a po środzie……

……….przychodzi czwartek, a ponieważ zapowiada się nam przepiękny, słoneczny dzionek, przywitam go również jak i wczoraj, różami.
Tym razem róże będą nie tylko dla Uleczki, ale dla Wszystkich moich miłych Czytelników, niech każdy ma okazję dzisiaj cieszyć się  prawdziwą wiosną.
Więc cieszmy się dzisiejszym dniem, bo każdy z nas ta taką właśnie wiosnę czekał.
Wczoraj byłam na spacerku w moim parku i podziwiałam, jak już w nim jest pięknie. Zadziwiło mnie drzewko, małe, koślawe, ale jakże pięknie , jak panna młoda do ślubu w białą szatę ubrane.



Coś ciekawego miało  sobie to drzewko, bo  zauważyłam, że wiele osób przechodzących koło niego, również go fotografowało, aby utrwalić to zadziwiające piękno w tym z pozoru rachitycznym drzewku.
Pamiętam, że gdy siedząc kiedyś na parkowym skwerku patrzyłam na niego, od razu skojarzyło mi się przysłowie: „na pochyłe drzewo każda koza skacze”
A  tu proszę, ta sama roślinka i całkiem inne   jakże dla oka miłe doznania.
Dlatego uwielbiam wiosnę, bo cieszy mnie każdy nieśmiało  pokazujący się pączek na drzewku, każdy kwiatek wyrastający z ziemi i te piękne kolorowe, teraz ubrane w  białe kwiatki  drzewa i żółte krzaki forsycji. 
Aż  chce się na nowo żyć !!!!!!!!
I własnie każdej wiosny wydaje mi się, że wraz z przyrodą i ja budzę się do nowego życia. 
Najpierw pomału, jeszcze nieco zimą zaspana, ale z każdym dniem, z każdym słonecznym promieniem czuję, że warto żyć, warto kochać i warto na ten nasz przepiękny świat patrzeć. 
Może dlatego mam takie głębokie wiosenne odczucia, ponieważ wiosną, właśnie w kwietniu się urodziłam????
Jaka szkoda będzie kiedyś to piękno opuścić, ale…. może TAM jest jeszcze bardziej pięknie?????

A czasami niestety zły moment o tym może zadecydować. Jestem pod ogromnym wrażeniem strasznego wczorajszego wypadku w Puszczykowie, gdzie w utkniętą pomiędzy  dwoma szlabanami kolejowymi karetkę uderzył z wielką siłą pociąg .
Karetka wjechała lewą stroną kolejowego przejazdu w momencie, gdy już  zaczął działać sygnał ostrzegawczy,  szlaban pomału został opuszczany, a ponieważ nie mógł opuścić torowiska, gdyż drugi szlaban był już w międzyczasie  całkowicie opuszczony, kierowca karetki starał się umieścić karetkę równolegle do szlabanu licząc, że uda mu się zmieścić w ten sposób, że auto nie ucierpi. Niestety rozpędzony pociąg uderzył z całej siły w karetkę, która dokładnie  zmiażdżył jak puszkę po piwie, niestety dwie osoby, lekarz i ratownik zginęli na miejscu, kierowca w bardzo ciężkim stanie został przewieziony do szpitala, na razie nie wiadomo, czy przeżyje.
Straszna tragedia, źle podjęta przez kierowcę decyzja, ale czy tak musiało się stać?
Po pierwsze: uważam, że moment pomiędzy zamknięciem kolejowych rogatek, a przejazdem pociągu, który w tym miejscu osiąga spora prędkość jest zbyt mała, stanowczo wcześniej powinny te szlabany być opuszczone.
Po drugie: nie ma żadnego zabezpieczenia w postaci możliwości wyłamania takich barierek w momencie ewentualnego zagrożenia.
Uważam ze każdy szlaban powinien mieć miejsce szerokości auta, które łatwo by się dawało staranować w momencie zagrożenia, czyli po uderzeniu w niego to miejsce  pozwoliłoby na spokojny przejazd poza teren torów.
Oczywiście nie mogłoby to być miejsce, które można byłoby nadużywać, w takim przypadku  można by było wyciągnąć konsekwencje wobec takiego kierowcy, ale w momencie, gdy pociąg rzeczywiście jest już  na tyle blisko, że zagraża uderzeniem w przebywający na torowisku pojazd, kierowca miałby szansę na unikniecie tragedii.
Kierowca tej karetki by na pewno doświadczonym uczestnikiem ruchu, bo tylko takich raczej powinni zatrudniać na tak odpowiedzialnych stanowiskach, a jednak w pewnym sensie zadziała pewnie i również stres, stąd podjął decyzję o ustawienie karetki wzdłuż barierek, co niestety nie było jak widać dobrym rozwiązaniem.
Ale przecież trzeba wiedzieć, ze nie wszyscy uczestnicy ruchu drogowego są doświadczonymi i opanowanymi kierowcami, o taki wypadek jest więc całkiem łatwo, wiele z nich w Polsce, własnie na przejazdach kolejowych,  przecież w ostatnich czasach się zdarzał

Dzisiaj specjalna komisja będzie śledziła monitoring z wczorajszego wypadku i będzie badała przyczynę wypadku.
A  przecież wniosek powinien być jeden, mimo, że podobno zabezpieczenia kolejowe działały poprawnie, jednak ich działanie nie było na tyle bezpieczne, żeby zapobiec tej strasznej katastrofie.

Raz jeszcze podkreślam, ze czas pomiędzy opuszczeniem szlabanu a przejazdem pociągu powinien wynosić kilka minut, a nie kilka sekund, jak to było wczoraj w Puszczykowie, bo to by stanowczo za krótki czas na podjecie jakiejkolwiek decyzji, a po drugie opuszczone barierki nie są wystarczającym zabezpieczeniem przed ewentualnym wypadkiem, PKP powinno pomyśleć nad rozwiązaniem pozwalającym na wydostanie się z takiej pułapki przez wprowadzenie tzw bramek bezpieczeństwa.
Do ilu podobnych tragedii musi jeszcze dojść, aby wreszcie ten problem skutecznie  rozwiązać?

Bardzo podobało mi się wczorajsze wystąpienie pani posłanki z PO, która odpowiedziała na zastraszanie przez Morawieckiego emerytów. Mianowicie ten rząd wiedząc, że tonie, stara się tłumaczyć, że oni są tacy wspaniali i wszystko co mogą ludziom rozdają, a ci, którzy  po ich przyjdą,  wszystko ludziom odbiorą:  i 500 plus i emeryturę i inne przyznawane środki. Tylko…. zapomniał biedny Matołuszek, że PIS dał jednorazowa zapomogę dla emerytów, więc jak można  coś, co jest tylko jednorazowo  przyznane, odebrać? Całkowity brak logiki panie premierze!!!!!!
Chyba jednak cały czas trzeba uświadamiać tych biednych, otumanianych Polaków, że czczymi obietnicami Pis znów do rządów chce się dorwać, żeby potem znów, nie bacząc wcale na dobro ludzi, swoje pisie lody kręcić.
A mają przecież  wiele do stracenia, nie dość, że zostaną od mamony odsunięci  to zagraża im jeszcze odpowiedzialność karna za fatalnie  przeprowadzane reformy, za okradanie Polski i doprowadzenie jej do ruiny.
Jeszcze wciąż mamy czas na podjęcie dobrych decyzji, potem będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów. 
Oczywiście tylko przez Ciebie, przeze mnie, przez innych normalnych przeciętnych Polaków, bo ci którzy  będą o u sterów Pisu, będą nadal  się mieć świetnie i co gorsze będą się wtedy czuć całkiem bezkarni.
A do wyborów coraz bliżej………
Ale dzisiaj nie martwmy się tym co będzie za kilka miesięcy , chociaż los biednych zastraszanych nauczycieli, którym wręcz Pis grozi rozwiązaniem umów o pracę w momencie przystąpienia przez tych nauczycieli do strajku, powinien również w naszych głowach zapalić czerwone światełko.
Skoro już teraz rząd dopuszcza się szantażu na pracownikach, co będzie  potem?……….


Cieszmy się dzisiejszym ciepłym dniem, bo jutro może być co prawda   pogodowo bardzo przyjemne, ale nasza codzienność może być całkiem ponura.

