nie muszę dzisiaj z nikim dzielić róż

Dzisiaj róże są tylko dla Ulki!!!!!!
Wiadomo, środa.
I chociaż za tydzień znów będzie nieco dziwna dla mnie środa, powiedziałabym nawet, ze szczególna, ale……
Co ja tam będę myślami na przód wychodziła, ważne jest tylko dzisiaj, Ulka, róża i….ja.
Bo jutro to też jest dzisiaj, z tym, że dopiero jutro !!!!
Więc mrygam dzisiaj do Ciebie Uleczko ślicznym słoneczkiem, życząc Ci, aby ani dzisiaj, ani jutro, ani w nadchodzących dniach Ci go nie zabrakło.
Wszystkiego dobrego Uleczko, trzymaj się wiosennie 🙂

Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata.
No może lata raczej wczoraj nam nie przeplótł, bo w Krakowie temperatura oscylowała około 4 -5 stopni, a wiec w porównaniu z dwoma czy trzema poprzednimi dniami można powiedzieć, że mróz był, chociaż słoneczko świeciło.
Rozmawiałam wczoraj przez telefon z Magdą (na szczęście już opuściła szpital, czyli nam ozdrowiała), która w pewnym momencie powiedziała: „ale śnieg u nas sypie”.
Śnieg????, zdziwiłam się, teraz, gdy już wiosna zdecydowała się do nas na dobre przyjść? A jakieś pół godziny później ze zdumieniem patrzyłam jak duże płaty śniegu za moim oknem tańczyły na wietrze.
Zupełnie, jakby to była wciąż jeszcze zima.
Co prawda to był bardzo krótki czas, zaraz potem wyszło nawet słonko, ale zima wciąż jeszcze nam usiłuje powiedzieć, ze jeszcze z nami do końca się nie rozliczyła.
Na pewno choinki ubierać nie będę, prędzej raczej trzeba by było pomyśleć o jakichś skrzynkach z kwiatami na balkonie. A może na kwiaty jeszcze za wcześnie.
Chociaż Magda już tydzień temu bratki na tarasie posadziła i podobno nawet całkiem ładnie się jej rozwijają.
Dosyć tych kaprysów, niech przynajmniej pogoda nam jakoś umila i tak smutne dni.
Co prawda na razie nadal raczej nie opuszczam mieszkania, chociaż jestem odpowiednio przygotowana i uzbrojona w maseczki, rękawiczki i środki dezynfekujące, ale podobno w najbliższym czasu niektóre restrykcje już mają ulec złagodzeniu, pomału ludzie do pracy będą wracać, pewnie i na mnie przyjdzie taka pora, może i dobrze, bo w tym domowym areszcie może rzeczywiście całkowicie pomieszać się w głowie.
Ale jest szansa na to, że wreszcie będę mogła swój Kochany Park odezwać, ciekawe, czy są tam już kaczuszki????
Najważniejsze jest jednak to, żeby nadal przestrzegać zasad bezpiecznego poruszania się, a po [powrocie do domu odpowiednio zdezynfekować ręce i ubranie, a szczególnie te maseczki wielokrotnego użytku, wystarczy je przeprać w wodzie około 60 stopni C, a potem jeszcze przejechać gorącym żelazkiem (jak ja nie cierpię prasowania!!!!!!)
No właśnie, a jak rzeczywiście dokładnie przestrzegać innych procedur?
Co na przykład zrobić z przyniesionym ze sklepu towarem, wszystko mam oblewać tym płynem? Rozumiem, że wszystkie woreczki i papierki, w które są produkty zapakowane trzeba wywalić, ale co np z chlebem zrobić?
Dobrze, że kupuję ten chleb w folii, ale taki „normalny”, nie opakowany to chyba trzeba do piekarnika na chwilkę włożyć i odkazić?
Okropnie to nasze życie jest ostatnio skomplikowane, to co było dotąd łatwe nagle staje się problemem.
Ale takie są wymogi zdrowia, trzeba jednak przełamać wszelkie wewnętrzne opory, bo ten wredny wirus z koroną wciąż nam nie odpuszcza, as co gorsze, najpewniej szybko go się nie pozbędziemy.

No cóż, mamy środę taką, jaką mamy, dobrze, że jest przynajmniej jasno za oknem, bo w Krakowie wyszło nowe zarządzenie i w godzinach od 12 do 4 rano powygaszano całe oświetlenie uliczne – Brawo krakowski samorząd, zaoszczędzicie co prawda nieco kasiorki, ale za to dajecie nomen omen zielone światło dla wszystkich złodziei, dla których pod osłoną nocy, w całkowitych ciemnościach wszelkie rozboje będą tylko ułatwieniem. tak przynajmniej myślę, życie pokaże….
No chyba, że wzmocnią wtedy policyjne patrole, co by się przydało, bo jak na razie głownie policja pilnuje babcie i dziadki, które idą sobie z wózeczkiem do sklepiku, albo kogoś, kto przejechał sobie ulicę rowerkiem, a są i w Polsce inne absurdy, na przykład liczna grupa policjantów pilnuje domu Jarosława Kaczyńskiego, przecież ma on tam zapewnioną ochronę własnych, prywatnych goryli, które są odpłacane niby z funduszy Pisu, a de facto z naszych, bo przecież z jakich, jak nie z naszych pieniędzy są dotowane partie?? A teraz dodatkowo jeszcze opłacamy policjantów, którzy dzień i noc w liczbie około 20 osób na jedną zmianę stoją pod jego domem i sprawdzają wszystkich, którzy tamtędy przejeżdżają autem w pobliżu.
Czego boi się ten starzec?????? Czyżby już przeczuwał, że koniec jego wszechwładzy niechybnie nadciąga?????
Tylko wtedy nawet policjanci mu nie pomogą, nawet podejrzewam, że bardzo chętnie, ale bez nienależnych mu zaszczytów za kratki go poprowadzą.
Nawet prezydent Polski nie ma zapewnionej takiej ochrony, jak zwyczajny, prosty poseł. Czy to jest normalne????????

Najwyraźniej żyjemy w jakimś pisim matrixie i….czekam, wciąż czekam, że wreszcie ten absurdalny pisi świat zaginie raz na zawsze i nieodwołalnie.

Głowa do góry! podobno znów ciepła wiosna jutro powraca.
Tylko w tych maseczkach będzie chyba trudno oddychać????

