I jak to mówią?????

….. święta, święta i już po świętach.
No i wróciłam do swojego domku i jest mi bardzo z tym dobrze.
Nie, nie chcę wcale przez to powiedzieć, że było mi w Modlnicy źle, raczej bym skłamała, bo było tam mi bardzo dobrze i wszyscy, razem, a szczególnie Shiran, bardzo się o mnie troszczyli.
Jak już pisałam, Oliwka, Shiran, Jasiek przyjechali po mnie w Wigilię i zawieźli prawie na gotową ucztę.
Nic robić mi nie kazali, tylko sobie siedziałam i podziwiałam uwijająca się w ostatnich przed ucztowych przygotowaniach Gospodynię Domu, czyli naszą Magdę i dziewczyny, które jej pomagały.
Wigilię rozpoczęliśmy dosyć wcześnie, ale potem jeszcze prawie do 10 w nocy siedzieliśmy w rodzinnym gronie i nareszcie mieliśmy dla siebie czas.
Najbardziej poszkodowany był przez tę moja wizytę Jasiek, który udostępnił mi swój pokój, swój bardzo wygodny tapczan, sam przenosząc się do pokoju swego Taty, no cóż, i tak za wiele czasu na internetowe rozmowy by nie miał, bo przecież brał udział w pasterce i zaraz po powrocie z Kościoła poszedł spać.
Pierwszy dzień Świąt rozpoczął się wspólnym śniadaniem, po czym Rodzinka (z wyjątkiem Olci) pojechała na zimowy wypoczynek do Zawoi – podobno było przepięknie. Proponowali mi, żebym pojechała z nimi, ale w drugi dzień byłam zaproszona do Maćków, nie zdążyłabym na tę wizytę, a też chciałam z nimi po świętować troszkę.
A Święta to prezenty, a gdy ma się jeszcze na imię Ewa – wtedy prezenty są wspaniałe.
Od Rodziny Magdy dostałam wspaniały ekspres do kawy, a od Rodziny Maćka ten śliczny naszyjnik, który powyżej zamieściłam.
Jest taki bardzo delikatny, szalenie elegancki, będę go miała na szczególne okazje, a mam nadzieję, że takie wkrótce nadejdą.
Pierwszy dzień Świąt , a właściwie jego popołudnie spędziłam spokojnie na drzemce i na oglądaniu filmów na Netflixie, a ponieważ i tak internet w Modlnicy nie najlepiej działa, zrobiłam sobie odpoczynek od wszelakich dobrych i złych Facebookowych informacji, co bardzo dobrze zrobiło mi to na moja psyche, Trzeba od czasu do czasu tak odsap sobie zrobić, aby skołowane nerwy uspokoić, bo tyle tych niedobrych i przewrotnych ostatnio wiadomości w tym necie, co jeden to głupszy i w dodatku jest zaprzeczeniem poprzednich sensacji, można całkowicie dostać już bzika.
Tak własnie jest, jednego dnia wprowadzają godzinę policyjną w Sylwestra, po kilku dniach ją odwołują, zresztą z innymi pisimi ustawami jest podobnie. Czeski film, nikt nic nie wie, a co najlepsze, ci którzy te bzdurne ustawy wprowadzają też nie wiedzą, po co właściwie one są.
No to miałam dwa dni odpoczynku od takich policyjnych wariacji.
Drugi dzień byłam w gościnie o Maćków i zaczęła się ona pysznym obiadkiem – na reszcie mogłam zjeść swoją ulubioną zupę rybną na słodko, oczywiście nie tylko, ale ile w końcu brzuch może pomieścić nawet najpyszniejszego jedzonka . Ale zupie rybnej nie odpuściłam, wszak na nią cały rok czekałam.
A potem przyszli jeszcze inni goście, tak więc siedzieliśmy aż do 11 w nocy, jedząc i popijając pyszności.
Co prawda ja alkohol niezbyt ostatnio lubię, ale pyszną nalewkę z delikatną nutką miodu i nalewkę z porzeczek wypiłam z prawdziwą przyjemnością.
Wczorajsza niedziela znów była spokojna, ale piękna i słoneczna, co zapowiadało wieczorne niebo usłane gwiazdami poprzedniego dnia i kto mógł i kto umiał spędził ten dzień na górskich stokach, które niestety od dzisiaj a z do odwołania są zamknięte i najprawdopodobniej w tym zimowym sezonie nie będą już czynne dla narciarzy, ale kto to wie, co znów naszemu ministrowi zarządzającym rządem ( a raczej po prawdzie temu pewnemu starcowi, który co prawda na nartach nie jeździ, ale i w tej materii ma najwięcej do powiedzenia, w innych zresztą też, mimo, że na nich wcale die nie zna) strzeli do głowy .
Całkiem możliwe, że jednak nagle, ni stąd ni zowąd otworzą stoki, hotele, baseny, galerie i inne „życiowe” przybytki……….. na wszelki wypadek jednak Kościołów nie zamknęli, żeby nasi księża za bardzo nie zbiednieli przez tę epidemię i chociaż zdecydowanie mniej teraz pieniędzy na tacę wpada, ale jakiś wdowi grosz zawsze tam się gdzieś zaszwęda.
Jak już pisałam, internet w Modlnicy bardzo słabo działa, czasami tak muli, że nie da się otworzyć żadnej strony, dlatego z moim wpisem do blogu poczekałam do dzisiaj, wczoraj tylko króciutka notkę zamieściłam, za to dzisiaj mogłam napisać wszystko o czym ostatnio myślałam, nawet politycznie, chociaż starałam się ten temat omijać, przyznam, nie do końca mi się to udało.

Dzisiaj mamy poniedziałek i zazwyczaj życzę w tym dniu miłego tygodnia.
A ten tydzień będzie jednak trochę inny, znów przekraczamy próg i zmieniamy datę,a dokładnie rok w kalendarzu.
Tylko co ten Nowy Rok przyniesie?
Może nie będzie taki zły, skoro już wdrożyli szczepienie przeciwko Covid -19, przynoszące nadzieję ,że wreszcie tej zarazy się pozbędziemy? – ja nie mogę się już doczekać tego dnia,gdy poddam się szczepieniu, po prostu w niego wierzę.
PRECZ Z ZARAZĄ pod tytułem COVID -19 i PRECZ z tą DRUGĄ ZARAZĘ pod tytułem PIS
NIECH NOWY ROK RAZ NA ZAWSZE NAS OD TYCH DWÓCH ZARAZ ODSUNIE !!!!

