Róża z bąbelkami

Bo i deszcz z nieba wczoraj kapał i śnieg gdzieś tam padał, więc dzisiaj dla Uleczki róża w bąbelkach.
A może to jest róża z szampanem, który wreszcie kiedyś wspólnie Ulecko wypijemy, podziwiając moją nową łazienkę i nową część kuchni?
Kto wie….a na razie pozdrawiam Cie serdecznie, jak w każdą środę i całuski pod Poznań, a może już i do samego Poznania posyłam. 🙂

A co słuchać nowego ?
1. zima powróciła
2. Duda (nie nazwę go celowo prezydentem, bo jest tylko funkcjonariuszem PISU podpisał ustawę kagańcową
3. zawieszono i odwołano z funkcji sędziego Pawła Juszyszczyna
4. ………….

ad.1 Chyba nas znów zima zaskoczyła, chociaż przecież to dopiero luty i śnieg jest jak najbardziej w prawie sobie padać.
Ale służby drogowe chyba już mentalnie zimę pożegnały, stąd takie wielkie trudności na drogach Podhala, zasypane drogi, zaspy, ślizgawica i w związku z tym olbrzymie korki.
Jak to dobrze, że nie muszę wybierać dzisiaj się w drogę.
Wczoraj wieczorem na Facebooku Ksawer zamieścił aktualne do tego wydarzenia zdjęcia, rzeczywiście z nieba leciały olbrzymie ilości śniegu, a trawniki już po kilku minutach stawały się całkiem białe.
Tylko Zeldunia, która też na zdjęciu była, cieszyła się z takiej pogody, chociaż widać było na jej buzi lekkie zdziwienie, że te spadające z nieba płaty są takie olbrzymie.
Ale myślę, że to tylko chwilowy kaprys zimy, bo znów zapowiadają ocieplenie nawet powyżej 6-8 stopni Celsjusza, znów powiemy zimie pa, pa, a przecież część dzieci wciąż jeszcze ma ferie i chciałyby sobie na śniegu pobaraszkować.

ad 2. To było do przewidzenia, że Duda jednak weźmie swój długopis do ręki i grzecznie, bez sprzeciwu podpisze to, co mu Jaruś pod nos podsunął.
Przecież Duda od dawna jest tylko prezydentem pewnej grupy Polaków, a szczególnie prezydentem bardzo partyjnym, chociaż nie jest to zgodne z Konstytucją, z której wynika, że prezydent ma być niepartyjny i nie może podlegać zadnym politycznym naciskom. Ale to tylko teoria, której pis i Duda nie uznają.
Ale jak można żądać od takiego gbura przestrzeganie Konstytucji (a do tego ten urząd jest między innymi powołany), skoro ta prawnicza miernota nie ma własnego zdania, robi wszystko pod dyktando.
Najlepszy dowód to jest to, że nawet jego własna córka, która też prawo skończyła, nie chce dalej brać udziału w prawniczej kompromitacji tatusia i opuściła lukratywną posadę w renomowanej warszawskiej Kancelarii i wyemigrowała do Londynu – byle daleko od tatusia, tam jej przynajmniej jej nie znają i nie musi za niego się wstydzić.
Tak beznadziejnego prezydenta do tej pory jeszcze nie mieliśmy dotąd i mam nadzieję, że w maju ta sytuacja się zmieni, że tym wczorajszym podpisem haniebnej ustawy kagańcowej podpisał na siebie wyrok.
Na pewno nie jest godzien dłużej piastować tak zaszczytnej funkcji, która przynosi nie tylko jemu, ale i całej Polsce wstyd na cały świat

ad.3 Niestety nie jesteśmy już państwem praworządnym, o czym można było przekonać się z chwila odsunięcia od wykonywania swojego zawodu Sędziego Pawła Juszczyszyna, który śmiał, a raczej miał odwagę sprzeciwiać się lekceważeniu wyroków Sądów TSUE i Sądu Najwyższego.
Został on w bezczelny sposób odsunięty, ma zakaz procesowania i wydawania wyroków i w dodatku obniżają mu jeszcze wynagrodzenie o 60 procent.
Niestety prawo przemocy zatryumfowało nad prawem obowiązującym i obligatoryjnym w demokratycznym państwie, co świadczy o tym, że Polska już jest w pełni autorytarna, podporządkowana jednej osobie, co może, a powinno w niedługim czasie przynieść tylko jeden skutek, , sprzeciw Polaków (oczywiście i UNII) i odsunięcie tej szkodliwej partii od władzy, a nawet powiedziałabym, za te wszystkie polityczne przestępstwa wobec Konstytucji powinna ta partia być rozwiązana, jako szkodliwa dla demokratycznego ustroju naszego państwa.

ad4. Trochę prywaty : łazienka jest już ukończona, jeszcze dzisiaj będzie pomalowana, ale najważniejsze jest to, że doczekałam się wspaniałej szafki z ociekaczem na naczynia, co bardzo zmieniło wygląd całej kuchni. Wreszcie naczynia są pochowane i nic na wierzchu mi nie leży, a pod szafką jest wspaniała lampka, która oświetla zlewozmywak i ułatwia w związku z tym mycie naczyń.
Tak niby niewiele, a jak cieszy 🙂

Tak więc wszystko pomału wraca do normalności, czy ja wiem czy wraca? Po prostu zmienia się na lepsze.
A to tak bardzo cieszy!!!!!!
A wszystkim dzisiejszym pilnym uczestnikom mojego Blogu życzę wspaniałej środy, może jednak troszkę słonka by nam się przydało?????

nieomylny świstak????


Na prognozę Phila czekały – jak co roku 2 lutego – tysiące ludzi niezrażonych niskimi temperaturami. Tegoroczna zima w Pensylwanii jest jednak łagodna – w niedzielę nad ranem w Punxsutawney panował zaledwie lekki mróz.
Po wyjściu z norki Phil – podobnie jak przed rokiem – nie zobaczył swojego cienia, co zwiastuje szybkie nadejście wiosny. To pierwszy raz w historii, gdy świstak prognozuje rychły koniec zimy dwa lata z rzędu.
Świstak Phil nie zobaczył swojego cienia, czyli wiosna nadejdzie szybkoFoto: PAP
Świstak Phil nie zobaczył swojego cienia, czyli wiosna nadejdzie szybko
Przez ostatnie 10 lat Phil – jak wypominają mu meteorolodzy – mylił się aż sześciokrotnie. Jego opiekunowie podważają jednak te dane i zapewniają, że prognozy świstaka są niezawodne.

