
I oto nadeszła,ona,sobota,największy dzień lenistwa…
Co prawda ta nie będzie aż tak bardzo leniwa,bo idę na troszkę do żabek,ale potem….
Pewnie i tak nie będe jej spędzała tak,jak zamierzam,pewnie będę musiała rodzinne obowiązki odbębnić ( Wujek Jurek z żoną dzisiaj zawitają podobno do Krakowa)….
Że co?,że leniwa jestem okropnie ostatnio i nic tylko o weekendzie marzę?
O czymś trzeba,skoro narazie urlopowy odpoczynek coraz dalej……
Najważniejsze tylko w tym zapracowanym i gorącym czasie porządnie się wyspać.
Jedyna moja tylko nadzieja na zaczerpnięcie nowych sił,starczających chociaż na następny dzień.
A chodzę ostatnio spać jak prawie dzidziuś,już koło 21-21.30 sen morzy mnie wielki i nic nie jest w stanie mnie zatrzymać w tej materii.
Przynajmniej ta noc była spokojna,bez jakiś nietypowych i strasznych snów….
Za oknem zalega znów następny, bardzo gorący dzień,jakie to niesprawiedliwe,że nie mogę sobie gdzieś poleżeć pod jakąkolwiek gruszą….
Zanim ja na swój urlop się wybiorę,pewnie już będzie padało całe dnie i noce…..
Moja siostra wraz z rodzinką właśnie siedzą sobie w aucie i jadą nad jezioro Raduń,a ja…
Pomyśleć,gdybym mocniej tupnęła tą swoją nogą,może i ja podzielałabym teraz ich radość
odpoczynku……
Ale jest,jak jest,nie ma po co "gdybać"
I dla mnie kiedys nadejdą "lepsze czasy".
Póki co,mogę sobie w blogu umieścić jakieś zdjęcia z jeziorka i już mi łatwiej będzie.
Będę spoglądała tęsknie i czuła się,jakbym tam już była……….
w dzień……

i w romantyczny wieczór……..