Tego właśnie na 3 dni przed Sylwestrem Wam życzę

to sa bardzo (przynajmniej dla mnie )leniwe Święta

Głownie odpoczywam po wczorajszym dniu, a raczej popołudniu i wieczorze pełnym wrażeń.Około 15 przyjechała po mnie specjalna ekipa logistyczna: Oliwia, Jasiek, Shiran i sunia Abra i przetransportowali mnie do Modlnicy, gdzie już właśnie przygotowywanie Wigilii dobiegało końca.
Salon pięknie świątecznie przygotowany, aż lśnił blaskiem choinki i światełek.
Wigilijny stół też pięknie nakryty, co raz więcej pysznych potraw na nim się znajdowało
Zaraz po 16-stej, mimo, że jeszcze pierwsza gwiazdka nie zabłysła siedliśmy wszyscy domownicy do uczty
Tak więc przy stole prócz gospodarzy czyli Magdy i Jacka siedziała seniorka rodu, czyli ja (ale mi przyszło-seniorka rodu ha ha- takich czasów się doczekałam), oraz Kamila i jej narzeczony Shiran, Oliwia i Jasiek, a w pobliżu stołu zwierzyniec: Abra, Lejla i kotka.
Najmłodszy z Rodziny, czyli Jasiek odczytał Ewangelię wg św Łukasza, potem połamaliśmy ię opłatkiem, ayle tym razem ze względów epidemiologicznych nam a odległość, nie było żadnych całusów, uścisków ręki i przytulań – trudno takie czasy na stały), a potem spożywaliśmy pyszny barszczyk z uszkami, bardzo chrupiącego karpia, do wybory jeszcze były porcje smażonego łososia, jedliśmy kapustę z grzybami i zapijaliśmy pipą, czyli wspaniały kompotem ze suszu.
Po kolędowaniu ( a tak właściwie to głownie ja kolędowałam przy akompaniamencie płynących z telewizora kolęd, nawet nieco zachrypłam, reszta Rodzinki jakoś się tylko markowała ich zarazić, udawała tylko, że śpiewają) nastąpiła najprzyjemniejsza część wieczoru, czyli rozdawanie prezentów.
Dostałam dwa prezenty, ale jakże obfite i wspaniałe Jeden to był wór specjałów, czego tam w nim nie było i herbaty i kawy,ciasteczka i inne łakocie a drugi prezent to już było prawdziwe zaskoczenie no i oczywiście wielka radość, dostała ekspres do kawy Dolce Gustio.
Teraz mogę już zapraszać gości na porządną kawkę z ekspresu,
No a potem były rodzinne wesołe rozmowy, było dużo śmiechu, szczególnie, że największym wesołkiem okazał się Shiran, który potrafi swoim śmiechem i swoim dobrym humorem wszystkich zarażać, oczywiście w pozytywnym tego wyrazu znaczeniu Siedzieliśmy wszyscy dosyć długo, tak więc rano obudziliśmy się dopiero po ósmej godzinie. Tym rem za przygotowywania śniadania zabrała się Kamila, ale potem zeszła i Magda i znów wszyscy mogliśmy do świątecznego śniadania wszyscy zasiąść.
Po wspólnie wypitej kawce Magda, Jasiek Jacek Kamila i Shiran ( no i oczywiście oba psy) pojechali na narty do Zawoi (podobno tam pada śnieg no i toki, jeszcze na razie nie zamknięte są pięknie zaśnieżone), a ja Z Oliwią zostałyśmy w Modlnicy.
A ponieważ Oliwia wykorzystuje swój czas na napisanie rozprawek na studia, głównie sobie siedziałam sama w pokoju, trochę oglądałam TV, trochę drzemałam, ale jakoś wcale nie ciągało mnie do mojego laptopa, dopiero po 16 zaglądnęłam, co się nowego na necie dzieje i postanowiłam jednak kilka słów w moim blogu umieścić
Ale przyznam, że bardzo źle mi się na tym laptopie pisze, uciekają litery, czasem całe zdania, albo po prostu strona nagle sama się zamyka.
Ale ponieważ wiem, że coś nie tak jest z tymi moimi wpisami, na wszelki wypadek po każdym napisanym zdaniu zatwierdzam wpis i nic mi już nie ginie. Nie muszę przynajmniej wszystkiego od początku znów pisać, jak dawniej mi die zdarzało.
Ale na wszelki wypadek, gdyby jakiś błąd mi się tu zakradł to wybaczcie i puście go mimo oka, bo chochlik drukarski zawsze działa i czasami trudno się go do końca pozbyć
Co prawda pierwszy dzień Świat już idzie ku końcowi, ale jeszcze przed nami jest drugi dzień no i niedziela, więc na te dni humorku i wesołego świętowania życzę

Podnieś rączkę Boże Dziecię

Gdy pierwsza Gwiazdka zabłyśnie na niebie
znów do nas spłynie Dobra Nowina
W odległym Betlejem, właśnie dla Ciebie
Maryja powiła Syna.
I znów nam On dzisiaj radość przynosi,
nadzieję na lepszy czas
i Wszystkim dzisiaj Dziecina ogłosi
Że pojednanie własnie nabrzmiewa już w nas.
Pora odrzucić złe myśli i czyny
zbyt wiele przyniósł on łez i zła,
w samym sobie odszukać należy winy
a resztę niechaj przykryje gęsta mgła.
Trudny rok mamy przecież za sobą
za dniem mijał każdy dzień
niestety zbyt często znaczony trwogą,
spowity we złości cień.
Lecz Bóg znów dzisiaj się do nas uśmiecha
darując nam Bożą Dziecinę,
z radością niech przyjmie ją każda strzecha
odkupując tym swoją winę.
Podnieś swą rączkę Boże Dziecię
Błogosław Ojczyznę miłą
niech pokój i zdrowie zamieszka nam w świecie
a Polską szczególnie wspomóż swą siłą.

E,W, Gwiazdka 2020 r.