Według prowadzonego od 1887 roku rejestru „wystąpień” kolejne pokolenia świstaków Philów zobaczyły swój cień 104 razy, a wczesną wiosnę przewidziały jedynie 20 razy (z kilku lat brakuje danych).

A czy to będzie prawda????? przekonamy się za niedługi czas.
Osobiście jestem za tym, by ta świstakowa przepowiednia się spełniła, bo zimy nie cierpię, a wiosna zawsze przynosi pewne ożywienie w moim życiu, zawsze wydaje mi się wtedy, że życie zaczyna się dla mnie od początku.
Szczególnie to odczuję już po 22 kwietnia, gdy przekroczę tę tajemniczą liczbę 7 w moim liczniku lat, a siódemka, jak wiemy, jest szczęśliwa.
No i co z tego, że jestem już starsza? nie, nie stara, ale raczej wcześniej urodzona, jak kiedyś mi Darka sprytnie wytłumaczyła.
Uważam, że każdy wiek ma zarówno swoje zalety, jak i wady, trzeba tylko nauczyć się z tym żyć.
Bo czy po siedemdziesiątce można być szczęśliwym człowiekiem? Ależ oczywiście, że tak, to tylko zależy od osobistego nastawienia.
A teraz już jest powiedziałabym nawet łatwiej niż kiedyś, bo jakoś z nieco większym dystansem podchodzi się do życia, do ludzi, do własnych wad i nawet bolączek, wszystko można wtedy wytłumaczy,c przecież peselem, jakie to proste!
No to Dzień Świstaka mamy już za sobą, świstak poszedł sobie z powrotem do norki spać, byleby tylko tych papierków ciągle nie zawijał.
A tak przy okazji wspominam wciąż ten znakomity film z rewelacyjnie grającymi aktorami Andie MacDowell i Billem Murray właśnie pod tytułem Dzień Świstaka. Oglądałam ten film wielokrotnie i zawsze z takim samym entuzjazmem do niego podchodziłam, mimo, że znałam go już na pamięć, chociaż pewnie wcale bym nie była zachwycona, gdyby jeden dzień mojego życia wielokrotnie się powtarzał, ale o tym wiedział tylko Phil, jego partnerka Rita każdy ten sam dzień traktowała jako nowy, nie pamiętała, ba nawet nie wiedziała o tym, że już raz w nim brała udział.
Oczywiście, że to była komedia, podobna zresztą jak film „12:01”, czy „Powrót do przyszłości”, a także polski film ” Ile waży koń trojański” w których to filmach czas dla głównego bohatera się zatrzymał, musiał przeżywać wciąż ten sam dzień, ale przez to miał okazję zmienić bieg historii.
I tak się właśnie zastanawiam, czy gdybym miała okazję zmienić cokolwiek w mojej przeszłości, odważyłabym się na taką zmianę? No nie wiem.
Ale na szczęście takiego zaszczytu nigdy nie osiągnę, bo wszystko to jest tylko wielka bajka. A takie filmy – bajki z podróżowaniem w czasie właśnie bardzo lubię.
Chociaż……. kto wie, czy kiedyś. ludzie rzeczywiście nie będą mieli okazji podróżowania w czasie, tylko mógłby to przynieść wiele komplikacji, bo wyobraźmy sobie, że każdy z nas nagle coś tam z przeszłych lat chce zmienić – prawdziwy galimatias by wtedy powstał na świecie, mogłoby to nawet skończyć się totalną katastrofą, a na pewno wojennymi rozruchami.
Bo tacy niestety pazerni są ci dwunożni, wszystko ciągną pod siebie.
Więc wole się w ten temat za mocno nie zagłębiać i nie prorokować „co by było gdyby”…….
Ale nie……… coś jednak na pewno bym cofnęła i zmieniła , dokładnie mam na myśli wyniki wyborów do parlamentu z roku 2015 i z roku 2019 i oczywiście wyborów prezydenckich z roku 2015, ale to jest chyba sprawa oczywista, dlaczego i w jaki sposób bym te wyniki zmieniła.
Ale mam nadzieję, że najbliższe wybory prezydenckie przyniosą oczekiwaną przeze mnie i nie tylko przeze mnie zmiany, nie wspomnę, że oczekuję też zmianę sterów rządu w terminie wcześniejszym, niż obligatoryjne wybory za 4 lata.
Nie mam na tyle cierpliwości, by tak długo na tę radosną chwilę czekać.
A wydaje mi się to całkowicie możliwe, zresztą nawet o tym wspominał znany polski jasnowidz z Człuchowa, pan Krzysztof Jackowski.
I oby się w tych swoich przewidywaniach nie pomylił !!!!!!

A jeszcze coś z innej beczki : Wczoraj zrobiłam mały zapas płynów do mojego elektrona i tak z ciekawości spytałam, czy już one podrożały. Okazało się, że podwyżka i to znaczna podwyżka, będzie dopiero od lipca, ale ze zgrozą dowiedziałam się, że ta mała buteleczka, zawierająca 20 ml płynu płynu, która teraz kosztuje 10 zł podrożeje o około 5 zł, czyli o…… 50 procent.
Chyba nie mają Boga w sercu! Dobrze, może i powinny one podrożeć, ale czemu od razu tak sporo? Rząd chce się wzbogacić na biednych nałogowcach?
To ile będzie kosztowała paczka normalnych papierosów, a ile butelka wódki?, wszak to też używki. A czy przy okazji, czy kawa też podrożeje o 50 procent? – wszak to też następna szkodliwa używka, może mniej szkodliwa niż papierosy, czy wódka, ale jednak zawiera kofeinę, która też ma niedobry wpływ na nasze zdrowie.
A najgorsze w tych podwyżkach jest to, że wmawiają następną ciemnotę biednym Polakom, że te podwyżki wprowadzane są z myślą o zachowania ich zdrowia, a wszyscy, a tak naprawdę wszyscy wiemy, że rząd w nosie ma zdrowie Polaków, co widać chociażby przez ograniczenia dostępów do szpitali, a wręcz zamykanie wielu szpitalnych oddziałów, ograniczenia do normalnego trybu leczenia, czy też sporymi podwyżkami cen i tak już bajońsko drogich lekarstw, czy cofaniu dotacji na leki dla dzieci, czy ludzi chorujących na choroby nowotworowe, po prostu rząd na siłę zapycha dziurę w swoim budżecie.
Naobiecywali ludziom różne pieniężne przywileje, na które teraz brakuje im pieniędzy, a oczywiście nie zapominają też o podwyżkach i nagrodach dla swojaków.
I to jest ta wielka podłość obecnego rządu, a raczej jedna z wielu podłości, bo trudno się oprzeć wrażeniu, że Pis dorwał się do koryta nie po to jak głoszą, by dokonać dobrą zmianę w Polsce, ale żeby dobrze się w życiu finansowo ustawić i zapewnić dobrobyt nie tylko sobie, ale także swoim rodzinom i krewnym królika, stąd obsadzają ich na wysokich stanowiskach, nie bacząc, że ci ludzie po prostu nie mają żadnych kwalifikacji, by takie funkcje pełnić , wystarczy być tylko wysokim członkiem Pisu, albo najbliższym czy dobrym znajomym takiej persony i wtedy można żyć dostatnio. oczywiście na koszt podatnika.
TAKA JEST NIESTETY PRAWDA!!!!!