no i już po świętach

Zaglądam dzisiaj do Was, żeby sprawdzić, jak tam po tych świętach się macie?????
Brzuszki Was nie bolą?, główka też jest nie nadęta złymi myślami?
No tak, to nie były zwyczajne święta, nie można było na zewnątrz wchodzić, bo policja bardzo ściśle i skrupulatnie pilnowała, żeby ludzie bez potrzeby po ulicach i po działkach się nie plątali, więc jedyny spacer, który można było przez te dwa dni uskuteczniać, to spacer do….lodówki.
Niestety, dla wielu osób takie lodówkowe przechadzki raczej odnosiły negatywne skutki, co i wiem i sama po sobie.
Od dzisiaj wprowadzam dietę płatkową, trzeba troszkę ten przepełniony brzuszek odciążyć.
A może jednak jeszcze kawałek serniczka??????
No tak, najpierw człowiek nakupował tego pysznego i urozmaiconego jedzonka, potem skrywał przed domownikami z przestrogą: „nie ruszaj, to na święta” a teraz……… a teraz mówi się, „trzeba to szybko zjeść, bo inaczej się wyrzuci”. Znacie to chyba?
I tak jest zawsze po każdych świętach, nawet po tych z koronowirusem, chociaż podejrzewam, że z nudów człowiek jednak nieco więcej, niż zazwyczaj w święta podjadał, skoro nawet przerw na wiosenny spacer na łono przyrody nie posiadał
Telewizja dopisała, a i owszem, wszystkie stare filmy z lamusa powyciągała, tak więc można było sobie odnowić filmowe wspomnienia, a już zdecydowanie film „Znachor” był liderem tych ostatnich świąt, można było przez te kilka dni oglądać ten film dokładnie na wszystkich kanałach, począwszy od Polsatu, Polsatu Rodziny, po TVP i nawet TVN i innych polskojęzycznych stacjach , do znudzenia, bo co otworzyłam telewizor, Znachor mnie z ekranu pozdrawiał.
Bardzo lubię akurat ten film, bardzo lubię głównego bohatera, którego grał znakomity i niezapomniany Jerzy Bińczycki, ale ile razy można ten sam film oglądać?
Za to z przyjemnością oglądałam wczoraj na TVP Rodzina film Chmielewskiego „Nie lubię poniedziałku” – chociaż też ten film już niejednokrotnie oglądałam, nie miej zawsze jednakowo mnie śmieszą paradoksy rządzące treścią filmu, ot takie różne zbiegi okoliczności losów rożnych ludzi, które w jedną wspólną treść się zlewają takie jest własnie nasze życie, splot różnych przypadków, które czasami nami rządzą, nawet wbrew naszej woli.
Ale czymś (prócz oczywiście jedzonka) człowiek musiał się zająć, bo przecież nie można cały czas tylko o tym koronowirusie, a tym bardziej o polityce myśleć. Inaczej człowiek już całkowicie by zwariował, zresztą i tak można powiedzieć, że popadliśmy wszyscy w wielką narodową, paranormalną ba czasami i paranoiczną depresję i jakoś samemu sobie trzeba z tym dawać radę.
A swoją drogą, ciekawe, ile osób po tym obecnym depresyjnym stanie będzie musiało podjąć leczenie? ile osób po prostu nie wytrzyma dalszego naporu tych psychicznych obciążeń, którymi jesteśmy na codzień obarczeni??
Na całe szczęście sprzyja nam też pora roku – wiosna, bo ona zawsze jakoś jeszcze człowieka mobilizuje do życia, gdy patrzysz na tę budzącą się przyrodę, dostajesz jakąś dodatkowa energię, która i Ciebie do życia pobudza.
Niestety, tylko nie wszystkim udaje się ta sztuka, a teraz, gdy jesteśmy w domu uwięzieni, nie mamy takiej okazji do podglądania naszej budzącej się natury.
Dzisiaj w TVN -24 pokazywali spacer ulicami miasta mamy kaczki, która wiodła za sobą małe kaczątka, nie zwracając uwagi na przejeżdżające auta, spacerowały sobie chodnikiem, ale kilkakrotnie przekraczały jezdnie, na szczęście policjanci czuwali na tym kaczym spacerkiem i bezpiecznie je przez ulice przeprowadzali, nawet zatrzymując na szczęście niewielki ruch samochodowych,
Te kaczki to miały szczęście, widocznie najlepiej w Polsce dzieje się…..własnie kaczkom 🙂
Włos z głowy, ani żadne piórko im nie spadnie, są pod ścisłą policyjną osłoną…….
Tak to już w Polsce z kaczym rodem bywa, nie dość, że są pod szczególną , wzmocnioną ochroną, w dodatku mają jeszcze specjalne prawa.

Nawet zapomniałam, że wczoraj był trzynasty dzień miesiąca, ale widać dlatego, że był to poniedziałek, a nie piątek, ten dzień był dla mnie szczęśliwy, bo pobiłam rekord czytania mego blogu, miałam wczoraj aż 243 wejścia, co było a b s o l u t n y m rekordem.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzają i samych pomyślności na dzisiaj i na cały ten nieco krótszy tydzień życzę.
No cóż, niewiele od wczoraj się zmieniło, tylko niektórzy dzisiaj do pracy poszli, reszta nadal jest w swoich mieszkankach zamknięta, właściwie to nie wiadomo, czy można, czy nie można na spacerek się udać, bo to, czy zostanę upomniana, czy nie daj Panie Boże ukarana mandatem, zależy tylko od woli policjanta, który mnie napotka.
Oczywiście już są różne pomysły na to, jak można wyprowadzić policjanta w pole, można mieć na przykład wielka siatkę w ręku i kartę bankomatową w drugiej ręce i wytłumaczyć, że własnie biegnie się do sklepu po świeży chlebuś ( bo bieganie też niestety jest zakazane).
Inny chytry sposób, o którym przeczytałam na Facebooku to taki, ze można zaopatrzyć się w smycz, którą trzeba dzierżyć w ręce, a gdy zostanie się zaczepionym przez policjanta, można wytłumaczyć, że właśnie uciekł nam pies i teraz go szukamy. Tylko co będzie, gdy trafimy na prawdziwego policjanta – służbistę, który chętnie włączy się w poszukiwanie tego urojonego psa?
Takich i innych pomysłów jest pewnie wiele, ale nie zawsze takie argumenty niestety do naszej policji przemawiają, gdy trafisz na jakieś poczciwca, po prostu da ci tylko pouczenie i odeśle z kwitkiem do domu, gdy trafisz na nadgorliwca, możesz doczekać się nie tylko mandatu, ale czasami nawet dosyć brutalnej interwencji, co już, nie raz w ostatnich dniach niestety się zdarzało.
Najlepsze wyjście to jednak siedzenie na tyłku w domu, no chyba, że ktoś musi iść do pracy, co też nie jest łatwe, bo komunikacja miejska jest bardzo ograniczona i najlepiej wychodzą na tym właściciele samochodów.
No i przynajmniej w domu nie trzeba chodzić z tą niewygodna maseczką na ustach…….. a od jutra ten przepis będzie bardzo ostro przestrzegany i wyjście gdziekolwiek( nawet na podwórko, gdy wyrzucasz śmieci) bez maseczki może skończyć się ukaraniem mandatu.
Zupełnie jakby nam kaganiec nakazali nosić, ale to podobno tylko dla zdrowia, a nie dla zamknięcia nam mord ????????
Takie to mamy teraz czasy…..

Tej nocy z 14/15 kwietnia będziemy myśleć o tej strasznej katastrofie brytyjskiego transatlantyku Titanic , który po zderzeniu z góra lodową zatonął, pociągając za sobą ponad 1500 ofiar.
I tu też pycha i wiara w doskonałość dzieła i doskonałość decyzji była główną przyczyną tej strasznej tragedii.
Wynika z tego, że mimo, że od tamtej tragedii ponad 108 lat, niczego niestety niczego to wielu ludzi nie nauczyło, nadal własne EGO i chęć imponowania domniemaną wielkością i doskonałością, oraz przede wszystkim pieniądze, są motoryką ludzi. obojętnie na jakim kontynencie, w jakiej części świata by oni się znajdowali.
I to jest własnie doskonałym potwierdzeniem powiedzenia „PYCHA ZAWSZE KROCZY PRZED UPADKIEM”
Tylko kiedy nareszcie zrozumiemy to, że pokora wobec innych, wobec natury, wobec życia, jest najlepszym naszym życiowym kierunkowskazem…….
Słonka na dzisiaj życzę i miłych wypomnień minionych świątecznych dni.
Dzisiaj zaczynamy nasza rzeczywistość od nowa, chociaż niewiele od tej wczorajszej ona niestety się różni……..

