obiecali deszcz, a tu słonko świeci

A przydałoby się, by nam nieco popadało, bo ziemia sucha jak wiór.
Na szczęście udało się już zahamować pożar w Nad biebrzańskim Parku, ale gdy dzisiaj widziałam w TVN-24 rozmiar szkód, jaki ten Park poniósł, aż mi łzy do oczu popłynęły.
Piękne krajobrazy z tej krainy sprzed pożarem były przeplatane smutnym widokiem zwęglonej ziemi już po tej pożodze.
I chociaż wciąż są prowadzone zbiórki pieniężne, z których mają spróbować odtworzyć ten klimat tej krainy sprzed pożaru, wydaje mi się, że w tej chwili jest to chyba nie do odrobienia, przynajmniej nie do szybkiego odrobienia, przecież drzewa, krzaki, musza mieć czas na odrodzenie, a na to na pewno będą potrzebne długie lata.
Straszne jest to, że jeden nieodpowiedzialny krok, obojętnie, czy to było wypalanie traw, czy nawet, jak podejrzewają, specjalne podpalenie zniszczyło tyle piękna, zginęło tyle zwierząt, tyle ptaków, niewyobrażalna katastrofa, wielka tragedia.
Niestety ta susza, która nam grozi, a właściwie, która już jest, może być zaczątkiem innych większych, czy mniejszych pożarów, dlatego ci wszyscy, którzy tak chętnie po lasach hasają, muszą naprawdę być bardzo ostrożni, żeby znów nie doprowadzić do następnej takiej tragedii.
No niestety susza ponosi za sobą i inne skutki, na pewno będzie wdrożona oszczędność używania wody, co najbardziej pewnie odczują wszyscy działkowicze, bo jak uprawiać działkę bez możliwości podlewania, zwłaszcza, gdy deszcz nie pada, a temperatury są dosyć wysokie?
Wczoraj byłam w Parku, owszem kwiatuszki rosną, drzewka już rozwinęły te swoje listki, ale nie są one niestety tak soczyście zielone, jak zeszłej wiosny, niektóre listki są wręcz pomarszczone, pokurczone, widać, że im wody brakuje.
Oczywiście Loli znów nie spotkałam, nie wiem, widać teraz w całkiem innych godzinach urzędujemy w Parku, zresztą wczoraj siedziałam w tym Parku niedługo, z powodu dolegliwości mojego brzuszka niestety musiałam się z niego szybko ewakuować.
Szkoda, bo nie wiem też, czy dzisiaj Park odwiedzę, może na jakiś krótki czas, bo jednak na popołudnie zapowiadają zmianę pogody, zresztą już nieco się chmurzy I bardzo dobrze, co prawda wczoraj wszystkie kostki dawały mi znać, że chyba jednak ten deszcz nadejdzie, ale nawet jestem gotowa się poświęcić i nieco pocierpieć, byle by tylko ten deszcz odpowiednio tę naszą ziemię napoił.
Nie chcę siebie i Was denerwować politycznymi wywodami, tylko nie rozumiem jednego: skoro kroki pani prokurator, która miała zbadać skargę o możliwości zagrożenia epidemiologicznego w związku z zamierzonymi majowymi wyborami PIS uważa się za działalność polityczną, to jak można zakwalifikować wniesienie przeciwko tej pani prokurator sankcji dyscyplinarnej, jak nie krok jak najbardziej polityczny, nawet powiedziałabym autorytarny, nie kwakasz jak my, jesteś wrogiem, zniszczymy cię.
Bardzo podobał mi się apel, który już po założeniu sankcji karnej wygłosiła pani prokurator do swoich kolegów :  „Ma się jedną twarz, jedno nazwisko i jedną pieczątkę. Naprawdę nie warto tego zatracać w imię czegokolwiek”.
Właśnie, niestety działacze Pisu tej twarzy nie mają, pewnie nawet do lustra nie zaglądają, bo tam tylko by zobaczyli mgłę, która ich twarz przysłania.
Takie mamy niestety czasy, ale jest nadzieja.
Wczoraj przeczytałam, że wielu działaczom Pisu, tym mniejszym, oczywiście, nie tym na lukratywnych stanowiskach, coraz mniej zaczyna się podobać to, co się w ich partii wyrabia, a może po prostu już się boją, że ich okręt tonie i pomału odwrót z pokładu PIS robią?
Osobiście uważam, że Kaczyński już całkowicie zwariował, już się pogubił w tej swojej nienawiści i wściekłości i nie wie, co ma nadal robić, a jego lizusowskie przydupasy są na tyle głupi, że nie widzą, że zbliżają się do politycznej katastrofy, do całkowitego upadku.
To tyle o polityce.
Przed nami weekend” sobota i niedziela powinna miło nam przeminąć, bez tych wszystkich nerwów i złych wiadomości, więc o ile nie uda się dzisiaj jakiegoś nawet niewielkiego spacerku uskutecznić, przynajmniej na jakimś relaksikowym filmiku będę go spędzała. Oczywiście znów TV nie zapewnia takiego komfortu, ale od czego mam Netflix????
No to co ? przyjemnej soboty

Dla Ani w Dniu Urodzin

Nie tam jakieś migające kwiatki, ale proste, białe, takie całkiem świeże, bo wczoraj w Parku przeze mnie uchwycone nieśmiałe kwiatuszki, dzisiaj Ci w Dniu Twoich Urodzin Aneczko ofiarowuję.
Nie jestem pewna, czy uda mi się jakiegokolwiek kwiatka u Ciebie w blogu umieścić, bo jak pewnie wiesz, ciągle jeszcze Twojego blogu się „uczę”, bo jak pamiętasz, jeszcze całkiem niedawno nie umiałam Cię tam odnaleźć, ale z czasem odważyłam się nawet komentarze u Ciebie umieszczać, z czego byłam bardzo dumna., dlatego te kwiatki dla Ciebie są dzisiaj u mnie, bo wiem, że mój blog czytasz.
Zresztą wczoraj (dopiero wczoraj, bo w dniu moich urodzin byłam tak zajęta, że raczej po internecie mała fruwałam) też znalazłam w Twoim blogu życzenia i kwiatki dla mnie jaka to była dla mnie niespodzianka….
Alle wracając do meritum sprawy, prócz kwiatków oczywiście ważne są przecież życzenia.
Z tymi życzeniami to po prawdzie zawsze mam kłopoty, bo nie lubię pustych frazesów, ale wiadomo, że przede wszystkim zdrowia Tobie i Twojej rodzinie życzę, szczególnie w tych dosyć niebezpiecznych zdrowotnie czasach
Nie chciałabym, by moje życzenia były banalne, bo zawywszy na Twoją artystyczna duszę jesteś wyjątkowa osobą i na szczególne życzenia zasługujesz. Jesteś bardzo rodzinna i dlatego życzę Ci, byś zawsze tej rodzinnej miłości zaznawała, bardzo kochasz zwierzątka i dlatego też życzę Ci, byś zawsze otoczona była swoimi psipsiółami , których towarzystwo daje Ci wiele radości. Masz wspaniałą pisarską fantazję i życzę Ci ciągle wiele nowych wspaniałych pomysłów, bo zauważyłam, że Twój blog liczną poczytnością się wykazuje (przyznaję, trochę Ci zazdroszczę) i stworzyłaś w nim niesamowity, wręcz ciepły klimat przyjaźni , okraszony licznymi bardzo przyjaznymi komentarzami – tego zresztą też Ci zazdroszczę, a co???? Ale tylko troszkę…….
Jednym słowem, wszystkiego najlepszego z tego co najlepsze, najmilsze i najbardziej dla Ciebie pożądane jest.
Na pewno dzisiaj w Twoim blogu też zagoszczę, ale raczej z krótkimi życzeniami, aby się już w nich nie powtarzać i nie konkurować z życzeniami innych Twoich Przyjaciół. Przecież wiesz, że dobrze Ci życzę i bardzo, ale to naprawdę bardzo się cieszę, że nawiązałyśmy taką bardzo sympatyczna znajomość.
Urodziny to w sumie fajny dzień, bo co prawda z jednej strony człowiek nieco z trwogą w sercu patrzy, jak ten czas szybciutko mu już przeleciał, ale własnie w tym dniu zaczyna się odczuwać tę radość z tego poczucia, że nie jesteś sam, że masz koło siebie tak wiele życzliwych Ci osób, co w sumie zawsze człowieka na duszy podnosi.
Wiem coś na ten temat, bo ciągle jeszcze mam w pamięci te moje ostatnie urodziny i tę radość którą wtedy odczuwałam.
i TAKIEGO RADOSNEGO DZIONKA CI DZISIAJ ANECZKO ŻYCZĘ.