DOBREGO CZWARTKU 


bo dzisiaj też jest środa…….

A skoro środa, to oczywiście Ula, róża i ja……

A niebo nad moim Parkiem jest takie śliczne, jak na tym zdjęciu…….
A kwiaty w moim Parku już zaczynają cieszyć oczy…….
Jaka szkoda, że nikt nie zasiał tam  jednak róż…….
Ale zawsze, w każda środę znajdziesz ją dla siebie u mnie Uleczku , a dzisiaj posyłam ci ją wraz z naprawdę słonecznymi i wiosennymi pozdrowieniami., wierząc, że i u Ciebie w Poznaniu też słoneczko pięknie dla Ciebie świeci.

Wiosna, wiosna, wszystko do nowego życia się budzi.Dzisiaj dostałam bardzo ciekawy link od Koleżanki Bożeny – podgląd na żurawie gniazdo.

http://zurawwlesie.pl/?fbclid=IwAR0_DXTacXOGwE3zsFmkGjwuRcTlu2DMU82tuPFoYqBNT9k1mfRP2HtiPjQ


Naprawdę bardzo ciekawy widok. Przyzwyczajona do podglądania gniazda „na wysokości”, trochę dziwnie wygląda gniazdo, które odbija się w wodzie.

Ale nie mniej samca jest bardzo cierpliwa i również pięknie się swoim przyszłym potomstwem, czyli na razie jajeczkami.
Niestety kamera jest trochę w oddaleniu od siedliska ptaków, tak więc jajeczka nie są widoczne i trudno ocenić ile ich jest.
Trzeba będzie poczekać, aż wyklują się małe żurawie, co będzie chyba o wiele wcześniej niż w bocianim gnieździe, bo ten proces u żurawi jest o wiele krótszy, trwa około miesiąca. Na ogół samica żurawia składa 1-2 jajka, czasami trzy.

Z jaj po około miesięcznym wysiadywaniu klują się „dinozauropodobne” pisklęta, sprawnie chodzące i pływające, ale do osiągnięcia lotności (2-4 miesięcy) pozostają pod opieką rodziców, a czasem nawet do następnego sezonu rozrodczego.

 O popularności tego ptaka wśród ludzi może świadczyć fakt, że aż 69 miejscowości w Polsce wywodzi swe nazwy od tego gatunku np.: Żurawieniec, Żurawce czy też po prostu Żuraw. Z tym dostojnym ptakiem związanych jest wiele wierzeń i przesądów mówiących na przykład o duszach ludzi zamienionych w żurawie i wraz z nimi odlatujących do nieba. Ptaki te spotkamy także w pieśniach, poezji i wielu innych dziedzinach sztuki pięknej.

A my już jako dzieci poznaliśmy tego pięknego ptaka w znanej bajce Jana Brzechwy „Żuraw i czapla”, gdy dumny pan  Żuraw nie potrafił się dogadać z panią Czaplą, chociaż obydwoje z podobnego środowiska się wywodzili, a jednak innymi cechami się odznaczali. 
Zresztą bardzo podobnie, jak i wielu ludzi, niby bliskich sobie, a jedna innymi myślami, pasjami  ogarnięci, innym językiem duszy przemawiający, też ze sobą do porozumienia dojść nie mogą.
Bo ilu z nas, podobnie jak ten żuraw, jemy tę swoją codzienna „żurawinę” własnych stresów i kłopotów  i z kwaśną miną zupełnie nieraz niepotrzebnie do drugich się z pretensjami  zwracamy?
A to tylko jeszcze bardziej pokazuje, jak blisko związani jesteśmy z prawami natury, któremu podlegają nie tylko wszystkie gatunki ptaków, zwierząt i roślin, ale również i nasz ludzki gatunek, który ma przewagę nad pozostałymi w tym, że został obdarzony umysłem, niestety często zapominając, że należy nim się na co dzień posługiwać tak, by nie tylko sobie, ale i innym takie myślenie i działanie   korzyść przynosiło.
Zwierzęta posługują się głownie instynktem, nam prócz instynktu pozostaje jeszcze mózg i…..jednak uczucia, które też przecież odgrywają w naszym życiu wielką rolę. Przynajmniej taką rolę powinny odgrywać.

I o tym wszystkim właśnie, gdy wiosna i przyroda budzi się do życia, należy pamiętać, bo każdej wiosny i nasze uczuciowe, ale nie tylko,  życie budzi się na nowo i wtedy powstaje tak wiele fajnych nowych projektów, nowych pomysłów, które warto w życie wdrożyć.
I to wcale nie prawda, że dotyczy to tylko ludzi młodych, sama wiem po sobie, że każdej wiosny mam w sobie taką wielką radość życia i takie pragnienie, aby coś w mojej codzienności zmienić. Inna sprawa, że nie zawsze są sprzyjające warunki, aby wszystkie swoje zamierzenia spełnić, ale przynajmniej staram się odkrywać coś nowego, pięknego, coś naprawdę pożytecznego w moim nowo – wiosennym  otoczeniu.

Wczoraj zrobiłam już pierwszy krok i … odwiedziłam fryzjera.  Trochę miałam obawy, bowiem pani, która dotąd zawsze opiekowała się moimi włosami  zawiesiła swoją działalność, musiałam szukać nowego salonu fryzjerskiego i całkiem przez przypadek trafiłam do bardzo miej pani, która po przeprowadzce do Krakowa,  otwarła całkiem niedawno  lokal na salon fryzjerski  niedaleko mnie.
I muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona i z całkiem ładnie wymodelowanej swojej głowy, jak i z koloru, który mi na włosy nałożyła.
Najpewniej znalazłam już swoje nowe miejsce do pielęgnacji mojej fryzury.  
Pozostaje mi jeszcze pielęgnacja moich stóp, które z racji moich niedomagań, wymaga w miarę regularnego pedicure leczniczego, ale na całe szczęście mam nadal kontakt z moja panią Elą, do której już od wielu lat chodziłam i chociaż ona również nie pracuje w żadnej placówce, ale będzie wykonywała ten zabieg w domu klienta. Już jestem z nią na ten piątek umówiona.
Tak więc pomału już dokonuję wiosennej odnowy, tym bardziej ważnej, że już całkiem niedługo, bo 16 kwietnia, jak wiecie, wyjeżdżam na 7 dniowy turnus sanatoryjno – świąteczny do Wisły.
Co prawda to nie będzie pobyt w Sanatorium Miłości, ale…   kto wie…… czasami w starym piecu diabeł pali 🙂

Dzisiaj zapowiadają naprawdę prześliczną środę. w całej Polsce ma być  ślicznie, słonecznie, ciepło i wiosennie.
Tak więc super przyjemnego dnia Wszystkim życzę.

