No to co, sztama????

 

 

 

Jesteśmy na dobrej drodze.
A pomyśleć, że wszystko to dzięki….kanapce z kiełbasą.
Siedziałam sobie na kanapie i zajadałam chleb z kiełbasa, gdy naprzeciwko usiadł kotek i przymilnie na trn kęsek patrzył
Poczęstowałam go nieśmiało i kotek wziął kawałek z ręki, sukces!!
No to potem razem zajadaliśmy, ja chlebek, a kotek kiełbaskę. Bardzo mu smakowała, wcale sie nie dziwię,  to pachnąca wspaniale kiełbasa z piersi kurczaka, z Morlin.
Jak się inaczej  nie da, trzeba kotka po prostu…przekupić, stara, znana śpiewka.
A potem, popołudniu kotek leżał na moim tapczaniku, na kocyku  tuż koło mnie i nawet dał sie pogłaskac, ba, nawet nieśmiało polizał mnie swoim szorstkim języczkiem po ręce. Ale noc jednak spędził w oddali. Tylko nawet wczoraj wieczór już się nie złościł, tylko kilkukrotnie przywoływał Dianę cichym, ale żałosnym miauczeniem, wyraźnie słyszałam  : Diana, Diana……
Nareszcie!! Tyle na to czekałam!!! całe 6 dni, żeby było chociaż troszkę normalnie!!! Niby normalnie, ale…..
Ale jednak lekka doza niedowierzania ze strony kota pozostaje.
Pogodziłam się, daję mu wolną  kocią stopę, byleby mi tylko tych myjek nie rozrzucał po ziemii

Mróz ogromny, nawet minus 12 stopniowy ogarnął Kraków. Jak to miło, że na ten mróz nie muszę z domku wychodzić.Jakoś ten następny tydzień trzeba przeżyć, potem będzie lepiej…
I pogoda lepsza będzie i mrozu już nie powinno być i spokój  już po powrocie  do swojego domku kotka,   powróci do mnie………

Nie, stanowczo na kocią mamę się nie nadaję, na żadną mamę zresztą się nie nadaję, najwyzej co, to na ciotkę i to ciotkę w oddali.
Już tak „zdziczałam”, że nie potrafię z kimkolwiek miesazkać, ani z kotem, ani z psem, a co dopiero z jakimś mężczyzną.

KOCHAM  WOLNOŚĆ !!! Zdecydowanie  WOLĘ WOLNOŚĆ!!!!

Wczoraj znów przykra wiadomość ze świata artystycznego do nas dotarła : Zmarła Agnieszka Kotulanka, znana głównie z roli Krystyny Lubicz w serialu Klan.
Szkoda wielka, miała zaledwie 61 lat.
I znów coś się skończyło……..

Miłej niedzieli

depresja

 

 

 

Według Alutki z Rodziny Zastępczej, na depresję mogą zapaść ludzie wybitni, inteligentni, a nie jakieś tam pospólstwo.
Widać ja do tych ostatnich nie należę, bo jakas depresja na mnie od rana osiadła.
A jakie są jej przyczyny?

1. pogoda

2.kot

3. bóle wszelakie

No to po kolei:

Znowu napadał ten wstrętny  śnieg i znów jest zimno, temperatura w Krakowie na minusie, co bardzo dotkliwie odczuwam w moim mieszkaniu. Chłód pcha się do mnie wszystkimi możliwymi drogami.
Co prawda okna, owszem, mam szczelne, ale przez drzwi w przedpokoju zimno się dostaje.
A żeby to było za mało, to jeszcze ściana, na której stoi moje łóżko, przylega ściśle do klatki schodowej.
Oczywiście nie muszę dodawać, że klatka schodowa jest nieogrzewana, jak to w starym budownictwie, bez centralnego ogrzewania, tak więc cały ten chłód przez ścianę przenika wprost do mojego łóżka. Pomyślałby kto, nic prostszego, niż przemeblować pokój. Wcale to nie jest takie łatwe, bo właściwie nie ma takiego miejsca, które byłoby odpowiedniejsze na mój tapczanik. Myślałam o zawieszeniu jakiegoś dywanu na ścianie, może trochę chociaż by to ochroniło moje łoże?????

