no i co? znowu mamy dzisiaj środę

i…….. piękną herbacianą różę, bo chociaż niby lato nadal trwa, ale pogoda co raz bardziej do tej jesiennej się zbliża……….
Taka jest niestety kolej życia, bylebyśmy tylko zdrowi byli.
Trochę mnie martwisz Uleczko z tym swoim serduszkiem, jesteś przecież i szczupła i wysportowana, a jednak kłopoty zdrowotne Cię nie omijają.
A zawsze mi wmawiają, że wszystkie moje większe, czy mniejsze boleści związane są z moją tuszą i z brakiem życiowej ruchliwości.
Może trochę i racji w tym jest, ale jak widać i bywają całkiem inne powody, że człowiek w pewnym wieku gorzej się czuje, jest mniej ruchliwy, mniej sprawny, bardziej odczuwający wszystkie chorobowe niedogodności.
Chyba temu wszystkiemu winny jest pesel i ten niestety dosyć nerwowy, szczególnie ostatnio tryb naszego życia.
Ale trzymaj się Uleczko cieplutko, mam nadzieję, że następne wiadomości będą już całkowicie pomyślne, a kłopoty przeminą gdzieś z wiatrem.
Przecież musisz być całkiem zdrowa, bo to nasze wspólne piwko na Krakowskim Rynku wciąż jest aktualne.

A co u mnie ciekawego słychać?
Ano nic specjalnego, trochę staram się ukoić skołatane nerwy, więc moja polityka praktycznie ogranicza się tylko do oglądania Szkła Kontaktowego, gdzie nieco na luzie polityczny młynek działa.
Dzisiaj jest znów moja „rocznica”, właśnie rok temu, 25 sierpnia opuszczałam Kudową Zdrój, nawet nie przypuszczałam wtedy, że będę za nią kiedyś tak tęskniła.
Ale kto raz tam był wie, że ma ona swój specyficzny urok, pewnie i Ulka coś na ten temat wypowiedzieć mogła, nieprawdaż???
Bo to nie jest tak, nie mam nic przeciwko wyjazdom na wczasy, czy do sanatorium, chociaż zawsze trzeba z pewnymi ograniczeniami się wtedy liczyć, bywają one nawet całkiem miłe, gorsze są powroty, zresztą bardzo często mam taki sen, że jestem na jakichś wczasach i właśnie już muszę wyjeżdżać. Taki sen zawsze jest na tyle realistyczny, że budzę się …smutna, tak, jakby ten sen jawą był.
Zresztą zawsze gdy coś się kończy jakoś powoduje, że na duszy powstaje ta smuga tęsknoty.
No i znów na nowo trzeba się przestawiać na stare tory życia, co bywa nie raz dość trudne.
No bywają wyjątki, że człowiek z ulgą skądś wyjeżdża, ale to tylko wtedy, gdy tam ktoś bardzo w kość nam da, na szczęście zdarza się to raczej bardzo rzadko.
Czasami oglądam zdjęcia z Kudowy, zastanawiam się wtedy, co się dzieje z tymi miły,mi osobami, które tam spotkałam, ale niestety czas zatarł nawet ich imię.
Kiedyś bywało tak, że przynajmniej przez jakiś czas utrzymywało się z niektórymi poznanymi w sanatorium czy na wczasach jakiś kontakt, teraz po prostu wyjeżdża się i…zapomina, że kiedyś te kilka dni rozmów z tymi osobami było miłe. OT, TAKIE JEST ŻYCIE.
Coś się zaczyna i coś się kończy,trzeba tylko polegać na dobrze już wypróbowanych stałych znajomościach, przyjaźniach no i oczywiście na Rodzinie.
Dlatego dobrze, że Ciebie przynajmniej tutaj na necie Uleczko „mam”.

Życzę przyjemnej środy, chociaż pogoda znów jesienią kierowana, ale może i dobrze, że to jest koniec tych niesamowitych upałów.
Nie, stanowczo nie przystaję do śródziemnomorskich, czy afrykańskich klimatów, zdecydowanie wolę te swojskie, polskie, nawet, gdy czasami pada deszcz, czy jest nieco słonko za chmurami skryte.