minęły 34 lata

Tak, pamiętam 1 kwietnia 34 lata temu prosiłam Monikę:  wytrzymaj jeszcze trochę jeszcze nie dzisiaj idź do szpitala, bo tak głupio urodzić dziecko w  Prima Aprilis, jeszcze Ci nikt nie uwierzy…Wytrzymała cały jeden dzień i oto 2 kwietnia 1985 roku przyszedł na świat Ksawery.
Kochany był z niego dzieciak, taki słodki. Od razu go pokochałam i pewno dlatego zostałam jego Chrzestną Matką, co zawsze podkreślał, gdy mnie komuś przedstawiał: zwykle mówił: to jest  Ciocia Ewa, moja Chrzestna Matka. Bardzo mnie tym zawsze zadziwiał, ale czułam też powód do dumy, że mogę być chrzestną takiego wspaniałego dzieciaka.
Czasami Monika pozwalała mi z nim gdzieś wyjechać na  letnisko, czy na zimowisko. Byliśmy razem z Ksawrem w Lanckoronie i bardzo miło ten pobyt wspominam. Nigdy nie zapomnę, jak przechodząc koło kury, czy krowy z takim dziecięcym wdziękiem  mówił: dzień dobry pani kurko, dzień dobry pani krówko…………
Jeden kłopot, jaki z nim miałam to było to, że był okropnym niejadkiem, a bywały potrawy które trudno w niego było wmusić. 
Jego wielkim wrogiem był biały ser, którego nie cierpiał i nawet oszustwo przy ruskich  pierogach,  gdy tłumaczyłam, że tam nie ma sera, tylko są same ziemniaki, nie udawało mi się,  Niestety zawsze ten biały ser wyczuwał i oczywiście pierogów takich nie ruszył.
Byłam z nim też na wspaniałym zimowisku w Bukowinie Tatrzańskiej, zresztą była tam też wtedy Magda z malutką Kamilką  i już było mi nieco weselej, bo dzieci świetnie ze sobą się bawiły. Ale problem  jedzeniem nadal trwał, czasami już prawie wychodziliśmy na spacer, a Ksawer wciąż jeszcze siedział w jadalni i międlił kanapkę, bo miał przykazane, że  nie wolno mu odejść od stołu, dopóki śniadania nie zje.
Łzy wylewał nad tą nieszczęsną kanapką, ale posłusznie przy stole siedział, do czasu, aż wreszcie się nad nim litowałam i pozwoliłam mu odejść, oczywiście, gdy uznałam, że chociaż troszkę śniadanka w jego brzuszku jednak wylądowało.  Zresztą podobnie było i z obiadem i z kolacją, musiałam sporo nerwów stracić, by mieć świadomość, że nie zagłodzę dziecka na śmierć.
Cóż, pewnie ten brak apetytu i te jedzeniowe grymasy otrzymał w spadku po swojej mamie, Monice, która też  zawsze jako dziecko była okropna grymaśnicą i moja bratowa też zawsze miała kłopoty przy jej karmieniu.
Na szczęście te lata niejadka minęły, dzisiaj Ksawer wyrósł na bardzo mądrego i fajnego mężczyznę (no już chłopięce lata dawno są za nim). Pewnie nie ma już kłopotów z jego jedzeniem, bo z tego co wiem, to nawet i biały ser również je, ale o to musi się już martwić jego Dianka.
Za to nadal daje mi powody do szczęścia, bo zawsze obdarza mnie tą samą sympatią i miłością od lat, a teraz jeszcze dodatkowo mam też miłość od jego Diany, a przede wszystkim od jego uroczej, cudownej wręcz  córeczki Zeldy, która właśnie jutro kończy już 10 miesięcy.
Jak ja to mówię? Monika jako pierwsza zrobiła mnie Ciocią, jej syn Ksawer uczynił mnie po raz pierwszy Ciocia Babcią, teraz jego córka sprawiła, że zostałam wreszcie ciocia Prababcią.
I wiecie  co? wcale się nie wstydzę tego, że już nawet tytuł prababci otrzymałam, na taki zaszczyt trzeba sobie zasłużyć, chociażby wiekiem, ale nie tylko.
Co prawda nie jestem zwyczajną, tylko cioteczną prababcią, ale czy to ma jakieś znaczenie????

A piszę dzisiaj tak sporo o tym, ponieważ wiem, że od czasu do czasu Ksawer  również czyta mój blog.
Więc i tutaj składam mu najlepsze życzenia, by nadal tak wspaniale się mu wiodło w życiu, by zawsze miał tyle serca, ile posiadał do tej pory, żeby zawsze miał przy sobie swoja ukochaną Diankę i swoja ukochaną Zeldę, a może i tego, żeby Zelda doczekała się w niedługim czasie jakiego Braciszka?????
Wszak ród rodzin R też musi być przedłużony………

Wszystkiego najlepszego, pomyślności Ksawer

A  ta zmiana czasu jednak nie najlepiej na mnie działa. Wciąż budzę się nad ranem, czyli między czwartą a piątą rano, właściwie, że wyspana, ale nie bardzo wiem, co ze sobą wtedy robić. Stanowczo na kawę jest to za wczesna pora, więc chwilę pokręcę się po mieszkaniu i z braku pomysłu, jeszcze wracam do łóżeczka i…wtedy dopiero znów zapadam w sen tak mocny, że budzę się dosyć późno bo przed dziewiąta godziną.
Ech, kiedy przyjdzie czas, że będę całkiem normalnie przesypała od od 11 w nocy do 7 rano bez nocnych przebudzeń i  bezsensownych wędrówek po całym mieszkaniu…..

Dzisiaj wstał znów piękny  słoneczny dzień, może najwyższa pora, bym coś z moją fryzurą zrobiła? Wszak już za dziewięć dni wyjeżdżam do Wisły, trzeba jakoś do ludzi się upodobnić. 🙂
Akurat słonko i brak opadów są dobrą motywacją na podjęcie takiego zadania.

Życzę przyjemnego wtorku

prima aprilis…….

No to zaczynamy kwietniowe bajanie.

Na początku zagadka: Kto  jest na tym zdjęciu??
Wiadomo, kto przed wyborami przybiera owczą skórę w swojej wilczej postaci.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że to J.K., nasz Wódz umiłowany !!!!!
Ostatnio już tak bardzo złagodniał, że nawet do swojej osławionej już piątki dodał plus, a tym plusikiem była……..wolność.
No i widzisz durny polski ludu, gdyby nie Wódz, nigdy byś tej wolności nie otrzymał, chociaż pewno wydaje Ci się, że już od pewnego czasu w wolnej Polsce żyjesz.
Błąd, teraz dopiero nam Kaczyński tę wolność zwróci, chociaż nie wiem, czemu na ten wspaniałomyślny gest  aż trzy lata swojej władzy potrzebował?????
Wracając jeszcze do tego rysunku, my jak ta owieczka, a raczej jak tępy baran oczy wytrzeszczamy ze zdumienia i…….albo nic nie mówimy, albo…klaszczemy z radością w łapki

Kosi, kosi  baranie łapki, 
jesteśmy jak te  głupie capki,
kłamstwa za prawdę przyjmujemy 
i tym się nawet radujemy
A i wodza tym ucieszymy,
że przed nim się tak  grzecznie płaszczymy,
bo gdy Polska jest ciemnogrodem
łatwiej dowodzić głupim narodem.
Tu rzuci ochłap, tam doda plusik,
resztą Rydzyka  zasili fundusik
bo fama głosi, nie wiem dlaczego
lepiej przy sobie mieć kościelnego.
On opłacony  powie z ambony :
ta opozycja to są demony,
jeżeli chcecie żyć w dobrobycie
tyko pis zapewnić może to życie,
a gdy po  śmierci chcecie żyć wiecznie.
opłacić mi się będzie bezpiecznie
Więc szykuj teraz kopertę grubą
bym na nią czekać musiał niedługo
A ja  Ci za to w ramach wdzięczności
zapewnię dostatek teraz i w wieczności.
E.W. 1 kwietnia 2019

A ja mam wizję na całkiem inną teraźniejszość i na całkiem inną wieczność niż głosi fama z Torunia.

 Na przykład taką dam Wam dzisiaj obietnicę:

Dzisiaj Jarosław Kaczyński podjął następującą decyzję:

Z dniem 1 kwietnia rozwiązuję partię Prawo i Sprawiedliwość, a sam wstępuję w szeregi partii  PO, w której ubrany  w pokutna szatę, będę szarym jej członkiem,  bez prawa pełnienia  jakiejkolwiek funkcji przywódczej i będę wykonywał wszystkie nakazane mi przez szefa PO Grzegorza Schetynę rozkazy i przyznane mi obowiązki.
Tak mi dopomóż Bóg!!!!!

Że co, że obiecuję Wam gruszki na wierzbie???
Przecież słusznie Koleżanka Jadzia na swoim Facebooku zauważyła, że:





Wszystko, czego dowiadujesz się z codziennych medialnych doniesień jest jednym wielkim KŁAMSTWEM !!!!!

Czyli dzisiaj mamy prawdziwy Dzień Blagi, z tym, że to święto  obejmuje trochę więcej dni niż pierwszego kwietnia.
On działa permanentnie od roku 2015 aż….mam nadzieję, że  tylko do następnych wyborów.