Bo nie ma nic gorszego, niż wskoczyć wieczorem do zimniutkiego łóżeczka…….brrrrrr……
No to układam koce od strony ściany i nimi otulam się od tyłu, oczywiście śpię w spodniach i w 2 swetrach.
Grzanie rozpoczynają o 22, więc nad ranem jest już całkiem cieplutko, ale potem znów szybko się pokój wychładza.
Czasami mam poczucie, że śpię w jakimś szałasie, a nie w pokoju, a wiatr hula tuż obok mnie. Jak na harcerskim obozie 🙂
Dlatego tak często piszę, byle do wiosny, byle do wiosny, bo wtedy mieszka się już całkiem przyjemnie.
A teraz? Co mi z tego, że płaci się ciężkie pieniądze za to elektryczne ogrzewanie mieszkania, skoro w domu jest po prostu zimno, muszę w trzech swetrach siedzieć przez cały dzień, a  wykapać się w tej zimniutkiej łazience jest prawie heroizmem, rozebrać się do naga w taką zimnicę? brrrrrr
Ale jakoś muszę sobie radzić, przecież nie będę brzydko waniała przez całą zimę, zaciskam zęby i włażę jakoś pod ten tusz, tam przynajmniej przez moment jest mi ciepło, gorzej, gdy znów muszę spod niego wyjść, wytrzeć się i lecieć szybciutko warstwy anty – mrozowe na siebie wkładać.
Nie było to jak centralne ogrzewanie na ul Smoleńsk, z tęsknotą, ba, nawet z łezką w oku te cieplejsze nieco zimie wspominam……..
Ogólnie tu, gdzie mieszkam nie jest źle, nawet rzec można, że jest fajnie, tylko te zimy……..

Punkt drugi to KOT
Minęło już 5 i pół wspólnych dni, a poprawy w naszych stosunkach nie widać.
Kicia po prostu mnie tylko ledwie toleruje i to głównie wtedy, gdy na przykład jem jakieś pyszności, czeka, żeby z nim się podzielić. Ale i tak pieszczot i innych karesów nie będzie, ucieka od mojej ręki, jeżeli nie pachnie ona akurat jedzonkiem,
No i oczywiście co chwile tęsknie, płaczliwie płacze, widać, że ciągle bardzo tęskni za swoimi.
No i rozrabia po kociemu. Ostatnio porywa mi różne moje rzeczy i je chowa, a to zapalniczkę, a to mojego misia, nawet długopis padł jego łupem.
A obgryzanie moich kwiatków stało się już kocią pasją, a potem się kot dziwi, że go przeganiam. Kocham swoje kwiatki, staram się o nie dbać i nie będzie mi jakaś tam kocina je niszczyła.
Dzisiaj policzyłam dni do przyjazdu Diany i Ksawera, zostało ich jeszcze całe mnóstwo, bo aż 10, albo nawet jedenaście, cała wieczność!!!!!
Jak ja wytrzymam?
Oj to była jednak zła decyzja, że zgodziłam się na przechowanie kota.
Może gdyby to był mój własny kot, byłoby inaczej, ale taki kot w przechowalni nie jest wcale dobrym pomysłem.
Kot tęskni nie tylko za właścicielem, ale też i za własnym mieszkaniem, za kątami, które świetnie zna.
A tu nie dość, że wszystko inaczej, nie po kociemu pachnie, to jeszcze jest ta baba, która ciągle krzyczy, zostaw, nie rusz, nie obgryzaj kwiatków.
OKROPIEŃSTWO!!!!
Tak wiec jeszcze przez te 11 dni musimy jakoś z kotem współegzystować. Wcale nie musimy się kochać, wystarczy, że będziemy się tolerować.
Jest taki układ : Kot nie lubi mnie, ja nie lubię kota i tak już pozostanie.

A punkt trzeci, czyli bóle wszelakie, bardzo silnie powiązane są z punktem pierwszym, czyli z pogodą.
Niestety jestem meteo-patką, czyli osobą chora na pogodę i przy takich różnych zawirowaniach cierpię na ZBCC, już kiedyś o tym pisałam, jest to skrót od  słów za…sty ból całego ciała. I tak jest. Bolą mnie nie tylko kolana i stopy, ale i ręce, a nieznośny i bolesny prąd kierujący się do palców lewej ręki jest wprost denerwujący. Pewnie, że istnieje Nimesil, który nieco te bóle niweluje, ale niestety całkowicie ich nie znosi.I ma wadę: niszczy wątrobę, więc za często nie można go zażywać.
Te wyleczy dopiero Doktor Glinka, ale na to muszę jeszcze trochę poczekać, ba, nawet chcę nieco poczekać.

Powinnam dodać jeszcze czwarty punkt:  POLITYKA,  ale na nią już całkowicie nie mam siły, nawet o niej nie chce mi się nic pisać.
To nie znaczy wcale, że zmieniłam swoje poglądy, albo, że ślepo jej się poddałam, nic podobnego, ale i tak mam wystarczająco innych stresów, żeby ten jeszcze sobie na kark wkładać.