Byłam wczoraj oczywiście w Parku, a jakże. Dzionek był taki ciepły i słoneczny, sporo ludzi wyległo na parkowe alejki, sporo psów sobie biegało wesoło, tylko….Loli znów nie było.
Podejrzewam, ze pan Waldemar zmienił godzinę swoich spacerków (na poranne???), przyjdzie mi zatem znów zapolować, tylko czy mi się to uda.
Przyznam się, że stęskniłam się za Lolą (ale tylko za Lolą!!!) i chętnie bym się z nią tą piłeczką pobawiła, cóż, nie mam widać ostatnio szczęścia.
Ale zawsze przyjemniej posiedzieć sobie na ławeczce, niż przed telewizorem, gdzie ciągle są te same wiadomości, a to koronawirusowa epidemia na zmianę z nieprawościami naszego niby rządu, wprost do znudzenia.
Nie mam już nawet siły ani oglądać, ani tym bardziej komentować tego wszystkiego, co się w Polsce ostatnio dzieje, bezprawie stało się prawem i zamieszkało w Polsce na dobre. AMEN.
Wielkie słowa „prawo jest równe dla wszystkich” to tylko wielka ściema, bo są w Polsce osoby poza prawem, poza protokołem i nadal to całe bagno mamy nazywać demokracją? Nóż w kieszeni się otwiera.
Na przykład wczoraj jeden ze zwykłych Polaków wniósł do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wyborczego, po czym wniosek ten nawet nie został nawet przez prokuraturę przeczytany, tylko od razu został umorzony- tak wygląda Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, tak wygląda nasza demokracja.
Na razie Jaruś nie zostanie przesłuchany jako sprawca zamętu wyborczego przed prokuratorem, bo jego podnóżek Zbysio go skutecznie broni, ale przyjdzie pora i na Kaczkę i na Zioberko i na tych wszystkich, którzy teraz czują się bezkarni i nie będzie wtedy zmiłuj się – muszą za te bezeceństwa kiedyś odpowiedzieć, czy na tym, czy na tym drugim świecie.

A tak miło zaczęłam dzisiejszy wpis i znów mnie poniosło……..ale…….
No dobra, to też miło ten dzisiejszy blog skończę, życząc miłego i słonecznego piątku, chociaż po prawdzie troszkę deszczyku tej naszej spragnionej ziemi by się przydało.
Te wszystkie straszne pożogi w Parku Nad biebrzańskim, a dzisiaj czytałam, że również i pożar wybuchł gdzieś w Nowosądeckim, są przerażające.
Zupełnie zapomnieliśmy o naszej Ziemi, o naszym bezpieczeństwie. Bezmyślność ludzka, aby palić trawy podczas takiej okropnej suszy jest wprost porażająca. Czy ludzie całkowicie przestali już myśleć????

Tak czy siak, raz jeszcze życzę miłego, pogodnego piątku, a ja idę na …..polowanie na Lolę.
CZEŚĆ!!!

Ogród w domu

A tak się bałam, że będzie to smutny dzień ten wczorajszy, urodzinowy, a tymczasem był to dzień pełen niespodzianek.
Pierwsze życzenia dostałam od Reni: śliczny fiołek alpejski i dwie cudne serwety.
Koło 11 przyszły do mnie w odwiedziny Darka i Wiktoria i również przyniosły mi bukiet pięknych kolorowych goździków.
Własnie zabierałyśmy się za picie kawy, (wszak one raczej były daleko od wirusa, więc nie bałyśmy się współzarażania), gdy ktoś zadzwonił domofonem. Byłam zdziwiona, bo nie spodziewałam się gości w ten wirusowy czas, tym czasem okazało się, że to był posłaniec z olbrzymim koszem kwiatów. Ale się najpierw zdziwiłam, a potem wzruszyłam. Takie momenty, że ktoś przynosi do domu kosz z kwiatami widziałam tylko we filmach, tym czasem i mnie taka niespodzianka też spotkała.
Przyznam Wam się, że ze wzruszenia aż się popłakałam, co zresztą można było zobaczyć na filmiku, który nakręciła Wiktoria, moment, gdy odbierałam ten olbrzymi kosz różnych kolorowych, wspaniałych mieszanych kwiatów i to moje wzruszenie i łzy.
Oczywiście zamieszczony był stosowny liścik z życzeniami : zdrowia, szczęścia, pomyślności do późnej starości i podpis M.E.D.W. czyli Maciek, Ela, Daria i Wiktoria. (czyli aż tak bardzo stara jeszcze nie jestem???)
Czy można było zrobić większą niespodziankę już wiekowej jakby nie było seniorce rodu, niż doręczenie umyślnym takich pięknych kwiatów, w czasie, gdy niestety wizyty są bardzo ograniczone (Elżbieta i Maciek pracują w Przychodni, więc teoretycznie mogliby przynieść mi jakiegoś złośliwego wirusika).
Kocham ich za to mocno i jeszcze tutaj za ten wspaniały pomysł, za tą piękną niespodziankę, ślicznie dziękuję.
Oczywiście dostałam całą masę życzeń i telefonicznych i przez sms i przez Facebooka i messengera, oczywiście cała moja reszta Rodzinki również o mnie pamiętała, a gdy już wieczorem nie spodziewałam się żadnych wizyt, znów usłyszałam pukanie do drzwi, to Matylda z Janem przynieśli mi następne piękne kwiatki w doniczce, będą się długo trzymały, dołączą do mojej okiennej kolekcji, bo teraz na parapecie w pokoju i w kuchni mam istny kolorowy ogród, do tego krasy dodaje stojąca jeszcze na toaletce juka i dracena, a także i śliczna paprotka.
Ja to jednak jestem szczęściara, nie muszę mieć własnej działki, żeby mieć piękne kwiaty w domu, a jeszcze planuję na balkonie posiać bratki.
Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to moje poczucie, że Rodzinka naprawdę bardzo mnie kocha i że jestem dla nich kimś naprawdę ważnym.
No bo jakby wyglądało to życie bez Ciotki Ewy – Seniorki?
Pewnie jakoś będzie kiedyś musiało wyglądać, ale jeszcze nie teraz!!!!!
Tak więc siedemdziesiąty rok życia rozpoczęłam w bardzo dobrym i pogodnym nastroju, wcale nie czułam ani osamotnienia, ani żadnego smutku, że to już tyle lat na barkach dźwigam.
Jak to wczoraj mi Kaziu powiedział??
Życie zaczyna się dopiero po siedemdziesiątce !!!!
Bylebym tylko zdrowa była i nie za bardzo swoją osobą tę kochająca mnie Rodzinkę obciążała.

