oh te pokusy

Nie uległam ciastkom i lodom ( to dwie Anie w pracy taki poczęstunek imieninowy urządziły),ale za to trochę sobie pofolgowałam na imieninach mojej siostry.

Nie,oczywiście ciasta nie jadłam,ale tam były takie różne inne smakowitości,które wcinałam,nie bacząc na dietę.

Pal licho ,może ciut więcej ilościowo zjadłam ( jakościowo było  raczej o. k.),ale jak oprzeć się np. wspaniałej sałatce owocowej,a przede wszystkim arbuzowi,napełnionego owocami zanurzonymi w Sangri???

Pycha to była,trzeba przyznać,że taki nasączone alkoholem owocki idą nieco do główki,oj idą.

Ale to był bardzo przyjemny wieczór,stoły rozłożone były na tarasie,wiał przyjemny, już chłodniejszy nieco niż rano wiaterek,wszyscy wraz ze solenizantką byli bardzo szczęśliwi….

Siedzieliśmy na tym tarasie do bardzo późnej,nocnej już omalże  pory,nawet nie wiadomo,kiedy ten czas tak szybko minął..

No i oczywiście pozostałam u siostry na noc.

Przez moment nawet myślałam,czy nie rozłożyć sobie hamaka na tarasie i na nim nie spać,ale komary były tego wieczora bardzo dokuczliwe,i tak pół nocy spędziłam na drapaniu się,po  ich podstępnych ukąszeniach……

Wieś w letnie,upalne wieczory niewątpliwie ma swoje uroki……..

Koniec marzeń.

Pora wracać do rzeczywistości.