
No nareszcie dzisiaj ostatni dzień tego nielubianego przez zemnie miesiąca, jutro wkraczamy
w magię miesiąca grudnia.
Dzisiaj Andrzejki, co prawda nie idę na żadną imprezę, ale z dziewczynami wosk dzisiaj
planuję lać, a co, może mi się coś ciekawego wywróży?
Andrzej to bardzo często występujące ( przynajmniej w moim pokoleniu) imię, chociaż nie
mam nikogo znajomego o tym imieniu (mam?…chyba nie, w każdym bądź razie nie pamiętam),
ale gdyby dzisiaj jakimś przypadkiem któryś z Andrzejów zawitał na mój blog, życzę mu wiele
szczęścia, wiele miłości, pieniędzy a przede wszystkim zdrówka, bo ono najważniejsze.
O, przypomniałam sobie, miałam kolegę Andrzeja, ale on daleko jest teraz, gdzieś w
Kanadzie, czy w USA dokładnie nawet nie wiem. Wyjechał z Polski w 1981 roku do Kanady,
tam mieszkała jego ciocia, potem się ożenił i wiem, że przez jakiś czas przemieszkiwał w USA,
ale ponieważ kontakt nasz się po jakimś czasie urwał, nie mam zielonego pojęcia co u niego
słychać. O wiem, może wyszukam go przez face booka, ale nie dokładnie pamiętam jego
nazwisko, dosyć dziwne. muszę gdzieś poszperać w swoich dokumentach.
A co poza tym? ciągle to samo: awantury w PZPN- ie awantury w polityce….. nic
się na lepsze nie zmieniło., więc nawet nie ma o czym pisać.
Ponieważ dzisiaj złożyłam życzenia wszystkim Andrzejom, żeby było sprawiedliwie wszystkim
życzę przynajmniej miłego dnia i ..wieczora, bo andrzejkowy wieczór zawsze jest miły.
A jutro wkraczamy w Adwent – czas oczekiwania na cudowne narodziny, na święta….
Tylko jak już pisałam, te święta nie cieszą mnie jak kiedyś, cóż nic nie jest już takie
same, intrygujące, zapierające dech. Może trochę osłodzi te święta dzień 24 grudnia,
albowiem jest to dzień moich imienin i wiele osób wtedy o mnie sobie przypomina,
chociaż…. nie koniecznie, np, mój siostrzeniec, chrzestny zresztą mój syn jakoś słabo
o moich imieninach pamięta, cóż, widać nie jestem mu już do niczego potrzebna…..
Taka kolej rzeczy, czasami człowiek jest komuś potrzebny, czasami już nie…….