Lany poniedziałek

By tradycji stało się zadość podsyłam Wam dzisiaj kilka dyngusowych kropelek, aby ten dzień był miły i w miarę wesoły.
Dzisiaj zapowiadali deszcze i niepogodę, a tu masz, słonko zajrzało do moich okien i wydaje się, że jak na razie deszcz nam nie grozi, chociaż z drugiej strony, przy tej suszy trochę deszczu by się zdało.
Biedne młode, dopiero co rozwijające się roślinki przecież wyczekują tego deszczu jak kania dżdżu.
Tym bardziej, że i tak nadal z domu wychodzić nie można, przymusowa i zdrowo pomysłowa kwarantanna trwa, chociaż wydaje się, że nie wszystkich ona w Polsce obowiązuje. No zobaczymy, czy koronawirus też tych naszych nadludzi jednak swoja koroną nie obdarzy, bo z tym wirusem nie ma zmiłuj się, wciąż zachorowalność niestety nadal rośnie.
Ale mimo, że ten czas jest niby smutny, bo taki nieco w odosobnieniu, ale jakoś radzić sobie trzeba było.
Przede wszystkim zastawiłam sobie wczoraj swój stół samymi świątecznymi smakołykami i poczekałam na Face Time na połączaniu z domem Maćka, czyli tak na odległość siedzieliśmy z Maćkiem i Jego Rodzinką przy wirtualnym stole, oni przy swoim, ja przy swoim, ale w ten sposób mieliśmy okazję sobie podzielić się na odległość jajeczkiem, wspólnie jeść smakołyki i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
Ot, takie są osiągnięcia naszej nowoczesności, niby osobno, ale jednak razem spędziliśmy przynajmniej te kilka godzin, mimo, że dzieliła nas ponad 10 km odległość.
Spędziłam w ten sposób z nimi prawie wspólne ponad dwie godzimy.
Smutno mi tylko było, że nie mogłam w taki sam sposób połączyć się z domem Magdy, ale niestety tuż przed świętami Magda zaczęła mieć kłopoty ze swoim żołądkiem i…wylądowała w szpitalu.
Miała zaplanowany co prawda świąteczny wyjazd do Kościeliska, ale po pierwsze koronowirus szyki pomieszał i odwołali takie świąteczne turnusy w tej i w innych placówkach też, a w końcu okazało się, że jednak zdrowie jest najważniejsze i w Wielki Piątek Magda musiała udać się do szpitala.
Biedna Magdusia, zamiast świątecznych smakołyków dostała wodnistą zupkę z grysikiem i całą masę kroplówek i zastrzyków, ale już jest spora poprawa i najprawdopodobniej już za kilka dni będzie mogła dalsze leczenie podjąć już we własnym domku.
Nie miej bardzo jej współczułam, bo przez tego koronawirusa nawet nie można Jej było w szpitalu odwiedzić, wszystkie potrzebne Jej przybory Jacek musiał podawać przez portiera, mógł tylko przez szybkę w drzwiach do niej pomachać. Na całe szczęście są telefony komórkowe i chociaż ostatnio są dosyć wielkie trudności z połączeniami, bo linie są wyraźnie przeciążone, mogę sobie z nią kilka razy dziennie porozmawiać.
Co do mojego telefonu, to chyba mam jakiś wadliwy ten aparat, bo co kilka dni mi się wiesza i nie mogę wtedy odbierać telefonów, muszę dopiero oddzwaniać, poczekam, aż ta epidemia się skończy i spróbuję jakoś zainterweniować w Apple, na razie co kilka dni muszę go po prostu resetować.
Wczoraj znów miałam miłą niespodziankę – przesyłkę od Basi, Matylda przyniosła mi kawałek wspaniałego sernika przez Basie upieczony i…. pojemniczek z pasztetem, też robiony ręką Basi.
Co prawda zawsze zastrzegałam się, że pasztetu z królika jeść na pewno nie będę ( nie wiem dlaczego takie jakieś dziwne miałam do królika zastrzeżenia), ale tu po pierwsze nie wiedziałam, że w nim akurat tkwi królik (dowiedziałam się już nieco później), a po drugie akurat ten pasztet bardzo mi smakował i co lepsze, jeszcze kawałek na dzisiaj tego pasztetu sobie pozostawiłam i na pewno go zjem.
Od razu przypomniało mi się, że kiedyś tam zastrzegałam się, że nie cierpię baraniny (bo capi), a gdy już niestety świętej pamięci pani Zofia poczęstowała mnie pysznym mielonym kotlecikiem, zjadłam go ze smakiem i dopiero grubo, grubo później dowiedziałam się, że ten kotlecik był z……… barana.
Jak to nigdy nie można się zarzekać, zanim potrawy się nie spróbuje.
Ktoś kiedyś spytał mnie: dlaczego nie jesz baraniny albo królika? Opowiedziałam : bo nie lubię A następne pytanie było: a jadłaś kiedyś baraninę, królika?”=- no nie, no to skąd wiesz, że nie lubisz?
No właśnie, jak można czegoś nie lubić, skoro tego nawet się nie spróbowało????
Tak samo było wczoraj z tym pasztetem, ale naprawdę był taki smaczny, że nawet nie potraktowałam go sosem Kumberland, żeby nie popsuć jego smaku.
Ot takie moje świąteczne wspomnienia z dni minionych i z dnia wczorajszego zamieściłam.
Poza tym starałam się coś tam oglądać w TV, trochę pooglądałam filmów na Netflixie i Wielka Niedziela przeminęła…..
A dzisiaj, jak już, pisałam, słonko mnie rano wesoło przywitało, nie wiem, jak to ma się do pogodowych prognoz, teraz najwidoczniej i pogoda z nami w kuku gra.
Ale wiem przynajmniej jedno, dzisiaj nikt mnie nie poleje wodą, a bywało kiedyś, oj bywało, pamiętam taki Śmigus Dyngus, podczas którego nawet kilka razy musiałam się przebierać, bo byłam przemoczona do suchej nitki.
A teraz tylko mogę z uśmiechem wspominać te dni, gdy goniliśmy się z wiadrami pełnymi wody i wzajemnie oblewali. Ale wtedy było pisku, a ile śmiechów i radości…no cóż, wtedy jeszcze człowiek był młody…….

A jakie mam plany na dzisiaj? Pewnie też połączę się przez Face Time z Maćkiem, przynajmniej na chwilkę ich zobaczę.
Właściwie to już śniadanko zjadłam, co prawda tylko Basiny sernik i wypiłam kawkę, ale resztę na późniejsze godziny sobie pozostawiam.
Może znów z Rodzinką z Modlnicy będę sobie wirtualnie biesiadowała?

No to przyjemnego drugiego dnia Świąt życzę, spokoju i odpoczynku bez nerwów i zbytecznych wiadomości.
Bo brak wiadomości, to dobra wiadomość.
Wszystkiego dobrego 🙂

W Wielkanocny poranek

Czego mam życzyć w ten dziwny czas,
gdy w te Święta nie ma tej radości w nas?
Choć jak zwykle zabiją Wielkanocne dzwony
my zatrwożeni, często samotni, spędzimy ten czas w sposób nieco urojony
Nie przytulisz Matki, siostry ani brata,
a córka i syn też gdzieś przebywa hen na końcu świata.
A wspólne dzielenie się jajkiem i czułe życzenia
pozostają tylko w sferze naszego wspomnienia.
Tak było, a jak będzie?, kto to teraz wie,
ileż to łez goryczy i smutków jeszcze wciąż przeleje się.
Ale jest pocieszenie, Zmartwychwstał Nasz Pan
on tej wielkiej nadziei dziś przynosi łan.
Więc jednak radujmy się dzisiaj wszyscy dookoła,
bo niebawem wybije godzina wesoła,
przyjdzie czas normalności, nasza nowa wiosna
i znów rzeczywistość będzie nam radosna.
A Pan Zmartwychwstały niech nam dziś błogosławi
w zdrowiu i w pogodzie ducha niech nas pozostawi
Nie smućcie się więc Kochani, zmartwienia odejdźcie precz stąd
W oczekiwaniu na lepsze jutro życzę Wam pogodnych Wielkanocnych Świąt
.

