na powitanie

 

Bo nareszcie Ulka powróciła już z tej ciechocińskiej terapii do domu i mam nadzieję, że w związku  tytm dzisiaj zagosci już tutaj, w moim blogu i komentarz zamieści.Witaj Uleczko serdecznie, cieszę sie, że już jesteś zdrowa i szczęsliwa po terapii.
Akurat wiosenna pogoda pomału nam się robi, będziesz więc znów mogła oddawać sie swoim spacerkom z kijkami.
Pozdrawiam Cię Uleczko bardzo, bardzo serdecznie i chociaz tych promyczków słonecznych za wiele w Krakowie dzisiaj nie ma, ale od czasu do czasu spoza chmurki sie wychylaką, więc Ci je z całuskami podsyłam.

A dzisiaj środa, ostatni dzien pobytu Kotka Bandziorka u mnie w domu.
Mam nadzieję, ze ostatni, bo od wczoraj ciagle tylko drżę i zastanawiam się, co mu się jeszcze uda strącić, co mu się uda narozrabiać.Tak więc wczoraj wieczorem kilka razy zapalałam światło i sprawdzałam, gdzie ten Bandziorek jest i nadsłuchiwałam dokładnie co i gdzie leci na dół.
Na szczęście nic się już więcej, prócz telewizora  nie potłukło, a ja zmęczona tym czuwaniem wreszcoie zasnęłam.Oczywiście wstałam przed czwartą ramo, bo zbyt dużo herbaty wczoraj wypiłam, a kotek pierwsze kroki do kuchni skierował i jeść się domagał.
O nie kotku, czwarta rano to jeszcze nie jest pora na śniadanie, powiedziałam mu, no i poszliśmy dalej spać. Tym razem zasnęłam juz bez żadnych przeszkód.

Dzisiaj ma przytjśc pan od anteny, miejmy nadzieję, że jednak uida mu się poidłączyc wszystkie programy do anteny, ale czy uda mu sie wyjśc na dach, tam, gdzie jest antenna umocowana?  Namiar na tego pana dostałam od Gospodyni, on juz chyba był kiedyś u nas nastawiać tę antenę, może i tym razem mu sie uda??? I tak pewnie jeszcze będzie nie jeden raz, wystarczy, że nieco większa wichura antenę przekreci i już mam problem.
Niestetym chyba tylko ja, bo chyba prócz mnie nikt inny do Cyfrowego Polsatu nie jest podłączony, reszta odbiera tylko ogólnopolskie programy,
Co prawda i tak nie jestem w stanie ogladać wszystkiego, co ewentualnie na tej polsatowskiej cyfrze jest dostępne, gdybym chciała wszystko ogladać zabrakło by mi godzin na zegarze.
Ale mam swoje ulubione, które już znam i nawet wiem o której godzinie na który kanał mam pilota przełaczyć.
Ocyzwiście pod warunkiem, że antena prawidłowo działa.
Ostatnio pan z Biura Obsługi Po;satu  proponował mi  powiększenie pakietu dla mojego dekodrea , ale wttłumaczyłam mu, że meżą nie posiadam, więc sportowe kanały zupełnie mnie nie interesują. A w sumie to śmieszne, bo pan coś mówił mi o obnizeniu abonamentu na Cyfrowy Polsat, ale po dokładnym opisaniu programów okazało sioę, że w sumie płaciłabym tyle samo, co dotychczas, czyli około 100 zł.
Ten Cyfrowy Polsat został mi jeszcze z czasów Smoleńsk i teraz chyba trudno byłoby mi sie z nim rozstac, chociaż 100 zł piechotą nie chodzi….

A wieczorem przyjdzie Ksawer po swoją Maskotkę Banzaja, ciekawa jestem, jaka będzie reakcja kotka i ile łeż poleje sie z moich oczów.
No i o czym ja od jutra bede w blogu pisała? Przez ostatnie dwa tygodnie przewodnim tematem Był właśnie KOTEK.

Nie, nie, nie, odpowiadam na wszelakie Wasze zapytania, nadal nie chce wziąć kota na wychowanie.Taki raz na jakis czas w zupełności mi wystarcza.
I tak za dużo przez niego stresów miałam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i miłej środy życzę

Kot – huncwot (jeden)

 

 

Chyba na koniec swojego pobytu u mnie kotek postanowił narozrabiać troszkę.
A co? Niech mnie potem ta Ciotka Ewa popamięta.
Dzisiaj na przykład zrzucił mi…..telewizor z komody.
Narobił przy tym takiego huku, że az uciekł ze strachu do kuchni. Przyznam, że też się lekko zdenerwowałam, bo już widziałm leżące za komodą szczątki ekranu.
Ale jakoś telewizor „grał” dalej, czyli może jest aż tak źle, pomyślałam sobie .
No i nie było źle, na szczęście ekran jest w całości, nawet o dziwo nie porysowany. Oparł się tylko o ścianę,a nie upadł na „płask”, gdyby było inaczej, pewnie nie miałabym dzisiaj już telewizora.
Jaloś jeszcze ten dzień z tym  kotkiem – rozrabiaką wytrzymam.
Potem przyszedł do mnie, tak się przytulał, takie „całusy” rozdawał, jakby chciał mnie przeprosić.
No i jak tu można długo gniewać się na takiego „rozkosznego” kotka?????
W sumie zgadzająć się na kotka równocześnie zgodziłam się na wszelakie zagrażające moim meblom i urządzeniom niebezpieczeństwa.
Ale to wcale nie znaczy, że na wszystko się zgadzam.Ale rozbita doniczka to jednak nie to samo, co rozwalony telewizor, czy monitor komputera, a on też chętnie po stoliku z monitorem się przechadza.
No i nie darmo dałam mu przewzisko BANDZIOREK??? Jeszcze dodam Bandziorek – Wandal 🙂