A za oknem deszcz pada ponury, chyba dzisiejszy dzień bardziej na listopadowy, niż lutowy wygląda.
A z takim szarym dniem i moja egzystencja coś szarawo dzisiaj wygląda, najchętniej zakopałabym się jak ten świstak w norce i sobie pospała, byleby mi nikt w tym nie przeszkadzał.
Niestety, dzisiaj Wojtek nadal wciąż coś tam w moim mieszkaniu dłubie.
A pojutrze już będzie okrągły miesiąc, gdy rozpoczął swoją działalność u mnie w mieszkaniu. Ale to zleciało !!!!!!

Dobrego, chociaż nieco ponurego wtorku, kiedyś słonko musi w końcu zaświecić.

życzenia na poniedziałek i na calutki nowy tydzień

Tym pracującym, życzę wytrwania i dobrych godzin w pracy, a potem popołudniowego i wieczornego odpoczynku..
Dla tych wczasujących się życzę przyjemnych dni tego tygodnia, śniegu (chociaż podobno gdzieś się on zawieruszył tej zimy) i potem szczęśliwego powrotu do domu. do swoich zwyczajowych zajęć.
A co sobie życzę? Otóż życzę sobie wspaniałych kąpieli w mojej nowej kabince, którą wciąż nacieszyć się nie mogę.
Mimo, że uświadomiłam sobie taką smutną prawdę : ani szynka, ni wołowina, tylko na najbliższy czas, pewnie kilka miesięcy, moje menu to suchy chlebek i margaryna, bo muszę sobie jakoś uzupełnić sobie tę moją łazienkową rozrzutność, wiadomo, manna z nieba nie spada, a Jarusiową niby emerytura czeka na mnie dopiero pod koniec kwietnia, jeżeli w ogóle ona będzie przyznana, bo może się okazać, że jednak zabraknie dla emerytów tych obiecanych 1000 zł, zaczynam nawet trochę wątpić……..
Ale od razu zaznaczam jasno, żeby nie było potem mi zarzucone, że zmieniam swoje poglądy:
Obiecane 1000 zł wezmę, bo mi się należy (przykład idzie z góry, skoro kiedyś nagrody należały się ministrom, teraz przyszła kolej na emerytów, więc i na mnie), ale i tak na pewno wiem jedno : NA DUDĘ NA PEWNO NIE ZAGŁOSUJĘ !!!!!! NIGDY!!!!! NEVER!!!!!! NIE MA TAKIEJ OPCJI !!!!!!!!!
To już jest postanowione i zaklepane!!!!!!!

A ja coraz mocniej osiadam w rzeczywistości, bo jednak za mną miesięczna przerwa w normalnym życiorysie, byłam niejako zawieszona w nieco innych warunkach i muszę znów się przyzwyczajać do tej normalności na ul. Szymanowskiego.
Co prawda jestem już tydzień w moim domku, ale to nie był całkiem normalny tydzień, bo jednak cały czas coś się działo przy tym remoncie i chociaż jeszcze całkowicie Wojtek nie opuścił mojego domu, bo musi na przykład jeszcze pomalować łazienkę i drobne prace dokończyć, to wczoraj byłam już całkowicie sama przez cały dzień i….wcale mi się nie nudziło, było mi tak wspaniale jak zazwyczaj, chociaż czasami mi brakowało, że nikt nic do mnie nie mówi i nic ode mnie nie chce, muszę się na nowo przestawić. W końcu mogę zawsze do kogoś zatelefonować, albo….porozmawiać sama ze sobą. czasami i to jest potrzebne do życia.
No to zabieram się do życia, a za trzy dni będę czciła miesięcznicę rozpoczęcia mojego remontu, mam nadzieję, że do tego czasu będę już całkowicie w domu sama.
Jeszcze raz powodzenia i radości wszystkim na ten poniedziałek i na ten tydzień życzę.

Obiecałam………

moja komfortowa i naprawdę bezpieczna kabinka natryskowa z bezpiecznym niskim wejściem i z zabezpieczeniem przed upadkiem uchwytami.
No i to siedzisko !!!!!!! ………
umywalka ze szafką z dużym lustrem, mogę się teraz przeglądać 🙂

kącik westchnień ……… bardzo ważne miejsce w łazience !!!!!!!!