Ale dzisiaj jest sobota, więc będę mogła swoje stresy i depresje smacznie przespać, nigdzie się nie wybieram i gości też raczej mieć nie będę. Ubiorę na siebie całą stertę ubranek, otulę się kołderką i wszystkimi kocami, które posiadam  i……..  kimonko, może w śnie będę cieszyła się ciepełkiem  na przykład  słonecznej Afryki????
Kot nakarmiony, następny koci posiłek dopiero wieczorem, wiec teraz mam csas tylko dla siebie

Miłej soboty

Oj !!!

 

 

Oj, chyba jednak z kotkiem się nie zaprzyjaźnimy.Wyraźnie nadajemy na innych falach.
Co prawda wykazywałam na początku bardzo dużo dobrej woli, żeby mu pokazać, że jest lubiany, ale on to miał i nadal ma w kocim nosie.
A ja nie lubię, gdy ktoś na mnie warczy.Tak, ten niby potulny kotek potrafi swoje złości pokazywać. Najpierw jest takie cichutkie miau, a potem miauczenie przechodzi w coraz głośne i bardziej wyraziste tony, żeby na końcu przerodzić sie w wyraźne  WRRRRRR..
No to co, będziemy tak kotku koło siebie żyć i udawać, że się tolerujemy. Ale na żadne karesy z mojej strony nie możesz liczyć, sam sobie jesteś winny.
Wczoraj minęło już cztery dni wspólnego zamieszkania z kotem i….nic się nie zmieniło od dnia pierwszego.
Kot nadal przede mną ucieka,  o głaskaniu nie ma nawet mowy. A zresztą już nawet nie chce mi się go głaskać, nie, to, nie.
Nie jestem przyzwyczajona, żeby jakieś zwierzę tak mnie nie tolerowało i to w moim własnym domu.
Od czasu do czasu kot siada na parapecie okna i tęsknie wypatruje swoich, a przy tym  żałośnie miauczy.
Więc mu dzisaj rano wytłumaczyłam, że jego państwo sobie pojechało i prędko nie wrócą i nie ma co liczyć, by ich udało mu się przywołać, chociażby najbardziej żałosnym głosem.
A poza tym kot musi wiedzieć, że w tym domu ja rządzę, a nie on i nie ma prawa  wywierać  na mnie żadnej presji..
Jejku, do 6 a raczej 7 marca tak jeszcze daleko……… a ja mam już dosyć, wyraźnie jestem sfrustrowana. I kto to powiedział, że koty są milusińskie??/ Nieprawda, koty wyraźnie potrafią być wredne!!!! Nawet te najbardziej potulnie wyglądające.
Magda twierdzi, że ja od początku miałam złe nastawienie do kotka, moze prawda, ale jakie można mieć nastawienie do kogoś, kto wyraźnie ci pokazuje, że cię nie lubi, wręcz nie znosi????
Jak to nawet kot może pozory stwarzać. Kiedyś, gdy był tu w odwiedzinach u mnie razem z Diana i z Ksawrem, Bandzi był najbardziej słodkim kotkiem pod słońcem.  Był ciekawy każdego kąta, przychodził, by go pogłaskać, co nawet mi się wtedy udawało, siadał pomiędzy kwiatkami i był bardzo radosny.
A dzisiaj? Dzisiaj pokazuje się jako najbardziejh wściekły i sfrustrowany kot na  świecie.
I co najgorsze, kot do mnie ma pretensje, że taki los nieszczęsnika go spotkał.
A czy naprawdę mu tak źle u mnie? Jedzonko ma, ciepłą kanapę i leżankę też, miłe towarzystwo ma zapewnione, chociaz kot wcale tego towarzystwa nie docenia. Niby bawił się przez chwilę ze mną, ale tak od niechcenia, jakby chciał powiedzieć, no skoro muszę, to się ciesz, że tę myszkę chwilkę pogonię i pomamlam. Ale i tak cię nie lubię i nigdy moja pańcią nie zostaniesz.
I bardzo dobrze, bo ja też nie chcę, by Banzaj został moim kotkiem.
Jednak psy sa o niebo fajniejsze, można łatwiej z nimi nawiązać kontakt i są o wiele sympatyczniejsze. Owszem, zdarzaja sie groźne egzemplarze, ale gdy już u kogoś pies zamieszka, to raczej uznaje jego wyższość i potrafi się podporzadkować,  okazać swoją psią miłość, chociaż też nie zawsze……
Nie, zdecydowanie wolę psy.
I nikt nigdy w życiu na żadnego kotka mnie nie namówi. Mam już dosyć kotów.
Niech sobie mieszkają u kogoś innego, byleby nie u mnie!!!!

