taka sobie tam rocznica….

                                47ddmwdBZ

Wczoraj "świętowałam" w Kalmarze swoją pierwszą rocznicę tam bytowania…

No świętowałam,to może za dużo powiedziane,ale udało mi się rano kupić całkiem podobno niezłe( ja oczywiście nie spróbowałam) ciasto z rabarbarem i rożki francuskie z masą karmelową.

Ot,tak symbolicznie…….,żeby się nazywało,że pamiętałam.

Swoja drogą, fajnie jest o 6-stej rano móc kupić ciasto….poprostu idę do sklepu i kupuję,jakby to był środek dnia…..

Nic specjalnego oczywiście się nie działo w związku z tym , no może tylko na szczęście Wiesio rozbił,oczywiście niechcący, moją ulubioną miseczkę na sałatki…….

Dobry to,czy zły znak?????

Nie wiem…..

Nie będę miała tylko w czym tej sałatki teraz sobie zrobić :-((

Usiłowałam sobie przypomnieć,jak wyglądał mój pierwszy dzień w pracy,pamiętam,że byłam stremowana okropnie,zresztą przez długi czas potem również.

Całe szczęście,że Adam jakoś serdecznie wtedy do mnie podszedł,tym "mówmy sobie po imieniu" wyraźnie pokrzepił mnie na duchu.

Wydawało mi się,że nigdy nie potrafię ogarnąć nazewnictwa całego tego ogromnego "rybiego" towaru….

A teraz?

Już nie boję się rozmawiać z klientami i doskonale wiem, o jakim towarze rozmawiamy.

Szalona różnica,oczywiscie na korzyść nastąpiła przez ten rok,co nie znaczy,że zawsze udaje mi się ominąć jakieś pomyłki.

No cóż,kto nie pracuje,ten się nie myli……

Błądzenie rzecz ludzka :-))

Dostałam bardzo miły list od jednego  mojego "cichego"jak dotąd czytelnika-tu bardzo serdecznie Go pozdrawiam i życzę powodzenia na niwie blogowania…. 

Dosyć filozofowania o dniu wczorajszym,pora wrócić do rzeczywistości….

Fanfary przecież nie mogą brzmieć

 bez końca…. 

Najwyższa pora zacząć aktywnie

 dzień,oby był miły,dla mnie,dla Ciebie….

Dzisiaj znów jest moja ulubiona ŚRODA !!!!

angielskie ple ple ple

                                              49ddmwdBZ



Minęła niedziela…z wielkim hukiem….


No ,może huku nie było,ale przyznam,że wróciłam dosyć zmęczona.


Te uśmiechy,wspólne fotki,ple, ple,jak mi miło,ple, ple, ple,cmok,cmok,ple,ple….


Chociaż na szczęście nie byłam jedyną,która musiała z rodzinką po angielsku gadać,ale nawet te krótkie  konwersacje mnie wykończyły.


Ale rodzinne powinnosci odbębniłam.


Jak dobrze,że ta część rodzinki nie ma dostępu do mojego blogu,pewnie by się poobrażali…..


Ale poprostu jestem szczera,co myślę, na komputer przelewam…….


Poprostu wolałabym poleniuchować w domu,ale cóż,czasami człowiek musi robić to,na co akurat wcale ochoty nie ma.


Stryjek z rodzinką już dzisiaj przemieszczają się na wieś,więc w najbliższym czasie powtórka z wizyty mi się nie zapowiada ……  :-))


A ja cóż…rzeczywistość…praca,praca,praca…..


Niestety ta liczba wpisywana na początku jest ciągle jeszcze duża,sporo dni mi jeszcze pozostało do odpoczynku……


No to co..Startujemy w następny tydzień???


Nie mamy wyjścia.


Miłego tygodnia zatem życzę.


