SMUTNO !!!!

 

DZISIAJ W WARSZAWIE ZMARŁ  WSPANIAŁY DZIENNIKARZ, WSPANIAŁY CZŁOWIEK  GRZEGORZ MIECUGOW

Krakus całym swoim  sercem, swoje życie poświęcił pasji dziennikarstwa i zawsze wspaniale ze swojej misji się wywiązywał.
Wielki żal dla wielu Polaków,  specjalny żal dla Krakowa !!!!!

BARDZO SMUTNO, GDY W TYCH CIĘŻKICH DLA POLAKÓW CZASACH ODCHODZĄ PRAWDZIWIE MĄDRZY POLACY, KTÓRZY MELI REALNE SPOJRZENIE NA NASZĄ RZECZYWISTOŚĆ.

CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI !!!!

Mamy piąteczek

 

 

Tak, dni tak szybko lecą…dopiero był poniedziałek, a już nowy weekend się rozpoczyna.
I fajnie, czasami trzeba odpocząć przecież. Coś niesprawnie dzisiaj to blogowanie idzie, może to koniec tygodnia tak na mnie działa???
A może obecność Reni, która przyszła ogarnąć moje mieszkanie?
Raz na miesiąc trzeba gruntownie chałupkę odsprzątać, dobrze, że mam taką wspaniałą Renię do pomocy.

Bardzo serdecznie dziękuję za takie trafne i mądre komentarze Kolegi Jaco. Po prawdzie całkowicie zgadzam się z wszystkimi Jego myślami, spostrzeżeniami, szkoda, że tak nie wszyscy jednak myślą…..
Niektórzy ulegają mrzonkom, czczym obiecankom, biorąc blichtr za złoto…..
A wystarczy tylko trochę wyobraźni i od razu wiadomo, co jest prawdą, a co wierutnym kłamstwem i gdzie to kłamstwo nas prowadzi.

Również zdziwiona byłam wczoraj wiadomością od Anny, że czarny bocian pojawił się w okolicach  Szczawnicy.
Gdy kiedyś szukałam wiadomości o czarnym bocianie dowiedziałam się, że bardzo rzadko on pokazuje się w Polsce, najczęściej występuje w Estonii. Podglądałam kilkakrotnie jego gniazdo, bardzo ekscentrycznie wygląda ten ptak w innym, niż zwyczajowym upierzeniu.
A może to tylko moje przyzwyczajenie, że bocian jest  biało – czarny? 
A propo ‚s, jaka jest różnica między bocianem i kominiarzem???

Bocian jest cały biały i ma czarny koniec, a kominiarz??
Nie, nic z tych rzeczy, o których pomyśleliście, bezwstydnicy jedni 🙂
Kominiarz nie jada żab

Chociaż może francuski kominiarz i żabkami się zajada, bo to przecież  ulubiony (obok serów) przysmak Francuzów.
Swoją drogą, też dziwne mają smaki…..
Żaby, ślimaki, mule, pieczone kasztany……..
To wszystko nie na mój biedny żołądek.
Kiedyś wspominałam już, ile przeżyłam, gdy musiałam będąc w Paryżu namęczyć się, gdy zmuszono mnie do spróbowania ślimaka,
Po prostu wstyd mi było przed rodowitym Francuzem, że jestem taki notabene, francuski piesek.
No proszę i francuskie pieski mogą mieć swoje grymasy, czemu nie mogę je i ja mieć????.
A sery? Do nich mam wyjątkowy stosunek, po prostu je uwielbiam, im bardziej jest „śmierdzący” tym bardziej pyszny.
Tez kiedyś już o tym wspominałam, ale przypomnę, kiedyś dostałam  od Marcina prawdziwie francuski i okropnie cuchnący ser prosto z Paryża.
Mniam, jaki był pyszny, od razu zjadłam prawie jego połowę. Pech chciał, że potem musiałam jechać autobusem i wszyscy czekający na przystanku, a potem i w autobusie ode mnie się odsuwali, bo…… no właśnie, podejrzanie dla nich pachniałam. Stare skarpety nosi, czy co?????. nie myje się, czy coooo?- pewnie myśleli A ja miałam tylko wspaniały z tego ubaw.
Tylko niestety w Polsce nawet te francuskie sery sprzedają nie do końca dojrzałe, są mało „rozlazłe”, nie mają odpowiedniej konsystencji i odpowiedniego smaku, szkoda 😦
Przynajmniej mam teraz  co teraz wspominać. Ach te sery……
Byłam przecież kiedyś w stolicy prawdziwych serów, chociaż i Holandia nie ustępuje w smakach tego specjału.

No to piątek, no to weekend

Wszystkiego dobrego, odpoczywajcie do woli  i wesoło!!!!!

jeszcze raz na pożegnanie bocianów

Dedykuję tę piękną melodię Klenczona tym wszystkim, którym los naszych polskich bocianów nie jest obcy.
Szczególnie dedykuję ją Koleżance  Annie Zadroza, która jak zauważyłam, również w bocianimi  problemami była zainteresowana. Melodia jest taka piękna, łzawa, przypominająca tamte miłe chwile, no i ten film bocianów żerujących na łąkach i przynoszących swoim dzieciom pokarm i słomę do gniazda, to wszystko bardzo rozczulające widoki, zresztą oceńcie sami.

https://www.youtube.com/watch?v=6h4gf1HNsIs

 

Pomału wakacje już dobiegają końca. Nareszcie zacznie się czas seriali, które lubię oglądać, czekam na dalsze losy zaprzyjaźnionych rodziny Mostowiaków,
Lubiczów, czy losów lekarz ze Szpitala w Leśnej Górze.
Na razie jako pierwsze weszły nowe odcinki serialu ” Na sygnale” – znów mogę podziwiać w akcji  mojego ulubionego pana doktora  Wiktora Banacha, oraz pozostałych  również sympatycznych bohaterów, no może z wyjątkiem doktora Potockiego, który jest może doskonałym lekarzem, niestety bardzo podłym i nikczemnym człowiekiem, żądnym zemsty na nielubianych przez niego pracowników. Na pierwszy ogień pójdzie żona Adama,  pielęgniarka Basia.

