rozczarowanie

                            38ddmwdBZ

Nowy Colage jest dziełem oczywiście Halusi-pięknie Jej za to dziękuję….

Śliczny,prawda???

A niestety szara  rzeczywistość zapukała wczoraj do moich drzwi…

Nastawiałam się na ostatni spokojny i samotny wieczór,nawet zastanawiałam się,jak go będe czciła,a tu po przyjściu do domu…niespodzianka.

Niestety,przyjechali jeden dzień

 wcześniej,niż mieli zaplanowane i moja samotność stanowczo  została zakłócona.

Wiem,wredna jestem,ale naprawdę świetnie mi samej w domku było…..

Ale to już było i nie wróci szybko…bo mam nadzieję,że nie muszę napisać : nie wróci więcej…..

Tylko znów rok czekać będę musiała…..

Ale kto mi zagwarantował,że

moje życie usłane będzie

 różami???     

Nikt…..

Więc nie poddaję się,tylko walczę dzielnie  z codziennymi  przeciwnościami i w związku z tym idę  teraz oddawać się mojej codziennej pasji….pracy.

Miłego dnia.

wiem,że nic nie wiem

                                   39ddmwdBZ



     Dostałam wczoraj dziwny list….


I nie to było dziwne,że nie przyszedł pocztą elektroniczną,ale normalną standartową…


Dziwna conajmniej była jej zawartość,czyli treść.


Na kopercie poinformowali mnie,że jestem osobą wybraną,do której skierowano tą piorytetową propozycję.


Po otwarciu dowiedziałam się,że dotyczy ona…..odchudzania.


Dziwne,tak sobie akurat trafili w dziesiątkę??????


Mniejsza o to,tłumaczę dalej.


Niejaki dr D.Gilbert zwracając się do mnie per Droga Ewo (????-dla niego jestem droga???) stara się zainteresować mnie jakąś rewelacyjną pigułką na odchudzanie,która w niedługim czasie przynosi  ponoć rewelacyjne skutki.


No cóż,to może jeszcze nie było by takie bardzo dziwne,w końcu wiele takich zachęcajacych ofert przeczytałam w różnych brukowach.


Ale ciekawa byłam,na czym ten piorytet miałby polegać.


No i okazało się….


Otóż zostałam wybrana sposród wielu osób (!!!!!) do darmowego przeprowadzenia eksperymentu pozbywania się nadmiernych kilogramów.


I tu zaczyna się chińszczyzna.


Otóż dostałam do wypełnienia ankietę,na której mam się zdecydować do wyboru którejś trzystopniowej kuracji,w zależności od ilości ubytych kilogramów ,kuracja oczywiście jest coraz droższa,wysłać następnie miałabym tą ankietę,żeby otrzymać w niedalekiej przyszłości upragnione tabletki …nie, nie za darmo oczywiście,tylko po opłaceniu kuracji , dostanę  dodatkowo jedno opakowanie darmowe (podobno).


A jeżeli nie spełni ona moich oczekiwań,mogę wrócić tabletki i odrazu dostanę zwrot pieniędzy….


Tylko gdzie mam pisać o ten zwrot?


Na Berdyczów????


Czyli piorytetowa kuracja za darmo,wcale nie jest za darmo….


Czyli wiem,że nic nie wiem….


Poprostu pranie mózgu….


No to nie dam się wydutkać,niech inni odchudzają się darmowo i piorytetowo za własne pieniądze,a ja idę sobie do pracy.


W końcu sałata też kosztuje,ale stanowczo mniej,niż wyżej wymienione tabletki,a efekty,jak widać też są,o ile przestrzega się tylko diety…..


To może ja będe sprzedawała,oczywiście piorytetowo ,ludziom tą sałatę i w końcu się wzbogacę???  


Wspaniały pomysł!!!!!!


Muszę to jeszcze tylko przekalkulować……..


Może akurat stanie się ze mnie nowy Rockefeller???





tęsknota……

Pan Kawusia już wrócił z nad morza…

Stąd zamieszczony  tutaj Jego  wiersz.

Wie,jak wielka jest moja za morzem tęsknota…

Dziękuję…….