A jednak miałam złe przeczucia co do mojego nowego lokatora i chyba słusznie!!!

No dobra, przestanę już „nadawać” na tego biednegoi kotka. Chyba stał się tematem zastępczym po  mojej  złości na PIS.
Już sama nie wiem, co jest gorsze…….

A może to ja jestem już taka zła, skoro nic mi się nie podoba????
Chociaż, gdyby to był tylko mój własny prywatny kot, to………  nie, nie, żadnego kota więcej.!!

A zima daje kolejną swoją odsłonę. Wiem, takie jej prawo, ale zawsze twierdzę, że jednak zdecydowanie wolę, gdy wokoło panuje kolor zielony.
O kwiatkach i o ptaszkach już nie wspomnę, bo to się rozumie samo przez się.
Na szczęście do wiosny coraz bliżej. Przeżyję jakoś i ten koniec zimy i ten pobyt kota w moim domu……

Życzę miłego piatku i udanego weekendu

KOTKU !!! ZOSTAW MOJE PALUSZKI, NIE RUSZ!!!!!!

Kot, który nie lubi mleka

 

 

Taki właśnie jest Banzaj.Tu się wyleguje na moim tapczanie, na ciepłym kocyku. Bo tak akurat mu się wtedy uwidziało.
I co ciekawe, wcale nie lubi mleka.
Nalałam mu troszkę wczoraj na miseczkę, Bandzi podszedł, powąchał i odszedł wyraźnie zniesmaczony, jakby chciał mi powiedzieć : to nie wiesz, że kotom mleka się nie daje?
A ja zawsze słyszałam, że koty lubią mleko. Nawet w dziecińsytwie taki wierszyk mówiłam; A ja  w domu mam kocięta,urodziła mi je kotka, jakie są ja nie pamiętam, ale nie chcą pić ze spodka.
Ale to jest tylko mit, mlekiem można kotkowi nawet zaszkodzić, bo jak mi tłumaczył kiedyś znajomy weterynarz, koty źle trawią laktozę zamieszczoną w mleku.
Banzi też nie chce pić nic innego, niż wodę, zresztą w całkiem niedużych ilościach. Ale rano dostaje sucha karmę, więc musi mieć trochę wody do popicia, a późnym popołudniem daję mu jedzonko z kociej saszetki. Nie powiem, pachnie nawet całkiem miło to jedzonko, nawet mi ślinka cieknie, ale nie odważyłam się spróbować :-).
Przedwczoraj dostał łososia, wczoraj na odmianę dostał kurczaczka. Trzeba coś zmieniać, by się kotkowi jedzonko nie znudziło.
Ale moja kiełbaska też całkiem mu zasmakowała, oczywiście, że się kawałeczkiem z nim podzieliłam, no aż taka niedobra i nieczuła  dla kotków to już nie jestem.
Troszkę sie bawimy kocim pióropuszem i kocimi myszkami, ale nadal kotek jest bardzo do mnie nieufny. Najczęściej, gdy siadam na kanapie koło niego, on na wszelki wypadek zwiewa. I nic nie wskazuje na to, żeby tym zaufaniem w końcu mnie obdarował.
Trudno, jesteśmy na siebie skazani i obydwoje jakoś te 14 dni spędzić musimy, czy nam się to podoba, czy nie.
Wczoraj, gdy wróciłam do domu, nie znalazłam nigdzie „na wierzchu” kotka, więc tylko spytłam Kicia gdzie jesteś i wtedy usłyszałam zza pieca głośne miau.
On wogóle lubi wchodzić w takie dziwne miejsca, właśnie za piec w kuchni, albo wczoraj próbował wleżć za kabinę prysznicowa, a także pod szafki w kuchni, gdzie jest miejsca bardzo niewiele  a ja truchleję, co zrobię, jak on tam gdzieś utknie i nie będzie mógł stamtad wyleźć?
Kto mi pomoże kotka wyciągnąć z jakiejś dziury?
Co prawda mam zawsze w odwodzie Maćka, ale czy ta moja Złota Rączka będzie chciała mi pomóc w jakiejś awaryjnej kociej sprawie ?
Co prawda Maciek też ma kotka w domu, czasami nawet dwa, gdy przyjeżdza z Zabrza kicia Darki, więc koty lubi, no i pewnie o wiele więcej wie na ich temat niż ja, ja ciągle jestem jeszcze nowicjuszką w kociej sprawie. Ciągle jeszcze się uczę.