na starej fotografii

Stare fotografie mają to do siebie , że przypominają nam o minionych czasach, o osobach kiedyś nam bliskich, kochanych, szczególnie, gdy Ich już koło nas nie ma.
Patrzysz na takie zdjęcie i mówisz do kogoś, kto jest w pobliżu „a pamiętasz?” nie, nie. nie możesz pamiętać, bo albo jeszcze Ciebie na świecie wtedy nie było, albo byłeś na tyle malutki, że twoja pamięć już do tych czasów nie sięga.
I taką starą rodzinną fotografię z wspaniałych rodzinnych, jakże różniących się od dnia dzisiejszego pewnego rodzinnego święta zamieszczam.
Spoglądam i widzę, że tylko jeszcze dwie osoby z tego zdjęcia żyją: ja i najstarszy syn mojej siostry- Marcin.
Reszta gdzieś tam buja po niebiańskich obłokach i mam nadzieję, że stamtąd łaskawie na nas spoglądają i delikatnie, dyskretnie nami się opiekują.
Pamiętam ten pokój wymalowany w taki ciekawy tabakowy kolor, ten zegar stojący w kącie, tu nie widać, ale na nim zamieszkał porcelanowy kot, z tyłu stopi nasz fortepian, na którym sobie kiedyś przygrywałam no i oczywiście najważniejszy mebel tej jadalni (dawniej zamiast salonu życie rodzinne kwitło własnie w jadalni ) olbrzymi, czarny stół, przy którym mogła siadać cała rodzina, dla nikogo miejsca nigdy przy nim nie zabrakło.
Pozwólcie, że na chwilę przymknę powieki, powrócę do tamtej epoki (oj, żeby tak można było cofnąć ten czas), a potem znów spoglądam na fotografię z zadumą, kto przy nim wtedy zasiadał.
Może kogoś to akurat nie interesuje, bo i tak nikogo z tego zdjęcia nie zna, ale ja muszę teraz rozpoznać każda osobę tam będącą.
Więc tak, od prawej strony zdjęcia siedzi moja Kochana Ciocia Irena, była bratową mojego Taty, która była niestety mężatką tylko kilka miesięcy, potem jej mąż, a mój wujek Kazik jako młody oficer został powołany do wojska, dostał się do niemieckiej niewoli do Starobielska i niestety stamtąd nigdy już nie wrócił. Ciocia pozostała młodą wdową i nigdy więcej za maż nie wyszła. Bardzo długo wierzyła, że to nie jest prawda, że jej Ukochany Kazio wróci z wojny i znów będą szczęśliwi. Niestety tak się nie stało.
Ciocia Irena mieszkała najpierw wraz ze swoją bratową, czyli z ciocią Helą i z Jej Rodziną, a potem wykupiła swoje własne małe M-2 na sąsiedniej ulicy i tam bardzo uwielbiałam ją prawie codziennie odwiedzać i razem z nią grać w karty. Ciocia paliła (niestety) papierosy Giewonty i robiła wspaniałe kanapki na kolacyjkę, zawsze koniecznym elementem kolacji był zdrowotny czosnek.
To była niezwykle miła i dobra kobieta, stanowcza, ale nigdy nie była na nikogo zagniewana, była taką Przyjaciółką naszej całej Rodziny. Właściwie to mogłaby zostać nawet moją moją drugą Mamą, bo bardzo z moim Tatą się lubili, ale niestety Tamtamama, czyli Mama mojej Mamy, a teściowa mojego Taty bardzo pilnowała, żeby do tego mariażu nie dopuścić, a bardzo szkoda, bardzo Ja kochałam i nic nie miałabym na przeciw, gdyby to ona, a nie ktoś inny została żoną mego Taty. No cóż, dla świętego spokoju Tata jakoś odsunął się od Cioci Ireny, tak po prawdzie trochę na swoją szkodę, bo druga jego żona Fela ideałem niestety nie była. Ale o umarłych nie mówi się przecież źle, więc na tym poprzestanę.
Obok Cioci Ireny siedzi Wujek Bolek, mąż Cioci Heli, a szwagier mego Taty – był architektem, zawsze trochę się go bałam, bo lubił szczypać mnie w policzki, co wcale mi się nie podobało i zawsze przed nim umykałam.
Koło Wujka Bolka siedzi wspominana już Fela, czyli druga żona mojego taty, osoba, która zawsze doskonale potrafiła w pierwszej kolejności zadbać o swoje własne interesy, miała sporo tego życiowego sprytu, co może wadą nie jest, ale nie wszystkim akurat to może się podobać.
Za Felą i Bolkiem stoi mój młody jeszcze wtedy bardzo przystojny Brat Krzysztof, jak widać bardzo pogodny i uśmiechnięty, widać, że bardzo tę rodzinę kocha. Krzysztof odziedziczył po swoim Ojcu tę cechę wielkiego przywiązania do rodziny i rodzinnych tradycji.
Na honorowym miejscu siedzi oczywiście Senior Rodu – mój Tata, a tuż obok Niego Jego młodsza Siostra Helena.
Następna osoba kolejno siedząca to ja i obok moja Siostra Ania, do kolan których przylepiony jest wtedy mały, kilkuletni synek Marcin, któremu towarzyszy jego tata Tymek, pierwszy mąż mojej siostry.
Niestety czasami tak bywa, że małżeństwo niestety nie utrzymuje się na zawsze. Dziwię się, że nie widzę tu na zdjęciu Magdy, która była przecież niewiele, bo niecały rok młodsza od swojego brata Marcina, widać spała wtedy w wózeczku w pokoju obok i nie uczestniczyła w tej rodzinnej biesiadzie.
I tak trochę powspominałam, trochę po obgadywałam swoją Rodzinkę, chociaż żadnych wyrzutów sumienia nie mam, bo nic złego i żadnej nieprawdy o nikim z nich nie napisałam.
Przynajmniej raz jeszcze mogłam chociaż na chwilę z Nimi tu pobyć, i znów przeżyć ten wydawałoby się zapomniany już świąteczny dzień. Wydawało mi się, że słyszę, jak rozmawiają, jak się przekomarzają, śmieją – tak własnie dzisiaj przy Waszym udziale zadziałała moja wspominkowa wyobraźnia.
Ale przyszedł wreszcie przyszedł moment, gdy trzeba było znów zamknąć karty tej już historii i wrócić już bez Nich, moich Kochanych, Najdroższych do rzeczywistości, pozostawiając tamte czasy za sobą, ale dziękuję Wam, że wraz ze mną byliście w tych moich wspomnieniach blisko mnie, czasami własnie czyjaś bliskość pozwala na ponowne przeżywanie tego, co już było, ale co pozostało już tylko jako mile wspomnienie w naszej pamięci.

