niech się dzieje, co chce

Biorę dzisiaj swoją walizkę i wracam do Krakowa.
I nie będę tu dzisiaj nic ani zapeszać, ani nie zapeszać, dzisiaj najpierw kąpię się w nowej łazience i potem śpię w swoim własnym łóżeczku i już!!!!!
Przynajmniej tak wczoraj obiecał mi pan Wojtek, mam nadzieję, że nic już wydziwiać więcej w tej łazience nie będzie, najwyżej jakieś drobiazgi można sukcesywnie uzupełniać, a tych i tak już nie wiele zostało.
Najważniejszy „mebel”, czyli kabinka już ustawiona, na mnie podobno czeka, ściany i podłoga też już wyflizowane, szafki i lustro wiszą, nowy klozecik też wisi, co więcej mi do szczęścia potrzeba?
Teraz tylko czeka mnie odbiór usługi, jej akceptacja (czego jestem pewna), no i ta trochę mniej przyjemna część „rozrywki”, czyli kasiorka, którą muszę wypłacić, a dokładnie uzupełnić, bo już spora część kasy z mojej kieszeni na ten cel sukcesywnie wylatywała.
Mam nadzieję, że się nie przeliczyłam w moim odłożonym na ten cel kapitale, jakby co, zawsze mogę na pożyczkę Rodziny (chyba) liczyć.
Tak ogólnie nie wygląda to źle, ale prawdy się dowiem po dokładnym rozliczeniu z panem Wojtkiem, bo trzeba przyznać, że sporo dobrej roboty w tę łazienkę włożył, co udokumentował na zdjęciach, robionych w trakcie remontu, fotografował każdy etap swojej pracy.
A za dobrą, solidną robotę trzeba też solidnie zapłacić, z czego sobie przecież zdawałam sprawę przed rozpoczęciem prac.
Z tym, że tu jeszcze w paradę wszedł mi remont zlewozmywaka w kuchni, co jak pisałam już, nie było to moim kaprysem, a raczej przymusem, bo niebezpieczeństwo pęknięcia rury w kuchni i zalanie całego mieszania wisiało na włosku.
Tak to niestety dzieje się w wiekowej kamienicy, że rury po latach korodują, a poprzednia ekipa remontowa po prostu tego nie dopilnowała.
Najchętniej jeszcze zmieniłabym ogrzewanie w mieszkaniu na takie panelowe, ale niestety na taki remont, jakby nie było cudzego mieszkania, to mnie nie stać.
Więc nie narzekam, dobrze jest, jak jest, w końcu te zimy na szczęście nie są okropnie mroźne, no chyba, że ktoś uparcie pozostawia otwarte drzwi na oścież, zarówno na ulicę, jak i na podwórko, wtedy u mnie w mieszkaniu umieszczonym na parterze przecież, robi się przewiew i związana z tym lodownia, więc pędzę szybko te drzwi zamykać i czekam, kiedy mieszkanie nieco się ogrzeje, czasami są z tym kłopoty, bo grzeją tylko 2 razy dziennie i muszę czekać aż do nocy, gdy piec elektryczny się troszkę rozgrzeje.
Przynajmniej tu u Magdy jest cieplutko i nie muszę spać w skarpetkach, jak w domu.
No ale na szczęście mam ten kocyk elektryczny, którym rozgrzewam sobie pościel przed pójściem spać i wskakuję wtedy do ciepłego łóżeczka.
A teraz znów wracam do swojego chłodnego raczej mieszkanka, zwłaszcza, gdy temperatury na zewnątrz oscylują poniżej zera, ale nic to, włączę silniejsze ogrzewanie na te chłodniejsze noce, przynajmniej w pokoju i będę czekała do wiosny, wszak ona już całkiem niedługo ma nadejść.
Tak więc widzicie, znów jestem pełna optymizmu i niecierpliwie czekam do późnego popołudnia, co z tego mojego dzisiejszego optymizmu wyniknie.
Pan Wojtek zapowiedział się między godziną 16 – 18 i mam nadzieję, że tym razem już nic mu w paradę nie wejdzie.
Mamy razem autkiem wrócić na Szymanowskiego i……… celowo nie posyłał mi już zdjęcia całej nowej, wykończonej łazienki, bo mam dopiero na miejscu oniemieć z zachwytu, tylko już zapowiedziałam panu Wojtkowi, żeby stał w pobliżu, gdy będę mdlała z wrażenia, ktoś mnie przecież musi wtedy chwycić, bym nie upadła i sobie głowy nie rozbiła.
Będzie dobrze, a nawet świetnie, czuję to przez skórę.
Już prawie cała Rodzina i sporo znajomych osób dopytuje się, kiedy ujawnię zdjęcia z tej mojej nowej łazieneczki.
Oczywiście, mam nadzieję, że już jutro wieczorem pokażę ją najpierw na Facebooku, a w poniedziałek rano zamieszczę zdjęcie tu, w moim blogu.
Gdy oblewa się nowe mieszkanie, nazywa się to parapetówka, a jak nazwać oblewanie nowej łazienki? chyba łazienkówka?
No to zapraszam wszystkich chętnych na łazienkówkę, trunki już czekają!!!!
Chociaż……..wiadomość z ostatniej chwili: wynikły jakieś perturbacje z rurą gazową w łazience, trzeba było znów usunąć płytki, znaleźć miejsce nieszczelności rury gazowej, zabezpieczyć i na nowo kłaść te zdjęte płytki, co znów przedłuża czas mojego powrotu.
Czyżbym dzisiaj jednak miała nie pojechać do Krakowa?
Co za licho mieszkało w tej łazience, że tak wszystko na opak idzie z tym remontem???????? Ale na całe szczęście pan Wojtek jest taki dokładny i staranny, że na żadna fuszerkę sobie nie pozwala. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik.
Mam nadzieję, że do wieczora pan Wojtek upora się z tymi kłopotami i uda mi się jednak dzisiaj do domu wrócić, chociażby po to, by podziwiać łazienkę, a kąpać najwyżej będę się mogła ewentualnie jutro.
Najwyżej ogłoszę DZIEŃ BRUDASA :- )
Kłopoty, kłopoty, ale jakie smutne, a przede wszystkim nudne byłoby to życie, gdyby nic się ciekawego nie działo.
Zawsze są jakieś atrakcje życia.
No dobra, resztę łazienkowych sensacji zamieszczę jutro.
Dzisiaj cieszę się niedzielą i ….oczekiwaniem na Godota.
Też życzę wszystkim miłych niespodzianek niedzielnego dnia, może nie koniecznie podobnych do moich, ale wesołych i pełnych uśmiechów.