Zapach lasu, morza , na ustach smak piasku,                          

Jakiego nie spotkasz nigdzie na świecie,

Stoję ja tutaj nad brzegiem  o brzasku,

Wsłuchany  w wiatr co uczucie  to niesie…

                                          Morze moje…

Marzenia  wędrują  ,gdzieś bardzo daleko…

Są mieszaniną fal ,pragnień i  słonej wody,

Raz  gdzieś w otchłani ,raz na powierzchni,                                                                

 Myśl niespokojna, drugą  jak fala falę goni…

                                          Myśli moje…

Są nierealne, osnute kroplami mgły i cierpienia,

Obmywają me stopy  podniecają  swoją głębiną,

Ja jednak wiem, że są dla pełnego spełnienia,

Są na moją miarę , miłością moją  jedyną..

                                           Marzenia moje…

Wiem , ktoś mi pomoże , serca swego użyczy,

Ciepłą dłoń poda , połączy się  morza smak

Z marzeniami , muszlami i mewą co krzyczy,

Da siebie, pragnienie spełni i nie odleci jak ptak…

                                           Miłości moje…

Zalane żywicy łzą jak owad  w bursztynie,

Dla mnie widoczne, miodowym kolorem syte,

Trzymam je tam i wszystkie jego tajemnice,

Przed  okiem Posejdona  głęboko ukryte…

                                           Morze moje….

środowe gdybanie

                                40ddmwdBZ

I tak,jakby tydzień zaczynał się od środy…

Jak to optymistycznie brzmi???

Do weekendu blisko……

Oj,znów monotematyczna się zrobiłam……

Wczoraj odwiedziłam zaprzyjaźnioną stronę p.Sławka…

Takie piękne zdjęcia tam pozamieszczał,w dodatku z okolic tak bliskich memu sercu…..

A pomyśleć,że tam miałam być….

Właśnie Magda z rodzinką teraz sobie buszują po Jastarni,a mnie tam ciągle nie ma,ba i nie będzie w najbliższym

 czasie :-((

No to sobie poprawię kolejny raz humor,zamieszczając śliczną fotkę

a może i drugą nawet

Oczywiście,że nie są to zdjęcia mojego autorstwa,bo….mnie tam nie ma przecież….

Poprostu ściagnęłam z netu…

Coś za coś,jakoś odreagować stress muszę…….

A zresztą co ja bym tam w tej Jastarni robiła??

Leżałabym w jakimś grajdołku na plaży ( o ile oczywiście pogoda na to by mi pozwalała) i smażyła się do słońca,a to wcale niezdrowe.

Nie miałabym Marzeniaa,z którą na piwko na przyplażową kawiarenkę latałabym,jak poprzednio.

Siedziałabym wieczorami w Gryfie,pachnącym swojskim mi zapachem rybek i……chodziła z musu o 20-tej spać,bo to godzina snu Magdy i jej rodziny.

No jedyna rozrywka, jaka by mnie czekała to zabawy z Jańciem, ale on napewno i tak zajęty byłby towarzystwem dziadków i na Ciocię łaskawie może raz na tydzień by zerknął.

A tak, pojadę sobie do Buska,bądź co bądź Zdroju,będę odpoczywała na parkowej ławeczce,kąpała się w wodzie siarkowej i sanatoryjnym basenie,będą też masować moje obolałe ciało  i też będe happy….

Ale to jeszcze wciąż tak daleko…jeszcze 40 dni…..

Zaciskam więc zęby  

 i idę do pracy…

Tak trzeba!!!!!

Jeszcze trochę przecież wytrzymam????

mój colage…..





                                




Prawda,że piękne???


Popatrz uważnie,ile osób tam się chowa za tym słonecznikiem?


To dzieło Halusi,czyli lilaróż.


Poznałam ją kiedyś na stronie extrafotki.


Naprawdę piękne swoje  zdjęcia tam zamieszcza.


A ten colage zrobiła specjalnie dla mnie…..


No proszę,czuję się jak ktoś specjalny,wyróżniony….


Jeżeli ktoś jest zainteresowany oglądaniem pięknych zdjęć polecam stronę www.extrafotka.pl


Niekoniecznie odrazu trzeba się tam rejestrować i logować,strony dostępne są i dla zwykłych śmiertelników.


Ale jezeli chcesz zamieścić komentarz,bo któreś zdjęcie szczególnie Ci się podoba,już niestety własne konto musisz mieć.


