Bardzo dobra wiadomość

                            

Dzisiaj znów mamy piątek.

I co tam, że zimno się robi rankami i  wieczorami ( w dzień jest nawet całkiem możliwie

jeszcze) ale …weekend przed nami.

Można sobie spacerować, czy biegać ( dla tych co  to lubią), a dla takich zatwardziałych

„domolubów” jak ja, można przesiedzieć sobie miłe godziny przed TV, czy przed komputerem.

Na pewno nikt mnie nie będzie w ten weekend nachodził – V.I.P  pojechał sobie w siną dal,

wiec i (słonych) zup nie muszę gotować.

No więc czy nie jest to dobra wiadomość????

Generał Gromosław Cz. wysupłał z kieszeni…. bagatelka, 1 milion złotych i jako poręczenie

majątkowe  złożył go w Prokuratorze, dzięki temu mógł wczorajszą  i kilka następnych

nocy spędzić w domowych pieleszach. Swoją drogą drogie będzie miał te następne

noclegi, zastanawiam się tylko, co dalej z tą rękojmią  będzie, przepadnie, czy mu

wrócą w całości, oczywiście  po drodze podatek mu potrącając, bo w Polsce każda

pieniężna operacja musi z urzędu być opodatkowana. Ale na szczęście to nie mój

problem, a poza tym, gdybym taką kwotę musiała wpłacić byłoby raczej bardzo krucho,

bo nawet gdyby cała moja rodzina poskładała się na mnie, też pewnie byłaby to

tylko marna cząsteczka tej kwoty. Ale nikt z nas w tak wielkim świecie się nie obraca.

Chociaż przyznać muszę, że gdy potrzebowałam dobrych kilka lat temu pieniędzy

na operację zaćmy w prywatnej klinice , moja rodzina stanęła na wysokości  zadania

i mi pomogła uzbierać odpowiednią kwotę. Było to dla mnie wtedy bardzo ważne,

albowiem co prawda rok wcześniej operowałam pierwszą zaćmę w klinice, gdzie musiałam

leżeć tydzień po operacji, ale i tak mi pozostawili część katarakty, która podobno była

„nieoperacyjna”, ale później już  nie mogłam sobie pozwolić na długie zwolnienie, albowiem

już wtedy moja praca w szpitalu była pod znakiem zapytania, a w prywatnej klinice

popołudniu oko mi zoperowano, wieczorem byłam w domu, a po trzydniowym urlopie

wróciłam do pracy. Oczywiście też musiałam kilka razy oko zakrapiać, chodzić też

na kontrole, ale i tak sporo czasu  w ten sposób zaoszczędziłam, a i żadne „resztki

zaćmy” w oku mi tam nie pozostawili. No i dzięki temu jakoś dopracowałam szczęśliwie

do upadku szpitala ( a było to 6 lat temu – Boże jak ten czas leci) i doczekałam się

szczęśliwie emerytury.

A i tak byłam lepsza niż agent Tomek, który wiek emerytalny osiągnął w wieku 40 lat,

ja musiałam doczekać do lat 55, czyli tylu, ilu przysługuje kobiecie – technikowi rtg.

Oczywiście nie można nawet porównywać wielkości mojej i agenta Tomka emerytury,

chociaż ja pracowałam na nią ponad 30 lat, on pewnie 15.

Ale nie każdy w Polsce rodzi się szczęściarzem.

I tak nie narzekam, bo i po co?, nic to na lepsze i tak  nie zmieni, zresztą nie tylko

chlebem człowiek żyje, na pewno i tak mam bogatsze życie wewnętrzne, niż wymieniony

powyżej agent Tomek.

Dzisiaj rano w TVN-24 jak zwykle pokazywano  poranne widoczki z niektórych miejsc

w Polsce, kilku w ogóle nie było widać, zalała je całkowicie mleczna mgła.

Również i nasz Wawel gdzieś się schował, co chyba  oznacza, że na słonko nie ma co liczyć?

Chociaż wczoraj popołudniu wyszłam z przychodni na papieroska, patrzę i oczom własnym

nie wierzę, piękne różowo – słoneczne chmurki gdzieś tam na horyzoncie się pokazały,

miły widoczek, chociaż słonka specjalnie wczoraj nie widziałam.

No to do pracy a potem się  już weekendujemy.

P.S. Dzisiaj w pracy całujemy imieninowo naszą Kasię.