E.W. 12.04 2020 – WIELKANOC

Wielka Sobota

Piękna, słoneczna i wesoła Wielka Sobota.
Dla mnie może nie aż tak bardzo wesoła, bo mam pewne rodzinne problemy, ale nie będę o nich pisać, mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy i to podobno już jutro ma być dobrze!
Jednego tylko się od wczoraj nauczyłam : nic nie jest pewne, ani ważne, ani nawet najważniejsze, bo przychodzi moment, który wszystko do góry nogami potrafi przewrócić, i wtedy właśnie ten aktualny fakt jest wtedy najważniejszy,
Nie liczy się ani polityka, ani to, czy mam co na stół postawić, następuje takie przemieszanie, do którego znów trzeba się przyzwyczaić.
Ot, takie jest życie.
I wczoraj, gdy byłam nieco przy smucona, Kaziu przypomniał mi moje słowa, które zawsze powtarzam: nikt nam nie obiecał, że nasze życie po różach będzie się toczyło. Bo każda róża ma kolce, małe, czy większe, ale je ma i o ten jeden nieraz kolec niestety czasami trzeba zahaczyć.

Wczoraj Darka przyniosła mi maseczki i rękawiczki oraz płyny dezynfekcyjne i chociaż na razie nie planuję żadnych wypadów poza dom, bo niby gdzie miałabym iść, skoro Park zakluczony, ale na wszelki wypadek jestem już epidemiologicznie zaopatrzona, nawet po świętach na zakupy mogę się wybrać, chociaż ostatnio mam tak bogato zaopatrzoną lodówkę, że prócz ewentualnie pieczywa w najbliższym czasie nic dokupować nie będę musiała.
Zresztą zawsze mogę o zakup pieczywa poprosić pana Janka, który wczoraj już też pytał, czy jeszcze czegoś ze sklepu nie potrzebuję.
Jak dobrze mieć Sąsiada i to w dodatku takiego miłego Sąsiada!!!!!
Brakowało mi co prawda czerwonej porzeczki, bo lubię robić sobie taki świąteczny sosik Kuberland, który zawsze mój Tata robił, ale nawet te konfiturę wczoraj Darka też mi dostarczyła.
Może ten sos Kumberland a’la mój Tata nie do końca jest ściśle z przepisem robiony (w oryginale dodaje się do niego jeszcze wino), ale robię go zawsze według naszego rodzinnego przepisu: dwie- trzy łyżeczki chrzanu, do tego dodaje się konfiturę, po prawdzie powinna to być żurawina, ale może być też to czerwona borówka, 2- 3 – 4 łyżki śmietany i do smaku przysmacza się go pieprzem, można tez dodać troszeczkę cukru – trzeba sosik wstawić do lodówki, żeby się „przegryzł” i potem znakomicie smakuje do wszelakich wędlin, a zwłaszcza do pysznych pasztetów.
Ot to taka nasza rodzinna tradycja, bo ten sosik robił mój Tata, a potem Jego dzieci, czyli Ania Krzysztof i ja, no i oczywiście również ich dzieci też taki sosik na Święta Wielkanocne podają.
No i oczywiście obowiązkowo trzeba jeszcze zrobić chrzan z jajkiem, to jest druga nasza tradycyjna wielkanocna potrawa, taka łatwa do zrobienia, jajka na twardo, chrzan, śmietana, sól, pieprz, cukier , znów jest dobra, gdy nieco w lodówce poleży przed podaniem na stół.
I pomimo, że będę sama, oba te sosiki też sobie zrobię, będę się czuła przynajmniej jak za dawnych świątecznych rodzinnych czasów.
Jak już kiedyś pisałam, w moim Rodzinnym domu świętowanie zaczynało się uroczystym śniadaniem podawanym około 10-11 rano, przy wspólnym stole zasiadali Rodzice, dzieci, Babcie, Ciocie, Wujki (Dziadków akurat nie pamiętam, bo miałam 3 lata, gdy obydwóch Dziadków zabrakło, zresztą w tym samym roku), było wesołe biesiadowanie aż do wieczoru.
W pierwszy dzień Świąt Wielkanocny nie podawało się na ogół tradycyjnego obiadu, ale zawsze popołudniu podawano u mnie barszcz z krokietem lub pasztecikiem (jakoś nie pamiętam by tradycja żurku u nas i była kultywowana) no i oczywiście było podawane pieczyste, czyli jakieś mięso, czy kuraki, sałatki i tak cały czas, przekąszając pysznymi słodkościami: sernikiem, makowcem, czy mazurkiem, biesiadowało się do późnego wieczora
To dopiero było prawdziwie rodzinne spotkanie, bo zawsze sporo ludzi przy stole siedziało, oczywiście dzieciaki, zgodnie z rodzinnymi wymogami, miało swój własny stół w osobnym pokoju, by starsi mieli swobodę w różnych rozmowach, którymi dzieciaków nie chciano aprobować.
Taki tradycyjny obiad jadało się u nas dopiero w drugi Dzień Świąt.
Teraz te restrykcje rodzinne nie są tak ściśle przestrzegane, zresztą pewnie i te rodzinne spotkania są w zdecydowanie mniejszym gronie robione, więc dzieciaki mogą w nich uczestniczyć.
Ale nie przypominam sobie, żeby któreś z dzieci czuło się pokrzywdzone faktem, że nie jest z rodzinna starszyzną przy stole usadzana, było nas kilku kuzynostwa i zawsze też świetnie w swoim gronie się zabawialiśmy, a o to, by nasz stół był dobrze zaopatrzony dbała zawsze moja Mama i wszystkie dobre Ciocie.
Ot, takie rodzinne wspominki z dobrych minionych czasów.
A wszyscy wiemy, że teraz jest całkiem inaczej, a w tym roku epidemia koronawirusa zdecydowanie odrzuciła wspólne rodzinne świętowanie, na czym bardzo rodzinne więcej tracą, a szczególnie dosyć niekomfortowo czują się starsze osoby osobno mieszkające, Babcie, Ciocie, Wujki, które całkiem samotnie ten świąteczny czas przechodzić muszą.
Ale takie są wymogi czasu i czy tego chcemy, czy nie, musimy się temu podporządkować
Ale może właśnie dlatego tak miło wspomina się tamte dobre lata?????

Dzisiaj jeszcze nie czas na świąteczne życzenia, pozostawię to sobie na jutro, ale życzę Wszystkim miłej, pogodnej i słonecznej Wielkiej Soboty.
A moje listki na balkonie już są coraz większe, coraz śmielej z pączków przekształcają się w zielone płatki. 🙂

I stała się ciemność….