Jaki koń jest, każdy widzi, jaka jest moja nowa łazienka? a właśnie taka, wygodna, komfortowa i przede wszystkim bezpieczna, co dla mnie jest bardzo ważnym faktem, bo wreszcie nie muszę się niczego bać biorąc kąpiel.
No i te szafki, pozwalają pochować wszystkie potrzebne łazienkowe i kosmetyczne akcesoria. Nic już jej nie będzie zagracać!
Wczoraj Wojtek wymienił mi jeszcze kratkę wentylacyjną w łazience i teraz jest dobry cug, przynajmniej nie grozi mi zaczadzenie.
Zresztą taką samą nową kratkę będzie zakładał mi przy wentylacji w kuchni i wreszcie nie będę się obawiała złego powietrza, przynajmniej u mnie w mieszkaniu, bo w krakowie różnie z tym bywa.
Właściwie łazienka już jest wykończona ( jeszcze czeka ją mały lifting), pozostaje jeszcze wymiana tej nieszczęsnej kratki w kuchni i założenie szafki z ociekaczem nad zlewem, światełko już nad nim się świeci, ledowe oczywiście, nie razi, a jest jasno i będę mogła dojrzeć dokładnie co i jak mam umyć.
Tak więc moja łazienkowa opowieść dobiegła końca, nie będę Was już zanudzać, ale troszkę to trwało, jakby nie było miesiąc bez paru dni.
Jeszcze miesiąc temu, czyli 2 stycznia, byłam cała przerażona, jak to wszystko się będzie odbywało no i proszę, miesiąc minął w miarę szybko i już jestem cała happy.
WARTO BYŁO PODJĄĆ TO WIELKIE PRZEDSIĘWZIĘCIE I POTEM CIERPLIWIE POCZEKAĆ NA JEGO ZREALIZOWANIE !!!!!!!
No i bardzo dobrze, że jakoś to w miarę spokojnie przeżyłam, oczywiście znów muszę nadmienić, że głównie dzięki gościnie Magdy i Jacka, którzy mnie przed największym rozgardiaszem ochronili, gdybym tu przez ten cały czas mieszkała nie wiem, jakby to się na mojej psychice odbiło.
Co prawda Wojtek jest bardzo sympatycznym człowiekiem, ale te wyrczenia wiertarki i szlifierki, stukania młotkiem, no i ten wszechogarniający pył i kurz, brrrr, nawet nie chcę o tym myśleć.
Teraz mogę spokojnie sobie zaśpiewać : ale to już było i nie wróci więcej……
Następnego takiego remontu chyba bym już nie przeżyła.

Wstała niedziela. Dzisiaj jest święto Matki Bożej Gromnicznej, z gromnicami trzeba do kościoła iść i ja poświęcić, by…….
Dawniej taką gromnicę, zwłaszcza na wsiach, stawiało się przy umierającej osobie. Nie wiem, czy nadal dzisiaj się kultywuje ten zwyczaj, ale chyba coraz mniej widać w tym dniu na ulicy jakieś osoby z zapaloną gromnicą do domu wracające, może jakieś babcie…….
Ale ten dzień jest zdecydowanie ostatnim dniem okresu Bożonarodzeniowego, dzisiaj po raz ostatni w kościele śpiewa się kolędy no i znikają wszystkie świąteczne ozdoby z ulic i parków, wraca codzienność.
Pogoda też raczej mało lutowa, zimy nadal nie widać, raczej można by było sądzić, że to już przedwiośnie, co nie ukrywam, bardzo mnie raduje.
W polityce też lekkie „ocieplenie”, poparcie dla Pisu zdecydowanie w dół leci i życzę sobie i Wam też, żeby nadal jeszcze spadało, tym bardziej, że przy ich następnych dłuższych rządach, przy poparciu oczywiście pisowskiego prezydenta Polexit jest nam coraz bardziej przybliżany.
Trzeba przypomnieć sobie czasy, gdy angielski premier też zapierał się, że nie dąży do Brexitu i co z tego wyszło? Wielka Brytania jest już poza Unią, a u nas w Polsce coraz częściej rządzący starają się wmówić polskiemu społeczeństwu, że niejako jesteśmy pod okupacją państw unijnych i należy dążyć do samodzielności i samostanowienia, co wcale na dobre by nam nie wyszło.
No ale wtedy rządzący nie mieliby bata w postaci unijnych zasad nad sobą i mogliby już całkowicie przerobić Polskę na Jarusiową modłę.
Przecież Jaruś dokładnie powiedział, ze jest gotów poświęcić nawet polską gospodarkę za utrwalenie swojego chorego wyglądu idealnej Polski.
Strach pomyśleć, co będzie, gdy mu się to uda!

Nie martwmy się wszak na zapas, może jednak niedługo los nasz się odmieni, a na dzisiejszą lutową, ale prawie z wiosennymi temperaturami niedzielę życzę wszelakiej pomyślności i radości.

Kontrola jakości

Wszak jeszcze małe niedociągnięcia w łazience są usuwane, dzisiaj przyszedł do mnie Naczelny Kontroler czyli Maciek i bacznym okiem wszystko zlustrował. Ogólnie mówiąc, podobało mu się, chociaż wszystkie najmniejsze niedociągnięcia wyszczególnił. Ale łooooo, czepia się tylko, po pierwsze nie wszystko jest jeszcze dopieszczone, a po drugie nikt z cyrklem i z milimetrem po mojej łazience biegać nie będzie.
Mnie się podoba, a to jest najważniejsze, bo to ja przecież w tej łazience na codzień urzędować będę.
Dzisiaj po raz pierwszy doceniłam dobrodziejstwo siedziska, bo mogłam spokojnie sobie siedząc umyć włosy i żadne kołowrotki w mojej głowie mi nie przeszkadzały, nawet, gdy zamknęłam oczy. Wspaniale było.
No i teraz przypominając sobie podobną sytuację w poprzednim brodziku, gdy musiałam trzymać się kranu i obijać o ścianki kabinki, gdy mi się wiatraczki w głowie włączały i stwierdziłam, ze chyba wstąpiłam do raju.
Już o tym wspindraniu się bez trzymanki nie wspomnę, bo wiele razy o tym pisałam, cud, że nie upadłam i nie rozbiłam sobie głowy, albo nie złamałam sobie nogi, czy nie daj Boże, co byłoby jeszcze gorsze – biodra. No to może nie tak bardzo niepełnosprawna jestem, skoro dałam z tym radę, ale ile nerwów przy tym wchodzeniu i wychodzeniu z tej kabinki zjadłam, to nawet szkoda wspominać.
Ale na szczęście ta trauma już poza mną, teraz przynajmniej przez ten niziutki próg, no i przez zamontowane uchwyty i siedzisko czuję się bezpieczniejsza.
O finansach nie wypada pisać, ale sporo ich poszło, nieźle zainwestowałam w tę łazienkę i w sumie i w kuchnię, dokładnie licząc przekroczyłam planowany budżet o około 2500 zł, ale skoro zachciało mi się tu półeczki, tam szafeczki, to trudno, to wszystko niestety kosztuje, a pierwotnie nie było pod uwagę brane. Tylko wyszłam z założenia, że skoro już podjęłam ten trud, trzeba sprawę porządnie do końca doprowadzić, by zwiększyć funkcjonalność mieszkania.
Moja łazienka jest teraz jaśnie oświecona, bo mam i dwa światełka nad umywalką i centralną lampę plafonową na suficie, mogę się teraz przeglądać w lustrze do woli, tylko po co, ciekawego na pewno nic tam nie dojrzę.
Kratka kominowa też jest wymieniona, bo była nieco już zapchana, więc cug jest doskonały, przynajmniej wiadomo, że żaden czad mi nie grozi.
Wojtek jeszcze uszczelnia silikonem podłogę w brodziku, jeszcze ma dwie czy trzy małe płytki do uzupełnienia na boku ścianki koło piecyka no i potem jeszcze pomaluje łazienkę i na tym byłby koniec tam remontu.
A w kuchni też jeszcze czeka wymiana kratki kominowej, zresztą taki był nakaz kominiarzy kontrolujących przepływ wentylacji i już dawno właścicielka Kasia miała to przeprowadzić, ale zawsze coś wypadało , a czas sobie mijał. Teraz zrobi to Wojtek, podobnie jak w łazience uszczelni ciąg wentylacyjny w kuchni, no i na koniec jeszcze założy mi nad zlewozmywakiem szafkę z ociekaczem, a pod nią oświetlenie.
Tak wiec jeszcze trochę czasu Wojtek u mnie spędzi, tym bardziej, że jeszcze podjął się wymiany instalacji elektrycznej w przedpokoju, dokładnie tak, by już prąd nagle mi się sam nieplanowo nie wyłączał.
No i to by było na tyle z tym remontem mieszkania, co prawda jak już kiedyś pisałam, marzy mi się ogrzewanie panelowe, ale w chwili obecnej ze względów finansowych i nie tylko, nie jest to możliwe do przeprowadzenia.
Zresztą za dużo szczęścia na raz by mnie spotkało, a czy ja wiem, czy na takie zasługuję ????????
Życzę przyjemnego popołudnia i wieczorku sobotniego, jutro ciąg dalszy nastąpi.