Od poniedziałku wracają na małe ekrany losy Mostowiaków. Już wiemy, że zbliża się ta smutna chwila, gdy będziemy musieli się pożegnać z Lucjanem Mostowiakiem, jak wiadomo, aktor, który grał tę postać zmarł 22 kwietnia tego roku, ale jeszcze było nakręconych  kilka odcinków z nim, które będą do końca września eksponowane. Prawdziwe pożegnanie z seniorem rodu Mostowiaków nastąpi w październiku.
Oj nie jedna łza w oku się zakręci, bo to był przecież ulubiony aktor wielu osób, szczególnie kobiet.
Ten wspaniały aktor w tym serialu był symbolem ciepłego, życzliwego  Męża, Ojca i Dziadka i takim też człowiekiem był w prawdziwym życiu.
Wielki żal po Jego odejściu nadal trwa, nie zaginął.
Czekam też  niecierpliwie na dalsze losy zranionego nożem Tomka, już wiemy, że przeżyje ten okropny incydent, ale… no co dalej będzie, dopiero się okaże w niedalekiej już przyszłości.
Nie wiem, kiedy będzie eksponowany „Klan”, muszę sprawdzić, żeby nie przegapić ani tego serialu,  ani  serialu „Na dobre i na złe”
Już dosyć powtórek, bo ile razy to samo można oglądać?, nadeszła pora, aby losy moich ulubionych bohaterów popłynęły dalej.
Do moich ulubionych seriali dołączę (chyba) jeszcze jeden, nadawany przez Polsat,  „W rytmie serca” Akcja jego  będzie toczyła się  w pięknych rejonach malowniczego Kazimierza Dolnego i opowiadać będzie o losach młodego lekarza, uwikłanego w romansowe tarapaty z dwoma pięknymi kobietami. Zapowiada się całkiem fajny serial, a jakim on rzeczywiście będzie, zobaczymy!
I znów Magda będzie się skarżyć, że ze mną się nie da porozmawiać, bo cały czas tylko seriale oglądam………
Coś trzeba jednak w życiu mieć z tych przyjemności, nie tylko same zmartwienia i same obowiązki, chociaż znowu nie mogę narzekać na natłok jakichś nadmiernych  zadań do wykonywania, wszystko w normie (wiekowej, ha, ha)

Wczoraj przeczytałam w jakimś brukowcu o „kociej” historii prezesa Kaczyńskiego i zastanawiałam się, jak ten człowiek, który ma tyle serca dla przygarniętych kotków może być taki bez serca dla ludzi. Sławetny kot prezesa – Alik został przez niego znaleziony i przygarnięty wiele lat temu. To był mały kotek, potrącony przez jakiś samochód, Jarosław znalazł go gdzieś porzuconego przy drodze i  nim się zaopiekował, za własne pieniądze wyleczył i przygarnął do swojego domu, w którym Alik miał szczególne miejsce, zresztą  w sercu właściciela też, albowiem ten pozwalał kotu na różne poufałości. Kot żył tylko 11 lat, albowiem po tym wypadku był  leczony bardzo silnymi lekarstwami, które niszczyły niestety nerki. Po śmierci Alika Jarek przygarnął małą kotkę  Fionę, ale prócz tego ostatnio zamieszkał u niego jeszcze jeden kocur, nie licząc Rudego, czyli kota sąsiadki, którym też zaopiekował się podczas hospitalizacji owej sąsiadki i teraz Rudy z wielką miłością przychodzi w gościnne progi prezesowego domu , co zresztą nie podoba się dwóm prawowitym kocim mieszkańcom, czasami nawet wybuchają kocie afery.
Nie sądziłam, że kiedyś napisze coś ciepłego o tym człowieku, a jednak……… ktoś kto kocha zwierzęta z gruntu nie może być zły, widocznie  tragiczne przeżycia, które dopadły Jarosława zmieniły jego charakter. Różnie bowiem ludzie na stresy reagują, często złością, nienawiścią lub zamknięciem się w sobie, zgorzknieniem.Trudno też chyba  żyje się z piętnem tragedii, o której na pewno Jarosław wie, że do niej się w pewien sposób przyczynił, wyrzuty sumienia, obojętnie, czy kazał, czy nie kazał wtedy lądować, pożerają go każdego dnia.
I może dobrze, że ma przy sobie chociaż te futrzaki, które dają mu w pewien sposób odczucie miłości i poczucie, że jest komuś potrzebny.

Zaczęłam dzisiejszy mój wpis od bocianów, skończyłam na kotach…. lubię koty, ale przyznam szczerze, że jednak na pewno o wiele więcej wolę psy, może dlatego, że więcej z nimi miałam w życiu do czynienia.

