święto Trzech Króli

Mędrcy świata, monarchowie,
Gdzie spiesznie dążycie?
Powiedzcie nam trzej królowie,
Chcecie widzieć Dziecię?


Dzisiaj ostatni dzień rodzinnego czasu BOŻONARODZENIOWEGO.
Od jutra już nadchodzi normalny czas, mniej świąteczny, mniej rodzinny, bo każdy już do swoich normalnych czynności powraca, powraca do tak zwanej codzienności.
Ale jeszcze wspomnieniami wciąż będziemy tkwić przy prezentach, przy choince, przy kolędzie i tej wspaniałej rodzinnej atmosferze, która nas jeszcze niedawno otaczała swoim magicznym ciepłem.
Wczoraj dostałam bardzo miłego maila od mojego Kuzyna Andiego z podziękowaniami i z załączonymi zdjęciami, przypominającymi te miłe chwile u spędzone w Magdy Jacka domu.
Jacy byliśmy wszyscy radośni i uśmiechnięci. Pozostawiliśmy na ten czas wszystkie swoje mniejsze i większe troski i cieszyliśmy się, że możemy być przez ten niestety krótki, ale jakże wspaniały czas razem.
Tym razem na tym spotkaniu były już cztery pokolenia naszej Rodziny, najstarsi Andy Judy i Ja, następne pokolenie to Magda z Jackiem i Basia z Pawłem, następne to całkiem już dorosłe „dzieci” Matylda, Oliwia, Staszek, Jasiek i Ksawery z Dianą no i najmłodsze pokolenie to już córka Ksawra i Diany – Zelda.
To niesamowite, że dzięki zaproszeniu Magdy i Jacka mogło się dokonać takie czteropokoleniowe spotkanie, co musicie sami przyznać, często się jednak tak nie dzieje, jest to jednak dosyć podniosły rodzinny moment i wszyscy uczestnicy tak go właśnie odczuli.
A dzisiaj do mnie co prawda Trzej Królowie nie przybędą, ale za to przyjdzie Pan Wojtek, aby rozpocząć przygotowania do remontu.
Pewnie, że byłam duchowo przygotowana na ten moment, ale przyznam, że gdy wczoraj wieczorem pan Wojtek zatelefonował do mnie z potwierdzeniem przybycia, troszkę jednak się zestresowałam.
Już tak mam, jest to nie całkiem ode mnie zależne, mimo, że rozum podpowiadał: dobrze zrobiłaś, że się zgodziłaś na ten remont, teraz po prostu trzeba sobie powiedzieć : niech się dzieje.
Ale co robić, taki nerwus ze mnie już jest, co oczywiście częstymi wizytami w łazience przypłaciłam.
Ale dzisiaj jest już OK.
Tylko niestety przymusową pobudkę miałam już o czwartej rano, już potem nie udało mi się usnąć, mam nadzieję, że jakoś do wieczora wytrwam.
Tylko jeszcze dzisiaj obgadam szczegóły z panem Wojtkiem, wręczę mu klucz od mieszkania i kod do bramy i,….przenoszę się do Modlnicy na czas remontu, ale to dopiero chyba jutro. Jeszcze ostatnią noc spędzę na swoim tapczaniku, potem tylko będę o nim wieczorem sobie marzyła, oczywiście o mojej ślicznej, nowej łazieneczce też.

Życzę Wszystkim miłego świętowania. Mam nadzieję, że Trzej Królowie przyniosą nam w darze, co prawda nie złoto, kadzidło i mirrę, ale to, na co z nadzieją czekamy, czyli wolność i pełną demokrację w Polsce, a na świecie spokój i całkowite wyciszenie konfliktów na linii USA – Iran i zapewnienie, że w najbliższym czasie do żadnych wojennych rozruchów jednak nie dojdzie. Bo pokój i bezpieczeństwo naszych dzieci i nas samych jest teraz priorytetem dzisiejszych niespokojnych czasów i o to będziemy dzisiaj się modlić w tym świątecznym dniu.
Miłego i spokojnego dnia.

zimowa niedziela

Podobny obraz

komu marzy się taka pięknie zimowa niedziela?
Przyznaję, mi nie, wcale za śniegiem nie tęsknie i z radością patrzę na Park, w którym nawet ślad po śniegu nie pozostaje.
Smutno i pusto nieco w tym Parku, na placu zabaw nie ma dzieci, nie słychać roześmianych głosików, ale to już niedługo.
Jeszcze tylko trochę stycznia, luty (będzie trzeba podkuć buty), marzec, może tez nie koniecznie śnieżny i już wiosnę będziemy mieli i znów mój Park będzie mnie cieszył.
Więc tęsknie przez okno spoglądam i……. pomalutku nastawiam się już na jutrzejszy dzień, w którym pan Wojtek zawita u mnie w mieszkaniu z łazienkowymi akcesoriami.
Jeszcze tylko jedna kąpiołka w starym brodziku ( zresztą o mało co dzisiaj się nie wywaliłam przy wychodzeniu z niego, źle po prostu wymierzyłam lądowanie) i……….. już niedługo takich kłopotów nie będę miała, a kąpiel pod prysznicem będzie wprost radosną rozkoszą.

