisiaj się przeleje i wiele okrzyków, mam nadzieję, że nie koniecznie tych  zaczynających się na literę „K”

Dzisiaj na Face jeden z Kolegów ujawnił nam  dzisiejszą kartkę z kalendarza, na której napisane dokładnie było, że w Bukowinie o godzinie 7.47 temperatura wynosiła tylko 4 stopnie Celsjusza. Nie dziwota, podobno wczoraj w Tatrach spadł nawet śnieg……Zaiste, dziwna jest ta nasza aura, jednego dnia ponad 30 stopni gorąca, dwa dni później tylko 5-10 lub troszkę ponad 10 stopni…
Oczywiście u mnie to kończy się katarkiem, cały nos mam zapchany i muszę oddychać ustami.
Mam nadzieję, że ta pogoda wreszcie się uspokoi, a temperatura znów podskoczy w górę, bo inaczej cały morski urlop Uleczki weźmie w łeb.
Chociaż pewnie nawet w deszczową pogodę Ulka da sobie radę ze spacerkami, ona nie jest przecież takim zmarzluchem i mięczakiem jak ja.
Ale Uleczku, skoro czytasz jednak ten mój blog, a wiem, że to robisz, życzę Ci, aby słonko oblało Twoje piękne liczka, na którym zakwitnie zachwyt pięknie spędzonym czasem nad naszym polskim morzem.
Pisałaś Uleczko, że możesz obejść się bez środowej róży. O nie, niedoczekanie, tradycja to tradycja, nie będę zamieszczała innych gifów w inne dni, ale środowa róża nadal jest obowiązująca 

Zawsze przecież zamiast gifów mogę zamieszczać dla ozdoby  rysunki (tak jak na przykład dzisiaj), zajmujące mniej miejsca w blogu.

Od polityki dzisiaj biorę urlop, zresztą o czym bym miała pisać, nic się przecież nie zmienia, marazm trwa.

No to życzę miłego oczekiwania na dzisiejszą mundialowa niewiadomą.
Szykujcie już strefę Kibica, bo pić można przecież z każdej okazji, z wygranej i z przegranej.
Ale ja tą pierwszą opcję naszej dzielnej futbolowej drużynie życzę.

 

A dla dzisiejszych Solenizantów Janin, Janów i Danuś kwiatki z życzeniami zdrowia, szczęścia powodzenia w spełnianiu marzeń przesyłam.

BRAWO AGORA

 

 

Dostałam wczoraj odpowiedź ze strony pomoc@gazeta.pl. Przydzielili mi  50 mb  miejsca
Może nie jest to za dużo, ale na jakiś czas musi mi wystarczyć, a potem będę się od nowa martwić o swój blog.Przynajmniej wiem, że znów w środę będę mogła zamieścić różę dla mojej Uleczki, a z umieszczaniem  innych gifów muszę teraz bardzo uważać, muszę być bardziej oszczędna.
W każdym razie BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ CI GAZETO !!!
Ewentualnie mogę zgodnie z radą Hanuli rozpocząć nowy blog. tylko……… ten mój adres jest już znany, jak go „przerobić”, by też był tak chętnie czytany, jak ten stary?Mam nadzieję, że Hanula udzieli mi w tym kierunku jakiejś porady.
A wczoraj był dla mnie bardzo ważny dzień, bo miałam odwiedziny Niezwykle Ważnej dla mnie Osoby, czyli trzy tygodniowej Zeldy.
Czekałam na nią z niecierpliwością i cały dzień wietrzyłam moje mieszkanie, żeby nie daj Panie Boże jakiś dym papierosowy w nim  nie było wyczuć.
Miałam otwarte okno w pokoju i na oścież drzwi balkonowe w kuchni, tak, że zrobił się nawet mały przeciąg, który niekorzystne zapachy z domu przepędził. Oczywiście od rana paliłam papierosy tylko na balkonie i bardzo oszczędnie, aby nie zaszkodzić Maleństwu.

Kiedyś, gdy Zelda była jeszcze w brzuszku Diany mówiłam, że nie mogę się doczekać, aż zaśpiewam Jej kołysankę „ach spij Kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz”, ale…..
Ale przywitałam Ją troszkę inną piosenką, albowiem czekał na Zeldę duży biały miś, więc i piosenka była stosowna do sytuacji i brzmiała mniej więcej tak 
„Ej Zelduniu, aaa spójrz na misia, który zawsze Prababcię Ciocię Ewe przypominać będzie Ci”. A potem jeszcze dodałam jej cicho : KOCHAM CIĘ ! 

No sami zobaczcie, czy ten miś nie jest uroczy?
Na pewno, bo tylko taki mógł trafić w ramiona Zeldy. Co prawda na razie miś jest większy niż Zelda, ale przyjdzie moment, że będzie Jej służył jako zabawka – przytulanka.