Ale wszystko na szczęście dobrze się skonczyło, bo chyba zapłakałabym się na śmierć.
Właśnie dlatego nie chcę mieć kota w domu, zdecydowanie  wolę jednak mieć sprzet w całości!!!!

A aporpos telewizora, wczoraj nagle zaniknął mi program drugi TVP, więc nie mogłam  na nim sobie oglądac ulubonego serialu „M jak miłość.”
Całe szczęście, że ten serial dostępny jest na VOD z czego oczywiście musiałam  późnym wieczorem skorzystać, ale był na Vodzie dopiero wtedy, gdy skończyła się jego rmisja w telewizji.
Prócz dwójki nie mam jeszcze kilku innych programów i nie obejdzie się bez wejścia na dach i poprawienia anteny telewizyjnej, nastawienia jej w odpowiednim kierunku.
Tylko kto to zrobi, skoro właścicielka kamienicy jest nieosiągalna?  Nawet gdybym sama zatelefonowała do jakiegoś punktu, jak ten ktoś miałby wyjść na dach bez zgody własciciela?  Czyli jednym słowem jestem w czarnej d…..e. (czytaj dziurze)
Płacę abonament i nie mogę połowy z tego oglądać. Ciekawe jest to, że wiem, że prócz mnie jeszcze ktoś w kamienicy też jest podłączony do Cyfrowego Polsatu, ale dokładnie nie wiem nawet kto. mogę tylko liczyć na to, że temu komuś też zacznie przeszkadzać brak programów. Reszta lokatorów działa ze wspolnej anteny, nie koniecznie polsatowskiej, nie wiem nawet jakiej. No, ale skoro miałam już przy przeprowadzce wykupiony abonament, nie migłas z niego zrezygnoiwać, nawet by sie nie dałoby, bo musiałabym płacić karę.
Czyli muszę poczekać na „lepsze jutro”
Ciągle na niego czekam i co???

Dobrego wtorku życzę

ostatnie pożegnanie

 

 

 

Dzisiaj o godz 11 na Cmentarzu Podgórskim w Krakowie odbędzie się pogrzeb mojego Przyjaciela ś.p. Janusza.
Niestety ze względów zdrowotnych (nogi odmówiły mi posłuszeństwa), nie będe mogła brać udziału w tej smutnej  uroczystości.
Ale o godzinie 11 zapalę świeczkę u siebie w pokoju i w zadumie będę się modliła za duszę Janusza, prosząc o jego wieczną szczęśliwość, a potem w myślach będę na Podgórskim Cmentarzu przy Jego grobie.
Może kiedyś, gdy zrobi się na tyle ciepło, że moje nogi będą już działały normalnie, pojadę z Alką na Podgórze, aby tam złozyć kwiatki na grobie Janusza i zapalić mu znicz.
Przykro mi, że na tej dzisiejszej smutnej  uroczystości nie będę obecna , ale rozum podpowiedział mi takie właśnie rozwiązanie.

Wczoraj kotek chyba się obraził na mnie, w każdym razie nie b ył taki łaskawy, a nawet…ugryzł mnie lekko, bo lekko, ale jednak ugryzł w policzek.
Pewnie dlatego, że mie pozwoliłam mu spokojnie spać. tylko go głaskałam, a gdy sie nachyliłam nad nim on łaps mnie za policzek.
Chyba sam sie zdziwił tym, co zrobił, bo na mnie popatrzył tylko, zwinął sie w kłębek i …przespał całe popołudnie. Ale taka jest kocia natura, czas na pieszczotki tylko wtedy, gdy kotek na nie ma ochotę. Niech człowiek nie narzuca kotu swojej woli!!!
A zresztą z kotkiem spędzę jeszcze tylko dwa dni, dzisiejszy i jutrzejszy, a pojutrze zgłosi się po niego jego własciciel.
Jestem ciekawa, jak będzie wygladało ich powitanie, czy kotek ulegnie pokusie pieszczot, czy pokaże, ze jest na nich obrażony, że go pozostawili, co prawda nie w samotności, ale kednak na trochę porzucili.
No i znów kotek będzie musiał się przestawiać na nowe warunki, taki to już ten koci los.
Ale fakt, że był chyba najbardziej  obfotografowanym kotkiem na Face Booku, czyli stał się przez to  bardzo sławny:-)
A może kotek już czuje, że to są ostatnie 2 nasze wspólne dni i dlatego jest nieco mniej skory do zabaw i pieszczot? Nie chce za bardzo się do mnie przyzwyczajać?
Jak myślicie, będzie za mna tęsknił? Bo ja za nim chyba tak…..