No a dzisiaj wstał już całkiem normalny i słoneczny dzionek.
Świętowanie trzeba odłożyć do Lamusa (chociaż jeszcze kawałek pysznego serniczka mi pozostał) i trzeba zabierać się za nowe życie.
Zwłaszcza, że ostatnią noc rzeczywiście snem godnym niemowlaka spędziłam, spałam słodko jak bobas, nawet nie pamiętam co mi się śniło.
A dzisiaj rano spotkała mnie następna niespodzianka: otóż na jakimś zdjęciu z Parku Krakowskiego, a to na pewno był ten Park, poznałam po alejkach i po fontannie, przecież te wszystkie alejki znam jak nikt inny i mimo, że to zdjęcie było zamieszczone w Gazecie Wielkopolskiej (???) zobaczyłam…..nie mniej ni więcej Lolę z panem Waldemarem. Tego pieska (no i właściciela) zawsze poznam z daleka, mimo, że pół roku ich nie widziałam, zwłaszcza, że pan Waldemar trzymał w reku tę czerwoną piłeczkę, która kiedyś Lola ode mnie w prezencie dostała.
Tylko wciąż nie rozumiem, czemu w tak odległej gazecie to zdjęcie zamieścili…….. a może tak własnie miało być? Różne dziwne rzeczy dzieją się na tym świecie, a przecież Poznań, przez moją przyjaźń z Ulką, jest mi tak samo przecież bliski, jak mój rodzimy Kraków.
Nie znane są wyroki Boskie, ale odczytałam to jako jakiś znak mi dany z niebios, więc dzisiaj będę urządzała wielkie polowanie na lolę w moim Parku, czuję, że na pewno ich dzisiaj spotkam.
Jeszcze przez moment pomyślałam sobie, ze to zdjęcie jest w „zamierzchłych czasach”, czyli na przykład roku temu robione, ale przecież sławojka koło fontanny była dopiero teraz postawiona, wcześniej jej tam nie było, a na zdjęciu jest uwidoczniona. A poza tym pan Waldemar ubraną miał na buzi maseczkę – symbol ostatnich dni.
Czyli………. do dzieła Ewuniu, trzeba swój ukochany Park odwiedzić i sprawdzić, czy rzeczywiście Twoi w sumie sześcio nożni Przyjaciele (Lola – cztery łapy, pan Waldemar dwie nogi – w sumie sześć kończyn dolnych) rzeczywiście w Parku bywają.
życzę bardzo przyjemnego i ciepłego czwartku.

Szczególne róże w szczególny dzień 22 kwietnia 2020 roku

Każda środa jest dniem szczególnym, prawda Uleczko?
Dlatego dzisiaj, jak w każdą środę nie zapomniałam o różyczkach dla Ciebie, takich szczególnych, z serduszkami.
Żałuję, że tak daleko jesteś, bo tak chętnie bym Cię dzisiaj przytuliła i powiedziała Ci „JAK TO DOBRZE, ŻE JESTEŚ!!!!!!
Ale te słowa przesyłam Ci na odległość, wierząc, że wreszcie kiedyś przyjdzie dzień, gdy będę Ci to mogła powiedzieć, będąc koło Ciebie.
Miłej środy Uleczko, słonka i wiele radości na ten piękny dzionek.

Już chyba nie jest tajemnicą dla nikogo, kto czyta mój blog. że ten dzisiejszy dzień dla mnie jest wyjątkowy, wszak tylko raz w życiu kończy się 70 lat !!!!!
Tyle miałam fajnych planów z tym dniem związanych, tym czasem ze znanych wszystkim powodów, będę spędzała go w samotności.
Ale, czyżby w samotności? Mam przecież Was Wszystkich koło siebie, mam Przyjaciół na Facebooku no i oczywiście mam swoja Ukochaną Rodzinę, która pewnie zobaczę na Face Time. Jakie to sprytne urządzenie, niby ktoś jest daleko, ale w sumie blisko, najważniejsze, że jest sercem razem ze mną.
Jedyną osobą, która mnie dzisiaj na pewno odwiedzi jest Renia, trudno, ale jakiś urodzinowy porządek trzeba zrobić, mam nadzieję, że nie narażając ani ją ani siebie na jakieś wirusowe perturbacje.
Najważniejszym programem dnia będzie przesadzanie moich kwiatków, bo już najwyższa pora, aby niektóre już dostały swój nowy domek i na nowo rozkwitając moje oczy będą cieszyły.
Czego sobie sama dzisiaj życzę?
Na pewno zdrowia, bo to jest w obecnej sytuacji najważniejsze i nieodzowne życzenie. Mam też i kilka innych życzeń, wiadomo Wam chyba pewnie, o czym myślę, ale z racji mojego dzisiejszego święta nie będę ich głośno wymawiała, mam tylko nadzieję, że się spełnią.
Jak już wczoraj pisałam, urodziny dzisiaj obchodzi pan premier Donald Tusk i pani Izabela Trojanowska, przynajmniej na pewno milsze niż kiedyś miałam urodzinowe towarzystwo w postaci Władimira Iljicza Lenina, bo o innych jeszcze wtedy nie wiedziałam.
I im, a także i tym Wszystkim, którzy obchodzą dzisiaj swoje święto życzę spełnienia marzeń, tych małych i tych dużych i przede wszystkim tych, które na razie wydają się być trudne do spełnienia.
Zawsze wierzę w to, co mi kiedyś Magda powiedziała: że jeżeli usilnie o czymś się marzy, te marzenia się spełniają.
Wiec sobie siedzę i tak marzę, marzę, marzę, o……..

Od dzisiaj zaczynam jakby nowy etap życia.
Ale heca, już od jutra będę mogła za darmo jeździć wszystkimi miejskimi środkami komunikacji i to nie tylko w Krakowie 🙂
Taka ulga należy się siedemdziesięciolatkom w każdym mieście Polski.
Tak sobie kiedyś pomyślałam, że gdy już w kalendarzu pokaże się data 23 kwiecień 2020 (bo ten przywilej dopiero dzień po siedemdziesiątych urodzinach obowiązuje) wsiądę sobie w autobus, a potem w tramwaj, potem znów w autobus i za darmo zwiedzę cały Kraków.
Niestety znów zawirusowana rzeczywistość zrobiła mi kawał, bo bardzo ograniczyła miejską komunikację, autobusy teraz tak rzadko jeżdżą, że miałabym wiele perturbacji z ta podróżą, musiałabym nieraz i po dwie godziny lub dłużej na następne połączenie czekać. Będę sobie te podróże musiała odłożyć na bardziej dogodny czas.
Co się odwlecze, to nie uciecze………

Wiem, że mi dobrze życzycie, dlatego zwracam się do Was dzisiaj z nietypową prośbą.
Podam Wam teraz link do mojej urodzinowej zbiórki na Rzecz Fundacja o Zdrowie Dziecka :
https://www.facebook.com/donate/178398539848804/
Będzie mi bardzo przyjemnie, gdy Ktoś wpłaci chociaż niewielki datek na te biedne chore Dzieciaczki, które leżą w naszym krakowskim Szpitalu w Prokocimiu.
Z góry serdecznie dziękuję 🙂 🙂 🙂