Oczywiście zapowiadaną kołysankę i kilka innych też Zelduni zaśpiewałam.
Ale wcześniej Jej wytłumaczyłam, że te kołysanki kiedyś śpiewał mi do snu mój Brat, a  Jej Pradziadek Krzysztof, który był starszy ode mnie o 10 lat, więc lubił się mną opiekować.  Chociaż co prawda gdy byłam starsza tłukł mnie książka po głowie, gdy nie rozumiałam jego matematycznych wywodów, gdy mi chciał coś wytłumaczyć z zadanych mi lekcji. No cóż, trudno, żebym jako uczennica pierwszych klas podstawówki rozumiała wywody licealisty, obowiązywał nas przecież całkiem inny program. Ale tego na wszelki wypadek Zeldzie nie opowiedziałam, tak samo jak nie opowiadałam Jej o tym, jak Krzysztof się denerwował, gdy przeszkadzałam mu w nauce, no cóż, byłam dzieckiem bardzo żywiołowym, a Krzysztof był po prostu molem książkowym, uwielbiał się uczyć i wszystko go rozpraszało, czego nie cierpiał  i okropnie się wtedy denerwował.
Ale i tak zawsze wiedziałam, że Krzysztof bardzo mnie kochał i jego kołysanki zawsze działały na mnie kojąco.

Moje kołysanki też utuliły to Kochane Maleństwo  do snu, ale potem niestety zdarzyła się mała pieluchowa wpadka i po krótkiej toalecie Rodzice zaczęli zbierać się do domu, bowiem czekał ich jeszcze troszkę dłuższy spacer na Podgórze. 
Znieśli więc wózek na dół (na szczęście mieszkam na niskim parterze), zapakowali do niego Zeldę, wzięli miśka pod pachę i sobie poszli.
Było mi smutno, ale wiedziałam, że to nie będzie długa wizyta.
W każdym bądź razie spędziliśmy miły czas na zabawę z dzieckiem i …na małą przegryzkę, którą przygotowałam dla  Jej Rodziców.
Oczywiście zrobiłam swoją popisową zapiekankę ryżowo – truskawkową, która też bardzo im smakowała.
Była też i kawka i bardzo pyszny kruchy placek z rabarbarem, oczywiście tym razem nie był on moim  dziełem kulinarnym, ale też był bardzo smaczny.
No tak, wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc i wizyta musiała dobiec swojego końca.
Mam nadzieję, że następnym razem pogoda pozwoli, żebyśmy mogli spędzić nieco dłużej czasu na przykład w pięknym Parku Krakowskim.
Wczorajsza pogoda na taki spacer po parku była zdecydowanie za chłodna.

Dzisiaj mamy pierwszą sobotę lata. Nie zapowiada się ona niestety optymistycznie, przynajmniej u mnie w Krakowie.
Jest ponuro i na deszcz się zanosi.
Ale na pewno wszystkie następne letnie soboty będą już przyjemniejsze.
Dzisiaj sporo dzieciaczków wyjeżdża już na pierwsze kolonie, pierwsze obozy.
Życzę im wspaniałych wrażeń, samych wesołych przygód i doborowego towarzystwa nowych koleżanek i kolegów.

A Wam moi Kochani Czytelnicy życzę przyjemnej i spokojnej soboty.
Lato do nas jeszcze powróci.

do kitu

 

 

 

Dostałam komunikat, że nie mogę zamieszczać w moim blogu zdjęć i gifów, bo mam już wyczerpany limit miejsc. Co to oznacza? Przecież prowadzę ten swój blog od 14 lat, wiadomo, że jest zapełniony, ale to wcale nie oznacza, że muszę likwidować stare posty. Chyba nie oznacza, przynajmniej ja tak myślę.

Oj nie stara się Gazeta o swoich blogowiczów., nie stara.
W każdym bądź razie napisałam do biura pomocy gazeta.pl i teraz oczekuję odpowiedzi. Ale chyba się jednak na nich pogniewam……

A dzisiaj oczekuję Bardzo Ważnego Gościa, ma przyjść, a właściwie przyjechać wózkiem do mnie mała Zelda z Rodzicami. Nareszcie Ją zobaczę.
Mam nawet dla Zelduni mały upominek, ale o tym jutro, bo Ksawer czyta mój blog i nie byłoby niespodzianki.
A ponieważ jestem zła na Blog, nic więcej już dzisiaj pisać nie będę
Tylko martwię się,  jak moja Uleczka bez róży w następną środę się obejdzie? Będzie jest bardzo przykro…..