Bardzo smutny i refleksyjny Dzień Wielkiego Piątku.
Tak wiele się wtedy złego się działo, bo Zło pokonało Dobro.
I stała się ciemność……..
I trwała ta noc trzy dni, a potem przyszedł zbawienny świt…..
My też na taki świt czekamy……
Przepraszam, znów podobnie jak wczoraj analogię stosuję, ale taka refleksja sama mi się pod palce podsuwa.
Po prostu nie mogę o tym nie myśleć, chociaż staram się wszystkie złe myśli jak najdalej od siebie odsunąć.
Dlatego udaję, że tak bardzo cieszą mnie coraz większe listki na krzewie obok mojego balkonu, bo trzeba chyba się przełamać i jakoś zacząć pozytywnie myśleć, nawet, gdy rzeczywistość całkiem nie jest pozytywna.
Dlatego udaję, że cieszy mnie pięknie świecące słonko, chociaż z jego dobrodziejstwa nie do końca mogę korzystać, przynajmniej nie na tyle, ile bym chciała.
Nie mogę odwiedzić mojego Parku, nie mogę usiąść na ławeczce i oglądać baraszkujące dzieci, czy wesoło hasające pieski.
Niedawno ten stan mojego bytu określiłam wrażeniem, że tkwię w jakimś paranoicznym śnie, z którego nie mogę się obudzić, a dzisiaj mam odczucie, że wszystko dzieje się zam i a s t.
Zamiast radosnych spacerów mam namiastkę pobytu na balkonie, zamiast rodzinnych radosnych świąt będzie przymusowa samotność, kwarantanna, zamiast uroczystego, wspólnego Wielkanocnego śniadania będzie tylko wirtualne spotkanie z Najbliższymi przez kamerkę w telefonie.
Z A M I A S T ………….. wszystko Z A M I A S T i to musi niestety na razie wystarczyć.
A może moje i nie tylko moje grzechy były jednak na tyle poważne, że trzeba za nie teraz odpokutować ?????
Właśnie teraz stała się C I E M N O Ś Ć, chociaż słonko nam przyświeca, ale to wszystko jest niestety iluzją, ta ciemność tkwi w naszych duszach, naszych umysłach, w beznadziei, która nas otacza i końca jej nie widać, a każdy dzień nie tylko nie przynosi ulgi, ale jest dalszym pasmem naszej udręki.
Coraz gorzej znoszę ten stan bytu, bo trudno to nawet życiem nazwać, po prostu teraz bytujemy, czekamy i wydaje mi się, że coraz więcej ludzi również zaczyna odczuwać podobnie jak ja, ten brak normalności naszego życia.
Każdy dzień jest po prostu taki sam, bezbarwny, nijaki.
Z kimkolwiek teraz przez telefon rozmawiam, a ostatnio nawet odświeżyłam znajomości z osobami, których już dość dawno nie słyszałam, słyszę w ich głosach też tę beznadziejność i w dodatku niemoc i brak wiary w jakąkolwiek lepszą zmianę.
Jakie to jest bardzo smutne…………
A po Wielkim Piątku powinien nadejść czas radości, tymczasem na razie nieprędko on nadejdzie.
Nasz Wielki Piątek wciąż jeszcze będzie trwał i trwał, podlewany w dodatku z jednej strony strachem przed epidemią, a z drugiej strachem przed nadchodzącą ekonomiczną niewiadomą, która jak zły pająk otacza nas coraz silniej swoimi mackami, przed niebywałą drożyzną wynikającą z upadłości naszej gospodarki i przed świadomością, że ten nieudolny rząd, który coraz bardzie sobie nie radzi z problemami kraju, bo po prostu nie chce tego robić, bo udaje, że wszystko jest O.K. a zajmuje się głównie własnymi interesami, coraz bardziej brutalnie dąży do wprowadzenia anarchii i zawłaszczenia Polską, co doprowadzi nasz na kraj wojny, niestety, taka jest smutna prawda.
Czy zatem można obudzić się rano z myślą : jak to dobrze, że wstał nowy, piękny dzień, który nam tyle radości przyniesie????
Na razie jeszcze nie i nie wiadomo, kiedy taki radosny poranek nadejdzie.
Nie wiadomo, czy dzisiaj i jutro nie będzie jeszcze gorsze, nie przyniesie nam nowych trosk…………

Przepraszam za ten wpis, ale dzisiaj jestem przepełniona smutkiem i to nie tylko tym, który wiąże się z puenty tego, co działo się przed dwoma tysiącami lat Na Golgocie, chociaż taka myśl powinna dzisiaj mój umysł ogarnąć, ale też i tym, który w ten znamienny dla nas czas dzieje się obecnie – bo to jest nasze MEMENTO MORI !!!!!
Pozostawiam więc każdego z Was z tym rozmyśleniem tego Wielkiego Piątku, który był tragedią Jezusa Chrystusa i Jego Najbliższych i naszego dzisiejszego Wielkiego Piątku, który został nam obecnie ofiarowany, bo nic w życiu nie dzieje się przecież bez przyczyny, nic nie jest przypadkiem…..

Dzisiaj są Urodziny mojej Kochanej Kamilki, więc również i tutaj życzę Jej, by te marzenia i te wszystkie zamierzenia zawsze się spełniały


Wielki Czwartek

Dzisiaj bardzo ważny dzień dla Kościoła Katolickiego.
Wspominamy Ostatnią Wieczerzę w Wieczerniku, podczas której został ustanowiony Sakrament Eucharystii i Sakrament Kapłaństwa.
Zawsze ten dzień był obchodzony bardzo uroczyście, jest przecież świętem wszystkich Kapłanów, ze wspomnieniem Apostołów, którzy brali udział w tym ostatnim wspólnym posiłku z Jezusem, nie wiedząc, że jutrzejszy dzień przyniesie im rozpacz, smutek i strach przed prześladowaniami.
To dla nich był bardzo ciężki czas, zostali sami, pogubieni w swoich myślach i w swoich sumieniach, niepewni dnia jutrzejszego.
Wówczas sytuacja polityczna w kraju była bardzo napięta, trzeba było wiele rozwagi i wiele odwagi, aby bezpiecznie przejść przez te dni.
A trzy dni później niebywała radość znów spłynęła na ich oblicza, Ten, w którego wierzyli, któremu ufali, powrócił, zmartwychwstał, chociaż wydawałoby się, że po śmierci nie może już nic być lepszego. A On przyszedł do nich i ich pozdrowił i znów napoił ich swoja wiarą i odwagą głoszenia prawdy.
I może dla nas ten dzień powinien być pewnym symbolem w wiarę, że kiedyś przyjdzie ten czas odnowy, że kiedyś prawda i dobro zło przegoni precz.
Jesteśmy ostatnio bardzo boleśnie doświadczani trwogą o dzień dzisiejszy, trwogą o dzień następny, o przyszłość naszą i naszych dzieci i wnuków.
I podobnie jak kiedyś APOSTOŁOWIE, jesteśmy przerażeni, czujemy smutek i bojaźń przed niewiadomą.
A może tak właśnie miało być, że ten smutny i ciężki czas zbiegł się teraz z tym historycznym już czasem Jezusa Chrystusa tylko po to, by przyszło na nas opamiętanie, po to, byśmy zrozumieli, jakie wartości w życiu są najważniejsze?
Bo świat szybko pognał do przodu, gubiąc po drodze odruchy człowieczeństwa, bo mamona, a nie człowiek była tym, co najbardziej się liczy.
Pieniądz jest ważną częścią naszego życia, ale nie można patrzeć tylko przez jego pryzmat na świat, ale trzeba spostrzegać biedę i choroby innych ludzi, wszystkie ludzkie nieszczęścia.
I właśnie ta okropna epidemia pozwoliła ludziom powrócić do tych korzeni człowieczeństwa, może nie wszyscy, ale wielu ludzi się zatrzymało i zobaczyło koło siebie drugiego człowieka, któremu trzeba pomóc.
I to jest własnie ta piękna strona tych smutnych dni, że jest tyle osób, którzy wspomagają tych, którzy walczą z epidemią, szyją maseczki, fartuchy ochronne, robią przyłbice, które potem to środki są oddawane do polskich szpitali.
Nagle okazało się, że znajduje się też i wiele sponsorów, którzy swoim dobytkiem potrafią się podzielić z innymi, wspomagają ośrodki potrzebujące pomocy, po prostu wyznają tę zasadę, o której tyle razy w swoim blogu wspominałam „być, a nie tylko mieć”
Jest tyle chętnych osób ofiarujących swoją pomoc tym słabszym, starszym, często niedołężnym osobom.
Nagle zaczęliśmy zauważać innych, nie tylko siebie samych !!!!
Rozważmy to wszystko w naszych sercach i niech ta nauka, którą teraz z Nieba otrzymujemy, będzie już na zawsze naszym życiowym mottem, nie wracajmy do tych złych nawyków.
Dobro trzeba docenić, zło trzeba zniweczyć, ale taka ocena już nie od nas tylko zależy….. MAMY BYĆ A NIE MIEĆ !!!!!!