Ostatni dzień mojej „sześćdziesiątki” spędziłam wczoraj bardzo miło, oczywiście w moim ukochanym Parku.
Jest już bardzo zielono, drzewka pięknie listkami na wietrze powiewały (a wiaterek nie powiem, był nawet całkiem chłodny), mój klomb pięknie już czerwono – żółtymi bratkami się mienił.
Tylko jeszcze u kaczuszek nic się nie działo. Niestety basen wciąż jeszcze jest suchy, bez wody, chociaż widziałam już uwijająca się przy nim obsługę, może już napełnią stawek woda i zacznie działać fontanna???
Wtedy już i kaczuszki będą sobie mogły do Krakowskiego Parku przylecieć i na wysepce zamieszkać.
Już nie mogę się tej chwili doczekać, chociaż jak pamiętam, w zeszłym roku kaczuszki też bardzo późno do mojego Parku się wprowadziły.
Oczywiście wyglądałam, czy gdzieś na horyzoncie nie pojawi się Lola, nawet sporo piesków po trawce hasało, niestety żaden z nich nie był tym przeze mnie wyczekiwanym.
Ale przyjdzie i na to czas, przyjdzie czas, tylko czy po tak długim, kilkumiesięcznym nawet chyba półrocznym rozstaniu Lola jeszcze mnie pozna?????

Oczywiście byłam wczoraj odpowiednio uzbrojona w maseczkę i w rękawiczki jednorazowe. Z tą maseczką miałam tylko kłopoty, bo co chwilę mi się przekręcała i właziła mi do oka, co mnie bardzo denerwowało, a tu, ze względów epidemiologicznych, nie można za wiele manipulować przy twarzy. Jedna dobra strona używania przeze mnie tych maseczek było to, że mimo, że byłam w Parku prawie dwie godziny, nie zapaliłam, jak zwykle to robiłam, swojego elektrona.
Dopiero po powrocie do domu oddałam się tej miłej czynności, oczywiście wcześniej zdezynfekowałam ręce. Dopiero mi ten elektron smakował 🙂
Ale widziałam na przykład takiego beztroskiego młodego człowieka, który siedział na ławce, co prawda miał maseczkę, ale umieszczoną na brodzie (to po co ją w ogóle zakładał), ale palił jednego papierosa po drugim i to wcale nie elektrona, tylko normalnego, tytoniowego.
A przecież w Parku są wyznaczone specjalne miejsca, w których wolno palić, mnie ktoś kiedyś zwrócił uwagę, mimo, że to był tylko elektron.
Na ogół wszyscy byli bardzo zdyscyplinowani i nosili te maseczki, prócz tego pana, o który, powyżej pisałam no i może jednego starszego pana, który siedział sobie beztrosko na ławce bez żadnej maseczki ani na nosie, ani na brodzie. I wcale tym się wydawać można było, nie przejmował. Nie miał maseczki i już!
Ale co ciekawe, nikt do niego nie podszedł, nie zwrócił uwagi, pewnie teraz, gdy oficjalnie parki są już otwarte, ani Policja ani Służba Porządkowa wcale już tym problemem się nie zajmuje, a przecież też mogliby, a nawet powinni grzywnami tych nieposłusznych ukarać. Dla dobra nas wszystkich!!!!
Chociaż czasami się zastanawiam, czy te maseczki tak do końca rzeczywiście spełniają swoje zadania?????
Czyli jak zawsze w Polsce, wiadomo, że nic nie wiadomo !!!! Każdy robi to, co chce, tak, jak mu wygodnie, nie bacząc ani na przepisy, ani tym bardziej na innych ludzi.
Ale Polacy to już z założenia zawsze są rogatymi duszami, najchętniej wszystko robią na opak, a opamiętanie przychodzi (albo i nie) dopiero wtedy, gdy jest na to już za późno.
TAKI MAMY KLIMAT !!!!!!

No to wspaniałego dnia sobie, Solenizantom i Wszystkim życzę, bo słonko znów nam przypomina, że mamy już prawdziwa wiosnę, tę, na która tak tęsknie wyczekiwaliśmy.
A że jest troszkę inna, niż zazwyczaj? Trudno, następna wiosna będzie już radośniejsza, na pewno!!!!!

HAPPY BIRTHDAY QUEEN ELISABETH

Zawsze marzyłam złożyć Jej życzenia w dniu Urodzin, wszak to jest bardzo ciekawa osoba, stateczna, inteligentna i mimo, że kilka błędów w życiu popełniła, jednak nadal dla swojej rodziny, a także dla Anglików jest bardzo ważną osobą, Nie wiem, czy Jej następca będzie cieszył się takim zaufaniem i taką estymą, na pewno nie, jeżeli będzie to Książę Karol, najbardziej do tytułu odpowiedzialnego władcy pretenduje Książę Wiliam, ale czy jego ojciec go dopuści skoro tak długo na to królowanie czeka?
Rzeczywiści jak dotąd Książę Karol jest jak dotąd najdłużej czekającym następcą tronu i wcale nie jest powiedziane, czy tego tytułu się doczeka. Wszystko to zależy od….decyzji obecnej Królowej, która nadal, mimo dosyć statecznego wieku, wspaniale na tym królewskim tronie daje sobie radę, a poza tym, jak widać, najchętniej swoje berło przekazałaby raczej swojemu wnukowi, a nie synowi.
Ale pewnie nie prędko to nastąpi, bo pomimo, że dzisiaj Królowa kończy 94 lata (!!) nadal jest we wspaniałej kondycji fizycznej i umysłowej. widać w ich rodzie jest to genetyczna cecha długowieczności i zdrowego życia.
Co do moich osobistych wspomnień związanych z królową, to przypominam sobie pewien fakt, gdy w 1962 roku byłam z Tatą i z moim Rodzeństwem w Londynie. Byliśmy zaproszeni na ślub naszej kuzynki Basi, na który zresztą z braku otrzymania wizy na czas , spóźniliśmy się o tydzień na tę uroczystość i para młodych już dawno w podróż poślubną odjechała. Ale mimo to 2 tygodnie w Londynie spędziliśmy i mieliśmy czas na jego zwiedzanie.
Kiedyś jeden z wujków zaprowadził nas pod Buckingham Palace, gdzie oglądałam akurat dokonywująca się zmianę warty, byłam pod wrażeniem, nie powiem, bo bardzo to wszystko dostojnie się odbywało, a gdy wujek poinformował mnie, że w tym Pałacu mieszka Królowa Elżbieta zadałam mu bardzo naiwne, dziecięce pytanie „A czy ta królowa jest okrutna”?????
No cóż, widać dużo bajek naczytano mi w dzieciństwie i mój stosunek do Królowych był bardzo ambiwalentny, ale nie powiem, rozbawiłam tym pytaniem wujka i jeszcze długo w rodzinie z tego powodu ze mnie się naśmiewano.
Ale urokiem młodego dziewczęcia jest przecież ta naiwna dziecinność.
Podejrzewam, że obecnie czasy na tyle się zmieniły że 12 letnie dziecko jest jednak mniej naiwne, żyje w bardziej realnie nierealnym świecie całkiem innych, internetowych baśni i co gorsza żyje problemami osób starszych, od czego nas w czasach dzieciństwa zawsze bardzo chroniono.
Już nieraz wspominałam, że przy wszystkich rodzinnych uroczystościach dzieci zasiadały w osobnym pokoju, aby nie musiały się kłopotać dylematami dorosłych. Były dwa światy: świat dorosłych i świat dziecięcy, który miał być radosny, pełen śmiechów i zabaw, oddalony od realia życia, na które jeszcze miały czas.
Tylko czy akurat jest to lepsze? no nie wiem……

Ale Królowej Elżbiecie w dniu Jej 94 urodzin życzę długiego życia w zdrowiu i w miłości swoich najbliższych, przede wszystkim wnuków i prawnuków, którzy z nią są bardzo emocjonalnie związani.
A takie rodzinne przywiązanie jest bardzo dla starszego człowieka bardzo ważne, wiem to zresztą sama po sobie, bo sama go pieczołowicie kultywuję.