Poniedziałel rozpoczął się słoneczkiem i oby tak przez cały tydzień nam pozostało.
Zimo, idź sobie PRECZ!!!

Dobrego poniedziałku i całego tygodnia.
Może obejdzie się bez jakiejś grubszej politycznej afery, chociaż  ostatnio każdy dzień rządzących jest coraz bardziej butny i arogancki.
Wczoraj była w Warszawie Manifa anty aborcyjna,  czyżby kobiety po zimie się obudziły nareszcie????
A kiedy przyjdzie pora na pobudkę reszty Polaków????

Kot rozrabiaka

 

 

Nawet dziwiłam się, że do tego czasu kot jeszcze mi nic nie zniszczył, ale wszystko ma swój kres.Dzisiaj kochany koteczek urzędował w doniczce i nagle spłoszony moim psik szybko z niej wyskoczył, przy okazji moją kamienną doniczkę zrzucając na ziemie i rozbijając w drobny miał.
Ale się obydwoje zdenerwowaliśmy, ja na kotka, kotek na swoją psotę, a potem na miotłę, którą wniosłam do pokoju, aby skorupki z doniczki pozbierać Nie wiem, pewno się bał, że go tą miotłą przez grzbiet zdzielę, ale przecież mu to nie groziło, kto by chciał uderzyć tego słodkiego łobuziaka??
Patrzył tylko zza drzwi, jak sprzątam po  nim, a potem jak gdyby nigdy nic przyszedł do mnie, wskoczył mi na ramię i się do mnie przytulał, jakby chciał powiedzieć, no przepraszam, ja naprawdę  nie chciałem, tak jakoś wyszło…samo się zdarzyło……No i jak tu się gniewać na tego przymila-ka, nie można, po prostu nie można.
Tym bardziej, że kwiatek nawet nie ucierpiał, nawet się nie nadłamał, ani nie połamał, a doniczka…..rzecz nabyta, będzie nowa.
Dzisiaj mieliśmy z kotkiem odwiedziny Darki i Macka. Oczywiście sunia  Sisi tym razem nie mogła odwiedzić Ciotki Ewy, bo na pewno z kicią by się nie zgodzili.
Kotek na początku był nieufny, ale kawałek kiełbaski przekonał kicię do Darki,  Maciek już nawet nie musiał niczym kocię przekupywać, sam kotek do niego ufnie podchodził.Wyraźnie mój kotek lubi męskie towarzystwo, dwa dni temu Kaziu, dzisiaj Maciek, może więcej panom wierzy? Bo z kobietami to przecież różnie bywa, bywają humorzaste…..
Potem z Maćkiem i z Darką zastanawial8iśmy się, jak unowocześnić moje mieszkanko, na przykład zmieniając ogrzewanie z elektrycznego na gazowe.
Ale… gdy nie wiadomo o co chodzi….chodzi o pieniądze.
Taki remont ogrzewania i łazienki musiałby mnie kosztować około 30 tysięcy złotych, takiego kredytu biednej emerytce nie da żaden Bank.
A na sponsorów raczej nie ma co liczyć, każdy teraz ciuła grosz do grosza, bo i wydatki są coraz większe.
Pieniądze, ach te pieniądze….
Więc znów muszę zagrać w Totka, ale jak dotąd szczęścia nie miałam, wiec czemu nagle teraz by się do mnie miało uśmiechnąć??
Jest jeszcze jedna możliwość, bardziej realna, ale do tego musiałabym zmobilizować całą rodzinę, a nie jest to wcale takie łatwe.
Nie będę tu wdawać się w szczegóły, Ci z Rodziny, którzy czytają mój blog, świetnie wiedzą, co mam na myśli.
Tylko to jest tak, każdy z nas czeka, aż ktoś inny to załatwi, a czas ucieka, pieniądze też…….
I znów powiem: pieniądze, ach te pieniądze……
A zresztą, gdyby mi jakas większa gotówka wpadła do kieszeni, to… nie wiem, czy nie pomyślałabym o innym, już własnym mieszkaniu.
Co prawda tu, gdzie mieszkam jest mi dobrze, okolica świetna, wszędzie blisko, ale co swoje, to swoje.

Przyszło ocieplenie, co wyraźnie nawet w moim mieszkaniu daje się odczuć. Nawet brama odmarzła nieco i  jest domykana, więc ten chłód nie przenika tak przeraźliwie przez ściany, no już nie mówiąc, że śpię prawie że na zapiecku, jak ongiś. Co prawda ongiś zapiecek był miejscem umieszczonym, między piecem a ścianą, a ja mam tapczanik koło pieca, a nie pomiędzy, ale jest mi wyraźnie o wiele cieplej. Kotek też trochę działa na zasadzie kaloryferka….

No i słonko dzisiaj radośnie świeci, nie jest źle. Jeszcze co prawda temperatura jest na minusie, ale….

Dobrego niedzielnego popołudnia życzę.

A dla dzisiejszego Solenizanta  Kazia i tutaj dzisiaj kwiatuszki zamieszczam 🙂

 

 

jeszcze tylko 5 dni….