A ja z okazji dnia 1 kwietnia podam Wam fantastyczny przepis na jarzynkę do mięsnej potrawy, którą zresztą przez przypadek wykryłam.
Nic specjalnego, ale ile smaku dodaje i jest troszkę inna.
I to nie jest wcale  primaaprilisowy przepis, tylko taki na serio!
Na patelnię wylać łyżkę oliwy z oliwy, trochę podgrzać i dodać pokrojone w plasterki jabłko  wraz ze skórą, lekko pokropić go wodą, można dosypać trochę suszonej żurawiny, posypać lekko cynamonem i ewentualnie czosnkiem Knorra, prażyć tak długo, aż plasterki będą w całości, ale będą już  całkowicie miękkie. Każde pieczone mięso z taką jarzynką będzie miało wyśmienity, nieco orientalny smak, warto wyborować.
Zresztą ostatnio jestem entuzjastką suszonej żurawiny, która jest nie tylko bardzo smaczna, ale również i bardzo zdrowa, głównie przy kłopotach urologicznych, ale nie tylko. Zdarza się, że do niektórych potraw własnie dodaję taką żurawinę, a czasami ją chrupię, ot jako przegryzkę. 

Słonko, słonko, słonko od rana świeci wesoło i to wcale nie jest PRIMA APRILIS !!!!
Co prawda temperatura jeszcze nie jest taka, jaką byśmy chcieli, ale ma się ona z godziny na godzinę poprawia, a pod koniec tego tygodnia może wynosić nawet około 20 stopni.
No i bardzo dobrze, bo chyba nikt mrozów nie lubi, no chyba tylko namiętni narciarze, ale ci zawsze sobie mogą pojechać przecież  w Alpy, gdzie zima wciąż jeszcze trwa, nieprawdaż?
A każdy przeciętny Polak jest raczej ciepłolubny i już zaczyna swoją działalność na swoich działkach, przygotowując się do wiosennych porządków.
A jest co na takiej działce robić, trzeba starą trawę i pozostałe liście wygrabić, sprawdzić swój kwiatostan, usunąć roślinki, które niestety zimy nie przetrwały, przygotować ewentualne nowe sadzonki, ale te dopiero będziemy pod koniec miesiąca dopiero sadzić.
Co prawda nie mam swojej własnej działki, ale zawsze mogę się cieszyć pięknem wiosny u Magdy.

Tak oto nadeszła moja najpiękniejsza i najbardziej ukochana pora roku – WIOSNA – zawsze wtedy mam uczucie, że na nowo się odradzam do życia.
I co prawda te wiosenne Wielkanocne Święta nie będę jak zazwyczaj spędzała w Modlnicy u Magdy, ale jadę wtedy do sanatorium do Wisły i mam nadzieję, że również i tam będę wiosennie szczęśliwa.
A na wiosenne i potem letnie weekendy na działce Magdy pozostanie mi jeszcze sporo czasu i na pewno go wykorzystam, bowiem zawsze jestem tam u nich mile widziana,  (tak mi się przynajmniej wydaje!) a ja  z kolei czuję się tam  jak w domu.

Dzisiaj Agora też kawały primaaprilisowe nam robi i co chwilę strona, w której blog zamieszczam znika, wyłącza się.
Nieładnie Agoro, nieładnie, to już przecież ostatnie dni spędzane z Tobą, a ty takie psikusy swoim blogowiczom robisz.Tylko dzisiaj pięć, czy sześć razy musiałam powtarzać swój wpis, bo gdy tylko napisałam więcej niż dwa zdania i chciałam je zatwierdzić, blog robił pstryk i…..wszystko co pisałam znikało, a pokazywała mi się tylko główna strona. O nawet teraz tak się działo, nie będę więc już dłużej mitrężyła czasu na wpisywanie blogu, bo wyrazie Agora jest dzisiaj nie w sosie i na złość na odchodnym robi.
A jednak z łezką w oczach będę wspominała te 14 lat spędzone na Blox.pl…………

Tradycyjnie więc życzę miłego poniedziałku, oraz całego wspaniałego tygodnia.
Uważajcie na dzisiaj, by :



nikt nie jest doskonały

Wstał piękny dzień – niedziela.
Słonko wesoło od rana świeci, troszkę dzieci już baraszkuje w Parku, bo przecież dzisiaj wszystko jest o całą godzinę wcześniej niż wczoraj,
A ja przyznam się, że od rana malutkiego doła chwyciłam, gdy dowiedziałam się, że moja znajoma, w moim wieku i w dodatku po 3 poważnych operacjach na kręgosłup wczoraj nie dość, ze pracowała w ogródku przy wiosennych robotach, to potem jeszcze poszła sobie na łąki pobiegać troszkę i przebiegła pół kilometrowy dystans bez wielkiego trudu.
No tak, a mnie od kilku dni zaczęły wszelakie bóle dokuczać, a od wczoraj niestety dosyć wyraźnie mnie stopowały.
I jak tu mówić o spacerach, już nie wspomnę o bieganiu, gdy wszystko boli?
Dzisiaj też nie jest lepiej, mimo, że wydawałoby się, że pogoda jest wprost fantastyczna, tym razem dołączy  się ból w kręgosłupie tak porażający, że musiałam zażyć mój nieodzowny Nimesil. 
No to mogę sobie teraz powiedzieć :  „ale mnie łupie w tym kręgosłupie”, ale nie tylko, bo  kręgosłup szyjny  również wysyła bolesne  prądy do mojej ręki, kolanko też rwie….ech starość.
Starość? a ta pani o której wspominałam???,  ma tez przecież tyle lat co ja.
Ale widać nie każdy może być doskonały,
A może ja jestem słabo odporna na ból, a może po prostu jestem leniwa?
Ale co lenistwo ma do tego, gdy cokolwiek boli?
Wczoraj zażyłam tylko Apap przeciwbólowo, nie chcę narażać i tak ciągle nadwrażliwego na lekarstwa  mojego brzuszka, (Nimesil niestety niezbyt pomyślnie na wątrobę działa),  otuliłam się w kocyk i chwilkę przespałam mój ból, troszkę potem było lepiej.
Ale dzisiaj od rana znów coś nawala, na pewno nadciąga jakaś zmiana pogody, bo przecież jestem meteoropatką i wszystkie takie atmosferyczne zaburzenia odczuwam.
A że ktoś może pracować w ogródku, może biegać? – to powinien się cieszyć swoim zdrowiem. 
Tylko dlaczego ja z tego powodu w kompleksy mam popadać???? Czasy mojej doskonałości już dawno odeszły i już się nie wrócą…….

Jakie to fajne, że w moim i Ksawra Iphonie jest Fast Time, mogłam sobie wczoraj porozmawiać telefonicznie z Ksawrem i z Dianą, równocześnie przez kamerkę obserwować moja Kochaną Zeldunię.
Ale ta dziewczyna rośnie, za dwa dni już skończy 10 miesięcy.
Teraz jeszcze na czworakach przemierza swoje mieszkanie, pewnie niebawem będzie już wstawała i próbowała robić to  normalnie, już na dwóch nogach.
Oj ciężki to będzie czas dla Dianki i dla Ksawra, bo cały czas będą musieli mieć oczy na około głowy, taki maluch jest nie tylko ruchliwy, ale i bardzo dociekliwy i w każdy kąt chce wejść,  wszystko zobaczyć, dotknąć, wszystko ściąga z góry na siebie, o niebezpieczne ruchy bardzo wtedy łatwo.
No, ale oni są młodzi, dadzą sobie radę, zresztą wspaniale Zeldunie wychowują.
 Wyobrazicie sobie, że ten mały szkrab nie chce być już karmiony, najchętniej sama je podane jej na talerzyku smakołyki i świetnie z tym sobie daje radę. Z każdym dniem robi się coraz bardziej samodzielna, tylko patrzeć, gdy na własnych nóżkach do Cioci Prababci przybiegnie.

Ciekawe, jak przeżyliście dzisiejszą zmianę czasu?
Ja już od czwartej rano co chwilkę się budziłam sprawdzając, czy już pora na wstawanie, czy jeszcze nie, chociaż dzisiaj jest niedziela i wcale do pracy nie musiałam się spieszyć. A dzisiaj Maciek przychodzi mi zmieniać czas na zegarze do ogrzewania.
Ale jakoś tak dosyć nerwowo do tej zmiany podchodziłam.Z czasem się przyzwyczaję
Byle nie tak, jak ten na tym zdjęciu:

No to zamiast w tango idziemy na spacerek do Parku.
Na razie nic specjalnego w nim się jeszcze nie dzieje, no roślinki tylko porastają, a w basenie kaczuszek wciąż jeszcze liście leżą, pewnie niedługo już i za ten obszar plantatorzy się zabiorą i będzie wtedy znów wesoło w moim Parku.
Znów zaczną się niedzielne spotkania, śniadanka na trawie….ale na to jeszcze trochę trzeb poczekać.