Jutro będę składała urodzinowe życzenia innym Jubilatom, w tym panu premierowi Donaldowi Tuskowi i Izabeli Trojanowskiej, którzy wraz ze mną będą współgospodarzami tego i dla mnie jubileuszowego dnia

No tak, dzisiaj po raz ostatni mogę powiedzieć, że mam 69 lat, jutro ta szóstka z przodu przemieni się w siódemkę ( tzw kosę) i tak przez najbliższe 10 lat mi pozostanie.
Czy się martwię z tego powodu?
Bynajmniej, już kiedyś pisałam, że każdy wiek ma swoje plusy i minusy, należy tylko podchodzić do tego ze spokojem i z pokorą ten czas przyjmować, bo wiem, że moje przysłowiowe pięć minut już dawno z wiatrem przeminęło…… Pozostało tylko to co pozostało i…miłe wspomnienia.
Właśnie wczoraj zasypiając przypominałam sobie niektóre fakty z mych dziecinnych lat, które jak migawka fotograficzna przelatywały przez mój mózg : Obraz mojej Mamusi, która przyjechała odwiedzić mnie na wakacjach w Zawoi, była już bardzo wtedy chora, z czego nie zdawałam sobie oczywiście nawet sprawy, a ubrana była w taką piękną beżową plisowaną spódnicę i piękną beżową, koszulową bluzkę, była też i we wczorajszych wspomnieniach straszna burza z piorunami na wakacjach spędzanych bodajże w Międzyzdrojach, rodzice poszli gdzieś wtedy na dancing, a mój brat Krzysztof siedział koło mnie i śpiewał mi kołysanki, jak ja się wtedy bałam,
Przypomniała mi się moja lalka Żeże, którą mi Mamusia z Paryża przywiozła, jaka śliczna była ta lalka w swojej pepitkowej sukience i czerwonym kubraczku i czerwonym bereciku, przypomniał mi się obraz pijaka, który w Wigilię stał przylepiony do muru małego kościółka, mój Tata bał się, że zamarznie i wracając z Pasterki zabrał go do nas do domu, żeby człowiek wytrzeźwiał troszkę, potem już całkiem ozdrowionego odwiózł do domu, czy przypomniałam sobie moją długą wełnianą sukienkę w kratkę, w którą mnie ubrano (to była zima), a ja bardzo broniłam się przed pójściem do dentysty, chociaż bardzo bolał mnie ząb.
We wczorajszych przedsennych wspomnieniach były też i moje obie babcie, opisywana już kiedyś bardzo pragmatyczna, ale bardzo mnie kochająca Tamtamama, czy Babcia Helenka, która opowiadała mi bajki, w tym o zjawie, która wołała „oddaj mi złotą nogę”, a także nasz Kochany Adzik, o którym wspominałam kiedyś – nasza wspaniała Niania , najwspanialsza nad wszystkimi nianiami.
Była też i moja siostra Ania, z którą spędziłam sporo czasu , trudno powiedzieć, że na wspólnych zabawach, bo Ania jednak była o 7 lat ode mnie starsza, ale i tak sporo się mną opiekowała i mój ciągle uczący się Brat Krzysztof, który mnie szturchał, gdy mu w nauce przeszkadzałam , albo który uderzeniami książka po głowie wlewał mi matematyczną wiedzę, gdy czegoś nie rozumiałam zaraz tą książką przez łeb obrywałam, wtedy dla świętego spokoju udawałam, że już wszystko wiem, wszystko pojęłam 🙂
Różne obrazy przechodziły przez moje myśli, nawet stwierdziłam, że nie spodziewałam się, że aż tyle jeszcze pamiętam, niektóre wspomnienia były trwalsze, inne to tylko przelatywały jako krótkie epizody, ot myśl przyfrunęła i przysiadła na moment, a potem gdzieś znów w dal się odsunęła…..

Grunt, że dzisiaj mamy kolejny wiosenny i bardzo słoneczny dzień, który jednak postanowiłam chociaż troszeczkę wykorzystać, jakoś ten ostatni dzień mojego 69 letniego żywota trzeba godnie uczcić.

Życzę miłego i słonecznego dnia i bardzo dużo pogody ducha, bo w tych trudnych czasach wszystkim się ona przydaje.
DOBREGO WTORKU 🙂

idziemy do lasu

I to jest najważniejszy i jedyny praktycznie krok w zmniejszeniu utrudnień Polakom.
Nie ważne, że akurat teraz znów niepokojąco rośnie liczba zachorowań.
Ale skoro będzie można iść do lasu i do Parku, będzie można śmiało iść na wybory, a przecież wg. pana prezydenta Dudy, bez tych wyborów Polska popadnie w chaos.
Zupełnie nie rozumie ten człowiek, (albo raczej powiedziałabym, że nie wolno mu zrozumieć) że Polska już od początku ich rządu, a w ostatnich miesiącach szczególnie Polska jest w totalnym chaosie.