PS.Wczoraj już zrobiłam przedpłatę do mojego wyjazdu do Buska……


sobotnie perspektywy

                              51ddmwdBZ

                                        

      

A czemu nawet w wolną sobotę budzę się tak wcześnie,skoro świt,przed szóstą rano???

Ale nic,to,zawsze jeszcze na troszkę do swojego kochanego łózia powrócić mogę…

Miałam wczoraj propozycję pojechania do młodych ,do Modlnicy,wybrałam jednak wolność w swoim domku.

Bo co prawda marzyłam o wyjeździe dwudniowym,ale wybrałam,samotność….

To dla mnie najlepszy odpoczynek.

Chociaż nie jestem pewna,czy dzisiaj popołudniu nie będę wezwana na rodzinne spotkanie z przybyłym do nas z USA stryjkiem z rodziną.

Ha ha ha , zamienił stryjek siekierkę na kijek…

Zamienię ciszę i spokój na hałaśliwe, rodzinne spotkanie ,bogatej części rodziny z,co tu mówić, ubogą krewną….

Niezbyt mi się taka perspektywa podoba….

Ale rodzina,to rodzina,muszę i tak odbębnić takich kilka wizyt.

Tylko,że dzisiaj zdecydowanie nie mam na to odpowiedniego humorku…..

HASŁO LENIUCHA

    




    ow        !!!!!!


   E    ch        !!!!!!!


           E    legancko


   K    ochana


   E    epoka


   N    ic nierobienia


   D          o poniedziałku   


 


           


    

SMART

                                 52ddmwdBZ

Smart-mądry,sprytny…..

Mógłby ewentualnie być mój…..

Wczoraj "przymierzałam  się" do takiego.

Nawet muszę przyznać,że całkiem wygodnie siedziało mi się za kierownicą…

Mały,zwinny,wszędzie się zmieści,nie potrzebuje wcale dużo miejsca do parkowania….

Oczywiście interesuje mnie  wersja Diesel,z klimatyzacją….

No cóż,znów mam nowe marzenie….

Ale taki mini mercedesik jest niezły,jak na moje całkiem niewielkie potrzeby.

A że nie będę mogła wozić np.mojej siostry???

Haha,raczej nam obu trochę za ciasno byłoby w tym samochodziku……

Dobra,spadam z chmur na ziemię…..

W domu cisza niebotyczna,wszyscy wyjechali sobie na wakacje.

W ten weekend znowu więc odpocznę psychicznie.

Zamykam drzwi na 100 spustów,wyłączam wszelakie telefony i insze komunikatory i…..

O D P O C Z Y W A M.

Ale to dopiero jutro….

Dzisiaj idę w rzeczywistość……

Nieco płaczliwą rzeczwistość.

Ale przeciez słonko nie może cały czas świecić.

Też musi mieć ( i ono i my od niego)

REST – odpoczynek.

Jak to miło,ba,nawet fantastycznie,że dzisiaj

już  P I Ą T E K !!!  

i znowu odliczanie…

                                        53ddmwdBZ !!!!

Ostatnio blogowanie staje się bardzo modne….

Coraz więcej osób bloguje,nawet były Pan Premier  M. ,skoro tylko przestał pełnić swoją zaszczytną funkcję u sterów rządów IV RP,zajął się blogowaniem…..

Wiele jest blogów na necie.

Ale ja preferuję ten,blox.pl.

Bardzo lubię te swoje codzienne wpisy-

pomimo,że nie jestem byłym premierem :-))

Mam swoisty pamiętnik,mogę sobie sprawdzić o czym pisałam np.rok temu…..

Właśnie rok temu,około 3 sierpnia dokonałam pierwszych,  nieśmiałych jeszcze wpisów o….Kalmarze.

Wtedy podejmowałam decyzję…..

A teraz …….

Jak ten rok szybciutko mija.

I co chwilę coś ciekawego w moim życiu się dzieje…..

Wczoraj zarezerwowałam sobie dwutygodniowy wypoczynek w Busku Zdroju

Pojadę tam 25 września,niestety dopiero 25 września,ale za to do jakich luksusów????

