M A T U R A

              
Oj, za dzień matura,
[Ojejku!
Co to będzie?!]
Za godzinę.
Już niedługo, coraz bliżej,
Już za chwilę!

Właśnie za chwilkę wychodzę……

Chyba wszystko zabrałam ze sobą???

Ale nerwy,jak przed prawdziwą maturą.

Co prawda ja będę Panią Dyrektor ( ale bardzo groźną), nie będę zdawała jej,ale tak się denerwuję,czy wszystko wyjdzie tak,jak powinno……

Już wypaliłam prawie całą paczkę papierosów….

No dobra,nie przynudzam dłużej.

Idę ,odważnie podnosząc głowę do góry.

Ale trzymajcie za mnie i wszystkich tam balujących mocno kciuki.


TO WŁAŚNIE TEN DZIEŃ

                                     DZIEŃ SPOTKANIA W KRAKOWIE


Nadszedł dzień O…


Nareszcie się doczekałam……


Sporo nowych twarzy dzisiaj znowu zobaczę,a i tych  także Przyjaciół,których już z zeszłorocznego naszego spotkania w Krakowie znam…..


Mam nadzieję,że bedą wspominali naszą imprezę tak miło,jak i wspominali poprzednią.


Chyba wszystko dopięte jest na ostatni guzik.


Program ułożony,chyba niezbyt męczący dla gości,bo ma być ciekawie,ale nie nachalnie….


Zresztą takie zabawy zawsze idą na „żywioł”


Przyznam,sporo roboty zrzuciłam na Muchomorka ( z racji,że ona narazie  nigdzie gdzieindziej niezatrudniona),ale razem z nią,a potem jeszcze z Martą-Vesterlund troszkę się napracowałyśmy przy przygotowaniach.


A jaki tego rezultat??-dowiemy się dzisiaj wieczorkiem.


Jak narazie zamówiona odgórnie pogoda dopisuje ( w zeszłym roku niestety padało),Kraków przywita naszych gości cieplutko…..


To narazie tyle w moim porannym wpisie.


Do późnego popołudnia mam jeszcze troszkę nerwów przed sobą…..

godz.23.47

Niedawno wróciłam z działki od Szajbusika,
było bardzo miło.


Oprócz tych,których już znałam (nie licząc oczywiście krakusów),  czyli prócz Ulika,Hnofci,Muchomorka Kornelki były także  trzy nowe osoby:Magika,Roma i Mkafe zwany przezemnie Panem Kawusią.


Miałam nie pisać tego (zastrzegł sobie ,haha),ale naskarżę,to On,właśnie Pan Kawusia, namówil mnie do „grzechu” ,bo przyniósł mi  i pod sam mój wrażliwy nos podstawił ,własnoręcznie upieczoną na grilu przez siebie kiełbaskę,wyglądała tak smakowicie ,a pachniała jeszcze pyszniej tak ,że się skusiłam.


A mówili,że to Ewa kusiła Adama,a w życiu bywa odwrotnie !!!.


Nie wiem,czy jutro ubiorę ten mój czatowski smoking,bo jeszcze raz zgrzeszyłam i zjadłam kawałek sernika,no dobrze dwa albo trzy,ale były malusieńkie…….


Ale smakowały???mniam mniam……(upieczone specjalnie na tą okazję przez Romę,pół Polski z Bydgoszczy przejechały,to jak miałam się im oprzeć????)


Zakazany owoc zawsze  zresztą smakuje ,nawet gdyby był sernkiem,kiełbaską z grila czy pieczoną karkówką( taka też była i ja ja jadłam również).


Czyli jednym słowem była uczta dla ducha i ciała też.


No dobra, dwa dni dyspensy i…..


od poniedziałku zaś sałata………….


Jutro ciąg dalszy opowieści.


Teraz jestem już taka zmęczona,że padam z nóg


DOBRANOC.