Historia o butach i głazie

hurrrrrrraaaaaaaaaaa!!

Kupiłam ZNOWU nowe buty!!!.

Te są wygodne,pisze w instrukcji (!!!),że dla wrażliwych stóp przeznaczone,a do tego jeszcze życzy producent potencjalnemu właścicielowi butów przyjemnego i wygodnego jego noszenia.

No nie,z taką uprzejmością rzemieślników spotkałam się po raz pierwszy chyba

A wogóle to skąd wiedzieli,że je będę kupowała??????

Tamte chciałam oddać,ale niestety,Pani ostro się sprzeciwiła,ponieważ widziała,jak wychodziłam  w nich  wczoraj na ulicę.

Usiłowałam zełgać,że tylko do busu dwa kroki w nich szłam,że zaraz zdjęłam…….

Na nic moje prośby i groźby  ( haha,postraszyłam ją nawet Federacją Konsumentów),była nieugięta jak głaz.

Nic to,komuś te buty ofiaruję,żeby mi miejsca nie zajmowały, a moja tragikomediowa  blogonowela pod tytułem,jakże  znaczącym, "Ja i  moje buty"szczęśliwie (mam nadzieję) dobiegła końca.

Już nie będę nikogo ( i siebie przy okazji też) nią zanudzała……

Inny temat  zastępczy sobie znajdę.

Bo jestem w tym niezwykle uzdolniona.

SAMI TO MUSICIE PRZYZNAĆ !!!!!

PRZEPIS ..

                                 28ddmwdBZ

    A DZISIAJ TAKA MAŁA CIEKAWOSTKA PORANNO-KULINARNA

Nietypowy przepis Sławka na pyszne i bardzo zdrowe placuszki…

 Przyrządzenie tego specyfiku jest możliwe tylko w sezonie, kiedy to kwitnie akacja, czarny bez, młode listki babki lancetowatej można nawet spotkać we wrześniu. Kiedy to już po takiej przyrodniczej wyprawie zgromadzimy kiście kwiatów i liści możemy pomyśleć o naleśnikowym lekkim cieście, do którego potrzeba mąki, mleka, jajek, cukru i odrobinę soli. Możemy dodać proporcjonalnie więcej jajek, wtedy to

lejące ciasto stanie się bardziej żółciutkie. Chwytamy zgrabnym ruchem kiście kwiatowe i listki za wystające ogonki (kwiaty i listki koniecznie z ogonkami) i maczamy w cieście naleśnikowym, po czym przenosimy je na rozgrzaną patelnię z olejem. Kiedy te niezbyt duże "placuszki" nabiorą złocistego koloru odkładamy je na oddzielny talerz, ustępując miejsca następnym. Jedzenie tego dania jest proste, niekiedy to jeden kęs, trzymając za występujący ogonek ciagniemy pozostawiając w buzi całą resztę.
Życzę smacznego.
Przyznam szczerze,że jeszcze nie wypróbowałam tego przepysznie brzmiącego przepisu,ale sami przyznać musicie,że brzmi smakowicie.
W najbliższej, nadarzającej się okazji ,napewno wykorzystam….
Dziękuję Sławku za tą wspaniałą kulinarną przygodę i przepraszam,że wykorzystałam ją  bez Twojej zgody.
Ale już taka jestem,jak mam coś fajnego,lubię się dzielić…..
A ponieważ wiem,że kilka osób czyta mój blog…robię to bardzo chętnie.
A teraz już poprostu znikam.
Pora na mnie…….
Przed wyjściem do pracy ( a  dzisiaj jest środkowy już dzień tygodnia)
jest sporo jeszcze do zrobienia…

No i te nieszczęsne buty…..
Pa,Pa