Ale jednak dam chyba ogłoszenie : Kota na przechowanie oddam, DOPŁACĘ!!!
Tylko UWAGA! koncert nocny w dzikiej tonacji Miau Miau, przechodzącej w warki, a nawet w „szczekanie” zapewnione w godzinach od 23 do 1-2 w nocy, Potem kot idzie spać, ale już o piątej jest pobudka tupaniem, skrzypieniem i przeraźliwym miauczeniem.
Tego ciemnego poranka kot obudził mnie …chrupaniem moich paluszków, a to dopiero bestia, kot paluszki lubi???
Jednym słowem, jestem całkowicie niewyspana, głowa mnie boli, więc idę jeszcze pokimać, korzystając z chwilowej ciszy, spowodowanej kocią drzemką. Jak się obudzi znów zacznie harcowanie.

Chyba zacznę odliczać dni do powrotu Diany i Ksawra
JESTEM JUZ ZMĘCZONA!!
To Wam życzę miłego poranka, a ja…ide spać, póki się tylko da.

A za oknem znów pada śnieg!  I to z minuty na minutę coraz więcej go pada, coraz większe płatki

Dzień dobry, pięknej środy

 

 

I chociaż Uleczka nie odwiedzi mnie jeszcze dzisiaj, bowiem w Ciechocinku nie ma dostępu do swojego laptopa, ale wiem, że znów na swoim telefonie moją różyczkę zobaczy i się do niej uśmiechnie.
Witam Cie Uleńko i zgodnie z tym, co jest na zdjęciu życzę Ci fantastycznego dnia spędzonego w  Ciechocińskim  Kurorcie, miłych ćwiczeń, miłych chwil, a pewno tez i jakiś baletów???
Ale o tym pewnie dowiem sie dopiero po Twoim przyjeździe. Już sobie zakreślam dni w moim kalendarzu, ale jeszcze troszkę ich pozostało.
Więc baw się świetnie i ciesz się miłym odpoczynkiem i wracaj zdrowa 🙂

A co u mnie?
Ano upływa mi następny dzień pod znakiem KOTA.
Niby wczoraj było nieco lepiej, już troszkę się dogadywaliśmy i Banzaj dał się nawet pogłaskać.
Ale nie do końca jest OK.
Wczoraj wieczorem stał pod drzwiami wyjściowymi i z rozpaczliwym miauczeniem próbował otworzyć drzwi na korytarz.
Niestety, drzwi się nie poddały, Ciotka Ewa też nie wypuściła biednego kotka z domu, wiec Banzi (chyba Bandzior bardziej mu pasuje jako imię) wskoczył na parapet okna i zaczął obgryzać kwiatki. A niech ten babus ma karę za to, że mnie tu uwięził i nie chce do mojej dobrej pani i dobrego pana wypuścić.
Nie będzie miała  żadnych kwiatków. A swoją drogą najbardziej smakuje mi dracena, ma taki fajny pióropusz do obgryzania…..
Może i ta Ciotka Ewa nie jest taka zła, czasami się bawi ze mną, głaszcze mnie i przemawia do mnie, no i oczywiście dobrze karmi, czasami nawet jakiś smakołyk mi się trafi, prócz zwyczajnego kociego jedzenia, ale jednak to nie jest to samo, to nie jest moja ukochana Pani Diana, więc buziaczków Ciotce Ewie nie będę rozdawał. I będę przychodził do niej tylko gdy ja będę tego chciał, żadnych wyrazów sympatii z mojej strony nie zazna.
Niech se kupi swojego własnego kota, a nie udaje, że mnie kocha. Bo jednak czasami na mnie krzyczy, szczególnie, gdy baraszkuję na tym parapecie pośród kwiatków. Co ona o jakieś głupie kwiatki się czepia?????

A co na to odpowie rzeczona Ciotka Ewa?
Ano trudno, żal mi troszkę tych kwiatków, bo tę dracenę mam już prawie 30 lat i szkoda, żeby teraz poszła na zmarnowanie, więc pogoniłam od niej biedną Kicię, ale nie wygląda na to, żeby bardzo się tym przejęła, po chwili znów powrócił do obgryzania.
No i najgorsze są wieczory, dopóki ten łobuz nie zaśnie, bo chodzi i cały czas się wydziera. Miau i miau, nie jestem przyzwyczajona do takich hałasów i troszkę mnie to denerwuje. No i cały czas się obawiam, czy to dzikie miauczenie nie będzie sąsiadom przeszkadzało.
Niby na parterze koło mnie są tylko dwa mieszkania, ale to rozpaczliwe miauczenie roznosi się chyba po całej klatce schodowej i na wszystkich piętrach go słychać.
Czy wszystkie koty są tak „rozmowne”, czy tylko ten tak się właśnie ma, tak demonstruje swoje uczucia, a raczej niezadowolenie ze swojego smutnego kociego losu??
A może ta moja kocia trauma wynika z tego, że dotąd nigdy kotów nie miałam i nie bardzo ich rozumiem?
No bo z moimi psiakami zawsze świetnie się rozumiałam, ale  koty są indywidualistami, robią to co i kiedy chcą.
Nie, zdecydowanie nie nadaję się na  „kocią mamę” i coraz bardziej jestem pewna, że jednak kota sobie nie sprawię.
To już wolę porozmawiać sobie z tym telewizorem…..