Wczoraj na Netflixie oglądałam bardzo interesujący, nieco sfabularyzowany, a nieco reporterski, wzbogacony autentycznymi zdjęciami i filmikami z tamtej epoki, serial „Ostatni carowie” – historia Cara Mikołaja II i jego rodziny od czasu jego koronacji po śmierci jego ojca aż po tragiczne zakończenia, po tragiczną śmierć przez bestialski mord całej rodziny w piwnicy posiadłości w Jekaterynburgu , do którego podstępnie rodzina cara została wywieziona. W tym serialu uwypuklone są wszystkie źle podjęte decyzje przez cara, który właściwie zawsze zdecydowanie liczył się z podpowiedziami innych, nie zawsze jednak mądrze mu doradzających, ale w pewnym sensie car w jakiś sposób był od nich uzależniony, bądź to w rodzinnym wymiarze, bądź wynikających z sytuacji, z których nie potrafił się wyplątać i im się przeciwstawić.
Trudno jednoznacznie ocenić samego cara, na pewno był on politycznie zagubiony, zresztą w momencie, gdy pozostał on powołany na tron carski sam czuł, że nie jest jeszcze wcale do tej roli przygotowany i nie będzie umiał podejmować samodzielnych decyzji. Z drugiej strony był człowiekiem niezwykle rodzinnym, dla niego los żony i dzieci miały najważniejsze znaczenie i w wielu przypadkach to też było przyczyną złych jego decyzji, na przykład dał zbyt wielką możliwość podejmowania politycznych decyzji charyzmatycznemu mnichowi Grigorijowi Rasputinowi, ulegając sugestii carycy Aleksandrze, że tylko Rasputin może wyleczyć ich chorego synka Aleksieja,przyszłego ewentualnego cara Rosji, z choroby hemofilii, co oczywiście owocowało w coraz gorszych decyzjach, a co z tego wynikało, coraz większym niezadowoleniem robotników i chłopów i w późniejszym etapie zaowocowało to powstaniem bolszewickich partii, które doprowadziły carat do całkowitej zagłady.
Bardzo ciekawie poprowadzony był też w tym serialu wątek historii podającej się za córkę cara Mikołaja niby ocalonej z tej krwawej egzekucji Anastazji, jej historia sięga lat siedemdziesiątych poprzedniego wieku, jednak w ostateczności okazało się, że dziewczyna podająca się za Anastazję była zwyczajna oszustką , jedną z reszta z licznych, próbujących wyciągnąć korzyści materialne z tej smutnej historii rodu Romanowów.
W kolejnych latach szczątki rodziny cara Mikołaja zostały odnalezione ( w tym również i szczątki Anastazji, która również z rodzicami zginęła) doczekały się po wnikliwych badaniach DNA rozpoznane, a po 80 latach od daty tej krwawej egzekucji dokonano uroczystego, państwowego pochówku z wszystkimi przynależnymi carowi honorami.
Naprawdę bardzo ciekawy serial, kto posiada dostęp do Netflixu – polecam.
Chociaż przyznam, ze nieco później bałam się zasnąć, żeby ta cała filmowa trauma mi się po prostu nie przyśniła.
Dzisiaj poszukam sobie jakiegoś innego, mniej krwawego serialu na Netflixie, tym bardziej, że w rodzimej TV wielka bryndza, jak zwykle w niedzielę.
Życzę samych przyjemnych niedzielnych chwil, tym bardziej, że jutro też będzie świątecznie – uroczyście zakończymy obchody Świąt Bożego Narodzenia wesołym kolędowaniem.