A jednak życzę miłego piątku. Nareszcie jest chwilka odsapu od tropików.
Deszcz nie pada (i bardzo dobrze, bo jak Księżniczka  Zelda by swoja karocą do mnie zajechała ??), czasami nawet wychodzi zza chmurki na moment słonko, ale jest lekki wiaterek i lekki chłodek.

po prostu miłego czwartku życzę

Wstał kolejny słoneczny dzień. Piękny, letni, chociaż kalendarzowe lato ma do nas przyjdzie dopiero jutro.
No i  jak dla ironii,  własnie jutro nastąpi  ochłodzenie i deszcz.
Taki psikus aury, czyżby lato chciało nam zapowiedzieć, że będzie kapryśne i nie mamy się co na radosne ciepłe dni za bardzo nastawiać???
Ale wszystko może się przecież zmieniać, jak  chociażby w naszej polityce.
Już od wielu miesięcy nasza dyplomacja (jeżeli takowa jeszcze w Polsce istnieje) przygotowywała się do arcy ważnego spotkania w Brandenburgu prezydium naszego polskiego sejmu i Bundestagu.
I…….Guzik, do spotkania nie doszło, bo w ostatniej chwili marszałek Kuchciński odmówił naszą wizytę w Niemczech, tłumacząc to bardzo ważną sytuacją polityczną w Polsce.
Opozycja oczywiście dociekała tego, co się mianowicie tak bardzo ważnego w Polsce działo, że aż trzeba było odmawiać tej ważnej dla nas wizyty.
Były nawet podejrzenia, że marszałek Kuchciński tak bardzo zestresował się porażką naszych biało – czerwonych w Mundialu, że teraz potrzebuje kilku dni, żeby do psychicznej normy powrócić.
Ale, ale, przecież  kilka dni wcześniej Niemcy też ponieśli, podobną do naszej klęskę mundialową, więc może wspólna zgryzota byłaby dobrą płaszczyzną do połączenia zbolałych – polsko  – niemieckich mundialowych dusz????
Żarty na bok, sprawa jest bardzo poważna, albowiem  okazało się, że „Naczelnik” państwa zwołał arcyważne spotkanie, na którym obecność pana marszałka i wicemarszałków, którzy mieli wraz z nim wyjechać do Niemiec, jest bezsprzecznie konieczna  i niezbędna.
Sprawy mają się widać dosyć niebezpieczne dla Polski, może nawet zagrożona jest wolność naszego kraju, więc dlatego Kaczyński to zebranie w trybie arcy pilnym zwołał.
A opozycja? co tam opozycja, przecież już Sejm ustalił, że opozycja nie ma nic w nim do gadania.

Będzie tak, jak chce naczelnik.
Niech więc strona niemiecka cierpliwie poczeka, aż Jarosław zadecyduje czy i kiedy w ogóle do takiego spotkania dojdzie.
Nie będzie mu przecież Niemiec pluć w twarz.
I to jest ta oczywista oczywistość.

Na jutro zapowiadają spore opady i wichury. Opady akurat bardzo się przydadzą, bo już są komunikaty, że susza poczyniła wielkie braki w zbiorach roślin i owoców.
Wichura niestety może przynieść tylko i wyłącznie szkody, albowiem ostatnio jakoś  te wichury są mało „polskie”, od razu przychodzą  tornada, pustoszące wszystko wokoło. Co prawda mamy już nowego ministra rolnictwa, ale wątpię, żeby zechciał on rolnikom pomagać. To jest własnie ten sam człowiek, który ograniczył rolnikom  prawa sprzedaży ich  ziem, równocześnie przyznając prawo pierwokupu ziem przez Kościół.

Wiadomo, nie jest na pewno lewakiem, więc Kościół jest dla niego najważniejszy, co tam jakiś byle rolnik ma się wzbogacać.
A i nasz rząd wcale nie będzie taki skory, aby z kiesy wyjmować niepotrzebnie pieniądze na ewentualne pokrycie wyrządzanych przez wichury szkód, przecież przed nimi samorządowe wybory, nie długo potem wybory parlamentarne, musza zbierać przecież pieniądze, aby wkupić się w łaski popierającego ich Ojca Rydzyka. Bez niego Pis wybory by przerznął, a kto jak kto, ale Rydzyk potrafi  do „katolickiego” sumienia przemawiać.
Wystarczy przeczytać ostatnie sondaże – włos się na głowach mądrych Polaków jeży.
Ale ja ciągle jestem dobrej myśli, pełna nadziei, że cos się takiego wydarzy, że pisie rządy w zapomnienie pójdą.
Kiedyś też wydawało się, że komuna jest nie do obalenia i………

No to słonecznego i pełnego radości dnia życzę, w oczekiwaniu na niedzielny mecz biało – czerwonych.
Będzie dobrze, czy znów będzie polski blamaż : „Polacy nic się nie stało”!!!!!????????
Zobaczymy, ja w każdym bądź razie na pewno tego meczu (na wszelki wypadek, by nie było potem na mnie, że znów zapeszyłam) oglądać nie będę

Tradycja

 