Będę Pańcia w kurorcie haha.

Zamieszkam w jednoosobowym pokoju z łazienką, w jednym z najlepszych sanatoriów w Polsce,czyli we Włókniarzu.

Oczywiście pobyt będzie pełnopłatny,ale skoro tak ciężko pracowałam calutki rok,mogę sobie "dla zdrowotności" zafundować takie luksusowe leczenie-w końcu będę miala nie tylko ładny pokój,ale przede wszystkim wspaniałe 4 zabiegi dziennie….

NA ZDROWIU NIE MOŻNA PRZECIEŻ OSZCZĘDZAĆ !!!!

I na co mi np.jakieś tam Hawaje,czy inne zagraniczne kurorty,jak w  rodzimym Busku Zdroju odzyskam nieco zdrowia???

A czy to nie najważniejsze???

Przecież czeka mnie znowu pracowity ,następny rok,zabiegany,znów bez możliwości wygospodarowania sobie czasu na zadbanie o siebie.

Więc nie mam skrupułów,skoro do tego czasu się nie wzbogaciłam,to pewnie i tak się już więcej nie wzbogacę….

Pieniądze są w końcu po to,żeby je wydawać.

Tylko ja tak bardzo lubię sprawdzać swoje konto i tak bardzo się cieszę,gdy moje konto rośnie…

Ale nic to,teraz go nieco ogołocę,ale mam potem rok czasu na oszczędzanie (hihi,ja i oszczędzanie) i na uzupełnienie braków.

Teraz znowu będę przynajmniej miała codziennie i jakże ulubione  zajęcie-ODLICZANIE

Od dzisiaj w czołówce mojego wpisu będęe wpisywała zaszyfrowane ddmwdBZ,

czyli dni do mojego wyjazdu do Buska Zdroju….

Jeszcze ich sporo,jeszcze ,albo już niewiele, zależy jak na to popatrzeć) – 53dni do mego wyjazdu,do upragnionego wyjazdu….

Do ,nareszcie ,porządnego odpoczynku pełną piersią.

Ale cel już jest,teraz czekam,aby go osiagnąć….

No więc spieszę się teraz do pracy,żeby dzień szybciej minął,żebym miała co odliczyć :-))

Uwielbiam to odliczanie……

Miłego dnia miły Czytelniku  

S T R O Ż



CZY PRZY TAKIM STRÓŻU MOŻE MAŁY JAŚ NIE CZUĆ SIĘ  BEZPIECZNIE?????


Bardzo to zdjęcie mi się spodobało………


A przepraszam,zrobiłam fo-pa,przedstawiam Wam malusiego przyszywanego mojego wnusia Jasia (czyli wnuka Muchomorka) i jego stróża- Ledusię.


Za kilka dni będę miała okazję poznać Jasia osobiście,ale nie wiem,czy  taka przyszywana Ciocia-Babcia mu się akurat spodoba????


Nareszcie trochę „normalniej”zrobiło się za oknem,nie ma tych szaleńczych upałów,ale chyba nadal jest spora wilgotność powietrza,stąd droga do Kalmara zroszona jest moim potem…


Wczoraj znów farta jednak miałam,znów Ela odwiozła mnie pod sam dom,ale takie szczęście trwać nie moze wiecznie….


Lubię te wczesne powroty do domu,bo co prawda zaraz prawie padam zmęczona do mojego łóżeczka,ale za to w miarę wyspana i w miarę wypoczęta budzę sie następnego dnia.


A dzisiaj już moja ulubiona środa,czyli środkowy dzień tygodnia,do weekendu coraz bliżej.


Tylko,że muszę wcześniej nieco być w przychodni,muszę ją przed ósmą otworzyć…..


A i w środę zazwyczaj jest więcej pracy w Kalmarze,ale dam sobie radę….