nadciąga cyklon Fabian

Dziwne, że te wszystkie cyklony i inne tajfuny mają zawsze takie bardzo przyjemne i słodkie imiona, chociaż dają się one nam we znaki i przynoszą wcale niekorzystne, szczególnie dla zdrowia zmiany.
Raczej bym je nazwała Belzebub, albo Lucyfer, od razu człowiek wiedziałby, że nie ma się czego dobrego w najbliższym czasie spodziewać po nadchodzącej pogodzie.
A właśnie nad Europę, czyli również i nad Polskę nadciąga taki „Lucyfer”. który przyniesie zawieruchy, śnieżne burze i okropne, urywające głowy wiatry.
I ja to już wiem, bo od wczoraj żadne przeciwbólowe leki na mnie nie działają, a co gorsze, nie dość, że dotąd miałam kłopoty z lewym kolanem, od wczoraj prawe kolano też zdecydowało mi się bardzo dokuczać, tak więc jestem prawie unieruchomiona.
Ale szybciutko muszę iść rano na zakupy, przynajmniej na te 3 najbliższe świąteczne dni jakieś pieczywo chociaż muszę kupić, bo podobno śnieżyca ma przyjść już około piętnastej.
W PO też mały „huragan” nastąpił, bo jednak Grzegorz Schetyna zdecydował nie kandydować na szefa swojej partii, co pewno bardzo zadziwiło wielu zwolenników tej partii, ale też zdecydowanie zaniepokoiło prawicową stronę, widać, że coraz bardziej czują się niepewni na swoich stołkach i bardzo obawiają się nowego przywódcy PO, który może okazać się bardziej radykalny, niż Schetyna, co bardzo może zaważyć nie tylko na przyszłych prezydenckich wyborach, ale przede wszystkim na kontynuacji obecnej władzy.
A z ciekawych dla mnie kandydatów jest przede wszystkim Borys Budka, który chyba ma największe szanse na zdobycie tego stanowiska, ale również i dobrym wyborem byłby Bartosz Arłukowicz, czy Radosław Sikorski – oni przynajmniej wiedzą w jaki sposób tę partie na nowo wskrzesić. Na pewno wszystkie te działania będą pod cichą kontrolą Donalda Tuska, który może nie tyle będzie im narzucał swoje rozkazy, ale będzie mądrym doradcą, bo jednak trzeba przyznać, że coby kto nie powiedział o Donaldzie złego, jest on wytrawnym i szanowanym w świecie politykiem, mającym świetne rozeznanie i doświadczenie w tej bardzo trudnej i nieco pokrętnej dziedzinie naszego życia.
Dlatego wierzę w całkowitą odnowę i przemianę mojej ulubionej partii PO, na którą na pewno wkrótce znów zagłosuję, o ile oczywiście znów po takim zrywie nie popadną w następny marazm, w jakim tkwią obecnie.
Jest to jednak jedna najbardziej sensowna partia w Polsce, bo niestety Lewica po krótkim liftingu znów gdzieś zaczęła zanikać.
Niestety to lewicowe trójporozumienie nie do końca było dla nich takie szczęśliwe, widać, że nie bardzo się jednak dogadują.
A ja liczę na „młodzież”, bo chociaż niecałkowicie są już w takim przedziale wieku, ale właśnie jest to najlepszy okres w życiu , gdy jeszcze można coś zmienić, coś ciekawego zrobić – teraz to jest ich czas i niech przynajmniej teraz dobrze go wykorzystają, a Polska wreszcie ruszy z posad.
Bo czy ktokolwiek z Was widzi jakieś inne sensowne wyjście?
Można ewentualnie pomyśleć o powstaniu całkiem nowej partii, ale widać było, jak ostatnie poczynania nowo powstających partii są bardzo krótkotrwałe: mam na myśli Nowoczesną, czy Wiosnę – to partie które na bardzo krótko zabłysnęły na firmamencie samodzielności partyjnej i szybko zostały wchłonięte przez inne partie, niestety gubiąc po drodze swoje wartości, które tak szumnie głosili.
Liczę więc na nowo odrodzone PO i widzę jakąś nikłą, bo nikłą, ale jednak nadzieję dla Polski znów w Europie.

A my dzisiaj rozpoczynamy nieco dłuższy, bo trzydniowy weekend, jako, że poniedziałek jest też dniem świątecznym, a od niedawna też dniem wolnym od pracy.
No i właśnie, co nam ten weekend przyniesie? Bo według niektórych prognoz ma być zimno i śnieżnie, według innych ten dzisiejszy dzień ma być tylko takim pogodowym incydentem, po którym znów nadciągają cieplejsze i całkowicie nie zimowe dni.
Politykom nie można wierzyć, prognozom pogody też nie można wierzyć….
Ech, można już całkowicie się pogubić.
Ale i tak miłej soboty życzę.
A tym na górskich stokach dobrego śniegu pod nartami życzę