W ten Wigilijny dzień moi kochani Blogowicze życzę Wam pokoju i zdrowia i tego, by mimo dosyć dziwnych czasów wskrzesić w sobie radość świętowania i chociaż w tym czasie zapomnieć o wszelkich trudach i zagrożeniach czyhających na nas z prawie każdego kąta.
Odstawmy do tego kąta całe otaczające nas zło, wszystkie złe myśli , kłopoty, bo dzisiaj narodzi się Bóg, który wleje w nas nową nadzieję, nowe rozwiązania problemów i trzeba nam głęboko w to wierzyć, że oto nadchodzi Zbawiciel, który nas wyzwoli i świat znów powróci na swoje dobre, wypróbowane tory.

WESOŁYCH ŚWIĄT MOI KOCHANI,

WESELMY SIĘ : BÓG NAM SIĘ RODZI !!!!

Świąteczne różyczki dla Uleczki

Patrz Uleczku, jak ten czas leci, dzisiaj mamy środę, a jutro….tak, tak, jutro będzie Wigilia, rozpoczynająca nam ten magiczny Rodzinny czas Bożego Narodzenia.
Mam nadzieję Uleczku, że uda Ci się spędzić ten czas u Magdy.
No tak, każda z nas ma swoją Magdę, które gościnne drzwi dla nas otwierają i chociaż nie jest to akurat najszczęśliwszy czas na rodzinne biesiady, bo wiadomo, wirus z koroną na głowie będzie starał się staranować nasze domy, ale my się nie damy, nieprawdaż?
No to składam dzisiaj Tobie życzenia nie tylko na ten nasz szczególny środowy dzionek, ale przede Wszystkim życzę Tobie, Magdzie, Jej Mężowi i Dzieciaczkom bardzo miłych wspólnych chwil przy świątecznym stole, radosnego kolędowania, wesołego biesiadowania no i oczywiście przepięknych prezentów, które Wam jutro GWIAZDOR przyniesie.
Nie zapomniałam oczywiście o Oli -Żabie i jej życzę dużo wspaniałego śniegu pod łapami podczas wspólnych z Tobą spacerów/.
A temu niedobremu COVIDOVI zatrzaśnijcie drzwi przed nosem, bo chociaż z koroną chodzi. jest to fałszywy i bardzo podstępny osobnik 😉
Bądźcie wszyscy zdrowi i chociaż w ten magiczny czas zapomnijcie o wszelakich chorobach i smutkach z epidemia związanych. Oczywiście nie namawiam do żadnych niebezpiecznych spotkań z innymi, bo jednak w ten czas trzeba tym bardziej przestrzegać epidemiologicznych reguł, ale mam nadzieję, że wszyscy Domownicy w domu Magdy są zdrowi, więc żadne niebezpieczeństwo podłapania tego wirusa Wam nie grozi.
Raz jeszcze wszystkiego najlepszego Uleczku na dzisiaj no i na Święta, bardzo proszę o przekazanie moich życzeń Agrafce i Jej Rodzince, a Oli – Żabce świątecznie uściśnij ode mnie łapkę.

Wspomniałam powyżej o Gwiazdorze, który roznosi w Wielkopolsce prezenty, w innych częściach Polski prezenty przynosi Święty Mikołaj, a u nas w Małopolsce (o czym już wspominałam nie raz) Święty Mikołaj przynosi prezenty (głównie grzecznym dzieciom, ale nie koniecznie, bo u mnie jak wiecie w tym roku też mnie Święty Mikołaj odwiedził i łakocie pozostawił, widać byłam bardzo grzeczna, bo nawet rózgi nie dołączył) ) szóstego grudnia (dokładnie w nocy z piątego na szóstego grudnia), a w Wigilię, wieczorem, gdy wszyscy siedzą przy świątecznym stole w tajemny sposób, niepostrzeżenie zakrada się do salonu ANIOŁEK, który prezenty pod choinką pozostawia.
Ot taka grudniowa symbioza pomiędzy Świętym Mikołajem a Aniołkiem w Małopolsce panuje, a może tak jest tylko w Krakowie? – nie wiem dokładnie…….
Taką tradycję wyniosłam z mojego rodzinnego domu i tak jak wierzyłam w Świętego Mikołaja, tak samo święcie wierzyłam, że to Aniołek te prezenty pod choinką umieścił.
A jak wiemy, tradycja to święta rzecz i własnie Wigilia jest takim szczególnym dniem bogatym w różne tradycje, począwszy od straw wigilijnych, nieco różniących się w różnych częściach Polski, po właśnie rozdawanie prezentów.
Ale wszędzie w tym dniu, po Wigilijnej wieczerzy, śpiewa się te przepiękne, chyba najpiękniejsze na świecie polskie Kolędy, które zawsze bardzo mnie rozrzewniają, zawsze śpiewając je mam łzy w oczach, a w moim sercu rozlewa się takie szczególne ciepło, które wyraża wszystkie moje rodzinne uczucia i przynosi wszystkie szczęśliwe wspomnienia sprzed lat.
A co do tradycyjnej wigilijnej strawy rodzinnej, to zawsze obowiązkowo rozpoczynamy ją łamaniem się Białym Opłatkiem, u nas zawsze miodem posmarowanym, by rok następny był słodki i szczodry.
Po składanych życzeniach siadamy do stołu białym obrusem przykrytym, a pod obrusem sianko jest umieszczone, na pamiątkę Stajenki, w której Pan Jezus się narodził i zaczynamy ucztowanie. Na sam przód jemy barszcz czerwony z uszkami , przed którą na ogół dawniej w moim domu podawano najpierw karpia w galarecie, czy po żydowsku, obowiązkowo z białą słodką chałką, z tego co wiem, tylko jeszcze w domu Basi utrzymuje się tę tradycyjna przystawkę. u Maćka karpia po żydowsku zastąpiono zupą rybną na słodko (zbliżoną w smaku do karpia po żydowsku – to tradycyjna zupa z rodzinnego domu mojego Szwagra Adama)), a żona Maćka – Elżbieta jeszcze serwuję tradycyjną zupę grzybową z makaronem – płateczkami , którą to wigilijną strawę – zupę wyniosła ze swojego rodzinnego domu.
Potem na stół wjeżdża smażony karp , czasami jeszcze towarzyszą mu inne rybki na przykład łosoś (w dawnej Polsce podawano obowiązkowo szczupaka),ziemniaki (albo znów chałka) i kapusta, koniecznie z grzybami, a u Maćka są dwa rodzaje kapusty, jedna taka jak w jego domu z grzybami, a druga jak u Eli w domu, z grochem.
Z czasem Rodzina włączyła w wigilijne menu pierogi z kapustą, albo ruskie pierogi ( u mnie w domu tego w Wigilię nie jedliśmy – taka naleciałość z ostatnich lat), a na deser podaje się kompot z suszu, który nie tylko, że jest pyszny, ale również spełnia dosyć specyficzne zadanie, mianowicie taki kompot pomaga przy trawieniu potraw wcześniej zjedzonych, a nie do końca dietetycznych.
Zwieńczeniem wigilijnej kolacji jest „słodkie”, czyli na ogół teraz podaje się makownik, albo sernik.
U mnie w rodzinnym domu podawano kutię, albo kluski z makiem na słodko, z rodzynkami.
Nawet przez jakiś czas starałam się tę tradycję utrzymać i robiłam kutię, ale jakoś nieszczególnie ona u mnie w Rodzinie się przyjęła, może dlatego, że jest za słodka, bo prócz pszenicy i maku dodaje się do niej sporo bakalii: rodzynki, daktyle, migdały, orzechy, skórkę pomarańczową no i oczywiście miód, który ma być symbolem słodkiego przyszłego roku, a mak i orzechy miały przynieść szczęście.
No dobrze, przynajmniej jeden „kłopot” mam z głowy i kutii w tym roku (pewnie i w następnych też) nie przygotowuję.
Zresztą w tym roku po raz pierwszy chyba od lat nie będę piekła tradycyjnego imieninowego tortu kokosowego – za dużo z tym roboty i chociaż ostatnio Oliwia zawsze mi pomagała w pieczeniu tortu, w tym roku podjęłam decyzję dotyczącą tortu – negatywną.
Może to wygodnictwo, może to lenistwo, nazywajcie to jak chcecie, ale na pewno tortu kokosowego nie będzie.

