
Pamietam fakt,gdy byłam tak jakieś około 20 lat temu w USA i wszystko mnie zadziwiało….
Wylądowałam tam, nomen omen, właśnie 1-szego sierpnia…..(czyli mam pewnego rodzaju rocznicę…..)
Jakaś bardzo dziwna data ten 1-szy sierpień….
Co mnie tam tak zadziwiało????,ano…normalność.
Na przykład to,że w sklepie bułki na półkę nie wyrzuca się z kosza,a delikatnie przenosi rączką ubraną w rękawiczki oczywiście i nie podnosi się tych upadłych na posadzkę i nie wrzuca sie do pozostałych do kosza…
Stałam z otwartymi ustami …. i…podziwiałam.
Aż wreszcie doszło do mojej łepetyny,że nie bardzo czym mam się dziwować,bo to co widzę świadczy o NORMALNOŚCI sytuacji,tylko ja poprostu pochodzę niestety z niezbyt normalnego kraju….
Dziwiło mnie,że na kolejnych postojach autobusowych pomiędzy Chicago i Minneapolis ,pasażerowie przy wsiadaniu do autobusu nie pchają się łokciami,kolanami, na siłę, na znanej mi dotychczas zasadzie, kto pierwszy,ten lepszy,ale grzecznie oczekują na swoją kolejkę,gdyż wykupując bilet na autobus podpisali pewna umowę z przedsiębiorcą transportowym i mają zapewnione miejsce siedzące-rzeczywiście,dla kilku osób,dla których już zabrakło siedzącego miejsca podstawiono następny autobus.
Bardzo to wszystko mnie szokowało i na nic było moje wmawianie sobie,że tak powinno właśnie być,a nie tak na opak, jak wtedy w mojej ukochanej Ojczyźnie.
Zadziwiały mnie te wszystkie eleganckie i pachnące rest-roomy,czyli po naszemu WC,nie tylko w restauracjach i hotelach,ale także w większym markecie.
Minęły lata…..
Nie można pewnie nas jeszcze porównać całkowicie z zachodnimi standartami,ale widać bardzo wyraźną poprawę, zmierzająca, wielkimi krokami do przodu….
ku normalności….
Już nie chodzi tu o te wielkie markety i centra handlowe,które umiejętnie przyciągają swoimi sprytnymi ,często podstępnymi metodami do kupowania w nich towarów w o wiele większym zasięgu,niż pierwotnie planowaliśmy.
Nawet nie chodzi mi o te nasze czyste toalety,które błyszczą blaskiem i charakteryzują się obfitością papieru toaletowego w nieograniczonej i nie w wydzielonej w końcu porcji zużycia,jak jeszcze nie tak dawno było….
Teraz pomału normalniejemy w prawie każdym
przejawie codziennego naszego życia.
A co mnie tak zadziwiło?????
Ano…….transport.
To,że busiki stały się całkiem popularnym środkiem lokomocji, wiadomo nie od dzisiaj.
Z wyjątkiem niektórych,na szczęście nielicznych,straszących i przypominających jeszcze swoim wyglądem relikty przeszłej epoki,stają się całkiem realnym współrywalem dla monopolu miejskiej komunikacji,ba nawet trzeba powiedzieć,że z nimi w wielu wypadkach wygrywają.
Dlaczego?? ,bo są frontem dla klientów,są obecni tam,gdzie komunikacja miejska zdecydowanie sobie nie radzi,a i również nie odbiegają od cenowych standartów.
Dzisiaj odkryłam nowy busik,bardzo wygodny busik,który pozwoli dostać mi się bez przesiadki z okolic mego domu ,aż prawie pod samego Kalmara.
Można nim przemieścić się z jednego końca Krakowa na odległe i przeciwległe podkrakowskie wioski.
Pewnie,że chwalę,skoro dla mnie ma być to taką wygodą,ale chwalę również za incjatywę,z jaką ten przewoźnik wszedł na rynek transportowy,obsługuje dłuższą trasę,robiąc tym konkurecję nie tylko dla miejskiej komunikacji,ale i dla pozostałych busików,którzy teraz będą pewnie zmuszeni do podniesienia jakości swoich usług…..
Narazie busik ten jeździ jeszcze stosunkowo rzadko,ale myślę,że szybko klientelę swoją zdobędzie i rozwinie skrzydła swoich usług,zmuszając tym również i pozostałych przewoźników do nowych koncepcji.
A teraz ,nawiązując do tytułu topicu……
Prorok jakiś,czy co????
A może,bo gdy wczoraj szłam sobie od przystanku do Kalmara ( a spacerek o takiej porze roku jest całkiem przyznaję przyjemny,mimo braku poboczy i sporego ruchu na szosie),śmiałam się do siebie,że następna linia,którą otworzą, będzie prowadzila wprost z ul. Smoleńsk aż prosto pod budynek Kalmara hahaha.
No i co ?
W tym samym jeszcze dniu, zostało mi okolo 20-stej podstawione auto,wiozące mnie z Kalmara wprost pod mój dom….
Nie, to nie bus był, jak narazie,tylko akurat Maćkowa Ela przyjechała z kanapkami do swojego męża,a ponieważ nie bardzo spieszyła się do domu ( mąż w pracy,dzieci na wakacjach), odwiozła starą ciotkę aż pod sam dom.
Ale zgodnie z moimi popołudniowymi „marzeniami-wymysłami” mała cząstka ich została spełniona…..
Jednym słowem,miałam farta…..
Ale się rozpisałam…….
Dzisiaj pewnie taki fart już mnie nie dopadnie,chociaż,kto wie,co człowiekowi z marzeń nagle spełnić się może????
Dzisiaj mam następną jeszcze swoistą rocznicę.
Równy rok temu,1-szego sierpnia,na urodzinowym przyjęciu Maćka, Marcin zaproponował mi pracę w Kalmarze.
Byłam może nieco przerażona tym faktem,bądź co bądź czekały mnie nowe wyzwania i perspektywa wpojenia całkiem nowej dla mnie terminologii ,ale zdecydowałam się szybko i tydzień później,8 sierpnia, poraz pierwszy zasiadłam przy swoim kalmarowskim biurku.
A dzisiaj,po roku,czuję się tam już jak ta rybka w wodzie….. 
To,co wydawało mi się nie do opanowania ,jest dla mnie całkiem oczywistym, codziennym faktem….
Te wszystkie rybki świeże i mrożone,te surowe i gotowane krewetki z ogonami i bez……..to przecież pesteczka…..
No dobra,więc idę popracować teraz do żabek,a potem u moich ukochanych rybek będę oddawała się następnym moim namiętnościom…pracy oczywiście
Cześć !!!!
Wszystkim czytającym życzę udanego sierpnia,odpoczywającym pełnego relaksu,pracującym wytrwałości…..