 

 

Czas szybciutko mija, dwa tygodnie już prawie że zleciało jak z bicza strzelił.
I ???????…..no właśnie w srodę przyjeżdża po Kicię Ksawer i zostane sama.
Smutno będzie, nie ukrywam, że okropnie do kotka się przyzwyczaiłam, ale do tego kotka, innego nie chcę. Nadal podtrzymuję swoją decyzję : zadnegop zwierzaka w domu!!!! Za bardzo szybko do niego sie przywiązuję.
A Banzaj, pseudo Bandziorek – Rozzrabiaka jest taki słodki i kochany, a co najważniejsze on naprawdę rozumie, co do niego mówię.Fakt, sporo z kotkiem rozmawiam. Można to nazwac rozmowa, bo on też po swojemu mi odpowiada swoim miauuuu.
Są tylko dwa małe uytudnienia, pierwsze to to budzenie nad ranem, gdy kotek jest akurat już całkiem wyspany i zbiera go na dzikie harce, a drugie utrudnienie jest bardziej przyziemne, znaczy, sprzatanie jego kuwety. Przyznam, do przyjemności to nie nalezy, a kotek w swojej toalecie musi miec czyściutko, inaczej strasznie rozsypuje żwirek po całej łazience i wtedy mam dodatkowa porcję sprzatania.A poza tym sa same przyjemności, największa jest to przytulanie się kotka , który dodatkowo rozdaje jeszcze całuski. Bo to jest bardzo całuśny kotek, naprawdę.
Wczoraj ja i kotek mieliśmy gościa – Kazia. Myślałam, że kot ptrzez cały czas wizyty gościa będzie sie ukrywał i tak rzeczywiście było na poczatku, potem kocias ciekawość zwycieżyła, najpierw nieśmiało spozierał na Kazia przez szparę w drzwiach, potem podszeł do gościa i go sobie po kociemu powachał, no a na końcu…. przekupny ten kotek jest niesamowicie, bo gdy na palcu Kazia dostał od niego troszkę śmietany z ptysia, łakomstwo zwyciężyło. Był nawet moment, że kicia wskoczył na kolana Kazia, ale gdy przekonał się, że śmietanka juz się skończyła poszedł w swoją stronę.
Taki Łobuziak z tego kotka jest.
Ostatnio największą zabawa sa dla niego moje kwiatki, ale on świetnie wie, że ich mie wolno niszczyć, tylko ten zew natury…jest silniejszy niż koci rozsądek. Ale tylko powiem  a psik i juz, kotka nie ma na kwiatku. Biedne moje roślinki będa musiały odchorowac pobyt kotka.

Dzisiaj z wielka zgrozą  przeczystałam,  że po ostatnim ostrym konflikcie z Unią  PIS przygotowuje się do…POLBRIX-u.Strach padł na Polskę, co te BAŁWANY z naszym krajem wyrabiają

Dla jednego małego karłowatego Konusa chcą narażać na wielkie niebezpieczeństwo nnasz kraj, aby zadowo;oć  chorobliwe EGO jednego pospollitego posła.
POWIEDZMY ZDECYDOWANIE  N I E !!!!
Ta wiadomość mnie dobiła, ale moze  nie będzie jednak qż tak źle?????

Ach ten Bandziorek

 

Kotek dostał nowe imię : Bandziorek.
Łobuz z niego i tyle. Kto to widział po piątej eano pobudki robić?
Kotek o tej godzinie jest juz całkowicie wyspany, więc zaczyna swoje poranne harce, coś tam po podłodze toczy, na przykład znaleziony długopis, jakiś mebel przesunie i…. koniec mojego spania. Tylko, że potem kotek spokojnie znów sobie pójdzie na drzemkę, a przede mna niedospany cały dzień.
Wczoraj Bandziorek wyrwał mi sadzonkę z mojej Juki i miał wspaniałą zabawę. Oczywiscie obraził sie na  mnie, gdy na niego troszkę nakrzyczałam, ale chyba ten łobuziak mnie jednak lubi, długo na szczęście  urazy do mnie nie trzymał. Już po chwili patrzył, jakby tu jeszcze troszkę napsocić.
Więc Bandziorek wcale nie jest taki słodki, jak ten kotek powyżej, ale trzeba przyznać, że jest bardzo przymilny, uwielbia  jeździć na moim ramieniu, co czasami komplikuje mi niektóre czynności. Bo jak z kotkiem  ma szyji robić sobie kawę, o porannej toalecie nie wspomnę nawet???Pewnie odetchnę z ulgą, gdy kotek sobie już do swojego domku powróci, ale na pewno będzie mi go brak.

Mróz i Pis nadal mocno trzymają i obydwoje są przyczynami moich frustracji

Tylko mróz wkrótce przeminie, Pis nie.  Ma się coraz lepiej przy aplauzie Prawdziwie Radosnych Polaków. lubiących łomot i trzymanie za mordę.
Co się jeszcze musi stać, żeby się to zmieniło??
Ja już przestałam w jakąkolwiek zmianę wierzyć, ani  w tę dobra, ani w  tę niedobrą.
Zresztą w dobrą zmianę od razu nie wierzyłam, wiedziałam, że to tylko populistyczny szwindel.

Dobrego piątku

Pamiętasz????