no właśnie, wypada coś dzisiaj napisać

chociaż dzisiejszy poranek tak właściwie na niczym mi zleciał.
Chyba za długo mi się spało, ale sny miałam tak miłe, że wcale nie miałam zamiaru się za wcześnie obudzić.
Ale w związku z tym mam pewnie dzienne zaległości, w tym i te w pisaniu blogu.
Wczoraj dosyć obszernie opisałam swoje duchowe przygotowania do tego ważnego wydarzeniu w moim życiu, które ma już w następnym tygodniu nastąpić, wiec chyba nie ma już co do tej sprawy wracać.
Będzie jak będzie, jak być musi, nic teraz nie będę zmieniała, już nie pora na to. Podjęte plany trzeba po prostu wykonać, nawet gdy ma się pewne wątpliwości.
Jakoś dosyć spokojnie do nich dzisiaj już podchodzę, wyłączyłam nerwy i staram się po prostu o tym nie myśleć
Tak najlepiej – tak najwygodniej.
Mam nadzieję, że Boża Opatrzność nade mną czuwać będzie.
A jeżeli wierzę w życie pozagrobowe (a w nie jednak chcę wierzyć), to też wierzę, że i moja „niebiańska” Rodzina, czyli Mama, Tata, Siostra, Brat też mi pomogą jakoś ten czas przetrwać.
Zresztą, co tu mówić, niejednokrotnie pomoc z ich strony nie jeden raz odczułam.
A może kiedyś i mi przyjdzie komuś z „ziemskie” Rodziny pomagać, gdy tylko dostane się do Nieba?. Bo mam nadzieję, że jednak tam kiedyś się znajdę, innej możliwości nie widzę.
I tu weszłam na jakieś parapsychologiczne tematy, kto wie, ile w tym wszystkim jest prawdy, ale o tym przekonamy się, lub nie, dopiero po naszej śmierci.
Bo to takie trochę trudny temat do opanowania: z jednej strony, niby gdzie Ci wszyscy którzy odeszli mogą się pomieścić w niebieskich przestrzeniach, a z drugiej strony, jak to można całkowicie na wieki zaginąć i całkowicie nic po nas nie mogłoby pozostać?????
Na pewno każdy nad tym się zastanawia, a ja teraz szczególnie, gdy mój wiek osiąga coraz większe liczby coraz częściej o tym myślę i………. przyznam się, po prostu się boję.
Kiedyś zastanawiałam się, jak to będzie, gdy osiągnę wiek pięćdziesięciu lat, a jakoś wcale mi nie przyszło do głowy, ze nadejdzie rok 2020 i siedemdziesiątka mi już w nim stuknie.
A co będzie potem??????
Ale na razie mamy piątek, trzeci dzień stycznia, wstał nawet dosyć słoneczny i umiarkowanie chłodny, a ja cieszę się jeszcze moim domowym ciepełkiem i nastawiam się, oczywiście pozytywnie, na małe „wygnanie” za kilka dni.
No to miłego piątkowego popołudnia i wieczoru, bo poranek już nieodwołalnie przeminął.


jeszcze tylko cztery dni……

Zaczynamy odliczanie…….
Jeszcze tylko cztery razy będę wchodziła do tego mojego zdezelowanego brodzika, ze strachem, czy nie zawali się w nim zupełnie jego podłoga , a moja noga nie utknie w dziurze.
W poniedziałek „wprowadza się” ze swoimi przyrządami, no i z nowym brodzikiem, pan Wojtek, a ja we wtorek rano na jakieś może niecałe dwa tygodnie opuszczam ulicę Szymanowskiego i udaję się do Modlnicy, gdzie przeczekam cały remont.
Jak to dobrze, że Magda podsunęła mi takie rozwiązanie i zaprosiła mnie na ten czas do siebie, bo raczej bez łazienki bardzo ciężko byłoby mi w moim mieszkaniu urzędować.
Co prawda ma to swoje i gorsze strony, przede wszystkim będę im „siedziała na głowie” przez ten cały czas, ale przecież zawsze Modlnicę traktuję jak swój drugi dom, mam nadzieję, że jakoś Magda i Jej Rodzinka ze mną wytrzymają. Postaram się być grzeczna 🙂
Co prawda ja już przyzwyczaiłam się do samotnego mieszkania i wcale z tym nie jest mi źle, znów trochę się muszę przestawić, na pewno pewne niektóre moje przyzwyczajenia na ten czas muszę ukrócić.
Problemem będą jeszcze moje dojazdy do i z pracy, bo jednak jest to zdecydowanie dalsza i bardziej skomplikowana droga, niż z mojego domu, ale mam nadzieję, że do pracy będę jeździła z Magdą, a niestety wracać będę musiała Uberem, albo Boltem, co niestety wiążę się z większymi nieco wydatkami, a przecież w tej chwili każdy wydany grosz jest ważny, zważywszy na poniesione koszty remontu. Będę musiała chyba nieco znów się zadłużyć, bo na mannę z nieba nie mam co raczej liczyć, zdecydowanie nie mam szczęścia w Lotka, więc…….
Pieniądze, ach te pieniądze, nie mogłabym je na przykład sobie wydrukować?
Nie potrzebuję ich aż tak znów wiele………………
Ale podjęłam takie postanowienie i teraz już nie mogę się wycofać, tym bardziej, że wiele potrzebnych łazienkowych akcesorium jest już zakupionych, nawet zamówione są już płytki do łazienki, białe na ścianę i brązowe na podłogę łazienki. Ale będzie pięknie………..już nie mogę się doczekać pierwszej kąpieli w nowej łazience.
Jak się powiedziało „A” , trzeba powiedzieć i „Zet”.
Ale pod koniec stycznia (mam nadzieję, że do tego czasu remont się skończy) zapraszam Wszystkich na oblewanie mojej nowej łazienki.
Jak już kiedyś pisałam, mam przygotowane na tę okazję likier i specjalne czekoladowe kubki, które po skonsumowaniu likieru można po prostu schrupać – to jest prezent, który dostałam na imieniny od Kamili i od Shirana, teraz czeka w szafce na swoje pięć minut.
Oczywiście mój nowy, śliczny pojemnik na mydło, również imieninowy prezent od Maćków, też będzie zamontowany, a na półeczce będzie leżało pięknie pachnące cynamonowe mydełko od Basi.
A ja zamykam oczy i…….. marzę…….. Ach, jak będzie pięknie…….
Zawsze jest przyjemnie, gdy coś nowego w domu się pojawi.
Kuchnia też dozna pewnego liftingu w postaci nowego zlewozmywaka, ten stary jest niestety już w dosyć żałosnym stanie.
Żeby tylko ten styczeń już przeminął………
Ale przynajmniej wiem, na co wydam te obiecane pieniądze z trzynastej emerytury.
Zawsze jakiś emerycki grosz wpadnie, wezmę go, czemu nie, ale i tak na pewno na Dudę nie zagłosuję !!!!!!
NIE MA TAKIEJ OPCJI!!!!!!! – nawet gdyby pan Duda obiecał mi za darmo wyremontować całe mieszkanie!!!!!!!
Byłabym zmuszona mu odmówić, co z rozkoszą i z uśmiechem na mojej gębusi bym zrobiła 🙂
To tyle odnośnie moich planów życiowych na najbliższe dni, a które, co przyznaję bez bicia, bardzo mnie frapują.
Ale czymś, oprócz polityki musi się człowiek zająć, z tym, że taki remont jest może troszkę kłopotliwy, ale na pewno mniej stresujący niż polityczne gry, które na troszkę będę musiała, z pożytkiem dla moich nerwów, do lamusa odłożyć.
Ale to wcale nie oznacza, że nie będę pilnie śledziła tego, co się w tej dziedzinie życia dzieje, bo to jednak dla Polski bardzo poważny problem, który jakoś trzeba w niedalekiej przyszłości rozwiązać, tym bardziej, że coraz nowe rządowe przekręty wychodzą na jaw, ostatnio zaniepokojenia dotyczą Polskiej Fundacji Narodowej, która po prostu bez żadnych skrupułów trwoni nasze pieniądze, wydając je na jakieś podejrzane cele.
Ech, kiedy to się wreszcie skończy? I kiedy ci wielbiciele Pisu wreszcie zrozumieją, jak bardzo są okradani, bo przecież pieniądze na tę Fundację idą też z naszych podatków.