I pewnie to jest jedna jedyna przyczyna otwarcia zielonej przestrzeni dla Polaków.
Czepiam się? no może trochę.
Bo rzeczywiście akurat ten pomysł zamykania parków i lasów uważałam za absurd, ale przecież trzeba było coś wymyślić, nawet najbardziej absurdalnego, żeby potem pokazać swoja wspaniałomyślność, nieprawdaż?
Kto mi powie, że spacer czy bieganie po parku jest bardziej szkodliwa i wykazuje większe niebezpieczeństwo w podłapaniu koronowirusa, niż przechodzenie przez ulicę, oczywiście w maseczce na buzi).
To tak, jakby ktoś nam chciał wytłumaczyć, że lasy i parki są siedliskiem koronawirusa, który już na ulicy nie jest obecny.
Nie każdy akurat lubi spacery, ja niestety z powodu moich trudności w chodzeniu wolałabym usiąść na ławeczce, ale to jest tylko mój wybór.
A teraz nadal nie wiem, czy będzie mi wolno na tej ławeczce usiąść, bez możliwości narażenia się na podłapanie jakiegoś wirusika. No bo chwilę wcześniej na tej ławce mógł siedzieć ktoś chory, albo jakiś potencjalny tylko nosiciel tego wirusa i co? Mam się potem cała dezynfekować od stóp do głów, prać całą moja wierzchnią warstwę ubrań ? Mam wątpliwości.
Dlatego dzisiaj bardzo skromnie tylko przejdę się kawałeczek, ale na pewno nie będzie to tak jak kiedyś przesiadywanie kilka godzin na świeżym powietrzy, po prostu nadal się boję.
I tak się zastanawiam, kiedy będzie już całkiem normalnie, całkiem bezpiecznie, kiedy przyjdzie ten czas, że bez paniki nie będę kilka razy dziennie sięgała po termometr.
Dlatego nadal będę przestrzegała zasad nieodwiedzania znajomych, braku kontaktu z Rodziną (chociaż za nimi tęsknię), będę starała się zachowywać wielką ostrożność nawet na tym krótkim z wynikającego z sytuacji, spacerku po Parku.
Zazdroszczę tym ludziom, którzy mogą wykazywać pełną aktywność (już oczyma wyobraźni widzę Uleczkę z kijkami na spacerze), niestety moja aktywność jest bardzo ograniczona, Szczególnie teraz, gdy po ponad miesiąca czasu „zasiedziałam się” już na dobre i moje kości, kręgosłup, stopy i kolana całkowicie odmawiają mi posłuszeństwa, muszę dopiero stopniowo się uruchomić, a na to znów trochę czasu potrzebuję.
No i oczywiście ta przymusowa maseczka na nosie i na ustach nie ułatwiają spokojnego i wyrównanego oddechu, z którym i tak zawsze przy poruszaniu się miałam trochę kłopotów.
Ale cieszę się, ze przynajmniej dla wielu ludzi ten dzień jest radośniejszy niż poprzednie, z tym, że niestety oni też będą musieli bardzo uważać, aby za bardzo nie narażać się na wciąż wiszące nad nami niebezpieczeństwo.
Czyli umiar w tej pozornej wolności, która nam była dana, jest wskazany i do niego wszystkich namawiam.
Od rana już widziałam kilka piesków biegających po moim Parku, wreszcie mogą wyjść na normalny dłuższy spacer.
Ciekawa jestem, czy i Lola ze swoim panem też dzisiaj Park odwiedzi?
Obawiam się, że pan jest bardzo zapobiegliwy i z racji jego zdrowotnych dolegliwości jednak na taki spacer raczej jeszcze przynajmniej na razie się nie narazi.
Cieszmy się zatem słonkiem i wiosną, już można będzie podziwiać wszystkie nowo wyrosłe roślinki i kwiatki, a może i kaczuszki już w Parku się zagnieździły? Bardzo korci mnie dzisiaj je odwiedzić.
Dobrze jest, a kiedyś będzie jeszcze lepiej !!!!!!! 🙂
Miłego poniedziałku i bardzo udanego całego tygodnia.

szczęśliwej niedzieli

A ponieważ ma być ona szczęśliwa, dzisiaj w moim blogu będzie zero polityki.
Bo przecież nie samą polityką człowiek żyje, przynajmniej powinien żyć.
To o czym dzisiaj będę pisała? a pewnie o wiośnie, bo już tak pięknie wszystkie krzewy zakwitły w parkach i na zieleńcach.
Co prawda dzisiaj jeszcze nie będę mogła podziwiać ich piękna, bo ktoś się uparł, żeby w ten weekend jeszcze ludzi w domu przytrzymać, ale już od jutra…
No i bardzo się dobrze składa, bo moje siedemdziesiąte urodziny spędzę w moim ukochanym Parku, a to już niedługo, to już pojutrze…….
Hm, kiedy te 70 lat minęło nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że przede mną jeszcze jakaś trzydziestka jeszcze pozostała.
Wtedy rodzina zaśpiewa mi…no własnie, czego będą mi życzyć, dwustu lat????? Nie wiem, czy nawet mimo, że wciąż dają mi dowody swojej miłości, tyle ze mną by wytrzymali.
Ważne jest to, by człowiek był jednak samodzielny, nie musiał angażować koło siebie ludzi, którzy nie koniecznie na to czas mają, każdy ma wszak swoje życie i swoje sprawy.
No i ważne, żeby mózgownica jeszcze jako tako pracowała, odróżniała dobro od zła i miała na tyle zdrowej świadomości, żeby mogła oddawać się swoim ulubionym zajęciom, na przykład pisaniu blogu.
Co prawda nie tak wyobrażałam sobie tę okrągła, jakby nie było, rocznicę, miała byc koło mnie rodzina, miał być tort od Basi, a tu raczej będę samotnie ten dzień spędzała, bo jednak ten koronawirus nadal nie pozwala na rodzinne spotkania, ale może jest w tym w jakiś sposób trochę egzotyki, czegoś. niespodziewanego, na pewno innego, niż się planowało.
Jak to życie potrafi figle spłatać, a wystarczył do tego jeden malutki wirusik – wprost niebywałe.
Za mną kolejna byle jak przespana noc, ale teraz już znam tego przyczynę, po prostu jest mi w nocy za gorąco i dlatego się budzę i mam trudności z powtórnym zaśnięciem.
Postanowiłam więc zrobić mały eksperyment i wyłączyłam już całkowicie ogrzewanie, ciekawe, jak spędzę następną noc, mam nadzieję na spokojny i łagodny sen, a o tym napiszę Wam już jutro rano. Może całkowicie nie zamarznę?????? Noce wszak jeszcze tak bardzo ciepłe jeszcze nie są.
Za to są okropnie ciemne, o północy, ze względów oszczędnościowych, wyłączają w Krakowie większość świateł, na przykład mój Park jest spowity w całkowitych ciemnościach, co robi trochę niesamowite wrażenie, tak trochę czuję się, jakbym brała udział w jakimś horrorze i tylko czekam, aż za drzewa wyłoni się jakaś zjawa.
Jeszcze niedawno mogłam spokojnie, bez zapalania światła, przejść w nocy do łazienki, bo wystarczało mi światło padające z latarni przed domem, terasz muszę zapalać lampkę, żeby sobie gdzieś po drodze nosa nie rozbić.

Dzisiaj przeczytałam, że najpewniej w tym roku szkolnym uczniowie nie wrócą już do normalnej szkoły, czyli do swoich budynków, nadal będzie ich obowiązywało nauczanie wirtualne, zresztą z tego co wiem, jest coraz bardziej ono skuteczne, Tylko zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób będą odbywały się promocje do następnych klas, czy uczniowie będą mieli przeprowadzane jakieś testy przez internet i te oceny wpłyną potem na świadectwo?
Oczywiście znów w najgorszej sytuacji są ósmoklasiści, no i maturzyści bo teraz, gdy waży się ich przyszłość, ocena ich wiedzy i kwalifikacja na następny etap nauczania będzie bardzo utrudniony.
Część młodzieży chce podjąć dalszą po szkole podstawowej naukę w liceach, część w technikach, tu jeszcze ewentualnie może zaważyć konkurs świadectw, bo w końcu na ostateczną ocenę nie wpłyną tylko oceny z ostatniego , nieco dziwnego roku nauki, ale i będą się liczyć te z lat poprzednich.
Ale co zrobić z przyszłymi potencjalnymi studentami, którzy chcą w przyszłości zostać lekarzami, prawnikami, inżynierami etc????
Ale na szczęście nie jest mój problem, nie mniej powinien się znaleźć ktoś bardzo kompetentny, który te wszystkie dylematy mądrze rozwiąże, a z ta kompetencją ostatnio różnie bywa, pst, miałam nie krytykować……
A wydawałoby się, że zeszłoroczne kłopoty z egzaminami wstępnymi do szkoły średniej to już ostatnie takie szkolne zawirowania, a tu masz, znów ten wirusik wszystko pomieszał……

Co by Wam jeszcze radosnego w ten niedzielny dzionek napisać?
Pomału już przystosowujemy się do sytuacji, która nas zaskoczyła, świat pomału zaczyna normalnieć, no może nie całkowicie bo……. wiadomo, ale i na to kiedyś pora przyjdzie.
Na razie życzę miłych wrażeń niedzielnego odpoczynku, bo to od nas zależy w jaki sposób go spędzimy.
Ja pewnie znów trochę posiedzę na balkonie, trochę przed komputerem, gdzie na Netflixie znajdę jakiś, kolejny filmik, wiadomo w niedzielę telewizyjne programy są do kitu i praktycznie nie ma co oglądać.
Wczoraj na przykład oglądałam (oczywiście na Netflixie) bardzo przyjemny nieco science fiction romansik „Joe Black”, ale wiem, nie każdy taki rodzaj filmów lubi, więc polecam ten film tylko romantykom.
Miłego dnia

P.S. a gdyby ktoś chciał zrobić mi niespodziankę w dniu moich urodzin podaję mój link z moją urodzinową pomocą”
https://www.facebook.com/donate/178398539848804/10222580779613994/

oi. zwyczajny lekarzyna…..

