Ale to już było…

                         

To był wspaniale relaksujący weekend.

Mimo,że dopiero zaczął mi się w sobotę po godz 14.,chyba jednak odpoczęłam.

Ta samotnosć w domu,żadnych krzyków,wrzasków…..

Byłam sobie panią swojego czasu,robiłam co chciałam,spałam,kiedy chciałam,a przyznać muszę,że wiele godzin na śnie spędziłam.

Ale tak jak już pisałam,jedynie dużo odpoczynku w możliwie wolnych dla mnie chwilach i dużo snu pozwoli mi jakoś do tego przyszłościowego urlopu dotrwać……

Więc nie mam wyrzutów,żem leniwa,czasami na lenistwo trzeba sobie pozwolić.

A i duchota nie pozwalała nigdzie daleko z domu wychodzić,co innego,gdybym była gdzieś na tej wsi na przykład…….

Może powinnam preferować bardziej aktywny odpoczynek,ale w końcu robię tak,jak mi się podoba.

Nareszcie nic nie musiałam,nic nie było na

siłę…….

Więc pełna energi (CZYŻBY)???? zabieram się za następny pracowity tydzień,z nadzieją,że zgodnie z prognozą pogody nie będzie on przynajmniej tak bardzo duszno-męczący.

zatem P O W O D Z E N I A !!!!