Wielki Czwartek jest początkiem Triduum Paschalnego, wielkich dni dla Katolików.
Zawsze wtedy wspominam panią Marię, z którą przez te trzy dni przed Świętami Wielkanocnymi rok rocznie modliłyśmy się w małym kościołku św Norberta przy ulicy Wiślnej w Krakowie, był to szczególny dla mnie Kościół, bo tam, za czasów mojego dzieciństwa, chodziłam na niedzielne Msze święte razem z moją Mamusią.
Dzisiaj w tym miejscu nie ma Kościoła Katolickiego, jest już tam grecko katolicka Cerkiew Podwyższenia Krzyża Świętego.
Dzisiaj nie ma też już i pani Marii, ale ten przedświąteczny czas Triduum zawsze poświęcam Jej wspomnieniem.

Ludzie zawsze te dni traktowali jako wspólne radosne, wiosenne świętowanie, w tym roku epidemia zadecydowała inaczej.
Dzisiaj usłyszałam bardzo mądre motto na te dni : „Lepiej po raz pierwszy spędzić ten świąteczny czas osobno, niż po raz ostatni razem”, a tak niestety mogłoby się stać, gdybyśmy nieodpowiedzialnie odwiedzali swoje Rodziny, swoich Przyjaciół i narażali siebie i innych na zakażenia.

Wymyśliłam na to świetną metodę, po prostu sama przygotuję sobie ten świąteczny stół, z jajeczkiem, z szynką i z chrzanem, czyli podobny do tego, jaki miałabym w Modlnicy i wtedy połączę się przy pomocy kamerki z domem Magdy i z domem Maćka i razem z nimi podzielę się świątecznym jajeczkiem, będziemy co prawda na odległość, ale tak, jakbyśmy byli razem, przy jednym stole.

A słonko nadal sobie od samego rana lśni. jedynie, co przeraża, to ta niesamowita susza, która niestety jeszcze bardziej narasta i która może przynieść w najbliższym czasie katastrofalne wręcz skutki.
Niestety wszystko to jest wynikiem ocieplenia klimatu, a niestety w tej walce ciągle ponosimy porażkę.

Wczoraj byłam na małym spacerze zakupowym, postanowiłam, że jednak nie będę nikogo swoja osoba obciążała.
Jakie to smutne, mój ukochany Park niestety opasany jest czerwono – białymi pasami, a taki już jest pięknie kolorowy, zielone listki i traw, żółte krzewy, nawet jeden krzew tak pięknie białymi kwiatami się obsypał, niestety mogłam to tylko obserwować z oddali. ……
A na moim podwórku też już jest bardzo zielono, listki na moim balkonie są coraz większe. Siadam sobie czasami na krzesełku na balkonie i podziwiam tę piękność budzącej się przyrody i podziwiam małą córeczkę naszej sąsiadki, która wraz z mamą baraszkują sobie na podwórku, skoro do parku wychodzić nie można…..
Spokojnego Wielkiego Czwartku życzę i słoneczka, a wieczorem niechby troszkę nam już pokropiło i te nowe roślinki wzmocniło i do życia na nowo pobudziło.
Miłego świątecznego dnia.

Już wiem, co zrobię

Dzisiaj podwójne róże, bo i podwójne święto.
Wiadomo, że dzisiaj mamy środę, ale również dzisiaj są Urodziny mojego V.I.P.A, więc i różana okazja jest szczególna, zdublowana.
Mam nadzieję, że zarówno Ulka jak i Solenizant Kaziu zgodnie różyczkami się podzielą i każdy swoją, przez siebie wybraną przytuli do własnego serca.
A zarówno Drogiemu Solenizantowi jak i Uleczce w tym dziwnym czasie epidemii przede wszystkim wiele zdrowia życzę, bo to są jak najbardziej na ten czas życzenia, ale również i życzę szczęścia, bo teraz Im na pewno też się przyda.
Zresztą na pewno Kaziowi będę jeszcze miała dzisiaj okazję złożyć telefoniczne życzenia, szkoda, ze nie osobiście, ale przyjdzie na to czas, przyjdzie czas, przyjdzie czas

A Wszystkim moim Czytelnikom (mam nadzieję, że dzisiaj będą obecni tylko ci pożądani przeze mnie, bo jednak byłam zmuszona pewnej pani blokadę zastosować) życzę słonka na ten dzisiejszy środowy dzionek, zawsze można na chwilę wyjść na balkon, czy szczęściarze mogą wyjść do swojego ogródka, albo co najmniej przy otwartym oknie można stanąć i świeżego wiosennego powietrza powdychać, bo dzisiaj zapowiadają też piękny dzionek.
No cóż, przydałoby się jeszcze chociaż troszeczkę tego wiosennego deszczyku, by rosnące roślinki ożywić i obudzić do życia, ale mam nadzieję, że i bez tego dadzą sobie radę.
Codziennie podziwiam pączki roślinki na moim balkonie rosnącej, to znaczy zakorzeniona jest ona na podwórku, gdzieś niedaleko mojego balkonu, ale gałązki sprytnie przez sztachetki balkonu przeplata, aby potem zaglądać do mojego okna.
Jeszcze dwa dni temu gałązki tej roślinki w pączki tylko były zaopatrzone, dzisiaj z nich już małe listeczki wyglądają. Jakże mnie cieszy tak widok, chociaż potem te spore liście muszę od siebie odganiać, bo nie mogłabym inaczej na balkon wyjść, tak ich jest sporo.