Wczoraj odeszła spora, nabardziej odległa, ale najmilsza  część mojego życia.
Zmarł mój Prawdziwy  Przyjaciel –  Janusz.
Janusza znałam od zawsze. Był tylko dwa lata starszy odemnie i mieszkał w tej samej kamienicy, co ja.
To z nim spędzałam wszystkie moje dziecinne lata, w jego kuchni siedzieliśmy  pod stołem, gdzie mieliśmy swój „dom”, a mama Janusza podrzucała nam tam różne smakołyki. To Jego mama puszczała nam przeźrocza z bajkami i czytała teksty pod nimi zamieszczone.
To już w dzieciństwie wybraliśmy sobie zawód, który będziemy potem razem wykonywali. technik rtg. Kładłam się na ziemi na kocu, a Janusz ogromną  niebieską szklaną kulą mnie „prześwietlał”, potem z kolei on był moim pacjentem i poddawał się terapii niebieskiej kuli.
Kiedy to było? ponad sześćdziesiąt lat temu…..
To z Januszem przechodziliśmy nasze buńczuczne młodzieńcze lata, tyle było ciekawych naszych  rozmów nad sensem życia i nad idealami, o których nigdy nie mieliśmy zapomnieć, nigdy nie mieliśmy zdradzić. To my zawsze wiedzieliśmy o wszystkich naszych cichych i „prawdziwych” miłościach, znałam każdą dziewczynę, w której Janusz się kochał.
Świetnie rozumieliśmy, praktycznie bez słów, jedno popatrzyło na drugiego i…wiedzieliśmy co  on albo ja  mieliśmy na myśli.
Gdy Janusz na parterze otwierał drzwi, aby iść do mnie do mieszkania, ja już stałam w otwartych drzwiach, nie musiał  mnie powiadamiać, że do mnie idzie, ja to poprostu wyczuwałam.
Niesamowite było to nasze porozumienie bez słów. Nawet pamiętam taki przypadek, że już po iluś tam latach Janusz przyszedł do mnie i opostanowiliśmy się zabawić w grę „zgadnij, o czym ja myślę” Kazał mi wymyśleć coś, a on miał  to zgadywać. Nie chciałam, żeby to było jakieś banalne typu podrap się po głowie, czy brodzie, więc wymyśliłam rzecz prawie nie do odgadnięcia : rozepnij spodnie.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę i nagle Janusz powiedział: wiesz, mam takie wrażenie, że każesz mi rozpiąć spodnie, ale to przecież niemożliwe.
Roześmiałam się, potwierdziłam mój niedorzeczny pomysł i doszliśmy do wniosku, że jest  rzeczywiście niesamowite to, co nas łączy.

Razem z Januszem, jego kumplem Mundkiem i siostrą Mundka –  Alą tworzyliśmy wspaniałą paczkę, były wspólne wypady, wycieczki, zabawy, wesoło było, potem do naszej paczki należało jeszcze  kilka osób, między innymi późniejsza żona Mundka – Majka.
Bardzo miło wspominam tamte czasy, mam kilka fotek z tamtego okresu. Janusz nagminnie zajmował się fotografiką i zawsze utrwalał wspólne wycieczki, wypady. zresztą nie tylko fotografował nas, robił piękne zdjęcia natury, okolic. Po prostu uwielbiał fotografować i robił to perfekcyjnie.
Wspominam wspaniałe wakacje, które z Januszem spędziliśmy u Jego Rodziny  w Jazowsku,  ech te piękne młode lata, dobrze, że Janusz jakieś dwa, czy trzy lata temu przekazał mi płytki, na których te stare fotografie pozostały jako ślad naszerj młodości.

Gdy Janusz miał brać ślub z Bogusią, poprosił na wieczór kawalerski swojego najlepszego kumpla Mundka i …mnie. Ubrałam się w garnitur mojego taty,  oczywiście zawiązałam krawat i wesoło w trójkę spędziliśmy ten Januszowy  kawalerski wieczór.

 Wielką radością był dla mnie fakt, gdy Januszowi urodził się syn Dominik,  wtedy poprosił właśnie mnie, abym została chrzestną matką Jego syna.

Ale los niestety jest przewrotny. Niestety małżeństwo Janusza i Bogusi nie przetrwało,
Janusz potem wyprowadził się z ul Smoleńsk i zamieszkał ze swoja drugą żoną Kazią, która niekoniecznie chciała, aby Janusz utrzymywał kontakty ze swoimi starymi Przyjacielami.
Od czas do czasu docierały do mnie wiadomości o Januszu, głównie przez Mundka, który miał co prawda nieco ograniczony, ale zawsze jakiś kontakt z Januszem.
Od Mundka dowiedziałam się o ciężkiej, nieuleczalnej chorobie Janusza, a wczoraj siostra Mundka  – Ala przekazała mi wiadomość o  Jego śmierci.
Wiedziałam, że jego choroba jest tak zaawansowana, że ten smutny moment musiał kiedyś nastąpić, ale rozstania są jednak tak bardzo cieżkie…..Odeszła spora część mojego życia, ta najpiękniejsza, bo obejmowała beztroskie lata dziecinne i młodzieńcze.
Jedno pocieszenie jest w tym to, że teraz już wiem, że Janusz jest szczęśliwy i nie cierpi……

 ŻEGNAJ JANUSZKU! NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ I ZAWSZE PEWNA  CZĄSTKA CIEBIE BĘDZIE KOŁO MNIE!!!