Dziś dla mnie ten specyficznie dziwny dzień, zawsze w przededniu moich Imienin moje wypowiadane życzenia się spełniają nawet chociaż wydaje się to całkiem niemożliwe.
No to ja mam jedno życzenie : jutro rano się budę i okazuje się, że nie ma już rządu, nie ma już PIS-u.
Ale rzeczywiście, to marzenie jest raczej nie do spełnienia, nawet przez moją szczęśliwą gwiazdkę

No to co. życzę miłej środy, nie przepracowujcie się za bardzo, bo jutro nie odwiedzi nas San-Epid ani Urząd Finansowy, to tylko Wigilia.
A ewentualny niespodziewany gość nie będzie na pewno nosił niebieskiego munduru, masz prawo nie wpuszczać żadnego policjanta, bo to jest nękanie i zakłócanie miru domowego, to jest niezgodne z Konstytucją.
Ale niestety obecny rząd wprowadza zamieszania w polskiej Konstytucji i stawia rozporządzenia ponad ustawy.

Basiu! Twoje pierniki naprawdę wyglądają smakowicie, pewnie takie smaczne, ba, wyborne, są.
Warto więc było tyle trudu sobie zadać – Rodzina będzie zachwycona.
A swoją drogą, wiele Pań teraz woli lecieć do cukierni, by kupić gotowe ciasto, a nie zadawać sobie trudu pieczenia, patrz ja i mój tort kokosowy.
Dlatego Cię podziwiam na tyle, że i w blogu o tym wspomnieć muszę.

A mojej Kochanej Wiktorii w Dniu Imienin najlepszego życzę, szczególnie pomyślnego zdawania wszystkich trudnych egzaminów tego i każdego następnego roku trudnych medycznych studiów.

No i tym razem to już naprawdę koniec tego dzisiejszego wpisu

POWODZENIA!!!! TRZYMAJCIE SIĘ !!!!


Zbliżają się Święta, więc….

….raz na wesoło 🙂

Nie nie, nie jestem właścicielką tego Słodziaka ( a szkoda), ale tak bardzo mi się spodobał, że musiałam go w swoim blogu umieścić.
Szczególnie zestaw reniferskich rogów i tych skarpetek z reniferkami bardzo mnie rozśmieszył.
A ponieważ aura i klimatyczna i polityczna nie jest ostatnio szczególnie optymistyczna, trzeba jakoś sobie humorek poprawić.
Muszę przyznać, że ta wczorajsza Kozia Broda bardzo mi pomogła, zdecydowanie mniej się denerwowałam , miałam całkiem pozytywny humorek, no i nie mia łam żadnych wyrzutów sumienia, że używam niecenzuralne słowa, chociaż przecież to nikomu nie przeszkadza, skoro mieszkam sobie sama.
Dzisiaj do tego „przekleństwa” dodałam jeszcze jedno „kurze pióro” – też dobrze brzmi, chociaż mogłabym jakiś inny drób wymyślić, ale kaczka zdecydowanie przez usta mi nie przechodzi, mam jakieś obrzydzenia do tych żółtych człapołapów.

I dzisiaj znów będzie blog o niczym, bardzo dobrze, bo co prawda oglądałam wczoraj Szkło Kontaktowe, ale nawet i ono zaczyna mnie irytować, bo na samo słowo Pis, minister, Kaczyński itp dostaje mdłości
Ot, po prostu uczuliłam się na nich.
A mój humorek????
Niezbyt pozytywny, bo u nas dzisiaj pada deszcz. Właściwie to miałam w planach spacer so sklepu, ale jakoś się obejdę, zresztą znów mój brzuszek zastrajkował, więc nie będę dziada pasła, skoro potem robi mi test na biegi łazienkowe.
Dziwne to będą Święta, bez jedzenia, bo mimo, że czuje nawet głód, po zjedzeniu czegoś, nawet w minimalnych ilościach i to wcale nie „trefnego”zaraz mam kłopoty.
No tak, święta be śniegu, bez pyszności, a już na pewno bez polityki, co to życie Kurze Pióro jest warte?
A jednak życzę miłego oczekiwania, Wigilia już za 2 dni,
Tylko czemu ona mnie jakoś nie cieszy ?

KOZIA BRODA……

………czyli moje przedświąteczne postanowienie.

