sobotnia niespodzianka

 

No zostałam dzisiaj przyszywaną Ciocią-babcią.

O 5-rano Jasiek przyszedł  w końcu na ten świat.

Waży 4100 mierzy …… 57 cm……

H  U  R  R  A  !!!!!!.

Witaj malusieńki Jasieńku na tym pięknym świecie…

Gratulacje i całuski  dla Babci-Muchomorka 

Piękna dziewczyna

Pretty Woman

Jakby ktoś miał wątpliwości,to wyjaśniam,tym komplementem zostałam obdarowana  wczoraj ja,Ewa W. w powrotnej drodze z Kalmara do domu.

Piękna i ma wszystko na swoim miejscu…hihi,nawet mam dużo za dużo na tych   "swoich miejscach".

Ale trzeba powiedzieć,ze komplement wprowadził mnie w całkiem miły nastrój.

Widać facet lubiał kobietki przy kości……

Ale to wcale nie oznacza koniec mojej walki,o nie,

Nie osiadę tak szybko na laurach.

Zawzięłam się na siebie,całkiem na serio,zawzięłam….

Zwłaszcza po oglądnięciu zdjęć z imprezy,które dostałam wczoraj od Ulika.

Ale potężny babus jestem.

Zgroza…….

Najwyższa pora zmienić  to tak,żebym nie odbijała od reszty na następnych,zdjęciowych,poimprezowych sesjach…….

Poczekamy,zobaczymy,czy mi się to uda…..

Dzisiaj mój komputer idzie do całkowitej renowacji,będzie ustawiany od początku,omalże będzie dziewiczy.

Może nie bedę miała wtedy tyle kłopotów z wpisami,jak do tej pory…..

A jeszcze powracając do krakowskich reminescensji,zostałam wczoraj również obdarowana przez milego pana Kawusię jego wierszową refleksją po pobycie w Krakowie.

Chciałam tutaj podziękować raz jeszcze i Jemu i wszystkim moim miłym Przyjaciołom za Ich przemiłą wizytę,za wszystkie wspaniałe  chwile wspólnie spędzone podczas tego cudownego weekendu,z nadzieją,ze rok szybko minie i  wszyscy tu w Krakowie znów się spotkamy,znów będziemy świetnie się bawić. 

A teraz,na zakończenie mego dzisiejszego wpisu wiersz Pana kawusi:

      Byłem tam….

 
Z drżącym sercem na dworcu krakowskim stanąłem,
Sa znajomi, a ja zamiast za nimi oczami wodzić,
Myślalem tylko o jednym, jedno marzenie mialem,
Zobaczyć Jego Kraków, po Jego ulicach chodzić.
     Budowle, pomniki wielkich ludzi i ich czynów,
     Na każdym kroku wiekami historii się liczy,
     Życie i poświęcenie dla ojczyzny swych synów,
     Mury Wawelu, kościołow i krzywy bruk ulicy.
Ulica Szeroka ,Wąska, zapach Kazimierza,
Stare drewniane szyldy żydowskich sklepików,
Przesiąkniete zapachem taniej jadki i jadła,
Z zaułka słychać skrzypce pejsatych muzyków.
     Rynek, Kosciół Mariacki, Sukiennice, Kosciuszko,
     Cała nasza historia w jednej umieszczona nawie,
     I tylko Adaś z wysokości swojego pomnika
     Spogląda na swych rodaków po krakowsku, łaskawie.
Franciszkańska 3 ,któż nie zna tego okna i adresu,
Stanąłem jak wedrowiec u miejsca Twojego życia,
I tylko mi teraz brakuje dźwięku dzwonu Zygmunta,
I Twojej dla nas modlitwy,i do serc naszych przybycia.
     Oczy moje zaspokoiły moją ludzką ciekawość,
     Przybyłem tu by poznać ludzi mi nieznanych,
     Nie spodziewałem się,że poruszy me serce historia,
     I ,że poznam ludzi zwyczajnych a takich wspaniałych.

Powsinoga

Nie spałam dzisiaj w domu.

Stąd brak porannego wpisu.

A gdzie spałam??

A nie powiem….

Słodka tajemnica…..

No,dobra…

Wczoraj ,po pracy w Kalmarze, zostałam wywieziona do Modlnicy,ponieważ Wiktoria obchodziła swoje 8-sme urodziny.

Gdy przyjechałam, grillowe kiełbaski na mnie już czekały.

Uległam,lodom też.

Ale co tam……….

Odrobię ewentualne  "nadwyżki"

A sałatka z wszystkich owoców była wyborna.

To mogłam bezkarnie zjeść,z pomidorów zresztą też.

Będę musiała chyba wystąpić do administracji o obniżenie czynszu……..