a sobota……….

……….nawet dosyć słoneczna wstała, tylko, że mróz rano pola ściska.
Ale potem będzie już chyba lepiej, trochę cieplej.
Od rana w domu Magdy poruszenie, bo Jasiek na ferie wyjeżdża i w związku z tym spory rozgardiasz od rana w domu trwa.
Jasiek tańczy w hiphopowym zespole tanecznym, który już odniósł kilka wspaniałych rezultatów.
Raz w tygodniu Jasiek jeździ na tańce do swojego zespołu, a dwa razy w roku jadą oni na taki tygodniowy trening do Murzasichle, koło Zakopanego i tam trenują prawie cale dnie, z przerwami na posiłek i na nocny odpoczynek. Z tego, o opowiadał mi Jasiek, będą praktycznie mieli zajęty cały dzień, ale i jemu i jego koleżankom i kolegom z zespołu wcale to nie przeszkadza, wręcz się cieszą, że tyle czasu mogą poświęcić temu, co lubią,
No i przy okazji będą teraz mogli sobie już przygotowywać nowy program na następne zawody taneczne.
Myślałam, że teraz, gdy Jasiek zaczął już naukę w liceum, nie znajdzie on dodatkowego czasu na inne zajęcia, ale jednak nie, mimo, że prócz tańców chodzi raz w tygodniu jeszcze na piłkarskie treningi w modlnickim klubie piłkarskim, która rozgrywała już z powodzeniem wiele meczy piłkarskich, w których i nasz Jasiu bramki strzelał, oczywiście przeciwnikom, a nie samobóje, to jednak trzeba przyznać, że Jaś sporo czasu poświęca i na naukę, co widać po jego bardzo dobrych wynikach w szkole.
Dzielny chłopak z tego Jasia, a tak wydawałoby się, że jeszcze niedawno był dzieckiem, a tu prawdziwy przystojniak z niego wyrósł, ( ciasteczko teraz na takich młodzianów się mówi), mają się z kogo Magda z Jackiem cieszyć.
No tak, dziewczyny, czyli Kamila i Ola już poszły w świat, wyfrunęły z domowego gniazdka, Kamila już po studiach, mieszka i pracuje we Wrocławiu , Oliwia studiuje w Anglii na Uniwersytecie w Leicester, tak więc w domu tylko jeden rodzynek Jaś pozostał, z którego, jak widać, też kiedyś będą mieli wielką pociechę.
No jeszcze muszę wspomnieć o wielkiej namiętności i Magdy i Jacka – suni Abrze, która jest z rasy posokowców, bardzo śliczna i mądra sunia, która jest niestety wielkim psotnikiem, nie dość, że namiętnie podgryza kołdry, to jeszcze podkrada jedzenie, nie można na przykład zostawić na stole kanapki i się odwrócić, bo już kanapka w pysiu Abry natychmiast ląduje, ona zaczajona tylko obserwuje i potrafi każdy moment wykorzystać.
A wydawałaby się taka potulna, ale psem Czekiem i kotkiem rządzi niepodzielnie, jak coś jest nie po myśli Abrusi, drze na nich pysk i to tak doniośle, że domownikom głowa pęka.
Ale i tak ją wszyscy w domu bardzo kochają i nie wyobrażają sobie już życia bez niej.
Ja teraz piszę na przykład blog, a koło mnie na wersalce Abrusia smacznie chrapie i to tak głośno, jakby całą noc nie spała, tyko pilnowała domu i teraz musiała służbę odsypiać.
Taka jest ta nasza Abrusia.