To była piękna niedziela

Podobno była to jedna z tych ostatnich ciepłych niedziel tego lata.
Zaraz za oknem jesień, oby też miła była.
A co robiłam wczoraj w Modlnicy.
Ano calutki dzień przesiedziałam sobie na tarasie z cudownym widokiem na zieleń, róże i na błękitne niebo.
Co prawda błękitne było tylko rano, potem niestety zaczęło zaciągać chmurami, ale na szczęście obyło się bez opadów.
A wiecie jak wybornie smakuje obiad na takim tarasie?
Czułam się jak przed laty, w Zawoi.
Co prawda nigdy za Zawoją nie przepadałam, ale mieliśmy tam swoje własne miejsce w rodzinnej wilii i tam spędzaliśmy weekendy i sporą część lata. Zwłaszcza, gdy Tata pracował, ja pozostawałam pod opieką cioć, co niezbyt mile wspominam, bo one ciągle poiły mnie wszelakimi ziółkami których panicznie nienawidziłam.
Za to mój Tata uwielbiał Zawoję, zresztą to on odkrył to miejsce w czasie swoich młodzieńczych wędrówek i namówił swojego Ojca i Braci do wspólnego zakupu sporej działki i do wybudowania pięknej, drewnianej wilii zwanej potem przez Zawojczan Willą Profesora Wyrobka, Każdy mieszkaniec Zawoi ją znał i tam przynosił do nas mleko prosto od krowy, świeżutko uklepane masełko, czy biały serek.
W końcu Zawoja w trakcie wojny była miejscem przetrwania dla Rodziny, tam dzieci były w miarę bezpieczne od wojennych zawieruch, a nasze Mamy i Ciotki mogły nie bać się o losy swoich małych jeszcze wtedy dzieci.
Potem wojna już się na szczęście skończyła, dzieci dorosły, zaczęły do Zawoi przyjeżdżać z własnym potomstwem.
Niestety z czasem w tej dotychczas zgodnej rodzinie coś się zaczęło kwasić, starszy człon Rodziny niestety zaczął odchodzić, młodsi…ech, co tu pisać, wszystko zaczęło się zmieniać i już i ja i moja siostra z dziećmi przestałyśmy do Zawoi jeździć.
Teraz znów jest szansa na powroty do Zawoi, ale przyznam szczerze, jakoś po tamtych wszystkich przejściach jakoś trochę do Zawoi serce straciłam, wcale mnie tam nie ciągnie.
A kiedyś, gdy byłam jeszcze młoda, fajnie nawet czas nad wartkim strumykiem z bardzo zimną wodą, nad którym to strumykiem rosły wspaniałe łopiany z olbrzymimi jak parasol liśćmi, spędzałam, latałam z innymi dziećmi po naszym kawału lasu, gdzie bawiliśmy się w podchody, w Indian, ech, to były czasy.
Co prawda w Modlnicy nie ma szumu strumyka, z szosy dobiega tylko szum aut, ale wokoło jest tyle zieleni, drzew i krzewów, które nieco tłumią ten niepokojący warkot, odpocząć można.
Właściwie Modlnica jest tylko 10 km od Krakowa, jeszcze kilka lat temu, gdy tam przyjechałam po raz pierwszy, była to typowa wioska, teraz stała się przyczółkiem Krakowa , robi się przez różne inwestycje coraz bardziej miejska.
Tu muszę przyznać, że gdy jechałam wczoraj autem do Modlnicy podziwiałam w jakim niesamowitym tempie przechodzi budowa nowej drogi, pewnie moja Siostra już by tej trasy nie poznawała, kiedyś taka sobie szosa, dzisiaj stała się dwupasmówką, a niedługo jeszcze będzie jeszcze więcej jej pasów, rond i innych udogodnień dla kierowców.
A i różne nowe firmy co rusz swoje inwestycje tu pozakładali, biura, sklepy, niedawno była tam tylko Żabka i Biedronka, teraz powstały całkiem nowe markety niczym w normalnym mieście, miejscowi nie muszą teraz jeździć do Krakowa, by zrobić zakupy, te najważniejsze punkty mają prawie koło siebie.
Jednym słowem można powiedzieć, że miasto wkroczyło już na wieś i przygarnęła ją do swojego inwentarza, a równocześnie coś cudownego z tego wiejskiego klimatu jeszcze pozostało. Można tam powiedzieć : mieszkam w Krakowie, mieszkając w Modlnicy i mieszkam w Modlnicy przynależąc do Krakowa.
Zresztą podobnie jest i na zachodzie, w wielkich miastach pozostają tylko wielkie biura, przedsiębiorstwa, a spora część mieszkańców mieszka w pobliskich przysiółkach,daleko od ulicznego gwaru i zaduchu, w korelacji z okoliczną przyrodą.
I Polacy zauważyli, że dobrze jest mieszkać poza wielkimi aglomeracjami, zwłaszcza, gdy jest wygodny ciąg komunikacyjny, a cała aglomeracja i jej struktura jest wspaniale rozwinięta.

