49ddmwdBZ
Minęła niedziela…z wielkim hukiem….
No ,może huku nie było,ale przyznam,że wróciłam dosyć zmęczona.
Te uśmiechy,wspólne fotki,ple, ple,jak mi miło,ple, ple, ple,cmok,cmok,ple,ple….
Chociaż na szczęście nie byłam jedyną,która musiała z rodzinką po angielsku gadać,ale nawet te krótkie konwersacje mnie wykończyły.
Ale rodzinne powinnosci odbębniłam.
Jak dobrze,że ta część rodzinki nie ma dostępu do mojego blogu,pewnie by się poobrażali…..
Ale poprostu jestem szczera,co myślę, na komputer przelewam…….
Poprostu wolałabym poleniuchować w domu,ale cóż,czasami człowiek musi robić to,na co akurat wcale ochoty nie ma.
Stryjek z rodzinką już dzisiaj przemieszczają się na wieś,więc w najbliższym czasie powtórka z wizyty mi się nie zapowiada …… :-))
A ja cóż…rzeczywistość…praca,praca,praca…..
Niestety ta liczba wpisywana na początku jest ciągle jeszcze duża,sporo dni mi jeszcze pozostało do odpoczynku……
No to co..Startujemy w następny tydzień???
Nie mamy wyjścia.
Miłego tygodnia zatem życzę.
PS.Wczoraj już zrobiłam przedpłatę do mojego wyjazdu do Buska……