Dzień dzisiejszy zapowiada się słonecznie, aczkolwiek jeszcze wciąż jest chłodny.
Te mury w starym budownictwie bardzo szybko wytracają ciepło i od razu robi się w mieszkaniu mało przyjemnie.
Życzę jednak pogodnego i ciepłego czwartku

i wszystko jasne

 

 

Dzisiaj znów mamy środę. Z różyczkami w rękach witam Cię  tutaj serdecznie Ulu, bo już przecież dzisiaj widziałyśmy się skoro świt na Facebooku, gdzie wspólnie wypiłyśmy pyszną, niestety tylko wirtualną kawę. Ale mam nadzieję, że doczekam dnia, gdy wypijemy u mnie w Krakowie całkiem realną kawkę, poprawimy piwkiem z sokiem imbirowym i …..już się nie mogę doczekać.
W każdym bądź razie moje zaproszenie dla Ciebie do Krakowa nadal jest aktualne, nawet bardzo aktualne. Ja wiem, że to są kilometry, które nas dzielą, ale co to dla Ciebie, takiego globtrotera, ta odległość znaczy? Tyle prawie co nic. Więc zaśpiewaj sobie piosenkę Maryli Rodowicz: Remedium, weź  do ręki zielony kamień, wsiądź do pociągu, nie, nie byle jakiego, tylko tego, który jedzie do Krakowa i…przyjeżdżaj, Czekam. Na razie posyłam Ci całuski z Krakowa, niestety dzisiaj promyczków pełnych słonka nie mogę Ci podesłać, bo ich po prostu nie ma, słonko się schowało za gęste chmury, a drzewa wiatrem zimnem  i grozą wieją.
Ale podobno znów lato ma powrócić i niech powraca, bo przecież na Twój następny wrześniowy już wyjazd musi być ciepło i pogodnie. Wszystkiego dobrego na każdy następny dzień Ci życzę i do następnej środy  Ulu.

Pis przygotowuje się do wyborów samorządowych i teraz mami emerytów 500 plus. Kupili już matki z dziećmi (a już siada pomału ten pomysł, bo przecież chcą wprowadzić wielkie ograniczenia w wypłatach), teraz „kupują” biednych emerytów. No oczywiście nie wszystkich, tylko niektórych, tych, którzy  podobno rzeczywiście pomocy potrzebują, ale najpierw obiecywali, że to 500 plus będzie wypłacane co miesiąc, teraz okazuje się, że taka wypłata będzie dokonywana tylko raz w roku.
No to czekaj teraz biedny emerycie sobie te 12 miesięcy i…albo otrzymasz wypłatę, albo nie, bo kto wie, co jeszcze rządowi do głowy strzeli, zwłaszcza po wyborach samorządowych, potem już nie będą musieli o was przecież pamiętać. Ech, łatwo się za czyjeś pieniądze coś obiecywać, prawda?

Nie podoba mi się to, co IPN robi z Wałęsą. Jakim jest on człowiekiem, wszyscy wiemy, po prostu nieco niestabilny nerwowo, wybuchowy, ale…. nie da się ukryć, że to własnie on był bohaterem lat 80- tych, to za nim poszły tłumy, w które potrafił wlać nadzieję i to on doprowadził do upadku komunizmu. Wie o tym cały świat, który pewnie teraz dziwi się tym, co się w Polsce  wyprawia. A może już świat niczemu się nie dziwi? Wie, że teraz przy rządach są ludzie nikczemni, zawistni, przepełnieni nienawiścią i chęcią zemsty. Ci, którzy teraz udają bohaterów tamtych lat, chociaż wtedy ze strachu pod łóżkami siedzieli i głowy z domu nie wystawiali. Wstyd na cały  świat, ale świat ich rozliczy i historia tez kiedyś ich rozliczy.
Jeżeli nawet kiedykolwiek Wałęsa podpisał jakikolwiek papierek, o niczym to jeszcze nie świadczy. Jakie to były czasy wie ten, kto wtedy miał podobnie jak on małe dzieci, które musiał w pewnym sensie zabezpieczyć przed grożącym im niebezpieczeństwem. Papierek, podpis, nie jest ważny, jeżeli nie niesie za sobą podłych knowań, a tych nikt nigdy Wałęsie nie udowodnił. Co prawda w pewnym środowisku, szczególnie tym prawicowym, opowiada się plotki o zdradach, które rzekomo miał Wałęsa popełniać, donosząc na swoich kolegów. Niestety nikt tego mu nie udowodnił i nie udowodni, bo jest to wierutne kłamstwo, wyssane z palca, tylko na potrzeby ludzi podłych, chcących dla partykularnych interesów wykorzystać takie  nieprawdziwe wiadomości.
Nie pomówienia, a dowody powinny obowiązywać chyba w państwie prawa. Bo powiedzieć o kimś cokolwiek umie każdy, nie każdy jednak umie udowodnić, że ma rację, że jest to prawda, szczególnie gdy nią się ona nie okazuje.
Na pewno Wałęsa miał dobre intencje, a że nie wszystko wyszło mu tak, jak potrzeba wynika gównie z tego, że często otaczał się nieodpowiednimi osobami, którzy teraz jak te robaki wyciągają z błota swoje głowy i chcą udawać bohaterów, którym nigdy nie byli, bo żyli tylko w cieniu tego prawdziwego bohatera.
I to jest bardzo smutna, nawet powiedziałabym tragiczna część naszej polskiej historii.
Bardzo dziwnych czasów doczekaliśmy się, myślałam, że zło się już nie wróci, myliłam się, wróciło i to jeszcze w gorszym wymiarze, o wiele silniejszym i o wiele bardziej brutalnym, podłym.