Dzisiaj wstał nowy tydzień i zgodnie z zapowiedzią nie jest on udany, przynajmniej na razie deszczowy, co moje biedne kostki odczuwają, ale od czego jest Nimesil i wiara, że jeszcze przyjdą lepsze dni, może nie całkiem do końca od bólu wolne, ale nie tak dokuczliwe, jak ten dzisiejszy,
Na cały nadchodzący tydzień życzę wiele wytrwałości i tego, by cieszyć się z każdej mile spędzonej chwili, jak te wczorajsze przeze mnie w Modlnicy spędzone.

WSPOMINAM……

21 sierpnia `1906 roku przyszedł na świat Emil Wyrobek – mój Tata .
Zawsze zapominam tej daty, nie wiem, to chyba takie rodzinne, że przypominam sobie o Urodzinach Taty dwa dni później, moja siostra też nigdy daty 22 kwietnia zapamiętać nie mogła i urodzinowe życzenia składała mi dwa dni później.
Ale w tym roku postanowiłam, że tej daty nie zapomnę i własnie w Dniu Jego Urodzin, chociaż są to już Jego 115 urodziny, pamiętać będę.
Za parę dni, 2 września znów będę o Nim pamiętała, to będzie smutny dzień, gdy musiałam z Moim Tatą rozstać się na zawsze.
Nie musiał wcale jeszcze odchodzić, miał dopiero 68 lat, niestety Jego sterane chorobami , ciężką pracą i wieloma stresami, które Go przez niełatwe życie prowadziło serce nie podejmowało się dalszej pracy.
Tata całe swoje życie pracował dla dobra ludzi, niósł pomoc wszędzie tam, gdzie Go potrzebowali.
Tata nigdy nie żył tylko dla siebie, On był wzorowym Mężem, Ojcem, Dziadkiem, był Prawdziwym Lekarzem, który był zawsze tam, gdzie ktoś szukał pomocy, a strefa materialna wcale nie odgrywała tutaj decydującej roli, był Przyjacielem Ludzi i może dlatego zawsze ich szanował i był bardzo przez ludzi szanowany,
To nie prawda, że myślę o moim Tacie tylko w dniu Jego śmierci. Często sobie z Nim rozmawiam, zastanawiam się, jaka byłaby Jego reakcja na to, co się obecnie u nas w Polsce dzieje. Tata brzydził się kłamstwem nigdy nie popierał ludzi, którzy z pogardą zwracali się do innych i chociaż był osobą bardzo w Krakowie znaną, nigdy nad nikogo się nie wywyższał.
Na pewno byłby zdruzgotany obecnym stanem Polski, bo chociaż nie doczekał pogromu komunizmu, którego był zdecydowanym przeciwnikiem (między innymi dlatego stracił etat Dyrektora w krakowskim oddziale Instytutu Onkologii), nie spodobało by Mu się to, co można złego uczynić z próbami osiągnięcia niewątpliwego sukcesu Polski w wyprowadzeniu jej na czyste tory. A bardzo boleśnie przeżył wiele polskich porażek, był prawdziwym patriotą, ale nie takim na pokaz, z pustymi słowami bez pokrycia, walczył z okupantem po cichu, nie wiele mówił, ale działa,ł wybraniając wielu Polaków przed wywozem do Oświęcimia ( Niemcy panicznie bali się panującej wtedy gruźlicy, więc odpowiednie zaświadczenie było wystarczającym, by zapobiec nie jednemu tragicznego losu w obozie).
Wiedział, że ryzykuje, zresztą podobnie jak wtedy, gdy Niemcy kazali spakować Mu i przygotować do wywózki aparat rtg z jednej krakowskiej przychodni, a Tata zarządził spakowanie zamiast aparatu zwyczajnych ciężkich kamieni, aparat został ukryty i nadal został naszym, a nie okupanta dobrem, z którego w późniejszych latach można było korzystać.
Piękna jest karta mojego Taty, jest wiele zapisanych i niezapisanych historii świadczących o Jego bohaterstwie, myślę, że i teraz nie zezwalałby na rujnowanie Polski, co prawda wtedy wrogiem był obcy najeźdźca, niestety mniej szlachetna jest obecna sytuacja gdy wróg jest „swój”, a działa podstępnie na rozkaz wrogich Polsce przeciwników,