Tradycja to tak bardzo ważne słowo, jak miłość, przyjaźń, wspólne wspomnienia.
I własnie środa jest takim tradycyjnym dniem dla Uleczki i dla mnie. Nie pamiętam, kiedy owa tradycja się narodziła, pewnie już dobrych parę lat temu,   najważniejsze, że nadal trwa. I zawsze łączy si ę ona z piękną, zamieszczoną przeze mnie specjalnie dla Uli różą i obopólnymi pozdrowieniami.
Tak i własnie będzie dzisiaj. Uleczku, mam nadzieję, że jeszcze moja różyczka zastanie Cię tutaj, bo według moich obliczeń,dopiero w przyszłym tygodniu wyjeżdżasz nad morze.
Ale i tak masz przecież telefon z dostępem do Facebooka i zawsze mozesz sobie poczytać moje słowa.
I dzisiaj też posyłam Ci Uleczko mnóstwo słonecznych całusków z pięknie oświetlonego od samego rana słonecznymi promieniami Krakowa.
Jak to miło otworzyć rano i zobaczyć przez okno uśmiechnięte niebo.
Aż strach pomyśleć, że znów od jutra będzie pochmurnie i deszczowo. Na całe szczęście na krótki czas i znów słonko zawita. A potem już tylko będzie słonko i słonko, zwłaszcza nad morzem 🙂  Wszak mamy już przecież ….lato.
Tak ono przychodzi do nas już za dwa dni. Aż wierzyć się nie chce, kiedy ta wiosna nam tak niespostrzeżenie  przepłynęła.
Uleczku, dla Ciebie lato to wyjazd nad morze. Jakże się cieszę, że przynajmniej Ty możesz sobie podróżować.

Ja na razie (z różnych, różniastych powodów) spędzę wakacje w Krakowie, znów zaklinając, może za rok????
Baw się dobrze, dużo uśmiechaj się i wesel, by tej energii na cały rok Ci pozostało.

Wczoraj zabawiłam się w……kibica. Na dobre mi to nie wyszło, bo  ……  tylko straciłam mnóstwo nerwów. Zresztą i tak nie wytrzymałam całego meczu, po drugiej bramce po prostu przełączyłam kanał TV na inny.
Bo co tu można powiedzieć???? MECZ BYŁ PRZECIEŻ BEZNADZIEJNY!!!!!
Jestem  wprost zawiedziona  grą Lewandowskiego, który gdzieś tam snuł się po boisku i może tylko raz, czy dwa jakąś akcję zainicjował, zresztą bezskuteczną. O innych sławach jak Grosicki, czy Szczęsny cóż powiedzieć? , po prostu  prawie nawet nie wymieniano ich nazwisk przy relacji z meczu.
Najczęściej słyszało się o akcjach dosyć aktywnego Zielińskiego, nawet jedna jedyna bramka nie usatysfakcjonowała naszych kibiców.
Co tu mówić : BEZNADZIEJA!!!

Nie tego oczekiwaliśmy po naszej drużynie, a teraz zrzucają winę, a to na złe decyzje selekcjonera Nawałki, przygotowującą zawodników do meczu, a to do sędziego, który rzekomo nie odgwizdał zmiany senegalskiego  zawodnika, który zgodnie z decyzją, wszedł na boisko i zaraz  strzelił nam gola.Trudno nie strzelić gola, gdy bramka stała pusta, bo nasz bramkarz wyszedł na przedpole, a obrońcy gdzieś po kątach się pochowali. Miał świetną okazję i ją wykorzystał.
To tylko nasi zaspani zawodnicy powinni posypać głowę popiołem i powiedzieć, zawaliliśmy na całej długości i szerokości boiska.No dobra, wy-żołądkowałam się, co najmniej jak gdybym była rasowym znawca piłki nożnej.
Ale troszkę tych meczy w życiu sie naoglądałam i mniej więcej wiem, o co w tym wszystkim chodzi, przede wszystkim chodzi o wspólną grę i….celne podania, czego tez nie można było Polakom wczoraj przypisać, nawet podając do swoich współzawodników, robili to całkiem niestarannie i łatwo można było taka piłkę przejąć.
Zresztą nie tylko ja jestem zniesmaczona wczorajszym meczem,  czego wyrazem może być mem, który dzisiaj znalazłam w Onecie

No tak, skoro ma się tak świetnych zawodników, którzy potrafią samobójczym golem zapewnić zwycięstwo przeciwnika……

W każdym bądź razie wczoraj podjęłam decyzję, że już nie będę dalej fanką Mundialu 2018, niech on się toczy gdzieś z dala, obok mnie.