A za oknem słoneczko świeci, nawet śladu po śniegu nie ma, zastanawiam się nawet, jaką porę roku mamy. Czy to naprawdę jest zima?????
Chociaż gdy wczoraj spacerowałam z Pepą po Parku troszkę chłodno mi było.
Właściwie to dobrze, że była u mnie Pepa przez te dwa dni, bo przynajmniej musiałam ruszyć tyłek z domu, ale teraz po operacji, zrobiła się ona bardziej żywa, niesamowicie ciągnie, chce biegać, ale oczywiście nie puszczałam jej ze smyczy , wiec ciągle mi się pod nogami plątała, a to z prawej, a to z lewej strony, dwa razy o mało co mnie nie przewróciła.
Nie, stanowczo na posiadania pieska się nie nadaję, tym bardziej, że ostatnio znów mam kłopoty z chodzeniem.
Tak to jest, czasami chodzę całkiem nieźle, a czasami każdy krok sprawia mi straszny ból i czuję, jak moje stopy odmawiają mi posłuszeństwa, o kręgosłupie i o kolanach nie wspomnę nawet. Oczywiście te bóle są dotkliwe, gdy jestem w terenie, w domu i w innym pomieszczeniu na szczęście jakoś daje sobie radę.
Widać są takie okresy, gdy moja choroba reumatyczna się zaognia i nawet środki przeciwbólowe słabo działają. Ce la vie.!!!
Na szczęście Pepa już poszła do swojego domku, a ja nie muszę się martwić, czy przez nią nie potknę się i nie upadnę na twarz. Tego jeszcze by brakowało !!!!!!!
Miłego czwartku życzę.
Przed nami znów dłuższy weekend i znów Święto Trzech Króli, które zamknie ten Bożonarodzeniowy okres świętowania.
I bardzo dobrze, jak długo można leniuchować?

Dobrej pogody i dobrego humoru na czwartek

noworoczna środowa róża dla mojej Ulki

Uleczko Kochana, dzisiaj szczególny dzień, pierwszy stycznia i oczywiście środa.
Nie może zabraknąć w tym dniu róży i życzeń dla Ciebie.
To jest moja pierwsza róża w tym Nowym 2020 roku dla Ciebie, przede mną jeszcze aż 52 takie podobne, bo teraz mamy rok przestępny, czyli przed nami 53 tygodnie i aż 366 dni.
Kochana na te wszystkie 366 dni tego roku zdrowia, zadowolenia z tego, co robisz, sporo przyjaźni i miłości i przyjemnego wyczekiwania w każdą środę różyczki ode mnie.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANA ULECZKO

No i mamy już ten Nowy 2020 rok

Przeminął szampański Sylwestra szok,
no i nam nastał Nowy Rok.

To co złe było już jest za nami,
bądźmy więc teraz szczęśliwcami.
I teraz niech każdy dzionek nowy
będzie radosny i wyjątkowy
Smutki odłóżmy precz do lamusa
bo z Polski będzie co najmniej USA,
niech tylko zmieni się nam rząd
I na San Escobar ucieka stąd,
Zniszczymy wszystkie te „kryształy”,
co nam ostatnio przeszkadzały.
I nie ma co się więcej smucić
Polska do środka Europy musi powrócić.
To nie są tylko czcze jakieś marzenia
To są dla Was moje noworoczne życzenia
Tak pomalutku po kroku krok
Wkraczajmy szczęśliwie w ten Nowy 2020 rok.