Tylko muszę,tak jak wczoraj pozytywnie myśleć i wszystko ułoży się pomyślnie.


N A P E W N O !!!


Teraz jakaś szalona myśl mnie naszła,może jakoś sobie inaczej ten dwudniowy weekend ułożyć?


Gdzieś wyjechać,chociaż na troszeczkę z Krakowa….


A przynajmniej już chyba wiem,gdzie spędzę swoje 2 tygodniowe wczasy.


Najprawdopodobniej będzie to Busko Zdrój


Bo i blisko to jest ( nie trzeba całą noc jechać) i ładnie tam podobno jest, no i w końcu będę mogła zadbać o swoje zdrowie-wezmę kilka zabiegów na moje biedne,schorowane kolanka….


Koniec dywagacji,robi się coraz później na zegarze,nie mogę się spóźnić przecież do pracy…


Miłego dnia. 




PROROK JAKIŚ,CZY CO????


Pamietam fakt,gdy byłam tak jakieś około 20 lat temu w USA i wszystko mnie zadziwiało….


Wylądowałam tam, nomen omen, właśnie 1-szego sierpnia…..(czyli mam pewnego rodzaju rocznicę…..)


Jakaś bardzo dziwna data ten 1-szy sierpień….


Co mnie tam tak  zadziwiało????,ano…normalność.


Na przykład to,że w sklepie  bułki na półkę nie wyrzuca się z kosza,a delikatnie przenosi rączką ubraną w rękawiczki oczywiście i nie podnosi się tych upadłych na posadzkę i nie wrzuca sie do pozostałych do kosza…


Stałam z otwartymi ustami ….  i…podziwiałam.


Aż wreszcie doszło do mojej łepetyny,że nie bardzo czym mam się dziwować,bo to co widzę świadczy o NORMALNOŚCI sytuacji,tylko ja poprostu pochodzę niestety  z niezbyt normalnego kraju….


Dziwiło mnie,że na kolejnych postojach autobusowych pomiędzy Chicago i Minneapolis ,pasażerowie  przy wsiadaniu do autobusu nie pchają się łokciami,kolanami, na siłę, na znanej mi dotychczas  zasadzie, kto pierwszy,ten lepszy,ale grzecznie oczekują na swoją kolejkę,gdyż wykupując bilet na autobus podpisali pewna umowę z przedsiębiorcą transportowym i mają zapewnione miejsce siedzące-rzeczywiście,dla kilku osób,dla których już zabrakło siedzącego miejsca podstawiono następny autobus.


Bardzo to wszystko mnie szokowało i na nic było moje wmawianie sobie,że tak powinno właśnie być,a nie tak na opak, jak  wtedy w mojej ukochanej Ojczyźnie.


Zadziwiały mnie te wszystkie eleganckie i pachnące rest-roomy,czyli po naszemu WC,nie tylko w restauracjach i hotelach,ale także w większym markecie.


Minęły lata…..


Nie można pewnie nas jeszcze porównać całkowicie z zachodnimi standartami,ale widać bardzo wyraźną poprawę, zmierzająca, wielkimi krokami do przodu….


ku normalności….


Już nie chodzi tu  o te wielkie markety i centra handlowe,które umiejętnie przyciągają swoimi sprytnymi ,często podstępnymi metodami do kupowania w nich towarów w o wiele większym zasięgu,niż pierwotnie planowaliśmy.


Nawet nie chodzi mi o te nasze czyste toalety,które błyszczą blaskiem i charakteryzują się  obfitością papieru toaletowego w nieograniczonej i nie w wydzielonej  w końcu porcji zużycia,jak jeszcze nie tak dawno  było….


Teraz pomału normalniejemy w prawie każdym


przejawie codziennego naszego życia.


A co mnie  tak  zadziwiło?????


Ano…….transport.


To,że busiki stały się całkiem popularnym środkiem lokomocji, wiadomo nie od dzisiaj.