Może to i lepiej, bo już kiedyś zauważyłam, że moje kibicowanie przynosi naszym zawodnikom tylko pecha, ile razy oglądałam jakiś mecz, przegrywaliśmy.
Może moja decyzja przyniesie jakieś zwycięstwo Polakom, ale tak prawdę powiedziawszy nic mnie to juz nie obchodzi.
STRACIŁAM SERCE DO FUTBOLU!!!!!
Ale wiem jedno na pewno, następny mecz naszej drużyny odbędzie się już bez mojego udziału!!!!!

Ale smutki na bok, cieszmy się dzisiejszym pięknym i słonecznym dniem, bo tylko to nam pozostaje.
Polska piłkarska drużyna jest do czterech liter, polska polityka jest poniżej krytyki, więc czym mamy się cieszyć, jak nie słonkiem, pogodą  i latem????

Milutkiej środy życzę.

radosnego wtorku

  A kiedy będzie on radosny?
Nie tylko wtedy, gdy słonko nam na niebie zaświeci, ale dzisiaj czekają  o wiele ważniejsze dla Polski wydarzenia.
Otóż dzisiaj  nasi biało – czerwoni zaingerują swój udział w Mundialu 2018 w Rosji.
I co się będzie działo?
Parafrazując znany szlagier tego nie wie nikt, nawet Nawałka. Różnie może być, przecież Niemcy też nie spodziewali się przegranej z mało znaczącą grupą zawodników z Meksyku.
Taki czarny koń zawsze może przecież pokrzyżować nie jedne plany. Fakt, Niemcy wyszli pewni siebie, dumni i wydawało im się niepokonani, jednak ich pycha i duma przerosła, pokazała, że jest inaczej. Nikt dzisiaj niczego tak do końca nie może być pewny.
A więc co się dzisiaj w Moskwie będzie działo????
Pokazywali już w TV wiele kibiców z Polski, który specjalnie na ten mecz otwarcia dla Polski do Moskwy  przyjechali, wszyscy byli pewni, że wygrają biało – czerwoni, nie brali żadnych innych możliwości pod uwagę.
Czy to, że ja piszę dzisiaj o Mundialu oznacza, że nagle zaczęłam się interesować piłką nożną?
Nie, nadal nie oglądam meczy, tyle co wiem na ogól dowiaduję się z mediów, przeważnie z Onetu, lub z Gazety.
Inna sprawa, że w związku z tymi meczami nie bardzo co jest w naszej TV oglądać, a TVP Seriale wciąż w kółko powtarza te same seriale, robi się to już nudne. Co prawda mam Cyfrowy Polsat z dostępnymi licznymi innymi stacjami, ale nigdzie nie odnalazłam czegoś, co by mnie wybitnie zainteresowało.
Kto wie, czy jednak nie zdecyduję się na Neflix….. chociaż to znów z  dodatkową opłatą się wiąże.
Co prawda….. dobra, nie będę pisała, jaka prawda, czasami jest tak, że ktoś o obietnicach zapomina.
Własnie zastanawiam się nad tym, czy  jednak skusze się, by oglądać dzisiaj ten mecz, bo przecież byłabym wielkim wyjątkiem, gdybym go nie oglądała, prawie 80 procent Polaków zasiądzie dzisiaj przed telewizorami, powstają nawet tak zwane strefy kibica, w których w towarzystwie o wiele przyjemniej mecz się ogląda.
A chyba wśród  tych 20 procent Polaków, którzy nie będą oglądać tej transmisji będą niemowlaki, małe dzieci ( te starsze już piłkarskiego bakcyla połknęły) i …zramolałe dziadki i babcie. Czy mam się do tych ostatnich zaliczać???
No to mam jeszcze kilka godzin do namysłu, czy warto się przed telewizorem dzisiaj troszkę podenerwować, czy wystarczy, gdy będę śledziła tylko wyniki na Onecie. Też będzie to trochę stresujące, ale jednak zdecydowanie mniej nerwów w ten sposób dzisiaj pochłonę.
Kiedyś to była wspaniała srebrna drużyna, zwana Orłami Górskiemu. Ile nam ona przyniosła  wtedy radości, wszak w Mundialu 1974, który odbywał się w NRF (wtedy jeszcze NRF) zajęliśmy  wysokie, trzecie miejsce. Wtedy wszystkie mecze oglądałam!!!!!
A jak będzie teraz?? będzie „zasługa Kaczyńskiego”, czy „wina Tuska”????????
W sumie wszystko zdarzyć się może, skoro pretendujący do tytułu prezydenta Warszawy  niejaki Patryk Jaki użył całej swojej mocy i……. przeniósł Dunajec aż pod Budapeszt???? Co prawda może i nasze Pieniny na tym za wiele nie stracą, skoro uzyskały w zamian piękny, modry Dunaj. Ciekawe tylko, co by o tym powiedział mistrz Johan Strauss, opisujący piękno tej pięknej rzeki, płynącej przez Węgry, Austrię i jeszcze kilka innych europejskich krajów, ale na pewno nie przez Polskę? Wszak pasmo górskie Pienin też posiada piękne okolice i może by się tam mistrzowi i Dunaj przypodobał???
A zresztą kto bogatemu zabroni? Pan Jaki będzie przecież bardzo hojnie dotowany przez swoją partię, byleby tylko Stolicę zachapał.
Jeszcze o jednym pisowskim „zagraniu” muszę dzisiaj wspomnieć, trzeba powiedzieć, że było to wyjątkowo  bardzo podły chwyt dużo poniżej pasa, nawet tego pisowskiego, zresztą też w wykonaniu Patryka Jakiego. Otóż zamieścił on zdjęcie ze smutnymi, zafrasowanymi minami Tuska i Schetyny z podpisem : nasi przegrali.
Miał to być mem, który został zamieszczony po sromotnej przegranej Niemców w meczu z Meksykiem w bieżącym mundialu i świadczyć o rzekomej  przynależności obu naszych polityków do niemieckiej nacji.
A cała podłość Jakiego tkwi w tym, że wykorzystał zdjęcie z pogrzebu ministra Karpiuka, który zginął nota bene  w katastrofie smoleńskiej.
Chciał (byle) Jaki ośmieszyć Tuska i Schetynę, tylko, że sam wyszedł zamieszczając ten mem na idiotę i na zwyczajnego prostaka, chama.
Oczywiście Tusk zapowiedział proces, w którym oskarża Jakiego  o naruszenie dóbr osobistych jego i Grzegorza Schetyny i  zapowiedział, że zażąda nie tylko przeprosin, ale również zadośćuczynienia w postaci wpłaty określonej kwoty na rzecz Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy.
Znając podejście Jakiego i całego Pisu do WOŚP, można powiedzieć, że odczułby to tak samo boleśnie, jak diabeł, któremu kazaliby się wykąpać w święconej wodzie. Taka „kąpiel” Jakiemu by się przydała, chociaż oczywiście już ruszyła pisowska obrona tej całej sytuacji, a największy cham (podobno przyszły nie daj panie Boże przywódca Pisu) Brudziński wyraził nawet swoje oburzenie, jak  Tusk, który (podobno) żółwiki z Putinem przybijał w Smoleńsku śmie krytykować tak praworządnego polityka, jakim jest Jaki. Oczywiście, pomijając fakt, że rzekomo wtedy Tusk cieszył się z tej katastrofy i wyrażał z Putinem swój tryumf ten gbur, który chce prezesować nie widzi ohydy, która oplata jego i jego partię. Macki błota i gó…wna coraz mocniej otaczają tę partię, ilu Polków jeszcze tego nie widzi????
Ale pycha kroczy przed upadkiem……