Osobiście mam tam swoich dwóch ulubionych faworytów,czyli właśnie lilaróż i juraleśnego….


Ich zdjecia to prawdziwy majsztersztyk.


Ale nie powiem,bywają i inne również piękne zdjęcia,przy których moje wyglądają bladawo.


Ale ja dopiero się uczę……


napawanie ciszą

                                        41ddmwdBZ

I znów dzień wytchnienia,dla mnie chyba jeden z ostatnich,bo tylko patrzeć,jak zjedzie moja rozwrzeszczana rodzinka…..

I znów rozlegną się wrzaski dzieci,tysiące dzwonków do drzwi dziennie,masa przelewajacych się przez nasz dom gości,no i to nieznośne trzaskanie drzwiami…..

Niby dom zacznie na nowo żyć,ale mi to już całkowicie nie odpowiada..

Najwięcej cieszę się,gdy mogę wrócić do domu cichego,spokojnego,gdzie gada tylko telewizor,lub radio.

Zawsze mogę sobie zrobić wtedy pstryk i wyłączyć…..

Mogę palić do woli moje ulubione papierosy i nikt nie włącza mi w pokoju huczącego i denerwujacego mnie wentylatora….

Mogę odpoczywać ,odpoczywać,odpoczywać…..

Ale taka radość czeka mnie dopiero za rok ,przy dobrych układach,że znów wszyscy razem sobie pojadą…..

Niestety,na własne i ciche mieszkanko narazie nie mam widoków.

Narazie?????
Chyba wogóle nie mam żadnych szans,no może tylko wtedy,gdy wygram w tego totolotka.

Ale i na to marne raczej są widoki :-((

Póki co,cieszę się i napawam ciszą domowego

spokoju……

Ostatnie spokojne godziny….

Ostatni samotny odpoczynek w cichym domu….

od weekendu do weekendu

                                 42ddmwdBZ

park Juraleśnego

Następny tydzień czas zaczynać….

Tak to już niestety w poniedziałek każdy bywa….

Ale ten tydzień jest niepełny,dzisiaj nieco popracuję (może  nieco krócej nawet mi się uda siedzieć u tych rybek),za to jutro mamy Święto,wolny dzień od pracy.

Nie jestem oczywiście takim szczęśliwcem,jak Ci,którym udało sie znowu na długi weekend załapać,ale co tam,nie jestem zazdrosna wcale i cieszę się tym,co mam…

Przez te półtora dnia udało mi się trochę odpocząć i co prawda mało tego tlenu do płuca nałapałam,ale zawsze co nieco mi się na tej wsi udało odetchnąć nieco świeższym,niż tym miejskim powietrzem,który na codzień oddychać muszę…

Więc czy nie jestem jednak szczęśliwcem???

Tak mało,a cieszy….

Nawet te krótkie chwile,które spędziłam na ławeczce tarasu, w kąpieli nieco nieśmiałego słoneczka przyprawiały mnie o dobry humor.

Przynajmniej na taki luksus mogłam sobie tymczasem pozwolić….

Czuję sie nieco "naładowana" pozytywną energią,więc mogę  zaczynać swoją "orkę na ugorze" od nowa….

Trochę popracuję i…….

Przecież niedługo znów będzie……

 weekend…..

wsiowy odpoczynek

                               43ddmwdBZ

Jestem na wsi i jest mi całkiem fajnie….

Wczoraj obchodziliśmy 10-te Urodziny Darii…..

Było grilowanie ( ale tradycyjnie z deszczykiem),pyszne sałatki,szarlotka z lodami i winko.

W sam raz wszystko wspaniałe dla mojej odchudzającej diety…..

Ale czasami odstępstwa można robić,byleby nie za często…….

Spałam wyjątkowo nie u siostry,tylko u Maćków, na bardzo wygodnej rudej Wandzi i chociaż miałam w łóżku współlokatorkę,Darię,muszę przyznać,że wspaniale się wyspałam.

Niestety  na wsi będę tylko do popołudnia,bo jutro normalny i bardzo długi  dzień pracy mnie czeka…

Ale to dopiero jutro,narazie cieszę się tym ,co dzisiaj……….