A jest takie powiedzenie : obyś ciekawych czasów się doczekał. Okazuje się, że nie koniecznie…….

Ucieszyła mnie wczoraj wiadomość w komentarzu od Magdy Italiana, Jednak całkiem niedługo się spotkamy w Krakowie. Co prawda na to spotkanie muszę poczekać do października, ale cieszyć już,  teraz się zaczynam.
Serdecznie Cię Madziu pozdrawiam, Kraków i ja czekamy na Ciebie.

Jak już pisałam, znów zimno się zrobiło, tak jakoś nieprzyjemnie, czemu ta temperatura tak od razu musi przeskakiwać z bardzo wysokich, na niskie i nieprzyjemne? Nie mogłaby tak troszkę wypośrodkować?

No to fajnej środy mimo wszystko życzę

 

przygotowania do rocznicy

 

 

 

Wtorek jest takim nijakim dniem, szczególnie gdy i pogoda jest nijaka.
Ani ciepło, ani zimno, słonka  więcej nie ma, niż jest, lekki wiaterek wieje i temperatura też tylko osiąga 17 stopni……
Dobrze, że nie jestem  na żadnych wakacjach, bo pewnie byłoby mi smuto, a tak…….jest jak jest.
Rano tylko przybyło mi „obowiązków” na mojej internetowej  fermie, tracę tam około godzinę, czasami i więcej, muszę przerobić to, co na noc zasiałam, czyli zrobić dywan, albo upiec chleb, czasami wyrabiam kiełbasy, potem znów sieję wolne pola, zbieram miód i….muszę uciekać, bo coś czuję, że pomału zaczynam się od tej gry uzależniać, a to nie jest zdrowe dla mojego umysłu.
Na razie myślę już o mojej rocznicy przeprowadzki, tak, tak, w przyszłym tygodniu już, a dokładnie 2 września, minie rok od mojego zamieszkania w moim kochanym małym gniazdku. Jaka jestem tu szczęśliwa, niczego więcej do życia mi nie potrzeba, naprawdę. A pamiętacie ile obaw wtedy miałam???
Zupełnie niepotrzebnie, teraz mam nareszcie swoje miejsce na ziemi, sama, ale szczęśliwa i o to przecież chodzi. Z tejże to okazji spodziewam się miłych gości, przyjdzie do mnie Diana z Rodzicami i z Ksawerym.
Właściwie to już dawno nie miałam żadnych gości i dlatego się cieszę i już sobie układam menu na tę okazję. Będą….. o, pst, to tajemnica!!!
Ale nie, nie robię żadnego wytwornego obiadu z tej okazji, raczej będzie to miły podwieczorek. No, ale na rozpracowanie planu uroczystości pozostało mi jeszcze kilka dni, na razie mam tylko  jego mgliste zarysy.
Człowiek zawsze na coś ciekawego  czeka,  czeka, że coś się wydarzy, coś, co rozjaśni szarość dnia, tę ponurą renomę każdego dzionka podobnego do siebie. Jak mawiała kiedyś moja ulubiona bohaterka z Nocy i Dni  – Barbara Niechcic, życie składa się z nocy i dni, ale czasami bywają niedziele.
Własnie te niedziele to FUN, to coś, co człowieka mobilizuje do działania. Mogą to być jakieś wizyty, albo spotkania z kimś na kawce, czy na obiedzie w restauracji. Te drugie raczej bardziej modne są w innych Landach, u nas tylko w pewnym młodym (co tu mówić), albo w biznesowym towarzystwie.
Spotykają się ludzie w restauracji i przy pysznym jedzonku omawiają swoje służbowe sprawy.
A co ja miałabym niby omawiać z kimś na takim obiedzie? jak robić zdjęcia rentgenowskie???
Nie jestem bizneswomen i nie mam aż takich dalekosiężnych planów, które musiałabym z kimś omawiać. Ewentualnie mogłabym gdzieś „skoczyć” towarzysko, ale……… no własnie z kim??? Magda Italiana jakoś o Krakowie zapomniała, chociaż ostatnio nawet ujawniła się w komentarzach na moim blogu, znaczy się czyta. Własnie z nią lubię sobie przy pysznym jedzonku (oczywiście dietetycznym) porozmawiać, może jednak i tej jesieni w Krakowie się pojawi????????
A inni znajomi? Różnie to bywa, wszyscy tacy zalatani jakoś, na nic czasu nie mają, a jeżeli już idą do restauracji, to w swoim doborowym towarzystwie, takie jest życie. Jednak muszę bardzie energicznie zabrać się za te spotkania w Kole Emerytów, widzę po moich koleżankach, po Uli i po Basi, że bardzo z takich spotkań są zadowolone.
Nie muszę przecież nigdzie jeździć z nimi na dalekie wojaże (jakoś mnie podróże nie pociągają), ale raz przy jakiejś kawce  gdzieś na mieście się spotkać i pogadać, czemu nie???
A i dotychczasowe moje znajomości zostały ostatnio całkowicie zatracone, V.I.P, już przestał być tym SUPER IMPORTANT MANEM, tak bywa……
Klimat zdecydowanie się zmienia……..
Ale nie będę się wcale tym przejmowała, kto jest dla mnie ważny bardziej, czy mniej, to nie tylko przecież ode mnie zależy.
A przecież i tak nie jestem nieszczęśliwa w samotności. Tylko czasami mi się  marzy gdzieś tam wyskoczyć…..