 

No to co robimy dzisiaj wo godzinie 17.???
Oczywiście oglądamy mecz Polska – Senegal.

Powodzenia Polsko, powodzenia Biało – czerwoni, trzymam za was kciuki. 

 

 

 

 

 

jak gęś z prosięciem

 

Dogadałyśmy się wczoraj z Magdą jak gęś z prosięciem, czyli….nie dogadałyśmy się wcale i w związku z tym  wczoraj, nie pojechałam , jak to planowałam do Modlnicy, a szkoda 

Po prostu każda z nas czekała na telefon od tej drugiej osoby i każda z nas sądziła, że coś jej wypadło, że zmieniła plany.
Tak bywa, gdy się  nie mówi okrągłymi literami….W związku z tym spędziłam całkiem leniwą niedzielę w domku, chociaż przecież tak nie wiele brakowało, żebym nałykała się znów świeżego powietrza i pozytywnej energii w Modlnicy.
Cóż, może następnym razem będzie lepiej, wszak wiele jeszcze słonecznych niedziel przed nami, do zimy wszak jeszcze daleko…..
Póki co poniedziałek przywitał nas swoją ponurością i lekkim deszczykiem.
Ale od czasu do czasu deszczyk przecież musi popadać, byleby tylko nie za dużo. Chociaż roślinkom, które dopiero co w moim Parku wschodzą, deszczyk się przydaje.
Ale nie wstałam dzisiaj wcale w radosnym nastroju. Może dlatego, że już o 4 rano się przebudziłam i co prawda jeszcze na chwilkę do łóżka powróciłam, nawet nieco się zdrzemnęłam, ale mimo porannej kawy nadal głowę mam taką jakąś ciężką…..