O polityce dzisiaj nie piszę, bo po co, i tak nie wiele się zmieni, bo PIS w zaparte idzie i może się to dla nich, albo da nas, Polski źle skończyć, oby ta druga wersja się nie spełniła, ta pierwsza część i owszem, niech się stanie!
A co do innej mojej sprawy, czyli co do łazienki, to jeszcze do końca nie wiadomo, kiedy sprawa dobije finału, wczoraj rozmawiałam, oczywiście telefonicznie z panem Wojtkiem i wciąż jeszcze ma tam sporo roboty, zważywszy, że ostatnie trzy dni musiał spędzić ze swoją chorą Mamą i musiał przerwać pracę u mnie, trudno, siła wyższa.
Ale żeby już nie zapeszać, nie napiszę, że dzisiaj, czy jutro jadę do domu, niech robota spokojnie tam jeszcze trwa. Tyle czasu czekałam, poczekam jeszcze te 2-3 dni i wtedy dopiero moją radość oficjalnie na blogu ogłoszę

Przyjemnej soboty wszystkim życzę, słona i radości wiele i z weekendu i z ferii.

Za oknem mróz, choć słonko świeci.
Dzisiaj nasze małopolskie dzieci rozpoczynają ferie.
Niech im się dobrze dzieje.
Ale mamy prawnicze zawirowania w Polsce.
Okazuje się, że Sąd Najwyższy,według pisowskich funkcjonariuszy nie ma prawa do ferowania wyroków, od tego jest pan minister Ziobro i funkcjonariuszka TK, naczelna kucharka Jarusia pani Przyłębska.
To oni powołali Neo KRS, złożony z pisowskich, spolegliwych Jarusiowi sędziów, to oni powołali haniebnym tworem pod tytułem Izba Dyscyplinarna, który może przeciwników władzy po prostu wyrzucać z pracy, mimo, że mają pełne sędziowskie uprawnieni, tylko nie zgadzają się z jawnym łamaniem Konstytucji.
Świat się kończy, zaczynamy mieć w Polsce pełny autorytaryzm, w którym wszyscy mają cicho siedzieć i potulnie wykonywać rozkazy Najwyższego, jakie by te rozkazy nie były durne a przede wszystkim dla Polski i Polaków krzywdzące.
I co najważniejsze, że takie byle jakie pisowskie ministry śmią jawnie powiedzieć, że w nosie mają wszystkie prawnicze prawdziwe autorytety prawnicze, zarówno te w Polsce, jak i w Europie i w świecie, bo oni wiedzą
n a j l e p i e j co jest dla Polski słuszne, a słuszne jest tylko to, co sobie w chorej głowie pan Kaczyński uroi, a także to, co uroją sobie jego lizusowscy poddani mu funkcjonariusze.
Inna sprawa, że chyba cała sprawa opiera się teraz o wewnętrzną walkę w obozie Pisu, bo już rozgorzała walka o miejsce po Jarusiu, który najpewniej w niedługim czasie będzie zmuszony z powodu choroby, czy innych powodów odejść w niebyt. Co najwyżej, jeżeli przeżyje swoją podobno bardzo groźną chorobę, będzie mógł z fotela kierować swoją partią, tylko nie wiadomo, czy jego następca, który już osiądzie na „tronie” będzie go chciał słuchać, a take jak długo na tym tronie się utrzyma, bo to jednak nie będzie już to samo.
To wszystko wróży szybki rozpad Pisu, ale póki co, będziemy musieli jeszcze przejść przez piekło histerycznych wybuchów prawicy i przez wiele prawnych zawirowań – można tylko teraz współczuć tym wszystkim, którzy jakąkolwiek sprawę sądową mają założoną.
Nie dajmy się zwariować, niedługo wiosna już nadejdzie, mam nadzieję, że nie tylko ta kalendarzowa, ale również i w polityce, bo ile można z ludzi wariatów robić???
Wczoraj w komentarzu Ewa napisała mi, że podoba się Jej, że jestem optymistką. Tak jest i tym optymizmem chcę dzisiaj i Was zarazić.
Jeszcze będzie dobrze i to całkiem niedługo, czuję to „w kościach”
Póki co cieszmy się pięknym, acz chłodnym piątkiem i radosnym weekendem, a tym wyjeżdżającym na ferie zimowe sporo dobrego śniegu pod deskami, uśmiechów, radości i po odpoczynku miłego powrotu do domu.