Nerwowa jakaś taka jestem ostatnio, nawet sama się nie poznaję, a to już źle o mnie świadczy.
Nigdy nie byłam sobą bardzo zachwycona, ale też nigdy nie stawiałam siebie w takiej krytyce.
A skoro Przyjaciele mi mówią „zmieniłaś się” pora nad sobą popracować.
Pewnie, ze czas jest ostatnio bardzo nerwowy, bo i ten koronowirus człowieka w depresję wprowadza no i dla odmiany, coraz bardziej bezczelne, aroganckie zachowanie naszej władzy, której wydaje się, że im już wszystko wolno, doprowadza człowieka do białej gorączki.
A tak między nami, czy ktoś się zastanawiał nad tym, czemu ta gorączka jest akurat biała? Bo zgodnie z logiką powinna raczej być raczej czerwona, zgodnie z powiedzeniem: rozgrzałem się do czerwoności.
Pal licho kolor gorączki, ale nerwy są, nie da się ukryć.
Niestety u mnie te nerwy przejawiają się w używaniu bardzo niecenzuralnych słów i to wcale nie tylko w przypadkowych sytuacjach, niestety nawet w dosyć zwyczajnych chwilach te takie przekleństwa na mój język napływają.
A ja nie chcę upodabniać się do tych prostaków, dla których słowa na ch, g, d k itd są codziennością.
Długo zastanawiałam się, jakim słowem te moje niecenzuralne wybryki zastąpić i padło na…. kozią brodę.
Co prawda koza nie jest niczemu winna, dosyć poczciwe to zwierzę, chociaż uparte i wszystko jedzące, czyli co na drodze to nieprzyjaciel, czyli pyszny kąsek.
Bardziej chodzi tutaj o słowo „broda”, w którym dosyć wyraźnie wybrzmiewa liter „r”, a akcentując ją, można doznać upust w swojej złości. Nie wierzycie? to sami spróbujcie kilka razy zaakcentować literkę „r” w tej brodzie i od razu jakąś ulgę człowiek odczuwa.
No, a skoro broda, to już sama koza nasuwa się nam na myśl, bo przecież kozia bródka jest nie tylko atrybutem kozy, ale jest też przy tym taka słodka, wesoła.
Wypróbowałam już dzisiaj kilka razy to słowo i teraz rozmawiając z Kaziem przez telefon nie będzie mi musiał wypominać mojego niecenzuralnego zachowania, co przyznaję, ostatnio zbyt często mi się zdarzało.
Co prawda słowo wy…r…aj też posiada tę groźnie brzmiącą literkę „r”, pewnie dlatego tak bardzo to słowo drażni pisowców, a Jarosław nawet na to słowo poskarżył się w swoim wywiadzie z Rzeczpospolitą, dziwne, on, który z Trybuny sejmowej wykrzykuje do opozycji : jesteście kanaliami, zabiliście mi brata, jesteście hołotą, jednostkami animalnymi itp, itp śmie krytykować kulturę innych osób .
No tak, zapomniałam, on jest z innego świata, z górnej półki, co często podkreśla.
Dziwna jest ta kultura w tym jego świecie, całkowicie przypomina zasadę Kalego
Podobno najlepiej krytykę rozpocząć od siebie, ja to własnie dzisiaj zrobiłam „KOZIA BRODA”
Dzisiaj rankiem popatrzyłam na mój Park, a tam….biało, nie to nie śnieg był tego przyczyną, tylko opadła mgła, która szronem pokryła trawniki i gałęzie.
Przecież mamy grudzień, a za kilka dni jest już Wigilia, czemu więc Kozia Broda się dziwię????

No to miłego poniedziałku i w sumie miłego tygodnia, bo chyba taki się nam, mimo przeciwności losu zapowiada.

co chcę dostać pod choinkę????

Gdy byłam dzieckiem zawsze z biciem serca czekałam na Boże Narodzenie, na choinkę, na prezenty, na ten wspaniały rodzinny czas kolędowania z Rodzicami, Rodzeństwem, z Babciami, ciociami i Wujkami.
Zawsze było u nas gwarno i wesoło, a rodzinne ciepełko rozchodziło się wraz z blaskiem świeczek rozmieszczonych na choince i gwiazdkami spadającymi ze sztucznych ogni.
Oczywiście czas przygotowań do Wigilii i do świąt rozpoczynał się już na kilka dni wcześniej, wtedy pachniało w domu świeżo wypastowanymi podłogami, pachnącymi makownikami i sernikami i zapachami dobiegających z kuchni gotowanych potraw.
Oczywiście w wannie przez kilka dni pływał sobie karp, a rodzice pilnowali, żeby żadne niesforne dziecko nie wrzuciło przez przypadek do wanny z karpiami kawałka mydła, które działało zabójczo na jej lokatora.
Choinkę ubierało się u nas w domu dzień przed Wigilią, a raczej późnym przed wigilijnym wieczorem, tak więc, gdy rano w Wigilię się budziłam, w salonie stała olbrzymia, wspaniałe kolorowa choinka, a pod nią przygotowane było spore miejsce na prezenty.
No własnie, prezenty. Moja Siostra miała taki zwyczaj myszkowania po zakamarkach mieszkania i sprytnie wyszukiwała miejsca, w których rodzice ukrywali przed nami zakupione prezenty, niestety potem zawsze mnie informowała o tym, jaki prezent czeka i na mnie, tak więc tajemnica prezentów nie do końca była zachowana.
Ale to już wszystko było, czyli jak to Czesi mówią: „to się już nie wratli”
Teraz święta coraz bardziej się minimalizują, co w obecnych czasach z powodu nie tylko pieniężnych, ale i z powodu ograniczeń epidemiologicznych coraz bardziej są zaostrzane – wiadomo, dawniej rodzina Wigilia była szumna, liczna i wesoła, przychodziło do nas sporo Członków bliższej i dalszej Rodziny, dzisiaj z powodów zagrożeń trzeba te liczbę ograniczać, Znam domy, gdzie będzie tylko dwoje osób, a reszta, czyli własne dzieci jun nie przyjdą na wspólną wigilijną, czy świąteczną ucztę, a i znam osoby, które też i samotnie ten wieczór wigilijny będą spędzać. Smutnie, ale bezpiecznie.
Sama zastanawiam się, czy ryzykować, czy jednak samotnie usmażyć rybkę, ugotować uszka z grzybkami i podgrzać barszcz z kartonu. W sumie może to inny klimat, niż zawsze, ale, człowiek musi jednak dostosowywać się do panujących warunków, aby jeszcze potem jeszcze te kilka lat dłużej sobie pożyć.