Wczoraj było małe zamieszanie w moim mieszkaniu,  Magda i jej mąż Jacek zrobili mi przemeblowanie mojego poloju, tak więc mój tapczan nie stoi już przy tej zimnej ścianie, sąsiadującej z klatką schodowa, ale stoi on  na ścianie obok pieca. Nareszcie będzie mi w nocy cieplutko.
Jest co prawda pewien mankament, mianowicie stolik z komputerem musiał pozostać w dalszej odległości od tapczanu, bo tam własnie przeprowadzone sa internetowe kable.
I jak ja teraz zasnę bez ogladania mojej ulubionej Rodziny Zastępczej, no jak?
Ale na wszystkie kłopoty jest jakiś sposób, mam przecież laptop i to właśnie jego będe sobie  na noc kładła koło łożeczka i będe mogła oglądać  ten mój ulubiony serial. Grunt to dobry pomyślunek.

Kicia była wczoraj nieco przerażona tym zamieszaniem w moim pokoju, na wszelki wypadek schowała się w łazience za brodzikiem, wyszedł dopiero wtedy, gdy Magda i Jacek sobie już poszli.
No tak, za dużo zmian na jedno małe kocię, zwłaszcza  w tak krótkim terminie.
Potem kotek dokładnie obszedł mój pokój, posprawdzał, czy wszystko należycie jest umieszczone i zaaprobował zmiany.Oczywiście wieczorem nadrobił wszystkie kocie umizgi i przytulania i poszedł spać.
Co prawda wcześniej biedny Kotek miał rozdeptaną łapkę przez nieuważną Ciotkę Ewe, ale uciekał biedaczek  z wrzaskiem. No tak, plącze się pod nogami, a ja niestety go nie zauważyłam i w przedpokoju doszło do tego małego incydentu. Myślałam, że Bandzi śmiertelnie się na mnie obraził, ale nie, leżał grzecznie na moim tapczanie i cichutko żałośnie miauczał. Oczywiście musiałam kotka przeprosić, na szczęście nie czuł do mnie długo urazy, bo ledwie położyłam się spać, już kotek leżał koło mojej poduszki.
Tak więc tej nocy przynajmniej nie zmarzłam, z jednej strony grzał mnie piec, z drugiej kotek.

A ranek wstał okropie mroźny, rano w Krakowie było nawet minus 15 stopni. Podobne mrozy są chyba w całej Polsce.
Ale pocieszam się, że juz niedługo, już w przyszłym tygodniu  ma nadejsć wyraźne ocieplenie .
Póki co życzę przyjemnego pierwszego dnia miesiąca marca i wszystkich pogodnych marcowych dni.
Wiosna już póka do drzwi, słyszycie???????

Hallo, hallo, Ciechocinek????

Tu mówi Kraków, całkiem zimowy Kraków. Bo pewnie w Ciechocinku nawet zimą rosną róże, prawda?
Pozdrawiam Cię Uleczko serdecznie i ślę lekkie promyczki słoneczne, które od czasu do czasu z prószącego śniegiem nieba padają.Widzisz jak pięknie róże w tych promyczkach lśnią? 
One, jak zwykle w każdą środę, błyszczą dla Ciebie.
Przed Tobą jeszcze prawie tydzień odpoczynku w Ciechocinku, życzę Ci, abyś te dni świetnie wykorzystała i zdrowa do domku powróciła.
Ale napewno, znajac Ciebie, nie lenisz się, ćwiczysz, biegasz, spacerujesz. O balety nawet nie pytam 🙂
Baw się zatem  dobrze, póki na to czas, a potem, gdy już do Poznania powrócisz, pozbieraj wszystkie zamieszczone dla Ciebie przez ten czas Twojej nieobecności róże i wstaw je do wazonu.
Wiem, że czytałaś wszystkie moje wpisy, nie tylko te środowe, znajdowałam ślad Twojej obecności w moim blogu na Face Booku.Wszystkiego najlepszego i…do następnego spotkania już pewnie w Twoim domku.

A z kotkiem z fazy zaufania przeszliśmy do fazy miłości. Kotek uwielbia wprost siedzieć na moim ramieniu, tak słodko wtedy swoją mordke przytula do mojej twarzy. Czasami bywa natrętny, szczególnie gdy coś jem, siada wtedy na stoliku koło mnie i żąda: podziel się ze mną, bo ja jestem okropnie głodny kotek. Wcale mu nie przeszkadza, że chwilkę wcześniej jadł swoje jedzonko, on już o tym  nawet nie pamięya, a pani jedzonko tak pięknie pachnie…..
Nie wiem, czy Diana i Ksawer będa zadowoleni z takiego „żebractwa”, bo naprawdę nie można właściwie nic przy kotku spokojnie jeśc, muszę zamknąć sie przed nim w kuchni i wtedy dopiero mogę spokojnie zjeść śniadanko, czy kolację.
Ale trudno, sami są sobie winni, zostawili mi kota pod opieką, to yeraz kotek się troszkę rozbisurmanił, ha, ha.
Dzisiaj nad ranem kotek nieco przesadził, bo zrobił mi pobudkę koło 5 rano. Nie, nie miauczeniem, ale…zabawą, a tak się przy tym tłukł, że musiałam się obudzić. Nie mogę powiedzieć, że byłam wtedy szczęśliwa, ale….. Co ma zrobić kotek, gdy się już, porzadnie wyśpi, a przecież większa część dnia i nocy śpi, czasami przychodzi czas na zabawe, a że akurat jest to środek nocy……. tak jakoś wypadło, tak sie złożyło.
Jeszcze razem z kotkiem czeka nas 6 wspólnych dni i nocy. Czuję, że jednak potem będzie mi go brakowało, ale i tak się nie złamię, kota sobie nie sprawię. Chcę spokojnie spać, spokojnie, bez towarzystwa kociej mordki jeść i nie denerwować się ciągle tym rozsypywanym w łazience żwirkiem.
Co go podmiotę, z powrotem chrzęści potem pod nogami, nie mówiąc, że na papuciach roznosi się po całym domu.
Ale gdzieś kotek swoje potrzeby przecież załatwiać musi…… Ciotka, nie narzekaj !!!!! Ty masz swoją kuwetę, a kot ma swoją kuwetę.