Miłej i słonecznej niedzieli życzę
Fanu sporo……..

całkiem mi się to nie podoba

Chciałam zgłosić swój akces do Komisji Wyborczej i pewnie bym nawet z przyjemnością taka pracę przyjęła, ale jest w tym  coś, co mnie wstrzymuje.
Pewnie, że poprzednim razem też do takiej komisji byłam zgłoszona z innego Komitetu, niż ten, który był zgodny z moimi przekonaniami i wcale na niego nie głosowałam, ale przynajmniej nikt mnie nie zmuszał do podpisywania listy iluś tam  członków, którzy mnie mieliby rzekomo poprzeć.
Bo w sumie okazuje się, że ta lista to wcale nie jest żadne poparcie dla mnie, nie jest to rodzaj zaufania wobec mojej osoby, że oto jestem według tych osób  godna takiej pracy, gdyż jestem człowiekiem prawym i na pewno żadnego przekrętu nie zrobię.
Nie, ja dostałam listy poparcia dla jakiejś partii, która mnie miała „wsadzić” w nagrodę za zyskanie dla nich głosów, na to stanowisko, a która zaistniałabym tylko dlatego, że ja dla tej partii zbierając poparcie, musiałabym tłumaczyć, dlaczego takiej opcji  akurat powinni dokonać. Bo przecież coś tym ludziom, których bym o to prosiła musiała powiedzieć  Czyli chodzi mi o to, że musiałabym  zrobić coś, co byłoby całkiem niezgodne z moimi przekonaniami, wbrew swojej własnej woli, tylko dlatego, żeby zarobić 350 zł.
Jak mogę prosić bardziej lub mniej znajome osoby, by poparły jakąś partię, o której ja sama konkretnie nic nie wiem?
Nie wiem jakie mają przekonania, no może  z wyjątkiem tego, że sami uznali siebie za partię chrześcijańską, cokolwiek miałoby to znaczyć.
Nic nie mam oczywiście do słowa chrześcijański, ale zbyt często jest ono ostatnio nadużywane do całkiem innych celów, niż powinno być.
Może i udałoby mi się zebrać te 30 podpisów, ale czułabym się wtedy bardzo niekomfortowo.
Bo w poprzednich wyborach sama z własnej woli , występowałam z jakiegoś tam komitetu, ale  wtedy nikt nic ode mnie nie żądał, nie wywierał na mnie  żadnej presji i nie zmuszał mnie, żebym wywierała takową presję na innych ludziach.
Poczułam się prze tą partię wykorzystywana, mianowicie to zabrzmiało w moich uszach tak: zdobędziesz dla naszej partii 30 głosów poparcia, będziesz mógł zarobić te 350 zł  pracując w Komisji Wyborczej, a jeżeli nie uzyskasz wystarczającej liczby osób, niestety tej pracy nie dostaniesz.
Czy to nie jest może rodzaj  szantażu, a jeżeli może uznacie to za ostre słowo, czy to nie jest rodzaj naporu na chętnego do spełnienia obywatelskiego obowiązku, jakim jest praca w Komitecie Wyborczym,  ale jednak pod pewnym narzucanym siłą  warunkiem.
I nie przekonuje mnie wcale stwierdzenie, że inne partie, zwłaszcza te mniejsze w podobny sposób wykorzystują te wybory.
Według mnie to nie ma nic wspólnego z demokracją.
Jeżeli chcesz stworzyć jakąś partię, czy jakieś stronnictwo, musisz sam przekonać ludzi do swojej wizji, przekazując im swój program, swoje zamierzenia  w taki sposób, by dobrowolnie, bez żadnego przymusu ludzie uznali, że ta partia jest godna ich poparcia i warto potem na nich nawet zagłosować.
Ale nic  na siłę, nie powinno się  pokrętną drogą wejść na wyborczy rynek, bo już na samym początku działalności taka partia, czy takie stronnictwo złe świadectwo sobie wystawia, im chodzi głównie o własne interesy, a nie o interesy tych, których chcą rzekomo reprezentować.  A na to stanowczo nie powinniśmy wyrażać naszej zgody.
Dlatego nie będę tym razem w Komisji Wyborczej i to nie dlatego, że nie chce mi się w pewną niedzielę o 6 rano wstawać, ale uznałam, że za 350 zł nie będę szargała własnych przekonań i  wbrew sobie samej nie będę  brała udział w politycznej szopce.
Może ktoś powiedzieć, że jestem naiwna, skoro jeszcze w jakąś prawość przy wyborach wierzę, może i tak, ale taką podjęłam decyzję i już jej nie zmienię.
Czasami naprawdę  nie warto własnego sumienia na pieniądze przemieniać.
I dla mnie nie jest wcale ważne, co inni powiedzą, czy zrobią, każdy jest kowalem swojego losu i stróżem własnego sumienia.
Przynajmniej potem bez żadnych oporów w lustro będę patrzeć……..

Dostałam dzisiaj na Googlach jakiś niepokojący komunikat: z dniem 2 kwietnia twoje konto na Google + przestanie działać, najlepiej już teraz pobierz nową wersję. Zupełnie nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego Google też staje okoniem do ludzi.
A skoro nie wiadomo o co chodzi, pewnie chodzi im o pieniądze, jak zwykle chcą od ludzi uzyskać jakieś opłaty za nie wiadomo co.
Na razie nic w tym kierunku nie robię, biorę na wstrzymanie, a co będzie, to będzie. Najważniejsze, żeby mojej poczty gmail,  nie straciła, a ją własnie przez Google otwieram.

Coraz bardziej dziwny jest ten świat….internetowy…..

Ale po co się denerwować, skoro dzisiaj zapowiada nam się naprawdę piękna i wiosenna sobota.

To życzę Wszystkim naprawdę słonecznej i ciepłej soboty.
A kto może, niech na działeczce swojej dzisiaj sobie popracuje i wiosenne porządki tam rozpocznie, innych na wiosenny spacerek zapraszam.

Jeszcze pozostało nam tylko dwa dni miesiąca marca………..
Pamiętajcie o zmianie czasu tej nocy!!!!

dostałam awizo, czyli……..