I znów zrobiło się popołudnie, dzisiaj tak jakoś na raty pisałam ten mój blog.
Wczoraj miałam raczej „kiepski ” dzień, bo popsuły mi się oba moje elektrony.
Ale na szczęście już mam naprawiony przynajmniej jeden elektroniczny papieros, bo okazało się, że to obydwie grzałki w obu moich papierosach siadły na raz i nagle poczułam się jak dziecko, które pozbawione zostało swojego smoczka, byłam podobnie jak dziecko zawiedziona
Jednak dzisiaj dzięki interwencji wspaniałego pana Marcina z „mojego” punktu . w którym zaopatruję się w mojego elektrona, dzisiaj nie muszę już podpalać tego normalnego „śmierdziucha” czyli typowego papierosa, który gdzieś na wszelki wypadek, awaryjnie miałam zamelinowany. Jednak normalny papieros mi nie smakuje, a do tego okropnie cuchnie i mimo, że paliłam go przy otwartym balkonie, musiałam długo potem kuchnię wietrzyć.
Ale są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy w awaryjnych przypadkach seniorce pomogą i chwała im za to.
Więc najpierw czekałam na tego mojego papierosa, potem oczywiście oglądałam Kawę na ławę i Lożę prasową, a przedpołudnie jakoś szybciutko zleciało, a tu blog jeszcze nie napisany.
Więc gdy już zabrałam się za dokańczanie pisania blogu, zatelefonowała do mnie koleżanka, z którą prawie półtora godziny wspominałyśmy nasze młodzieńcze lata, a czas nadal sobie nieubłaganie płynął

No dobra, a co z tymi prezentami pod choinką.
Kiedyś było ich sporo, cała masa pięknie zapakowanych kolorowych paczuszek, które oczywiście przynosił nam w wigilijny wieczór Aniołek, czekała na rozpakowanie.
Pamiętam, że zawsze wigilijna wieczerza wydawała mi się koszmarnie długim wyczekiwaniem na ten moment, gdy wreszcie będzie można te prezenty rozpakować, a tu wszyscy jedli i jedli, potem zapalali świeczki i kolędowali i na końcu dopiero wreszcie nadchodził ten tajemniczy, a jakże radosny czas rozdawania paczek. Ale było zawsze wtedy sporo okrzyków radości i śmiechu.
Dzisiaj nie czekam już na prezenty, chociaż na pewno jakąś paczkę pod choinką odnajdę, o ile oczywiście zdecyduje się na spędzenie Wigilii w rodzinnym gronie.
Ale tak po cichu powiem wam, że czekam głównie na jeden prezent, który jak na razie jest nie do osiągnięcia w najbliższym czasie.
Tym upragnionym przeze mnie prezentem byłaby wiadomość o upadku tego rządu i co za tym idzie całkowitą polityczna zmianę naszego kraju. Ale marne są raczej widoki przynajmniej teraz, na spełnienie takiego marzenia.
Mam takie właśnie w tym roku marzenie, no i oczywiście też, żeby wszyscy moi najbliżsi w Rodzinie i w kręgu Przyjaciół byli zdrowi, uniezależnieni od tego wrogiego COVIDU.
To są moje marzenia na świąteczne prezenty, chociaż….. jakaś mała paczuszka z małym prezentem też by się może i przydała?
Już wiem, myślałam o nowym materacu do mojego tapczanu, ale wystarczy mi kupon Lotto z wygraną w odpowiedniej kwocie, za który taki materac bym sama sobie mogła kupić.
To może za dużo żądam?
No dobrze, no to niech wszyscy chociaż zdrowo ten okres świąteczny i poświąteczny spędzą
A na to moje życzenie o materacu, czy o upadku rządu jeszcze sobie najwyżej troszkę poczekam.

Spokojnego niedzielnego popołudnia.

Gratulacje dla LEWEGO

Wreszcie jakaś pozytywna wiadomość dla Polaków : Lewy – Robert Lewandowski po zdobyciu Nagrody FIFA został najlepszym piłkarzem Roku.
Pokonał takie piłkarskie sławy jak Leo Messi, czy Cristiano Ronaldo, okazał się THE BEST.
Może nie każdy Polak interesuje się piłką nożną, ale nazwisko Lewandowski jest nas pewno każdemu z nich znany.
Co prawda nie reprezentuje on teraz polskich biało czerwonych barw, jego kariera związana jest z kolejnymi zagranicznymi klubami piłkarskimi Arsenał Londyn, Juventus Turyn czy FC Barcelona, ale taka jest ścieżka losu każdego dobrego sportowca, szuka swojego dobrego miejsca w najlepszych zagranicznych klubach, by wciąż mógł wśród najlepszych rozwijać swoje sportową karierę.
Ale nasza prasa wciąż interesuje się Lewym, a jego prywatne życie wciąż jest pod lupą naszych dziennikarzy. Jak wiemy, obecnie Lewy mieszka ze swoją żoną Anną i z dwiema córkami z Klarą i z Laurą w Monachium, gdzie ma swój własny dom, ale również mają oni mieszkanie w Warszawie, gdzie często Lewandowscy przebywają, jako, że Lewy nadal związany jest z polskim futbolem, a w najbliższych Mistrzostwach Piłki Nożnej będzie kapitanem naszej drużyny.
Brawo panie Robercie, przynosi Pan chlubę naszemu krajowi, co teraz, w tych szczególnych czasach, gdy Polska nie cieszy się chwałą w świecie, jest Pan taką nasza małą gwiazdką nadziei, że jeszcze wszystko będzie dobrze, że jeszcze Gwiazda Świetności dla Polski zaświeci.
Jedno jest pewne, PIS nie ma możliwości przypisania sobie chwały za zwycięstwo Roberta, zdobył on sławę dzięki swojej wytrwałości, wielkiej pracowitości i to wcale nie w naszym kraju, gdzie wiadomo, sport też raczej nie cieszy się wielkimi możliwościami, chociaż pewnie najchętniej taki Błaszczak chętnie by się do sukcesu Lewandowskiego przypiął. Nic z tego, to nie PIS wyniósł Lewandowskiego na wyżyny, czy im się to podoba, czy nie, nie wszystkie sukcesy można sobie przypisywać.