O kim mowa???? Wiadomo o ministrze Szumowskim, ministrze przez bardzo małe „m.”
Nie tak dawno jeszcze przed kamerami mówił: „jestem przede wszystkim lekarzem i zdrowie Polaków stawiam ponad wszystko”.
Tylko to były zwyczajnie puste słowa.
Okazał się, małą pisowską służalczą szują, która nie tylko, że zagłosowała przeciwko przeprowadzania koronawirusowych testów dla pracowników służby zdrowia, walczących na pierwszym froncie z epidemią, ale w dodatku zgodziła się na papierkowe wybory korespondencyjne, doskonale zdając sobie z tego sprawę, że są one również bardzo niebezpieczne dla zdrowia, jak i normalne wybory. Czyli po prostu wykpił się, chciał aby wilk był syty, a owca została cała.
A dlaczego zgodził się na wybory dopiero za dwa lata? wiadomo, jest to zgodne z wytycznymi pana Jarka, przynajmniej na następne dwa lata miałby zapewnione Jaruś podpisy prezydenckie pod byle jakimi zgodnymi ze słuszną pisowską racją ustawami.
Tyle czasu wystarczy Jarusiowi, by już całkowicie Polskę sobie podporządkować.
Niestety, wilk jest syty, a ponieważ jest coraz bardziej żarłoczny, kiedyś pęknie z tego nadęcia, a owce? cóż, na ogół są głupie, można ich byle czym zbyć, wszak według założeń pisowskiej „wyższej półki ” ciemna masa wszystko kupi. Tylko,że jest pewna różnica, teraz niestety nie będzie jej czym przekupywać, brakuje pieniędzy w rządowej kasie, nie będzie zatem można wyborczych obiecanek oblekać w wirtualne datki dla ciemniaków.
A wystarczyłoby, żeby Szumowski powiedział zdecydowanie NIE!!! Nie da się przeprowadzić takich wyborów, bo to zaważy niestety na większej zachorowalności, a co gorsze na większej możliwości śmiertelnych zejść wielu Polaków
Jedno malutki „NIE” i mimo, że najpewniej stracił by ciepłą posadkę, ale zachował by swoją twarz, wszak w nie tak dawno mógł liczyć na wielkie zaufanie Polaków, którzy doceniali jego prace, jego nieprzespane noce, po prostu mu zawierzyli w dane słowo. Teraz to wszystko okazało się jedną wielką obłudą, wielkim blamażem. ŚCIEMA I JUŻ !!!!
WSTYD PANIE SZUMOWSKI – nie nazwę pana nawet lekarzem, bo nie zasługuje pan na taki tytuł, ma pan po prostu tylko dyplom lekarski, ale nie ma pan moralnego prawa do tytułowania siebie mianem lekarza, a tym bardziej profesora.
Jest pan zwyczajnym podnóżkiem pewnego oszalałego z nienawiści starca, którego rozkazy pan posłusznie wykonuje, czyli w ten sposób podpisuje się pan pod całym bezprawiem, po całym złem, któremu na imię PIS,
Tylko dlaczego oni nadal noszą nazwę Prawo i Sprawiedliwość??????
Jakie to prawo? prawo Kaduka, prawo Kaczyńskiego, a jaka sprawiedliwość? nam wszystkim innym figa z masłem.
Dawniej nazywano to prawo Kalego, teraz jest Prawo (a właściwie bezprawie) Kaczyńskiego
Właściwie to szkoda, że zablokowałam kiedyś wejście na mój blog tej mojej oponentce, zagorzałej wyznawczyni Pisu, może przynajmniej mój dzisiejszy wpis przekonałby ją, w jakim błędzie tkwiła.
Chociaż z drugiej strony wątpię, skoro ktoś ma ciasny, pisowski móżdżek, niewiele do niego jest w stanie już się wlać tego rozumku. Niektórzy po prostu tak mają……
Niektóry głupcami się rodzą i głupcami umierają, inni potrafią jednał swój rozum ewaluować.
Bardzo podobała mi się wczorajsza zdecydowana riposta dziennikarza TVN na oskarżenia, które na tą stację przez TVP zostały wznoszone.
Po prostu pan Kajdanowicz pouczył swoich kolegów z TVP na czym polega prawdziwa dziennikarska sztuka niezależności i uczciwości, praca na rzecz ludzi, a nie partii, której nie powinni służyć, bo są przecież powołani do szerzenia prawdy, a nie kłamstwa.
I bardzo spodobał mi się dzisiaj zamieszczony jeden z postów na Facebooku:
Po oświadczeniu dziennikarzy Faktów TVN pracownicy TVP wyszukują w słownikach znaczenie słów: prawdziwe dziennikarstwo i wolność mediów.
Nic więcej nie trzeba chyba dodawać?????

Dzisiaj kolejna słoneczna sobota, niestety wciąż jeszcze bez możliwości spacerów po parkach i po lesie.
Ciekawa jestem, czy rzeczywiście w poniedziałek będę mogła sobie na chwilkę w Parku na ławeczce przysiąść, czy znów okaże się, ze wolno tylko się po Parku szybkim krokiem przemieszczać, a nie lubować się na ławce słonkiem?
Zresztą ile czasu w tej masce na twarzy człowiek z wystawioną do słonka buzią wytrzyma???
Ale to i tak dopiero w poniedziałek, dzisiaj cieszmy się jeszcze słonkiem na balkonie.
Miłej soboty

nowy dzień

a taki sam jak ten wczorajszy, przedwczorajszy, czyli…nijaki.
Co z tego, że słonko świeci, skoro na razie nadal nie możemy się z niego cieszyć?