Marzenia

trzeba marzyć, trzeba śnić
rozwijać życia trzeba nić
bo marzenie, to pragnienie,
naszego życia ocieplenie.
Więc marz i w śnie i na jawie
spoglądaj na życie ciekawie
i uwierz że jutrzejszy dzień
odsunie Twe rozterki w cień

E.W.23.01.2020

Tak, ja też marzyłam, już widziałam się we wczorajszej innej rzeczywistości w moim mieszkanku, jeden telefon od pana Wojtka wszystko zmienił, no może nie do końca zmienił, ale sprolongował mój powrót do domu do…..
Nie, nie będę podawała następnego terminu, bo znów coś zapeszę?
Cierpliwość jest pozytywną cechą, zresztą miałam takie przeczucie, że ta środa „nie wypali” – niestety z takim przeczuciem wczoraj rano się obudziłam i chociaż chciałam zaklinać na siłę to moje radosne wydarzenie, niestety ono się nie spełniło.
A ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem czarownicą, że znam przyszłość.
To prawda,wiele się takich moich przeczuć spełniło, więc dodam tu jeszcze jedno, które wiem na pewno, nie wiem skąd wiem, ale jestem o tym święcie przekonana, że koniec rządów dobrej zmiany już jest bliski.
To jeszcze kwestia kilku tygodni, miesięcy, może roku, ale wtedy, gdy ktoś zaglądnie na mój blog pisany w dniu 23.01.2020 przekona się, że miałam rację.
Bo to, co się ostatnio w polskiej polityce dzieje, nikomu rozsądnie myślącemu człowiekowi nie mieści się po prostu w głowie.
Z jednej strony nad wyraz arogancki rząd, któremu nawet nie zależy jakichkolwiek pozorów utrzymywać, który świadomie idzie na zwarcie z Unią, który uwaąa siebie za najmądrzejszych polityków, co w sumie w coraz szybszym tempie doprowadza Polskę na krawędź niebezpieczeństwa, a z drugiej strony, przyznajmy się szczerze, mamy do czynienia z niezbyt zdecydowaną i niezbyt udolną opozycją, która może chce nawet doprowadzić do zmian, ale niestety opozycja więcej gada niż robi i nie przynosi to żadnych rezultatów.
A co mogłaby opozycja zmieniać: przede wszystkim uświadamiać Polaków, do czego obecna polityka nasz kraj doprowadza, pokazywać wszystkie oszustwa „dobrej zmiany”, spróbować zjednoczyć Polaków i namówić do wspólnej walki z tymi, którzy Polskę niszczą, przecież tych ludzi przeciwnych obecnej władzy jest w Polsce więcej.
Nikt tego za nas nie zrobi, Unia nie do końca może ingerować w niektóre poczynania rządu, ale przynajmniej pokazuje nam, gdzie błądzimy i w jaki sposób z tego politycznego impasu możemy wyjść.
To my musimy się zintegrować i skutecznie przeprowadzić Polskę znów na drogę demokracji. Nie będzie to wcale łatwe zadanie, ale skoro kiedyś udało nam się zwalczyć komunizm, który też wydawał się nie do pokonania, dlaczego nie moglibyśmy dać sobie rady z Kaczyzmem, bo tak niestety trzeba nazwać ten wrogi Polsce polityczny gniot, który już zresztą pomalutku traci siłę, jaką jeszcze niedawno posiadał.
Oni teraz działają na zasadzie wściekłego psa, który atakuje, warczy i szczerzy kły, które są co raz bardziej tępe, o czym świadczą ostatnie wystąpienia ich prominentów, przeprowadzających coraz bardziej niezgodnie z prawem i na siłę nowe ustawy, a przede wszystkim denerwuje ich buta, pewność siebie i pycha, chociażby we wczorajszej Komisji dotyczącej odrzucenia ustawy kagańcowej (dzisiaj Pis i jego poplecznicy odrzucą senackie veto w tej sprawie), czy ostatnie wystąpienia wrzeszczącego Dudy, który na pewno tę ustawę podpisze.

A u nas w Modlnicy – zima na całego, na ścieżkach i drogach, trawnikach, a do pracy daleko i………ślisko. Tyle, tylko że właśnie słonko wyszło, będie dobrze !
Ale mogłaby ta zima iść sobie już precz!!!!!!
Ja marzę, znów marzę, już o wiośnie
Czyli cały mój dzisiejszy wpis to jedno wielkie marzenie, a może nie jedno???
Miłego czwartku