 ……  czyli zachowałam się całkiem jak Jarosław Kaczyński,  po prostu go nie odebrałam.
Z tym, że moje awizo nie wzywa mnie do żadnych opat, kar itp, (taką przynajmniej mam nadzieję!) które mam ponosić, najprawdopodobniej może to być wysyłka bluzki, którą zamówiłam.
W czym problem??????? Ano jest problem.
Wychodząc dwa dni temu z domu spotkałam na mojej drodze owego listonosza. To chyba jakaś klątwa z niebios była, pamiętacie, że kilka dni temu w moim blogu z listonosza akurat się nabijałam. No i masz babo placek, właśnie dwa dni temu na niego wpadłam, a przystojniaczek nawet był, nie powiem, tylko, że dla mnie troszkę za młody. Trochę się nawet dziwiłam, że go spotkałam, bo dotąd widziałam w okolicy tylko panie listonoszki, ale…….
Ale wracając do meritum sprawy. Nie wiem czemu przyszło mi wtedy do głowy, czy nie spytać się, czy nie ma dla mnie jakiejś korespondencji, no, ale w sumie głupio tak na drodze zaczepiać  całkiem niemajonego człowieka, zwłaszcza mężczyzny, jeszcze by sobie może  coś niestosownego o mnie pomyłaś? Dawniej byłam śmielsza, no bo i młodsza, a poza tym, zawsze tych swoich listonoszy znałam, a tu niestety ktoś obcy i to jeszcze kila kamienic dalej od mojej go zobaczyłam…
W każdym bądź razie, gdy po powrocie do domu zaglądnęłam do mojej skrzynki pocztowej, a robię to teraz z dziką przyjemnością codziennie, odkąd mamy nowe skrzynki, patrzę i oczom nie wierzę…….. jest awizo.
A niech go, pomyślałam sobie i na wszelki wypadek sprawdziłam, gdzie mam przesyłkę odebrać.
No i moje złe domysły niestety się sprawdziły, list polecony jest do odebrania w placówce pocztowej na ul Królewskiej, czyli dosyć spory kawałek ode mnie.
Przyznam się, że zaklęłam brzydko pod nosem, bo akurat ten urząd pocztowy całkiem nie jest mi po drodze donikąd. A w dodatku w tej chwili z powodu remontu ul Królewskiej dojazd, ba, nawet dojście do niego są bardzo utrudnione.
Dojechać nie ma czym, bo wszystkie boczne uliczki od Królewskiej są po blokowane, tramwaje (ani autobusy) oczywiście tamtędy nie jeżdżą, a jak już pisałam, cała ulica Królewska wcale jak królewska nie wygląda, raczej w tej chwili powinna nazywać się Księżycowa, tyle na niej dziur, wykopków, gruzu, piachu i nie wiadomo czego jeszcze, jakby to był obraz z Księżyca, a nie z krakowskiej ulicy.
No cóż, remont swoimi prawami się cieszy i zmienić tego nie można.
Tylko że nie dość, że nie lubię długich spacerów (ostatnio kręgosłup dołożył się do moich bólów i też daje mi w kość), nie dość, że trasa tam jest mi całkiem nie po drodze, to jeszcze trzeba chodzić po górkach dolinkach, co przy moim kaprawym chodzeniu jest bardzo niewygodne i dla mnie niebezpieczne, bo przecież łatwo tymi nogami o dziury się potykam i potem muszę zostać upadłą kobieta, już nie mówiąc, że nowych bóli tylko takim upadkiem sobie dopytam.
Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje, co ja biedaczka w takim wypadku mam zrobić?
swoją drogą powinno być jakieś wyjście w podobnej sytuacji dla osób samotnych i niepełnosprawnych, który nie mogą wychodzić samotnie z domu na takie długie przymusowe spacery. Ktoś powie, skoro niepełnosprawny, to czemu akurat nie był wtedy w domu? Ano mógł nie usłyszeć, mógł spać, albo mógł na przykład wtedy z kimś pojechać do lekarza,  rożne są przecież przypadłości życiowe.
Oczywiście mnie aż tak ten problem nie dotyczy, bo jednak trochę chodzę i  jakoś jednak będę musiała tam dotrzeć i przesyłkę odebrać, a gdy się okaże, że to nie jest wcale przysłana oczekiwana bluzka, a tylko  jakieś wezwanie na przykład do sądu czy innego urzędu, od razu szlag ze złości mnie trafi na miejscu.
A co do Jarosława…….no cóż, zapracowany chłopina jest okrutnie i po prostu nie było go w domu, gdy listonosz awizo zostawiał. 
Głupie tłumaczenie pani Beato Mazurek, bo przecież gdyby wtedy Jarosław  był w domu, to listonosz nie zostawił by mu awiza, tylko pozostawił by mu przesyłkę listowną, w tym wypadku wezwanie o  zwrot bezprawnie zachachmęconych pieniędzy swojemu krewniakowi, czy komuś tam.
A skoro dostał awizo, to wiadomo, że jest to powiadomienie tylko, że przesyłka czeka na niego (podobnie jak i na mnie) w urzędzie pocztowym i trzeba ją własnoręcznie, albo przez upoważnionego człowieka odebrać i nie ma żadnego wytłumaczenia brakiem czasu, urząd czynny jest prawie 12 godzin i przez ten czas można znaleźć stosowną chwilę na spełnienie obowiązku odebrania jakby nie było państwowe listu.
Skoro na mnie czeka taki obowiązek, to dlaczego pan Kaczyński ma siebie za człowieka ponad prawem, którego nie dotyczą żadne obowiązki na zwyczajnym śmiertelniku spoczywające?
Czyby Jarosław był nieśmiertelny???????
W każdym bądź razie, ja planuję na najbliższy wtorek wizytę w urzędzie pocztowym na Królewskiej w Krakowie, by nie wyglądać podobnie jak ten, na tym zdjęciu powyżej.
Niestety ani dzisiaj, ani w poniedziałek nie zdążę przed pracą tam dotrzeć, jak pisałam już, jest mi całkiem nie po drodze, muszę poświęcić na to nieco dłuższy czas.

Pogoda nam się podobno robi, dzisiaj nawet słonko zaświeciło, a weekend ma już być całkiem wiosenny
Poczekamy, zobaczymy, osobiście się o tym przekonamy!!!!
Jak a razie życzę chociaż przyjemnego  piątku, o resztę weekendu będziemy się martwić dopiero jutro.

trochę słonka

Trochę słonka Wam podsyłam od samego rana, bo jak na razie jest dosyć ponuro i nie wiem, czy słonko zdecyduje się dzisiaj zza chmurki wychylić i swoje piękne oblicze nam okazać.

Ale mam dla Was wspaniałą wiadomość : ten weekend będzie już na pewno piękny i słoneczny, pełny wiosny, prawdziwej wiosny.
Tak przynajmniej zapowiadają……..

Uleczku!!! Tak się cieszę, że wczoraj tutaj zostawiłaś dla mnie kilka słów, przepraszam za wczorajszą „burę”, ale……. to takie miłe , gdy tu nie tylko zaglądasz, ale i  i coś napiszesz.
Jak to było??????   napisz proszę chociaż kilka słów…………. 🙂

Dzisiaj zamiast mojego politycznego wtrętu polecam bardzo ciekawy list do redakcji „nie  zgadzam się na państwo, gdzie jeden człowiek ma władze absolutną”

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-do-redakcji-nie-zgadzam-sie-na-panstwo-gdzie-jeden-czlowiek-ma-wladze-absolutna/p7xjveg

W liście tym, pisanym przez pewnego Czytelnika,  zawarte są wszystkie jakby  moje przemyślenia, warte do przeczytania i do ustosunkowania się wobec nich. Nic dodać, nic ująć, więc nie będę dzisiaj robiła politycznej konkurencji temu rozsądnemu Czytelnikowi i myślę, że kto z Was  ten artykuł przeczyta, również podzieli jego spostrzeżenia i dwoma rękami się pod tym podpisze.
A co z tego ma wyniknąć?????? No może akurat coś pozytywne wyniknąć, bo widzę że coraz więcej Polaków przestawi się na inne spostrzeganie „dobrej zmiany, że z nią się nie godzą i być może odniesie to w końcu  pozytywne skutki podczas następnych wyborów, tych do wyborów unijnych, jak i naszych parlamentarnych, a wtedy  już ewentualne wybory prezydenckie mogą przynieść tylko jeden skutek, w zależności od powodzenia tych dwóch przeze mnie wymieniowych.
Co raz bardziej zapętla się sprawa naszego samo-ustanowionego przez siebie  „Króla POLSKI – Jarosława Polskę-zbaw, któremu wydaje się że nie podlega żadnym panującym prawom i obowiązkom, jest człowiekiem (w swoimi mniemaniu oczywiście) poza prawem, biorącym głos poza protokołem, niestety czas ten pomału się kończy i kiedyś za wszystkie nieprawości odpowie.
Potrzebna jest jednak do tego ta świadomość Polaków, która nieustannie  krzewiona będzie ponad prorządowymi, propagandowymi mediami, bo tylko w ten sposób Polska odzyska sens swojego samostanowienia
Dlatego bardzo serdecznie ten artykuł wszystkich polecam.