Narodowa Kwarantanna jest głośno przez wszystkich wyśmiewana, bo co to oznacza Narodowa? – nic, prócz śmieszności, w kolejną którą ubrał się nas rząd, a oni uwielbiają ubierać się w wielkie słowa.
Już jest w necie sporo fajnych memów, między innymi pokazany jest tłok pod apteką , gdzie ewentualnie można się udać w Sylwestra, z podpisem: najlepszy Sylwester 2020 roku.
Pewnie, że konieczne jest zachowanie ostrożności, ale „zaaresztowanie” Sylwestra jest już grubą przesadą.
Owszem, można zaniechać urządzanie wielkich festynów tej nocy, ale zakaz poruszania się miedzy godziną 19 a 6 rano to już naprawdę jest nie tylko przesada, ale totalna głupota, niezgodna zresztą z Konstytucją, bowiem zakaz lub ograniczanie poruszania się jest możliwe tylko w wypadku, gdy wprowadzony zostaje stan wyjątkowy, lub stan epidemiologiczny, a jak wiemy, rząd nie chce takiego stanu wprowadzić dlatego, że poniósł by za to niestety materialne zobowiązania, a jak wiemy, kasa rządowa jest pusta.
Policja jednakowoż dostała nakaz wystawiania mandatów, które potem Sanepid będzie musiał drogą komorniczą egzekwować, bowiem żaden sąd nie daje zgody na przyznawanie takich kar pieniężnych, niezgodnych z Konstytucją.
No to nasz „mądry rząd” wziął się na sposób i po wylegitymowaniu delikwenta odsyła taką wiadomość do Sanepidu, a ci poprzez komornika siadają na konto wylegitymowanego człeka, obojętnie, czy brał, czy nie brał on udziały w słynnych spacerach, które ostatnio na ulicach polskich miast się odbywały.
No i co im zrobisz? nic, ukradną ci twoje pieniądze z twojego konta i szukaj wiatru w polu. Możesz ewentualnie się odwoływać, ale takie odwołaniem może trwać w nieskończoność, a twoje konto pozostaje puste.
Wreszcie skoro kasa rządowa jest pusta, trzeba gdzieś te pieniądze odnajdywać, najlepiej wyciągnąć je z kieszeni przeciętnego Polaka, czy jak w tym przypadku z kont Polaków.
Niestety taki złodziejski i perfidny jest obecny polski rząd, dziwię się, że jest jeszcze na szczęście coraz mniejsza garstka, która im wierzy.
Czyli można powiedzieć, że w tego Sylwestra rząd zorganizuje nam łapankę, bu swoją kasę zapełnić.
No ale oczywiście jest tez i plaster miodu, czyli obiecana rewaloryzacja dla seniorów w postaci 50 złotowej rewaloryzacji, czy zapowiedź 13 – 14 – tki w przyszłym roku.
Co to jest w dzisiejszych czasach 50 zł? Niechby spróbowali któremuś z posłów dać podwyżkę w postaci 50 zł, które nie wystarczają nawet na jednodniowe zakupy, bo taka jest teraz niesamowita drożyzna, bez „stówy” nie ma po co do sklepu się wybierać, chyba by ich wyśmiali. Podwyżki dla posłów to musi być kwota co najmniej kilku setek, jeżeli nawet nie więcej.
Ale są w Polsce równi i równiejsi.
Na przykład Kaczyński zarabia ponad 20 000 zł jako poseł, ale dostaje też i emeryturę w całkowitej, nie pomniejszonej kwocie, normalnemu człowiekowi taką emeryturę by odebrano i kazano by wybierać, albo praca, albo emerytura.
A kto najgłośniej krzyczał: wszyscy wobec prawa są równi???
Jak widać ich ta zasada nie obowiązuje, no tak, są z wyższej półki, już nie mówiąc, że odznaczają się wielką kulturą, zwłaszcza gdy z sejmowej katedry padają słowa” jesteście kanaliami, hołotą itd, a ten wrzeszczący człowiek niestety ma godnych sobie naśladowców w rzucaniu obelg na przeciwników, wystarczy posłuchać nie tylko pisowskich posłów, ale i radnych i innych urzędników, jak chętnie plugawym językiem się posługują.
Zresztą nie tylko urzędnikom, ale również każdy pisowski „wyznawca” czuje się wreszcie wyzwolony i na forach też używają sobie ile tylko się da, im większy chamowaty głos, tym większy rechot i powód do samozadowolenia.
Ale czy niektórym wszystko wolno?????
WOLNO, BO ONI SA LEPSZYMI POLAKAMI, ONI SĄ Z PISU!!!!!!

Dzisiaj mamy przedświąteczna sobotę, Pewnie wiele pań (i panów też) spędzi go w marketach w poszukiwaniu świątecznych wiktuałów.
Oczywiście jak co roku największym powodzeniem będzie się cieszyła rybka, karp, może łosoś, który też ostatnio wkradł się w łaski Polaków.
Ale wiadomo, prócz rybki, kapusty i grzybów, musi być jakaś wędlinka, jarzynowa sałatka, czy jakieś ciasto, które teraz częściej się kupuje gotowe, niż samemu piecze, a to niestety wszystko bardzo kosztuje.
Ale jak można święta bez jedzonka, o suchym chlebie spędzać?
Pewnie będą i takie rodziny, gdzie tego roku braknie takich frykasów, chociaż mamy przecież najlepszy na świecie rząd, którego jeszcze dotąd w Polsce nie było.
Dbają o ludzi – czytaj dbają o własne kieszenie.
Ale takiej biedy, tylu bezrobotnych też niestety nie było, a idzie jeszcze ku gorszemu, nawet strach pomyśleć, co nam nowy, 2021 rok jeszcze przyniesie.

Ale nie załamujmy się, zło może wreszcie przeminie, trzeba tylko więcej cierpliwości i…….większej mobilizacjo. bo to, jakie będą następne Święta Bożego Narodzenia należy tylko do nas.