E.W. 1 styczeń 2020 rok

jeszcze wciąż mamy 2019 rok

Cieszmy się nim, bo nie wiadomo, co ten Nowy 2020 nam przyniesie?
Na pewno będziemy starsi o cały rok.
Czy mnie to martwi? Może trochę, bo szóstka na początku mojego wieku w siódemkę się przemieni, ale podobno liczba siedem jest liczbą szczęśliwą, a więc…….
A tak na serio, jestem nieco przerażona tą nadchodzącą noworoczną przyszłością, bo jak na razie prognozy są nie najlepsze, a ostatnie poczynania Putina, który oskarżył Polskę o udział w rozpętaniu drugiej wojny światowej, bardzo mnie poraża. To nie są już niestety przelewki, sprawa zaczyna być dla Polski całkiem groźna i…. co gorsze, jakoś tak dziwnie przypominająca sytuację Polski tuż przed wybuchem II wojny światowej.
Też, podobnie jak wtedy, zaczynamy być osamotnieni i to na swoje własne życzenie.
Ale przecież o to Putinowi cały czas chodzi, poróżnić do końca między sobą Polaków i odsunąć ją od ewentualnych przyjaciół, osamotniona Polska będzie łatwiejszym dla niego łupem.
Może dzisiejszy dzień nie powinien być tematem takich rozważań, ale… po prostu piszę to, co czuję, czyli po prostu zaczęłam się bać.
Pal licho ja, już troszkę przeżyłam, troszkę świata zobaczyłam, chociaż jeszcze wcale nie uśmiecha mi się z życiem rozstawać, jeszcze chcę się chociaż trochę tą siódemką z mojego wieku nacieszyć, ale żal mi tego młodszego, a nawet najmłodszego pokolenia.
Na przykład Zeldka, taka wesoła, szczęśliwa dziewczynka, w imię czego miałaby się tego złego życia doczekać? Nie daj Panie Boże, by dopadły ją wojenne tragedie 😦
Mamy pewne zobowiązania wobec naszych dzieci, naszych wnuków i dlatego musimy być bardzo ostrożni w podejmowaniu niektórych decyzji, zwłaszcza tych politycznych, bo one jednak będą miały bardzo duży wpływ na dalsze losy naszej Polski i przyszłych jej pokoleń.
Może uda nam się zamknąć na klucz politycznie zły 2019 rok, przekręcić kilkukrotnie zamek, a kluczyk wyrzucić het daleko za siebie?????
Tego właśnie życzę sobie i wszystkim rozsądnie myślącym Polakom, bo niektórych, tych z pisowskim sposobem myślenia, mimo wszystko nie uda mi się przekonać, że sami sobie na złość robią.
Oni są jak to małe, jeszcze głupiutkie dziecko, któremu mówi się, nie wkładaj palca do ognia, bo się sparzysz, ale ono i tak nie wierzy, musi się sparzyć, żeby potem głośno wyrażać swoją dezaprobatę dla bólu.

A na razie mamy całkiem miły słoneczny poranek, słonko od rana wesoło sobie świeci, zupełnie, jakby nie był to ostatni już dzień roku, śniegu nawet śladu nie widać i dobrze jest.
Myślałam, że samotnie spędzę tego Sylwestra, ale nie, okazuje się, że będę miała sylwestrowe towarzystwo w postaci Pepy, wszyscy domownicy ze Smoleńsk idą balować, a sunia nie może przecież sama w pustym mieszkaniu pozostać na tak długi czas. Jak to dobrze, że jest taka Ciocia Ewa!!!!
Trochę się boję, jak Pepa będzie reagowała na ewentualne sylwestrowe wystrzały, ale Zojka zapewniła mnie, że Pepa się wybuchów nie boi, zobaczymy, jakby co, pod głośnię telewizor na full.
Zawsze jednak dla suni to lepsze, niż samotność.
A ja się cieszę, bo bardzo za Pepką się stęskniłam, a może spotkamy popołudniu na spacerze Lolę?
Ale byłaby heca, zawsze chciałam, by obie suni, które lubię, się poznały.
Tylko czy one by się polubiły? nie były zazdrosne o moją miłość??

Życzę wszystkim wybierającym się na dzisiejszy sylwestrowy bal wspaniałej zabawy i wprost szampańskiego humoru, a tym pozostającym przed telewizorem, miłych ostatnich godzin Starego Roku i nadziei na jeszcze lepszy Nowy Rok.
A ja na pewno będę dzisiaj oglądała…nie, nie Martyniuka i spółkę Kurskiego, ale specjalne wydanie Szkła Kontaktowego, który będzie prowadzony z Teatru 6 piętro.
Na pewno będzie przednia zabawa !!!!!!!