A co jeszcze? Czwartek jest normalnym dniem pracy, tyle tylko, że już coraz więcej myślimy o nadchodzącym weekendzie.
W tę najbliższą  noc z soboty na niedzielę zmieniamy czas na letni, czyli o godzinę krócej będziemy spać. 
Trochę trudno znów będzie się przestawić na takie zmiany, szczególnie śpiochom. 
Mój organizm chyba już tę zmianę czuje, bo teraz już między 5 a 6 rano budzę się całkiem wyspana, może to wiosenne przejście nie będzie dla mnie aż takie bolesne?
Fakt, lubię się czasem pól godzinki w ciąg dnia zdrzemnąć, ale nie zawrze jest ku temu okazja, czasami nawet zasypiam siedząc na fotelu…… 
Byleby do 2021 roku, bo jednak Unia Europejska  ostatecznie zadecydowała, że od tej daty, czyli od wiosny 2021 nie będzie już zmian na czas letni i zimowy, które wcale nie przynoszą aż tak wielkich ekonomicznych oszczędności, jak pierwotnie zakładano, ale za to przynosi więcej kłopotów zdrowotnych, w tym głównie zwiększa się  zagrożenia chorobami serca, w tym przede wszystkim zawałami, ale także nasilają się wtedy inne choroby, w tym również te zachodzące w psychice ludzkiej.
Bo przecież  nienormalne jest to, że co jakiś czas od nowa musimy regulować swój zegar biologiczny, do którego już w ciągu pół roku zdążyliśmy się przygotować. Organizm wtedy buntuje się i różne zdrowotne figle płatać może.

Przed nami jeszcze pozostał miesiąc blogowania na stronie blox.pl, z czego nadal jestem niepocieszona, mimo, że w nowym blogu nieco się już rozgościłam.
Ale to nie jest jednak to samo, nie potrafię tam na przykład znaleźć żadnego blogu, który mogłabym codziennie przeglądać, nie wiem jak go szukać.
Może jakieś wskazówki?? to pytanie do Anny 19, która jak widzę świetnie już po nowej stronie surfuje.

Życzę Wszystkim miłego i spokojnego czwartku, może jednak chociaż troszeczkę słonka dzisiaj do nas zawita??

czy warto????




Ostatnio jakoś tak się składa, że nawet w środy Uleczka nie zagląda tutaj na bloga i nie zostawia mi tutaj żadnego komentarza, pisze za to do mnie kilka słów na Facebooku Przyznam, że jest mi trochę przykro, , bo zawsze akurat w środę tutaj czekam na na kilka słów, ale pewnie jest tak zagoniona, że nie ma czasu rozwijać tego blogu, z którym ostatnio zresztą są kłopoty.
Nie, żebym  się skarżyła Uleczko, ale tak się do tych naszych śród i do tych róż wtedy zamieszczanych przyzwyczaiłam ….No cóż, ja postaram się nie złamać naszej tradycji i zawsze tu będę…
Na razie serdecznie Cie pozdrawiam z Krakowa i……..  chyba jednak całuski też przesyłam?????

Eeee, chyba znowu marudzę……

Dawno nie było u mnie nic politycznie wpisywane, to dzisiaj upust dam sobie, a co?

Beata znowu obiecuje i znowu nas oszukuje. Tym razem sięga po…emerytów.

Obiecuje bowiem, że w następnych latach również emeryci dostaną trzynastki, ale pod warunkiem………….. że PIS wygra.
Czy to nie jest zwyczajny polityczno – wyborczy szantaż?
Chcesz emerycie jakiś wątpliwy  grosz w przyszłym roku? – głosuj na PIS 

PIS-DA-CI  !!!!!!!!!!

Ależ owszem, jest to czysty szantaż  i to całkiem już nie zakamuflowany,  idą na całość!!!!!!!!!!
A to powinno być karane.
Tylko pytam, kto  ich może ukarać, skoro cała władza legislacyjna i ta sądownicza jest w ich rękach????
Czują się całkiem bezkarnie i na takie przekręty mogą sobie pozwalać. Przynajmniej tak im się zdaje.
Im bardziej bezczelnie poczynają, tym lepszy skutek niestety  im to działanie przynosi

Ale  przyjdzie kiedyś kryska na Matyska

Nie ma co wierzyć w takie czcze obietnice. Przed wyborami w 2005 r ta sama Beata Szydło obiecywała 500 zł na każde dziecko, a potem z tych obietnic się wyłgała, prost powiedziała, że nie mówiła na każde, ale na drugie dziecko.
Obiecywali, że dobry Wujek Kaczyński da każdemu emerytowi premię  1100 zł, okazuje się, że tych pieniędzy emeryt dostanie  o  ponad 200 zł mniej, bo im resztę zabiorą,  tytułem podatku, którym nota bene pokryją cześć tych kaczych darowizn. Czyli śmiejąc się wprost w twarz, biednemu emerytowi każą opłacić część swojej własnej trzynastki, czy to nie jest szczyt bezczelności?? 
No, a teraz Beata Sz obiecuje następne trzynastki dla emerytów, ale gdy dojdą już do władzy biedny emeryt dowie się, że figę z makie dostanie, bo po prostu nie będzie na to pieniędzy.
I co im taki emeryt może zrobić? no nic, tak jak u Barei kiedyś szatniarz powiedział” nie mamy pana płaszcza i co pan nam zrobi?”  tak i nam, emerytom powiedzą : nie mamy forsy i już.
„Sorry, budżet  przecież nie jest z gumy” powie tak jak ostatnio, Morawiecki.
Nie wiem, czy  PIS liczy na to, że emeryci to już same sklerotyki  i łatwo uwierzą, a potem jeszcze łatwiej zapomną o tych przedwyborczych 
obietnicach ????   A może po prostu zatrują się tą wyborczą kiełbasą, wymrą i nareszcie będzie z czego kraść na własne premie??? Bo przecież tak emeryt im wcześniej umrze, tym dla nich lepiej, emeryckie  pieniądze przechodzą do państwowego budżetu, a przecież powinien być traktowany tak jak każdy spadek, który po zmarłym pozostaje. Przecież emeryt odkłada pieniądze na swoją późniejszą wypłatę przez cały czas swojej pracy i nie każdy zdąży ją w całości „przejeść”, na nadwyżce rząd tylko bazuje.
A powinno się obliczyć: tyle pan odłożył,  tyle procent rewaloryzacji pan otrzymał, tyle pan zużył i….. co dalej?
Każdemu wydaje się że taki emeryt to darmozjad, któremu należy jakąś jałmużnę w postaci ochłapów wypłacić, a przecież on na to pracował przez swoje długie lata, co miesiąc odkładał ze swojej pensji jakąś sumę, która powinna mu się  w dodatku rewaloryzować w banku.Tak być powinno, niestety nie jest, a w dodatku teraz tego biednego emeryta używa się jako karty przetargowej do następnych wyborów.
FUJ, jakie to jest straszne i okrutne.Tylko ci ludzie, którzy są teraz przy korycie zapominają, że i ich czasy emeryckie czekają i tez nie wiadomo, jakie będą następne rządy i jakie wymyślą nowe restrykcje dla emerytów.
Mam tylko cichą  nadzieję , że podobnie jak Pis przeprowadzał bezlitosną  dekomunizację i pozbawiał niektórych emerytów pracujących w latach jeszcze przed rządami Pisu emerytury, wpadnie ktoś na pomysł dekaczyzacji i pozbawianie praw do wysokich emerytur tych, którzy teraz bezprawnie na polskich żłobach się bogacą.
Wtedy naprawdę byłaby prawdziwa sprawiedliwość.
Niech taki Kaczyński, Sasin, Duda, czy Ziobro, a także anie ministry Szydło, Rachwalska i inne dowiedzą się, jak można i jak trzeba żyć za marne pieniądze, które teraz emerytom „zapewniają”, obiecując im  przy tym z ironią złote góry, które nigdy i tak nie dostaną

Jak ja to pisałam? PRZYJDZIE KRYSKA NA  MATYSKA.

A skąd się to powiedzenie wzięło? 