Zatem POWODZENIA!!!!

normalny, nie NARODOWY piątek

Teraz już wszystko w Polsce jest NARODOWE!!!
Nawet zwyczajna epidemiologiczna kwarantanna też dostała miano NARODOWA, bo jakże by mogło być inaczej?
Tak normalnie, bez patosu, bez wielkich słów?
Ciekawe, czy gdy pójdę do toalety, to też będzie tak narodowo, czy już normalnie????
Wiecie co? Mnie już krew zalewa gdy słyszę to słowo NARODOWA. NARODOWE, NARODOWO.
Jesteśmy rzeczywiście narodem, ale nie takim, jakby sobie ci od tego patosu wymyślili.
Wszystko człowiekowi można obrzydzić, nawet wiarę w Boga, czy wiarę w przynależność narodową.
A niestety to jest właśnie ostatnio taka pisia metoda, pisia moda, obrzydzać wszystko, co było dotąd i wprowadzać nowe zasady, które będą jeszcze ważniejsze, gdy dostaną magiczne słowo narodowe, cokolwiek miałby to oznaczać.
Czuję, jak bym była pod jakimś pręgierzem, który każe mi narodowo myśleć o Polsce. mimo, że nie wszystko mi się w niej podoba.
Ot, taki odgórny rozkaz „masz być narodowa. masz myśleć narodowo”, czy ci się to podoba, czy nie, bo inaczej nie jesteś Polką.
No i koniecznie masz czcić Wielkiego Narodowego oczywiście Wodza, który wie najlepiej, co dla ciebie jest dobre i słuszne, a najważniejsze, że NARODOWE!!!!
Niestety tak myśli jeszcze trochę tych procentów prawdziwych, teraz już NARODOWYCH Polaków, którzy codziennie nasycani są narodową propagandą, sianą przez pisowskie narodowe media.
Bo inne niż pisowskie media nie są oczywiście narodowe, to jest zagraniczna propaganda, siana głownie przez wrogą nam Unię, a szczególnie przez wrogie nam Niemcy.
Tylko nie rozumiem, czemu to Unia jest naszym wrogiem, skoro sami dobrowolnie i bez przymusu do niej wstępowaliśmy, ba, nawet pamiętam ten entuzjazm, który wtedy panował wśród Polaków, że nareszcie jesteśmy integralną częścią Europy.
Taki nasz akces, który wtedy wyrażaliśmy z wielką nadzieją i z wielką radością, niestety do czegoś nas zobowiązuje.
Unia, to nie jest skarbonka, z której można tylko wyciągnąć pieniądze, to jest pewien układ określający wartości, które ją cechują i te wartości własnie zobowiązaliśmy się przestrzegać.
Zresztą nie jest to żadna dziwność, zawsze jest tak, że gdy wchodzisz do jakiegokolwiek związku wyrażasz zgodę, że będziesz strzegł cechujące je zasady.
Wyobraźcie sobie, że na przykład należę do Związku Kynologicznego i nagle mówię nie, nie będę waszych zasad brać pod uwagę i będę przeprowadzać swoje własne metody rozwoju mojej hodowli, według własnego widzimisię, a nie zgodnie z waszymi założeniami.
Wyobraźcie sobie, że wstępujecie w związek małżeński i nagle mówicie, nie, nie będę dbała o mój dom, o moją rodzinę, bo mi się odwidziało, a ponieważ ten pan jest moim mężem, ma mi dawać bez gadania pieniądze, nic w zamian nie otrzymując, bo ja tak właśnie chcę.
I takie jest życie.
Nawet w pracy musisz podporządkować się pewnym panującym zasadom, chociażby nie do końca ci się one podobały, możesz ewentualnie negocjować jakieś ustępstwa, ale nie możesz szantażować szefa, że ma być tak, jak ty chcesz, bo najwyżej co, wylecisz z pracy na bruk i nikt się tobą nie będzie przejmował.
Jakieś kompletne pomieszanie z poplątaniem zapanowało ostatnio w Polsce i ci, którzy z władzą są w jakikolwiek powiązani czują się na tyle silni, że krytykują tych, którzy nie wyznają ich poglądów, ba, nawet w ordynarny wręcz sposób usiłują ich kłamliwie poniżać, sprowadzać do człowieka bezwartościowego, nawet wrogiego Polsce.
I co rusz czytam takie wypowiedzi pisowskich wszelkiego asortymentu urzędniczek, które dotąd nie miały okazji się „wykazać”, a teraz, podbudowane przynależnością do Pisu, ośmielają się ośmieszać innych.
Ot, są jak takie małe, hałaśliwe kundelki, które głośno szczekają tylko dlatego, że czują przynależność do wielkiej groźnej hordy , ale gdy ta horda zaniknie, wtedy te małe kundelki podwiną swoje ogonki i znów wlezą do jakiejś dziury, cicho w niej siedząc.
Takie małe kundelki nie są co prawda groźne, ale bardzo denerwujące. Głośno szczekają, a nic nowego, cennego od siebie nie wprowadzają.

No cóż, dzisiaj mamy już piątek, jesteśmy jedną nogą przed Świętami, więc pora przestać przejmować się naszą ponurą polityczną rzeczywistością, która staje się już naszym przekleństwem, chociaż przyznaję, jest to niezwykle trudne.
Na ten nie narodowy co prawda, ale całkiem normalny piątek polecam przestawić się na lekko już świąteczną aurę, chociaż raczej nie zapowiada nam się typowe Białe Boże Narodzenie, ze śniegiem i z bałwanami.
No cóż, widać więcej bałwanów nam już nie potrzeba!!!! Mamy ich ponad dostatek!!!!!!
No to do sklepów moje Panie i moi Panowie, zakupy przedświąteczne już czekają, tylko teraz trzeba będzie mocno się za kieszeń trzymać, bo sporo wszystko niestety podrożało.
Jeszcze w zeszłym roku można było zamknąć się w kwocie 500 – 1000 złotych przy w sumie pewnym wprowadzeniu reżimu finansowego, dzisiaj te zakupy będą niestety o wiele droższe.
Pamiętam święta sprzed jakieś 40 lat, gdy brakowało towaru i człowiek stał w wielkich kolejkach, żeby cokolwiek na świąteczny stół „zdobyć”, teraz jest odwrotnie, towaru różnego asortymentu jest w bród, niestety finanse są raczej mizerne.
Ale nie narzekajmy, bo co maja powiedzieć te rodziny, które przez stratę pracy zostały całkowicie pozbawione jakichkolwiek funduszy? A takich rodzin jest niestety coraz więcej…..

Miłego dnia jednakowoż życzę, byle do Świąt, do Nowego roku, a potem………. pominę milczeniem………….