Jestem o tym głęboko przeświadczona, bo doskonale znałam swojego Ojca, Jego poglądy i często z Nim na różne tematy rozmawiałam.

Dlatego dzisiaj zamieściłam sobie takie wspomnienie o moim Wspaniałym Tacie, Człowieku o wielkim sercu,wielkim umyśle, prawdziwym erudycie, którego interesowały wszelakie dziedziny życia człowieka, nie dał się zaszufladkować w temacie Medycyna i czerpanie z niej zysków, interesował się i polityką i historią, uwielbiał podróże, a otaczająca Go przyroda nigdy nie była dla Niego nieznajomą, potrafił nie tylko zachwycać się każdym kwiatkiem, drzewem, czy rodzajem otaczających Go ptaków i zwierząt, ale wszystkich potrafił nazwać po imieniu i wspaniale o nich opowiadać.
Uwielbiałam te spacery z Tatą po lesie, czy spacery po naszym Krakowie, gdzie każda kamienica miała swoją ukrytą historię, architektoniczną tajemnicę, przez mojego tatę zawsze mi objawianą.
Bo widzisz ten łuk nad bramą??….widzisz te charakterystyczne cechy dla danej epoki, w której był ten, czy tamten budynek budowany……On to wszystko znał, ale też i umiał i chciał przekazywać takie informacje innym np, swojej córce.
I nigdy nie zapomnę Jego mądrych słów, o których już wspominałam PAMIĘTAJ! JEŻELI CHCESZ OD KOGOŚ COŚ BRAĆ, NAJPIERW SAMA MUSISZ COŚ MU OD SIEBIE DAĆ.

Tata nigdy nie patrzył, by zabrać innym, On z serca dawał innym siebie i uczył mnie, że takim powinien Człowiek być.

TO BYŁ ŚWIAT W ZUPEŁNIE INNYM STYLU – TO BYŁ CZŁOWIEK W ZUPEŁNIE INNYM STYLU i dlatego zawsze był i pozostanie dla mnie niedoścignionym IDOLEM

Top of the Top Sopot Festival 2021

Urodzinowy Koncert TVN-24 był zwieńczeniem Sopockiego Festiwalu 2021.
Ale się działo.
Prócz wybitnych artystów udział brali dziennikarze ze Stacji TVN, którzy w bardzo dowcipny, z wrodzoną sobie lekką ironią brali udział we wczorajszej uroczystości.
Hasłem przewodnim były słowa: DWADZIEŚCIA LAT MINĘŁO, – MASZ PRAWO WIEDZIEĆ!!!!!!.
Bo nikt nie ma prawa odebrać Ci możliwości do dostępu do wiadomości, które mogą się nie podobać rządzącym i mogącym w ten sposób manipulować społeczeństwem.