Chodził kiedyś od wsi do wsi dziad wędrowny, który zwał się Matys. Był zdrowy jak koń, lecz żadnej roboty nie chciał. Zarabiał na naiwności ludzkiej i wierze w czary i szatańskie moce. Gdy znalazł w lesie starą kość jakiegoś zwierza to zabierał ją ze sobą. Później na polu jakiegoś chłopa ją zakopywał i szedł do niego po prośbie. Tam przekonywał gospodarza, że mu źle ktoś życzy, przez co spadną na niego nieszczęścia i troski. Przestraszony chłop gościł Matysa przez dni kilka. Ten wyjawiał później, że na polu zakopano kość, którą trzeba spalić i wtedy zły los się odwróci. Oczywiści przy pomocy Matysa kość znajdowano, palono i wierzono, że to od nieszczęść gospodarstwo ochroniło. Przebiegły chłop dostawał w podzięce jedzenie i czasem grosz jakiś. I tak żyło mu się całkiem dobrze. Pewnego razu na polu bogatego gospodarza zakopał srebrnego rubla. Następnie poszedł do tego chłopa i powiedział, że ma cudowną kość, dzięki której na polu można znaleźć ogromne skarby. Trzeba tylko przez dziewięć nocy chodzić i kopać w ziemi. Matys udał się z chłopem na próbę. Rzeczywiści wykopali jednego rubla. Jednak gospodarz był bardzo skąpy i postanowił zabrać cudowną kość, zamiast płacić za nią 100 rubli. Matys zorientował się, co chłop zamierza i rzucił się do ucieczki. Rozwścieczony chłop przetrącił uciekającemu nogi żerdzią, schwytał kość i uciekł. Od tej pory Matys siedział z drewnianymi kulami po kościołami i żebrał. Litościwi ludzie dawali mu chleb ze słowami „Przyszła kryska na Matyska

Może i tym razem sprawiedliwość Boża dopadnie i tych, którzy śmią naigrawać się z Polaków i pogrywać nimi w wyborczej ruletce????


Od rana w Krakowie panuje pięknie słoneczna pogoda, chociaż jest dosyć chłodno,  o 6 rano było nawet O.1 stopnia C na termometrze. Niestety na dzisiaj też zapowiadają przelotne deszcze i wichury.
Mam  tylko nadzieję, że już nie powtórzy się wczorajsza śnieżna zawierucha, jaka opanowała Warszawę i całą środkowa Polskę, było naprawdę groźnie, doszło do wielu drogowych wypadków, w których 6 osób straciło życie.

My już nie chcemy więcej nawrotu zimy, niech popędzi sobie ona gdzieś na Antarktydę i niech do nas reszcie przyfrunie ta prawdziwa wiosna, bo i pączki na drzewach i bociany i inne ptaki, a także i my na nią czekamy.

Miłej środy

tak sobie dreptam

Kiedyś już  w „Klanie”  był poruszany ten temat – sąsiad Jerzego założył w jego telefonie specjalną usługę zdrowotną, która pokazuje, ile kilometrów dla zdrowia w danym dniu już zrobił.
Oczywiście natychmiast jego żona zaczęła dokładnie sprawdzać, czy rzeczywiście Jerzy sporo spaceruje, co w jego stanie przedzawałowym był wręcz dla zdrowia  nieodzowne , co wcale z kolei mu się nie spodobało, poczuł się wręcz zniewolony  stała kontrolą swojej żony i po prostu znalazł taki sposób, aby oszukać  żonę, nabijając kilometry bez specjalnego wysiłku. Po prostu wystarczyło sprytnie przeskalować urządzenie, które działało wybijając kilometry nawet wtedy, gdy o sobie wygodnie siedział  na ławce w parku. Ot takie sobie niewinnie wyglądające oszustwo.
Oczywiście sprawka Jerzego się wydała i cały niecny plan oszustwa Elżbiety upadł.
A dlaczego to piszę?
Bo nawet nie wiedziałam, że i ja mam podobne urządzenie w moim aparacie telefonicznym, o czym  oczywiście wcale nie wiedziałam.
Jakoś dziwnie „sam” mi się w Iphonie zamontował i dzielnie moje poczynania w chodzeniu codziennie oblicza.
Nawet wbrew mojej  woli czy mojej wiedzy. Na szczęście nikt mnie nie sprawdza 🙂
A sprawa wydała się podczas ostatniej wizyty Eli i Maćka u mnie w domu, co oczywiście bardzo mnie zadziwiło.
Odtąd będę sama sobie  mogła sprawdzać, ile dziennie zrobiłam kroków i jaki dystans przeszłam, oczywiście muszę mieć wtedy przy sobie, nawet w torebce mój Iphone. Na przykład wczoraj zrobiłam 2729 kroków, co dało mi dystans 1.8 km, czyli tyle wynosi moja droga pomiędzy domem – autobusem i potem droga z ul Prądnickiej na Żabiniec.
Niestety po pracy, gdzie też się nabiegałam (ale już bez telefonu, więc nikt moich kroków nie liczył) poczułam się na tyle zmęczona, że pozwoliłam sobie na powrót do domu Boldem, więc znów żadnych kroków, ani kilometrów  nie zaliczyłam.
Ale od razu mówię, chodzenie nie jest (zresztą  nigdy nie było) moją pasja i nie będę  żadnym presjom  mojego telefonu ulegała, co to, to nie.
I tak będę chodziła tyle, ile uważam i żaden licznik życia mi nie uprzykrzy.
A to niestety związane jest nie tylko z moim wiekiem (bywają nawet maratonki w moim wieku, ale skoro to lubią…., ale  zależy to przede wszystkim od kondycji zdrowotnej  danego  dnia. Bowiem są dni, gdzie sobie mogę troszkę powędrować, a są i takie, w których każdy krok jest dla mnie wielkim utrapieniem.
Ale to mogą zrozumieć tylko te osoby, które same cierpią z powodu niektórych dolegliwości.
Oczywiście we wszystkim jest konieczny umiar, bo niby ruch  to zdrowie, ale czasami nieostrożnym jego uprawianiem można sobie wiele krzywd narobić.
Niech więc każdy robi to, co uważa, jeden w siłowniach ćwiczy, lub  z kijkami po parku biega (uściski Uleczku), drugi woli pływanie  na basenie (Maciek, to o Tobie!), a inny lubi…mieć święty spokój.
No tak, wszak na ten święty spokój przez te 69 już prawie lat sobie zapracowałam.
I niech mi nikt nie tłumaczy, co powinna, ja to sama wiem najlepiej!!! Czuję to każdego dnia.
No proszę, trochę się zbuntowałam i nakrzyczałam na Was,  przepraszam, ale kto powiedział, że mój blog zawsze musi być bardzo miły??? 
A to wszystko przez ten nieszczęsny licznik w moim telefonie.
To może go sobie po prostu usunę, żeby za bardzo już nim się nie stresować??????
Przecież i tak nikt nie sprawdza (na szczęście) moich poczynań.
Przez moment przyszło mi nawet na myśl, żeby ten dzisiejszy wpis po prostu zlikwidować i napisać inny, ale nie.
Przecież też mam prawo do niepokojów, do swoich prywatnych buntów…….  nawet w blogu……..

Pogoda dzisiaj całkiem jakaś niemrawa, nie jest ani ciepło, ani zimno, w dodatku raz świeci słonce,, raz kapie deszcz…….prawdziwy pogodowy groch z kapustą.
Od wczoraj łykam nowe lekarstwo Neurovit, który ma byc zbawienny na moje nerwobóle.
Nie jest to wcale jakiś bardzo skomplikowany medykament, głównie składa się z rożnych odmian witaminy B, które z jakimiś tam innymi dodatkami mają wydatnie działać przeciw zapalnie i przeciw reumatyczne.
Ale czy będą? – to się okaże.
Koleżance, która mi ten lek poleciła pomaga, a również na ból kolana narzekała. Również różne medykamenty już zażywała, teraz ostatnio jej lekarz zalecił jej własnie neurowit.
A skoro on jej na ból kolana pomaga, czemu nie ma pomóc na podobne i moje dolegliwości???
Chociaż zawsze do tej pory denerwowało mnie, gdy ktoś przychodził do lekarza i mówił: mojej sąsiadce pomogło to lekarstwo, to proszę i mi go zapisać.
Każdy człowiek jest inny, czasami bywa, że może dolegliwości są podobne, ale nie jednakowo na nie się reaguje.
Co mi tam, spróbować można, wszak witamina B zaszkodzić raczej nie może, o ile oczywiście w odpowiedniej dziennej  dawce (1xdziennie) przyjmuje
Uległam złudzie, skoro Basi pomogło na pewno pomoże i mi 🙂
O wynikach będę informowała na bieżąco.
Życzę przyjemnego wtorku w oczekiwaniu aż wiosny  ciąg dalszy  nastąpi…….