Uleczko dla Ciebie

No i nareszcie przyszła ta wypatrywana, upragniona przeze mnie środa
No i sprawa oczywista, że clou tego dnia jest Uleczka i róże dla Niej, nie może być inaczej, bo wtedy środa straciłaby swój urok, swoje znaczenie.
A ponieważ wstał pogodny dzionek, więc bardzo serdeczne pozdrowienia do Poznania posyłam, buziaczki też, no może i trochę słonecznych promyków…….
Uleczku, to już czwarta środa w tym roku 2020, ale tyle jeszcze ich do końca roku pozostało, postaram się żadnej środy nie przegapić 🙂
Zresztą styczeń już pomału mija, idzie luty, trzeba będzie chyba podkuć buty, bo wczorajszy dzień był bardo zimny, mimo, że śniegu wcale nie było, ale za to był wręcz lodowaty i przejmujący wiatr, no, ale przecież zima wciąż trwa.
Ale nie będę ukrywała, że moje myśli w inną stronę są dzisiaj skierowane.
Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło i jednak pan Wojtek po mnie dzisiaj przyjedzie.
Byłabym bardo zawiedziona, gdyby było inaczej, ale mówi się wtedy trudno, jeszcze trochę Madzia i Jej Rodzinka będą musiały w takim przypadku ze mną się pomęczyć. Ale 17 dni ze mną jakoś wytrzymali, więc….
No nie, muszę powiedzieć, że bardzo jestem Magdzie wdzięczna, że zaproponowała mi takie wyjście, bym podczas remontu u nich zamieszkała.
Oszczędziło mi to wiele kłopotów, które musiałabym przechodzić w remontowanym mieszkaniu: kurz, pył, huk no i niemożność korzystania z łazienki. Zdaję sobie sprawę, że moja obecność tutaj była nieco kłopotów dla domowników, każdy lubi być swobodny w swoim domu, a nawet najbardziej kochany gość po dłuższym czasie staje się kłopotliwy.
Dlatego doceniam gościnę w Ich domu i każdemu domownikowi serdecznie dziękuję.
Było miło, ale nareszcie i dla Nich i dla mnie się skończyło, chyba skończyło.
Za oknem trochę słonka, spory zimny wiatr – wszak mamy wciąż styczeń.
A ja czekam na wieczór i na powrót do domku.
Wiadomość z ostatniej chwili: niestety, dzisiaj nie pojadę na Szymanowskiego, z powodu pewnych perturbacji remontowych muszę przełożyć wyjazd na sobotę, mam nadzieję, że t o ostateczny termin?
Jednak moje przeczucie zadziałało….wiedziałam, że środa nie zadziała.
Mówi się trudno i…kąpie się nadal w Madzinym brodziku
Ale nie popadam w żadne żale i pretensje świat idzie naprzód i ja wraz z nim.
Grunt, że zapowiada się naprawdę ładna środa, wszystkiego dobrego na cały dzień Wszystkim życzę

a po wtorku……

No dobrze, znów zaczynam być monotematyczna, lecz trudno mi się dziwić, że tak o tej środzie myślę.
I to dosyć intensywnie myślę, skoro już przed 6 rano spać nie mogłam.
Wiem, wiem Uleczku, że dla Ciebie też środa jest ważnym dniem i na pewno o różyczce dla Ciebie jutro nie zapomnę.
Już w nocy dzisiaj mi się ten brodzik śnił i kąpiel w nim, jednak wbrew temu co radziła mi wczoraj Bożenka, w pojedynkę kąpać się jest lepiej.
Zresztą nie ten pesel już, dziwne gimnastyki mnie nie interesują, Nauczyłam się też już samotności i całkiem mi z nią jest dobrze, nie potrzebuję żadnych zmian, ani chwilowych, ani stałych.
Dzisiaj ma być piękny, słoneczny dzień Z tym, że wyszłam na taras, a tu wiatr zimny, głowę chce urwać, wiec szybciutko do pokoju się cofnęłam.
Kawa wypita nie na tarasie, a w ciepłym salonie też wspaniale smakuje.
Nauczyłam się u Magdy pić kawę z ekspresu, jednak o wiele lepiej mi smakuje, niż ta rozpuszczalna, nawet tak wspaniała jak Nest Cafe Gold, którą dotąd bardzo lubiłam. I co jest ciekawe, jedna filiżanka kawy ekspresowej całkowicie dziennie mi wystarczy. Nauczyłam się obsługiwać ekspres, może to nie aż taka wielka sztuka, ale trzeba po kolei wszystkie czynności wykonywać, teraz już wiem jak i…….może i dobrze, że się nauczyłam, bo Magda obiecała mi na moje 70 te urodziny taki ekspres do kawy sprawić.
Nareszcie będzie się można u mnie napić porządnej kawusi. Ale tak na wszelki wypadek tę rozpuszczalną Nest Cafe Gold oczywiście też będę miała w zapasie.
Jedyny szkopuł jest w tym, że przyzwyczaiłam się do sporego kubka kawy, ten z ekspresu jest mniejszy, ale jednak ta kawa jest bardziej intensywna,.
Zresztą wszędzie podają kawkę w małej ładnej filiżance, a nie jakiś erzac kawy w kubku, albo co gorsze w szklance, jak drzewiej wypadło podawać.
Czasy się zmieniły , sposób podawania i picia kawy też się zmienił, wszak sami chcieliśmy światowych standardów 🙂
To życzę wesołego i słonecznego wtorku i czekajcie na dalsze moje relacje, bo będzie się znowu działo!!!