Skoro mnie nie tylko w dzień,ale i w nocy w nim nie ma????

Nie jest najgorzej…


Nawet niezły był ten wczorajszy poniedziałek.


Humoru dodał mi fakt,że waga znów poszła w dół…może nie rewelacyjnie,ale w dół…..


Więc na 17 października,czyli za równe 3 miesiące od dzisiaj, wyznaczyłam sobie granicę, do której mam zmierzać w kolejnym etapie.


A to jest o całe 20 kg mniej,niż teraz.


Nie mam pojęcia,jak mam to zrobić,ale muszę wszystko uczynić,by tą wagę osiągnąć.


A potem pomyślę o……dalszym odchudzaniu.


W każdym bądź razie, moje nóżki już ten ubytek 10 kg zarejestrowały,o wiele lepiej mnie w nagrodę noszą……..


Z oczywistych względów wielkości docelowej wagi nie podaję,bo i tak będzie ona ciągle ogromniasta……


Kiedyś zrobiłam sobie prywatną koniugację wagową: gruba,bardzo gruba,tęga,bardzo tęga,potwór….


Ten ostatni stopień już minęłam,bezpowrotnie minęłam,teraz cofam się pomału do tyłu…..


I obym wytrwała tym razem do końca…..


To tyle o wadze,bo chyba przynudzać zaczynam,ale w końcu to jest mój własny blog i pisać  w nim mogę ,co mi się podoba….


Prawda???????


A co poza tym?


Jest jak jest,bardzo ciepło (ale nie upalnie,jak powiedział dzisiaj p.Kret w TVP,bo upały zaczynają się dopiero powyżej 30 stopni Celzjusza),jak zwykle pracowicie…..


Można by powiedzieć,że prawie mam urlop,bo przecież codziennie mam spacerek po wsi,haha,przynajmniej w jedną stronę mam przymusowy spacerek.


A że  i tam troszkę pracuję?????


Wczoraj śmiałam się,że czuję się w Kalmarze,jak na Karaibach,bo wiatraczek taki przyjemny świeży wiaterek mi zapewnia…. 


Więc nie narzekam,tylko idę spełniać moją codzienną powinność.


Paaaa paaaaa.


PODARUNEK SERCA

Dostałam wczoraj od SABINKI to zdjęcie.

Musiałam go tu zamieścić,bo to  DAR SERCA !!!

DZIĘKUJĘ PIĘKNIE SABINKO !!!!

A ten weekend tak krótko trwał…szkoda.

Z przerażeniem czekam na następny tydzień,czy znów coś nie pokręcę,źle nie wpiszę…

Chociaż sama ciągle się sprawdzam i tak pomyłki są.

Człowiek jest omylny,a  co dopiero zmęczony człowiek??

I to podwójnie zmęczony, i długotrwałą już pracą ,tylko z krótkimi przerwami na sen i tymi upałami….

Naprawdę jestem bardzo,bardzo zmęczona i bardzo,bardzo znerwicowana……

Rzucić to wszystko w pierony i pojechać,gdzie oczy poniosa.

Kurczę,nie mogę tak………….

Jeszcze tylko póltora miesiąca,muszę wytrzymać…..

To tylko 45 dni……może jeszcze kilka trzeba będzie dorzucić…….

No to zabieram się do pracy…..

Muszę się tylko bardziej pilnować.

Może ten koszmarny tydzień już się nie powtórzy???

Głowa do góry,pierś wypnij przed siebie i na bój wymarszu czas.

Miłego tygodnia.

Cišg dalszy nastšpił…


Oj pod górkę było ,pod górkę.


Cały ten tydzień był taki bardzo ciężki.


Przewidywałam to,ale nawet moje  przewidywania były niczym ,w porównaniu z rzeczywistością….


Czasami są niedziele ( a także wesołe piątki i soboty,jak w zeszłym tygodniu),a czasami czas wytężonej pracy i….obrywania ,za wszystkie przewinienia,swoje i nie swoje……….


Dobrze,że ten tydzień już się kończy,co prawda jeszcze dla mnie nie wybiła godzina weekendu,ale już bliżej,niż dalej.


Jutro powinno być całkiem luźno,a co to jest te głupie 5 godzin tylko w pracy?????


Może jak odpocznę, będę bardziej skupiona???


Poprostu zbieg okoliczności,że akurat w tym samym czasie tak wiele problemów się zbiegło razem…


Ale i brak mojej uwagi troszkę też,przyznaję bez bicia.


No dobra,było,minęło,oberwało mi się i już po wszystkim.


Teraz muszę odpocząć i walczyć na nowo


Bo co,przecież bez walki się nie poddam haha.