DO SIEGO ROKU !!!!!!.

Rodzinne imprezowanie już za nami

Trzeba przyznać, że Magda i Jacek bardzo pięknie przygotowali wczoraj to nasze kolejne rodzinne spotkanie z Andym i z Judy.
Atmosfera była naprawdę bardzo podniosła, ale rodzinna i bardzo ciepła i mam nadzieję, że nasi Kuzyni spędzili naprawdę bardzo przyjemny ostatni ich dzień pobytu w Polsce.
Dom rozjaśniony pięknymi lampkami i świecącą się choinką, w tle spokojna ,muzyka, która nie przeszkadzała w licznych rozmowach, no i bardzo smacznie zastawiony, kolorowy stół przekąsek i stół główny, na którym królowały krewetki i łososie.
Muszę tu koniecznie jeszcze wspomnieć o przepysznym pierniku, który upieczony był w iście staropolskim obyczaju przez Basię. Ciasto na piernik najpierw przez 6 tygodni leżakowało w lodówce, potem, tuż przed świętami Basia go upiekła i po krótkim jego odpoczynku odpowiednio przełożyła, jak staropolska tradycja każe, prawdziwymi powidłami, a na koniec został on pokryty polewą, na której lśniły niebiesko – białe świąteczne małe gwiazdki.
Wszystkie potrawy, w tym i ten pieczony w piekarniku łosoś były wspaniałe, rozpływały się wprost w ustach, ale ten staropolski piernik jednak musiałam wyróżnić, aby chociaż tu na blogu wynagrodzić tę niebywałą staranność naszej Basi Kochanej – cukierniczy majstersztyk, dziękuję Ci Basiu, to było niebo w gębie, ale i gęba w niebie.
Prawdą jest, że Magda i Jacek naprawdę bardzo starannie i sumiennie przygotowali się do przyjęcia gości, a było ich kilku, bo prócz Kuzynów z USA, była Basia z Rodziną, był Staś i Ksawery z Dianą i z małą Zeldą, o mnie i o domownikach, czyli Jacku, Magdzie, Oliwi i Jasiu nie trzeba chyba wspominać.
Na całe szczęście młoda generacja, czyli Jaś i przede wszystkim Oliwia, która obecnie studiuje w Anglii, ale także i Matylda nie miała żadnych kłopotów w porozumiewaniu się z naszymi gośćmi, co szczególnie spodobało się Judy, która wesoło z młodzieżą sobie gaworzyła, ale również i spodobało się to i Andiemu. Nie można powiedzieć, Basia, Jacek i ja też próbowaliśmy z nimi rozmawiać, najlepiej wychodziło to jednak Basi, chociaż i Magda, która zna angielski nieco słabiej, również w dyskusjach brała udział.
Jednym słowem, to było bardzo miłe, rodzinne niedzielne popołudnie, tym milsze, że odbyło się w tak kameralnym, ale wręcz doborowym towarzystwie.
Oczywiście dostałam od Kuzynów prezent, a jakże, prócz ślicznego szala dostałam bardzo rozczulający prezent w postaci albumu poświęconego Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II i………. co było najbardziej wzruszające, z dedykacją dla Ewy od Jurka i Juty niestety już nieobecnych wśród nas, nieżyjące już Wujostwo rękami Andiego i Judy raz jeszcze dało mi ten ostatni prezent, ich ulubiony album. No i jak mogłam nie otrzeć wtedy łzy z oka?????
Spotkanie nie trwało bardzo długo, bo Kuzyni musieli wracać do hotelu, by przygotować się do dzisiejszej powrotnej podróży, ale na pewno na długo pozostanie nie tylko w ich, ale i naszych sercach.
Dziękuję Magdusiu i Jacku za tak pięknie spędzony u Was rodzinny czas.

Dzisiaj rozpoczynamy nowy tydzień, który jest szczególny, bo przełomowy, wszak tylko jeszcze dzisiaj i jutro trwać będzie Stary Rok, mam nadzieję, że ten Nowy Rok też będzie dla mojej Rodziny taki pomyślny.
Na noworoczne życzenia w moim blogu jeszcze przyjdzie czas, zresztą Ci, którzy mnie znają na pewno już wiedzą, czego Im życzyć będę.
Na razie życzę miłego poniedziałku, ciągle jeszcze bardzo chłodnego, chociaż…. nie wiem, prognozy pogody są różne, nieco się wykluczające, ale sami zobaczymy, co nam ten tydzień przyniesie, oby same słoneczne i pogodne dni.