a za oknem deszcz pada

Ni to jesień, ni to zima, szaro, buro, nieprzyjemnie, chociaż temperatura całkiem jak na te porę roku dodatnia, około plus 8 stopni.
Z zaciekawieniem oglądałam ten ostatni dzień miesiąca stycznia na dawnych zdjęciach z Zakopanego, które zamieszczone w dzisiejszej Gazecie Krakowskiej. Całe Zakopane zasypane było śniegiem, pewnie i zalegał on też w innych miejscowościach też i temperatura była minusowa.
Oj, drzewiej to dopiero były zimy, teraz przez to globalne ocieplenie o takich zimach możemy chyba już zapomnieć.
Czy narzekam z powodu braku śniegu? bynajmniej, wcale za nim nie przepadam, chociaż we wcześniejszych latach mojego życiorysu takie zimy były i dla mnie wspaniałe. Co prawda, jak już wspominałam, nie uprawiałam nigdy narciarstwa, ale z górki na pazurki na saneczkach to i owszem, chętnie sobie szusowałam i nawet największe mrozy mi w tym nie przeszkadzały. Chyba już też kiedyś wspominałam zimę stulecia, gdy temperatura dochodziła poniżej 20 stopni a my dzieci z saneczkami wędrowaliśmy albo pod Kopiec Kościuszki, albo na wały pod Wawelem i oddawaliśmy się wspaniałej saneczkowej zabawie i nawet mróz nam w tym wcale, ale to wcale nie przeszkadzał.
Ot, młodość, teraz na te starsze lata ciągle dotkliwie odczuwam zimno, które mi przeszkadza w moim radosnym bytowaniu. Byle do wiosny.
A moja łazienka pięknieje i już jest taka piękna, ze chyba do niej się na noc przeniosę, wszak mam tam siedzisko, nie wspominając o wysokim „tronie”, nic tylko podłączyć powinnam odbiornik TV no i oczywiście komputer i……..
Ciągle jeszcze nie mogę się przyzwyczaić, że prócz mnie jeszcze ktoś w mieszkaniu urzęduje, ale pewnie potem będzie mi brak tego, że nie mogę się do kogoś nawet odezwać, człowiek szybko się przyzwyczaja.
Znów będę mogła sobie porozmawiać sobie z telewizorem, ba, nawet będę mogła z nim się pokłócić.
Ale tak na ucho to Wam powiem, że lubię te chwile, gdy Wojtek późnym wieczorem już idzie sobie do domu i ja znów pozostaje sama, samotność w mieszkaniu to jednak luksus. A pomyśleć, że nigdy nie przypuszczałam, że takie mieszkanie solo może być całkiem przyjemne.
Niestety muszę zaraz wyjść na zewnątrz, prozaiczna rzecz, jaką są zakupy do tego mnie zmuszają, bo z powodu pewnych zawirowań w przychodni nie musiałabym tam nawet dzisiaj iść i w ten deszczowy dzionek nie musiałabym nosa z domu wyściubiać.
A tak w ogóle, to nie cierpię zakupów, bo niestety zawsze wiążę się to z wydawaniem pieniędzy, a zauważyłam, że od pewnego czasu bardzo mnie ten proceder denerwuje, zwłaszcza teraz, gdy ceny tak bardzo wydatnie w górę podskoczyły.
Praktycznie mało co człowiek kupi, a już 100 – 120 zł z kieszeni wypływa.
No, ale coś jeść trzeba, a teraz jeszcze gdy pan Wojtek pracuje u mnie przez cały dzień też jakiś mały obiadek i poczęstunek mu się należy.
Przecież nie będzie się patrzył, jak ja sobie obiadek wcinam, a jemu z głodu kiszki marsza grają. Tym bardziej, że naprawdę jest to bardzo porządny człowiek.

No to się mobilizuję, bo im wcześniej z domu wyjdę, tym wcześniej do niego wrócę no i za jakiś obiadek pora się już zabierać.
Mimo deszczowego, ponurego dnia życzę Wszystkim samych miłych godzin tego ostatniego dnia stycznia.
Jutro już do nas luty zawita.
No i dzisiaj Wielka Brytania ma swoje wielkie OUT z Unii.
Oby my Polacy nie byliśmy następni………
Tfu, tfu, na psa urok.