Codziennie rano budzę się z przeświadczeniem, że śnił mi się jakiś koszmarny sen, że utknęłam w jakiejś paradoksalnej dziurze absurdu, niestety po przebudzeniu wciąż widzę, że ten absurd nadal trwa, w dodatku my wszyscy Polacy jesteśmy a r e s z t o w a n i w domach tylko po to, żeby nie przeszkadzać obecnej władzy w przeprowadzaniu dalszych pomysłów pewnego żądnego władzy absolutnej człowieczka, który kocha tylko siebie i swoje urojenia chyba przez noce toczy w swojej mózgownicy.
I dopóki ci, którymi on się otacza nie powiedzą mu zdecydowanie w końcu NIE, nic w Polsce w najbliższym czasie się na lepsze nie zmieni, będzie tylko jeszcze gorzej, a teraz niestety z racji obowiązkowej kwarantanny nikt nie może w Polsce się sprzeciwić tym wszystkim draństwom, które się toczą.
Ktoś powie : przecież w innych krajach też trwa kwarantanna, owszem, ale tam nikt przeciwko swojemu narodowi nie występuje, nikt nie wykorzystuje swojej władzy (no może z wyjątkiem Orbana) do swoich partykularnych interesów.
Trwa teraz w Polsce taki chocholi taniec, zupełnie taki, jaki opisywał w Weselu Wyspiański. Wydawać się może, że zaczadziali swoimi posadkami posłuszne sługusy nie rozumieją, że ten dance – macabre wkrótce się skończy, niestety dla nich tragicznie się skończy.
Reszta społeczeństwa niestety jest pozbawiona jakiegokolwiek słowa sprzeciwu – a Kaczyński nadal uważa, ze w Polsce mamy demokrację.
Można by za Marylą Rodowicz zaśpiewać: „niech żyje bal, bo to życie to jest balem nad bale….”.
Tylko, że ten bal jest radosny tylko dla małej cząstki ludzi, którzy stawiają siebie ponad innych, resztą niestety pomiatają.

I własnie ta reszta co prawda też trwa w tym koszmarnym tańcu, ale nie tańczy z radości, tylko smętnie przesuwa się z nogi na drugą nogę w takt pisiej muzyki, marząc, że w końcu ten taniec się skończy, że znów radość i słonko zapanuje w ich życiu
I tego się trzymajmy.
Spokojnej środy

Precz z mego bloga!!!!


W końcu do domu też byle kogo nie wpuszczam, podobnie jest i na moim blogu i na szczęście zawsze jest sposób, by taką osobę jak moja zdecydowana oponentka, która nie tylko nie potrafi uszanować moich poglądów, ale nadal brnie w swoich obelgach, które dotykają nie tylko mnie, ale i odważyła się również wczoraj podnieść rękę na moją Rodzinę, (a to już jest bezczelne i karygodne!!!) zawsze mogę zablokować!!!!!
Oczywiście ten, kto czyta mój blog wie o kogo chodzi.
Nie napiszę nic więcej, bo nie będę się zniżać do poziomu tej pani!!!!!
Za bardzo siebie cenię!!!!! I za bardzo cenię moich Czytelników

To tyle na ten temat.

Już przynajmniej wiem, gdzie spędzę pierwsze miesiące, lata mojego 70 letniego życia – w pierdlu.
I to wcale nie dlatego, że mam zamiar kogoś zamordować, tylko dlatego, że nie poddam się pisiemu reżimowi i nie będę narażała się na spotkanie z koronowirusem tylko po to, żeby odebrać ze skrzynki pocztowej w miejscu gdzie aktualnie nie mieszkam karty wyborczej. A za nie oddanie karty wyborczej będzie kara 3 lata więzienia.
Co prawda ja i tak jestem w nieco lepszej sytuacji niż inni, bo co mają powiedzieć ci, którzy są zameldowani w innym mieście niż aktualnie mieszkają??????
UDZIAŁ W GŁOSOWANIU JEST PRZYWILEJEM OBYWATELA, A NIE JEGO OBOWIĄZKIEM!!!!!
Zawsze brałam udział w głosowaniu, ale teraz, gdy są takie utrudnienia w oddaniu głosu i gdy w dodatku do tego jestem z m u s z a n a, zastanawiam się, czy mieszkam jeszcze w n o r m a l n y m kraju????
Najgorsze jest w tym, że pisia propaganda nadal głosi, że przeprowadzenie tych wyborów jest konieczne do utrzymania płynności w walce z koronowirusem, podczas gdy już chyba wszyscy (no są jeszcze zaczadziałe Pisem małe wyjątki, vide owa pani powyżej, ale po prostu jest to pisia patologia i tyle) , jednym i tylko jedynym powodem tej ich podstępnej działalności jest dalsze UTRZYMANIE SIĘ PISU PRZY KORYCIE !!!!!
Pamiętacie sławetne słowa Dudy: Ojczyznę doją racz nam zwrócić panie?????? Otóż to, on wtedy mówił sam o sobie i o swoich kumplach, którzy świetnie się zagospodarowali w pałacach, ministerstwach, państwowych spółkach i za nic nie chcą tej władzy oddawać.
Otóż są w błędzie, przyjdzie czas rozliczeń, a te wszystkie coraz bardziej bezczelne, aroganckie poczynania działają tylko na ich szkodę.
Nie będę namawiała nikogo do zmiany swoich poglądów, skoro ktoś kocha patologię, niech ją sobie nadal kocha , niech sobie w niej nadal tkwi, kiedyś jednak przyjedzie czas, że ktoś gorzko nad swoją głupotą zapłacze.
A jak naprawdę sprawa wygląda? Wczoraj w południe Pis przegrało głosowanie w sprawie procedowania majowych wyborów, ale Kaczyński kazał glosować raz jeszcze tę samą już przegraną ustawę aż do skutku, gdy będzie ona tak jak on c h c e przeprowadzona, po prostu te wybory według Kaczyńskiego, a wbrew woli ponad 70 procent Polaków muszą być przeprowadzone. No i wiadomo, ustawa przeszła większością 4 głosów, mimo, że zagłosowało na nią kilku pisowskich posłów nieobecnych podczas głosowania w Sejmie, zagłosowali na odległość, co jest niezgodne z Konstytucją, którą ostatnio Kaczyński tak skrupulatnie zaczął nagle przestrzegać, jak widać tylko w tych miejscach, które są mu wygodne.
To już całkowicie nie mieści się w głowie, co ten Pis z Polską i Polakami wyrabia, jak bardzo łamie konstytucję i prawo, jak bardzo lekceważy Polaków, jak bardzo niektórym zmysły pomieszał……….
TAK BEZCZELNEGO RZĄDU JESZCZE DOTĄD W POLSCE NIE BYŁO i pora, żeby wreszcie za to wszystko odpowiednio odpowiedzieli.
Ha ha ha, ta pani oponentka znów zgrzyta ze złości na mnie zębami, ale zapewniam ją, jeżeli dzisiaj jeszcze mnie tu odwiedziła, jest to jej ostatnia wizyta w blogu Krakowskim Targiem.
Po prostu GŁUPOTY NIE TOLERUJĘ !!!!!

A słonko sobie lśni, jak gdyby nigdy nic….. i dobrze, chociaż podobno jest znów zagrożenie suszą, co w czasie, gdy roślinki budzą się do życia, jest niewskazane.
Mogłoby sobie tak późnym wieczorem i nocą troszkę popadać, by ulżyć tym biednym roślinkom.
Od dwóch dni są jakieś trudności w podglądzie gniazda w Przygodzicach, po prostu nie ma obrazu, podobno rozwiązują jakieś w związku z tą sytuacją problemy, tak więc nie wiem, co u moich bocianków słychać.
Mam nadzieję, że nic złego z nimi się nie dzieje i niedługo znów do podglądania gniazda będę mogła powrócić.

Na razie życzę spokojnego i słonecznego wtorku, pewnie dzisiaj znów spędzę go na moim balkoniku.

