I znów poniedziałek.

                         

Niesamowite :  poniedziałek – piątek – poniedziałek… jakby inne dni tygodnia nie istniały.

Coraz szybciej ten czas pędzi.

Coraz częściej już słychać reklamy świąteczne, z kolędami, a mi wtedy łzy stają w oczach.

Kiedyś lubiłam te święta, teraz…… teraz mi żal, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

Kocham moje „dzieciaki”, pewnie z nimi siądę przy stole świątecznym, ale zawsze będę

miała przed oczami te Wigilie, gdy siadaliśmy wszyscy przy stole w domu Ani i ona była

z nami, uśmiechnięta i szczęśliwa, że te swoje  dzieci  i wnuki koło siebie ma.

Moje myśli wracają do tej smutnej, ostatniej Wigilii, gdy Ania mimo, że nie miała

już siły została posadzona chociaż na moment  za stołem, była taka biedna, skulona, otulona

kocem, ledwo ruszała ręką, żeby spróbować wigilijnego barszczu. Tak wyglądała Wigilia

3 lata temu, potem już jej miejsce pozostało puste…., potem miejsce w moim sercu pozostało

puste….. Minęło już trochę czasu, ale ten ból wiecznie gdzieś tam tkwi.

Tak właśnie sobie wieczorem wczoraj wspominałam tamte dni i od razu pomyślałam sobie

o Jarosławie Kaczyńskim, jemu też na pewno będzie szczególnie w Wigilię bardzo

smutno, rozumiem jego tęsknotę za bratem, szczególnie, że był to brat – bliźniak, wtedy

więź między rodzeństwem jest jeszcze silniejsza, zrobiło mi się go tak po ludzku żal,

on nie potrafi tylko tego bólu przeżywać spokojnie, ból wyzwala w nim jakieś złe instynkty,

ale na pewno cierpi podobnie jak ja. Bo mimo, że mówi się, że czas leczy rany, niektóre

rany długo, albo nigdy całkowicie się nie zabliźniają, pozostawiają szramę.

Czasami gdy oglądam TV i jest fajny program rozrywkowy łapię się na tym, że mam

do siebie pretensję do siebie o to , że się zaczynam śmiać, że jest mi wesoło, a przecież

nad moim  łóżkiem wisi portret Ani, która na mnie spogląda…… czuję się, jakbym ją

zdradzała.

Ale Ona na pewno chciałaby abym była wesoła, abym prowadziła normalne życie.

Tylko nie zawsze się to udaje, są momenty, które łzy na powieki przynosi, wspomnienia

przynosi jakaś piosenka, kolęda, czy opisywana sytuacja, podobna do takiej, którą

wspólnie przeżywałyśmy…..

Bardzo wspominkowo rozpoczęłam ten tydzień, a przed nami 5 dni pracy. gdy

człowiek ma mniej czasu na rozmyślania.

 Z jednego się cieszę tylko, za dwa dni kończy się mój ” znielubiony ” listopad, nadchodzi

ten tak rodzinny grudzień, szkoda tylko, że będzie bez śniegu, w tym roku nie

zapowiadają białego Bożego Narodzenia. Na razie tylko są bardzo wielkie wichury, które

gdzieniegdzie wywalają nawet drzewa. Ale mi raczej porwanie przez wiatr nie grozi.

Miłego tygodnia i miłego poniedziałku. Pojutrze Andrzejki, nie zapomnij lać wosk, aby

zobaczyć co Cię jeszcze w najbliższej przyszłości czeka.