a dzisiaj mamy poniedziałek

Bo to naprawdę będzie miły tydzień, przynajmniej dla mnie.
Pojutrze już ŚRODA, na którą tak niecierpliwie czekam.
Zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że jest mi tu źle w Modlnicy, ale ja już chcę do domeczku i chyba nikt temu zbytnio się nie dziwi, tym bardziej, że na mnie czeka moja nowa łazieneczka z brodzikiem, do którego będę mogła podobno wskakiwać, a nie spindrać się jak do tego poprzedniego, tak przynajmniej twierdził wczoraj podczas rozmowy telefonicznej pan Wojtek
Według wczorajszych relacji pana Wojtka, podłoga i ściany już są wykończone, dzisiaj będzie wstawiony brodzik, zamontowane w nim będzie siedlisko i łapka do trzymania się, oczywiście koszyczki na płyn do kąpieli i na gąbeczkę, potem jeszcze tylko mała kosmetyka łazienki – lustra,szafki itp i……w środę wieczór odbędzie się uroczysta pierwsza kąpiel, oczywiście dopiero gdy pan Wojtek już sobie pójdzie do domu. Ale będzie pysznie !!!!!!
Oczywiście nie będę się mogła nie pochwalić moim nowym szczęściem, odpowiednie zdjęcia będą zamieszczone – obiecuję.
No, nadmienię jeszcze, że prócz łazienki mam też nowy zlewozmywak w kuchni, tak więc pół nocy spędzę na kąpieli, a drugie pół na zmywaniu naczyń, nawet tych czystych, a wodomierz, też zresztą nowy, będzie tylko odmierzał ile tej wody zużyłam.
Tylko jak ja po tak spędzonej nocy rano obudzę się do pracy?
A może po prostu z tych emocji wcale nie będę się kłaść spać?????
Szkoda tylko, że te 3 lata musiałam męczyć się z tym byle jakim brodzikiem, powinnam teraz zaprosić dysponentów poprzedniej łazienki, by pokazać, jak ona powinna wyglądać.
No, ale czasu nie cofnę, teraz za to będę miała pełen luksus łazienkowego życia.
Zresztą chyba sami widzicie, jak bardzo jest to dla mnie ważny problem, bo ciągle do znudzenia o tym piszę.
Wczoraj przeglądałam stare wpisy i okazuje się, że mój problem z łazienką trwa od połowy listopada, czyli od chwili, gdy popękała podłoga brodzika, co mnie zmobilizowało do remontu. Wcześniej też o tym myślałam, ale ten fakt zaważył na mojej decyzji. Proszę, minęło 2 miesiące i….mam nową, piękną, a co najważniejsze komfortową łazienkę, w której będę mogła kąpać się bez żadnych obaw i co najważniejsze, nie będę musiała jak dotychczas zbierać wody z podłogi po każdej kąpieli – to był naprawdę koszmar.
No dobra, już przestaję Was dzisiaj przynudzać, zresztą muszę sobie pozostawić dalszy ciąg „łazienka story” na czwartkowy wpis, gdy będę już pod wrażeniem poprzedniego wieczoru, Ale do tego tematu na pewno jeszcze powrócę!
Ten poniedziałek wstał w miarę pogodny, przynajmniej nie ma tej mgły i szarości za oknem, chyba to dobry dla mnie znak.
Dzisiaj przeczytałam list amerykańskich kongresmenów wystosowany do pana Dudy z radą, by nie podpisywał tej ustawy kagańcowej, bo jest ona sprzeczna z zasadami demokracji i stawia Polskę w wielkim oddaleniu od zasad, które przyjęliśmy wstępując do Unii.
Ale pan Duda nie lubi, gdy się mówi do niego, jak to nazwał, w obcych językach, on uznaje tylko jeden język, nawet nie polski, a kaczy.
Czy w takim razie jednak posłucha swoich wielkich przyjaciół zza oceanu, przed którym jak wiemy i on i cały Pis się płaszczą? Czy te słowa są w stanie przemówić do jego mózgu z budyniu stworzonego? Wątpię, bo teraz będzie chciał wygrać znów wybory, a żeby je wygrać musi mieć poparcie Pisu, czyli nie może się Jarkowi przeciwstawić.
I tu jest pies pogrzebany.
Pies? jaki pies? Pisi pies. który ogromnie warczy i kły Polsce pokazuje.
Na szczęście jednak poparcie jego sukcesywnie spada i jeszcze tylko kilka jego wrzaskliwych przemówień, bo inaczej on przemawiać już nie umie i………
OBY!!!!!
Życzę zatem Wszystkim wspaniałego tygodnia i ślicznego słonecznego poniedziałku.

m piszę

I NADESZŁA NIEDZIELA……..