zapomniałam……

A gdzie Twój dzisiejszy wpis Ewusiu???
Zapomniałam się…….
Ale w związku z tym nieustającym remontem tyle się dzieje, że oczywiście mam całkowite zawirowania w głowie.
Pan Wojtek, a właściwe to już Wojtek, bo okazało się, że jesteśmy rówieśnikami, ba, nawet jestem od niego starsza całe 4 miesiące, to aż głupio, żeby być na pan – pani, tym bardziej, że to jest naprawdę fantastyczny człowiek, może trochę gadatliwy, co sam zauważa, ale robotę swoją rzeczywiście starannie w szczególikach dopracowuje.
Ale przez te szczególiki własnie wszystko się przedłuża, nie szkodzi, mi się aż tak bardzo nie spieszy, lepiej jeszcze chwilkę poczekać i potem się naprawdę w pełni radować.
Właściwie radować to już się mogę i to czynię, za każdym razem wchodząc do mojej łazienki gębę rozdziawiam. Może to nie jest nic szczególnego, ale dla mnie jednak tak jest, bo to jest trochę tak, jakbym przesiadała się ze Syrenki do Mercedesa, więc jednak mam powód do rozdziawianie swojej gębusi i już.
W kuchni czeka jeszcze do założenia szafka ze schowkiem na ociekacz i jej podświetlenie , już prąd jest tam doprowadzony, oczywiście przerobione są przewody elektryczne, a stara lampka poszła do lamusa.
Za to szafka pod zlewozmywakiem jest podwójna, z lewej strony są miejsca na różne płyny, z prawej jest umieszczone cargo na dwa kosze na śmieci.
W łazience czeka jeszcze wisząca szafka do złożenia (ta pod zlewozmywakiem już stoi), oczywiście dokończenie tej ścianki po prawej strony łazienki koło piecyka gazowego i fertic.
Kabinka jest już całkowicie wyposażona, ba, nawet wypróbowałam wczoraj już to siedzisko i nawet nie spadłam, zresztą kabinka wyposażona jest w dwa uchwyty pomagające mi się bezpiecznie poruszać, a na dnie brodzika leży mata antypoślizgowa, wszystko zgodne z zasadami bezpieczeństwa dla niepełnosprawnych osób, a do takich niestety się zaliczam.
I teraz, dzięki tym zabezpieczeniom, mogę bezpiecznie brać kąpiel i bardzo się dziwię, jak ja sobie dotąd dawałam radę i nic złego mi si nie stało.
Ale to już było i nie wróci więcej……..
Pytacie pewnie, czemu ciągle i tak dużo o tej łazience piszę? Bo to naprawdę dla mnie było wielkie przedsięwzięcie podjąć taka decyzję i teraz z niej po prostu się cieszę.
To tyle na dzisiaj, pewnie jutro ciąg dalszy nastąpi, ale przyrzekam, kiedyś ten temat przestane już poruszać.
Przed nami jutro już piątek i znów weekend, pewnie też radość dla tych, którzy chcą trochę po trudach tygodnia odpocząć.
Tylko z tą zimą wciąż jakoś kaprawo, ale ci, którzy lubią narty nie mają na pewno powodów do narzekania.
Wszystkiego dobrego 🙂

jestem radosna i te róże dla Uleczki są dzisiaj też radosna

Popatrz Uleczko jak, jak radośnie się do Ciebie uśmiechają .
Najpewniej znasz już przyczynę mojej nieustającej radości, a tyle jej jeszcze pozostanie, gdy wszystko już do końca będzie przeprowadzone.
No to posyłam Ci Uleczku dzisiaj sporo całusków w ten zimowy, czy raczej pseudo zimowy czas. Wiem, że jesteś najprawdopodobniej teraz poza Poznaniem, u swojej Madzi i z Olcią – Żabcią na spacerkach zażywasz zdrowego powietrza. Niech te wspaniałe spacery przyniosą Ci wiele zdrowia i odpoczynku od pewnie też zadymionego smogiem Poznania, a Olci – Żabci uściśnij ode mnie łapkę, (buldożkowy pyszczek też możesz ucałować)
Jak widać, jesteśmy w pewnym sensie pod jednym względem na pewno podobne, każda z nas ma swoja Kochaną Madzię.
I tak niech już pozostanie 🙂
Bo cobyśmy bez tych naszych Kochanych Madź robiły???????
Wczorajszy etap remontowy skończył się tylko na założeniu szafki z lustrem w łazience ( oj, teraz już będę się mogła dokładniej przyjrzeć mojej fizjonomii), niestety potem pan Wojtek musiał jechać pozałatwiać różne sprawy, między innymi zakupić następne precjoza do mojej łazienki, więc popołudnie miała wolne, mogłam zrobić sobie zakupy, pooglądać TV, no i oczywiście odebrać nowo zamówiona sukienkę, którą mi przyniósł wczoraj kurier – będę miała pewnie całkiem niedługo okazję ją ubrać.
A dzisiaj od rana…znów zamęt we mojej łazience trwa i pewnie jeszcze na takiej zawierusze spędzę co najmniej 2-3 najbliższe dni, mam nadzieję, że w końcu pan Wojtek się upora z zakończeniem prac, bo pod koniec tygodnia, może w sobotę, może w niedzielę zapowiedział się z wizytą Maciek i chciałabym się pochwalić dokończonym już dziełem.
Nie mam nic przeciwko panu Wojtkowi, ale chciałabym już sobie spokojnie pomieszkać, bez zgrzytu wiertarki i bez stuków od młotka.
Wszak niedługo będzie już cztery tygodnie tego remontu – może to już czas na koniec tych „atrakcji”????
No dobra, niecierpliwa może jestem, ale przyznam się tak po cichu, że już trochę mam dosyć.
Ale jak to kiedyś pisałam? każda żmija kiedyś przemija, więc koniec remontu też wreszcie już niedługo nastąpi, bo ile można?????
I tak miałam szczęścia, że „zaliczyłam” tylko końcówkę tych remontowych perturbacji, a najgorszą, najbardziej ekspansywną jej część śledziłam tylko z oddali.
Zresztą nie pierwszy raz przeżywam takie stresy, pamiętam czas jeszcze na Smoleńsk, gdy popękały rury w łazience i administracja przyszła je wymieniać – wtedy zrujnowano mi całą podłogę i nikt się nie przejmował moimi płytkami, a ja przez ten cały czas, chyba też około 2-3 tygodni, byłam nieszczęśliwa, czułam się tak, jakby jakieś nie wiadomo jak wielkie niebezpieczeństwo nade mną wisiało. I w dodatku nie mogłam się kąpać, myłam się tylko niczym ten kot łapką, w dodatku to było dosyć upalne lato, tak więc naprawdę miałam wtedy powody do niezadowolenia.
No i co? – jakoś wtedy przetrwałam, więc teraz będzie podobnie, z tym, że wtedy niestety musiałam się borykać z tą rujnacją łazienki, teraz miałam okazję wyprowadzić się na ten najbardziej zagrożony hukiem, wyrczeniem i unoszącym się pyłem, więc czemu jeszcze teraz narzekam?
W porównaniu z tamtym remontem, dzięki gościnie Magdy i Jacka, miałam naprawdę prawdziwy komfort.
Malkontentka jestem i tyle.
Jeszcze jedna dobra strona tego remontu jest to, że mogę zapełnić swój blog czymś przyjemniejszym, niż polityka, mam nadzieję, że całkowicie Was nie zanudziłam……
Ale jeszcze wszystko przed Wami, jeszcze trochę Was ponudzę swoją „never ending łazienka story”, (bez przesady Ewuniu, koniec tego szalonego remontu chyba wkrótce już nastąpi i pozostanie tylko „past łazienka story”), a na politykę też pewnie przyjdzie czas, zwłaszcza, że ostatnio wiele się w niej dzieje.
Mam takie wrażenie, że Pis pomalutku szuka sensownego sposobu wycofania się z tego nawarzonego przez siebie piwa, jaką była ustawa kagańcowa i chociaż wciąż jeszcze butnie się stawiają, coraz bardziej widzą, że przegrywają, tym bardziej, że Unia nie pozwala sobie na takie coraz bardziej aroganckie igraszki i zaczyna grozić sankcjami, a to oznacza brak pieniędzy, bez których rząd się nie utrzyma długo przy władzy.
No cóż, Kaczyński postawił na młodych, niestety niekompetentnych i trzeba powiedzieć całkiem chamowatych ludzi, nie liczących się z niczyim zdaniem, ich opinia według nich jest jedynie słuszna, a to może prowadzić tylko do katastrofy.
Zobaczymy, jakie skutki wynikną z dzisiejszego spotkania naszego niby prezydenta z opozycją. Czy dojdzie do wniosku, że lepiej się wycofać, mimo, że wtedy zdecydowanie zadrze z Pisem, który może wycofać jego poparcie, czy jednak zaryzykować podpisanie tej ustawy, narażając się z kolei na prawie pewną odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, który nad nim wisi, tym bardziej, że wcale jego reelekcja na stanowisko prezydenta RP nie jest wcale taka pewna.
No i najważniejsze, co postanowi rząd, czy nadal będzie brnął w ten labirynt głupoty politycznej????
Czas wszystko pokaże.
A jednak nie wytrzymałam, musiałam coś o polityce napomknąć 🙂