Dzisiaj jest nijaki dzień, wtorek, jak już pisałam, ale jutro będzie ciekawiej, bo znów w moim blogu urośnie nowa róża dla….

A jednak udanego dnia życzę.

111 lat temu

 

 

Właśnie dzisiaj mój Tata obchodziłby swoje 111 urodziny.
Urodził się w Żywcu, 21 sierpnia 1906 roku, zmarł w Krakowie 2 września 1974r.
Już tyle razy pisałam o moim Tacie, pisałam, jakim był wspaniałym człowiekiem, życzliwym dla wszystkich, pozbawiony nienawiści, zawiści, zazdrości.
Całe życie bardzo ciężko pracował, nawet w dniu swojej śmierci, po dłuższym zwolnieniu, spowodowanym zawałem serca, chciał  powrócić do pracy, chciał być jeszcze użytecznym, czuł się potrzebnym swoim pacjentom.
A dla nas był najlepszym Tatą na świecie, łagodny, rozumiejący swoje dzieci, zawsze gotów im pomóc.
I takim był dla innych ludzi, zawsze pomocny, nie myślący tylko  o sobie, ale o innych.
Życie Go nie rozpieszczało, stracił swoją największą, prawdziwą MIŁOŚĆ swojego życia, moją Mamę, która zmarła stanowczo za szybko.
Tatuś bardzo przeżył śmierć swojej żony, ale starał się pozbierać jeszcze jakoś w tym życiu, chciał nadal być prawdziwą Głową Rodziny i to mu się udało.
Zawsze wspominam Go z wielkim pietyzmem, szacunkiem, na który zasługiwał, był moim Idolem, wzorcem życia.
I pewno nie raz jeszcze o Nim w moim blogu wspomnę, pewnie za kilka dni, gdy znów wypadnie rocznica Jego śmierci.
Są czasem niepowetowane straty, taką dla mnie była utrata mojego Ojca.
I chociaż tyle lat już od tego dnia, gdy odszedł minęło, wciąż Go wspominam, wciąż o Nim myślę i zastanawiam się w wielu losowych wypadkach, jak On by na moim miejscu postąpił.
Czasami wspominając Go czytam wiadomości o Nim zawarte w Wikipedii, musiał być szczególnym Człowiekiem, skoro tam o Nim znajdują się wiadomości.
Wspomniano tam, że był zaangażowany w konspiracyjną służbę zdrowia, słyszałam o tym, w jaki sposób zabezpieczał między innymi  państwowe mienie (aparaty rtg), przed niemieckim rabunkiem, albo ile razy ratował ludzi przed aresztowaniami, gdy wyszukiwał u chorych rzekomą gruźlicę, której Niemcy cholernie się bali i takich ludzi jednak omijali w swoich rozbojach. Nie bał się, chociaż bardzo narażał swoimi antyniemieckimi działaniami swoje życie.
Jestem dumna, że miałam tak wspaniałego Ojca.
I nieraz zastanawiam się, jakby postępował w tych obecnych naszych „dziwnych czasach” – On nigdy się nie łamał,  nie ulegał żadnej presji – między innymi dlatego stracił dalsza posadę Dyrektora w wybudowanym dzięki Niemu na wzór Paryskiego Instytutu Fundation Curie,w którym kilka lat pracował,  Instytucie  Onkologii w Krakowie. Wystarczyło tylko zapisać się do PZPR – mój Tata odmówił……..
Był zawsze wierny swoim przekonaniom, swojemu wyznaniu, swoim ideom wolności, które poznał będąc w Harcerstwie Polskim,  w którym później piastował stanowisko Harcmistrza.
Pewnie i teraz nie podobały by się dzisiejsze naciski na ludzi, wymazywanie ich wolności ich poglądów, nie pozwolił by na zniewolenie….
Sporo napisałam dzisiaj o moim Tacie, bo chciałam Wam powiedzieć dzisiaj, jak naprawdę  był Wspaniałym, a przy tym bardzo skromnym Człowiekiem, nigdy się nie wywyższał, nie pokazywał  nikomu kim jest, szanował ludzi i szanował swoje osiągnięcia, które wykorzystywał tylko dla dobra innych.

TATULKU!!!!  Myślę o Tobie i wiem, że znów się niedługo spotkamy !!!

KOCHAM  CIĘ 

 

 

 

 

Dzisiaj mamy poniedziałek, zaczynamy nowy tydzień, wszystko jeszcze przed nami.
Niech ten dzisiejszy, lekko słoneczny dzień będzie zapowiedzią na dobry i udany cały nienadchodzący tydzień.

zlewna pogoda

 

Nadeszła pora zlewnej ulewy. Przynajmniej w Krakowie i w okolicach. Deszcz sążnisty cały czas chlupie, uderzając już nie kroplami, a strugami w mój balkon i parapet okna.
W kuchni i w pokoju jest ponuro, muszę świecić małą lampkę biurkową, żeby dojrzeć klawiaturę komputera. W taką pogodę najlepiej się śpi, lub…..pije….kawkę, bo przecież na alkohol jest stanowczo za wcześnie. Zresztą mój brzusio nie lubi alkoholu, okropnie się po nim złości i…… lepiej nawet nie wspominać. On wiele rzeczy nie lubi, na przykład nie trawi grzybów w żadnej postaci, nawet, jeżeli to są tylko zwyczajne pieczarki, też uważa je za grzyby. A ja niestety muszę się go słuchać, bo ma zdecydowaną nade mną przewagę, którą chętnie demonstruje  zdecydowaną wrogością wobec mnie.
Ale nie będę pisała o moich bolączkach, bo zbyt dużo miejsca musiałabym zająć nimi na moim blogu, to może coś weselszego niż bolączki i polityka?
Tylko o czym pisać, gdy nawet druga kawa w taki rozmazany poranek niezbyt rozjaśnia umysł???? Może jakiś fajny kawał w takim razie dla odmiany umieszczę:

 

Rozmowa w sklepie:
– A sąsiadka to ciągle nowiuśkimi banknotami płaci.
– Bo mam w domu specjalną maszynkę do robienia pieniędzy.
– Co pani powie! I to jest legalne?
– 100% legalne, tylko strasznie chrapie  🙂

a może jeszcze jeden, skoro nic ciekawszego nie przychodzi mi do słowy?