A miało być tak pięknie, słonecznie i ciepło jak na wiosnę, a okazuje się, że znów wstał brzydko zimowy dzionek. Brzydki, bo nie ma słonka, nie ma śniegu, jest tylko przenikliwe zimno i ponurość za oknem
Ale od czego są marzenia ????
Zamykam więc oczy i sobie marzę, przypominając moje zimowe dni spędzane ongiś w Zakopanem. Słyszę dzwoneczki sanek, ciągniętych przez żwawe koniki, widzę te ślady sań na zaśnieżonych górskich ścieżkach, słonko skrzące od białego śniegu i słyszę tez wesoły śmiech dzieci harcujących na ośnieżonych stokach, ech te wspomnienia.
A w Zakopanym, które jest oddalone od Krakowa zaledwie o 100 km byłam ostatnio………. nie pamiętam, pewnie około 30 lat temu………..
O nie, zapomniałam, że przecież kilka lat temu spędzałam święta w Kościelisku. Raz było to Boże Narodzenie, ale wtedy Wigilia nie miała dla mnie takiego świątecznego uroku, jaki powinien mieć, a raz,alb dwa razy byłam w całkiem zimowej szacie Wielkanocy.
Bo teraz tak jest, Boże Narodzenie na ogół jest po wodzie, a Wielkanoc jest po lodzie. Ciekawe, czy tak i w tym roku będzie?
Zeszłą Wielkanoc spędziłam samotnie w Wiśle, nie było źle, ale jednak czegoś mi brakowało……..rodziny.
W tym roku nie mam jeszcze planów świątecznych, to wszystko zależy od planów Magdy i jej rodziny, z którymi zazwyczaj święta spędzam.
No, ale do Wielkanocy jeszcze trochę czasu musi upłynąć, chociaż ten czas teraz tak szybko płynie……
Na razie jestem na etapie radości z powodu mojej nowej łazieneczki i już tej środy doczekać się nie mogę, no chyba, że panu Wojtkowi coś niespodziewanie wypadnie i przesunie termin odbioru – oby jednak tak się nie stało!!!!!!
Ale jeżeli nic się nie zmieni, najbliższa środa będzie dla mnie podwójnie radosna, po pierwsze znów”spotkam się” w tym blogu z Uleczką i będę dla niej miała kolejną piękną różę (a może dwie, lub więcej), a po drugie…..zobaczę wreszcie tę moją cudną łazienkę.
Ale to dopiero za 4 dni, dzisiaj przede mną kolejna niedziela, którą spędzę rodzinnie w Modlnicy i nawet ten chłód za oknem nie jest mi w stanie popsuć dobrego humorku, nawet polityka, która starannie dzisiaj będę omijała, tym bardziej, że nie będę miała okazji oglądać mojej ulubionej „Kawy na ławę”, co wyjdzie mi tylko na korzyść, bo zaoszczędzę sobie przynajmniej trochę nerwów.
A poza tym, tyle jest innych ciekawych programów i filmów do oglądania, chociażby na laptopie!
I takiego samego tym dobrego humorku życzę Wszystkim na dzisiejszy niby zimowy dzionek

nie liczę godzin i dni….