No niby od poniedziałku (a właściwie dlaczego dopiero od poniedziałku) będzie już można odwiedzać parki i lasy, czyli załapiemy się na odrobinkę wolności, ale jaka to wolność, gdy miecz autorytarnych rzadów nad tobą wisi?
Nic nie jest normalnie w tym kraju, niby szumnie zapowiadają korzystne zmian, powrót do gospodarczej normalności, a to tylko w tej chwili przekłada się tylko na możność spacerów bez obowiązku słuchania tych nieprzyjaznych szczekaczek, które niechybnie kojarzyły mi się z IIgą wojną światową. Światła w nocy w Krakowie pogaszone, czyli znów czas wojenny mi to na myśl nasuwa, strach, czy jakiś wirus mnie nie zaatakuje, bo niby co z tego, że noszę te maseczki (w których dokładnie się podduszam), skoro nie wiadomo ilu obok mnie idzie nieświadomych swojej choroby ludzi, niestety państwo oszczędza na testach (skądś musza te pieniądze zdobyć) i nawet ci, którzy czują się niezbyt pewnie nie mają szans na jasną decyzję : jesteś zdrowy – jesteś chory, wymagasz leczenia, a już na pewno odseparowanie od innych.
Już szczytem bezczelności Pisu jest zablokowanie ustawy konieczności cotygodniowego przeprowadzenia testu wśród personelu medycznego, który najbardziej narażony jest na zarażenie.
Nie dawno jeszcze klaskali lekarzom. dzisiaj świadomie narażają ich na te śmiertelną chorobę . A podobno Pis to sama dobroć, dba o swoich ludzi, dąży aby zapewnić im dobrobyt, chyba na drugim świecie, który jak wiemy jest tym lepszym światem.
Niestety przekłada się to na ideę nienawiści, która rośnie wśród wyznawców Pisu, czytałam wczoraj o przypadkach osób, które są przez innych lokatorów sekowanych tylko dlatego, że właśnie w służbie zdrowia pracują, czyli są potencjalnymi nosicielami zła, czyli koronawirusa. Zamykają przed nimi drzwi, bramy bloku, wręcz każą im się wynosić, żeby nie zarażali innych, czyli traktują ich jako trędowatych.
Oj ciemny lud niestety podatny jest na wszelkie pisie sugestie, przecież pamiętamy, że kiedyś zamykaliśmy granice przed uchodźcami, jako potencjalnymi nosicielami chorób, pasożytów i innych robali.
Teraz przyszła kolej na pracowników służby zdrowia, czyli na tych, którzy narażają własne życie dla ratowania innych – czy my jeszcze mieszkamy w normalnym państwie, czy aby takie sianie zamętu i dezinformacji, a czasami nawet powiedziałabym wrogiej informacji nie jest potrzebne Pisowi do utrzymania polityki reżimu????????
Wiem, normalnie myślący człowiek nie podda się takiej sugestii, niestety w Polsce jest sporo osób niezbyt rozgarniętych, dla których propaganda szerzona głównie przez naszą niby ogólno społeczną, a w praktyce partyjną Telewizję Polską jest nieomal świętością, w którą wierzyć należy i jej się poddawać trzeba posłusznie, bez prawa sprzeciwu, czegokolwiek by ona nie dotyczyła.
Ja na pewno ja taki sposób myślenia zdecydowanie odrzucam i chociaż dzisiaj zostałam „przekupiona” dodatkowym świadczeniem emerytalnym w wysokości 981 zł (przecież mi się to należało!!!!!!) nadal twierdzę, że jest to rząd wyjątkowo bezczelnych nieudaczników, których jedynym zajęciem jest myślenie, co tu jeszcze zrobić ludziom na złość, jak im nie uprzyjemniać życia, a sobie przy tym zapewnić „godne warunki bytowania”. Pewnie gdyby mogli, cofnęliby nam te dodatkowe emerytury, niestety machina poszła w ruch, chyba tym razem sami się przechytrzyli i w odpowiednim czasie nie zdążyli zablokować tego świadczenia, przekonani, że jednak tym gestem kupili sobie wyborców. Może jednak część z tych przekupionych biednych emerytów jednak przemyśli temat, co jest dla nich ważniejsze, czy lojalność wobec władzy, która już niedługo może nadal nią nie będzie, czy własne zdrowie, wybiorą tę słuszniejszą dla nich opcję.
Nie będę taka głupia i honorowa, żeby tę jałmużnę odsyłać na przykład do ZUS-u, w końcu ona nie z kieszeni dobrotliwego Jarusia wypływa, na pewno nie wpłacę też na biadolący z biedy Kościół, który teraz dopiero odczuwa, co oznacza brak kasy. Jakoś jest to dziwne, że ci wszyscy biskupi, którzy teraz płaczą nad swoja biedą i proszą wręcz wiernych o jałmużnę nie zastanawiają się nad tym, co mają powiedzieć ludzie, którzy po utracie pracy nie mają z czego własnych rodzin utrzymywać? Zresztą wszyscy wiemy,że kościół był zawsze dotowany z rządowych, czyli naszych pieniędzy i wyciąganie teraz ręki po jakąkolwiek finansową pomoc jest wręcz wstrętne i wręcz niekatolickie oni przecież ślubowali ubóstwo…….
Na pewno, ale to na pewno nie będę też głosowała na tych darmozjadów, szkodników, nawet gdyby mi dali następne 980 zł, chociaż obawiam się, że na to już się nie zanosi!!!

Dzisiaj ubieram maseczkę i rękawiczki i idę po chlebuś do mego sklepiku
Właściwie wszystko inne mam, jeszcze wciąż świąteczne zapasy pozostały w mojej lodówce, ale pewnie dokupię jeszcze i mąkę, bo już mi się kończy i moje ukochane paluszki jaśkowe i miętusy! O! przy okazji paluszków przypomniałam sobie, że muszę jeszcze dokupić baterie – paluszki, i to te A4 i te mniejsze do mego pilota
No to znikam Miłego piątku.

słonecznego czwartku

Dzisiaj znowu troszkę podupadłam na zdrowiu, spokojnie, to tylko chwilowa maleńka awaria, ale w związku z tym mój blog jest dzisiaj i późno i będzie bardzo krótki.
Najlepsza wiadomość, jaką mogłam dzisiaj otrzymać, to taka, że od poniedziałku będę mogła odwiedzać mój Park.
Już nie mogę się doczekać. !!!!!
Druga „dobra wiadomość” to zdjęcie, które zobaczyłam w necie – wyobrażacie sobie? Kaczyński w maseczce, SZOK, TOTALNY SZOK.
Właściwie to szokiem nie powinno być, bo od dzisiaj jest dla wszystkich obowiązek wychodzenia na zewnątrz w maskach na twarzy (bynajmniej nie tych karnawałowych, zresztą już dawno karnawał minął), ale przecież Naczelny Wódz jest zawsze POZA PROTOKOŁEM!!!!
Ale mu się przytrafiło……….. w protokół musiał wkroczyć………….
Dobra, już nie będę się nad nim wywnętrzała, niech robi co chce, byleby tylko dał ludziom święty spokój, a na to jednak chyba na razie wciąż się nie zanosi. Zaparł się i wybory przeprowadzi, po trupach, ale według jego widzimisię. I to najprawdopodobniej nie będą to jednak wybory korespondencyjne, a zwyczajne, w lokalu wyborczym, jak Kaczyński rozkazał! A jego rozkaz jest nieodwołalny.
No i teraz mam dylemat: a może trzeba będzie jednak iść na te wybory i dać krzyżyk przy kimkolwiek, byleby nie przy Dudzie??????
To jest chyba jedna jedyna metoda, by wywalić tego intruza z Pałacu Prezydenckiego!!!! Ale nawet kosztem własnego zdrowia?????
Tyle ile ludzi zechce się narażać, ilu pomyśli tak jak ja.
A swoją drogą widzę tę wściekłą minę Kaczyńskiego, gdy okaże się, że to nie Duda został prezydentem.
Chyba wtedy ze złości padnie na serce, albo….po prostu unieważni wybory.
Przecież wielokrotne głosowanie na cokolwiek, aby tylko było po ich myśli mają już opanowane. Taki precedens odbył się co najmniej w niedalekiej przeszłości dwa razy.
Ano zobaczymy.
Na razie przyjemnego słonecznego czwartkowego popołudnia.
Tylko to wietrzysko mi przeszkadza, nie mogę wietrzyć mieszkania, bo mi drzwi trzaskają 🙂