To nie narzekam i czekam przyszłego tygodnia z tymi plusowymi już temperaturami, bo napisy na bramie proszę domykać drzwi jakoś słabo na lokatorów działają, często zostawiają je uchylone, co odrazu odczuwam w moim mieszkaniu, gdy temperatura waha się około 17 stopni, czyli jest całkiem zimno.
Ale juz wczoraj o tym pisałam, nie będe się przeciez powtarzać.
Magda poddała mi pewne pomysłyy, na przykład ocieplenie pokoju styropianem, kto wie, czy tego nie zrobię, o ile oczywiście gospodyni domu mi na to pozwoki, bo skoro mam tu jeszcze mieszkac przez kilka kolejnych zim……
Dzisiaj z Magdą pomyślimy o przeniesieniu mojego łożka na inną ścianę, nie tę przylegająca do korytarza, może przynajmniej w nocy jakoś nie będzie mi tak zimno?
Co prawda nad ranem jest całkiem przyjemnie, bo jest świezo ogrzane powietrze, ale potem ta sciana robi się lodowata i wieje przez nią chłodem, szczególn e przy niezamkniętej bramie.
To jest własnie ta „przyjemość” mieszkania na parterze.

Życz Wszystloim uśmiechniętej środy, bo już słoneczko nam od rana polazuje, że będzie lepiej, może dzisiaj, może jutro, może pojutrze… kiedyś tam…..

Miłej środy

.

ja i kot

No i się stało. Nagle wczoraj  kotek wskoczył mi na ramiona i bardzo wygodnie owinął się koło mojej szyi. Wyglądał na  zadowolonego, a ja?zzzzz
Byłam zdziwiona, bo jednak nie przypuszczałam, że kot na tyle mnie polubi, że zacznie do mnie się nawet przytulać.

Nie, to nie był jednorazowy incydent, potem kilkakrotni jeszcze Banzajek, zwany przeze mnie pieszczotliwie  Bandziorkiem, pojeździł na moich ramionach, zarówno wczoraj, jak i dzisiaj rano.A gdy wróciłam dzisiaj do domu, przywitał mnie głośne i radosne miau. Pewnie jednak już troszkę mnie lubi???
Oczywiście, że kotek dostał przysmak, tak trzeba, skoro on swoją sympatię mo polazuke…..
Fajnie jest mieć zwierzaka w domu, ale…. nie, nie złamię się, nadal nie chcę mieć kotka, ani żadnego innego zwierzatka w domu.

A w domu panuje okropny chłód, dzisiaj podwyższyłam sobie ogrzewanie do maksimum
Dosyć zamrażania, ja chcę wiosny!!!!!
Narazie na bramie nalepiłam  karteczkę : proszę domykać bramę.
Dobrze, wiem, że brama jest nieco zepsuta, ale wystarczy tylko dopchnąć ją mocniej i już będzie wszystko pozamykane, szczelne, żadna wichura, żaden  wiatr już nie zaszkodzi.
Nie wiem, jak ludzie moga być tak bezmyślni i nie zwracać uwagę na niedomknięta bramę. Zgroza.
Każdego takiego bezmyślnego lokatora powinnam zaprosić na pół dnia do mojego wyziębionego mieszkania, gdyby troszkę pomarzł, zrozumiałby, dlaczego wywieszam taką prośbę na drzwiach.
Ale czy to będzie wystarczające?
Teraz, gdy temperatura jest poniżej minus 10 stopni,naprawdę zimno okropnie daje mi się we znaki.
Czasami nie chce aż mi się nic robić, a w ilu swetrach można po mieszkaniou biegać, w ilu swetrach można spać pod dwoma kołdrami, dwoma kocami i nadal z zmina sie trząść????

Oj,  dordzy moi współlokatorzy, troszkę wyobraźni!!!!!!!
Tu ani tuzin kotów, ani tuzin swetrów nie pomoże, gdy zimno przez drzwi sie do klatki schodowej, która w dodatku nie jest ogrzewana, wdziera i opiera się o ściany mego mieszkania, przenika przez mury……

Musze chyba zbierac jakieś fundusze na nowe piece, a może i na nowe mieszkanko, bo dłuzej w takiej zimnicy nie wytrzymam!!!!!