Z wyjątkiem niektórych,na szczęście nielicznych,straszących  i przypominających jeszcze swoim wyglądem relikty przeszłej epoki,stają się całkiem realnym współrywalem dla monopolu miejskiej komunikacji,ba nawet trzeba powiedzieć,że z nimi w wielu wypadkach wygrywają.


Dlaczego?? ,bo są frontem dla klientów,są obecni tam,gdzie komunikacja miejska zdecydowanie sobie nie radzi,a i  również nie odbiegają od cenowych standartów.


Dzisiaj odkryłam nowy busik,bardzo wygodny busik,który pozwoli dostać mi się bez przesiadki  z okolic mego domu ,aż prawie pod samego Kalmara.


Można nim przemieścić się z jednego końca Krakowa na odległe i przeciwległe podkrakowskie wioski.


Pewnie,że chwalę,skoro dla mnie ma być to taką wygodą,ale chwalę również za incjatywę,z jaką ten przewoźnik wszedł na rynek transportowy,obsługuje dłuższą trasę,robiąc tym konkurecję nie tylko dla miejskiej komunikacji,ale i dla pozostałych busików,którzy teraz będą pewnie  zmuszeni do podniesienia  jakości swoich  usług…..


Narazie busik ten jeździ jeszcze stosunkowo rzadko,ale myślę,że szybko klientelę swoją zdobędzie i rozwinie skrzydła swoich usług,zmuszając tym  również i pozostałych  przewoźników do nowych koncepcji.


A teraz ,nawiązując do tytułu topicu……


Prorok jakiś,czy co????


A może,bo gdy wczoraj szłam sobie od przystanku do Kalmara ( a spacerek o takiej porze roku jest całkiem przyznaję przyjemny,mimo braku poboczy i sporego ruchu na szosie),śmiałam się do siebie,że następna linia,którą otworzą, będzie prowadzila wprost z ul. Smoleńsk aż prosto pod budynek Kalmara hahaha.


No i co ?


W tym samym  jeszcze dniu, zostało mi okolo 20-stej podstawione auto,wiozące mnie z Kalmara wprost pod mój dom….


Nie, to nie bus był, jak narazie,tylko akurat  Maćkowa Ela przyjechała z kanapkami do swojego męża,a ponieważ nie bardzo spieszyła się do domu ( mąż w pracy,dzieci na wakacjach), odwiozła starą ciotkę aż pod sam dom.


Ale zgodnie z moimi  popołudniowymi „marzeniami-wymysłami” mała cząstka  ich została spełniona…..


Jednym słowem,miałam farta…..


Ale się rozpisałam…….


Dzisiaj pewnie taki fart już mnie nie dopadnie,chociaż,kto wie,co człowiekowi z marzeń nagle spełnić się może????


Dzisiaj mam  następną jeszcze swoistą rocznicę.


Równy rok temu,1-szego sierpnia,na urodzinowym przyjęciu Maćka, Marcin zaproponował mi pracę w Kalmarze.


Byłam może nieco przerażona tym faktem,bądź co bądź czekały mnie nowe wyzwania i perspektywa wpojenia całkiem nowej dla mnie terminologii ,ale zdecydowałam się szybko i tydzień później,8 sierpnia, poraz pierwszy zasiadłam przy swoim kalmarowskim biurku.


A dzisiaj,po roku,czuję się tam  już jak ta  rybka w wodzie…..  


To,co wydawało mi się nie do opanowania ,jest dla mnie całkiem oczywistym, codziennym  faktem….


Te wszystkie rybki świeże i mrożone,te surowe i gotowane krewetki z ogonami i bez……..to przecież pesteczka…..


No dobra,więc idę popracować teraz do żabek,a potem u moich ukochanych rybek będę oddawała się następnym moim namiętnościom…pracy oczywiście


Cześć !!!!


Wszystkim czytającym życzę udanego sierpnia,odpoczywającym pełnego relaksu,pracującym wytrwałości…..