Za oknem zimno, mróz, temperatury na lekkim minusie. A przecież do marca już tak niedaleko…

Miłego dnia życzę Wszystkim z nadzieją  i z oczekiwaniem na wiosnę.

 

Kocia rozpacz

 

 

Nawet nie przypuszczałam, że kot potrafi tak tęsknić, tak cierpieć.
Biedny Banzaj, gdy Ksawer zostawiał mnie u mnie w domu, kocisko tylko zza kanapy wyglądało i tęsknie patrzyło, jak pan  w drzwiach znika.
A potem zamelinował się za ta nieszczęsną kanapą i przez dwie godziny stamtąd nawet nosa nie wyściubiał. Widać jednak  głód był silniejszy, bo gdy poczuł, że pachnie w miseczce jedzonko wyszedł stamtąd i podjadł wszystko, oczywiście wtedy , gdy mnie w kuchni nie było, gdy nie zaglądałam mu do miseczki, ale ta w końcu pusta została. Znów schował się do swojej zakanapowej kryjówki i przez następne dwie godziny nie wychodził.
Potem na chwilę się stamtąd wyłonił i nawet chwilkę , z wielką dozą ostrożności się ze mną pobawił myszką. Ma takie zabaweczki w postaci myszki, które….aportuje, zupełnie jak pies. Rzuca się mu myszkę, a on ją spowrotem przynosi i czeka, aż znów ja się  gdzieś rzuci w dal.
Wydawało mi się wtedy, że już jesteśmy na dobrej drodze do zaprzyjaźnienia się, ale….byłam w błędzie.
Znów była kryjówka i żałosne wołanie DIANA, DIANA. Wyraźnie można było w tym żałosnym miauczeniu te słowa usłyszeć.
No, co mu poradzę, że jestem Ewą, a nie Dianą???
A potem przyszła koszmarna noc…….Przez pół nocy było żałosne miauczenie, płakanie i nawoływanie swojej Pani.
Aż czekałam, kiedy sąsiedzi przyjdą zobaczyć, co ja z tym kotem wyprawiam, skoro tak żałośnie płacze.
A gdy zgasiłam światło, przyszedł na stolik stojący koło mojego łóżla, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie leży tam Diana, ale  stwierdził ; e, to znów tylko Ciotka Ewa i sobie rozczarowany poszedł do swojej kryjówki, skąd znów odzywały się tęskne kocie miauczenia.
Wreszcie obydwoje zmęczyliśmy się tą kocią rozpaczą i obydwoje zasnęliśmy , ja w swoim łóżku a on….chyba znów za kanapą, bo rano nigdzie w kuchni go nie widziałam.
No a Ksawer twierdził, że kot nie śpi na ziemi, nieprawda, śpi w swojej kryjówce, byle daleko od tej nowej pani.
A gdy wstał rozpaczliwe miau miau znów się rozlegało po całej kuchni i do tej pory z krótkimi okresami na odpoczynek trwa,
Czarno to widzę, chyba kot jednak do mnie się nie przyzwyczai, ze mna się nie zaprzyjaźni, bo ból roztania jest dla niego jednak silniejszy.
Biedny kotek i biedna Ciocia Ewa, bo tak naprawdę bardzo się tym denerwuję, że on tak płacze, a ja nie umiem mu pomóc.
A gdy wyciągam rękę, aby go pogłaskać to przerażony ucieka, jakby się bał, że zaraz go uderzę.
Psy jednak są bardziej chyba przymilne, można je jakoś przekupić, kota przekupić się nijak nie da.
A może mi ktoś poradzi, co mam zrobić  z tym kocim problemem, bo chyba ciężko mi będzie wytrzymac te całe dwa tygodnie.
Już ze stresu brzuch mnie boli i muszę co chwilkę do toalety latać, naprawdę, nie przesadzam.