 

Młody lekarz odebrał pierwszy poród. Pyta ordynatora:
– I jak mi poszło?
– -w zasadzie dobrze, ale po pupie klepie się noworodka, a nie matkę  🙂

Dosyć tych wesołości na dzisiaj.
O pogodzie było, o polityce nie było…..  i nie będzie, przynajmniej dzisiaj.
Dam im trochę od siebie odpocząć, a co mi tam, niedzielę przecież mamy.

A deszcz nadal chlupie….cóż zapakuję się chyba do ciepłego łóżeczka, mam nadzieję, że nikt mnie dzisiaj nie odwiedzi, bo komu w taką pogodę chciałoby się spacerować, więc i łózka dzisiaj ścielić nie będę.

Za to pogram sobie w mojej Wiejskiej Farmie, pooglądam jakieś seriale, może troszkę się prześpię…Obiadu też na razie nie chce mi się gotować, może popołudniu dopiero w kuchni zawitam. Jak będę miała lepszy humor!
Aha, pisałam wczoraj o bociankach, pisałam, że  już odleciały, a tu niespodzianka, na noc jakiś bociek jednak na gniazdo zawitał, nie wiadomo tylko, czy to jeden z „naszych” samotnik, czy jakiś przelotny wędrowca, który postanowił na gnieździe noc przeczekać, bo skoro świt już go tam nie było, odleciał, a czy powróci znów na noc?

W czasie deszczu dzieci się nudzą, oj pewnie tak, bo jeszcze mają kilka dni swobody przed pierwszym dzwonkiem, a tu nawet pobiegać sobie po polu (po dworze) nie można, biedne dzieciaczki.
No to życzę jednak przyjemnej niedzieli, obojętnie, co się na dzisiejszy ponury dzień zaplanuje.

Odleciały już bociany….

 

Jesień już za pasem, bociany już podjęły trud swojej długiej wędrówki do ciepłych krajów.
Pierwszy odleciały z gniazda młode bociany : Paweł, parę dni po nim Antoninka i na końcu Maciek.
Jeszcze kilka razy zaglądały te  maluchy do gniazda, ale widać sejmik zarządził odlot.
Dwie noce temu na gnieździe była jeszcze nasza para bocianich  rodziców, czyli Przygoda i Dziedzic.
Jeszcze cieszyli się pięknymi, słonecznymi, swojskimi widokami, jakby chciały zapamiętać  ten bardzo dla nich udany sezon, podczas którego doczekały się pięcioro piskląt, ale niestety tylko trójka z nich wyżyła i osiągnęła młodzieńczy wiek na tyle, żeby móc potem spełniać swoje bocianie obowiązki, po oczywiście 2-3 letniej kwarantannie w ciepłych krajach, dopiero wtedy, jako już, dojrzałe, gotowe do prokreacji, powrócą w rodzinne strony.
Spędziłam wiele godzin na podglądaniu najpierw dorosłej pary, potem doglądałam zniesione przez Przygodę jajeczka i czekałam z drżeniem serca na wyklucie się pisklaków. Mo i potem obserwacja, jak rosły na moich oczach i nie tylko na moich, bo jednak sporo ludzi „na gnieździe”, przy kamerkach siedziało i potem w postach relacjonowali swoje spostrzeżenia.
Naprawdę, czuło się tę wspólną „bocianią więź” przez te kilka ciekawych miesięcy.
Teraz pozostała jakas pustka, gdy człowiek popatrzy na to puste gniazdo, w którym jeszcze nie tak dawno kotłowało się od bocianków, łza w oku się kręci, ale cóż, teraz trzeba będzie poczekać do następnego sezonu, czyli do ostatnich dni marca 2018, kiedy znów Przygoda i Dziedzic w Przygodzicach zagoszczą.
Czyli jednym słowem……….BYLE DO WIOSNY!!!!!

No to co ja teraz będę robiła przy komputerze? Ano będę nadal „pracowała” na Fermie w grze Wiejskie życie, jest tam sporo do robienia jednak, tylko czasami się denerwuję, bo gra albo spowalnia, albo po protu nie zalicza niektórych moich działań. Wtedy zniechęcona wychodzę, mrucząc pod nosem, mam dość, już nie gram w tę durną grę, ale i tak po jakimś czasie tam wracam, jakbym w jakimś narkotycznym transie była.
Ale to przecież tylko gra !!!!
Wczoraj skanowałam  komputer, tym razem swój laptop tym programem Eset Internet Security.  Ten program jest naprawdę wspaniały, tylko niestety darmowa wersja trwa tylko miesiąc, potem trzeba wykupić licencję, a na rok taka licencja kosztuje aż 165 zł, trochę drogo, zwłaszcza, że musiałabym zamontować go i na stacjonarnym komputerze i na laptopie który okazał się nałapał tak sporo tych Win-ów , że strach. Ponad 7 godzin skanowałam swój laptop, wreszcie go zostawiłam otwarty i poszłam spać, a rano tylko dokończyłam skanowanie, usuwając błędy i wirusy.