W naszej telewizji naprawde nie ma co oglądać, więc puściłam sobie wczoraj na kompie stare odcinku serialu „Zdarzyło się jutro”. Kiedyś ten serial był puszczany i w naszej polskiej stacji, a potem w AXN.
Jeżeli ktoś nie pamięta tego serialu to przypominam: jest to historia młodego mężczyzny, który od pewnego czasu pod swoimi drzwiami znajduje co rano ślicznego rudego kota i….gazetę z datą z następnego dnia. W związku z tym może  dowiedzieć się, co się w dzisiejszym dniu zdarzy i przez to może zapobiec wielu nieszczęściom. Pewnie, że też ma okazję poznać niektóre sportowe wyniki i przez to mógłby obstawiać  zwycięzców – pewniaków i w ten sposób dorobić się niezłej fortuny, Nawet jeżeli mu się to udało, to wygrana nie przeznaczył wcale na swoje rozrywki, ale na przykład na zakup psa dla swojej niewidomej przyjaciółki. Ot taki szlachetny człowiek, który niejednokrotnie staje przed dylematem, kogo ma w pierwszej kolejności uratować, bo czasami zdarzenia pokrywają się w czasie i trudno dokonać odpowiedniego wyboru.
A gdybyś to ty w taki tajemniczy sposób dostawała takie wiadomości, w jaki sposób potrafiłabyś to wykorzystać?
Pewnie, że jest to fikcja, ale w sumie każdy z nas  niejednokrotnie staje przed  podjęciem decyzji pomóc, czy nie komuś, szkoda, że wiele osób wtedy zastanawia się, czy mi się to opłaca? co z tego będę mieć?
To tylko taki ludzki odruch, ale nic co ludzkie nie jest mi obce.
Ale nie uogólniajmy, są jednak osoby, które potrafią pomagać bezinteresownie I chwała im za to.

Pozdrawiam Wszystkich w ten łzawy poniedziałek wierząc, że przed wami przyjemny, pełny wrażeń dzień, cały tydzień……

A wczoraj w Parku……

 

 

W sobotę w Parku Krakowskim odbywał się EKO festyn, z udziałem dzieciaczków i ich rodziców. Czego tam nie było.
Dzieci tańczyły na specjalnym podeście, malowały kredkami i farbkami , skręcały i puszczały baloniki, a także miały duży pojemnik z mydłem w płynie, gdzie mogły napełniać swoje rurki i potem puszczać wspaniałe, kolorowe bańki. Od razu przypomniały mi się dobre, dziecinne czasy.

Było też i stoisko EKO, gdzie zupełnie bezpłatnie rozdawali sadzonki do ogrodów.
Jedna z takich sadzonek kupiłam do Magdzi ogrodu, mam nadzieję, że ten berberys ładnie będzie się prezentował na jej ogrodowym skalniaczku 
Było wesoło i kolorowo, wokoło wiele pięknej, świezej zieleni, tak, że nawet wesoła pszczółka pląsała po parkowych alejkach

Swoją drogą, wcale jej nie zazdrościłam, bo w takim futerku w taki upał maszerować, to nie było chyba zbyt komfortowo, ale najwidoczniej pszczółka nic sobie z tego nie robiła. Jak EKO, to EKO, trzeba było promować to cenne przedsięwzięcie. Dzielnie więc alejki przemierzała, nie marudząc, nie bzycząc i co najważniejsze, nie gryząc nikogo 🙂

A i dzieciaczki się cieszyły, bo po hulankach na placu zabaw mogły sobie spokojnie przy malowaniu plakatów odpocząć, a potem w rytm muzyki pohasać.

No i zwierzątka też zadowolone buszowały po parku. A najbardziej zainteresowałam się wspaniałym, dużym, biało czarnym kotem, który siedział na ławce, na kolanach swojego pana.  Wyglądał troszkę na zestresowanego, bo przecież tyle psów po okolicy ganiało, ale na kolanach swojego pana, uzbrojony w czarną smyczkę, wyglądał bardzo dostojnie i chyba jednak czuł się o wiele pewniej, niż gdyby na alejce leżeć musiał.
Żałowałam potem nawet, że nie zrobiłam mu zdjęcia, ale nie wiem, czy jego pan byłby z takiej propozycji zadowolony, na szelki wypadek nie zaryzykowałam.
Tak więc spędziłam miło jakieś 2 godziny na łonie natury, fajnie, gdy ma się takie możliwości blisko domu.
Oczywiście włączyłam też sobie i Pokemony, ale te niezbyt chętnie przychodziły, mimo, że koło fontanny włączone były lury, czyli przywabiacze Pokemonów.
Zresztą ta gra też mi się już znudziła i gram w nią bardzo rzadko, ot, od czasu, do czasu i nie tak namiętnie jak kiedyś.