A właściwie to już liczę, bo po dzisiejszej rozmowie z panem Wojtkiem okazało się, że już w połowie przyszłego tygodnia, około środy wieczór, wyprowadzam się z Modlnicy i powracam do swojego już wyremontowanego mieszkanka.
Nowa kabinka już stoi w łazience, nowa toaleta wisi na ścianie, no i prawie już jest całkowicie łazienka wyflizowana i sprawdzona pod względem szczelności i wody i gazu, co jest bardzo ważne, abym nikogo nie zalała.
Co prawda mogłyby to być ewentualnie tylko szczury w piwnicy – jeżeli tam w ogóle mieszkają, bo pode mną jest tylko własnie piwnica, no i nie grozi mi zatrucie gazem, ani czadem, co mogłoby być niebezpieczne.
Jeszcze do wykończenia jest kuchnia, a dokładnie kącik z nowym zlewozmywakiem – jak dobrze, że zdecydowałam się go wymienić, bo stary zeżarła już całkowicie rdza i najprawdopodobniej i tak musiałabym w tym lub przyszłym roku robić remont z powodu zalania kuchni, to było nieuniknione.
A co jeszcze liczę???? na pewno pieniądze, to ta najgorsza i najbardziej smutna strona każdego remontu, bo co prawda już trochę pieniędzy w ten remont włożyłam, ale jeszcze „wisi” nade mną jeszcze zapłata za pracę pana Wojtka, oj chyba jednak troszkę zadłużyć się będę musiała, tym bardziej, że dodatkowo sprawa kuchni wypłynęła, ale jak to już pisałam, to była sprawa wyższa i nieunikniona. Zresztą zawsze tak jest przy remontach, że wypływają dodatkowe koszty i z tym się liczyłam.
A dzisiaj w nocy będę miała pewnie kolorowe sny z radosną kąpielą w mojej nowe, ślicznej łazieneczce.
Pewnie to jeszcze nie koniec wizyt pana Wojtka, bo jeszcze trzeba tę łazienkę nieco dopieścić, a tu szafka, tu półeczka, a tu lustro, czy uchwyt na papier toaletowy – to są już szczegóły, ale też pewnie co najmniej dzień na tym panu Wojtkowi zejdzie, z tym, że ja już wtedy już będę w domku i te wszystkie szczególiki będziemy uzupełniać na bieżąco.
Dzisiaj już sobota, czyli pozostały mi jeszcze 5 dni tutaj w tym gościnnym domku i potem nastąpi jakże radosny powrót na własne śmieci.
Nareszcie nie będę się musiała denerwować, że kogokolwiek budzę tym moim nocnym markowaniem, a niestety teraz 2-3 razy w nocy muszę do łazienki biegać.
No masz, a Maciek ciągle na mnie krzycy, że za mało piję, gdybym piła jeszcze więcej, chyba musiałabym przenieść tapczan do łazienki (tylko gdzie by się on zmieścił?) i musiałabym chyba do rury jakiejś się podłączyć, czy co?
Żarty na bok, fakt faktem, że często w nocy urzęduję, nawet muszę włączyć sobie swojego „usypiacza”, aby w śnie lub półśnie dotrwać do rana
Kiedyś nie miałam takich nocnych kłopotów, dlatego mieszkanie z kimś jest jednak krepujące. Staram się zachowywać w nocy cicho, ale zawsze wtedy jakieś licho coś tam strąci i narobi łoskotu, takie jest prawo licha, który jak wiemy z porzekadła, nie śpi, tylko czuwa 🙂
Ale dzisiaj mój blog z wiadomych przyczyn kończę, w doskonałym humorku i takiego Wam wszystkim na dzisiaj i na cały weekend życzę

nie chce się nawet myśle,c o tym, co dalej z Polską będzie.

Dzisiaj przeczytałam, że Jarosław Kaczyński nakazuje nam walczyć o wolną, suwerenną Polskę, o taką, o jaką walczyła jego matka (tylko ciągle nie wiadomo gdzie walczyła, bo już się okazało, że jej udział w Powstaniu Warszawskim należał do baśni z 1000 i jednej nocy) i całe jej pokolenie (on nie walczył, bo jak pamiętamy, spał wtedy pod pierzyną), bo Polskę należy wyzwolić spod następnego okupanta, by zamach na naszą wolność i suwerenność został odparty I dalej: „Polska suwerenna, wolna, w Unii Europejskiej, we wspólnocie wolnych państw i wolnych narodów, to jest ta przyszłość, o którą musimy walczyć i którą wywalczymy” stwierdził Jarosław na jakimś wiecu swojego wybranego lud dwa dni temu.
Nie wiem jak Wy, ale tu jakiś brak logiki w wypowiedziach Guru widzę, bo albo chcemy żyć we wspólnocie państw, albo chcemy się niej wyzwolić i o to zresztą zależy kto, bo ja wcale walczyć z wiatrakami nie zamierzam.
I o co tu właściwie chodzi panie Kaczyński: mieć ciasteczko i zarazem zjeść ciasteczko????? Chyba w tej starej, skołowane nienawiścią i złością do całego świata główce prezesunia już całkiem się coś pokiełbasiło?????
Tylko dlaczego my mamy nosić owoce tego szaleństwa?????
Coś w tym naszym świecie się poprzemieniało: zło, nienawiść, kłamstwo i bezczelne, na chama hejtowanie i niszczenie ludzi jest normalką w tym dziwnym kraju Polską zwanym, prowadzonym nomen omen prze partię o nazwie prawo i sprawiedliwość.
Dla kogo prawo?????? chyba tylko dla swojaków, dla kogo sprawiedliwość? dla tych pokornych, posłusznie wypełniających rozkazy, niepokornych trzeba zniszczyć, zgnoić, w proch obrócić.
Takich czasów się doczekaliśmy i nieprędko z nich się wymiksujemy, bo Polacy mrzonkami żyć lubią, papierek w kolorze złota oglądają z każdej strony i nie patrząc na jego gównianą zawartość, cieszą się jak dzieci
Nie wszystko złoto, co się świeci, nie każde prawo prawem, a nie każda sprawiedliwość jawi się sprawiedliwością.

Mglisty piątek wstał dzisiaj, przynajmniej na południu Polski nie zapowiada się, żeby chociaż promyczek słonka przebił się prze mgliste chmury.
Ale kiedyś słonko zaświeci, w polityce też, wciąż mam nadzieje na jakiś cud, bo tylko on nas może uratować.

Miłego piątku