Tym razem o polityce nie piszę.
Z ciekawością przeczytałam wczorajszy komentarz zamieszczony  w moim blogu i  całkowicie zgadzam się z Szanownym Przedmówcą.
Racją jest, że przyjmowanie uchodźców wiąże się również i z obowiązkami, które na nich powinny był położone i przestrzegane, niestety wielu z nich wykorzystuje nadane im prawa, nie podejmując pracy i traktując ten swój nowy żywot jako należną im jałmużnę.
Wspominałam wczoraj o naszych emigrantach, którzy jednak potrafili w jakiś sposób zaaklimatyzować się w nowych warunkach i wtopić w to nowe dla nich środowisko i do nich się dostosować. Na pewno były jakieś wyjątki, bo ludzie są jednakowoż różni, niektórzy czekają aż im manna sama z nieba spadnie z nieba, ale ogólnie mówiąc, nie sprawialiśmy nigdy jakiś większych kłopotów.
I zgadzam się, że przywódcy krajów, które są zaatakowane terroryzmem powinni razem zasiąść za stołem i poszukać jakiś sensownych rozwiązań, aby można było w rozsądny  sposób zabezpieczyć byt tym najbardziej potrzebującym, równocześnie stawiając im warunki do spełnienia, aby mogli w tym kraju pozostać, a co najważniejsze, w jaki sposób zabezpieczyć się przed niechcianymi „gośćmi” – terrorystami.
Chociaż jak już kiedyś pisałam, przeciwdziałanie terroryzmowi jest bardzo trudne, albowiem to oni zawsze planując z góry atak, są kilka kroków przed nami, w praktyce są przez swoją nieobliczalność trudni do pokonania.
Ale ten problem sam się nie rozwiąże, trzeba dobrej woli wielu mądrych ludzi, aby znaleźć jakieś rozwiązanie.
Bo przecież gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, a w tym wypadku o ropę naftową, która jest takim bogactwem, że kto go ma w rękach całym światem rządzi.

I to by było na tyle moich spostrzeżeń na dzisiejszy dzień.
Pogoda zapowiada się dosyć ciekawa, na razie świeci słonko, ale można spodziewać się i opadów.
Szczególnie, że moje kosteczki też o tym mówię.
A na razie zbieram się na jakieś niewielkie zakupy, póki jeszcze pogoda jest odpowiednia, ani nie jest za gorąco, ani za zimno, a co najważniejsze nie pada deszcz.

No to miłej soboty życzę.  

 

 

 

Przemoc

 

 

Straszne wieści znów nadeszły, tym razem z Barcelony, a kilka godzin później z hiszpańskiego kurortu Cambrilis.
Znów jacyś ekstremiści zaatakowali niewinne osoby, zginęło 12 osób w Barcelonie, około 7 osób w kurorcie, bardzo wiele osób jest ciężko  rannych.
I to podobno w imię Boga, który jest przecież największa dobrocią.
Ale nie Allach, on jest wyrazem zła, chociaz podejrzewam, że to tylko złe o nim wyobrażenie każe zabijać.
Bo Bóg jest jeden, ale o różnych imionach, każdy inaczej Go sobie wyobraża, ale dlaczego ma być samym złem?
A tylko zło przecież każe zabijać.
To nie Allach każe zabijać!!!!
Po prostu, jego wyznawcy to ludzie chorzy, schizofrenicy, którzy sobie roszczą prawa do decydowaniu o losach tego świata.
Hm, czy my w swoim małym poletku o nazwie Polska nie mamy podobnie?
Co prawda nie jest tak źle, żeby zabijać w imię wyznawania jednej słuszności, ale siłą jest ona narzucana, a nieposłuszni są eliminowani, na szczęście jeszcze nie całkowicie, ale odsuwani, karani za to, że nie chcą słuchać.
Błaszczak ostatnio szumnie głosi, że Europa powinna zastanowić się nad swoimi krokami, a czy nie zastanawia się przypadkiem, że to co czyni jego formacja jest bardzo zbliżona do poczynań islamskich  fundamentalistów? Zgoda, u nas na szczęście jeszcze nie zabijają, fizycznie nie zabijają, ale tłamszą w nas własne uczucia, poczucie godności, wolności, bezpieczeństwa – czy to nie jest również ohydne?
Czy to nie jest przypadkiem zabijanie naszego sumienia, naszego JA, które dla każdego człowieka jest przecież najważniejsze????
Dlaczego w imię jakiejś chorej idei mam zmieniać własne poglądy, własne życie?
Oczywiście znów terrorystyczne napady będą wykorzystywane przez naszą władzę do utwardzania własnych poglądów, wygodnych dla nich, bo przecież na nich opierają swoje poparcie, wzbudzając nienawiść do uchodźców i strach.
Ale to nie jest tak do końca przecież, sporo ludzi ucieka od terroru, chroniąc swoje życie, życie swoich dzieci i swojej rodziny, szukając w miarę bezpiecznego miejsca do przetrwania strasznej, okrutnej wojny, która objęła ich terytorium.
Pomyślmy, gdyby nasze państwo zostało zaatakowane wojną, gdyby naszym najbliższym groziło niebezpieczeństwo, czy sami nie szukalibyśmy pomocy u innych? A co by było, gdyby i nam odmówiono? Tak było już nie raz w naszej historii, najpierw wojna światowa, gdy sporo Polaków uciekało z kraju i osiadało się w Stanach, czy innych landach, aby tam odnaleźć bezpieczeństwo. podobnie było w latach późniejszych, zawsze emigracja była pewnym zabezpieczeniem przyszłości dla wielu  polskich rodzin. Czyżbyśmy już o tym zapomnieli?
Czemu teraz mamy odmawiać pomocy tym, którzy jej potrzebują???
Broń Boże nie jestem zwolenniczką przemocy i panującego terroru, ale przecież  trzeba umieć wypośrodkować, znaleźć wyjście dla tych, którzy takiej pomocy rzeczywiście potrzebują. Nie każdy  uchodźca jest od razu radykalnym islamistą, chociaż niestety wielu z nich w przeróżny sposób przedziera się w życie normalnych ludzi i pod presją swojej pseudo religii po prostu zabija, ślepo  wykonując rozkazy swoich przywódców.
Radykalne rozwiązanie tej sprawy jest bardzo trudne, trzeba by było zniszczyć u podstaw główne źródła islamskich fundamentalistów, ale niestety oni odradzają się jak hydra, która swoimi mackami ogarnia coraz większe tereny i niestety rosną w siłę.
Robią coraz bardziej groźni, coraz bardziej zachłanni………..
Na tym właśnie polega nieodparta chęć dominacji nad innymi, obojętnie, pod jakim pozorem jest ona prowadzona.
A może jestem w błędzie? Może nie rozumiem tej dziwnej, otaczającej nas rzeczywistości, na którą niestety chyba nie mamy jednak większego wpływu, bo jak można ze złem walczyć, zło całkowicie zniwelować? Chyba jest to niemożliwe?????