No, a nie pisałam wczoraj, że moje najbliższe wpisy będą spod znaku kota?? Co tam polityka, nieważna, ważna jest teraz moja nowa, smutna, kocia rzeczywistość.
Ja tu blog sobie piszę a Banzaj co jakiś czas przychodzi do mojego pokoju i sprawdza, czy aby coś się nie zmieniło, czy może jego Diana się nie zmaterializowała, no, ewentualnie może to być Ksawer, byleby tylko nie ta wredna Ciotka Ewa.
Niestety kotku, tak będzie przez całe dwa tygodnie, aż po ciebie przyjadą i cię od tej nieznośnej ciotki Ewy zabiorą.
Jakoś to będzie, musimy wraz z kotem ten czas jakoś przetrwać.
Ale utwierdza mnie to tylko w jednym stwierdzeniu:
żadnego kota, ani innego stworzenia w domu nie chcę mieć I już!!
NIGDY!!! NEVER!!!!!

Dobrze, że przynajmniej słonko świeci za oknem, jakis promyk nadziei na dobry dzień jest 

Pan Kot

Pan Kot Banzaj już dzisiaj do mnie zawita.Trochę się obawiam, bo nigdy nie miałam w domu kotów, zawsze to były psy.
A pies to jednak nie kot.
No i nie wiem, czy dobrze mu będzie u mnie, czy nie będzie tęsknił za swoja Panią, za swoim Panem….
Postaram się być miła dla Kotka, nic innego mi nie pozostało. Ale i tak wolę psy od kotów, zdecydiwanie, wolę psa.
A Banzaj ma być u mnie tylko dwa tygodnie.
I więcej żadnego kota w domu !!!!!!
Zresztą nie chcę zadnego zwierzatka, nawet rybki, bo zbyt łatwo się do nich przyzwyczajam, a potem, gdy odchodzą, cierpię.

Pewnie gdy własciciele przyjdą po swojego kotka (a mam nadzieję, że jednak przyjdą), będzie mi smutno przez pierwsze kilka godzin, kilka dni.
Ale….. ja jednak wolę mieszkaĆ całkoem sama, bez żadnego dwu, czy cztero noga. Już taka jestem i już.
Oj biedny Banzajku, nawet nie wiesz, jaki los cię czeka…
Nie, nie będe przecież okrutna dla kici, wszak to żywe stworzenie, czuje i po swojemu myśli, ale nie wiem, czy kot tak łatwo przyzwyczaja się do zmian.
Pamiętam, że gdy wyjeżdżałam ongiś do Stanów, pozostawiłam swoją bokserkę Tinę u znajomych. Dobrze jej tam było, ale tęskniła.
Gdy przyjechałam po nią, była okropnie na mnie obrażona i udawała, że mnie nie widzi, do czasu, gdy podeszłam do drzwi, natychmiast była przy moich noigach, jakby chciała powiedzieć, co to, to nie, już się na ciebie nie gniewam, tylko mnie zabierz do domu. Czy Banzaj też tak będzie odczuwał rozłąkę?
Nie wiem, jak to wygląda u kotów….
Ale jedno jest pewne, nareszcie prócz polityki będę miała co opisywać w swoim blogu,. bo każdy dzień z kotem jest wyzwaniem.
I jest napewno ciekawsza niż bieżąca polityka, w której………. pisowscy prominenci przeganiają się w głupotach, jakby chcieli konecznie uzyskać Medal Kretyna Roku. Nie wiem, jak można tak dla paru groszy i wątpliwego stanowiska tak się upadlać. Przecież  takie stanowisko nie jest dawane raz na zawsze, przeminie i to dosyć szybko przeminie.
Ale nie jestem pisiorem, pewnie dlatego tego nie pojmuję…..

A dzisiaj wstał bardzo słoneczny poniedziałek. I bardzo dobrze, że słoneczny, bo to jest dobra zapowiedź na cały bieżący tydzień.
Niech te nasze małopolskie maluchy jeszcze troszkę na śniegu pobrykają, bo tego w górach jest ponoć pod dostatek, można sobie na nartach poszusować. Za tydzień o tej porze będą znów w ławkach siedziały.

Miłego poniedziałku i miłego tygodnia dla wszystkich 

radośnie witam

Radośnie witam Was w niedzielny poranek i dla lepszego samopoczucia kawusią gorącą częstuję.
Oczywiście doczekałam się wczoraj gości  i było całkiem miło.
Ksawer pokazał mi opis USG  ich małego dzieciątka , aż zadziwiłam się, jak bardzo dokładny był to opis, każdy narząd był osobno wysszczególniony i dokładnie opisany. Opis był na dwie strony, ale konkluzja była jedna : dziecko jest zdrowe i całkiem normalnie się rozwija.
Jeszcze raz przyjrzałam się zdjęciu Maluszka w brzuszku Diany, całkiem podobny do Tatusia 🙂
No i wczoraj dowiedziałam się, że od wtorku będę szczęśliwą posiadaczką….kota Bonzaja.
Oczywiście nie na zawsze, tylko na okres dwóch tygodni, ale i tak boję się, że przez ten czas zdążę się do niego przyzwyczaić, szczególnie, że nie jest to kot przeciętny, jest nadzwyczaj towarzyski, bardzo serdeczny, tak więc nie powinnam mieć z nim żadnych kłopotów. Szczególnie, że kiedyś mnie już w moim domu odwiedził i raczej bardzo się mu u mnie podobało.
Poczekamy do wtorku i zobaczymy, czy rzeczywiście u mnie się mu spodoba.
Nareszcie pogadam sobie z kotem, a nie jak dotąd z telewizorem 🙂