Po raz pierwszy nie zza biurka, na szklanym ekranie umieszczonym, ale na żywo ludzie mieli kontakt z tymi, którzy na codzień dbają o to, by docierające do nas wiadomości były prawdziwe, wiarygodne i na czas podawane, bez cienia propagandy i fałszu.
I tak, jak na codzień odznaczają się wielkimi profesjonalizmem, tak i wczoraj doskonale wtapiali się w atmosferę tej specjalnej atmosfery i ze znaną sobie swarą, ale i bez żadnych oporów doskonale uzupełniali część artystyczną tego spotkania.
Publiczność bawiła się doskonale, a niektóre nieco złośliwe, ale delikatnie, a nie chamsko podawane komunikaty, na przykład słowa wspaniałego Piotra Kraśki, który wspominał, że podczas przerwy wraz z Moniką Olejnik zaciągnęli opinii pięciu wybitnych prawników o wspólnych ich występie na scenie zostały przyjęte owacjami na stojąco, a gdy Monika dodała jeszcze, że ten występ o po prostu nam się należał, bo jest po prostu reasumpcją, publika oszalała z radości.
Ale takie teksty jak i na przykład opinia dziennikarki Diany Rudnik , która oświadczyła : My wiemy, że za pieniądze nie można kupić wszystkiego, choć te ostatnie dni pokazują, że zawsze znajdą się takie pieniądze, za które można sprzedać twarz i honor, miały swoją siłę.
I od razu przypomniały mi się czasy komunizmu, gdy kabarety z bardzo podobną ironią krytykowały poczynania ówczesnego rządu – to był jeden ze sposobów walki z nieprawościami, pokazywanie rządzącym, że nie zgadzamy się z ich metodami i uczynimy wszystko by to zmienić.
Wtedy nam się to udało, a teraz?
Dlatego wysłuchałam do samego końca cały ten znakomity koncert, rzeczywiście TOP TOPÓW w specjalnej, ale znakomitej obsadzie i znakomitym wyglądzie. Wszystko dopięte było na ostatni guzik, nie było żadnej wtopy, a obsada artystyczna bogata w znakomitych artystów Agnieszka Chylińska, Edyta Górniak, Kayah, Brodka, Sylwia Grzeszczak, Cleo Andrzej Piaseczny, Ewa Bem czy Stanisław Sojka dodawała kolorytu i dobrej zabawy.
Tam nie było miejsca na badziewie typu Zenek, czy Kukiz, tam nie było miejsca dla pisowskich ideowców, miernych, ale wiernych, tam panowała prawdziwie artystyczna atmosfera
I to była Impreza naprawdę z najwyższej półki, tamta pisowska już dawno na dno się osunęła.

A apropos pisowskich ideowców zadam tutaj Wam takie samo pytanie, które zadałam na mojej srtonie Facebooka:

Jako mieszkanka Małopolski, mieszkanka Krakowa mam takie zapytanie:
Czy gdyby sąsiadka przyszła do Was i powiedziałaby „mój syn jest gejem, albo moja córka jest lesbijką”, czy zamknęlibyście im drzwi przed nosem?
Bo takie jest „przesłanie” od naszego arcybiskupa, a 26 Radnych z Pisu taką ustawę anty LBGT w naszym imieniu podpisało. Nie będzie nowych szpitali, nowych szkół i przedszkoli, będzie DUMA !!!!
Tak zadecydowało 26 miernych, ale wiernych, dla których dawane podczas kampanii słowa: startuję na etat posła, by służyć swoim wyborcom i reprezentować ich stanowiska w sprawach naszego kraju nic nie oznacza. Literalnie nic, ZERO, NULL, grunt, że etat posła pozwoli dostatnie ich życie prowadzi, a idee? to były tylko PUSTE SŁOWA
Bo co ich w sumie obchodzi, że nie będzie otwartych nowych oddziałów szpitalnych, nie będzie lekarstw dla potrzebujących, że dzieci nie będą mieli tak lekko obiecywanych lepszych i nowoczesnych warunków w szkołach, że znów wiele rodziców stanie przed dylematem,co zrobić z dzieckiem, które nie dostało się do przedszkola????
Tego wszystkiego DUMA nam nie zastąpi, tu potrzebne są realne pieniądze, do których niestety dzięki pisowskim bufonom nie będziemy mieć dostępu.

Następne moje pytanie, czym różnimy się od taliboskich fundamentalistów??????
Oni siłą narzucają swoją wiarę, podobnie robi i PIS.
Tylko czekać, aż ręce zaczną ucinać , mordować, albo w najlepszym razie do więzień na długie lata wtrącać. Talibowie czynią to w imię ich Boga Allacha, Pis rzekomo działa w imię naszego, katolickiego Boga ,tylko czy Bóg zezwala na przemoc, na czynienie zła.

ON DAŁ NAM PRZECIEŻ WOLNĄ WOLĘ!!!!!!

tragiczny los uchodźców z Afganistanu.

Bóg mieszka w Polsce, tylko w Polsce, poza granicami jest już niestety uchodźcą, któremu nie wolno podać ręki, nie można nakarmić i podać łyk wody, bo zagraża Polsce.
Tak wygląda katolicyzm w wydaniu naszych rządzących i naszego (niestety) Kościoła.

– Polska obroniła się przed falą uchodźców w 2015 roku i teraz też się obroni – stwierdza wicepremier i szef resortu kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński. Polityk odniósł się do obecnej sytuacji w Afganistanie, gdzie władzę przejęli Talibowie.
Czy to naprawdę jest to, co można nazwać naszym dziedzictwem??????

Teraz też trzeba Polskę obronić, bo wg Kaczyńskiego oni roznoszą tylko wszelakie robactwo i choroby.
To nie są ludzie, oni nie mają prawa do życia, do zapewnienia spokoju swojej rodzinie, swoim dzieciom, do godnego życia, tylko dlatego, że nie urodzili się w odpowiednim kraju.
I stoją Ci biedacy u wrót Polski, która Edenem im się wydaje, ale nie wpuszczają ich do środka, nie napotykają na łaskawie wyciągniętą ku nim rękę z kawałkiem chleba, z dzbankiem wody.

Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie.

Czy oni naprawdę są osobami wierzącymi?????

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.

Tego przede wszystkim arcybiskup Jędraszewski powinien nauczać swoich maluczkich z Pisu, przede wszystkim powinien prać brudy w swoim i w pisowskim środowisku, bo tam aż kipi od wszelakich nieprawości Bogu niemiłych.
Ale czy on jest wierzący????????
Z tego co widać jest on tylko płatnym watykańskim funkcjonariuszem, dla którego prawda nie oznacza TAK, a nieprawdę i zgorszenie nie ogłasza grzechem.

To tyle na ten temat.

P,S. Żal mi bardzo tych wszystkich biednych ludzi, którzy muszą wodą z kałuż i roślinkami się żywić, gdy wokoło możnym z dobrobytu brzuchy pękają.
Ale kiedyś i jedni i drudzy przed Bożym Sądem staną, a dla tych drugich konfrontacja będzie bardzo smutna, tym bardziej, że jej skutki wieczność już trwać będą.
Ale czy oni wierzą w życie wieczne?????

no bo dzisiaj znów jest środa

No tak,dzisiaj jest środa .
A tu tyle godzin już minęło, Uleczka na swoją różę czeka, a wpisu ciągle brak.
Witaj Uleczko w tę jeszcze wciąż letnią i w miarę pogodną środę.
Pogoda ostatnio coś kapryśna taka, jednego dnia upał ponad trzydziestostopniowy, drugiego temperatura dosyć jak na lato niska, może to i dobrze, bo czasami trzeba cos zmieniać.
Jedno jest pewne: nasza środa pozostanie niezmienna.
Dobrze, że mi przypomniałaś początek tej naszej środowej tradycji, pamieć ludzka jest zawodna i niektóre rzeczy wylatują z głowy, ale taka dowcipna wrzutka o tym, że prócz poniedziałków i sobót bywają środy dała własnie początek tego naszego przyjemnego zwyczaju.
Już dzień wcześniej przeglądam strony internetowe, żeby dla Ciebie wyszukać jakiś piękny obrazek.
Kiedyś mój tata powiedział, że robiąc komuś niespodziankę nie tylko temu Komuś robi się przyjemność, przy okazji jest to też i przyjemność i to nawet potrójna dla samego ofiarodawcy przyjemności, bo po pierwsze cieszy się, gdy coś naprawdę ładnego wynajduje, a możliwości w tej chwili jest naprawdę wiele, bo jest sporo takich ślicznych stron ze zdjęciami i z gifami, po drugie cieszy człowieka, gdy takie cudo może zamieścić na swojej stronie, a po trzecie i to chyba najważniejsze cieszy się, że sprawił komuś radość, którą własnie obdarowany okazał.
Posyłam Ci wciąż jeszcze letnie pozdrowienia, gdziekolwiek Uleczko jesteś, czy w Poznaniu, czy u Magdy.
Mam nadzieję, że te ciepłe dni jeszcze trochę potrwają, tym bardziej, że wczoraj w Szkle Kontaktowym pan Sianecki powiedział, że i na wrzesień są wspaniałe pogodowe prognozy.
Oby ta jesień szybko jednak nie nadeszła, bo przyznam się, że trochę obawiam się tego okresu grzewczego, który niebawem już nadejdzie, nie wiem, jak sobie z rachunkami za ogrzewanie po tej zapodawanej horrendalnej podwyżce dam radę.
Ale skoro wrzesień ma być ładny……… nie ma się co na zapas martwić, prawda? Przynajmniej do pewnego czasu.
Całuski Uleczko z Krakowa posyłam.
Sporo jest jeszcze innych moich obaw na nadchodzący niełatwy czas, zarówno w polityce zagranicznej, jak i naszej rodzimej, ale tez i w swoich własnych prywatnych kłopotach, ale będzie, co będzie, trzeba z pokorą przynosić to, co los nam szykuje, bo jakoś widoków zmian na lepsze wciąż jest za mało. Przynajmniej na razie !!!!
Ale głowa do góry, jeszcze będzie wspaniale !!!!!

Dla Uli i dla Wszystkich miłej środy życzę.

