ale się wczoraj działo

                                

 

Stary rząd poddał się do dymisji ( czyli sen prezesa się przynajmniej na moment spełnił),

prezydent powołał Donalda Tuska na nowego premiera i powierzył mu misję tworzenia

nowego rządu.

Ale najbardziej ciekawy był wybór nowego marszałka sejmu, było dwóch kandydatów : pani

Ewa Kopacz i pan Marek Kuchciński, zdecydowaną większością głosów wygrała pani Kopacz,

chociaż nie odbyło się bez  pyskówki ze smoleńską nutką w tle. Dziwne, Pis już wie, że

przegrał wybory głównie  właśnie Smoleńskiem, a nadal ten temat ciągną, przywłaszczając

sobie prawo do boleści po stracie „swoich”, tak jakby nikt inny prócz nich nie zginął w tej

katastrofie.

Bo przecież prezydent był prezydentem wszystkich Polaków, nie tylko pisowców.

Szkoda już o tym pisać, ale to, co usłyszała pani Ewa Kopacz było po prostu żenujące,

świadczy o tym, że Pis wcale wojny polsko-polskiej zakończyć nie zamierza, a katastrofa

smoleńska jest tylko dobrym paliwem do dalszych wojennych potyczek, Tylko jak długo tak

można???

Aż chciałoby się powiedzieć : Pisowscy,  skończcie  waście  i wstydu Polsce oszczędźcie.

No właśnie Ewusiu, jak długo można żyć tylko polityką?

Wiem, że wielu osobom nie podoba się to co piszę, trudno, jak już pisałam jest to cząstka

mojego życia,więc piszę co czuję.

Czy stalk mam pisać tylko o pogodzie? Jaka jest, wszyscy wiedzą i wszyscy czekają na tą

zapowiedzianą śnieżycę, wszyscy prócz mnie, bo mnie taka wiadomość wcale nie cieszy.

Chyba prócz mnie i Magda, Ela i Maciek też niezbyt na wielkie opady śniegu czekają, bo wtedy

znacznie utrudniony jest wyjazd z ich małej Ulubionej  uliczki na główną drogę, jako, że

rzadko kiedy jest odśnieżana, tworzą się koleiny, w których można po prostu się zapaść,

samochód gaśnie i nie jedzie dalej, trzeba go siłą z zasp wyciągać.

Dodatkowym utrudnieniem są zaśnieżone pola, z których śnieg na ową uliczkę nawiewa, czyli

jednym słowem wieś dobra jest tylko przy dobrej pogodzie, czyli mniej więcej przez  pół roku,

gdy śnieg na polach nie leży. No bo  jaka to wielka przyjemność wyjść sobie rano na taras,

zapalić papieroska i wypić poranną kawusię, gdy słonko od rana już świeci i  mocno

przygrzewa, w zimową porę  zdecydowanie takiej przyjemności człowiek  jest pozbawiony.

No i konieczne jest posiadanie auta, żeby w jakiś sposób przemieszczać się do pracy,

na zakupy i na fun. Konkludując, ja na wiejskie życie stanowczo  się nie nadaję, lubię

ciepełko płynące z kaloryferów, odśnieżone ulice, bliskość sklepów ( co prawda z tym

różnie bywa, bo większe markety są w oddali od mego domu) i to, że zawsze mogę

sobie skoczyć na Krakowski Rynek.

Miłej środy