A jakie mam plany na niedzielę? Najprawdopodobniej pojadę dzisiaj posiedzieć na tarasie w Modlnicy, bo pogoda jak najbardziej ku temu skłania.
Na razie piekę sobie jeszcze mięsko w piekarniku, oczywiście bez tłuszczowo, w rękawie, bo tak zdrowiej, ale może gdzieś około południa opuszczę jednak Kraków.
Trzeba korzystać z zaproszenia, nieprawdaż?
Szczególnie, że tam zdecydowanie jest lepszy klimat, niż w Krakowie, no i jest tak pięknie, zielono, kolorowo……
Żyć nie umierać.
Życzę wszystkim przyjemnie spędzonej niedzieli, spokojnie, bezstresowo, w  pięknie słonecznych okolicznościach przyrody  

rozpoczął się Mundial

 

 

Podobno każdy ziemianin jest nim zainteresowany.
Widocznie jestem nie ziemska. Jakoś mało, a w praktyce w ogóle temu tematowi nie poświęcam więcej uwagi. Bo i po co?
Patrzeć jak 22 zawodników plus sędzia po boisku latają?, a co w tym jest szczególnego?

Kiedyś, gdy byłam jeszcze bardzo młoda ( a kiedyś byłam) interesowałam się piłką nożną. świetnie pamiętam  te czasy, gdy przeżywałam mecze naszej srebrnej drużyny w 1974 roku.To był dopiero prawdziwy football, te nazwiska: Deyna, Gadocha, Gorgoń, Lato, Szarmach, Tomaszewski były na ustach każdego Polaka. Teraz jest  podobnie, tylko zamiast tamtych gwiazd na footbolskim firmamencie lśnią  inne gwiazdy: Lewandowski, Błaszczykowski, Grosicki…..Też kiedyś przeminą. taki już jest już los, że wszyscy poddajemy się presji czasu.
Ale taki mundial ma tez i swoje dobre strony, przynajmniej coś innego niż zła polityka  zajmuje nasze umysły.Jest to pewnego rodzaju kosmetyk stosowany  na zaczadziałe już nasze umysły.
Bo ile można słuchać, :a Kaczyński to, a Morawiecki tamto, a  z kolei Kuchciński robi sobie ze Sejmu swój własny folwark i przyzwala swoim głosu, zabrania i odbiera ten głos opozycjonistom…….
Nudne to przecież, teraz przez niemal miesiąc będziemy mogli całkiem czymś innym się zająć.Tylko….. kiedyś gdzieś tam w necie przeczytałam takie mądre stwierdzenie, że jeżeli nasza polska drużyna zdobędzie Mistrzostwo świata, będzie to niewątpliwie wielka zasługa Kaczyńskiego, a gdy jej nie zdobędzie, albo co gorsza jeszcze wcześniej gdzieś tam w rozgrywkach odpadnie, niewątpliwie będzie to wina…….TUSKA.
Ale jak można sądzić inaczej,  skoro propaganda pisia głosi, że do rozmowy pomiędzy Kim Un Dzonem a Trumpem doszło dzięki naszej polskiej dyplomacji.
I to jest prawda, ja w to wierzę (?), mamy taj zaje…..stą (przepraszam za słowo) dyplomację, że liczy się z nami już cały świat, biorą z nas przykład, a tylko kilka chwil, dosłownie moment dzieli nas od czasu, gdy Trump samodzielnie zadzwoni do naszego Adriana i będzie błagał, by doznał on tego zaszczytu wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu. Pocztą pantoflową dowiedziałam się, że do tej pory Trump zwlekał z taką decyzją, bo własnie specjalnie na tę okazję  remontuje główne skrzydło Białego Domu i czeka na przywóz odpowiedniego łoża, godnego dla naszego prezydenta i prezydentowej. 

Ale co tam Mundial, co tam polityka…..Grunt, że znów pogoda nam sie robi, chociaż czasami słoneczko gdzieś się chowa za chmurkę.
A ja zaraz pędzę do mojego parku, gdzie coś się ciekawego dzieje, przynajmniej jakiś  tubalny  głos zza okna dochodzi i wieści o parkowych wydarzeniach, muszę sama to sprawdzić…….
Acha, jeszcze cos z pogranicza „cudów” Byłam dwa dni temu na zakupach, a ponieważ czasami z nieba kapał deszcz, miałam w ręku parasolkę. Niestety, jak to bywa, do domu wróciłam bez parasolki.
Już na niej postawiłam krzyżyk, więc z wielkim zdumieniem dzisiaj znalazłam owa parasolkę….we własnej torebce.
Dziwne, miałam ją w ręku, więc skąd nagle się w torebce znalazła??  Czary mary jakieś,  czy co???
No to nie mitrężę już dłużej czasu, trzeba już  domku wyjść, zakupy zrobić, park odwiedzić, najwyższa już pora, niedługo południe mnie zaskoczy.
Życzę wszystkim przyjemnej soboty

P.S. a na znikające wpisy w blogu znalazła się jednak metoda Zgodnie z pomysłem jednej mojej koleżanki z FB, piszę sobie blog w notatniku, a potem wszystko co napisałam wklejam w blogu.
I co najważniejsze…to działa.
Dziękuję Beatko za doskonałą radę