Czy Diana powinna już czuć sie zagrożona???

 

Ten tytuł oznacza prawie że całkowitą moją symbiozę z kotem Banzajem. Co prawda jeszcze wieczorem cichutko ją przyzywał miauczeniem tęsknym: Diana, Diana, ale kotek chyba się już pogodził z tym, że niestety jest skazany na towarzystwo Ciotki Ewy. Jeszcze biedak nie wie, że to już niedługo będzie trwało i znów będzie wracać musiał do „swoich” Radośnie, czy tęsknie za Ciotką? zobaczymy. A może będzie wtedy stał koło okna i tęskno wołał Coiciu, Ciociu ??? 🙂
A wczoraj znów najbezczelniej pod słońcem przekupywałam kotka kiełbaską z Morlin i…. był nawet taki moment, że kotek ułożył się do spania w moich nogach. Byłam tym troszkę  zdziwiona, ale uznałam, że widać, że albo kotek jednak mi zaufał, albo już pogodził się ze swoim smutnym kocim losem.
Oczywiście, że nie spał w moich nogach całą noc, potem gdzieś się wyniósł, zresztą pora nocna dla kotka najlepsza jest do wszelakich swawoli, na przykład zajmowaniem się zabawą  z myjkami. Potem, rano,  niestety muszę je zbierać po pokoju i po kuchni, czyli  jednym słowem, kotek zapewnia mi poranną gimnastykę, skłon, wyprost, skłon, wyprost, tak conajmniej trzy, cztery razy.
Oczywiście rankiem, gdy kotek zobaczy, że już się obudziłam, przychodzi mnie przywitać doniosłym MIAU, a potem szybciutko pędzi do kuchni i  czeka, aż zapełnię jego miseczkę. Nienażarty jest ten kotek. Nie wiem, czy to jest spowodowane mrozem za oknem, słyszałam, że gdy zapowiada się porządna zima, zwierzątka potrzebują więcej pożywienia, aby zapewnić sobie odpowiednią ciepłotę ciała. Czyżby wiosna nieprędko jeszcze miała nadejść????
A z drugiej strony, boję się, żebym nie przekarmiła kotka, jeszcze potrzebne mi są kocie dolegliwości żołądkowe, nie wiedziałabym, jak mam go leczyć i musiałabym do weterynarza z nim lecieć.
Ale staram się, by kotek systematycznie jedzonko dostawał, rano o ósmej suchą karmę, a popołudniu, koło siedemnastej, karmę z saszetki. Nie liczę jeszcze jakiś smakołyków na przykład w postaci kiełbaski, chociaż pewno taka kiełbaska, pełna wszelakich przypraw, na dłuższą metę kotkowi by zaszkodziła, ale skoro ją lubi???? , w małych ilościach może  ją dostawać.
No i ja znów o kotku piszę…. oczym ja będeępisała, gdy kota już u mnie zabraknie???
Ale spokojnie, na pewno kota sobie nie sprawię, co to, to nie, jeszcze nie oszalałam całkowicie.
Zwierzątko w domu to  może i przyjemność, ale i zarazem wielki obowiązek, nie jestem na to gotowa, zbyt na to jestem leniwa.

A tak wogóle, to ostatnio moje samopoczucie nie należy do najlepszych, boli mnie całe ciało, boli mnie dusza, jakoś sporo stresów usiadło ostatnio  na moich ramionach. Nie ma specjalnego powodu co prawda do tego stresowania, ale jakoś nie jest najlepiej.
Czekam, że z wiosną mój humorek się poprawi, to już całkiem niedługo……

A polityka? No cóż, ona jest chyba największym moim stresem, bo gdy ostatnio przeczytałam, że PIS ma ponad 50 procent poparcia to….. po prostu krew mnie zalała na głupotę Polaków. Nie do końca wierze w tę propagandową układankę.
Opowiadał ktoś, że dostał telefon z prośbą o sondaż, ale gdy przeprowadzający usłyszał wiek 60 lat jeszcze się na to zgodził, ale gdy dowiedział się, że kandydat na sondowanego ma wyższe wykształcenie grzecznie (???) mu podziękowali. Wiadomo, taki z wyższym wykształceniem nigdy nie powie, że głosuje na PIS.  No, chyba, że ma pisowski tytuł profesorski, oj tak, oni optują tylko za PISEM, bo z tego profity mają.
Co to za „profesoir”, który swoje naukowe osiągniecia sprzedaje za marny pisowski grosz, za pisowskie profity, zaszczyty???Ech, szkoda gadać, więc już nic więcej na ten temat nie piszę.
Za oknem mróż, fama głosi, że jeszcze tylko tydzień ma być tak zimno, potem przychodzi prawie że wiosenne ocieplenie. Oby.

A ponieważ dzisiaj mamy poniedziałek, życzę Wszystkim nie tylko miłego dnia, ale udanego całego tygodnia.

Znów nasze małopolskie pociechy do szkolnych ław po feriach powróciły. Ale przynajmniej te ferie miały całkiem udane! Tak mi się wydaje!
Już niedługo będa miały wiosenną, wielkanocną przerwę……..