Kiedyś był taki szlagier  „ZAWSZE NIECH BĘDZIE SŁONCE”  – pamiętacie?

I właśnie tego słońca życzę na dzisiaj i na niebie i  na co dzień, w najbliższej przyszłości w naszym życiu.
No i jeszcze sporo serca, bo ono jest nieodzowne, byśmy mogli przynajmniej w pewnym zakresie czuć zadowolenie i szczęście

nowy wpis o niczym

 

 

O niczym, bo zupełnie bez jakiejkolwiek weny dzisiaj się obudziłam.
Za to…oczywiście, z bó.em tego cholernego lewego kolana, już naeet mój ukochany pan doktor nie pomógł, chyba tylko jakas czarna magia by to kolano ozdrowiła????
Może jednak wybiorę sie z nim do tego magika od hokus- pokus, czyli do bioenergetyka, tylko tyle, że …..zgubiłam ten adres, który kiedyś koleżanka mi dała, a wstyd mi raz jeszcze do niej zatelefonować.
Oczywiście, kartkę z numerem telefonu wsadziłam tak dobrze, żeby przez przypadek nie zginął i…nie wiem, gzie go upchałam
Chyba macie nieraz podobnie, co? Jak coś chcę dobrze schować, to rzeczywiście chowam tak, że sama potem tego odnaleźć nie umiem
Mam kilka tajemnych schowków, ale widać ostatnio znalazłam jeszcze jeden super tajemny, tylko niestety nie wiem, gdzie on jest 🙂

Wczoraj rzeczywiście odniosłam skierowanie do sanatorium do gmachu NFZ i….czekam, teraz pewno conajmniej 3 miesiące, żeby dostac odpowiedź, że przyjęli (a może nie?) moje podanie i sanatorium dostanę za 2 i pól roku.
Tyle niestety na uzdrowienie sanatoryjne się czeka. Kiedyś, dawno, dawno temu było jednak lepiej, pamiętam, że przynajmniej raz na rok mogłam podjąć leczenie w sanatorium. Fakt, że miałam łatwiej wtedy, gdy pracowałam w Szoutalu. Kładli mnie na 3-4 ni na chirurgii, robili badania i od reki dostawałam nie tylko skierowanie do sanatorium, ale już termin leczenia.
Ale to były niestety inne czasy, teraz potrzebuję tych ozdrowieńczych zabiegów jeszcze bardziej, niż kiedyś (a i wtedy były one konieczne raz na jakiś czas),ale okazuje się, że im człowiek starszy, im bardziej potrzebuje takiej opieki, robi się ona bardziej niedostępna.
Taki klimat….
Już niedawno pisałam, że pogoda jest dla bogaczy,, dla nie bogaczy są prognozy złe.
Podobnie jest widać z otrzymywaniem sanatorium.
Trzeba zacząć oszczędzać, aby wykupić sobie pełnopłatne sanatoryjne leczenie – innego wyjścia nie ma.

Dzisiaj wyjątkowo źle mi się pisze ten blog, co chwilę wyskakuje error !! Że też wreszcie szanowna Internetowa Gazeta nie poprawi swojej strony, naraża tylko swoich użytkowników na złość i bluźnierstw3a – najgorsze wyrazy powtarzałam głośno kilka razy,, dobrze, że chociaz sama mieszkam.
Ale gdzieś upust swojej złości musiałam przecież dać.

No nie, przyjdzie mi dzisiaj chyba zwariować przy tym  dzisiejszym pisaniu, co chwilę błąd wyskakuje

LITOŚCI NAD BIEDNĄ BLOGOWICZKĄ !!!!

No to kończę tę moją dzisiejsza pisaninę, z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
I to nie tylko na moim Blogu, ale tak ogólnie??????

Miłego czwartku