Zupa była za słona

                             

Niestety, była bardzo słona, a wszystko przez to, że wczoraj straciłam smak, najpierw

wydawała mi się mdła, potem dodawałam co się da do niej ( przyprawy i sól) a na końcu

okazało się, że…. przesadziłam. Szkoda, bo była naprawdę pyszna Ratowałam ją  jak tylko 

się da, nawet zagotowałam ją  z ziemniakiem , znany sposób na przesolenie zupy – ziemniak

wchłania część soli), widać soli było stanowczo za wiele.

Że też moja ręka nie zadrgała, gdy drugi raz ją dosalałam.

Ale i tak była jadalna, tylko potem trzeba było bardzo dużo herbatki i  wody mineralnej wypić.

Za to zrazy były mięciuteńkie, a tak się o nie bałam……

No cóż, przeszło, minęło, a ten chwilowy brak smaku to rzeczywiście sprawa kataru, który

jeszcze nie „wylazł na wierzch”, ale go już  czuję. Wiadomo, jesień i od przeziębień trudno się

uchować, chyba, żebym jadła całe stosy czosnku, tylko jak potem moi pacjenci ( i

współpracownicy też) ze mną wytrzymali….

Wstałam z wielkim bólem głowy ( zatoki?) a za oknem…mleko. Oj nadeszła niestety ta

„psia” pora roku, chociaż podejrzewam, że psy, przynajmniej niektóre, też nie szczególnie

ją lubią. Ale są nadzieje, wg niektórych prognoz ma spaść śnieg, a według niektórych

ma być ciepło ( ok 12 stopni), wolę wierzyć w tą drugą prognozę, bo lubię, gdy słonko

świeci ( a nie koniecznie grzeje bez umiaru)

A swoją drogą dziwne są te prognozy pogody, każda co innego głosi, wygląda na to,

że prognostycy  umawiają się tak: dzisiaj ty mówisz, że słonko, a ja, że zimno, ludzie

i tak będą zadowoleni, bo zawsze któraś prognoza się w końcu  spełni.

Ale i katar i jesienną porę roku trzeba przejść, nie ma zmiłuj się.

Miłego tygodnia życzę wszystkim, trochę optymizmu tymi słonecznym kwiatkami wlewając

na calutki tydzień