Niesprawiedliwość

                                  44ddmwdBZ                                      


  


Dzisiaj sobota,taki piękny dzień,a ja do żabek zasuwać muszę.


Chciałam wywalczyć dzisiejszą wolną sobotę,ale mi się niestety  nie udało….


Niestety i w tą i w następną pracować muszę…


Urlopy,więc trzeba zastępować,nie ma zmiłuj się.


Ale za to zaraz po pracy jadę sobie na dwa dni na wsiowy wypoczynek.


Darusia wczoraj skończyła okrągłe 10 lat ( jak ten czas leci….),muszę do niej pojechać.


Co prawda pierwotnie inne plany miałam na tą sobotę, (małe towarzyskie, babskie spotkanie),ale rodzina to rodzina


najważniejsza….


Zresztą lubię ten sielski odpoczynek na wsi,ba,byle tylko prognoza pogody nie sprawdziła się i nie zechciało padać.


Muszę odpocząć,bo przedemną,prócz dnia dzisiejszego,  jeszcze 31 dni pracujących,czyli jeszcze będę pracowała około


300 godzin…..+ 5 dzisiejszch ,okroppnie długo..


Oj źle ze mną,jak już pracę na godziny przeliczam…..


Życzę zatem miłego wekendu zapracowanym,odpoczywającym fajnego urlopu,a ja znikam do swojej ponurej i pracowitej rzeczywistości…


Odpoczywać będę dopiero po godzinie 14-stej.



                                 

podróże kształca…..

                                 46ddmwdBZ



Dziwnie jest teraz w Krakowie…..


Wsiadasz w autobus i…..jedziesz w nieznane.


Rozkopali pół miasta,a już napewno najbardziej


przeszkadza to,że również i rozkopano   drażliwą arterię,jaką są Aleje i ….


Na całe szczęście przeczucie powiodło mnie wczoraj na przystanek jeden do tyłu.


Bo gdybym poszła „normalnie”,czyli tak jak dotychczas,straciłabym conajmniej pół godziny  na poszukiwanie miejsca,gdzie mój autobus raczy sie zatrzymać.


Już trzy razy szukałam przystanku po Alejach,bo co go gdzieś umiejscowili,za dwa dni przenosili w inne miejsce.


Raz do tyłu,raz sporo do przodu,teraz z  koleji


zrobili z nim skok w bok…..


Może takie podchody są całkiem fajne,ale nie rano,gdy biedny ,zaspany człowiek spieszy do pracy…..


No wiec wsiadłam do autobusu i pojechałam….nie ,nie prosto przed siebie,ale skręciłam w piękną aleję Błoń,potem w zakorkowaną objazdami ulicę Piastowską,żeby znów skręcić w następna zatłoczoną Czarnowiejską i….szczęśliwie dojechać do już nie remontowanej części Alej,a potem już szczęśliwie i prosto,bez żadnych niespodzianek, do miejsca przesiadki na busik,czyli do Kleparza.


Tak więc przejazd autobusu zamiast przepisowe 10-12 minut, trwał ponad 25 minut.Z wielkim trudem zdążyłam ( a jednak zdążyłam) na busik,gdy Pan Kierowca,który już mnie z tych codziennych dojazdów zna, włączył motor,żeby odjeżdżać.


Na szczęście zauważył,ze dobiegam i poczekał.


Inaczej okropnie spóźniona do tego Kalmara bym dotarła….


Takie to niespodziewane przygody czekają biednego człowieka skoro świt ( powrót na szczęście jest po normalnej,utartej już trasie).


Dzisiaj będę musiała wyjść wcześniej conajmniej o 10 minut,bo kto wie,co za niespodzianki MPK mi znów naszykuje????


Może i zamkną na amen tą do tej pory przejezdną część Alej???



Gapa jestem,moja wina,bo gdybym śledziła komunikaty MPK w internecie,pewnie wiele takich  niepodzianek byłoby mi zaoszczędzone.


Więc dzisiaj rano zaczęłam posłusznie lekturę od…śledzenia wszelakich komunikatów….


Wcale przez to mądrzejsza nie jestem,straciłam tylko cenne minuty porannego relaksu.


O.K. już po temacie.


Zobaczymy,co dzisiejszy dzień mi przyniesie ciekawego.


Na nudę narzekać nie mogę….