Rano obudziło mnie słoneczko, tak bardzo mnie ono ucieszyło, tym czasem znów chmury Kraków zaczynają okrywać, może jednak ono dzisiaj jeszcze rozjaśni krakowskie niebo??
Milutkiej środy dla Wszystkich.

na swoim

A dzisiaj zdjęć z mojej łazieneczki jeszcze nie będzie.
Co prawda wróciłam już wczoraj do Krakowa i znów zamieszkałam przy Szymanowskiego, ale…..
Łazienka ciągle jeszcze jest w tak zwanej dokonczeniówce, czyli nie wszystko jest w niej jeszcze na tip – top. Dopiero po zakończeniu wszystkich prac umieszczę zdjęcia, by się nią pochwalić.
No cóż, sprawa prozaiczna, niestety dodatkowe zdejmowaniu kilku fliz i kucie ściany w poszukiwaniu uszkodzonej rury dało się we znaki biednemu panu Wojtkowi, jeszcze trzeba tę stronę łazienki ofilizować i pozostałą górną część ścian wymalować.
Ale oczywiście kabinka prysznicowa stoi i już wczoraj wieczorem mogłam dokonać w niej pierwszej ablucji. Ale mi się wspaniale w niej kąpało, tylko tyle, że jeszcze nie miałam podwieszonej na stałę słuchawki, ani uchwytów i koszyczków, ale to kwestia dzisiejszego dnia.
Pan Wojtek działa już od rana i właśnie montuje mi szafkę do łazienki, ale hałas z łazienki się donosi.
Niestety wczoraj nie udało się wszystkiego zamontować, bo zrobiło się późno i sąsiedzi denerwowali się, że coś im burczy i burczy, dlatego wiele prac trzeba było odłożyć na dzisiaj i pewnie na jutro i jeszcze pojutrze????
Zresztą diabeł zawsze tkwi w szczegółach, a te szczególiki mimo że niby niewielkie, ale czas zabierają.
Najważniejsze, że jestem na swoich śmieciach, nikomu już nie wadzę, a te kilka jeszcze dni jakoś przetrwam, nie mam innego wyjścia.
No i wreszcie mogę wykąpać się w nowej łazieneczce, która teraz stała się taka bardzo jasna, bo ta poprzednia przez tę kolubrynę – kabinę prysznicową o nomen omen czarnych ścianach robiła strasznie przygnębiające wrażenie. Kto to w ogóle wymyślił taką kabinę o czarnych ścianach? Chyba tylko Chińczycy mogli takie dziadostwo wymyślić.
Teraz kabina jest przeźroczysta, widać białe piękne flizy i przez to zrobiło się właśnie tak jasno i wesoło w mojej łazieneczce.
Dzisiaj nad ranem poszłam do łazienki w wiadomym celu i ciągle nie mogłam się nią nadziwić, zamykałam i odmykałam drzwi łazienki, ciągle zdumiona, jaka ona już jest piękna, a będzie jeszcze piękniejsza.
A gdy rano przyszedł pan Wojtek spytałam: naprawdę to jest moja łazienka?????
Ale radość sobie sprawiłam tą zmianą i wiecie co, wcale nie żałuję wydanych pieniędzy. Pieniądz rzecz nabyta, raz jest, raz jej nie ma, a przecież nie wydałam ich na głupotę, tylko na rzecz konkretną, umilająca mój komfort mieszkania.
No to teraz odejdę na moment od tematu „łazienka” i jeszcze napiszę, że nowy zlewozmywak w kuchni też wygląda imponująco, nareszcie mam pod nim szafki, gdzie będę mogła pochować kosz na śmieci, które już nie będą wyrczeć na całą kuchnię no i wszystkie inne potrzebne płyny. Okazuje się, że niby jest taka niepozorna, ale jednak bardzo pojemna.
Jeszcze planowana jest szafka nad zlewozmywakiem, w której będzie umieszczony ociekacz, ale na to jeszcze trochę muszę poczekać, bo niestety te ogólnodostępne są zbyt duże, nie mam tam tyle miejsca, trzeba taką szafkę przyciąć, albo zrobić na obstalunek.
Ale pan Wojtek, już chyba nie złota, a platynowa rączka wszystkiemu zaradzi.
Zresztą pan Wojtek bardzo dba o szczegóły, nawet pod kolor mojej podłogi kupił mi fajny kudłaty dywanik do łazienki, na który będę mogła stawać po wyjściu spod prysznica.
Warto jednak być cierpliwym i troszkę przeczekać czas remontu, bo rezultat końcowy zapowiada się naprawdę wspaniale.
W ogóle nie ma porównania z tym co było, a co jest obecnie, ale przecież po to zdecydowałam się na ten remont.
Tylko trzeba przyznać, że trafiłam naprawdę na bardzo dobrego i sumiennego fachowca, który żadnych fuszerek nie toleruje i wszystko zapina na ostatni guzik.
Pewnie, ze gdyby to było moje mieszkanie wsadziłabym jeszcze więcej pieniędzy na może ciut droższy materiał, ale nie przesadzajmy, mi akurat ta wyremontowana przypada do gustu, a przecież to ja mam się dobrze w niej czuć
Dzisiaj rozpoczynam mój czas adaptacji do nowych warunków, muszę się troszkę na nowo obsługiwać sprzęt, bo na przykład armatura jest całkiem inna, niż miałam dotąd, ale myślę, że to kwestia kilku dni, gdy mentalnie przestawię się na te nowe warunki i do nich się przyzwyczaję.
Pełna optymizmu życzę wszystkim bardzo udanego wtorku i też tak fantastycznego humorku, jak u mnie.