Wielki Tydzień

Rozpoczynamy dzisiaj czas rozmyślań, czas refleksji nad życiem, nad śmiercią, nad naszą wiarą i nad naszą miłością do Boga i do ludzi.
I może własnie dlatego nie powinnam dzisiaj podejmować dyskusji z moją wczorajszą komentatorką, która usiłowała mnie obrazić, wyzywając mnie od komunistów i od wyznawców Stalinizmu, nawet połasiła się wyrazić swój żal nad frasunkiem wyrażanym rzekomo przez moją Rodzinę nad moją skromną osobą, ale……….
Otóż powiem tylko, że jesteś w błędzie, bo moja Rodzina ma bardzo tożsame z moimi poglądy i nie traktuje mnie więc z tego (ani żadnego innego) powodu jako czarną owcę – trochę się Koleżanko zapędziłaś, zresztą co ty kobieto o czasach stalinizmu możesz wiedzieć? Na pewno nie wiele, bo widać nie douczyłaś się tamtej historii do końca, a ja z racji mojego wieku, tamte czasy doskonale pamiętam i ręczę, że nigdy ich nie pochwalałam ani ja, ani moi Rodzice, nawet z tego powodu mój Tata stracił stanowisko Dyrektora Instytutu Onkologi, który w Krakowie stworzył, gdyż odmówił wstąpienia do PZPR, ( a to było warunkiem jego dalszej pracy na stanowisku Dyrektora – takie to były wtedy jedynie słuszne czasy)), bo idea komunizmu była sprzeczna z jego przekonaniami i te antykomunistyczne przekonania bardzo głęboko we mnie zaszczepił. Mój Tata był katolikiem i wiarę w Boga i w miłość do ludzi, a zwłaszcza do Rodziny, pomoc innym i miłość do otaczającego Go świata, podziwiania jego piękna i odróżnianie dobra od zła zawsze starał się przekazać mi i mojemu Rodzeństwu jako najważniejsze cechy, które powinny przyświecać człowiekowi I naprawdę Mu się, to udało!!!!! – był naprawdę WSPANIAŁYM CZŁOWIEKIEM!!!!!!
Jest ci teraz chociaż troszkę wstyd, że zbyt pochopnie wydałaś mi niepochlebną opinię????? Nie można kogoś oceniać, nie znając jego historii…………
Dlatego twój głupi komentarz po prostu wywaliłam do kosza i mam tylko jedną prośbę, nie odwiedzaj więcej mojego blogu, na pewno znajdziesz wiele innych ciekawszych prawicowych blogów ludzi, którzy będą popierać twoje poglądy, no i tam naprawdę będziesz czuła się w pełni doceniona.
Nie ma obowiązku czytania mojego blogu, już kiedyś o tym pisałam i zapewniam, że wszystkie niekonstruktywne, a tym bardziej obrażające mnie komentarze będę wyrzucała do kosza, bez możliwości udostępniania ich dla tych, którzy naprawdę rozumieją intencje moich wpisów.
I to tyle na ten temat chciałam tylko napisać.
Popatrz się dziewczyno na KRZYŻ, który zamieściłam na początku mojego blogu i troszkę się zastanów, zanim następnym razem cokolwiek będziesz chciała skomentować, czy jest to na pewno zgodne z Twoim chrześcijańskim przekonaniem rzucanie na kogoś inwektywy?????
Oczywiście masz prawo mieć własne zdanie, pozwól, że i ja też będę miała swoje, a w końcu to jest mój blog i mogę w nim pisać to, o czym myślę, to co czuję, to co chcę napisać !!!

Przepraszam, nieco mnie poniosło, miałam nie wdawać się w dyskusję, a dosyć sporo na ten temat napisałam, ale nie cierpię, gdy ktoś, kto mnie nie zna, wyraża całkiem niesprawiedliwe osądy na mój temat.
Raz jeszcze podkreślam : NIGDY, ALE TO NIGDY NIC WSPÓLNEGO Z KOMUNISTAMI NIE MIAŁAM i byłam bardzo szczęśliwa, gdy przyszedł czas, gdy ten zły okres w Polsce się skończył.
Nie pomyślałam tylko, że będzie ktoś, kto zechce go znów wskrzesić……

Ale życie nie jest jedno jedynkowe i również spotkała mnie wczoraj przyjemność – niespodzianka, otóż niespodziewanie usłyszałam pukanie do drzwi, okazało się, że mój przemiły sąsiad Janek przyniósł mi upieczoną przez moją Basię pyszną domową chałeczkę.
Oczywiście nie mogłam się wstrzymać od jej skosztowania, naprawdę była wyborna, a drugi kawałek zjadłam dzisiaj rano do porannej kawki.
Zawsze lubiłam takie śniadanka : czarna kawa (no nie taka znów czarna, bo z mlekiem) i do tego chałka z masłem, a jeszcze gdy to jest domowa chałka……niebo w gębie i gęba w niebie 🙂
DZIĘKUJĘ BASIU 🙂 DZIĘKUJĘ JANKU 🙂 – zrobiliście mi naprawdę bardzo wielką przyjemność.
Ja to jednak rzeczywiście pod szczęśliwa gwiazdą się urodziłam……..

A tak przy okazji tej chałki przypomniał mi się kawał mojego Taty: jak można inaczej powiedzieć „ona wyjechała np z Krakowa”???
Otóż można powiedzieć „ona ryczy strucla z Krakowa”
A dlaczego?????
Bo skoro może wyć chała, to może także ryczeć strucla.
Może napisane te słowa nie oddają komizmu tej gry słów, ale jeżeli ktoś przeczyta te słowa na głos, zrozumie w czym śmieszny szkopuł tkwi 🙂

Mój przemiły sąsiad Janek zaoferował się, że zrobi mi zakupy przed świętami (no bo przecież wiecie, że do Modlnicy niestety na święta nie pojadę), więc już od wczoraj robię listę potrzebnych mi produktów, bo zawsze jeszcze coś w tak zwanej ostatniej chwili przychodzi mi do głowy.
Oczywiście muszę troszkę się z ta listą powstrzymać, bo przecież nie mogę Go zanadto obciążać, ale skoro sam wyraził swoją pomoc…….
Najważniejsze dwa produkty już mam, bo kilka dni temu Matylda przyniosła mi schab, który w lodówce cierpliwie czeka na świąteczne upieczenie, a z kolei wczoraj Jacek kupił mi moją, ulubioną kawę Nescafe Gold (tylko taka mi smakuje) i ma ją mi podrzucić.
Jajka też już mam, przydałoby się jeszcze tylko kawałek wiejskiej kiełbasy, z 30 dkg pasztetu (no bo co to za święta bez pasztetu), kawałek jakiejś dobrej wędliny no i oczywiście chrzan.
Sałatki jarzynowej nie robię, bo mój brzuszek jakoś nie za bardzo sałatkę toleruje, nie będę go więc drażniła.
Może poproszę Go też, żeby mi w Buczku kupił jakiś kawałek makowca, kawałek sernika i koniecznie moje ulubione jaśkowe paluszki.
No i będę miała WESOŁEGO ALLELUJA !!!!!!!!
A fe, tylko o jedzeniu myślę, ale skoro już mam być całkowicie samotna w te święta, niech przynajmniej moje podniebienie nieco się ucieszy.

Słonko, słonko nam słodko przygrzewa od samego ranka i nareszcie jest ciepło. a to napawa dobrym optymizmem, bo skoro zła zima się skończyła, wszystko do życia się budzi to i my w końcu do tego życia się obudzimy.
Miłego poniedziałku i spokojnego Wielkiego Tygodnia w oczekiwaniu na Święta Wielkanocne, co prawda nieco inne niż dotychczas, bo mniej rodzinne, ale jednak to będą Święta, a potem……..będzie już tylko lepiej…….