Dzisiaj miałam nieszczewgólną noc, co prawda zasnęłam koło północy, ale już przed czwartą rano byłam na nogach.
Skutek? jestem teraz po prostu spiąca. Ale ponieważ nie przewiduję dzisiaj żadnych  gości, nadzwyczajnie pod słońcem (którego niestety nie ma) pójdę sobie jeszcze pokimać.
Co prawda mam „zadaną” pewną rozprawkę, którą muszę dzisiaj napisać, ale jeszcze do niej nie dojrzałam.
Musze najpierw oczyścic mój mózg z śpiących myśli, a potem powinno być mi  już łatwiej

To tak na koniec wpisu, dla polepszenia humoru mały kawał:
Pani w szkole uczy dzieci literek, więc pyta:
– które dziecko powie słowo na literkę „k”??
Oczywiście  natychmiast zgłosił się Jasiu, ale pani go uspokoiła:
– nie, Jasiu, tym razem nie ty, jeszcze do tej pory nie zgłosili się do szkoły twoi rodzice, po tym, gdy odpowiedziałeś na pytanie o słowo na literkę  „ch” 

Ha, ha, ha, ach ten Jasiu…..

No to teraz z całym spokojem mogę życzyć wszystkim przyjemnej i spokojnej niedzieli, dobrego relaksu.

nowy dzień to sobota

 

Wstał piękny, słoneczny dzień. Taki bardziej marcowy, niż lutowy, Słonko pięknie świeci, chociaz leciusieńki mrozik da się wyczuć.
Byłam rano na zakupach (stąd trochę późniejszy mój wpis do blogu) i nawet zdziwiłam się, że jest tak pieknie.
No nie, jeszcze nie na tyle, żeby na ławeczce można usiąść i buźkę do słonka wystawić, ale pewnie już niesługo….wszak już jest po połowie lutego, a ten miesiąc akurat jest wyjątkowo krótki. Potem poleci z górki : imienimy Kazimierza, dzień kobiet, pierwszy dzień wiosny i….. same radości nas czekają.
Nasze małopolskie dzieci wciąz jeszcze bawią na feriach, co prawda połowa odpoczynku już za nimi, ale jeszcze tydzień im pozostał, tydzień, który pewnie będzie dla nich i tak za krótki, za szybko minie…..

A i mi dzisiejsze przedpołudnie jakoś tak szybciutko minęło ma małym spacerku, na  małych zakupach i na podgrzewaiu obiadku, który własciwie był prawie w całości wczoraj już ugotowany, Dzisiaj dorobiłam sobie tylko pyszny sosik chrzanowy do mojej sztukamięs.
Zjadłam połowę, resztę pozostawiłam sobie na jutro, na szczęście nie musiałam ani dzisiaj ani nie będę musiała jutro z nikim moim pysznym obiadkiem się dzielić.  Czas niedzielnych obiadów minął bezpowrotnie……
Popołudniu spodziewam sie  gości : Diany i Ksawra, już szarlotka dla nich upieczona. Co prawda nie przeze mnie, ale przez pana Buczka, ale tam naprawdę pyszne ciastop mają, prawie tak dobre, jakbym to ja ją upiekła własnorecznie.

Dwa dni temu Ksawer przysłał mi zdjęcie USG swojej jeszcze nienarodzonej córeczki. Boże drogi, ale ta technika poszła naprzód.
Dawniej można było na takim USG dojrzeć jakieś zacienienia, ledwie rozpomawalne dla zwykłych ludzu, a dzisiaj jest  to już regularne zdjęcie całej buzi Malutkiej.
Gdy skończy ona  18 lat, pewnie Rodzice dadzą jej takie zdjęcie w prezencie urodzinowym, na pewno przyjemnie będzie jej, gdy oglądnie siebie z czasów, gdy jeszcze jej na tym świecie nie było.

No to czekam sobie teraz na tuch moich gości z niecierpliwością i …… coś tam sobie na mojej Farmie sieję i zbieram. 
Przynajmniej czas szybciej mi zleci.
Miłej soboty życzę.