Cześć



na przekór


A ja idę naprzód,na przekór wszystkim i wszystkiemu….


Trzeba się tylko rozpędzić i nie zatrzymywać.


A wszelakie rozterki pozostawić za soba.


Co będzie, to będzie.


I tak nic nie zmienię…..


I co z tego,że nie bardzo wiem,jakie jutro będzie?


Czuję lekkie zagrożenie…..


Na rozdrożu……….   

13-stego lipca

WŁAŚNIE MIJA 13-STY LIPCA



Dla mnie data ważna do zapamiętania.


Kiedy to było?


Hoho,aż 39 lat temu.


Sporo czasu minęło…..


Ten  tegoroczny 13-sty lipiec też był zwariowany.Sporo pracy,gorąc,nerwowa atmosfera…..


Ech życie

ach te upały !!!



Myślałam,że mieszkam w klimacie umiarkowanym.


Ale okazuje się,że albo zimno jest tak, jak na biegunie północnym,albo tak, jak teraz,mamy wprost tropikalne upały…..


A te upały owszem,dobre są dla tych ,co teraz odpoczywają,ale dla nas,biednych,zapracowanych szaraczków są zmorą.


Co prawda w przychodni mam klimatyzację,nie


mogę narzekać,ale akurat w największy gorąc,koło godz 13, przemieszczam się busem


na wieś….Podróż raczej krótka,ale już męcząca,potem spacer w skwarze ( no nie narzekaj,tam jest troszkę przeciągu) i w pełni słonka (odpoczynek po drodze w cieniu jednego,jedynego drzewa,krótki odsap i znów w drogę), no i koszmarny pobyt w gorącym biurze.


Co prawda wszystkie okna na oścież tam otwarte,działają dwa wiatraczki,ale one przemielają tylko to rozgrzane powietrze,a dmuchając,robią wietrzysko,które co chwilę zgarnia mi z biurka wszystkie papiery.


Ale co tam,niech wieje,inaczej już wogóle tam bym nie wytrzymała.


Wczoraj wypiłam w biurze  ponad 2 litry lodowatej wody mineralnej i jakoś przetrwałam…..


Myślałam,że w drodze powrotnej będzie ciut lepiej,ale jechałam tak dusznym autobusem,że aż mi się z tej duchoty słabo w nim zrobiło,myślałam,że już żywa nie dojadę…..


Jak kania dżdżu,tak ja czekałam jakiejś ulewy,żeby chociaż ciut odpocząć od zaduchu,ale gdzie tam…….ani kropelka nie spadła,chociaż burze na południu Polski zapowiadali.


Noc też była gorąca,a od rana znów zaduch….


Taaaak, tropik mamy teraz już w Polsce…..


I jak tu w takich warunkach pracować????


Marzy  mi się jakaś śliczna plaża,złoty piaseczek i morska ochłoda….


W tych warunkach pogodowych,nawet nasza,polska plaża………


np. J A S T A R N I A !!!!!  


I pomyśleć,że to mogłam byłam mieć.


Ech,powracam do rzeczywistości.


Z kąpieli pozostał mi tylko prysznic…..


A DZISIAJ TRZYNASTEGO !!!!!!!!!!


Kolejna środa marzeń



Kolejna środa,do weekendu coraz bliżej,ale jakże odmiennego od poprzedniego…


Ten przeznaczę na totalny odpoczynek,słodkie lenistwo…….


I chociaż dla mnie zacznie się weekend dopiero w sobotę, po godz 14 (znów bum,na mnie wypadła pracująca sobota),mam nadzieję dobrze wypocząć.


Po okresie euforii i wzmożonej działalności ,znów powraca do mnie zmęczenie,szczególnie nasycone teraz tą falą upałów,prawie nieznośnych do  bólu,mimo klimatyzacji w przychodni i dwóch wiatraków w biurze.


A na dłuższy i solidniejszych wypoczynek jakoś narazie brak widoków…..


Przedemną jeszcze conajmniej półtora miesiąca pracy, tu pewnie Magda się uśmiechnie i co gorsze,będzie miała rację.


To niby mój wybór,ale czasami jest pojęcie tzw.mniejszego  zła,chociażby ze względów dyplomatycznych…..


Stop,nie wgryzam się dłużej w ten temat.


Mogę po cichu tylko zazdrościć tym,którzy pławia się teraz w ciepłym ,o dziwo, jak na ten rok Bałtyku……


A ja powracam do swoich codziennych zajęć….


W życiu bywają noce i dnie,ale czasami bywają i niedziele,to mądrość wypowiedziana przez Barbarę Niechcic,jakże wymowne te słowa.


Ja na swoja niedzielę muszę jeszcze troszkę poczekać……