Ostatnia niedziela roku 2019

No to uczczę ją przepiękną różą i dla mojej Uleczki, chociaż to nie środa i dla Was Wszystkich Kochani moi blogowicze , aby Wam w tym szarym dniu było przyjemnie i radośnie, bo pogoda wyraźnie nas nie rozpieszcza, ani to zima, ani to jesień……
Dla mnie znów zapowiada się ta niedziela rodzinnie, znów jadę do Modlnicy, bo tam dzisiaj przyjeżdża mój Kuzyn Andy z żoną Judy i bardzo prosił, aby mi przekazać, że bardzo chce się tam również i ze mną spotkać.
Cóż, muszę jechać, chociaż przyznam się, że tą zimną niedzielę najchętniej spędziłabym w ciepłym łóżeczku, bo i brzuszek jeszcze nie za bardzo doleczony do końca i od czasu do czasu sobie kicham……… ale rodzinne obowiązki są najważniejsze, bo przecież najważniejsza w życiu jest Rodzina, na pewno dla mnie tak. A zresztą kto wie, kiedy i czy jeszcze w ogóle kiedyś znów się z Andym spotkam????? życie różne „figle” płata.
A ponieważ to już ostatnia niedziela w tym roku robię w sumieniu takie małe jego podsumowanie.
Nie był to w sumie taki najgorszy rok, nie spotkało mnie wiele nieprzyjemnych dni, chociaż takie się też zdarzały, ale ogólnie nie mogę narzekać.
Poznałam przecież wspaniałych nowych kilku ludzi, poznałam pana Waldemara i jego bardzo kochaną buldożkę Lolę i chociaż spory czas ich nie widziałam, mam nadzieję, że już niedługo, na wiosnę znów będziemy w moim ukochanym Parku się spotykać.
No własnie, a propo’s Park – był przez moment taki malutki plan, o którym dwa dni temu wspominałam, dotyczył mojej ewentualnej przeprowadzce, niestety wtedy musiałabym się z moim Parkiem pożegnać, no chyba, żebym specjalnie do niego przyjeżdżała, ale to już nie to samo, ale plan, jak to plan, najczęściej spala się na panewce i tak się właśnie stało.
Może to i lepiej? Przecież ja ten Park po prostu kocham.
To moje obecne mieszkanie jest całkiem fajne, no może trochę mój pokój jest dosyć ciemny, bo jest na parterze i drzewa zasłaniają światło, ale z tym można sobie jakoś poradzić, podobnie jak i z zimnem, który jest czasami bardzo dokuczliwe, znów ten parter w ociepleniu mieszkania przeszkadza, no i nie licząc spore koszty, które niestety przy jego ogrzewaniu muszę ponosić. Ale to jest kwestia tylko połowy roku, to drugie pół roku jest już zdecydowanie lepsze, więcej słonka, bardzo jasna kuchnia no i nie muszę ogrzewać mieszkania, ba, w lecie nawet nie bardzo muszę go ochładzać, w tym roku tylko kilka dni miałam wentylatorek puszczony.
Problemem jest tylko ta moja nieszczęsna łazienka, ale…. przecież już za kilka dni przyjdzie pan Wojtek i wszystko zmieni, będę miała bardzo elegancką i przede wszystkim bardzo wygodną i bezpieczną łazienkę, nie będę się już musiała bać przy wchodzeniu do tego wysokiego brodzika i także bać się, że podłoga w nim całkowicie się już zawali.
Jeszcze poczekajmy – cierpliwości Ewusiu !
Czyli wszystko wielkimi krokami idzie ku lepszemu.
Żeby jeszcze sytuacja polityczna w Polsce w Nowym Roku się zmieniła……. czasami wątpię, bo widząc zawziętość obecnie panujących i niestety głupotę wielu Polaków, którzy nadal im przyklaskują, tracę na chwilę nadzieję, ale przecież nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej, oby nie, wszystko kiedyś musi się zmienić, zło musi być opanowane i już są tego nieśmiałe jeszcze pierwsze symptomy.
No to głowa do góry, Nowy Rok przyniesie nam mnóstwo pozytywnych zmian i nadziei na lepsze jutro zarówno w Polsce, w świecie jak i w każdym domu, w każdej Rodzinie, w co wierzę, chociaż przyznam, że zapowiadane podwyżki cen nieco mnie martwią.
Ale na zmartwienia będę miała cały następny rok.
Póki co, cieszę się niedzielą, Rodziną i tym, że moje zdrowie nieco już się poprawia, a co tam jakieś kichanie od czasu do czasu, podobno też kicha się na zdrowie, przecież tak każdy życzy, gdy ktoś kichnie, prawda?
Milutkiej niedzieli i wspaniałych przygotowań do Sylwestrowych szaleństw.
Własnie przed chwilą w TVN pokazywali wypożyczalnię sukien sylwestrowych, można tam sobie za jakaś przyzwoitą sumę wypożyczyć szałową kreację na ten ważny ostatni w roku bal, potem, po kilku dni tylko trzeba ją z powrotem do wypożyczalni dostarczyć, nawet nie trzeba jej prać, wszystko zrobią za Ciebie. Klient płaci – klient wymaga – wypożyczalnia ponosi konsekwencje 🙂
Nie wiem, gdzie jest ta wypożyczalnia, bo nie dosłyszałam dokładnie, ale przecież i tak nie jestem nią zainteresowana, ja na bal sylwestrowy i tak się nie wybieram, moja domowa kreacja całkowicie mi wystarczy.
No to jeszcze raz : miłego niedzielnego odpoczynku.