Kłamczucha

Można????? Pewnie, że można, zwłaszcza gdy się jest pisowską marszałkinią Sejmu, czy pisowskim premierem/
Każde kłamstwo ku czci Wielkiego BUM Kaczyńskiego jest jedynie słuszne, trzeba jakoś zadowolić staruszka, skoro nikt go do tej pory wystarczająco w inny sposób nie zadowalał
Tak mówi nie tylko Polskie Radio ale i TVP, szumnie publiczną nazywaną, a która jest propagandową tubą wiadomo kogo.
Przecież oni tam uważają, że ciemny lud we wszystko uwierzy, nawet jak im się podsunie wyniki z reasumpcji z 2018 roku i bez mrugnięcia okiem mówi się, że to są własnie świeżutkie jak bułeczki wyniki.
Nie wiem, kto jest głupszy, czy rząd, który uważa, że nadal można w podobnie haniebny sposób działać, czy jego wielbiciele, na szczęście według ostatnich sondaży Kantaru, Koalicja Obywatelska już dogoniła Pis, w ostatnich sondażach mają równo po 26 procent, a Pis wciąż ma tendencję spadkowe.
I do tego właśnie potrzebne jest TVN– 24, które wyciąga wszystkie pisie brudy i kłamstewka na wierzch i mówi: Nie wierzcie im, oni was oszukują, okradają, rzucając wam pod stół tylko jakieś marne ochłapy, są coraz bardziej bezczelni, pewni siebie, chociaż tak po prawdzie już mają gacie pełne strachu, a w dodatku po cichu zawarli pakt z Rosją.
Czy do umysłu mojej adwersarki taka prawda dotrze? Nie wiem, może wreszcie przestanie oglądać TVP Kurskiego i przestanie słuchać Polskiego Radia, z pożytkiem dla siebie samej?
Bo jak długo można pozwolić na to, żeby ktoś z ciebie idiotkę robił.???????????

To tyle na wtorek

telegraficznym skrótem

W Afganistanie zamach stanu. Niestety Talibowie opanowali Afganistan, wojska amerykańskie i inne będące w sojuszu z Afganistanem nie dali odporu.
Żeby to tylko jakąś zawieruchą wojenną się nie skończyło.
Jestem całym sercem z mieszkańcami Afganistanu, wiem, jak trudne czasy ich czekają i mimo, że i tam są ludzie, którzy uznają, że przemoc jest dobrym sposobem na sprawowanie władzy i popierają reżim, większość mieszkańców w popłochu z kraju ucieka przed szariatem, który trudne wymogi stawiać będzie.
Sami na własnej skórze poznaliśmy, co oznaczają pseudo religijne fobie, które ktoś chciał nam narzucać.
Zarówno tam jak i u nas żyją jednak ludzie, którzy cenią sobie wolność ponad wszystko i mimo, że w tej chwili głównie w Afganistanie strach panuje, mam nadzieję, że jednak uda się im jakoś odzyskać spokój, a reżim zostanie pokonany.

A u nas dobre wieści od poniedziałku.
Pomimo, że naszemu Sejmowi udało się prawymi drzwiami, wbrew woli większości Polaków. przeprowadzić ustawę TVN – Lex, to wszystko wskazuje na to, że jednak chyba Kaczyński przejechał się na tym wspaniałym pomyśle, bowiem sprawa oprze się o Senat i gdy wróci z powrotem do Sejmu musiałby być przegłosowany większością głosów, a takiej większości jednak coraz słabszy Pis nie posiada. Co prawda zawsze w zanadrzu mają projekty przekupywania posłów, ale po ostatniej aferze aferze z Kukizem nie wiem, czy któryś poseł, nawet za pieniądze, da się potem wytykać palcem i od zdrajców być wyzywanym, bo te pieniądze będą tylko jego Pyrrusowym zwycięstwem, Pis ma nadal tendencje schyłkowe.
Ale jest jeszcze jedna bardzo dobra wiadomość dla Polaków.
Ponieważ KRRiT nadal nie podpisała zgody na koncesję TVN-24 otrzymał holenderką koncesję na satelitarną TVN -24 co oznacza, że zgodnie z polską i unijną umową owa Stacja nadal będzie mogła nadawać swoje wiadomości,.
Pewnie dzisiaj Kaczyńskiego bardzo to zdenerwowało, bo jednak ktoś potrafił się mu skutecznie przeciwstawić, a jemu niestety nie udało się zamknąć ust bezstronnym mediom.
Już słyszę ten wściekły tupot małych, krzywych nóżek na Nowogrodzkiej.
I nie wiem, czy znajdzie się tam ktoś, kto da radę ten wielki ból rozczarowania Jarusia uciszyć.
Tak więc nawet jeżeli nasza Krajowa Rada nadal uparcie nie wyda takiej koncesji na dalsze nadawanie stacji, nadal Polacy nie będą pozbawieni prawa do otrzymywania prawdziwych wiadomości.
I to jak na poniedziałek jest całkiem pozytywna wiadomość.

NA POHYBEL KACZYŃSKIEMU SASINOWI i KRRiT!!!!!


Dobrego poniedziałku i miłego tygodnia, z samymi takimi pozytywnymi wieściami jak ta ostatnia.