ani mru mru o nowych planach

O wiadomej sprawie (łazienkowej) dzisiaj za wiele rozprawiać nie będę.
To znaczy dokładnie ani mru mru o ewentualnym moim powrocie do domu bo……….
Wiadomo, ja coś tam napiszę, a życie i tak swoim torem idzie, w całkiem innym kierunku, niż tego oczekuję.
Złośliwość rzeczy martwych, w tym przypadku gazowej rury, znów wczoraj szyki pomieszała.
Ale awaria tego typu to bardzo poważna sprawa, więc cierpliwie czekam.
Dodam tylko taką ciekawostkę: w minionych czasach używano jako zapełnienie takich rur, różnych dziwnych materiałów, niekoniecznie do tego przeznaczonych, nie wiem po co, ale tak wtedy dziwnie właśnie uszczelniali gazowe rury, najpewniej z braku odpowiednich do tego celu materiałów.
Dość powiedzieć, że właśnie w takiej rurze, nomen omen zaślepionej, nie prowadzącej donikąd, ale wypełnionej gazem, pan Wojtek znalazł starą, zwiniętą w rulonik gazetę z roku 1969, w której opisywali między innymi katastrofę samolotową pod Zawoją.
Jednym słowem, nawet nie wiedziałam, że mam swoiste archiwum w swojej łazience.
I właśnie ta pozornie wyglądająca nijako rurka była powodem dość poważnego wycieku gazu, z którym wczoraj pan Wojtek musiał walczyć, czyli najpierw zdejmować kilka fliz, by zlokalizować i zabezpieczyć tę rurę, no i flizować tę część łazienki na nowo.
Jednym słowem, syzyfowa praca, cóż, takie są mankamenty remontów w starych kamieniach, zawsze coś w paradę wchodzi.
A czy jeszcze coś wypłynie nowego i zatrważającego?, zobaczymy.
Na całe szczęście nie obudził mnie dzisiaj przed siódmą rano tak jak wczoraj, zatrważający SMS o treści: pani Ewo, proszę o pilny kontakt.
Co prawda mamy już ustalony pewien plan na dzień dzisiejszy, ale nie będę na razie o nim wspominała, by znów jakiegoś licha nie obudzić.
Podobno przezorny zawsze ubezpieczony. A LICHO jak widać NIE ŚPI!!!!!!!
Mogę tylko dodać, że dzisiaj mija dokładnie trzy tygodnie od dnia, w którym pan Wojtek wkroczył do mojej łazienki.
Długo to, czy nie długo? trudno powiedzieć. Mnie osobiście trochę ten czas się dłuży, o Magdzie i Jacku nie wspominając, bo dobry gość, to taki gość, który za długo się nie narzuca.
Jestem im naprawdę bardzo wdzięczna, bo sam pan Wojtek mi wczoraj powiedział, że pewnie tego remontu w moim mieszkaniu bez żadnych chorobowych kłopotów bym nie przetrwała : huk, kurz, pył no i ciągle te nerwy, gdy nowe komplikacje wypływały. Najpewniej bym w szpitalu lub w psychiatryku wylądowała, tym bardziej, że jestem mało odporna na stresy.
No ale mój i gospodarzy trudny okres pomału zbliża się do końca, tylko jeszcze będę musiała pomyśleć, w jaki sposób im się za te wspaniałe trzy tygodnie odwdzięczyć.
Ale zawsze mówiłam, że Magda i Jacek są dla mnie bardzo serdeczni i zapewnili mi naprawdę doskonałe warunki przetrwania tego niełatwego etapu mojego życia.
Samo słowo DZIĘKUJĘ to będzie stanowczo za mało.

Dzisiaj wstał poniedziałek i z nim nowy tydzień, nowe wyzwania.
Przyznam, aż się tych wyzwań boję, ale……..
Serdecznie pozdrawiam odpoczywających na feriach w Zawoi Basię, Pawła i Leona, mam nadzieję, że trochę sobie odpoczną od krakowskiego zgiełku no i będą mieli wiele okazji do wspaniałych zjazdów na nartach, bo podobno w górach leży sporo fajnego śniegu.
To naprawdę wielka frajda dla tych, którzy narty lubią, niestety nigdy tego sportu nie uprawiałam, zawsze panicznie się go bałam.
Leon, nabieraj sporo sił na nowy semestr , bo niestety dwa tygodnie szybko miną i znów zasiądziesz w szkolnej ławie, co prawda wiem, że jesteś bardzo dobrym i pilnym uczniem, ale nauka w Liceum, szczególnie w tak dobrym Liceum Sobieskiego, do którego uczęszczasz, to nie przelewki i sporo wysiłku będziesz musiał z siebie wylać po powrocie do Krakowa.
Zresztą fantastycznego odpoczynku życzę wszystkim uczniom odpoczywającym teraz na feriach bądź to na wyjeździe, bądź w swoim domu.
A pozostałym Blogowiczom życzę przyjemnego i słonecznego poniedziałku i bardzo udanego nowego tygodnia.

A JA SOBIE TAK TRWAM I TRWAM…….